Zatrzymali się w budynku świetlicy przy stołówce, gdzie czekał na nich spory ekran i konsola. Szen natychmiast zaczął się przyglądać kabelkom ciekawsko.
– A teraz, drodzy państwo, coś zupełnie innego, dla złapania oddechu… ale czy na pewno? – prezentował Dian, który już był w pół drogi do awansu na ścieżce medialnej. – Pojedynek muzyczny: karaoke! Przypominam, że nasze zawody zbliżają się ku końcowi.
– Powinniśmy znowu wystawić syreny – zasugerował Kriazor, chociaż sam jeszcze nie miał swojej kolejki.
– Ja nie gram – odpowiedziała Titis, słabo kryjąc swoje naburmuszenie.
– Za to ja chętnie się zabawię – przed swoją grupę wystąpiła Atena i podniosła ten z mikrofonów, który uważała za ładniejszy. Szen uruchomił konsolę i kolorowy ekran główny gry zachęcał do podjęcia wyzwania wesołym wakacyjnym rytmem, który buchnął z sufitowych głośników.
– Nasz Kasar jest nieczynny – zauważył Sziwju.
– Kanon, ty umiesz śpiewać? – spytał Silla, ale ten nie zdążył odpowiedzieć.
– Za przeproszeniem – wtrącił się Sorrento. – Ja spróbuję.
– Oo-o! – Kanon zakpił z jego poważnej miny. – Ja bym chciał to zobaczyć. Dawaj!
Sorrento podniósł drugi mikrofon z pełnią dostojeństwa.
– Ponieważ Kraken nie zmieścił się tutaj z nami, sędziować będzie Izyda – zaznaczył Dian.
– Macie jedną piosenkę z wysokim poziomem trudności – tłumaczyła Izyda. – Piosenkę wybiera ogół w drodze głosowania. Nie można oszukiwać przez buczenie do mikrofonu, liczy się tylko normalny, otwarty śpiew.
– Niech będzie coś z ABBY. „Mamma mia"! – zaczął Szen, kiedy Atena przeskakiwała po piosenkach, prezentując wybór.
– Nie, jakiś hardcore z trudną do wyciągnięcia nutą: „Goldeneye" – proponował Silla.
– Lepiej „Mysterious girl", w teledysku są dziewczyny – zaproponował Joda. – Chociaż… jest i ten gościu…
– Frozen, „Let it go". Zdecydowanie – zaproponował Kriazor, a kolejni podchwycili.
– Lećcie Frozen!
Zawodnicy spojrzeli sobie w oczy i dygnęli przed pojedynkiem. Unieśli mikrofony do ust. Teledysk się zaczął, śnieżna królowa zaczęła spacerować wśród nocnej zamieci, pianinko zagrało.
– The snow glows white on the mountain tonight… – Atena miała piękny głos, zaczęła czysto, jak na amatorkę, a Posejdon gapił się w jej kołyszące się do rytmu bioderka.
Piosenka się rozkręcała, podobnie jak śpiewający. Przy pierwszym refrenie, kiedy Elza zrzucała płaszcz, obserwatorzy zaczęli zauważać istnienie Sorrento. Nie tańczył ani odrobinę, jakby połknął kij. Po prostu wykonywał zadanie ze śmiertelną powagą. Na tekst też nie musiał patrzeć.
– …I am one with the wind and sky…
Po chwili Atena odwróciła wzrok od ekranu i zaczęła patrzeć na Generała, tak jak wszyscy. Przy „fraktalach" nawet już nie śpiewała, żeby lepiej słyszeć. Kanonowi opadła szczęka.
– …the cold never bothered me anyway. – Elza na filmie zatrzasnęła drzwi, a Sorrento odłożył mikrofon, kiedy skończył.
Przez chwilę w sali panowała cisza. Odezwała się Izyda:
– Punkt – wskazała na niego.
Titis nie mogła się opamiętać jeszcze dłużej, niż Kanon.
– „Gdzie ja miałam oczy… uszy, do tej pory?" – pomyślała z szerokim uśmiechem i zapomniała o zrzędzeniu.
– Wyjdź za mnie – przed Sorrentem wyrósł Kasar, którego zaraz potem Izaak trzepnął w głowę.
– Ej! Opamiętaj się, przecież to SORRENTO – fuknął, urażony.
Dopiero wtedy Kasar się obudził.
– Czekaj… fakt! Ble, fuj! Wybacz, ja nie mogę, kiedy ktoś śpiewa…!
– Otóż to – Kriazor poruszał brwiami, po czym tknął Titis, żeby też się ogarnęła. Na syreny najlepiej sprawdzał się Szczurołap.
Sorrento dygnął po raz kolejny, po czym wrócił na swoje miejsce. Kanon postanowił odpuścić mu nabijanie się z niego przez tydzień. Ale nie więcej, nie przesadzajmy.
– Niesamowite, mamy wyrównane wyniki, 3 do 3 – zaanonsował Dian. – A przed nami tylko jedna, decydująca konkurencja.
Wyprowadzał grupy na zewnątrz, a Titis zwlekała specjalnie po to, żeby puścić oczko do Sorrento.
– Pojedynek zbrojeń! – Dian ukazał obu drużynom dwie sterty broni każdego rodzaju z wielu różnych materiałów i od innych wytwórców. – Widzicie tu zebrane najznamienitsze bronie z królestw Podmorskiego i Greckiego. Waszym zadaniem będzie rzetelna ocena właściwości i rzemiosła każdego z nich, wybranie dla siebie najlepszej sztuki i wygranie za jej pomocą pojedynku.
– Ośmielę się spostrzec, iż zbiór ten nie jest kompletny – Kriazor wystąpił przed swoją drużynę, zgłaszając się tym samym. – Najlepszą bronią w Królestwach jest niezaprzeczalnie Złoty Oszczep Kriazora. Nic nie jest w stanie powstrzymać jego ciosu.
Iki wypchnął mu naprzeciw Sziwju, który zaczął od razu:
– To się jeszcze okaże. Widzisz, moja Tarcza Smoka jest zdecydowanie najlepszą bronią i jednocześnie ukoronowaniem sztuki rzemiosła.
– Nie powiedziałem start, ale „start" – wtrącił Kraken półgębkiem.
– To niezwykle zabawne, co mówisz, jestem jednak zmuszony się nie zgodzić – odparł Kriazor dwornie.
– Rozumiem, ale to ja się nie zgadzam – skontrował Sziwju. – Jeśli sobie życzysz, możemy łatwo dowieść, który z nas ma rację. Stoczymy pojedynek naszymi broniami, Złoty Oszczep przeciwko Tarczy Smoka.
– Z wielką chęcią.
– O każdej porze dnia i nocy.
– Proszę, zacznij.
– Ależ proszę, ty pierwszy.
Szen, który uczestniczył już w niejednej sesji RPG, powiedział głośno:
– Wiecie, w grach istnieje powszechnie znany paradoks niepowstrzymanego ataku i nieprzebitej obrony – w tym czasie, zawodnicy przywołali już swoje zbroje i nastawiali się do ataku. – Nie obawiacie się, że taka próba jest… ciut niebezpieczna? Nie wiadomo, co może się stać. Specjaliści spierają się…
– No to teraz już nie będą musieli się spierać – Silla założył ręce i cieszył się na poznanie odpowiedzi na dręczący społeczność gamerską problem.
– Nie, żeby mi było przykro, że musiałem na marne gromadzić te wszystkie bronie po świecie – upomniał się Dian – bo jest mi tylko trochę przykro, ale to nie do końca był zamysł…
– Niech im będzie, pozwólmy na to – uspokoił go Kraken. – Co może się stać? Najwyżej któryś zrobi z siebie durnia i będzie zmuszony porzucić rycerstwo. A ja chętnie się przyjrzę odrobinie rozpaczy.
Kriazor i Sziwju przygotowali się w pełnym skupieniu, aż wreszcie skoczyli ku sobie z bojowym okrzykiem na ustach.
Gdzieś w dalszej warstwie świadomości zdołali usłyszeć, jak Izyda mówi, wyciągając rękę do Kasara:
– Nieregulaminowa jatka. Wygrałam, dwie stówki...
Po czym Tarcza starła się z Oszczepem. Niebo przeszył jasny błysk, coś zgrzytnęło, zabzyczało, a chwilę później wszystko wokół rozmyło się im dwóm w oczach...
