28 lutego 2009

Z drżącymi sercami ruszyliśmy w kierunku gabinetu profesorki, po drodze nie zapominając jednak zażyć odpowiedniej ilości eliksiru na kaca. Przed nami nie malowała się żadna miła perspektywa, dostaniemy szlaban jak nic, więc lepiej nie odrabiać go na kacu..
- Myślisz, że mamy po weekendzie?- zapytał Draco, kiedy wspólnie biegliśmy przez korytarze..
- Nie.- odparłam- Mam po co najmniej trzech kolejnych weekendach!- westchnęłam
- Kurwa!- jęknął, a ja w pełni go rozumiałam.
Kiedy stanęliśmy przed drzwiami do gabinetu profesorki, czuliśmy się jakbyśmy co najmniej byli prowadzeni na jakąś rzeź.. I najgorsze było to, że bynajmniej nie będzie to rzeź niewiniątek..
- Jakkolwiek nie będzie to powiem ci… dla takich nocy jak wczorajsza i tak warto żyć!- westchnął Draco, delikatnie pukając do drzwi.
- Zapraszam!- usłyszeliśmy surowy głos. Mimowolnie obydwoje przełknęliśmy ślinę.
- Dzień dobry.- przywitaliśmy się kulturalnie.
- A to wy!- powiedziała kobietka, spoglądając na nas.- Nie myślcie sobie, że oczekuję waszych tłumaczeń..- warknęła, wskazując nam krzesła.
- Ale..- zaczął Draco.
- Powiedziałam coś, panie Malfoy! Nie chcę żadnych tłumaczeń. Nic nie tłumaczy tak karygodnego zaniedbania obowiązków! Jak wam nie wstyd! A po tobie Hermiono to już na pewno bym się tego nie spodziewała!- unosiła się coraz bardziej.- To oburzające. Co wyście sobie myśleli.. Ja.. ja muszę wyciągnąć odpowiednie konse..- zaczęła, a w tym samym momencie drzwi znowu się otwarły.
- Co tu się dzieje Minerwo? Dlaczego rugasz moich uczniów?- Snape wszedł, a raczej wpadł do pomieszczenia, przyglądając się wszystkim uważnie.
- Dlatego Severusie, że twoi uczniowie nie zjawili się wczoraj na patrolu.- odparła spokojnie, patrząc na nietoperza niemal wyzywająco.
- Oczywiście, że nie przyszli.- odparł.- Mieli na to moją zgodę. Pomagali mi w lochach. Miałem powiadomić cię rano, ale jak widzę działasz ekspresowo. Pewnie wyciągnęłaś ich z łóżek, nie pozwalając się im nawet porządnie wyspać. Pominę, że bez konsultacji ze mną..
- Ale, Severusie.. to co zrobili godziło w szkolny regulamin.- upierała się, a ja z Draco w osłupieniu zwracaliśmy swoje spojrzenia to na nią, to znów na Snape'a.
- Godziłoby, gdyby ich nieobecność to była samowolka. A nie była Minerwo. Jak już mówiłem, zeszło nam w lochach trochę więcej czasu, więc powiedziałem im, że nie muszą iść na patrol.
- Czy to prawda?- McGonagall ze srogą miną zerknęła na nas.
- Tak.- odparł buńczucznie Draco.
- Hermiona?- zapytała, widocznie liczyła na to, że ja nie skłamię.. Cóż, przeliczyła się.
- Jest dokładnie tak, jak mówi profesor.- powiedziałam pewnie, spoglądając jej w oczy. Dzięki ci tato, za twoje geny!
- Skoro już wyjaśniliśmy sobie wszystko, to może z łaski swojej Minerwo, pozwolisz moim uczniom wrócić do łóżek. Pewnie są zmęczeni.- zaproponował Snape.
- Cóż, tak oczywiście. Wracajcie i następnym razem proszę o informacje jeżeli coś takiego zajdzie.- powiedziała spoglądając na nas. W jej oczach widać było, że nie do końca nam wierzy, ale nie mając podstaw do tego, aby negować nasze stanowisko, musiała spasować.
- Oczywiście.- odparliśmy zgodnie.- Czyli, że możemy już iść, tak?
- Tak, tak. I wybaczcie zamieszanie.- odpowiedziała niechętnie.
- Nie ma sprawy. Każdemu może zdarzyć się nieporozumienie.- powiedziałam z uśmiechem, a Draco jak to Draco jedynie prychnął lekceważąco.
Wspólnie ze Snapem wyszliśmy z gabinetu. Mężczyźni mieli na ustach szerokie uśmiechy satysfakcji, ja jednak byłam zdegustowana tym jak potoczyła się ta sprawa. Może lepiej byłoby, gdybyśmy jednak dostali karę. W końcu na nią zasłużyliśmy..
- Hermiona, coś nie tak?- usłyszałam pytanie profesora.
- Nie.. ja tylko uważam profesorze, że to było niewłaściwe. Okłamał pan zastępcę dyrektora.. To to..
- Typowo ślizgońskie.- zakończył za mnie Draco, uśmiechając się szeroko.
- Och Riddle, Riddle- westchnął Snape- Czy ty za wszelką cenę musisz przypominać nam, że kiedyś nazywałaś się Granger?- zapytał, spoglądając na mnie. Był rozbawiony.. ugh..
- Ale.. przecież my zasłużyliśmy. Zapomnieliśmy o..
- No to wracaj i się przyznaj.- powiedział spokojnie.
- Nie.- odpowiedziałam szybko.
- No więc o co chodzi?- zapytał zbity z tropu.
- Ja po prostu uważam, że to co pan zrobił było niewłaściwe.
- Tak, tak. Co się dziwić, w końcu sześć lat spędziłaś w Gryfindorze..- westchnął.- Jednakże u nas w Slitherinie panują inne zasady. Wszyscy jesteśmy jednością, bez względu na zajmowane stanowiska. Co oznacza, że nie pozwolę, żeby moi uczniowie otrzymywali..
- Zasłużone kary.- wtrąciłam się.
- Zapytam jeszcze raz, chcesz iść i to wszystko wytłumaczyć?
- Nie. Ale to nie zmienia faktu, że to było..
- Tak, tak. Niewłaściwe- powiedział uśmiechając się.
- Właśnie.- potwierdziłam.- A jednocześnie, cóż.. to było jednak genialne!- powiedziałam uśmiechając się. Chyba mi przeszło.
- I zrozum tu człowieku kobietę.- mruknął milczący do tej pory Draco. Co Snape skwitował śmiechem.
- Dzięki Riddle, zawsze do usług.- powiedział.- A tak na marginesie, to dobrze, że odesłałaś już Granger tam gdzie jej mijsce, czyli na samo dno twojej istoty. I błagam, nie pozwalaj jej za często się stamtąd wydostawać.- dokończył, kiedy wchodziliśmy do lochów.
- Cóż, zobaczę co da się zrobić.- mruknęłam. A oni znów się zaśmiali.
- Dobra, to wy wracajcie do łóżek, bo na kilometr widać, że jesteście padnięci. Widzimy się w poniedziałek na lekcji.- pożegnał się, po czym odszedł w kierunku swojego gabinetu. A my istotnie wróciliśmy do łóżek. Przespaliśmy niemal cały weekend regenerując siły na kolejny tydzień.
W poniedziałek wszyscy ślizgoni wciąż wspominali huczne urodziny Diabła, okrzykując je jedną z najlepszych imprez w domu. A my puszyliśmy się dumnie niczym pawie! Ha.. ma się ten dar do organizowania dobrych bibek. Szkolna rzeczywistość pochłonęła nas jednak bez reszty. Na transmutacji McGonagall zrobiła niezapowiedziany test z naszej umiejętności transmutowania królika w czajnik i z powrotem. Najlepsza oczywiście okazałam się ja.. Skończyłam pierwsza, a zaraz po mnie, skończyli również moi przyjaciele, którym niezauważona przez nikogo udzielałam instrukcji. Dostaliśmy sporo punktów i do końca lekcji siedzieliśmy, obserwując jak Złota Dwója Gryffindoru zmaga się z przerastających ich zadaniem. Czajnik Harrego wciąż uciekał od niego w podskokach, a z długich uszu królika Rona, ciągle wydobywały się kłęby pary…
Na eliksirach, jak to na eliksirach. Luz dla ślizgonów i kompletne upokorzenie dla gryfonów. Potem Opieka nad magicznymi zwierzętami z Hagridem, na której poznaliśmy wielkie stwory z rodziny testrali, które były bardziej brutalne i krwiożercze, ale mogli zobaczyć je wszyscy. Kiedy nadeszła pora obiadu byliśmy więc nieźle wymęczeni. A przed nami jeszcze dwie godziny historii magii.
- Boże.. mam nadzieję, że jakoś przeżyjemy.- westchnęła Jas, kiedy podchodziliśmy do klasy.
- Jasne, że tak! Na śpiąco.- powiedział Diabeł śmiejąc się.
Weszliśmy do klasy, gdzie rozkładając podręczniki zajęliśmy najbardziej wygodne pozycje do spania. Profesor jak zwykle wyleciał z tablicy, kiedy tylko wokół zabrzmiał dźwięk dzwonka.
- Witajcie.- powiedział swoim nudnym i nużącym głosem.- Jak zapewne pamiętacie ostatnim razem omawialiśmy temat rewolucji wampirzej..- nooo to się zaczęło, można iść spać..- Jednak uznaliśmy z dyrektorem, że przyda wam się jakaś odmiana na moich lekcjach, w związku z tym zaprosiłem dziś specjalnych gości, który wytłumaczą wam najlepiej istotę tamtych rewolucji.- Oooo to coś nowego, lekcji nie poprowadzi Binns, zaczyna się robić ciekawie. A na dodatek temat wampirów, cóż.. miałam swoje powody, żeby się tym interesować. Spojrzałam na Jas i chłopaków, wydawali się być równie zainteresowani co ja. Podobnie z resztą jak reszta klasy, profesor tymczasem kończył anonsowanie naszych gości.- Bardzo was proszę o kulturę i spokój. Zapewniam, że nie ma się czego obawiać. Z resztą sami się przekonacie. A teraz pozwólcie, że przedstawię wam naszych gości, który byli tak mili i zgodzili się przyjechać do nas aż z Ameryki.- w tym momencie drzwi do sali otwarły się i weszli oczekiwani goście, a ja na ich widok omal nie spadłam z krzesła…- Klasa.. pozwólcie, że przedstawię wam.. ci panowie to Jasper Hale i Emmet Cullen. Przybliżą wam dzisiejszy temat.- A jednak, to oni! Jasper ukłonił się z kurtuazją, ehh jak zawsze nienaganne maniery, Emmet za to posłał klasie swój łobuzerski uśmiech, który poszerzył się kiedy jego wzrok napotkał na mnie. Chwilę potem zauważył mnie również Jasper, on również uśmiechnął się promiennie.. Tego się nie spodziewałam.. Moje ukochane wampiry i to tutaj w Hogwarcie! Mężczyźni zaczęli wykład. Mówił głównie Jasper, z resztą cóż się dziwić, znał tema z własnego doświadczenia. Emmet gdzie nie gdzie wtrącał jakieś wesołe uwagi, powodując że wpatrujące się w niego dziewczyny wzdychały oczarowane. Taaak Emmet był przystojniakiem. Wielki jak niedźwiedź, a jednak potulny jak miś. I ten jego uśmiech.. Usłyszałam jak Levander i Parvati zachwycają się jego uroczymi dołeczkami. Westchnęłam zdegustowana.. Rose dałaby im do wiwatu.. Zaraz potem uśmiechnęłam się szeroko. Przypomniałam sobie wakacje dwa lata temu, kiedy rodzice wysłali mnie na obóz językowy do jakiejś dziury w Ameryce. Forks było dla mnie totalnym końcem świata i porażką, dopóki nie poznałam Alice. Od razu wiedziałam, że w dziewczynie jest coś dziwnego.. Pewnego razu zapytałam jej wprost, czy jest czarownicą.. Śmiejąc się zaprzeczyła, twierdząc że czarodzieje nie istnieją. Udowodniłam jej, że się myli. A w drodze wdzięczności ona wyjawiła mi swój sekret. Myślałam, że padnę, kiedy z szerokim uśmiechem oznajmiła mi, że jest wampirem. Początkowo chciałam uciec, ale szybko wytłumaczyła mi, że nie odżywiają się ludźmi, a nawet przeciwnie, lubią ich. Opowiedziała mi o swoim zakochanym w człowieku bracie i o całej rodznię, a wkrótce potem byłam częstym gościem w jej domu. Cullenowie okazali się cudowni. Pokochałam Emmeta jak własnego brata, z resztą co się dziwić. Pomijając to, że był wampirem, to chłopaczyna.. nooo dobra, wiem że ta chłopaczyna ma prawie sto lat, ale i tak.. Emmet jest po prostu ucieleśnieniem wymarzonego starszego brata. Niestety, nie wiedząc dlaczego Cullenowie wyjechali wtedy z miasta, nikogo nie informując o tym dlaczego. Bella, dziewczyna Edwarda zupełnie się załamała, a ja musiałam wrócić do domu. Ciągle jednak pamiętałam te nasze wieczorki, kiedy dwie ludzkie dziewczyny, ja i Bella, spędzały czs z rodziną wampirów, bawiąc się przy tym przednio..
Chyba pierwszy raz w mojej szkolnej karierze lekcja historii magii, minęła stanowczo za szybko. Ani się obejrzeliśmy, a Jasper i Emmet dziękowali nam za uwagę. Dzwonek, spotkała się z jękiem protestu zapatrzonych w przepięknych wampirów dziewczyn. Wszyscy niechętnie ruszyli w kierunku drzwi, za którymi zniknęli już nasi „wykładowcy", wszyscy oprócz mnie. Kiedy tylko usłyszałam dzwonek wystrzeliłam z klasy jak proca, odprowadzana zdziwionymi spojrzeniami przyjaciół. Wybiegłam z klasy, zastanawiając się jak właściwie mam zamiar dogonić wampiry..
- Hermiona, ejjj poczekaj.- wołał za mną Draco
- Co jej się stało?- zapytał Diabeł
- Nie wiem, ale całą lekcję siedziała jak na szpilkach.- odpowiedziała Jas. Nie zwracałam na nich jednak uwagi, pochłonięta poszukiwaniami..
- Pssst.. szukasz kogoś?- usłyszałam rozbawiony głos dochodzący zza moich pleców.
- Emmet! Wariacie jak dobrze cię widzieć!- rzuciłam mu się na szyję. Jak miło było znów poczuć jego chłód.
- Hermiona Granger! No no.. wypiękniałaś!- powiedział ściskając mnie mocno.. Ups.. za mocno
- Taaa a za chwilę zostanę zgnieciona.- wystękałam.
- Ups, wybacz.- szepnął, posyłając mi swój łobuzerski uśmiech i rozluźniając uścisk.
- Dzięki. A tak na marginesie to już nie Granger. Teraz nazywam się Riddle.
- Wyszłaś za mąż!?- zdziwił się.- No wiesz.. i nie zaprosiłaś nas na ślub? Al będzie nie pocieszona.- zaśmiał się
- Coś ciężkiego spadło ci na głowę? Jaki ślub?- zapytała, ciągle wisząc w jego ramionach.- Jeśli mnie puścisz to ci wszystko opowiem.
- Nooo myślę.- poczochrał mnie po włosach stawiając na ziemi.
- Cześć czarodziejko.- usłyszałam drugi głos.
- Jasper! Miło cię widzieć.- odparłam, przytulając się do niego
- Ciebie też. Wybacz, że się nie pożegnaliśmy wtedy.- powiedział
- Nie ma sprawy.- odparłam.- A tak swoją drogą, to co się stało?
- Ehhh małe problemy. Ale już wszystko okey. Wróciliśmy do Forks.- powiedział Emmet.
- Naprawdę? Boże, co tam słychać. Jak tam Al, Rose? Co u Edwarda? A Esme i Carlisle?- dopytywałam
- Jeeezzzuu Jazz, ona ma lepsze gadane niż ja.- zaśmiał się Emmet.
- Bardzo śmieszne.- pacnęłam go w ramię. Wiedziałam, że nawet nie poczuł, bo zaśmiał się uroczo.
- Ehhh taka sama jak wtedy!- westchnął, a ja pokazałam mu język.
- Ehemm Hermiono, twoi przyjaciele są chyba zaniepokojeni o ciebie.- powiedział Jasper, przyglądając się stojącym z boku Jas i chłopakom.
- Uspokój ich.- powiedziałam śmiejąc się. Jasper wywrócił tylko oczami.
- Och, okey okey! Przedstawię was.- powiedziałam, po czym kiwnęłam ręką na przyjaciół.
- Kochani- zaczęłam, kiedy w końcu się pojawili.- Poznajcie Emmeta i Jaspera, moich starych, dobrych znajomych..
- Bardzo dobrych chciałaś powiedzieć.- wtrącił Emmet.
- Och, najlepszych!- dodałam uśmiechając się do niego.- Ale okey.. to są Draco, czyli Smok, jego siostra Jasmine, i Zabini, czyli Diabeł.- przedstawiałam po kolei.
- Eeeee.. cześć.- powiedział niepewnie Draco
- Och dajcie spokój.- powiedziałam.- Przecież was nie ugryzą!
- Nieeee- potwierdził Emmet.- My preferujemy połykanie w całości.
Wszyscy się zaśmialiśmy. A atmosfera nieco się rozluźniła. Widziałam zazdrosne spojrzenia rzucane przez Levander i Parvati, kiedy obserwowały nas zza rogu. A co mi tam.. niech się pogapią.
- Ejj ale nie odpowiedzieliście mi co słychać w Forks? Co u Belli?
- Cóż… dobrze, nawet bardzo dobrze.- powiedział Jazz, tajemniczo się uśmiechając.
- Ejj co ukrywacie?- zapytałam, przerzucając wzrok z jednego na drugiego.
- Niiiic- powiedział Emmet.
- Ej! No co? Dalej jest z Edwardem?- pytałam, naprawdę byłam ciekawa
- Cóż.. jest i można powiedzieć, że będzie już na wieki.- odpowiedział Emmet, puszczając mi oczko.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że ona?- zapytałam, a oni potaknęli głowami.- A więc dopięła swego! Super! Jaka jest? Ma jakiś dar? Kiedy to się stało?
- Boże, trzeba jej było tego nie mówić.- zwrócił się rozbawiony Jasper, do Emmeta
- Wiem, wiem.. też żałuję, ale bracie wystarczy Emmet.- powiedział ze śmiechem, a na jego policzkach znów pojawiły się urocze dołeczki.
- Ejj no! Jestem ciekawa!- tupnęłam nogą, jak małe dziecko.
- A co robisz po południu? Może pokażesz nam to magiczne miejsce, co?- zagadnął Jazz.
- Pytanie! Zaczynamy od razu, czy chcecie się przespać po podróży?- zapytałam nieco złośliwie, co oni skwitowali śmiechem.
- Eehhh dzieciaku, nic się nie zmieniłaś.- westchnął Emmet.
- Wiesz.. to dziwne, ale ty też.- odparłam, po czym znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
- To co? Nie pogniewacie się jeśli ukradniemy wam ją na kilka godzin?- Jasper zwrócił się do moich przyjaciół. Ich miny wskazywały, że nie są do końca pewni czy to bezpieczne.
- Obiecujemy zwrócić ją w jednym kawałku!- zawołał Emmet, podnosząc w górę dwa palce.
- Nooo cóż, my nie mamy nic przeciwko..- powiedział Draco, jednak w jego oczach widziałam, że jednak ma wiele.- Ale to już zależy od Hermiony.
- No!- klasnęłam w dłonie uradowana.- W takim razie nie traćmy czasu. Macie mi zdaje się sporo do opowiedzenia!- powiedziałam, po czym łapiąc ich pod ramiona, skierowaliśmy się w stronę drzwi.
Całe popołudnie, aż do późnego wieczora spędziłam w ich towarzystwie poznając nowinki z Forks i opowiadając im moją własną historię. Dowiedziałam się, że Bella nazywa się już Cullen, że została wampirem, krótko po tym jak urodziła Edwardowi córkę, pół człowieka pół wampira. Opowiadali dużo o Renesmee, mówili o sobie i o innych… Dużo się śmialiśmy, a ja nie pamiętam już, kiedy tak dobrze się bawiłam. Dopiero teraz, kiedy byli przy mnie uświadomiłam sobie, jak bardzo ich pokochałam przez ten krótki czas naszej znajomości i jak bardzo mi ich brakowało. Brakowało mi wszystkich.. dlatego niezmiernie żałowałam, że nie ma ich tutaj. Jak bardzo chciałabym usłyszeć znów dźwięczny śmiech Alice, zachwycić się urodą Rose. Porozmawiać z Bellą. No i Edward z tą swoją irytującą umiejętnością czytania w myślach.. Boże, jak ja się stęskniłam. Myślałam, że się nie nagadam. A oni chyba też byli zadowoleni z naszego spotkania. Zwłaszcza Emmet, który przez cały czas uśmiechał się szeroko. Spędziliśmy wspaniałe popołudnie na zwiedzaniu terenów Hogwartu, plotkowaniu i żartach.. Jednak wszystko co dobre musi się jednak skończyć. A kiedy zapadł zmierzch, chłopcy musieli wracać. Pożegnaliśmy się, obiecując jednak, że będziemy w kontakcie. Po czym Emmet z Jazzem ruszyli przed siebie w głąb Zakazanego Lasu. Cóż.. oni raczej nie musieli się tam niczego obawiać. Odprowadzałam ich wzrokiem, a kiedy ich sylwetki zupełnie zniknęły w mroku z szerokim uśmiechem wróciłam do szkoły.. Przyjaciele.. no dobra, Draco.. pewnie odchodził od zmysłów, zastanawiając się, czy już mnie pokąsali, czy jeszcze mnie męczą.. Ach ten mój kochany, nadopiekuńczy Draco..
CDN..