Kolejny rozdział przed Wami, a ja ze swojej strony życzę wszystkim Wesołych Świąt, dużej ilości prezentów i spełnienia marzeń! ;)

Pozdrawiam Klaudia

###

ROZDZIAŁ 19

[Usher – Revolver; Duft Punk – Robot Rock]

Tancerz to taki specyficzny zawód, który jest bardzo podatny na kontuzje. I co? Jak się dzisiaj zgiąłem, tak mi coś poszło i myślałem, że się nie podniosę. A teraz ledwo funkcjonuję i ruszam się. Boli mnie jak cholera i zamiast uśmiechu na twarzy mam jeden wielki grymas. Z kolei Bella, gdy mnie zobaczyła po powrocie do domu, zaczęła się śmiać, że jestem kaleką. No okej, przez najbliższe parę dni w pewnym sensie będę kaleką, ale tekst o wózku inwalidzkim już mogła sobie darować.

Doczołgałem się do łóżka i położyłem z głośnym jękiem. Mam rozwalony bok, a to naprawdę boli. Nie mam pojęcia jak do tego doszło, po prostu się stało. Niestety.

– Dobra Edward, przewracaj się na brzuch, to cię wysmaruję. – oznajmiła Bella wchodząc do sypialni ubrana w moją koszulkę, która w dalszym ciągu robiła za jej pidżamę. W ręce miała maść rozgrzewającą, a na twarzy chytry uśmieszek. Sam widok tej tubki mnie przerażał. Nienawidziłem ich. Nie dość, że cholernie śmierdzą mentolem, to na dodatek powodują, że czujesz się tak, jakby twoje ciało paliło się od środka.

Przewróciłem się, a Pani Wiewiórowa usiadła na mnie okrakiem i zaczęła wsmarowywać i rozsmarowywać. Robiła to niezwykle delikatnie i prawie nic nie bolało. To co wyprawiały jej rączki było cudowne, więc gdy po chwili zeszła ze mnie, z moich ust wydobył się jęk niezadowolenia.

– Nie ruszaj się, ja zaraz wracam.

– No dobra. – powiedziałem rozżalony. Po chwili wróciła i znowu na mnie usiadła. Zaczęła mnie masować, lecz tym razem rozprowadzała po moim ciele oliwkę, albo jakiś inny olejek. To z jaką delikatnością i czułością to robiła było niesamowite. Masowała moje plecy, barki, ramiona, kark, a ciche pomruki zadowolenia opuszczały moje usta. Kochałem to, co robiły jej ręce. To było cudowne, a gdy dołożyła pocałunki, to był już kompletny odlot. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i kiedy zeszła ze mnie uświadomiłem sobie, że pojawił się pewien dyskomfort.

– Bella. – wymamrotałem w poduszkę.

– Hmm?

– Mamy pewien problem.

– Jaki?

– Natury stojącej. – powiedziałem i obróciłem się do niej przodem. Przyglądnęła się chwilę mojej erekcji, a potem spojrzała na mnie.

– I co z tym zrobimy? – zapytała, jednym zwinnym ruchem ściągając ze mnie bokserki. Dobre pytanie? Co zrobić, żeby nie spowodować większych problemów z moimi plecami.

Usiadła na moich udach i chwyciła mojego fiuta, przejeżdżając dłonią po całej jego długości. Obserwowałem ją uważnie, lecz jej twarz nic nie wyrażała. Ściągnęła z siebie koszulkę i szorty, a potem spojrzała na mnie.

– Pamiętasz naszą pierwszą pozycję? – zapytała. Moje brwi zwęziły się w zastanowieniu, a jej powędrowały w górę. – Och Wiewióra, Wiewióra... – zaczęła i usadowiła się na mnie tyłem. Wtedy mnie olśniło i dotarło, co miała na myśli. 69 i naszą orgię na parkiecie podczas showcasu. Miałem już jej coś powiedzieć, ale poczułem jak wzięła mnie do ust. Jęk opuścił moje ciało i wszystko dookoła przestało mieć znaczenie. Ssała, lizała, więc nie mogłem być gorszy. Chwyciłem jej pośladki, pieszcząc je dłońmi i sam przystąpiłem do działania. Jej smak… zapach... Oralne pieszczoty chyba staną się moimi ulubionymi. Jęczała wokół mojego kutasa, gdy intensywnie pracowałem ustami i językiem wokół jej kobiecości. Byłem już naprawdę cholernie blisko.

– Bella… – próbowałem ją uprzedzić, ale wtedy wzięła mnie prawie całego do ust i wytrysnąłem w nią, by po chwili i ona zaczęła się na mnie wić. Uwielbiałem patrzeć na nią w ekstazie. Wyglądała wtedy cudownie.

Obróciła się przodem do mnie i wplatając dłonie w moje włosy, mocno mnie pocałowała. W tym pocałunku były widoczne wszystkie emocje i uczucia, które nami zawładnęła, a przede wszystkim miłość. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.

– Kocham cię. – wyznała Bella i to było niesamowicie szczere.

– Kocham cię.

Położyła się obok mnie, kładąc głowę na mojej piersi. Nie potrzebne nam były słowa. Rozumieliśmy się bez nich. Przyciągnąłem ją do siebie bliżej, chowając twarz w jej włosach. Pocałowałem ją jeszcze w głowę i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

Po piętnastominutowym wykładzie Pani Wiewiórowej na temat tego, że mam tygodniowy szlaban na taniec, w końcu się poddałem, bo co miałem innego zrobić. Plecy już mnie tak bardzo nie bolały, ale przecież o zdrowie trzeba dbać. Nauczyło mnie to czegoś o byciu razem. Wzajemna troska. Ten termin trzeba dodać do mojego podręcznika bycia w związku. Martwiła się o mnie. A prawda jest taka, że gdyby jej coś się stało, też bym się o nią martwił.

I tym oto sposobem Pani Wiewiórowa sama wkręciła się w prowadzenie zajęć w MDC w zastępstwie za mnie. Oczywiście nie chciała, ale postawiłem jej ultimatum. Albo prowadzi zajęcia, albo ja mam gdzieś jej szlaban. No to się poddała. To jak ją roznosiło przez ostatni tydzień było widoczne jak na dłoni, a nie miałem pojęcia czemu nie chce chodzić na zajęcia. Próbowałem to nawet z niej raz wyciągnąć, ale się nie udało. Chciałem, by poprowadziła moje zajęcia nie dlatego, że jest moją dziewczyną i tak by wypadało, tylko dlatego, że jest zajebistym tancerzem i choreografem. Wiem co potrafi, a patrząc na to jakim jest instruktorem, to powiem tak, jest jeszcze bardziej wymagająca ode mnie. Ale to dobrze, bo wtedy ludzie więcej się nauczą, wymagając od swojego ciała znacznie więcej niż się powinno.

Idąc razem do MDC udawała totalnie na mnie wkurwioną, jednak w jej oczach widziałem szczęście, zadowolenie i masę energii. Może nie chciała się do tego przyznawać, ale to, że poprosiłem ją o zastępstwo, naprawdę wiele dla niej znaczyło. Poczuła się doceniona i jak jeszcze raz od niej usłyszę, że jest nic nie znaczącą tancerką, przyrzekam, że osobiście skopię jej tyłek. Chcę, by uwierzyła w siebie i w to, że jest zajebista i posiada ogromny talent. Bo to jest najszczersza prawda.

Bella poszła się przebrać, a ja zacząłem rozkładać sprzęt. Ludzie powoli zaczęli się schodzić i zapełniać salę. Było ich nawet sporo, ale czy to dla niej jakiś problem? Raczej nie, bo jest w stanie poradzić sobie z trzydziestką szalonych dzieciaków, a tutaj ma trochę starsze towarzystwo, wiec powinno być prościej.

– Więcej ich nie było? – zapytała Pani Wiewiórowa podchodząc do mnie.

– A to jakiś problem? – spytałem z głupkowatym uśmieszkiem, na co tylko pokręciła głową. Wyszła na środek i poczekała, aż ludzi przestaną gadać.

– Hej. – powiedziała nieśmiało. – Ze względu na to, że Wiewióra wczoraj został kaleką…

– Ej! Nie jestem jeszcze kaleką!

– To ja dzisiaj poprowadzę za niego zajęcia. Więc zaczynamy. – zakomunikowała i wszyscy położyli się na podłodze, by zacząć brzuszki. Ale tu czekała ich niespodzianka. Bella zamiast brzuszków robi inne ćwiczenie na te partie mięśni. Ogólnie rozgrzewka Belli różniła się tym, że była bardziej na wytrzymałość. To dobrze, zmiana instruktora to zawsze dla nich jakaś nowość. Wykończyła ich tą rozgrzewką.

– Dobra ludzie, to zaczynamy. Znacie kawałem Ushera – Revolver? – pytanie i ciche pomruki na sali. – To zaczynamy stojąc lekko po skosie na słowa 'cut me' i na to wchodzimy na releve na prawej nodze, lewą lekko podnosimy, odchylamy się do tyłu, a rękoma robimy młynek, kręcąc od siebie. Teraz na 'Cut me with your tounge' lewa noga idzie pięta palce. Rękę lewą mamy na klacie i przekrzywiamy się trochę. Potem wcielamy się w tak jakby robota i prawą nogą robimy krok do przodu, tylko ma być to sztywne. Yhy. – tłumaczyła wszystko dokładnie, krok po kroku, a ja przy okazji starałem się nauczyć na siedząco – Potem lewa noga idzie nam do przodu, tylko tak bardziej po kole i ma to wyglądać dziwacznie i w tym samym czasie oblizujemy swojego prawego kciuka, tylko chce widzieć wystawiony jęzor na wierzchu! A potem wraz z postawieniem nogi na ziemi dłonie zamykają nam się w piąstki i trzymamy je widoczne, a nie gdzieś schowane za naszym ciałem. Potem mamy tak. Prawą rękę kładziemy na klacie, tylko środkiem dłoni na zewnątrz i wypychamy prawe bioderko, potem na nie wchodzimy i obracamy dłoń. Schodzimy w dół i palce wskazujące zamykają nam kolana do środka. Potem wstajemy na lewej nodze, hmm… tak jakbyśmy byli np. pudełkiem, czy coś w tym rodzaju. To teraz od początku, okej? – powiedziała z przyjaznym uśmiechem na ustach i zaczęła wszystko od nowa tłumaczyć.

Była niezwykle precyzyjna i szczegółowa. A gdy trzeba, potrafi się też na nich wydrzeć. Jej nie zależało na tym, by zrobić całą choreografię, chodziło jej o to, by porządnie się nauczyli nawet niewielkiego fragmentu. By zwracali uwagę nawet na najmniejsze szczegóły i robili je prawidłowo.

Te zajęcia się skończyły i Bella leżała na parkiecie, próbując odpocząć przed następnymi, które zaczną się już za piętnaście minut. Ja z kolei szperałem w jej laptopie szukając jakiś zajebistych piosenek. Miała ich w cholerę i jestem pewien, że jak przysiądę przy jej laptopie pewnego pięknego dnia, to nie zobaczy go przez dłuższy czas.

– Siemka! – na sale weszli Jasper z Emmetem szczerzący się do wszystkiego co możliwe.

– Cześć Bells! Gdzieś ty była, jak cię nie było? – spytał Jasper i schylił się, by cmoknąć ją w policzek i to samo po chwili zrobił Emmet.

– Cześć chłopaki! A byłam w domu, ale postanowiłam jednak wrócić. Tutaj jest fajniej. – taa, jasne, ściemniaj dalej.

– No i prawidłowo. My jesteśmy fajniejsi. – zaczął, szczerząc się Emmet.

– Taaa… Misiek, jasne. Lepszego dowcipu dawno nie słyszałem. – powiedziałem wystawiając język.

– Czepiasz się. A co dzisiaj robisz Wiewióra?

– Mnie się nie pytaj.

– A kogo mam się pytać jak nie ciebie?

– Ja zostałem kaleką i mam tygodniowy szlaban na taniec.

– Haha… to na seks pewnie też. – usłyszałem Jaspera śmiejącego się na pół sali.

– Raczej nie. – odpowiedziałem mu z powagą na twarzy, a Bella była blisko wybuchnięcia śmiechem.

– Dobra, to kto dzisiaj w takim razie prowadzi zajęcia? – spytał już trochę zniecierpliwiony Em.

– Ja. – odparła z ogromnym uśmiechem Pani Wiewiórowa i nie dało się nie zaśmiać.

Z głośników przez przypadek poleciał Jay – Z – It's Hot i Em z Jazzem od razu się podnieśli, by zatańczyć. Bella też do nich dołączyła, jednak chłopcy nie wiedzieli tego, że to jest jej choreografia. Zmiażdżyli system, za to Bella wymiatała. Charakter, ruch, pokonanie przestrzeni... Nie no, ja zaraz popadnę w kompleksy.

– Ej Bells, skąd ty znasz tą chorełkę. Przecież z tego co pamiętam, nie było cię w poniedziałek na zajęciach. – odezwał się Jazz.

– Nie powiedziałeś im? – Pani Wiewiórowa zwróciła się do mnie.

– Nie powiedział nam czego? – dopytywał się Emmet.

– To jest moja choreografia. – przyznała się nieśmiało, a Jasper z Miśkiem patrzyli na nią jak na kosmitę.

– Żartujesz sobie? – Bella zaprzeczyła kiwając głową. – Kobieto, ty prowadzisz gdzieś zajęcia, bo z chęcią się na nie zapiszemy.

– Przesadzacie.

– Wcale nie!

– Ej, Wiewióra, pamiętasz, że za dwa tygodnie lecimy do Paryża. – Jasper przeskoczył z jednego tematu na drugi.

– Co? – spytałem zdezorientowany.

– Stary, przecież 12– 13 września prowadzimy warsztaty w Paryżu, zapomniałeś?

– Fuck. – powiedziałem, i walnąłem głową w ścianę. 13 września są urodziny Belli.

Dziesięć minut później Bella rozpoczęła zajęcia, przedtem pytając się mnie, czy może ich wykończyć. Nie miałem do tego żadnych zastrzeżeń. Zaczęła ich fizycznie tępić. W końcu to master class i oni muszą pracować nad sobą. Nie ma zmiłuj. Ale naprawdę ich wykańczała, bo Misiek i Jazz już ledwo zipieli. Bella przeszła do ćwiczeń izolacyjnych i w pewnym momencie weszła dancehallowo piosenka.

– Zmienić?

– Nie, zostaw. – powiedziała przekrzykując muzykę. Ona chce im zrobić Dancehall czy jak?

Zaczęła rozgrzewać biodra kręcąc nimi i powoli przechodząc do shaków. Widok Jaspera i Emmeta doprowadził mnie do łez. Jak zwykle musieli się wydurniać, ale Bells zjechała ich z góry na dół i się skończyło.

– Okej, to zaczynamy. Nie będzie dzisiaj prosto, bo jednak ta chorełka wymaga zatrzymań, zawieszeń, spięć, no i przede wszystkim wyczucia muzyki. To tak, mamy pierwszy ruch na takie daam…

– O nie, to zajebiste. Ja też chcę! – zacząłem jęczeć na pół sali, a wszyscy spojrzeli na mnie jak na debila.

– Wiewióra, innym razem, okej?

– Okej. – powiedziałem zrezygnowany, ale w sumie ja mam ten komfort, że z nią mieszkam i w każdej chwili mogę poprosić ją o to, by mnie nauczyła tej choreografii.

Zajęcia dobiegły końca i wszyscy mogliśmy opuścić MDC. Czekałem na moich przyjaciół w recepcji, gdy przyszła moja rodzicielka.

– Cześć mamo! – przywitałem się, dając jej buziaka w policzek.

– Cześć synku. Jak się czujesz? – spytała z troską w głosie.

– Jeszcze trochę boli, ale jest okej.

– To dobrze. Ale jak ty to zrobiłeś, to nie mam pojęcia.

– Ja tym bardziej.

– Aha, żebym nie zapomniała. W niedzielę obiad i chcę was na nim wszystkich widzieć. I Ciebie z Bellą. – powiedziała grożąc mi palcem, ale jednocześnie z rozbawieniem w głosie.

– Skąd wiesz, że ja i Bella…

– Ma się swoje sposoby. – powiedziała z ogromnym i szczerym uśmiechem na ustach – Nie zapomnij przekazać reszcie. Ja już zmykam. Pa.

– Cześć.

W piątkę siedzieliśmy w naszym coffee shopie, a Bella miała do nas dojść. Chciała tylko wziąć prysznic po treningu.

– W niedzielę mama robi obiad i chce nas na nim wszystkich widzieć. – zakomunikowałem szczerząc się do nich. Wreszcie nie przyjdę na ten obiad sam, tylko z kimś. Mam tylko nadzieję, że Bella nie ma nic przeciwko.

– No tak, Esme nie można się sprzeciwiać. – powiedział Jasper i zaczął się śmiać.

– Tony, no ja cię naprawdę przepraszam, że się nie pożegnałam, ale to wyszło tak nagle. A poza tym, czy jest jakiś problem w tym, by wsiąść do samolotu i przylecieć do L.A.? – dosiadła się do nas Bella rozmawiająca z chodzącą czekoladką i wzięła sobie kubek z moją kawą. – Eh, no dobra, to pogadamy innym razem. Pa. – zakończyła rozmowę i znowu napiła się mojej kawy.

– Wypiłaś mi pół kawy! – zwróciłem się do niej z pretensjami.

– Mam ci przypomnieć, kto wypił mi rano cała kawę?

– Czepiasz się.

– Yhy. Jasne. – powiedziała z ironią i nagle wszyscy usłyszeliśmy głośny śmiech Alice.

– Błagam was, powiedzcie im już, bo ja już dłużej nie wytrzymam.

– Co mają nam powiedzieć? – zapytał zagubiony w tym wszystkim Emmet.

– Boże, wy dwaj naprawdę jesteście ślepi. – zaczęła Rosalie – Przecież oni są razem. Jesteście tępi jak cholera.

– Żeby było jasne, ja jej nie powiedziałam. – zaczęła bronić się Al.

– Czekajcie, czyli ta laska, o której ostatnio mówiłeś, że krzyczy głośniej od Rosalie, to Bella? – zapytał Jasper patrząc to na mnie to na Bellę.

– Co?! – krzyknęły obie tak, że niewiele brakowało, by bębenki w uszach popękały.

– Oj dziewczyny, chyba trochę przesadziłyście z udawaniem. – oznajmiła ze śmiechem Alice.

– Co?!

One sobie żartują, prawda? Bella nie udaje przecież! Tak mi się przynajmniej wydaje.