Wszystkie decyzje należą do ciebie


I wbrew temu, co się niektórym wydaje, kobieta nie jest jakimś robotem kuchennym albo pralką, więc nie można jej programować wedle uznania.


Luty. Szpital św. Bartłomieja, oddział położniczy, jedynka.

- Przepraszam, że dopiero teraz znalazłem czas, żeby was odwiedzić. Wskrzeszanie Sherlocka jest dość absorbujące.

- Ale chyba idzie całkiem nieźle. John, Greg i pani Hudson dobrze znieśli jego powrót.

- Wiesz, raczej postanowili cię nie stresować… John jest wściekły za tę szopkę, Lestrade zniósł to faktycznie nieźle, więc John jest nieco zdenerwowany również na niego. A pani Hudson, jak to pani Hudson jak zwykle emanuje miłością do świata godną rastamanki. Pewnie zapaliła z radości albo na uspokojenie.

- Ojej.

- Jakoś się wszystko ułoży. A ty masz ważniejszą sprawę na głowie. Widzę, że sprawa nie śpi. A nawet przygląda mi się dość badawczo.

- Czeka na twoją decyzję. Panna Holmes oprócz nazwiska powinna mieć również imię, prawda?

- Wybór należy do ciebie. Czy jakieś imię szczególnie ci się podoba?

- Cóż, spośród trzech propozycji które dzisiaj usłyszałam, wyłącznie: Mary.

- A jakie były pozostałe?

- Hamish i Greg.

- Hmm... Tak, Mary brzmi bardzo dobrze. Mogę ją potrzymać?

- Oczywiście, że tak. Ale… umiesz?

- Cóż, to nie będzie pierwsze dziecko, które trzymam na rękach. Może pamięć mnie zawodzi, ale to które nosiłem trzydzieści parę lat temu było niemal identyczne, nie licząc płci.

- Ach, tak…

- Mary Holmes, widzę że jesteś całkiem dzielna, jeszcze nie płaczesz, a uwierz mi, starsi od ciebie w mojej obecności już płakali, no oprócz dawnego chłopaka twojej mamy, ale lepiej do tego nie wracajmy, cóż, wydało się, że wiem o jego istnieniu. Pozwolisz, że się przedstawię. Jestem Mycroft Holmes i, chyba że twoja mama zdecyduje inaczej, masz się zwracać do mnie „tato", oczywiście, gdy opanujesz wydawanie dźwięków powszechnie rozpoznawalnych.

- Mycroft, dlaczego miałabym pozbawić małą ojca?!

- Sherlock wrócił, moja droga, więc wszystkie decyzje należą do ciebie.

- Rychło w czas!

- Nie bardzo rozumiem, dlaczego się złościsz.

- Ja się nie złoszczę. Po prostu… Najpierw chciałam być samodzielną matką. Potem pojawiłeś się ty. Zmusiłeś mnie do ślubu. I kiedy odkryłam, że… jednak dobrze się czuję w twoim towarzystwie. I przez kilka miesięcy utwierdzałam się w tym przekonaniu. A potem przez dwa tygodnie zamartwiałam, czy cię gdzieś nie zabili... najchętniej byś się nas pozbył… Zresztą bez trudu uzyskasz unieważnienie… Co ja jestem? Jakiś cholerny puchar przechodni?!

- Molly. To nie tak. Czy myślisz, że dla Sherlocka ma jakiekolwiek znaczenie, że pomogłem mu dokończyć jego sprawy teraz, a nie za kilka tygodni albo miesięcy? Nie jest łatwo żyć z kimś… pod jednym dachem i widzieć, jak bardzo tęskni.

- A najciężej nie domyśleć się, że wzdycha nie za kimś, kto jest Bóg wie gdzie, ale za kimś w pokoju obok, prawda?!

(w czterdzieści sekund później)

- Chyba przeszkadzam… w myśleniu o Anglii. Chciałem zobaczyć… bratanicę.

- Sherlock… Czyżby mąż nie mógł całować żony, jakieś nowe prawo?

- Mało prawdopodobne, żeby istniało takie prawo, skoro sam go nie ustanowiłeś.

- O Anglii w pełnej opcji będę mogła pomyśleć nie wcześniej niż za sześć tygodni. Na razie zostaje tylko filiżanka herbaty zamiast.

- Mo...

-...olly?!

- Mary, popatrz na tatusia i stryjka Sherlocka. Gdy są zaskoczeni, można dostrzec między nimi pewne rodzinne podobieństwo.


W dzisiejszej odsłonie udział wzięli:

Molly Holmes - mysz, która ryknęła śmiechem, a uprzednio pokazała pazurki

Mary Holmes - która jest powoli wprowadzana w zawiłości genealogiczne rodu

Mycroft Holmes - człowiek wielu talentów, nawet wskrzeszać potrafi, ale spostrzegawczy i domyślny jak standardowy samiec homo sapiens

Sherlock Holmes - człowiek, który widział za dużo, zwłaszcza oczami wyobraźni


I tu się historia miała skończyć. I w ogóle chciałam ten rozdział finalny jakoś później wrzucić, ale mnie myszyna przywołała do porządku. Więc zamiast zakończyć tu powiastkę jeszcze parę wątków pogmatwam i rozplączę (chyba, że me lenistwo zatriumfuje, bo to niestety żywotna bestia jest). Mojemu lenistwu dorównuje jedynie poczucie odpowiedzialności, więc jak jest lobby na rzecz kontynuacji to i rozdział się pojawia wcześniej niż później, że tak wspomnę niby bez związku.

A co do "lobbingu", bardzo Wam dziękuję za komentarze! :)

Siean Riley, co do "wsypywania" i nie tylko, to pani Hudson wie co robi, a jak nie wie i tak to zrobi, za co ją szczerze uwielbiam. :D

Arianko, jak widzisz Mycroft podzielał do pewnego momentu Twój pogląd co do korekty aktu ślubu. ;))

Filigranko, no właśnie, sekta jak nic z tego WOSS a może nawet WONSS (Warszawski Oddział Nawiedzonych Sióstr [w] Sherlocku); a hierarchia być musi, a gdy kobiety będą rządzić światem szpitalne ściany zostaną stosownie uatrakcyjnione. :)

Libardo, dzięki, teraz znowu będę musiała utrzymywać napięcie, ech, kocham swoje problemy ;)

FiniteHolmes, nawet nie chcesz wiedzieć co się dzieje z przecinkami, gdy to ja się za nie zabieram; bardzo mi miło, że Ci się HMH podoba, aczkolwiek na MH wolę poprzestać, High Level innym razem (w innym pokoleniu?). :D

Madmartus, nazwanie córki Hamish to jednak zbyt feministyczne jak na Mollunię. ;))