I mamy już odcinek numer 20. W forumowej rozpisce to odcinek 30. 10 odcinków jak psu w pupę xD

Po zakończeniu tej części pojawia się teczki wszystkich ważnych postaci.

A teraz Gimme a Shell Yeah!

And Enjoy!

Miło widziane recenzje (na co ja liczę) :P


Chapter 20

Blue Oak, mistrz Kanto, odpoczywał pod jednym z drzew w lesie na stoku Mount Icestorm. Mimo ujemnej temperatury, zimnego wiatru oraz pogarszającej się pogody, nie wyglądał ma zmartwionego, tylko na zrelaksowanego. Tylko on oraz jego ulubiona pasja – łowiectwo. Żadnych Cynthii mówiących mu, co ma robić, Philów będących kopiami Reda czy Kaoriego. Tego ostatniego Blue najbardziej nie trawił. Nie podobał mu się styl mistrza Zhery oraz jego lekkomyślność. Pozostawienie Shirley na ten krótki okres, kosztowało ich dużo nerwów. Zwłaszcza, gdy jakoś psychol zaczął jej grozić. Tylko szczęście i jakiś trener z Orre uratowały ją.

Orre. Na myśl pustynnego regionu do Oaka wrócił wspomnienia z ostatniej wyprawy. Rozbicie gangu produkującego fałszywe odznaki, śmierć tej rudej dziewczyny, Rui, która zginęła przez nich oraz ucieczka Shadowa, chociaż trudno to było nazwać ucieczką. Główny cel zdetonował ładunki w magazynie, po czym zniknął w tajemniczych okolicznościach. Nikt nie wiedział, co się z nim stało, czy przeżył wybuch i czemu to zrobił. Chciał pozbyć się dowodów a może chodziło o zemstę?

Uśmiechnął się pod nosem, gdy małe urządzenie przypięte do pasa zapikało. Otworzył oczy, przeciągnął się, po czym spojrzał na diodę, sygnalizująca numer zastawionej pułapki.
-Trójka. Jakiś kilometr na zachód – wyciągnął z plecaka elektroniczną mapę. Zaznaczył na dotykowym ekranie numer – Jeśli to ktoś z Team Steam, to idealnie. Zawężę obszar do tego regionu – nakreślił coś na szybce. Urządzanie automatycznie wyskalowało wybrany obszar. Blue przyjrzał się miejsc, które nie miało logicznego sensu na rozbicie obozowiska. Dość stromę urwisko, daleko od miasta i jakiejś drogi. Zruszył ramionami, po czym schował urządzanie do plecaka. Powstał, narzucił na siebie torbę i ruszył do celu. Pogoda cały czas się pogarszała, co dalej nie martwiło Blue. Był spokojny, tak jakby powoli tworząca się śnieżyca sprzyjała mu.

-Ciekawe co u Daisy oraz Aqua'y? - zadał sobie pytanie, wracając do kłótni z siostrami dzień przed wyjazdem do Zhery. Jednak to był już standard. One chciały, aby on nie wyjeżdżał, a on robił to, co mu się podobało, ale nie miał im tego za złe. Rodzice zginęli, gdy Blue miał prawie dziesięć lat. Pierwszy raz poczuł to samo, co Red – smutek, żal oraz odpowiedzialność za najbliższe mu osoby. Zostali oni. Dwunastoletnia Daisy, on oraz mała, bo nie mająca jeszcze roku Aqua. Dziadek musiał się nimi zająć, chociaż najbardziej przeżył śmierć syna. Rodzic nie powinienem chować dziecka. Nigdy.

-Pomocy! - żeński krzyk wyrwał go z przemyśleń – Ktokolwiek! Pomocy do jasnej cholery! - głos wydał mu się dziwnie znajomy.
-Nie ma, k*rwe, szans – mruknął, przyspieszając kroku. Źródło dźwięku stawało się coraz głośniejsze, a gdy Blue wyszedł za krzaków ustało. Oak przez chwilę patrzył na swoją zdobycz, po czym wybuchnął śmiechem – No nie wierze. No po prostu nie wierze – rzekł łapiąc oddech. Spojrzał na blondynkę w uniformie Team Stream. Shiela Jenkins wpadła w jego pułapkę – O Wszechstwórco, dziękuje ci za taki dar – zakpił podchodząc do niewiasty – Nie lękaj się, gdyż przybył twój rycerz na białym koniu.
-Bardzo, kurwa, śmieszne – odparła kobieta, próbując jakoś się wyswobodzić – Wypuść mnie!

-Hmm, nie – odpowiedział kładąc plecak na ziemi, po czym wyciągnął z niego plastikowe kajdanki. Podszedł do dziewczyny, która patrzyła z wściekłością oczach, a na jej twarzy malował się gniew – Oj uśmiechnij się, bo masz taki śliczny uśmiech – powiedział jej szczerzą prawdę, jednak kobieta odebrała to jako kpinę - Przecież zaraz cię uratuje – zakpił usztywniając jej ręce – A później zabiorę do aresztu – przeszukał dziewczynę. Zdziwił go brak Pokeballi, chociaż on też nie zabrał swoich podopiecznych. Zobaczył także uszkodzoną bransoletkę, którą natychmiast skojarzył z gadżetem z Unova. Ucieszył się na myśl, że Sheila nie miała komunikacji ze swoim zespołem, co bardzo ułatwiało jej aresztowanie – a tam sobie porozmawiamy w trójkę. Ja – narzucił na siebie torbę, po czym wyciągnął nóż – Ty – przeciął linę, na której zwisała kobieta. Sheila upadła na śnieg, zaś Blue złapał ją za ramie i podniósł do góry – oraz prokurator. To będzie taki trójkącik – próbowała się wyrwać, ale Oak okazał się silniejszy – Nie radzę. Idziemy – ruszyli powrotną trasę do miasta.

-Dupek – mruknęła porucznik Team Steam, nie chętnie idąc wraz z detektywem – Pożałujesz tego.
-Ta, ta. Ile razy to słyszałem – burknął Blue, biorąc do wolnej dłoni swoją komórkę. Bardzo go zdziwił brak zasięgu – Wybacz, że nie kupiłem ci kwiatów, ale nie podejrzewałem, że dziś się spotkamy – dodał chowając urządzenie. Dziewczyna nie odpowiedziała – Jak chcesz. Możemy iść w ciszy. Nawet dobrze, bo nie mam ochoty na gadanie o nowych trendach mody. Limit takich rozmów został wyczerpany – prychnął. Kobieta milczała, zaś Oak westchnął.

Nie takie spotkanie z Sheila sobie wyobrażał, ale nie miał wyboru. Może czuł coś do tej przestępczyni, ale to dalej był detektywem. Nigdy nie łącz pracy z życiem zawodowym – takie motto wbił mu do głowy dziadek. Jednak w głębi duszy chciał, aby coś się stało i dało mu szansę na porozmawianie z dziewczyną sam na sam. Wiedział, że po oddaniu do prokuratora, szansę na ich spotkanie spadną do zera, ale póki, co nie miał innej opcji. Pracy się nie wybiera.
Śnieżyca stawała się coraz bardziej silniejsza. Mistrza Kanto po raz pierwszy to zmartwiło. Przeżywał różne sytuacje na Mount Silver, ale takie coś widział pierwszy raz. Widoczność była coraz gorsza, temperatura spadała bardzo szybko. Sheila także miała problemy z poruszaniem się. Śnieg uderzał w jej twarz, co nie było zbyt miłym uczuciem. Wiatr także się nasilał, dochodzą już do dość niebezpiecznych prędkości. Kobieta kilka razy prawie upadła, ale zawsze na posterunku był Blue, który łapał ją. Mimo jej wściekłości, była mu wdzięczna za tą pomoc.

-Tam – Oak wskazał na drewnianą chatkę, stojącą na uboczu – Schronimy się przed tym armagedonem – dodał. Dziewczyna kiwnęła głową. Kilka chwil później stali pod drzwiami przybytku. Blue zapukał kilka razy, jednak nikt nie otworzył wrót. Przegryzł wargę, ponawiając czynność. Bez odzewu – Cholera.
-Pociągnij za klamkę idioto – burknęła Sheila. Mistrz Kanto spojrzał na nią z politowaniem, po czym nacisnął na klamkę. Ku jego zdziwieniu drzwi otworzył się – Sheila jeden, Blue zero – zakpiła wchodząc do przybytku. Oak mruknął coś pod nosem, a następnie dołączył do niej, zamykając z trudem wrota – Ale tu zimno.
-No co ty nie powiesz – odgryzł się, wchodząc w głąb domu – Chodź. Tak jesteś skazana na moje towarzystwo, więc ruszaj się. Musimy jakoś się ogrzać – dodał. Kobieta kiwnęła głową, a następnie za nim podążyła. Blue włączył swoją latarkę, po czym zaczął świecić po pomieszczeniach. Kuchnia, łazienka, schowek, sypialnia, mały pokój – Bingo – rzekł wchodząc do salonu, w którym znajdował się kominek. Podbiegł do niego, rozglądając się za opałem, które na szczęście było na swoim miejscu. Obrócił głowę do Sheily, która stała w przejściu. Uśmiechnął się do niej, próbując dodać jej otuchy.

-Dużo go nie ma, ale wystarczy na noc. Wchodź – ruchem ręki zaprosił ją do izby, samemu rozpalając w kominku, a następnie wrócił do drzwi. Zamknął je, aby ciepło nie uciekało. Kobieta usiadła na sofie, wpatrując się w powoli ogień. Czuła jak ciepło powoli rozchodzi się po pokoju. Blue wrócił do kominka, dorzucając jeszcze kilka desek, po czym usiadł na krześle – Może nie jest pięknie, ale to nie pięciogwiazdkowy hotel – dodał. Sheila milczała, na co Blue westchnął. Wyciągnął z plecaka książkę, którą miał zamiar skończyć – Dobra niech cię będ …
-Nigdy nie zamyka cię się gęba? - zapytała zirytowana Jenkins – Ciągle gadasz i gadasz. Litości. Jak twoi kumple z tobą wytrzymują gdy jesteś pijany? Ja wiem, że bajerujesz laski ...
-Nie wiem, bo nigdy się nie upiłem – odparł patrząc w jej oczy – Ale zapomniałem. Ty myślisz, że wasza teczka na moją osobę jest pełna? - zapytał z wściekłością w głosie - Gówno prawda! Nie jest tam napisane, czemu unikam przyjęć, czemu nie pije alkoholu w dużych ilościach i czemu nie zamyka mi się gęba – rzekł. Sheila zdziwiła się podniesionym głosem Blue, który wrócił do książki, kończąc rozmowę. Kobieta pokiwała głową, po czym oparła się o oparcie sofy. Było jej trochę przykro z tego jak potraktował ją Oak. Zamknęła oczy, próbując odprężyć się. Nie zauważyła nawet, gdy zasnęła.


Sheila spojrzała w lustro. Widziała siebie w mundurze Team Steam, który wydawał się prosto z pralni. Uśmiechnęła się lekko widząc stopień jaki osiągnęła. Zastępczyni Zera, każdy musiał się jej słuchać, ale w głębi duszy nie chciała tego. Coraz bardziej zastanawiała się, czy to, co robi jest dobre. Czy na pewno chce tego, a może powinna odejść i spróbować innego życia.

Na myśl o tym, odbicie zmieniło się. Zamiast Sheily w mundurze pojawiła się blondynka w długiej niebieskiej sukni. Jenkins dokładnie przyjrzała się swojemu odbiciu w innym wydaniu. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w siebie samą. Zauważyła, że ktoś się pojawił za jej obliczem. Rysy twarzy z początku były nie wyraźnie, jednak gest postaci był jak najbardziej widoczny. Zjawa założyła jej odbiciu naszyjnik, a na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Prawdziwa Sheila odwróciła się, ale nikogo za nią nie było.

-Hej – poczuła, że ktoś ją szturcha. Otworzyła powieki, którymi kilka razy zamrugała. Przed nią stał Blue, bez kurtki oraz z nożem w ręce – Pobudka śpiochu. Jesteś głodna? - zapytał. Kobieta kiwnęła głową, po czym spojrzała na kominek. Dwa duże kawałki mięsa piekły się najlepsze – To dobrze, bo zrobiłem porcje dla ciebie. Słuchaj, teraz cię uwolnię, ale bez głupich numerów, jasne? - Zadał kolejne pytanie.
-Jasne – odparła, zaś Blue przeciął więzy. Sheila poczuła ulgę – Długo spałam?
-Ze trzy godziny. Dochodzi już dwudziesta pierwsza, ale wiesz jak to jest w podczas zamieci – odpowiedział siadając na podłodze pod sofą. Dopiero teraz zauważyła brak stołu oraz rozłożony koc na ziemi – A zapominałem, że nie nie wiesz, bo nigdy nie jej nie przeżyłaś. To z porównaniu z Mount Silver to nic. No i nie pytaj się, czemu tak siedzę. Każdy ma swoje zboczenia – dodał obracając mięso. Jenkins nie kontynuowała wątku, tylko ściągnęła kurtkę i przysiadła się koło niego, utrzymując odpowiednią odległość. Mimo że byli razem w tej sytuacji, do dalej była to obca osoba.
-Czemu? - Zapytała po chwili. Blue nie oderwał wzroku od mięsa, które wyglądało na gotowe – Czemu tak się uwziąłeś na Team Steam?
-Bo pracy się nie wybiera – odparł ostatni raz obracając kolacje – Jednak wyprzedzając twój wywód. Ja nie zaszufladkowałem was jak to tych złych, a siebie jako tego dobrego. Szczerze mówiąc, to wiem, że mam masę grzechów, że zawiodłem wielu ludzi i jeszcze więcej chce mojej głowy, ale mam to gdzieś. Robię swoje. Złapałem już czterdziestu dziewięciu przestępców i tylko czekać, aż klątwa zacznie działać. Wtedy Blue Oak zakończy swoją przygodę jako detektyw i wróci do papierkowej roboty.
-Jaka klątwa? - zadała pytanie, jednak chłopak nie odpowiedział – Blue …
-Nigdy nie odkrywam wszystkich kart – odpowiedział zabierając mięso z rusztu, a następnie nałożył je na talerze – Jak spałaś, to trochę poszperałem. Nie wiem kto tu mieszkał, ale miał dużo fajnych rzeczy, lecz pewnie ciebie to nie obchodzi. Smacznego – dodał biorąc pierwszego kęsa. Kobieta kiwnęła głową, po czym także zatopiła zęby w mięsie. Tak im zleciało kolejne dwadzieścia minut, które przesiedzieli w ciszy.

W końcu Sheila zauważyła dziwne urządzenie lezące tuż obok kominka. Przypominało one aparat fotograficzny. Kobieta zabrała sprzęt do ręki i dokładnie go obejrzała. Blue widząc to, zaśmiał się pod nosem.
-To polaroid, czyli aparat do natychmiastowych zdjęć – rzekł widząc jej zakłopotanie. Podsunął się do dziewczyny, po czym zabrał od niej urządzenie – Kiedyś był podstawowym narzędziem profesorów Pokemon, jednak rozwój techniki jest nie do zatrzymania. Teraz to relikt i znak starych czasów – zrobił zdjęci zaskoczonej Sheily. Z małej wnęki wysunął się skrawek papieru z fotografią kobiety – Widać ten działa. Jak dawno się tym nie bawiłem.
-Skąd o tym wiesz? - zapytała wyrywając mu fotkę. Skrzywiła się widząc jak źle wyszła, po czym wrzuciła obrazek do ognia.
-Wychowałem się w rodzinnie badaczy, zapomniałaś? - położył aparat na sofie – I źle nie wyszłaś. Widziałem gorsze. Dużo gorsze.
-Ta jasne. Ty i te twoje osiemdziesiąt lafirynd – burknęła, co spotkało się ze śmiechem Blue. Sheila spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Osiem dych. Poprawiłaś mi humor, naprawdę. Wszechstwórco, za jaki dobry uczynek poratowałeś mnie takim żartem – zakpił - Jak cię to na serio interesuje to miałem czterdzieści dziewięć kochanek – odparł bawiąc się aparatem – A gorsze zdjęcia widywałem z koncertów Carlgerów. Maskara mówię ci, tam nie ma ani jednej dobrej foty – teraz Sheila się zaśmiała.
-Słuchasz ich? - kiwnął głową na potwierdzenie – Psikus, bo ja też …

Znaleźli wspólny temat. Ku ich zdziwieniu mieli bardzo podobne zainteresowania. Z koncertów ulubionego zespołu, przeszli na filmy oraz aktorów w nich grających. Z tej tematyki zręcznie przeszli do słabej jakości dowcipów oraz miejskich legend, a po tym do śmiesznych historyjek z ich udziałem. Zdawało się, że znali się bardzo, ale to bardzo długo.
-Powiesz mi teraz, o co chodzi z tą klątwa? - zapytała, gdy Blue łapał oddech po śmiechu. Spoważniał, po czym spojrzał w ogień – No weź. Taki dorosły, ale wierzy w klątwy – zakpiła.
-Bo mam prawo. Pięćdziesiąt to zarazem pechowa i szczęśliwa liczba – mruknął – przynajmniej dla mnie. Zawsze po przekroczeniu tej cyfry coś złego się dzieje. Zawsze – dorzucił drewno do ognia.
-Niby jak? - zapytała zaintrygowana.

-Mój pięćdziesiąty pojedynek jako lidera sali, był moim ostatnim. Kolejnego nie skończyłem, bo jakiś pojeb wysadził dach sali – na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech – Teraz ten pojeb jest liderem, zabawia się z członkinią elitarnej czwórki oraz kieruje liderami sal. Pewnie znasz go …
-Randy Carnowski – odparła – Chwila. Jak wysadził dach?
-Kretyn użył Smoczego Meteorytu, a że dach był nisko– machnął ręką – Ile razy musiałem za niego świecić oczami przed Lancem. Szkoda gadać, a wracając do mojego pecha. Później zostałem wybrany mistrzem Kanto, mimo że nie podobało mi się to. Bycie mistrzem jest super, ale tylko, jeśli zwyciężysz, a mi dali ten tytuł od tak – pstryknął palcami – Moja pięćdziesiąta walka w jako trenera była przeciwko Lance'owi. Wygrałem i zostałem mistrzem po raz pierwszy, lecz to pewnie wiesz. Jednak czy wiesz na ile? - zapytał, po czym spojrzał na Sheile – Na dwie godziny. Pojawił się Red i odebrał mi wszystko. Dziadek był rozczarowany, ludzie w mieście tak samo, nawet moja młodsza siostra nazywała mnie przegranym. Ja wpadłem w depresje, z której wyciągała mnie Daisy. Za to ją kocham, bo ona nigdy we mnie nie zwątpiła ani nie oczekiwała od mnie cudów. Ona po prostu chciała, abym mym szczęśliwy.
-Rozumiem …

-Nie rozumiesz – odparł wchodząc w jej słowo – Nie musisz kłamać, aby mnie pocieszyć. To tak nie działa. Ty nie byłaś przygotowana do zostania mistrzem. Każdy w Pallet Town tego od mnie oczekiwał, a ja zawiodłem. Przez te lata trenowałem, łapałem Pokemony i dobiłem do magicznej liczby …
-Czterdzieści dziewięć – skończyła za niego, a on znów spojrzał w ogień
-Moim pięćdziesiątym Pokemonem był Charmander, który jest dzisiaj moim najlepszym przyjacielem. Kolejnym był Rattata, a on – głos mu się załamał – nie żyje. Umarł w moich rękach, a ja nie mogłem mu pomóc. Siostra Joy mi powiedziała, że był chory i nic nie można było z tym zrobić, ale ja wiem, że to moja wina. Zbyt ciężko z nim trenowałem, wymagałem cudów oraz nie wiadomo, jakiej siły, a on chciał mnie tylko zadowolić. Pochowałem go w Lavender Town i co rok tam jeżdżę – skończył. Kobieta zerknęła na jego kamienna twarz. Zobaczyła łzę, powoli spływająca po policzku.

-Blue, tak mi przykro – wymamrotała w końcu.
-Dlatego unikam tej liczby. W każdej dziedzinie mojego marnego życia. Biorę najmniej śledztw, próbuje walczyć jako mistrz jak najrzadziej, unikam lotów samolotami, ograniczam liczbę nowych kobiet – starł łzę z policzka – Mam coraz mniej szans, a w tym ostatnim została mi ostatnia – dodał, po czym wstał. Podszedł do okna, przez które nic nie było widać. Pogoda na zewnątrz była coraz gorsza. Wichura szalała w najlepsze. Śnieg ograniczył widoczność prawie do zera. Temperatura musiała bardzo spaść, gdyż Oak bardzo szybko odczuł chłód – Zaczęło się. Mam nadzieje, że Cynthia da sobie radę. Mówiłem, że to był głupi plan?
-Jakieś dwadzieścia razy – odparła, zaś chłopak wrócił na swoje miejsce – Mam znów przepraszać?
-Za co? To nie zmieni naszej sytuacji – odpowiedział, dorzucając drewno do ognia – Dużo go nie zostało, ale powinno wystarczyć do rana – zerknął na zegarek – A jest prawie północ, więc lada moment pojawi się bóg i wszystko uspokoi. Jak zwykle – Sheila przytuliła się do Oaka – Zimno, co?
-Jak cholera, a teraz uśmiech – podniosła aparat i bardzo szybko zrobiła im zdjęcie. Blue zaśmiał się, widząc fotografie – No i to jest lepsze, niż to wcześniejsze.
-Wiesz, że stary lud Orre uważał aparat za dzieło szatana? - zapytał wpatrując się w urządzenie – Wierzyli, że to coś zabiera im duszę, więc unikali tego jak ognia. Dosłownie. Kiedyś przeżyłem taką sytuacje.

-Opowiadaj – odparła kładąc polaroid na ziemi – To może być ciekawe.
-Byłem wtedy na badaniach z dziadkiem. Mały szkrab ze mnie był, dwanaście albo trzynaście lat, no, ale nie ważne. Staruszek chciał, że mnie zrobić kolejnego profesora, więc brał mnie na każde safari czy inną pierdołę. Nie powiem ci, co dokładnie tam badaliśmy, ale miało to chyba związek z brakiem Pokemonów w tym regionie, jednak to było dość ważne. Wyjechaliśmy w głąb terytorium jakiegoś plemienia, nie mając o tym pojęcia. Tam wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez rdzenny lud. Otoczyli nas i już myślałem, że po nas. Ich dwudziestu z włóczniami, a nas dwóch. Bez Pokemonów, bez niczego. Tylko aparat.
-Który uratował wam tyłek, tak? - zapytała przerywając mu – Nieźle.
-Uratował to mało powiedziane. Wtedy nie rozumiałem, czemu, ale gdy dziadek zaczął robić im zdjęcia, to ci uciekli. No prócz tych, którym te fotki zrobiono. Momentalnie popełnili rytualne samobójstwo. Później dowiedziałem się od miejscowych, że to normalne w takich przypadkach, ale widok ludzi wbijających sobie ostrza w serce – pokiwał głową – Do dziś mam koszmary, a to było ponad dekadę temu.
-Wow – rzekła, patrząc na ich wspólne zdjęcie – Rozumiem, czemu tak nie lubisz zdjęć, ale to sobie zatrzymam , aby było sprawiedliwie – brunet spojrzał na nią pytająco – Wiem o fotce, które jakimś cudem do ciebie doszło. Jak? Wystawało ci z kurtki, panie detektywie – zakpiła. Chłopak pokiwał głową, ale przyznał jej racje – Musisz je lepiej chować, bo marnie ci to idzie.
-Tak? - wrzucił stare zdjęcie do ognia. Kobieta spojrzał na niego pytająco – Dość długo je ukrywałem przed Goldem oraz Rubym i gdyby nie atak legend z Hoenn, to ten drugi nie wiedziałby o tym. Dobrze, że Hibiki się nie dowiedział – westchnął – Co jak co, ale wole resztę życia spędzić w zakonie, niż wysłuchiwać jego porad. Przyjaciel od siedmiu boleści – prychnął.
-Ty ich chociaż masz – odpowiedziała – Jak nie mam ani jednego, więc ci zazdroszczę.
-Ani jednej przyjaciółki? - zapytał zaskoczony. Sheila pokiwała głową – Wiem, że wychowałaś się w domu dziecka, ale myślałem, że zawarłaś jakieś …

-przyjaźnie? - skończyła za niego – Nie udało mi się i dobrze. Wiesz, gdybym miała jakąś przyjaciółkę, to cholera wie jakby potoczyło się moje życie, a ja niczego nie żałuje. Może i jestem zła, ale umiem brać odpowiedzialność za swoje czynny. Ciesze się, że dostałam się do Zhery, że Zero zabrał mnie pod swoje skrzydła. Dzięki niemu skończyłam studia, mam dom, pracę oraz cel. Myśl sobie co chcesz ...
-Nie jesteś zła, jasne? - zadał kolejne pytanie, jednak nie czekał na odpowiedź – Świat jest szary i nie ma podziału na dobro i zło. Robisz to, co uważasz za słuszne, więc nie będę ciebie oceniał. Ja też mam swoje grzeszki, a teraz, jak zauważyłaś, ja nie ma twojej fotki, więc musimy kolejną zrobić. Chyba nie masz nic przeciwko? - zapytał, obejmując towarzyszkę. Ta podniosła aparat

-Dobra, ale to będzie płatne wiesz o tym? - zakpiła, unoszą aparat tuż na wysokość ich głów – Jedno zdjęcie dla Blue już się robi – powoli nacisnęła spust migawki – Uśmi … - nie skończyła, zaś flesz błysnął. Sheila położyła aparat na ziemi, nie zwracając uwagi na zdjęcie. Dziewczyna mimo początkowego zaskoczenia, odwzajemniła pocałunek Oaka, który przyciągną ją do siebie. Czuła ciepło rozchodząc się po jej ciele. Momentalnie wszystkie troski odeszły w niebyt, bo liczyło się tylko teraz ona i on. Po chwili oderwali się od siebie i spojrzeli oczy – A klątwa?
-Czytałaś moją teczkę, więc wiesz, że zawsze podejmuję ryzyko – uśmiechnął się – Jeśli kolejna moja kochanka ma być transwestytką, to trudno. Biorę odpowiedzialność za moje czynny. No i chyba zapomniałaś, że numer pięćdziesiąt jest dla mnie także szczęśliwy. Wiem, jestem dupkiem ...
-Dupek, ale teraz jesteś moim dupkiem – rzekła obejmując go przy szyi, napierając masą swojego ciała na niego. Blue w końcu położył się – Nie zamierzam cię łatwo wypuścić, panie detektywie – dodała rozpinając guziki koszulki. Na twarzy Oaka pojawił się uśmiech, bo wiedział co go czeka.


Blue dorzucił pozostałe drewno do kominka. Ogień w kominku buchnął, rozświetlając jeszcze bardziej izbę. Oak zerknął na swoje szramy na torsie oraz rękach. Każda z nich przypominała mu o jego głupocie oraz lekkomyślności. Każdego dnia, o każdej porze, ale teraz ważnego było co innego. Ona.

Odwrócił głowę, w kierunku leżącej na podłodze Sheily, przykrytej kocem. Dziewczyna położyła swój ubiór na rzeczach mistrza Kanto.

-Do rana wystarczy – rzekł kładąc się obok niej. Kobieta momentalnie się do niego przytuliła, zaś Blue objął swoją kochankę – A jak nie, to trudno. Chociaż przed śmiercią zabalowaliśmy, numerze pięćdziesiąt – przykrył się resztkami pledu. Kobieta położyła głowę na jego torsie.
-Chociaż tyle – odparła ziewając – Ale jak wytrzymamy, to co będzie Blue? Chyba nie porzucisz swoich przyjaciół oraz misji dla mnie. Nie jesteś aż tak głupi, aby zmieniać życie przez jedną noc.
-Czy ktoś powiedział, że jedną? - zaśmiał się – No a ty nie odejdziesz z Team Steam dla mnie, bo wiesz co cię czeka … a walić to. Zastanowimy się rano, bo teraz nie mam głowy do tego. Może jest jakiś przepis, że zostaniesz świadkiem koronnym czy coś. Chociaż zobaczymy, co powie mój piękny tablet prawdy. – przerwał, nasłuchując czegoś – Koniec śnieżycy, czyli Arceus się pojawił. Otwieramy szampana?
-A masz? - zapytała zamykając oczy. Była zmęczona – Chętnie bym się napiła zamknięcie w pierdlu Terry, bo mnie dzisiaj wkurzyła. Chociaż w jednym jej dziękuje. Gdyby nie ta kłótnia, to bym nie oddaliła się od obozu.
-A gdybyś się nie oddaliła, to byś nie wpadła w moją pułapkę – rzekł bawiąc się jej włosami – a wtedy nie byłoby tego bardzo udanego wieczoru. Nie wiem jak tobie, ale mi brakowało czegoś takiego. Spokój, rozmowa przy kominku, seks. Jednak mam pytanie – otworzyła oczy, po czym uniosła głowę – Nie obudzę się rano związany i zakneblowany? Znaczy kiedyś miałem takie fantazje, ale to było za małolata. Teraz by mnie to przeraziło.

-Pomyśle nad tym – zakpiła, po czym go pocałowała na dobranoc – Żartuje, chociaż gdybym cię sprowadziła, to Zero dałbym awans i własne biuro – zaśmiała się, zaś Blue spojrzał na nią z politowaniem – Spokojnie, taka nie jestem. Zbyt dobrze się bawiłam, aby podłożyć ci taką świnie. No już, niech się pojawi na twojej twarzy uśmiech – Oak pokręcił głowa, zaś na twarzy pojawił się uśmiech – I takie pana duże ego lubię. Słodkich snów mój kochany – wróciła do poprzedniej pozycji i zamknęła oczy. Blue spojrzał jeszcze ogień i zdał sobie sprawę, że to nie ma sensu.
-Trzymam cię za słowa Sheila – objął ją jak najmocniej potrafił - śpij spokojnie, moja kochana – dodał zamykając oczy. Prawie natychmiast usnął, odkładając decyzje o ich przyszłości do rana.


Wszystkie eventy, postacie oraz miejsca występujące w powyższym tekście są oparte na podstawie hacka "Light Platinium" autorstwa WesleyFG.
Nie mam żadnych praw do marki Pokemon.