Autorka wyraziła zgodę na tłumaczenie.
Link do oryginału znajduje się na moim profilu.
~ XXI ~
— Nie chcesz uciekać — stwierdził spokojnie, gdy zrobiłam krok w stronę drzwi.
— Jak... jak tu wszedłeś?
Wzruszył ramionami. — Nie było to zbyt trudne. Usiądź.
Rozejrzałam się dookoła. Moje serce niemalże uderzało o żebra. — Nie.
Westchnął dramatycznie. — Czy kiedykolwiek zrobisz to, o co cię poproszę?
— Odpowiedź na to pytanie również brzmi: „nie"... — odparłam, wykonując kolejny krok do tyłu. Przewrócił oczami.
— Amy...
Zanim zdążył dokończyć zdanie, nacisnęłam klamkę i rzuciłam się do ucieczki, ale szybko złapał mnie w talii i z powrotem wciągnął do środka.
Byłam teraz uwięziona pomiędzy nim a zamkniętymi drzwiami.
— Chcesz wiedzieć, ile czasu zajęłoby mi zabicie cię? — odezwał się niskim głosem i pstryknął palcami. — Tyle. Jedną sekundę. A tak się składa, że jeszcze oddychasz. A skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, to — odsunął się, żebym mogła przejść — usiądź.
Cała się trzęsąc, opadłam powoli na krzesło, podczas gdy on przysunął sobie drugie i zajął miejsce obok.
— Czego ode mnie chcesz? — zapytałam cicho. Skrzyżował ramiona na piersi.
— Po pierwsze: uspokój się trochę. To łomotanie serca jest niezmiernie irytujące.
— Nic na to nie poradzę... — wymamrotałam. Powinnam wziąć ze sobą kołek...
Och, na litość boską, kogo ja oszukiwałam? Przecież nigdy nie zdołałabym nawet utrzymać kołka w ręce!
— Po co tu przyszedłeś, Damon? — spytałam ledwie słyszalnym głosem.
— Boisz się. — To nie było pytanie.
— A czego innego się spodzie-...? — Urwałam w pół słowa. — Po co tu przyszedłeś?
Obrzucił mnie uważnym spojrzeniem. — Muszę się upewnić, że nikomu o niczym nie powiesz.
Przełknęłam ślinę. — A jeśli powiem, to mnie zabijesz?
— No cóż, skoro tak bardzo nalegasz...
Na moich ramionach pojawiły się dreszcze.
— Żartuję — westchnął.
Nadal drżąc, odetchnęłam głęboko. — Te wszystkie ataki zwierząt...?
— To jedno z tych pytań, na które nie chcesz znać prawdziwej odpowiedzi — uciął szorstko. Poczułam się tak, jakby moje serce stanęło.
Właśnie rozmawiałam z mordercą.
Pomimo strachu przed tym, co usłyszę, zadałam następne pytanie:
— To ty zaatakowałeś mojego brata?
Pokręcił głową.
Zwilżyłam wargi. — Damon...
— Hm?
Przełknęłam ślinę. — Dlaczego...? — Znowu przerwałam. — To znaczy... Dlaczego...
— ...cię nie zabiłem? — dokończył. Skinęłam niepewnie głową. — Powiem ci, gdy sam się dowiem — zadrwił. Objęłam się ramionami.
— Czy to był twój wybór? Bycie... wampirem?
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem. — Tego chcesz się najpierw dowiedzieć? Nie jak wielu ludzi zabiłem albo czegoś w ten deseń?
— Nie wiem, czy o takich rzeczach w ogóle chcę wiedzieć — wymamrotałam. Zaśmiał się.
— Tak. To był mój wybór.
Zaczęłam obgryzać paznokcie.
— Ale... możesz wychodzić z domu w dzień?
— Tak — potwierdził takim tonem, jakby chciał dodać: „No i co z tego?".
— Więc ten mit o spalaniu na słońcu... to tylko mit?
— Nie.
Okej...
— Czosnek?
— Nie przepadam, ale nie lubiłem go też, kiedy byłem człowiekiem.
— Masz odbicie...? Nie, poczekaj, to głupie.
Sprawiał wrażenie rozbawionego. — Dlaczego?
— No cóż — mruknęłam. — W starożytności wierzono, że w lustrach odbija się dusza, więc... sądzono także, że każda pozbawiona jej istota nie ma odbicia... ale to kompletny nonsens. To znaczy... Przecież w lustrze odbijają się nawet najprostsze przedmioty, więc to nie może zależeć od... No co? — zirytowałam się, zauważywszy, że wbił we mnie wzrok.
— Nic — zapewnił. — Kontynuuj.
Przygryzłam wargę. — Potrafisz zmieniać się w nietoperza?
— Nietoperza? — prychnął. — Nie.
— Krzyże?
Pokręcił głową.
— Wiem już, że to... to z kołkami jest prawdziwe — powiedziałam powoli. — Nawet to widziałam. A... um... czy wtedy w lesie... tamten mężczyzna oblał cię wodą święconą? Bo wydawałeś się... cierpieć...
Ponownie pokręcił głową. — Werbena. Ona... pali naszą skórę, tak samo jak woda święcona w podaniach.
Więc właśnie dyskutowałam na ten temat z wampirem.
Wzięłam głęboki oddech, próbując sobie przypomnieć pozostałe mity.
— Polowania na dziewice?
Pochylił się ku mnie z przebiegłym uśmiechem.
— W tej chwili tak.
Otworzyłam usta w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi. Natychmiast poderwałam się na nogi i zobaczyłam, że w progu stanął Dan.
— D-Dan... — wyjąkałam. — C-Cześć.
Zerknął w stronę Damona.
— Um... Dan, to Damon. Mój przyjaciel.
— Miło mi cię poznać — odezwał się Damon. Dan odpowiedział mu chłodnym skinieniem głowy.
Zapadła niezręczna cisza.
— Muszę już iść — oznajmił Damon, spoglądając na mnie wymownie.
Odchrząknąwszy, wyszłam z nim na zewnątrz przez tylne drzwi. Krew nadal pulsowała mi w uszach.
Nerwowo odgarnęłam włosy z twarzy. — Czy Stefan...?
— Mhm. Ale spokojnie, jest nieszkodliwy... chyba że przemienisz się nagle w królika albo coś takiego.
— A Elena?
— Jest człowiekiem. — Zatrzymał się i spojrzał na mnie z góry. — Amy, mam nadzieję, że wyraziłem się jasno. Nikomu nie powiesz. — Zabrzmiało to niemal jak rozkaz. Albo pogróżka.
Uniosłam głowę i popatrzyłam na niego groźnie...
No cóż, a przynajmniej postarałam się to zrobić, gdyż wyglądał raczej na rozbawionego niż wystraszonego.
Co, rzecz jasna, nie było wielką niespodzianką. To znaczy, naprawdę próbowałam przerazić wampira wyrazem twarzy?
Niewiarygodne.
— Dlaczego mam wrażenie, że za tym zdaniem kryje się jeszcze jakieś „albo"?
W odpowiedzi pochylił się ku mnie z szerokim uśmiechem, przez co zakręciło mi się w głowie. Co chciał zrobić?
Przycisnąwszy nos do blizny po ugryzieniu tamtego wampira, wziął głęboki oddech i jedną ręką chwycił mój kucyk, a następnie zdjął z niego gumkę. Włosy opadły mi na ramiona, a serce omal nie wyskoczyło z gardła. Chyba nie zamierzał...
Czy zamierzał?
Mimo że usiłowałam ukryć skrajne przerażenie i stałam zupełnie nieruchomo, z pewnością słyszał przyspieszone bicie mojego serca.
Delikatnym ruchem przeczesał palcami moje włosy i przesunął nos na skroń, biorąc kolejny głęboki wdech.
— Nie prowokuj mnie — szepnął mi do ucha. — W każdej chwili mogę zabawić się w Draculę i zapolować na najbliższą dziewicę w okolicy.
Wypuściłam z płuc potężny strumień powietrza i zanim zdążyłam zrobić cokolwiek innego, już go nie było.
Wziąwszy głęboki oddech, ponownie związałam włosy, starając się zapanować nad drżeniem rąk, a potem wróciłam do środka
Czekał tam na mnie Dan, opierając się o ladę.
— Usiądź, Amy.
Okej. Dlaczego wszyscy kazali mi dziś siadać?
— Co... co się stało? — zapytałam głosem przywodzącym na myśl przestraszone dziecko.
— Chciałbym porozmawiać z tobą o twoim dzisiejszym zachowaniu.
Moim zachowaniu?
Ach, no tak. Tym.
Przełknęłam ślinę. — Um... Dan...
— Nie, najpierw posłuchaj mnie — powiedział stanowczo, więc natychmiast zamilkłam. — Może masz wrażenie, że ingerujemy z Monicą w twoją prywatność... — przetarł twarz, spoglądając na mnie ze znużeniem — ale cokolwiek sobie myślisz, nie usprawiedliwia to braku kultury.
— Dan, ja wcale nie...
— I prawdopodobnie zabrzmi to... banalnie, ale my naprawdę staramy się ciebie... chronić, bez względu na to, jak bardzo niesprawiedliwe ci się to wydaje.
Chronić mnie?
— Rozumiem — odparłam, składając dłonie. — Ale, Dan... Chciałabym, żebyś... — Przygryzłam wargę, szukając odpowiednich słów. — Chciałabym, żebyś zdał sobie sprawę, że ja potrafię już podejmować samodzielne decyzje. Jestem w stanie zadbać o siebie bez niczyjej pomocy. To znaczy, daj spokój... — Westchnęłam. — Ile miałeś lat, kiedy umarli rodzice? Ile lat mieli Will i Mike? Każdy z was musiał radzić sobie sam.
— Pomógł nam wujek, Amy. Co nie zmienia faktu, że było ciężko — odpowiedział. — Naprawdę ciężko. — Przełknął ślinę. — Dopiero teraz widzę, że... że popełniliśmy dużo błędów. Robiłem takie rzeczy, których nie mogę już naprawić i których będę pewnie żałował do końca życia.
Nie skomentowałam tego, mając w głowie kompletną pustkę.
— I wiem, że potrafisz o siebie zadbać, ale... czasem ludzie dobrowolnie narażają się na niebezpieczeństwo, myśląc, że wcale im ono nie grozi. A ja niczego nie boję się tak bardzo jak widoku twojego cierpienia.
Z jakiegoś powodu do moich oczu napłynęły łzy, ale udało mi się nie rozpłakać.
— I właśnie dlatego zachowałem się dziś jak skończony dupek — dodał.
Zaśmiałam się. — Och, nie byłeś aż taki zły.
— W sumie... Spójrz na to z jaśniejszej strony: nie przykułem cię łańcuchem do kaloryfera w piwnicy.
— A mamy w ogóle łańcuchy?
— No cóż, nie... Ale na pewno bym jakieś skombinował, gdybym się postarał.
Znowu parsknęłam śmiechem.
— Och, i zrób coś dla mnie.
— Co?
— Bądź tak dojrzała, za jaką się uważasz i przeproś Monicę.
Westchnęłam. — Dobra, dobra...
Na jego twarzy mignął uśmiech.
— W porządku, panie szaleńcu z łańcuchami — odezwałam się, po raz kolejny składając dłonie. — Idę na górę.
Pożegnał mnie skinieniem głowy.
Kiedy weszłam do mojego pokoju, rzuciłam się na łóżko, ale po chwili podniosłam się do pozycji siedzącej i włożyłam dłoń do kieszeni, skąd wyciągnęłam mały skrawek papieru.
7 czerwca
Zamarłam na sekundę, po czym wstałam i podeszłam do biurka, żeby włączyć komputer. Usiadłszy na krześle, kliknęłam na ikonkę przeglądarki internetowej i, przygryzając wargę, wystukałam na klawiaturze jedno słowo.
Wampir
Na ekranie pojawiło się mnóstwo różności, od seriali po legendy. Przejrzałam kilka stron i stwierdziłam, że na każdej znajdowały się praktycznie te same informacje: "spalanie na słońcu", "stwory nocy", "odżywianie się ludzką krwią".
Na monitorze wyświetliło się również sporo obrazów.
Już samo patrzenie na nie sprawiło, że wzdłuż kręgosłupa przebiegł mi dreszcz. Zmusiłam się jednak do obejrzenia wszystkich szczegółów, pocierając sobie ramiona.
Potem wpisałam kolejne słowo.
Werbena
Pomimo dokładnych poszukiwań nie znalazłam niczego powiązanego z wampirami. Jedyną paranormalną wzmianką o werbenie było to, że wykorzystywały ją czarownice.
Okej.
7 czerwca
Przejrzałam pobieżnie tekst, który ukazał się ekranie, ale nic nie wydało mi się czymś szczególnie ważnym dla Dana.
— W porządku... — powiedziałam na głos. — Spróbujmy czegoś innego.
Łowcy wampirów
— Amy? — zawołał znienacka Will. Wzdrygnęłam się, pospiesznie zamykając wszystkie okienka.
— Um... Tak?
Otworzył drzwi i wetknął głowę do środka.
— Cześć.
— Hej — przywitałam się, próbując nie wyglądać na zbyt winną. — Kiedy wróciłeś do domu? Nie słyszałam cię.
— Przed chwilą — odparł. — Kupiłem pizzę. Masz ochotę?
Pokiwałam powoli głową i wyłączywszy komputer, opuściłam pokój.
Gdy weszliśmy do salonu, Michael jadł już swoją porcję.
— Hej! Mówiłem ci, palancie, żebyś na nas zaczekał!
— Byłem głodny!
— Powiedz mi, kiedy nie jesteś... — mruknął Will. Usiadłam obok Mike'a.
— Co tam? — spytał.
Wzruszyłam ramionami. — Nic ciekawego. A u ciebie?
— To samo — odparł, po czym krzyknął: — Dan! Wyłaź z tej łazienki, bo mi się chce jeść!
~o~
— Halo? — odezwałam się niepewnie, rozglądając się po pokoju, w którym byłam.
W tym samym domu.
Zapamiętałam to miejsce.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Na nikogo się nie natknęłam, co wydało mi się dość dziwne, ponieważ budynek sprawiał wrażenie zbyt dużego, by mieszkała w nim tylko jedna osoba.
— Nie ruszaj się — rozległ się z jednego końca pomieszczenia głos Luke'a. Odwróciwszy się ku niemu, zobaczyłam, że trzymał w rękach kuszę, którą celował prosto we mnie.
— Luke? — wykrztusiłam. — Co ty robisz?
— Ratuję cię — odpowiedział jednocześnie on i ktoś stojący za moimi plecami.
Znowu się odwróciłam i tym razem ujrzałam Damona, tylko że ze zmienioną twarzą, jak wtedy w lesie.
— Damon... — Zrobiłam krok w jego stronę, lecz nagle się zatrzymałam. Kiedy wydał z siebie nieludzkie warknięcie, spoglądając na Luke'a, mój oddech przyspieszył. Chciałam go ostrzec.
Albo Luke'a.
Powinnam ostrzec Luke'a?
Obróciłam się po raz kolejny, ale zanim zdążyłam otworzyć usta, już napiął kuszę.
— NIE!
Scena się zmieniła i teraz znalazłam się w innym pokoju. Głosy dochodzące z zewnątrz brzmiały na kłótnię.
Ściszyłam telewizor. — Dobry wieczór państwu. Jutro, siódmego czerwca, czeka nas słoneczny dzień...
— Nie ma mowy! — wrzasnął ktoś wyraźnie zdenerwowany. — Żartujesz sobie? Dan, jeśli uważasz, że...
— Wujek też sądzi, że tak będzie lepiej.
— Mam gdzieś to, co mówi wujek! Oszalałeś?
— Chronię ją!
— W ten sposób? Ciężko to nazwać chronieniem!
— Nie obchodzi mnie, jak to nazwiesz! Nie potrafię już tego znieść! — odkrzyknął Dan. — Nie mogę dłużej patrzeć, jak się męczy...
— Jeśli to zrobisz, Dan, przysięgam na Boga, że...
— Posłuchaj mnie przez chwilę! Zastanów się nad tym!
— Nie mam zamiaru! — Mike podniósł glos jeszcze bardziej. — Nie wmawiaj sobie, że to dla jej dobra, bo wcale tak nie jest! I doskonale o tym wiesz!
Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je, ale gdy tylko to zrobiłam, nagle wszystko dookoła stało się czerwone, jakby ktoś oblał mi twarz krwią.
Gwałtownie podniosłam powieki, wzdrygając się i świadomie powstrzymując się od wrzaśnięcia. Moje włosy były mokre od potu. Nadal cała się trzęsąc, zakryłam usta dłonią, by stłumić szloch.
To był tylko sen.
Kolejny bardzo realistyczny sen.
„Robiłem takie rzeczy, których nie mogę już naprawić i których będę pewnie żałował do końca życia".
— O mój Boże... — szepnęłam w ciemność. — Co ty zrobiłeś, Dan?
~o~o~
