Spędzili o wiele zbyt dużo czasu w komisariacie. Poznał po dwóch fotografach miejscowej gazety, którzy czekali przy jego samochodzie. Danny nie wydawał się zirytowany, ale Steve i tak zasłonił go na tyle na ile mógł. Chin i Kono zostali, aby pilnować Grace. Brakowało mu jeszcze, aby jakiś idiota wtargnął do jego domu.
Nie wiedział kto sypnął, ale na pewno nie przyjaciele ojca. Na szczęście też nie zadawano idiotycznych pytań. Najwyraźniej miejscowi fotografowie chcieli jedynie ich zdjęcia spod komisariatu.
- Przepraszam – powiedział, kiedy wjechali na główną drogę.
Jego auto nadal pachniało kawą i kanapkami.
Danny spojrzał na niego, marszcząc brwi.
- Za co? – spytał rzeczowo Williams. – Za to, że nas napadnięto? Za to, że mnie rozpoznano?
- Za to, że nie poprawiłem Annabeth – zdecydował.
Danny przewrócił oczami.
- Ja też miałem okazję i nie zrobiłem tego. Po prostu skutku pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Tutaj miało być bezpiecznie…
- O i za to też przepraszam – wszedł mu w słowo Steve i Danny prychnął.
- To był najlepszy tydzień w moim życiu i zapewniam cię, że Grace myśli podobnie – poinformował go całkiem poważnie Williams. – Dałeś nam tydzień faktycznego urlopu od tego szaleństwa, czyli więcej niż ktokolwiek. Twoje poczucie winy bywa ujmujące, ale nie przesadzaj, bo straci swój urok – ostrzegł go Williams. – Mamy jakiś plan B? – spytał całkiem szczerze Danny.
- Nadal nie mogą dostać się na naszą posesję. To teren prywatny – przypomniał mu. – Powtykamy tabliczki ostrzegawcze i wezwiemy policję, jeśli naruszą prawo. Chin upewnił się, że Grace i Kono nie wyściubią nosa z domu do naszego przybycia. Państwo Ka na pewno nie będą mieli nic przeciwko tabliczkom informującym o tym, że to teren prywatny również na ich posesji – dodał, planując już całą operację.
Danny westchnął.
- Albo moglibyśmy po prostu wrócić do Los Angeles i zabrać paparazzi z dala od ciebie i twojej siostry – zaproponował słabo Williams.
Steve nie zamierzał nawet tego komentować. Spojrzał tylko na Danny'ego wymownie, a mężczyzna podrapał nerwowo swoją szczękę.
- Steve, to będzie piekło – uprzedził go Danny.
- Widziałem piekło – przyznał spokojnie. – To tylko makaki – prychnął.
- No tak, dzisiaj uderzyłeś faceta drzwiami – sarknął Danny.
- Dokładnie – odparł radośnie. –Wiesz co mogę…
- Nic nie możesz - wszedł mu w słowo Danny. – Jeśli uderzysz kogokolwiek, będziesz miał sprawę sądową i nie dadzą ci żyć.
- Nie mają prawa…
- Tym twittem sprzed kilku miesięcy stałeś się osobą publiczną. Zostałeś ze mną sfotografowany za własną zgodą, więc nie obowiązuje cię zakaz publikowania i podpisywania zdjęć. Byliście tam wszyscy podpięci. Z drugiej strony, gdybym próbował nawet zablokować prawnie jakiekolwiek wzmianki o tobie, wyśmieją moją albo twoją hipokryzję. Byłeś paparazzi – przypomniał mu Danny. – Poinformuję mojego menadżera i prawników, ale najlepiej byłoby, żebyś nie skręcił karku żadnemu z idiotów, którzy będą zadawali ci głupkowate pytania.
Steve prychnął.
- Nie przesadzasz? Nic się nie stało – mruknął, zerkając w lusterko.
Miał wrażenie, że są śledzeni, ale mógł się pomylić. Albo to był początek odnawiającej się paranoi.
- Zaułek? – spytał Danny, chowając twarz w dłonie.
- Przep… - zaczął Steve i ugryzł się w język. – To jest szlak turystyczny. Jest na oficjalnych mapach stanu, jako ciekawostka… Nie pomyślałem, że… - urwał i te słowa nie chciały za bardzo mu przejść przez gardło. – Dobra, to jaka jest wasza strategia? Mam coś zrobić? Wydać jakieś oświadczenie? Zaprzeczać? – spytał, czując się naprawdę głupio.
Dla nikogo spoza wyspy to miejsce nie miało głębszego znaczenia. Nie sądził, aby ta wiadomość przedostała się do prasy. Chociaż z drugiej strony teraz szukano wszelkich brudów, a ludzi zainteresuje dlaczego tak wcześnie rano sfotografowano ich przed posterunkiem policji. Zaczną się pytania, a te zawsze przynosiły kłopoty.
- Steven – westchnął Danny. – Zaprzeczanie nic nie da. Nic nie zrobiłeś złego i pamiętaj o tym, kiedy zaczną cię maglować. To może nawet nie wyciec. Na razie skupmy się na tym, żeby sprowadzić moją starą ochronę z Los Angeles. Otwarta przestrzeń im się nie spodoba. Brak wysokiego płotu jest zachęcającą perspektywą – przyznał Williams i brzmiał nagle na cholernie zmęczonego.
Nie spali tej nocy zbyt dobrze. On może ukradł jakąś godzinę, ale coś mu mówiło, że Danny nie zmrużył oka.
- Co mogą wymyślić? – prychnął Steve. – Głupie plotki. Nawet jeśli ktoś z posterunku powie im cokolwiek więcej, przecież masz byłą żonę i córkę. Annabeth założyła z góry i błędnie, ale nie wiedziała kim jesteś – dodał.
- Steven – westchnął Danny przerywając mu. – Postaram się, żeby cię nie ruszyli i nie nękali.
- Och, poradzę sobie – prychnął.
- Może z terrorystami, ale pod pewnymi względami paparazzi są gorsi – pouczył go Danny spokojnie.
- Mam cały czas wrażenie, że martwimy się na wyrost. Załatwimy sprawę waszej prywatności na naszej plaży – zaczął z pewnością w głosie, ponieważ potrzebował coś postanowić.
Chciał wyklarować tą spieprzoną sytuację i miał ku temu możliwość. Danny zawsze rozważał najgorsze scenariusze. Widział fatalne nagłówki w swojej głowie, a przecież pozostawało jeszcze tysiące innych możliwości.
- Masz prawo mieć przyjaciół – mruknął pod nosem, lekko obrażony.
Danny zbił usta w wąską kreskę.
- Jesteś tutaj otwarcie homoseksualny – powiedział Williams, zaskakując go lekko. – To się szybko rozniesie.
Steve zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Nie spodziewał się takiego kierunku tej rozmowy.
- Plotki o rzekomym romansie rozwiedzionego ojca sześciolatki nie do potwierdzenia to raczej chleb powszedni tych hien – rzucił sztywno. – Czy to jest problem, że jestem gejem? – spytał wprost zerkając na Williamsa, który znowu nerwowo przecierał twarz.
Istniały różne granice, które mieli ludzie. Jeśli Danny nie chciał, aby łączono ich nazwiska – był cholernym dupkiem, ale miał do tego prawo. To mogło zniszczyć jego karierę. W końcu wiele znaczył jego wizerunek ciepłego ojca, wspaniałego męża i po prostu prawego faceta, który nie opluwał byłej żony w mediach. Może Steve był idiotą po prostu, zakładając, że takie plotki – nawet idiotyczne i bez ziarna prawdy – nie uderzą w Grace. Rachel mogłaby na tej podstawie pewnie wznowić postępowanie o opiekę. Nie miał pojęcia tak naprawdę jak bardzo to mogło się obrócić przeciwko Danny'emu i Williams pewnie zdawał sobie sprawę z tego o wiele lepiej. Pewnie menadżer przestrzegał go przed podobnymi rzeczami.
Co rusz wybuchały nowe skandale z homoseksualizmem w tle, ale ludzie przeważnie nie uciekali na Hawaje, mieszkać w domku przy plaży swojego gejowskiego kumpla, który przypadkowo dawniej był paparazzi. Nie chciał nawet myśleć o tym jak wiele zdjęć Danny'ego zrobił. Z łatwością połączono by fakty i wybudowano historię, która nie miała pokrycia. Prawda jednak się nie liczyła. Nie w tym przypadku.
- Przep… - zaczął, wiedząc, że jego złość nie miała sensu.
- Tak, Steven. To jest problem. Ale nie ze względu na ciebie – warknął Danny, wchodząc mu w słowo. – To jest problem, jeśli ta druga strona tych plotek jest biseksualna – dodał, patrząc na niego dość wymownie.
I Steve poczuł się naprawdę głupio.
- Znaczy ty? – zaczął i urwał.
Danny zmarszczył brwi.
- Znaczy ja – sarknął cierpko mężczyzna.
- Dlaczego… - zaczął Steve ponownie, ale nie potrafił jakoś dokończyć.
Nie powinni nawet prowadzić tej rozmowy z samochodzie. Nie wiedział dlaczego Danny nie powiedział mu wtedy, kiedy sam odkrył swoje karty. To faktycznie nie była jego sprawa, ale jakaś prymitywna część jego samego cieszyła się, bo jednak miał cholerny cień szansy, której nie mógł jednak wykorzystać.
- I nie chcesz, żeby to wyszło – odgadł, nie wiedząc co na ten temat myśleć.
Jego coming out nie był trudny i ciężki. W zasadzie na wyspie wszyscy byli płynni. Ich kultura pozwalała na wiele, ale dopiero w wojsku zdał sobie sprawę, że ludzie bywali różni. Nie ukrywał się, ale też nie afiszował. To po prostu wychodziło z niego samego. Z drugiej jednak strony nie był osobą publiczną, gwiazdą kina akcji, od której wymagało się męskich decyzji i nieskazitelnego zachowania również poza planem. Ludzie lubili patrzeć na aktorów w pewien sposób. Opinie o gwiazdach były ważne, jakby celebryci nie mieli prawa do popełniania błędów, jakby nie byli ludźmi z własnymi życiami.
Danny wypuścił długie westchnienie.
- Nie wiem – przyznał Williams. – Myślisz, że to egoistyczne?
- Nie – odparł Steve. – To nie powinno mieć znaczenia – stwierdził. – Ale ma, ponieważ tak wygląda ten świat. To powinno być twoje życie i nikt nie powinien spytać z kim sypiasz, ale pytają. Bardziej… - zaczął i urwał.
- Bardziej jesteś wściekły, że ci nie powiedziałem, prawda? – spytał Danny cierpko. – Wbrew pozorom wielu ludzi wie. Moja rodzina, Rachel, Grace, menadżer, niektórzy byli partnerzy z filmów, którzy też nie są całkiem hetero – wymienił jednym tchem. – Ale kiedy mi powiedziałeś, że jesteś gejem to jakoś nie mogłem. Co ci miałem powiedzieć? Fajnie, jestem bi? Jakoś wydawało mi się to takie… wiesz… Nie chciałem, żebyś pomyślał…
Steve zaparkował, trochę zaskoczony, że są już pod domem. Kono musiała zobaczyć ich przez okno, ale na widok ich min, zmarszczyła brwi. I dobrze. Mieli kilka kolejnych minut dla siebie.
- Żebym pomyślał co? – spytał Steve.
- Oni uznają, że to jakiś kryzys – warknął Danny przez zaciśnięte zęby. – Nie ma znaczenia czy uwierzą, że jesteśmy przyjaciółmi i między nami nic nie ma. Nie dadzą ci spokoju i twoja twarz będzie na wszystkich serwisach – ciągnął i to nijak nie odpowiadało na jego pytanie.
- Zmieniasz temat – zauważył spokojnie Steve i na policzkach Danny'ego pojawił się lekki rumieniec.
- Nie chciałem, żebyś pomyślał, że się jakoś narzucam czy coś – przyznał Williams w końcu.
Steve nie mógł nie przewrócił oczami.
- W życiu bym tak nie pomyślał – powiedział z naciskiem na każde słowo. – Jesteś… - zaczął i urwał.
W zasadzie kolejne słowa na pewno nie spodobałyby się Danny'emu. Problem w tym, że Williams jakiś czas temu zaczął czytać mu w myślach i wiedział dokładnie, w którą stronę miała podążyć ta rozmowa.
- Ach, gwiazdą? – zakpił Danny z czymś twardym w głosie. – Pieprz się – warknął.
- Czekaj! – mruknął, łapiąc go za ramię, kiedy Williams próbował otworzyć drzwi.
Na wszelki wypadek je również zablokował. Danny był silniejszy niż na to wyglądało.
- To nie tak – powiedział.
- A jak? Jesteś pieprzonym hipokrytą – poinformował go Williams. – Najpierw pieprzysz, że przecież dlaczego ktokolwiek mógłby mnie nie chcieć, a teraz wyskakujesz z czymś takim? Czyli kogo dokładnie widzisz, kiedy na mnie patrzysz? Skoro to jest pierwsza rzecz, która...
- Jesteś dupkiem, który za dużo gada – wszedł mu w słowo Steve.
I chyba tego Danny się nie spodziewał, bo otworzył szerzej usta.
- Dasz mi cokolwiek wytłumaczyć? Wiem, że jesteś wściekły, że twoje wakacje się skończyły. Też jestem zły. Uwierz mi na słowo, że nie chcę tych ludzi na swoim podjeździe, ale to nie powód, żebyśmy skakali sobie do gardeł. Chcesz na mnie powrzeszczeć? Proszę bardzo, ale powiedz mi dlaczego tak naprawdę jesteś taki wściekły?! – warknął. – Nie martw się. Nikt nie pomyśli, że ruszyłeś po stracie Rachel! – poinformował go, chociaż pewnie nie powinien, bo Danny spojrzał na niego z niedowierzaniem.
I Steve też nie wiedział jak mógł powiedzieć coś takiego, ale jednak wymknęło mu się i było po sprawie. Williams zaczerwienił się wściekle, ale chyba nie zamierzał go uderzyć. Po prostu wgapiał się w niego. I Steve'owi mimo wszystko trochę ulżyło.
- Sam jesteś dupkiem i neandertalczykiem – oznajmił mu Danny bez złości. – Nie powinienem na ciebie krzyczeć, przepraszam – powiedział Williams, patrząc na niego wyjątkowo intensywnie.
I chyba liczył, że się wzajemnie przeproszą. Steve nie wiedział jednak nawet od czego zacząć. Może był trochę dupkiem, ale miał cholerny zamęt w głowie. Zresztą dopiero co się dowiedział, że jednak między nimi nie było aż tak wielkiej przepaści. Tylko jedna wielkości Rowu Mariańskiego.
- Przepraszam – zaczął z ociąganiem i wziął głębszy wdech. – Znam cię – podjął, wgapiając się w przestrzeń przed sobą. – Jesteś fajnym facetem i widzę ciebie. Ciebie jako ojca, ciebie jako mężczyznę, chociaż przeziębiłeś się na moim lanai…
- Chryste, nie zapomnisz o tym? – jęknął Danny.
- Zamknij się, poczyniam właśnie wyznanie – sarknął Steve. – Jesteś interesujący i strasznie napierasz na ludzi, ale to akurat jest właśnie dla ciebie charakterystyczne i o dziwo nie jest wadą. Masz całą listę wad i mogę ci je wymienić w alfabetycznej kolejności – skłamał i Danny uśmiechnął się krzywo. – Tak, zamierzałem powiedzieć, że nie pomyślałbym o tobie jak o randce, ponieważ jesteś aktorem – przyznał i Danny zesztywniał. – Ale to jest jak przekleństwo ładnej dziewczyny. Ładne dziewczyny są same, bo wszyscy boją się do nich zagadać albo wychodzą z założenia, że na pewno są zajęte. I to jest bagaż. Po prostu do przeskoczenia – przyznał Steve kwaśno. – Po prostu zamiast mrugać do doktor Asano i podskakiwać na jej widok jak szczeniak, powinieneś był ją po prostu zaprosić na kolację – dodał, chociaż to kosztowało go naprawdę wiele.
Danny spoglądał na niego odrobinę dłużej z dość nieczytelną miną.
- Dziękuję, ale dalej jesteś dupkiem. I doktor Asano mnie nie interesuje – poinformował go Williams sztywno. – Jej mi także nie zapomnisz?
- Będę pielęgnował to wspomnienie do końca życia. Podryw na Danny'ego Williamsa – zakpił i nie był nawet bardzo zaskoczony, gdy oberwał pięścią w ramię.
