Rozdział 25.
Wynalazki, starożytność i Who?
Harry obudził się i szybko rozejrzał się po nieznanym mu pomieszczeniu. Dopiero po kilku minutach przypomniał sobie fragment poprzedniej nocy, gdy z trudem wychodził z jakiegoś baru w towarzystwie profesora.
- Musiał mi znaleźć jakiś pokój w hotelu. – Harry wzruszył ramionami i odciągnął zasłony, żeby zobaczyć widok za oknem. – Albo nie…
Harry z przerażeniem obserwował samolot pasażerski, który przeleciał tuż przed jego nosem.
- Gdzie ja jestem?
Harry szybko zarzucił na siebie jakieś ubrania i wyszedł na korytarz.
- Cześć – powitała go radośnie Pomocnica. – Chciałbyś śniadanie czy coś, żeby wyleczyć kaca?
- Śniadanie poproszę – odparł Harry. – I wyjątkowo nie mam kaca.
- Okej – powiedziała z uśmiechem Pomocnica. – Co byś chciał?
- Cokolwiek – powiedział Harry. – Albo mogę coś przygotować, jeśli nie masz czasu czy coś.
- Umiesz gotować? – zapytała Pomocnica. – Gdzie się nauczyłeś?
- Moje dzieciństwo nie należało do najlepszych. – Harry wzruszył ramionami. – Jedną z nielicznych pozytywnych rzeczy, którą z niego wyniosłem jest umiejętność gotowania.
- Ok. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Proszę bardzo.
- Wow – odparł Harry, sięgając po widelec. – Szybka jesteś.
- Gotowanie jest jak warzenie eliksirów – odparła Pomocnica. – Po pewnym czasie uczysz się trików, które przyspieszają cały proces… poza tym jestem czarownicą, to też dużo pomaga.
- To ma sens. – Harry pokiwał głową. – Nie masz może książek z zaklęciami przydatnymi w gospodarstwie domowym, co?
- Nie przy sobie. – Pomocnica pokręciła głową. – Ale postaram się jakieś znaleźć.
- Nie musisz – powiedział z uśmiechem Harry. – Sam coś znajdę jak wylądujemy.
- Ok. – Radosny nastrój Pomocnicy wrócił ze zdwojoną siłą.
- Nie widziałaś może mojego zegarka? – Harry potarł swój nadgarstek. – Obudziłem się bez niego.
- No cóż. – Pomocnica ugryzła się w wargę. – Powinieneś porozmawiać o tym z profesorem.
- Więc się go zapytam. – Harry wstał. – Potrzebujesz pomocy z naczyniami?
W odpowiedzi Pomocnica machnęła różdżką i naczynia zniknęły.
- Nie trzeba.
- Okej. – Harry zaśmiał się. – Pójdę porozmawiać z profesorem.
- Pa.
Harry wyszedł z kuchni i skierował się w stronę drzwi, w stronę których pokierowała go Pomocnica.
- Widziałeś może mój zegarek? – Harry zamrugał próbując odpędzić sen. – Mógłbym przysiąc, że kładłem go na stoliku nocnym.
- Co? – Profesor podniósł głowę. – A, tak. Jest w tym pudełku i w tym pudełku tam i trochę jest go na stoliku za tobą.
- Co? – Harry z szokiem patrzył na drobne części swojego zegarka. – Dlaczego rozebrałeś mój zegarek?
- Pomocnica i ja chcieliśmy zobaczyć jak działa. – Profesor pokręcił głową. – Już na samym początku znaleźliśmy kilka rzeczy, które można ulepszyć.
- Powiedzieli mi, że jest niezniszczalny. – Harry nie mógł się otrząsnąć. – Powiedzieli mi, że przeżyje wszystko.
- Tak – powiedział profesor. – Pomocnica właśnie z nimi rozmawia na temat fałszywej reklamy.
- I niby czego mam teraz używać? – Szok zwyciężył nad gniewem, który kotłował się w głębi duszy Harry'ego.
- Zbudowaliśmy ci nowy zegarek. – Profesor podniósł zegarek, który wyglądem bardzo przypominał poprzedni.
- Dzięki. – Harry przymierzył prezent. – Kiedy dotrzemy do Egiptu?
- Kilka godzin. – Profesor wzruszył ramionami. – Dlaczego?
- Obawiam się, że nie będę miał czasu na rzeczy, które chciałem zrobić w czasie moich wakacji.
- Masz mnóstwo czasu – powiedział profesor, wskazując na nowy zegarek.
- Jak to? – Harry z trudem powstrzymał chęć wyskoczenia przez najbliższe okno.
- Ponieważ dodałem kilka funkcji, które dadzą ci więcej czasu. – Profesor uśmiechnął się. – Pociągnij za to pokrętło z boku, a czas się zatrzyma. Przekręć je zgodnie z wskazówkami zegara, a czas przyspieszy.
- Dlaczego miałbym chcieć przyspieszać czas? – Harry nie chciał pytać, ale wiedział, że inaczej to pytanie będzie go dręczyć dniami i nocami.
- Pozwala to przeżyć nudne spotkania – odparł profesor. – To był jedyny sposób, żeby przetrwać wszystkie pozwy, przez które musiałem przejść.
- Jakie poz… - Harry w porę ugryzł się w język, naprawdę nie chciał i nie musiał tego wiedzieć. – Chciałem powiedzieć, jakie inne funkcje mi zamontowaliście w zegarku?
- Niewiele więcej. – Profesor wzruszył ramionami. – Jeśli przekręcisz pokrętło w drugą stronę, wtedy cofasz się w czasie.
- Nie uważasz, że zabawa czasem i przestrzenią jest troszkę ryzykowna? – zapytał Harry. – I czy to trochę nieodpowiedzialne? Taka zabawa, żebym miał więcej czasu na wakacjach?
- Czym jest życie bez odrobiny ryzyka? – odparł profesor. – A w odpowiedzi na drugie pytanie, nie, nie uważam, żeby to było nieodpowiedzialne. Jeśli chcesz usłyszeć o czymś nieodpowiedzialnym, to opowiem ci historię o pewnej uczennicy w Hogwarcie, której pozwolono na zabawę czasem, żeby ta mogła chodzić na więcej zajęć.
- Nieważne. – Harry uśmiechnął się słabo. – Wycofuję mój sprzeciw.
- Tak myślałem – odparł profesor. – Zegarek ma jeszcze kilka opcji, ale pozwoliłem sobie wydrukować je w postaci ulotki.
- Dziękuję. – Harry odebrał ulotkę. – Miałeś może okazję dokończyć zbroję, o która cię prosiłem?
- Miałem – odparł profesor. – Niedawno ją skończyłem.
- Mogę zobaczyć? – Harry powoli przyzwyczajał się do dziwnego sposobu patrzenia na świat swojego przyjaciela.
- Oczywiście – odparł mężczyzna, wyciągając czarny, błyszczący kostium. – Zakłada się o pod ubrania, jak drugą skórę. Główne funkcje to termoregulacja, zachowanie czystości bez zbędnego czyszczenia, twardnieje w momencie uderzenia, nie można go przebić i chroni przed całkiem dużym arsenałem zaklęć.
- Wow. – Harry był pod wrażeniem. – Coś jeszcze?
- Kilka innych rzeczy. Na przykład sprawia, że osoba go nosząca jest niewykrywana przez większość magicznych urządzeń. Udało mi się zaczarować go tak, żeby sam się naprawiał… wiesz, nic specjalnego.
- Dzięki. – Harry wziął kostium. – Jeśli będziesz mnie potrzebował, to będę w swoim pokoju.
- Nie zapomnij o instrukcji. – Profesor rzucił Harry'emu kolejna książkę. – Inaczej wątpię, żebyś był w stanie go założyć.
- Dziękuję.
- Cześć. – Pomocnica uśmiechnęła się do Harry'ego, wychodzącego z pracowni profesora. – Chciałam ci tylko podziękować.
- Za co?
- Za polecenie mnie – powiedziała z uśmiechem Pomocnica. – Ludzie zwykle nie biorą moich eliksirów na poważnie, zawsze uważali, że coś zepsuję.
- Nie ma problemu. – Harry uśmiechnął się. – Znam dwoje ludzi, którzy są bardzo dobrzy z eliksirów. Jeden to oślizgły dupek, który jest tak dojrzały jak dwulatek, który nie dostanie zabawki. Drugą osobą jesteś ty.
- To naprawdę poprawia moją samoocenę – powiedziała Pomocnica z krzywym uśmiechem.
- Może powinienem był skończyć na „nie ma problemu". – Harry zaśmiał się. – Cieszę się, że mogłem jakoś pomóc.
- Jeśli będziesz potrzebował jakichś eliksirów, daj mi znać, okej?
- A jeśli będziesz potrzebowała składników, wiesz gdzie mnie szukać – powiedział Harry. – To samo dotyczy książek.
- Książek?
- Tak – powiedział Harry. – Trochę ich mam, dopiero co dostałem nową księgę o magii pogodowej od jakiegoś staruszka.
- Mogę zobaczyć?
- Jasne – odparł Harry. – Zaraz, tylko znajdę. Mam! Wybierz, co ci się podoba.
- Ojej, dziękuję. – Uśmiech Pomocnicy mógłby rozświetlić całe pomieszczenie.
- Nie ma sprawy. Od tego są przyjaciele.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Profesorze. – Pomocnica wparowała do pracowni. – Spójrz na to.
- Na co? – Mężczyzna spojrzał na swoją asystentkę. – Nie widzisz, że jestem zajęty?
- Zajęty grą w pasjansa – odparła sarkastycznie Pomocnica. – Jakie to jest ważne.
- Jestem zajęty sprawami, które daleko przekraczają twoje rzeczywiste pojmowanie świata – odparł profesor. – Więc idź sobie.
- Dobra. – Pomocnica zawsze lubiła zabawy ze swoim towarzyszem. – W takim razie chyba nie chcesz zobaczyć tych książek wypełnionych rzadkimi zaklęciami, które pożyczył mi Pan Black?
- CO? – Profesor porzucił swoja grę i odwrócił sie w stronę Pomocnicy. – Żądam, żebyś mi pokazała.
- Nie.
- Pokaż.
- Nie.
- Pokaż.
- Nie.
- Pokaż.
- Nie.
- Pokaż.
- Nie.
- Pokaż.
- Nie.
- Proszę?
- Okej – powiedziała Pomocnica. – Najlepsza jest ta o magii pogodowej, jest o wiele bardziej zaawansowana niż wszystko, co widziałam do tej pory.
- Spójrz na to. – Profesor wskazał na jedną z książek. – Nie wierzę, że ma książkę na ten temat.
- Nie umiesz tego przeczytać, prawda? – Pomocnica spojrzała na okładkę. – W jakim to w ogóle jest języku?
- Nie wiem – przyznał profesor. – Ale spójrz na wykresy, muszą dotyczyć jakichś zabezpieczeń.
- Prawda – potwierdziła Pomocnica. – Te tutaj można ulepszyć przy zmianie kąta o około trzy stopnie.
- Ja by powiedział dwa i pół, ale masz rację – powiedział profesor.
- Więc. – Pomocnica rozejrzała się po pracowni. – Czy mamy tu wszystko, żeby zbudować translator?
- Nie jestem pewien. – Profesor wzruszył ramionami. – Chodźmy może zapytać Pana Blacka czy nam pożyczy swoje okulary.
- Mi pasuje – odparła Pomocnica. – Chodźmy.
Biegiem ruszyli w stronę pokoju Harry'ego i zaczęli głośno pukać w drzwi.
- Tak? – Harry otworzył im drzwi. – Czego potrzebujecie?
- Zastanawialiśmy się czy może pożyczysz nam swoje okulary? – Profesor uśmiechnął się niewinnie.
- Po co? – Harry od razu podejrzliwie podszedł do niewinnego uśmiechu swojego przyjaciela.
- Chcemy się przyjrzeć użytym zaklęciom i zobaczyć, czy uda nam się je zduplikować. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Potrzebujemy czegoś do przetłumaczenia twoich książek.
- Och – odparł Harry. – Niech wam będzie, ale chcę je dostać z powrotem.
- Tak zrobimy. – Profesor wyciągnął dłoń.
- Co się stało? – zapytała Pomocnica, widząc dziwny wyraz na twarzy Harry'ego.
- Ja widzę? – Harry rozejrzał się zszokowany. – Nie mam teraz okularów… ale nadal wszystko widzę?
- Hmmmm. – Profesor zmarszczył brwi. – To bardziej twoja działka, Pomocnico.
- Później się tym zajmiemy. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Wątpię, żebym zgadła co się stało, a jakiekolwiek próby zmarnowałyby czas, który można poświęcić na badania.
- Tu masz rację – powiedział profesor. – Chodź, na nas czas.
- Nie zapomnijcie przynieść moich okularów jak skończycie – krzyknął za nimi Harry. – Potrzebuję ich do rozumienia innych języków niż angielski.
- Tak zrobimy – krzyknął przez ramię profesor.
- Pa – krzyknęła Pomocnica przez swoje.
- Dziękujemy.
Harry patrzył jak jego dwoje przyjaciół znika w oddali i pokręcił głową w zdumieniu.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Panie Black? – Pukanie Pomocnicy wybudziło Harry'ego z drzemki.
- Co się dzieje? – Harry wygramolił się z łóżka i ruszył w kierunku drzwi.
- Tu są twoje okulary. – Pomocnica oddała okulary właścicielowi. – I za kilka minut będziemy w Aleksandrii.
- Dzięki. Udało wam się rozszyfrować zaklęcia?
- Tak – odparła Pomocnica. – I zaczarowaliśmy w ten sposób kawał szkła, który nam teraz wszystko tłumaczy.
- To dobrze. – Harry ziewnął. – Co będziemy robić w Aleksandrii?
- Zwiedzimy bibliotekę – odparła Pomocnica. – Ponoć są tam stare projekty maszyn.
- Jak starych? – zapytał z ciekawości Harry.
- Na tyle starych, że oryginalny język to klasyczna greka – powiedziała z uśmiechem Pomocnica. – Nie mogę się doczekać, żeby na nie spojrzeć.
- Nie zdawałem sobie z tego sprawy. – Harry uśmiechnął się. – Dzięki za informację.
- Nie ma sprawy – odparła Pomocnica. – Dzięki za pożyczenie tych książek, były bardzo przydatne.
- W jaki sposób. – Harry ziewnął.
- No cóż. – Pomocnica zastanowiła się przez chwilę. – Do tej pory najbardziej użyteczna była księga magii pogodowej. Bardzo pomocna przy kierowaniu naszym zeppelinem. Możemy stworzyć korzystne nam tylne wiatry, albo ochronić go przed złą pogodą, albo…
- Albo? – zapytał nerwowo Harry.
- Możemy też użyć tej magii, żeby stworzyć chmurę, która nas osłoni przed mugolami. – Pomocnica uśmiechnęła się nerwowo. – Nigdy więcej nie będziemy słyszeć o UFO, możemy też stworzyć gęstą mgłę przy lądowaniu.
- UFO… - Harry ugryzł się w język. – Po co nam gęsta mgła przy lądowaniu?
- Bo świetnie wygląda. – Pomocnica zaśmiała się. – To był mój pomysł.
- O…kej. – Harry wziął głęboki wdech. – Jestem gdzieś potrzebny? I czy jest jakieś miejsce, z którego mogę obejrzeć lądowanie?
- Jasne – powiedziała Pomocnica. – Za mną.
Pomocnica zabrała Harry'ego na mostek i razem obserwowali przybliżające się z oddali miasto.
- Piękne, prawda? – wyszeptała Pomocnica. – Widok z tak wysoka.
- Tak – potwierdził Harry. – Jest piękny, ale martwi mnie jedno.
- Co takiego – odszeptała Pomocnica.
- Fakt, że to profesor steruje tym pojazdem – odparł Harry.
Pomocnica spojrzała przez ramię na profesora, który kręcił ogromnym sterem na wszystkie strony.
- Och – powiedziała Pomocnica. – Nie martw się. Włączyliśmy autopilota, gdy zaczęliśmy zbliżać się do celu.
- Dlaczego więc on nadal kręci tym sterem?
- Posiadanie zeppelina nie ma sensu, jeśli nie możesz się nim pobawić i udawać, że jest się kapitanem. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Denerwuje mnie tylko fakt, że cały czas tam siedzi i nie pozwala mi do niego dojść.
- Ro…zumiem. – Harry wzruszył ramionami. – Skoro nie ma bezpośredniego ryzyka śmiercią w okropnym wypadku, to nie widzę powodów, żeby się martwić.
- I o to chodzi – potwierdziła Pomocnica.
- Jesteśmy na miejscu – oświadczył profesor. – Schodzimy?
- Nie lądujemy? – Harry zmarszczył brwi.
- Nie – powiedziała z uśmiechem Pomocnica. – Mamy do wypróbowania nowy wynalazek.
- Jaki nowy wynalazek? – Harry przekonywał sam siebie, że do tej pory nic mu się nie stało przez nowe wynalazki dwójki wynalazców.
- To nowy system nieruchomego transportu – powiedział z uśmiechem profesor. – Dopóki nasz zeppelin pozostanie nieruchomo, dopóty nasz system będzie w stanie nas przenieść z i na ziemię.
- A co jeśli zeppelin się ruszy? – zapytał Harry. – W końcu mocniejszy wiatr załatwi tę sprawę.
- Nie martwiłbym się o wiatr. – Profesor próbował rozwiać wątpliwości Harry'ego.
- A co jeśli ktoś użyje świstoklika czy coś takiego? – Harry zamrugał. – Czy ten ktoś nie mógłby czegoś tu wywinąć?
- Mamy zabezpieczenia, które mają temu zapobiec. – Profesor uśmiechnął się. – Uaktywnią się jak tylko opuścimy statek.
- To może być głupie pytanie. – Harry oblizał wargi. – Ale czy ten wasz nowy system jest w stanie przejść przez te zabezpieczenia?
- Nie. – Pomocnica pokręciła głową. – Nie przez te zabezpieczenia, nic przez nie nie przejdzie.
- W takim razie… - Harry zmarszczył brwi. - … jeśli ten wasz system nie przejdzie przez zabezpieczenia, to jak my się dostaniemy z powrotem na statek?
- Nie do…staniemy się. – Profesor i Pomocnica spojrzeli po sobie.
- Rozumiem – odparł Harry. – Nie lepiej byłoby mieć kogoś tu, na górze, żeby nam opuścił zabezpieczenia kiedy będziemy wracać?
- Chyba będzie lepiej – powiedziała Pomocnica. – Nie ja.
- Kurde. – Profesor zmarszczył brwi. – Ale mam nadzieję, że szybko wrócicie i pozwolicie mi na odrobinę zabawy.
- Później ja zostanę i przypilnuję tu wszystkiego – odparł Harry. – Żeby było fair.
- Dobra – powiedziała Pomocnica. – Chodź, pokażę ci co i jak.
- Okej – powiedział Harry. – Chodźmy.
Pomocnica poprowadziła Harry'ego korytarzem do małego pokoju. Wchodząc do pomieszczenia wzrok Harry'ego padł na duży, ozdobny, srebrny okrąg inkrustowany w podłodze.
- To jest Sala Transferu Świstoklików. – Pomocnica uśmiechnęła się z dumą. – W skrócie TranŚwist.
- Jak to działa? – Harry spojrzał na to dziwne urządzenie.
- Podobnie do świstoklika. – Pomocnica zaczęła wykład. – Zamienia niewielki przedmiot, który masz przy sobie w krótkodystansowy świstoklik, następnie aktywuje dany świstoklik i wysyła cię prosto w dół do strefy bezpiecznego lądowania.
- A jak to działa w drugą stronę?
- Na odległość aktywuje ten sam świstoklik i zabiera cię z powrotem na górę – odparła Pomocnica. – Minusem jest na pewno potrzeba nieruchomej strefy lądowania. Na pewno żadnego używania świstoklików w ruchu. Poza tym to ograniczony zasięg.
- Ciekawe – powiedział Harry. – Jakie przedmioty zamienia w świstokliki?
- Jakie tylko zechcesz. – Pomocnica uśmiechnęła się. – Nie zdziwiłoby mnie gdyby można było zamienić włosy w świstoklik, ale jeszcze z tym nie eksperymentowaliśmy.
- Włosy?
- To martwa substancja, którą masz zawsze przy sobie. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Ale jak mówiłam, jeszcze z tym nie eksperymentowaliśmy.
- Czego powinienem użyć jako mojego świstoklika? – zapytał z uśmiechem Harry. – I jak zrobić, żeby zabrał mnie z powrotem na górę?
- Masz przy sobie swoją zapalniczkę Zippo? Bo nadawałaby się do tego idealnie.
- Tak, mam ją zawsze przy sobie – odparł Harry.
- To dobrze – powiedziała Pomocnica. – Tak zaprojektowaliśmy system, żeby te dwa urządzenia ze sobą współgrały. Poza tym pozwala uniknąć nieprzewidzianych aktywacji świstoklika.
- Okej. – Harry wyciągnął swoją zapalniczkę. – Jak to działa?
- Aby wrócić należy otworzyć przenośną sieć fiuu i wypowiedzieć hasło aktywujące. – Pomocnica wyciągnęła swoją zapalniczkę.
- Jakie jest hasło aktywujące?
- Jakie tylko chcesz. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Jakie chcesz ustawić?
- Może… - Harry uśmiechnął się szeroko. – „Teleportuj mnie"*?
- Okej – powiedziała Pomocnica. – Jakiś powód dla takiego wyboru?
- Tradycja. – Harry wzruszył ramionami. – Przypomnij mi później, żebym pokazał wam tę kreskówkę. Uśmiejecie się z niektórych pomysłów, które tam mieli.
- Kreskówka? – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Wejdź po prostu w okrąg i zaraz będziemy w drodze.
- I co teraz? – Harry rozejrzał się. – Muszę powiedzieć hasło aktywujące?
- Chwileczkę. – Pomocnica pobawiła się jeszcze chwilę kontrolkami. – Nic nie mów dopóki nie będę w okręgu razem z tobą, hasło brzmi „teleportuj mnie w dół", okej?
- Okej. – Harry poczekał chwilkę, aż jego przyjaciółka stanie koło niego. – Teleportuj mnie w dół.
Użycie TranŚwistu dawało podobne uczucie do normalnego świstoklika. Jedyna różnica była taka, że uczucie ciągnięcia czuło się w stopach, a nie w okolicy pasa.
Chwilę później pojawili się przed pięknie ozdobioną fontanną.
- Oto jesteśmy na miejscu. – Pomocnica rozejrzała się.
- A czym jest to „miejsce"? – zapytał z zakłopotanym uśmiechem Harry.
- Biblioteka Aleksandryjska – odparła Pomocnica.
- A czy nie spalili jej kilka tysięcy lat temu? – Harry'emu przypomniały się odległe lekcje historii z czasów podstawówki.
- Musieli ją ukryć, aby nikt jej nie zniszczył i chyba po prostu nie chcieli sobie zawracać głowy, żeby to odczynić.
- Och. To ma sens – powiedział Harry.
- Chodźmy. – Pomocnica zaczęła z niecierpliwością dreptać w miejscu. – Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zacząć czytać o starożytnych urządzeniach.
- Okej, okej. – Harry podążył za swoją przyjaciółką jak cień.
Masywne drzwi z brązu zdobiły wejście do biblioteki. Zaraz za nimi, oczom dwojga przyjaciół ukazała się olbrzymia kopuła.
- Witajcie w bibliotece. – Starszy mężczyzna w ponurej szacie przywitał ich uśmiechem. – Czy mogę w czymś wam pomóc?
- Gdzie znajdę teksty o inżynierii? – Uśmiech Pomocnicy widać było z odległości kilku metrów. – I teksty o eliksirach?
- W tę stronę, we wschodnim skrzydle. – Mężczyzna wskazał kierunek ręką. – Wszystko jest oznaczone.
- Dziękuję – odparła Pomocnica. – Widzimy się w czytelni.
- Okej – odparł Harry.
- Czy mogę w czymś panu pomóc? – Mężczyzna odwrócił się do Harry'ego.
- Może jakieś zaklęcia do walki.- Harry wzruszył ramionami. – Coś, co może się przydać.
- Chyba mam jakieś pojęcie, czego pan szuka – powiedział mężczyzna. – Proszę za mną.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Witaj, przyjacielu. – Profesor podszedł do stolika, który zajmował Harry. – Znalazłeś coś ciekawego?
- Kilka przydatnych zaklęć – odparł Harry. – Trochę zaklęć medycznych.
- Doskonale. – Profesor uśmiechnął się. – Pomocnica wspomniała, że znalazła kilka starożytnych zwojów o inżynierii, wesz może, gdzie je położyła?
- Mam je tutaj. – Harry wskazał na stertę papieru po swojej lewej stronie. – Tak myślałem, że będziesz je chciał zobaczyć, więc wolałem się upewnić, że ich nie odłożą.
- Dzięki – odparł profesor z szerokim uśmiechem. – Miałeś okazję do nich zajrzeć?
- Przewertowałem kilka stron – potwierdził Harry. – Nie zrozumiałem wiele, ale wiedza o tym, w jakich czasach wynaleźli niektóre rzeczy jest bardzo interesująca.
- Prawda? – zgodził się profesor.
- Udało ci się może popracować na zeppelinie? – zapytał z uśmiechem Harry.
- Tak, udało mi się dokończyć mój najnowszy wynalazek. – Profesor pokazał Harry'emu małe urządzenie. – Nazwałem go Urokupół.
- O… kej. – Harry spojrzał na urządzenie, które wyglądem z lekka przypominało papierośnicę. – Co to robi?
- Pamiętasz jak poprosiłeś Pomocnicę o wymyślenie czegoś na wykrywanie trucizn? – zapytał profesor z maniakalnym uśmiechem.
- Tak.
- Udało nam się. – Profesor się uśmiechnął. – Dodaliśmy też kilka funkcji. To urządzenie wykrywa również zabezpieczenia, ma wbudowanych kilka zaklęć kryminalnych, kilka diagnostycznych, bazę roślin i zwierząt i wiele, wiele więcej.
- Wow. – Harry był pod wrażeniem. – Jak się go używa?
- No cóż. – Profesor uniósł urządzenie. – Trzeba po prostu otworzyć i powiedzieć, czego ma szukać… Na przykład powiem, żeby poszukało trucizn i może sprawdzę też działanie zaklęć diagnostycznych. i…
- Co się stało?
- Czy zdajesz sobie sprawę, że twoja krew należy do najgroźniejszych trucizn na świecie? – Oczy profesora rozszerzyły się jeszcze bardziej, choć wydawało się to niemożliwe. – I że masz w sobie i ślinę wilkołaka i krew wampira?
- Hmmmm – westchnął Harry. – Nie jestem pewny tej trucizny, ale nie martw się o tę wilkołaczą i wampirze część. To już jest załatwione.
- Ro…zumiem. – Porfesor wpatrywał się w wyniki. – Czy mogę… ja… hmmm.
- Przepraszam? Ładna, młoda kobieta podeszła do nich się uśmiechnęła.
- Tak? – Harry spojrzał na nią.
- Dzień dobry – powiedziała z uśmiechem kobieta. – Niechcący usłyszałam waszą rozmowę… czy mogłabym z panem chwilkę porozmawiać?
- Proszę bardzo. – Harry wzruszył ramionami.
- Jestem Doktorem.
- Who?
- Niestety, żadnego połączenia. – Doktor uśmiechnęła się. – Zastanawiałam się, czy mogłabym spojrzeć na pana krew? Jeśli nawet połowa rzeczy, które powiedział pana przyjaciel to prawda… to może udałoby mi się wrócić do grona uznawanych lekarzy.
- Co ma pani przez to na myśli?
- Skończyłam szkołę jako jedna z najlepszych – westchnęła kobieta. – Zdecydowałam się zostać uzdrowicielem. Tę szkołę również ukończyłam na szczycie.
- No i? – Harry wzruszył ramionami. – Nie widzę żadnych problemów.
- Problem jest taki, ze chciałam być też najlepszym uzdrowicielem. – Kobieta zaśmiała się gorzko. Zdecydowałam się zacząć studiować mugolskie techniki, było trochę ciężej. Ale jestem inteligentna, więc po dwunastu latach jestem doktorem z kilkoma specjalizacjami.
- Nadal nie widzę żadnych problemów – westchnął Harry.
- Czystokrwista księżniczka nie powinna tyle wiedzieć o mugolach. – Doktor zmarszczyła brwi. – Nikt nie pozwalał mi siebie leczyć w obawie przed zanieczyszczeniem, gdy używałam znanych mi mugolskich metod. Co gorsza nie mogłabym nawet pracować w mugolskim świecie.
- Dlaczego nie?
- Bycie czystej krwi oznacza, że nie mam odpowiedniego zaplecza, aby przejść restrykcyjny proces sprawdzenia danych, któremu poddany jest każdy pracownik szpitala.
- Więc znalazła się pani tutaj.
- Żyjąc z pieniędzy tatusia i przeprowadzając badania – powiedziała kobieta. – Z nikłą nadzieją, że znajdę coś, co pozwoli mi wkupić się w łaski elity tak, aby móc dostać pracę i zastosować moje umiejętności.
- A czego chce pani ode mnie? – Harry postanowił przejść do rzeczy.
- Pana przyjaciel powiedział, że został pan ugryziony przez wilkołaka i wampira. – Oczy Doktor rozświetliły się blaskiem. – Powiedział też, że pana krew to trucizna, a pan powiedział, żeby się tym nie martwił.
- Powiedziałem, żeby nie martwił się o wilkołaka i wampira – poprawił ją Harry. – Nie mam pojęcia, o co chodzi z tą trucizną.
- Wydaje mi się, że studiując pana krew i ciało, doszłabym do medycznego przełomu. – Doktor byłą o krok od błagania na kolanach. – Zrobię wszystko.
- Ile czasu pani potrzebuje? – Harry uśmiechnął się pod nosem. – Nie mam zbyt dużo czasu, a czas, który mam chcę spędzić na podróżach.
- Pójdę z wami – odparła Doktor. – Zapłacę, zrobię wszystko.
- W porządku – stwierdził Harry. – Jeśli moi towarzysze nie będą mieli nic przeciwko, to zapraszam pani..?
- Wystarczy Doktor. – Kobieta uśmiechnęła się. – Już ma pan profesora i Pomocnicę, czemu by nie poszerzyć kolekcji, panie..?
- Black – powiedział z uśmiechem Harry.
- Rozumiem. – Doktor zachichotała. – Dziękuję, że mnie przyjęliście.
* „Teleportuj mnie" (ang. „Port me up") – tekst z kreskówki "Space heroes" – ulubionej kreskówki Leonarda z Zmutowanych Żółwi Ninja. Ta kreskówka to parodia Star Treka, w której jest tekst „Beam me up, Scotty".
No i znowu przepraszam za tę przerwę, ale komputer mi padł i straciłam cały prawie skończony rozdział xD #killme
Plus ostatnie miesiące mam zawalone robotą.
Ale wróciłam
Q: Gdybyście mogli zabrać ze sobą jedną rzecz na bezludną wyspę, jaką rzecz byście wybrali?
A: Ja bym najprawdopodobniej wzięłabym książkę, która by mi się nie znudziła. Teraz trudno mi wybrać jaką, bo trochę ich mam.
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
