- Kiedy Ron opuścił mnie i Harry'ego.

Zesztywniał i odsunął mnie ode mnie, żeby móc spojrzeć mi w oczy.

- Co?

Jego wzrok pociemniał ze złości, którą rzadko widuję w bliźniakach. Mogłam wyczuć jego złość przez naszą więź i jej siła trochę mnie przestraszyła.

- Musisz zrozumieć, nie zrobił tego z własnej woli. Nosił na szyi ten głupi horkruks, kiedy to zrobił. Pokłócił się z Harry'm na temat rodziny. Krzyczał i groził, że odejdzie. Wyszedł z namiotu, zdejmując horkruksa z szyi. Jego myśli oczyściły się prawie natychmiast, ale niestety za późno. Nie mógł nas z naleźć z powodu naszych zaklęć ochronnych. Został złapany przez przemytników zaraz po tym jak przestał przesiadywać w Muszelce z Billem i Fleur. Żałował tego co uczynił całą swoją duszą, ale nie mógł powrócić. W końcu odnalazł sposób, dzięki wygaszaczowi. Ocalił Harry'ego przed zatonięciem i zniszczył medalion.

Mówiłam tak szybko jak tylko mogłam, trzymając Freda przez cały czas, żeby się nie deportował, nie chciałam wpędzić Rona w kłopoty, ale nie chciałam mieć też żadnych tajemnic dla mojego przyszłego męża. Fred oddychał ciężko i wyglądał jakby używał całej swojej siły, żeby się kontrolować. Położył mi ręce na ramionach, pociągnął mnie w dół, żebym usiadła i usiadł obok mnie.

-Opowiedz mi o wszystkim.

I tak zrobiłam. Zaczęłam od momentu kiedy uciekliśmy z wesela i jak mało brakowało a zostalibyśmy złapani. Nie przerywał mi dopóki nie wspomniałam o tym jak ja i Harry zostaliśmy zaatakowani przez Nagini. Wtedy wstał i wyglądał jakby miał ochotę kogoś zamordować.

- Ten mały głupek. – wysyczał.

Szybko wstałam i podeszłam do niego.

- Nie Fred, przestań. – powiedziałam, próbując zmusić go, by na mnie spojrzał.

Był wciąż sztywny i nieugięty.

- Jak on mógł? Mało brakowało, a stracilibyście przez niego życie! Potrzebowaliście jego pomocy! Ten cholerny debil was opuścił Hermiono – jakim cudem jesteś w stanie mu wybaczyć?

Jego głos był niski i o wiele bardziej zły, niż kiedykolwiek słyszałam. Potrząsnęłam głową i sprawiłam, że w końcu na mnie spojrzał. Spojrzałam mu w oczy, wypełniając je szczerością, wciąż mogłam wyczuć jego złość przez naszą więź.

- Ponieważ powrócił.

Wyciągnęłam rękę i odgarnęłam mu włosy za ucho. Jego złość nie zmalała, ale poczułam jakby błysk pożądania przez więź. Pozwoliłam, by moja ręka lekko opadła w dół, by dotknąć jego policzka i spojrzeć mu w oczy, pozwalając sobie zgubić się w ich głębi.

- On nie jest taki jak ty, Fred. Nie jest odważny, albo pewny siebie. Musiał męczyć się z faktem, że przez Harry'ego będzie zawsze na drugim planie.

Podniosłam drugą rękę, położyłam ją na drugim policzku i spojrzałam na niego.

- Dlatego nigdy nie powiedział o tym tobie lub George'owi. Wiedział, że go nie zrozumiecie. Obaj jesteście w pełni Gryfonami, ale posiadacie też lojalność Puchonów. Wiedział, że nigdy nie pozwolicie mu o tym zapomnieć i nigdy mu nie wybaczycie. Nie każę ci tego robić, wiem, że to zrobisz, bo potrafisz. Co jest kolejną rzeczą, którą w tobie uwielbiam, zawsze dajesz drugą szansę. Proszę cię tylko, żebyś ty pomógł mi to zrobić. – Mój głos załamał się na końcu, opuściłam ręce i oparłam się o niego, pozwalając by łzy wypłynęły mi z oczu.

Nie mogłam tego dłużej znieść. Nie mogłam już być na niego wściekła. Musiałam odpuścić. Jedyna rzecz, która trzymała mnie z daleka od Rona przez ostatnie kilka tygodni właśnie odeszła i wreszcie udało mi się mu wybaczyć.

Usłyszałam jak Fred bierze głęboki wdech i wiedziałam, że musiał wyczuć wypełniającą mnie ulgę, tak samo jak radość, spokój. Wzmocnił uścisk i odchyliłam się, by spojrzeć mu w oczy. Były pociemniałe, ale nie ze złości, tylko z pożądania. Popatrzył na mnie przez chwilę i pochylił się, by jego usta spotkały się z moimi. Delikatnie chwycił mnie w talii, przyciągając mnie do siebie, a druga rękę zanurzył w moich gęstych lokach. Podniosłam ręce i zaczęłam przeczesywać mu włosy.

Podczas gdy nasze wcześniejsze pocałunki były łagodne i słodkie, ten był bardziej intensywny. Po chwili poczułam jak jego język lekko przywiera do moich ust, cicho prosząc o pozwolenie na wejście, które szybko zapewniłam. Nigdy wcześniej nie całowałam się po francusku, ale szybko nauczyłam się co robić, kiedy nasze języki złączyły się w tańcu. Pocałunek był słodki, namiętny i intensywny, w skrócie - był niesamowity. Oderwaliśmy się od siebie po bardzo długiej chwili oboje chwytając oddech.

- Jaka jest twoja ulubiona drużyna qiudditcha? – zapytał.

Roześmiałam się i po prostu przytuliłam się do niego.

{}o{}o{}

Obudziłam się następnego ranka zmęczona i ze spuchniętymi oczami. Ktoś podskakiwał na moim łóżku i musiałam kilka razy zamrugać oczami zanim zorientowałam się kto to jest.

- Ginny? – zapytałam ospale. – Co ty wyprawiasz?

- Dzisiaj szesnasty! No chodź, musisz się ubrać, dzisiaj ślub Charliego i Brianny!

Wstałam tak szybko, że Ginny spadła z łóżka. Upadła na ziemię z jękiem niezadowolenia. Spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że była już dziewiąta trzydzieści. Ślub miał odbyć się za dwie godziny! Czemu wstałam tak późno? Tak właśnie kończy się spędzanie czasu z Fredem do północy. Ginny wstała z podłogi posyłając mi mordercze spojrzenie.

- Au! Za co to było?

- Przepraszam, ale wytrąciłaś mnie z równowagi. No chodź, powinnyśmy się ubrać, musisz mi pomóc z włosami!

Roześmiała się, kiedy podbiegła do toaletki i chwyciła żółtą sukienkę. Miałam podobną, specjalnie zostały dobrane tak, żeby do siebie pasowały. Ubrałyśmy się szybko, wyciągając dwie pary białych butów na obcasach i je także włożyłyśmy na siebie. Ginny zostawiała swoje długie, czerwone włosy rozpuszczone, odkąd powiedziałam jej, że Harry tak lubi. Wzięła butelkę spreju do włosów i obie podążyłyśmy w kierunku łazienki.

Spędziłyśmy tam następną godzinę, układając moje włosy. W tym czasie sprawiłyśmy, że moje normalnie sterczące na wszystkie włosy loki były ładnie ułożone. Były spięte w kok, ale część z nich wisiała luźno.

- Merlinie, jestem w tym dobra! – wykrzyknęła Ginny, kiedy spojrzała na efekt swojej pracy.

Po prostu się roześmiałam i trzasnęłam ją lekko w ramię, kiedy wychodziłyśmy z łazienki. Ogród był kompletnie przemieniony na czas trwania ślubu. Na środku został rozstawiony duży namiot z wieloma rzędami krzeseł. Kwiaty pięknie kwitły, a na drzewach zostały porozwieszane małe świetlne kule, które sprawiały, że liście pięknie migotały na wietrze.

Ginny i ja dołączyłyśmy do panny młodej w małym, oddzielnym namiocie, w którym czekała reszta druhen. Brianna wyglądała przepięknie w sukni ślubnej. Była cała biała z ostrym dekoltem i szeroką spódnicą. Top był pokryty koronką, która pokrywała jej delikatne ramiona i kończyła się tuż przy dłoniach. Jej długie blond włosy były rozpuszczone, podobnie jak Ginny, ale miała też nałożony wieniec, do którego przyczepiony był welon. Hanna była ubrana tak samo jak ja i Ginny, tylko, że ona także miała na włosach piękny wieniec.

Wszyscy czekaliśmy na rozpoczęcie. Mogłam wyczuć podekscytowanie Freda przez naszą więź i zastanawiałam się czy on też tak dobrze wyczuwa moje emocje. Biedny chłopak był prawdopodobnie zdezorientowany jeśli tak było; czułam jednocześnie szczęście, smutek, podekscytowanie, zdenerwowanie, upojenie i dziwną sztywność.

W końcu zabrzmiała muzyka. Hanna, Ginny i ja weszłyśmy do namiotu i podążyłyśmy w kierunku mężczyzn po drugiej stronie. Percy, Charlie, Bill, Fred i George uśmiechnęli się na widok nas, podążających w ich kierunku. Moje serce lekko drgnęło, kiedy pomyślałam o tym, że za tydzień ja i Fred będziemy w tym samym miejscu i zostaniemy małżeństwem.

Ceremonia trwała krótko i po chwili usłyszeliśmy jak Percy mówi:

- Możesz pocałować pannę młodą.

Rozejrzałam się i zatrzymałam swój wzrok na Fredzie. Jego oczy były wypełnione radością, moje zresztą też, tyle że w moje były także wypełnione łzami.

Po chwili ja i Fred wirowaliśmy na parkiecie.

Oparłam się o niego, kiedy muzyka zwolniła, a on trzymał mnie blisko siebie. Uwielbiałam być blisko niego i wyczuwałam jego zadowolenie przez naszą więź. Tańczyliśmy bardzo długo, a potem przeszkodził nam Harry. Zatańczyłam jeszcze z Ronem, Neville'em, George'em, panem Weasley, Percym, a nawet z Charliem. Kiedy w końcu miałam okazję zatańczyć z Fredem stopy zaczynały mnie boleć od długiego tańczenia.

Fred poszedł ze mną do najbliższego stolika, a potem odszedł przynieść nam coś do picia. Obserwowałam go kiedy nalewał nam drinki. Kilka bardzo ładnych czarownic kręciło się obok niego i oczywiście lekko z nim flirtowały. Poczułam ukłucie złości. Miałam ochotę, nie, musiałam rzucić klątwę na te czarownice.

Wcale nie byłam zazdrosna.

- Hermijonina? – Usłyszałam głos, którego nie słyszałam już od dawna i lekko zesztywniałam, kiedy poczułam jego rękę na swoim ramieniu. Usiadł naprzeciwko mnie, częściowo blokując mi widok Freda.

- Och! – odezwałam się, gapiąc się na gburowatą twarz Kruma. – Nie wiedziałam, że znasz się z Charliem! – powiedziałam, siląc się na jak najweselszy ton. Mój wzrok wciąż spoczywał na Fredzie, który nie odsunął się od trzech czarownic. Poczułam kolejne ukłucie złości i znów musiałam walczyć z chęcią rzucenia klątwy na czarownice.

- Tak, co tu robisz? – zapytał, uśmiechając się do mnie.

Wcale nie chciałam tego robić, ale musiałam jakoś pozbyć się Kruma i odciągnąć Freda od tych czarownic, zanim ulegnę pokusie, i rzucę klątwę na niego i na nie.

- Jestem tutaj z moim narzeczonym, Fredem Weasley'em.

Jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia i dostrzegłam w nich smutek. Zrobiło mi się bardzo przykro, ale nie mogłam nic na to poradzić. Odwrócił się i odszedł. W chwili, kiedy mu to powiedziałam, poczułam ekscytację i szczęście przez więź i odwróciłam się by zobaczyć, że Fred całuje się z blondynką, która wcześniej z nim flirtowała.

Moje serce stanęło i oniemiałam. Poczułam jak mój świat roztrzaskuje się na drobne kawałeczki, a potem obróciłam się w miejscu i deportowałam.