Wpadłem zaraz za Samem, ale odwrotnie niż jego zmroziło mnie z szoku gdy zobaczyłem co działo się w środku.
Anne wróciła i w jakiś sposób przyzwyczaiłem się już do myśli, że jest teraz nawiedzającym nas duchem. Nie byłem jednak przygotowany na to, że krzesło przesunie się po podłodze i przetnie grubą linię soli. Gdy tylko to się stało Anna była w środku. Dean wystrzelił, ale ona tylko mignęła i pojawiła się przed Andreą, która patrzyła na nią wielkimi oczami.
- Anno, proszę. - Andrea cofnęła się, ale Anna podążyła za nią i sięgnęła do jej gardła.
- Odsuń się od niej, suko - warknął Dean rzucił w nią garścią soli. Po tym zniknęła. Na razie.
- Wszyscy cali? - spytał Sam i kleknął by naprawić okrąg podczas gdy Dean przeładowywał strzelbę. Nie byli wystarczająco szybcy.
- Nie należysz tu! - Tym razem to nie krzesło poruszyło się samo z siebie. Tym razem to był Dean. Anna machnęła ręką i Dean był w powietrzu. Chrząknął, gdy jego stopy oderwały się od podłogi i zaraz zwinął się, żeby uchronić się przed większymi obrażeniami gdy gruchnął plecami o stojak na płyty. Wyglądało to na wyćwiczony ruch.
- Dean! - Kolejny wystrzał ze strzelby i Anna znów zniknęła, a Sam już był przy bracie, ale przez ramię krzyknął:
- Eric, Brenda. Naprawcie sól.
Sekundę później oboje rzucili się wykonać polecenie podczas gdy ja i Andrea staliśmy jak wrośnięci w ziemię wstrzymując oddechy.
- Czy nic mu się nie stało? - spytała w końcu Andrea, ale wtedy Sam posadził już swojego brata prosto i wydawał się usatysfakcjonowany tym, co widział, więc miałem nadzieję, że Dean nie był jeszcze w sytuacji nagłego zagrożenia życia. Będzie się czuł obolały jeszcze przez tydzień i nie chciałem nawet myśleć o siniakach, które pojawią się jutro.
Urwałem w pół myśli. Dean będzie jutro wyglądał praktycznie zupełnie jak Sam. Poobijany, cały w siniakach i z raną na nodze nie trudno byłoby go wziąć za ofiarę bicia.
Mam doświadczenie z takimi sytuacjami, powiedział wcześniej Sam ale dopiero teraz zrozumiałem co miał na myśli. Nie byłem pewny jak zrozumieć takie sytuacje, ale to było oczywiste, że tak właśnie wyglądało jego życie. Albo przynajmniej spora jego część, której nigdy nie pozwolił nam zobaczyć.
- Ogarnąłem, że twoi koledzy mnie nie lubią, Sammy - wymamrotał Dean opierając głowę o ścianę i zamykając oczy. - Ale to już przesada.
Wszyscy zamarliśmy słysząc tą uwagę, bo miał rację. Nie lubiłem Deana od samego początku, cholera nie lubiłem go jeszcze zanim go spotkałem. Kątem oka zobaczyłem jak Brenda i Eric kończą swoją pracę i całkiem nieźle udało im się udać, że nie słyszeli słów Deana. Andrea i ja spojrzeliśmy szybko na siebie i odwróciliśmy wzrok.
Co tylko pogarszało sytuację to to, że Sam po pierwsze pozwalał bratu nazywać go Sammy, do czego w ogóle nie mogłem się przyzwyczaić, i to, że zaśmiał się na te słowa.
- To ten twój urok, stary. - Sam uśmiechnął się szeroko, ale wytrzeźwiał gdy przypomniał sobie, że nie byli sami. - Na dworze czysto. Znalazłeś coś tutaj?
Dean pozwolił bratu podnieść się na nogi i z powrotem wziął do ręki strzelbę.
- Wykrywacz zwariował o tam. - Ruchem głowy wskazał na schody. - Mój strzał? Jest pod podłogą.
Sam podążył za wzrokiem brata.
- Dlatego najpierw chciała Vincenta, a teraz Andrei. - Wyglądał, jakby czuł się głupio, że nie połączył faktów wcześniej. Cokolwiek to było za połączenie.
- Mnie? - wyszeptała Andrea z oczami utkwionymi w tamtym miejscu pod schodami, jak gdyby mogła zobaczyć Annę pod panelami. Jeśli naprawdę tam była, choć Sam wydawał się pewny. Odwrócił się do Andrei i jego twarz złagodniała.
- Tańczyliście na jej grobie. Dosłownie - urwał. - Dean, to dlatego stała się tak silna tak szybko. Jej przyjaciele bawiący się tuż nad jej ciałem, z jej zabójcą na dodatek, oczywiście, że jest wściekła.
- Nie wiedzieliśmy - wyszeptała Andrea z oczami pełnymi łez. - Anno, proszę. Nie wiedzieliśmy. - To ostatnie skierowane było w pustkę, ale jeśli Anna nas usłyszała to nie dała znaku.
Eric i Brenda naprawili okrąg i znów stali w środku nie mając pojęcia co robić dalej. Moje doświadczenie jeśli chodzi o duchy sprowadzało się do horrorów, ale we wszystkich pojawiał się jeden temat.
- Moglibyśmy ją przeprosić - zaproponowałem. - Pójdziemy na policję i powiemy im co zrobił Cole. Dostanie pogrzeb i jej rodzice dowiedzą się co się stało. Tego właśnie chce, nie? Sprawiedliwości. Powrotu do domu.
Dean pokręcił głową z żalem.
- Przykro mi, kolego. W większości przypadków to tak nie działa. Chce, żebyście zginęli, wszyscy. I ja, za rozwalenie jej imprezy. - Zwrócił się do Sama. - No chodź, Sammy. Czas to zakończyć.
Sam nie wyglądał na zadowolonego, ale się nie spierał.
- Co z nią zrobicie? - Brenda przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, jej oczy niespokojnie obserwowały otoczenie, ale na razie Anna zostawiła nas w spokoju.
Sam i Dean wymienili się jednym z tych ich spojrzeń i Dean wzruszył ramionami jakby chciał powiedzieć „To twoi przyjaciele."
- Najpierw musimy znaleźć jej ciało - powiedział Sam i ciężko przełknął ślinę. Cokolwiek miało być następne nie było miłe, widziałem to na jego twarzy. - A potem trzeba ją posolić i spalić.
Przygryzł dolną wargę i zamrugał kilka razy. Anna była też jego przyjaciółką.
- Spalić ją? - powtórzyłem jak papuga. Nie mogliśmy jej spalić, nie tutaj, w ogóle nigdy. Przecież myśmy ją znali. To było po prostu złe.
- Nie ma innego sposobu - odezwał się Dean bacznie obserwując brata jakby chciał się upewnić, że Sam może pogodzić się z sytuacją.
- Jak... - Eric zaczął, ale przerwał by przeczyścić gardło. - Jak będzie wyglądała?
To wyrwało Sama z zamyślenia.
- Nie żyje od roku. Tu jest sucho. Trochę jak mumia, wilgotniejsza, jeśli Cole zawinął ją w plastik.
- A wiesz to skąd? - spytała Brenda, ale chwilę później uniosła dłoń, żeby go zatrzymać. - Nie mów.
- No dobra, panienki. - Dean zatarł ręce. Nikt mu nie wytknął tego, że drobinę się chwiał, ale Sam przyglądał mu się z troską. - Do roboty.
/txtbreak/
Ach, historia ma się już ku końcowi. Ile jeszcze, ze dwa rozdziały. Mam nadzieję, że zostaniecie do końca ;)
