Głośne pytanie dziewczyny jeszcze przez dłuższą chwilę rozbrzmiewało w prawie pustym pokoju, potęgując napiętą atmosferę pomiędzy dwójką ludzi. Patrząc sobie w oczy, żadne z nich nie miało ani odwagi, by powiedzieć coś jeszcze, ani pomysłu na swój dalszy ruch. Stojąc więc nieruchomo, zastanawiali się, jak właściwie potoczy się ich rozmowa.

Decydując się w końcu przerwać martwą ciszę, Phil zrobił krok do przodu, wciąż trzymając w ręku swoją czapkę. Wolną ręką drapiąc się po czubku głowy, rozejrzał się dookoła.

- Ten... Tego... - odezwał się cicho, próbując nawiązać jakąkolwiek rozmowę. - Ładne włosy. Ja swoje zgoliłem i wyglądam jak kretyn – bąknął w końcu bez namysłu, ściągając na siebie pytający wzrok dziewczyny. Niepoczytalność, jaką musiał mieć w tym momencie w oczach, z pewnością przysporzyła jej wątpliwości, czy aby na pewno wszystko z nim w porządku. - Nie przyszedłem tu, żeby próbować Cię namawiać do tego, żebyś wróciła – powiedział w końcu spokojnym i niskim tonem. - Właściwie to nie miałoby nawet sensu, ponieważ tak do końca nigdy razem nie byliśmy, ale... - dodał, zawieszając na moment głos. - To nieistotne. Uciekłaś, a ja jestem tu po to, żeby dowiedzieć się, dlaczego. Daj mi odpowiedź i się stąd wynoszę. To wszystko.

Nie ruszając się ze swojego miejsca, Allison spuściła wzrok, wbijając go w podłogę. Nie mogła powiedzieć prawdy, ponieważ wiedziała, jakie to przyniosłoby konsekwencje. Poza tym, zastanawiała się, czy ma to w ogóle jakikolwiek sens.

- Phil, musiałam to zrobić – odparła cicho, dając mu pierwszą lepszą odpowiedź. - Przepraszam.

Jego śmiech sprawił, że podniosła z zaciekawieniem głowę, patrząc na jego twarz. Krótka chwila wesołości minęła szybko; dwie sekundy później mężczyzna stał przed nią z równie poważną miną, jak kilka minut wcześniej.

- Nie rozumiemy się, Allison - powiedział. - Chodziło mi o rozsądną i sensowną odpowiedź, a nie o pierwsze lepsze kłamstwo, które przyjdzie Ci teraz do głowy – rzekł. - Sądzisz, że po tylu nieodebranych połączeniach ode mnie stałaś się mistrzynią w unikaniu niewygodnych dla siebie tematów? - zapytał, nie dając jej dojść do słowa. - Mylisz się, moja droga.

- Przestań, proszę... - odparła ledwo słyszalnym głosem.

- Chcę poznać prawdę – naciskał Phil. - Co takiego się stało, że postanowiłaś nagle wyjechać, odcinając się ode mnie zupełnie? Zrobiłem coś? Chodzi o to, co stało się w hotelu?

- Nie! - przerwała mu ostro dziewczyna. - To nie ma żadnego związku ani z Tobą, ani z niczym, co zrobiłeś!

- Więc z czym?! - zapytał równie głośnym tonem mężczyzna. - Nie wyjdę stąd, dopóki mi tego nie wyjaśnisz!

- W porządku, powiem Ci! - krzywiąc się i zamykając oczy, Allison podniosła ręce i objęła dłońmi swoją głowę. Nie spodziewała się, że Phil będzie aż tak uparcie dążył do poznania prawdy.

Stojąc chwilę nieruchomo, podjęła decyzję. Powie mu o wszystkim, co wydarzyło się tamtej nocy w hotelowym korytarzu. Wiedziała, że mężczyzna łatwo nie odpuści, a jej wyznanie i tak już niczego nie zmieni.

- Dasz mi chwilę? - zapytała, otwierając oczy i spoglądając ze strachem na stojącego przed nią bruneta. Rzucając jej pytające spojrzenie, uniósł brwi do góry. - Dopiero wróciłam; nie chciałabym rozmawiać o tym w takim stanie – wyjaśniła, wskazując na siebie. - Daj mi dziesięć minut – poprosiła, odwracając się w kierunku łazienki, zostawiając mężczyznę w progu sypialni.


Siedząc na krześle przy oknie, Phil położył obie dłonie na małym, okrągłym stoliku. Czekając wcześniej na Allison, miał już okazję rozejrzeć się po jej nowym mieszkaniu. Mała, przyciasna kuchnia mogłaby śmiało przyprawić go o klaustrofobię; nie lubił pomieszczeń, w których ściany sprawiały wrażenie, jakby niebezpiecznie zbliżały się w jego stronę. Przesuwając wzrokiem po szafkach kuchennych, w końcu odwrócił głowę w lewo, wyglądając przez znajdujące się obok okno. Zajęty oglądaniem widoku za brudną jeszcze szybą, zupełnie stracił poczucie czasu; ocknął się dopiero, gdy dające się z daleka słyszeć kroki dziewczyny ustały, a krzesło naprzeciwko niego zostało odsunięte lekko, wydając niski pisk podczas przesuwania nim po podłodze.

- Już jestem – oznajmiła cicho Allison, siadając ostrożnie. Odwracając głowę w jej kierunku, mężczyzna ściągnął ręce ze stołu, chowając je do kieszeni spodni. Patrząc na nią, z trudem utrzymywał powagę i zacięty wyraz twarzy. Czas, który spędzili razem sprawił, że przywykł do niej tak bardzo, że ich kilkudniowa rozłąka wydawała się być dla niego wiecznością.

- Możemy teraz porozmawiać? - zapytał z nadzieją w głosie, usiłując oderwać swój wzrok od jej długiej, smukłej szyi. Spięte wysoko włosy odsłaniały ją zupełnie, a spływające po niej niewielkie krople wody skutecznie go dekoncentrowały.

- Sądzę, że tak – przytaknęła, przysuwając się bliżej stolika. - Napijesz się czegoś? - zmieniła nagle temat, wstając szybko i odwracając się w stronę kuchni.

- Allison, usiądź, proszę... - poprosił Phil, przerywając tym samym jej czynność. - To poważne.

Posłusznie wykonując jego polecenie, brunetka usiadła, starannie unikając spojrzenia w twarz Phillipa. Zaczynając mówić, nerwowo bawiła się skrawkiem materiału ubrania, które miała na sobie.

- Nie wiem, od czego powinnam zacząć... - westchnęła, licząc, że brunet ułatwi jej to zadanie, naprowadzając ją na informacje, na których mu najbardziej zależy.

- Najlepiej od początku – odparł stanowczo.

Sprawdzając jego minę, dziewczyna nabrała głośno powietrza.

- Więc... - mruknęła na początek. - Tamtej nocy nie czułam się zbyt dobrze, co sam pewnie wiesz – powiedziała, wprowadzając mężczyznę w temat. - Cały ten alkohol z poprzedniego dnia... - dodała.

Phil kiwnął głową, rozumiejąc dokładnie, o czym mówiła dziewczyna. Czekając z niecierpliwością na ciąg dalszy, pochylił się nieznacznie do przodu.

- Nad ranem musiałam wyjść na chwilę z pokoju, żeby przynieść coś do picia, bo inaczej oszalałabym – Allison kontynuowała, znów spuszczając swój wzrok. - Nie chciałam Cię budzić, więc po cichu wstałam i wyszłam. Kiedy wracałam już do pokoju, na korytarzu spotkałam je...

- To znaczy kogo? - wtrącił Phil, mrużąc oczy.

- Joanne i Elizabeth. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, nawet nie zatrzymywałabym się, żeby z nimi porozmawiać – wyjaśniła pospiesznie brunetka.

- W porządku, spotkałaś je, zatrzymałaś się i co było dalej? - pytał mężczyzna, koncentrując się na zdobyciu jak największej ilości szczegółów.

Milknąc, Allison przygryzła dolną wargę, podnosząc całkowicie głowę i wbijając w niego spojrzenie.

- Rozmawiałyśmy chwilę, a później... - przerwała na moment, po czym wstrzymała powietrze. - A zresztą... - warknęła, wstając szybko z krzesła. - To wszystko nie ma sensu...

Stając przy drugim oknie, odwróciła się plecami do mężczyzny, przykładając dłoń do swoich ust. Nie potrafiła w prostych słowach wyjaśnić mu, co się stało, miała bowiem wrażenie, że tamta sytuacja była przez nią przerysowana, a jej późniejsze zachowanie było niepotrzebne. Kręcąc przecząco głową, opróżniła płuca z powietrza, wydając z siebie drżący wydech. Po raz kolejny robiła z siebie przed nim idiotkę.

Koncentrując się na swoich myślach, nie usłyszała kiedy Phil wstał z krzesła i stanął tuż za nią. Kładąc dłonie na jej ramionach, przyciągnął ją lekko do siebie. Opierając się plecami o jego muskularną klatkę piersiową, zamknęła na chwilę oczy. Nie minęło wiele dni, ale czuła, jakby ostatni raz była tak blisko niego wieki temu.

Nawet nie wiedziała kiedy odwróciła się twarzą w jego stronę, a jej ręce oplotły jego szyję. Wtulając głowę w zagłębienie pomiędzy jego szyją a ramieniem, wciąż trzęsła się z nerwów.

- Spokojnie, Allison... - usłyszała jego cichy, spokojny głos. Starał się nad sobą panować, by nie przysparzać jej więcej niepotrzebnych zmartwień. Obejmując ją, przygarnął ją do siebie, kładąc jedną rękę na jej głowie. - Spokojnie... - powtórzył, schylając się w stronę jej szyi, by złożyć na niej krótki, delikatny pocałunek.

Zaskoczona jego zachowaniem, natychmiast podniosła głowę, kierując wzrok na jego twarz. Do końca nie wiedząc, co właściwie się stało, patrzył na nią skołowany. To wszystko, co do niej czuł, zaczynało brać górę nad jego zdrowym rozsądkiem i przyćmiewać to, po co do niej właściwie przyszedł.

Przenosząc dłoń w stronę jej twarzy, dotknął opuszkami palców jej żuchwy, znacząc linię od ucha w kierunku jej ust. Spoglądając na nie, uśmiechnął się do siebie w myślach. Szybko jednak otrząsnął się z nich, podnosząc wzrok na jej oczy.

- Przepraszam – usłyszał, próbując odczytać z nich jej myśli. - Nie powinnam była wyjeżdżać bez porozmawiania z Tobą... - dodała, zniżając ton głosu.

Pochylając się nad nią, dotknął ustami jej warg. Brak jej stanowczej reakcji był dla niego zachętą do dalszego działania. Przybliżając się do niej ponownie, po raz kolejny przycisnął usta do jej ust, tym razem jednak robiąc to o wiele śmielej. Chciał ją uspokoić, a przy okazji nasycić swoją ciekawość. Zastanawiał się wcześniej, czy całowanie jej będzie dla niego takim samym przeżyciem, jak wtedy, gdy była razem z nim. Ze zdziwieniem stwierdził, że było nawet lepiej.

- Porozmawiamy teraz... - odezwał się, gdy tylko odsunął się od jej twarzy.

Zsuwając ręce z jego szyi, Allison przeniosła je na jego tors. Gładząc dłońmi materiał jego koszulki, przyglądała mu się ze skupieniem, cały czas czując na sobie jego wzrok. Stojąc przez cały czas opleciona jego ramionami czuła się tak bezpiecznie i komfortowo, jak nigdy dotąd. Podnosząc wzrok i rzucając mu spojrzenie spod długich, gęstych rzęs, posłała mu lekki, tajemniczy uśmiech.

Stając na palcach, dosięgnęła jego warg, wpijając się w nie żarliwie. Nie zwracając uwagi na jego protesty, wciąż go całowała, czekając, aż w końcu zacznie z nią współpracować.

Jego opór nie trwał zbyt długo. Wiedząc, że swoim zachowaniem jedynie rozbudził pożądanie dziewczyny, przestał w końcu się buntować, zaczynając oddawać równie gorące i namiętne pocałunki. Nim zdążył się zorientować, dłonie brunetki znajdowały się już pod jego koszulką, a on sam mocował się już z klamrą paska w jej spodniach. Całując jej szczękę, a następnie szyję, przeniósł ręce na jej biodra, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie. Odsuwając głowę, spojrzała na niego z wyrazem bliskim szaleństwa w oczach.

Zanim ściągnęła jego dłonie ze swoich bioder, pozwoliła mu pozbyć się jego t-shirtu. Łapiąc go za rękę, niemal siłą pociągnęła go w kierunku otwartych drzwi sypialni. Przez cały czas oddając jego pocałunki, czuła ciepło jego skóry.

Wchodząc za nią do pomieszczenia, zatrzymał się, zmuszając ją do zrobienia tego samego. Kiedy spojrzała na jego twarz, uniosła pytająco brwi.

- Mieliśmy porozmawiać... - przypomniał ostrożnie. Zamykając mu usta pocałunkiem, puściła jego rękę, swoją uwagę koncentrując na jego spodniach.

- Porozmawiamy... - wymamrotała wprost w jego usta pomiędzy kolejnymi pocałunkami. Przygryzając delikatnie jego dolną wargę, usłyszała jego cichy syk.

Odsuwając głowę, ściągnął z dziewczyny bluzkę, popychając ją w stronę łóżka. Cofając się do momentu, w którym poczuła za sobą materiał pościeli, usiadła na jej, pociągając za sobą Phila. Całując jej dekolt, mężczyzna sukcesywnie zniżał się w stronę jej brzucha.

Przesuwając dłońmi po jego wytatuowanych ramionach i klatce piersiowej, Allison przez cały czas nie spuszczała z niego wzroku. Leżąc pod nim, przygnieciona do łóżka ciężarem jego ciała, nie chciała być w tym momencie z nikim innym, w żadnym innym miejscu na ziemi. Wiedziała, że nikt nie jest w stanie zapewnić jej takiego poczucia bezpieczeństwa i zaufania, jak Phillip. W tamtej chwili zdawała już sobie sprawę, że jest w nim zakochana.


- Ile razy mam Cię jeszcze przepraszać, Joanne?

Matt był zdesperowany. Minęło kilka godzin, odkąd jego dziewczyna wróciła do pokoju, nie odzywając się do niego ani słowem. Stan taki trwał do tego momentu. Siedząc skulona w jedynym w pokoju fotelu, młoda kobieta ze znudzeniem wertowała następną z kolei gazetę, zupełnie ignorując obecność chłopaka. Dla niego stawało się to nie do zniesienia. Próbował nawiązać z nią jakikolwiek kontakt – wszystko kończyło się fiaskiem. Musiał być jednak jakiś sposób, by Joanne zaczęła znów z nim rozmawiać.

- Mówiłem Ci już tysiąc razy, że to nie był mój pomysł – odezwał się ponownie, nie dając za wygraną. - Wmówili mi te wszystkie rzeczy...

- A Ty w nie uwierzyłeś – mruknęła pod nosem dziewczyna, nie odrywając wzroku od czytanej gazety.

- Ale tylko na chwilę! - próbował się bronić Matthew. - Co mam zrobić, żebyś w końcu mi w to uwierzyła?

Wstając z łóżka, na którym siedział, podszedł do niej i przykucnął tuż obok, kładąc dłoń na jej kolanie. Rzuciwszy mu krótkie, pełne złości spojrzenie, wróciła do lektury prasy.

- Joanne... - jego cichy głos nie pozwalał się jej skupić na tym, co robiła. W głębi duszy nie była na niego aż tak bardzo wściekła. Fakt, zdenerwowała się, słysząc, że ktoś mógł ją zdemaskować; od kilku godzin zastanawiała się nad tym, która z nieprzychylnie nastawionych do niej osób była w stanie to zrobić. Wiedziała, że prędzej czy później wyciągnie tę informację od swojego chłopaka. Musiała tylko go najpierw odpowiednio „zmiękczyć"...

Zamykając gazetę, odłożyła ją na szafkę stojącą obok fotela, na którym siedziała. Skupiając wzrok na kucającym chłopaku, przekrzywiła głowę.

- Kto to był? - zapytała cicho, ale stanowczo.

- Kto? - odparł zdezorientowany Matt, nie rozumiejąc, o co jej chodzi.

- Kto Ci o tym powiedział?

Zapowietrzając się, brunet wstał, nie mając odwagi spojrzeć rudowłosej kobiecie w oczy. Nie chciał denerwować jej jeszcze bardziej; w jej stanie było to niewskazane. Sprawa z Brooksem kosztowała ją sporo nerwów, dlatego teraz chciał jej ich oszczędzić możliwie jak najwięcej.

- Mówiłem już wcześniej, że to nieistotne – bąknął, podchodząc do okna. - Nie przejmuj się tym, kochanie – rzekł, zerkając na nią kątem oka. - Skoro wszystko się wyjaśniło, nie musisz wiedzieć już nic więcej.

- Jakaś kobieta, tak? - Joanne nie dając za wygraną, także się podniosła. - Zazdrosna fanka? A może któraś z WWE? - pytała.

- Daj spokój – jęknął Matt, coraz bardziej irytując się jej uporem. - Wiesz, że z nikim nie utrzymuję kontaktów.

- Więc facet – stwierdziła kobieta. - Znając życie, z pewnością Kofi. Urwę mu łeb, jak go tylko spotkam...

- To nie Kofi. Nie rozmawialiśmy od tamtej afery z Punkiem. Zakładam, że jest na mnie obrażony – odparł Korklan. - Nie dociekaj tak, Jo. Nie ważne, kto to był. Ważne, że nie miał racji – powiedział, zbliżając się do niej i starając się ją objąć. - Nie będziesz się już złościć? - zapytał, kiedy, ku jego zdziwieniu, nie stawiała już oporu. Opierając brodę na jej ramieniu, cmoknął ją czule w szyję. - Kocham Cię – szepnął.

- Nie rób tak więcej – poprosiła młoda kobieta, podnosząc rękę i mierzwiąc jego krótkie, czarne włosy. - Ja też Cię kocham, ale takie rzeczy nie są fair.

Całując ją ponownie, uśmiechnął się pod nosem.

- Obiecuję, że już zawsze będę fair – podniósł głowę i wymruczał cicho wprost do jej ucha.


Podnosząc głowę z klatki piersiowej mężczyzny, Allison oparła na niej brodę, spoglądając na jego twarz. Kiedy uśmiechnął się do niej lekko, przysunęła się do jego ust, całując go delikatnie.

- Nie jesteś już na mnie zły? - zapytała z nadzieją w głosie, kiedy wróciła na swoje poprzednie miejsce.

Uśmiechając się jeszcze szerzej, Phil prychnął, przewracając oczami. Widząc oczekiwanie w oczach dziewczyny, pokręcił przecząco głową.

- Nie byłem na Ciebie zły – odpowiedział, podnosząc rękę i odgarniając kosmyk włosów z jej twarzy. - Byłem tylko trochę zdezorientowany. Chciałem wiedzieć, co się z Tobą działo.

Zaciskając usta, brunetka przytuliła policzek do jego ciepłej skóry, opuszkami palców rysując niewidoczne znaki na jego torsie.

- Opowiesz mi w końcu, o co chodziło? - jego niski głos przyprawiał ją o dreszcze. Przytulając się do niego mocniej, zadrżała lekko i zamknęła oczy.

- To nie była miła rozmowa – odparła, gdy druga ręka objęła jej ramię, a kołdra przykryła jej nagie plecy. - W prostych słowach, Elizabeth i Joanne zażądały, żebym zostawiła Cię w spokoju... - wyznała. - A że były bardzo przekonujące, wolałam ich posłuchać...

Czując pod sobą nagły, gwałtowny ruch Phillipa, podniosła głowę i spojrzała na jego twarz.

- Co masz na myśli mówiąc „przekonujące"? - spytał. - Zrobiły Ci coś? - dodał, poważniejąc.

- Nie! - zaprotestowała natychmiast. - Ale wystarczyło tylko spojrzeć na Beth, żeby wiedzieć, że nie żartuje, dlatego wróciłam do pokoju, spakowałam się i wyszłam.

Wzdychając, Phil spojrzał na nią z czułością.

- Martwiłem się o Ciebie – powiedział cicho. - Danielson chwalił się, że Cię widział, bredząc coś o zakopywaniu ciał.

Śmiejąc się głośno, Allison pokiwała głową. Wydawało się to śmieszne, ale wiedziała, że Phil traktował to bardzo poważnie.

Ciszę, jaka zapanowała między nimi przerwał dźwięk jej dzwoniącego telefonu. Zerkając na szafkę obok łóżka, spojrzała na mężczyznę.

- Mógłbyś? - zapytała, prosząc jednocześnie o podanie jej komórki. Sięgając ręką, Phil złapał aparat i wręczył go dziewczynie. - To Meg – mruknęła, spoglądając na wyświetlacz.

- „Nie gniewaj się zbyt długo. Chciałam tylko pomóc, dlatego zanim mnie zabijesz, pamiętaj, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką".

Czytając wiadomość od blondynki, Allison uśmiechnęła się szeroko. Przenosząc wzrok na bruneta, odłożyła na chwilę telefon.

- Byliście w zmowie? - zapytała podejrzliwie.

- To ona zadzwoniła do mnie; nie ukrywam, że jej pomoc się przydała – odparł. - Chyba będę musiał jej podziękować...

Dzwoniący telefon przerwał ich rozmowę, skupiając na sobie uwagę dziewczyny.

- Jeśli to ona, będziesz miał okazję z nią porozmawiać – rzekła, podnosząc komórkę i odbierając połączenie. - Halo?

Słysząc znajomy głos mężczyzny, uśmiechnęła się, odsuwając się od leżącego Phillipa. Przekładając słuchawkę do drugiej ręki, okryła się szczelniej kołdrą.

- Cześć, tato – powiedziała wesoło, siadając wygodniej. - Tato?

Phil obserwował, jak wyraz jej twarzy zmienia się z wesołego na zaniepokojony. Podnosząc się na łokciu, patrzył na nią z uwagą.

- Co się dzieje? - szepnął, starając się za bardzo nie przeszkadzać w rozmowie.

- Tato, nie słyszę Cię. Gdzie jesteś? - spytała Allison, marszcząc czoło. - Gdzie?!

Zaniepokojenie ustąpiło miejsca zdziwieniu. Przenosząc wzrok na mężczyznę, brunetka otworzyła szeroko oczy.

- Na jakim lotnisku?! - prawie krzyknęła, poruszając się niespokojnie. - Tutaj?!

Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu zegarka. Na migi porozumiewając się z Philem, poprosiła go o podanie jej bluzki leżącej gdzieś na brzegu łóżka. Korzystając z okazji, że mężczyzna się odwrócił, ubrała szybko resztę garderoby, wciąż słuchając rozmówcy po drugiej stronie słuchawki.

- W porządku, tato. Nie ruszaj się stamtąd. Zaraz tam będę – powiedziała do słuchawki, zabierając z rąk Phila bluzkę, którą jej podał. Rozłączając się, rzuciła telefon na pościel.

- O co chodzi? - usłyszała głos mężczyzny, który siedział teraz w łóżku, patrząc na nią zdziwiony.

- Mój tata postanowił mnie odwiedzić. Jest już na lotnisku – rzekła, zakładając ubranie i wstając szybko. - Muszę go odebrać...

Wybiegając z sypialni, w pośpiechu związała włosy i skierowała się do przedpokoju.

- Dlaczego mnie nie uprzedził, do cholery? - złościła się, szukając swojej torebki. - Gdzie są moje klucze?! - mamrotała, grzebiąc między stosem kartonów stojących na szafce.

Podskoczyła, gdy zupełnie niespodziewanie u jej boku znalazł się ubrany już Phillip. Podając jej telefon komórkowy, złapał ją za ramiona i pocałował w policzek, przedłużając pocałunek o kilka sekund.

- Pojadę z Tobą – szepnął, odsuwając się od niej chwilę później. Uśmiechając się do niego błogo, Allison na moment zapomniała o pośpiechu. Kiedy jej myśli znów wróciły do czekającego ojca, wzdrygnęła lekko.

- Klucze, potrzebuję kluczy! - powiedziała, zaglądając do jednego z pudeł.

Wychylając się zza jej pleców, mężczyzna wyciągnął rękę, przesuwając karton w jej kierunku. Zabierając z szafki pęk kluczy, wręczył je brunetce.

- Dziękuję... - mruknęła cicho, zaciskając dłoń na zimnym metalu. - Chodźmy już – dodała, ponaglając Phillipa.