Za ratującą rozdział betę dziękuję Himitsu.

Kraken, uch, a miała być to taka niespodzianka. Chyba jednak mam za długi język :). Chociaż cieszę się, że z takim entuzjazmem podchodzisz do tłumaczenia DoT. Miło mi również słyszeć, że spodobała ci się "baba jaga", bo właściwie była improwizacją z mojej strony - w oryginale pojawia się zabawa, która polega na bardzo podobnych zasadach, ale która nie ma chyba żadnego polskiego odpowiednika. A dwuznaczność, no taak, to cały Tom :). Hakkarii, cóż, nie mogę się z tobą nie zgodzić. To niezwykłe, jak chłopakom udało się ze sobą dogadać, pomimo tego, ugh, wszystkiego. elain679, oczywiście, że Tom jest dupkiem - w końcu z czegoś musiał zrodzić się ten Czarny Pan, prawda ;)? I tak, rzeczywiście Tomowi udało się zrobić coś dobrego - w ogóle Riddle jakoś dobrze wpływa na Pottera, bez względu na to, jakie to niesamowicie dziwaczne. Exciter, co mogę powiedzieć? Cieszę się, że tak bardzo wciągnęło cię to opowiadanie :). A Harry, Harry urodził się po to, aby stawiać Tomowi wyzwanie. Tylko pomyślmy, jakie życie Riddle'a byłoby bez niego nudne... Gracz Przeszłości nie jest jeszcze cały napisany, ale mogę zapewnić, że jeszcze niejednokrotnie cię zaskoczy - nawet jeżeli część z tych zaskakujących rzeczy zostało wspomnianych w UL ;). I tak, zgadzam się, Slytherin działa zupełnie inaczej niż Gryffindor. Tak... politycznie. Tiuff, miło mi słyszeć, że rozdział się podobał :). Przed nami jeszcze, teoretycznie, bardzo wiele akcji, bo właściwie czas akcji wciąż dzieje się właściwie wciąż w pierwszych miesiącach szkoły. Na zemstę przyjdzie więc jeszcze czas. I tak, wyczyn Toma raczej nie za bardzo pomógł mu w polepszaniu relacji z Harrym. Teraz jest prawie tak, jak gdyby znów zaczynali od początku. No cóż, nikt nie powiedział, że ich przyjaźń będzie miała łatwe początki, prawda? ;) Meerevel, wydaje mi się, że Tom zmiażdżyłby wszystkich. Nie moża przecież powiedzieć, że nie otaczają go inteligentni ludzie (weźmy na przykład pod uwagę takiego Zeviego), a przecież wszyscy oni w dokładnie taki sam sposób padli pod wpływem jego gierek. No, prócz Harry'ego, oczywiście. Naszego kochanego wyjątku :). No tak, na razie tylko dwa rozdziału, ale trzeba być dobrej myśli, może autorka doda jakieś kolejne. Teraz dość prężnie idzie jej publikowanie kolejnych rozdziałów "Butterfly Heart" (nawiasem mówiąc, polecam wszystkim, którzy lubią Hannibala i nie straszne im ficki, które opierają się na motywach z innych książek/filmów/seriali. Oczywiście HP/TMR). Poza tym, kiedy skończą się rozdziały "Gracza" do tłumaczenia, zajmę się sequelem UL. On wprawdzie też nie jest skończony, ale wiem już, czym zajmę się później, zatem nie zostawię was tak całkowicie samych, a pomęczę dalej HP/TMR(LV). Evolution, cieszę się, że ci się podobało i że przeczytanie tego rozdziału stało się dla ciebie dobrym zwieńczeniem wakacji. Mam nadzieję tylko, że i rozpoczęcie roku minie przyjemnie :). I, no cóż, nie oczekiwałabym cudów po tych dwóch pozostałych nam rozdziałach. Ale trzeba być dobrej myśli. W końcu nie jest powiedziane, że autorka nigdy przenigdy nie wróci już do "Gracza" ;). Na temat ostatnich rozdziałów nic na razie nie mówię - mam tylko nadzieję, że będą wystarczająco ciekawe. Cieszę się, że udało mi się przekazać czytelnikom grozę, jaką odczuwali Ślizgoni. I tak, wierzę na słowo ;). Bardzo dziękuję ci za komentarz, zwłaszcza że, jak mówisz, kosztował cię wiele bólu. Co do rozpoczęcia roku, to może nie będzie tak źle - już się nie mogę doczekać spotkania z ludźmi, których od dawna nie widziałam. Już bardziej przeraża mnie perspektywa pożegnania się z nimi za niecały rok...

Wiem, że jest właściwie dość późno, ale może przynajmniej będziecie mogli - a przynajmniej ta część z was, która wciąż uczęszcza do szkoły - poprawić sobie humor po jutrzejszym rozpoczęciu roku. Albo przed. W każdym razie, dziękuję wam za wszystkie komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Minęło tak wiele czasu, a moje serce wciąż przyśpiesza i bije jak oszalałe, kiedy tylko zauważam, że pojawił się jakiś nowy komentarz. Dziękuję wam za to.

Życzę przyjemnego i radosnego czytania.


Gracz Przeszłości

Rozdział dwudziesty czwarty

- Tęsknisz za domem?

Harry podniósł wzrok, słysząc to pytanie. Minął tydzień, tydzień pełen napięcia, usilnych prób zachowania spokoju, lekcji i krytyki. Był… padnięty. Eliksir Słodkiego Snu chwilowo mu pomagał, zatem nie umierał z powodu braku snu, ale nie znaczyło to, że było dobrze i że nie był wyczerpany.

Nie miał jeszcze okazji, aby porozmawiać z Rogerem, który do tej pory nie opuścił Skrzydła Szpitalnego, a czuł się zbyt zawstydzony, aby zmierzyć z Imogen, nawet jeśli to czyniło z niego drania. Nie, żeby Im w jakikolwiek sposób próbowała się do niego zbliżyć.

Była przerażona.

I powinna.

Przetarł oczy, znów opuszczając wzrok, podczas gdy Tom przeszedł przez pokój i usiadł obok niego. Dał już sobie spokój z ukrywaniem książek, które czytał – Riddle był całkowicie świadomy, że próbował polepszyć swoje umiejętności w pojedynkowaniu się.

- Oczywiście – mruknął w odpowiedzi. – To nie moje miejsce. Co ci do tego?

Jak mógłby nie tęsknić? Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, pragnął, aby to się nigdy nie wydarzyło, nawet jeśli pewna część jego życia w przyszłości - taka jak wzrost siły Voldemorta i sposób, w jaki jego przyjaciele właściwie w ogóle nie odpowiadali na zawarte w jego listach pytania – była kompletnie popieprzona, on… to był jego dom.

Tutaj czuł się bardziej samotny niż kiedykolwiek wcześniej. Zastanawiał się czy wróci jeszcze kiedyś do domu lub znów zobaczy swoich przyjaciół. Nie wiedział, co będzie dalej.

- Jestem po prostu ciekawy. – Tom wzruszył elegancko ramionami. – Twoje miejsce jest zatem w „domu"?

- Zaczynam mieć cholernie dość twojej ciekawości, Riddle – odgryzł się Harry.

Dziedzic Slytherina mruknął coś cicho, opierając się lekko na dłoniach.

- No cóż, zdajesz sobie sprawę, że kiedy już porzucić te wszystkie gierki, najłatwiej jest po prostu odpowiedzieć mi i dać mi to, co chcę? – odparł chłopiec.

Harry skrzywił się.

- Tak też najwyraźniej najłatwiej zniszczyć przyszłość, zatem nie, dzięki.

- Harry… - I może to właśnie użycie jego prawdziwego imienia, a nie jakiejś pokręconej pieszczoty, zwróciło jego uwagę. - …jeśli miałbyś w jakiś sposób zmienić przyszłość, to nie sądzisz, że zrobiłaby to już sama twoja obecność? Tak czy owak, albo oś czasu jest stała, albo nie istnieje już przeszłość, do której mógłbyś wrócić i twoja odporność na asymilację powoduje jedynie, że będziesz tutaj tylko bardziej nieszczęśliwy. To nie jest twoje miejsce, bo nie pozwalasz sobie, aby się nim stało.

Harry zmrużył lekko oczy na tę przemowę, nawet jeśli zauważył w niej nieprzyjemnie dużą ilość prawdy. Może to właśnie jeszcze bardziej wszystko pogorszyło.

- Nie widzę sensu w „asymilowaniu" się, jak to ująłeś, skoro niedługo już mnie tu nie będzie. Nie ma większego sensu zapuszczanie korzeni w miejscu, w którym nie ma się zamiaru pozostać i, nawet jeśli tutaj utknąłem, jeśli moja przyszłość jest zniszczona, i tak nigdy nie pozostałbym przy tobie – oświadczył chłodno.

- Zatem, nawet jeśli tutaj utkniesz, to i tak zamierzasz uporczywie trzymać się wspomnień o zbrodniach, które jeszcze nie zostały popełnione, a co za tym idzie, w zasadzie uważać kogoś niewinnego za winnego? – mruknął Tom. Szczęka Harry'ego zacisnęła się i miał on ochotę uderzyć swojego towarzysza z powodu frustracji, jaką wywołał ten komentarz.

- Trudno powiedzieć, byś był niewinny – odpowiedział.

- Nie jestem. Ale nie jestem również winny morderstwa twoich rodziców. Jeszcze nie.

- A jednak, jeżeli jest tak, jak wydajesz się twierdzić i oś czasu rzeczywiście jest nieuchronna, kiedyś to zrobisz, zatem raczej wolałbym nie dokładać do tego ręki. W tym przypadku mógłbym informować cię o wszystkim i nie zmieniłbym niczego, ale po prostu cię nie lubię, więc, szczerze mówiąc, raczej odmówię ci czegokolwiek, co może wywołać u ciebie szczęście lub ulgę – splunął Harry.

- A jednak, jeżeli oś czasu jest płynna i naprawdę czujesz potrzebę tak desperackiego wymazania mi pamięci oraz ukrywania przede mną tajemnej wiedzy, to równocześnie sprawia, iż jesteś współwinny moich zbrodni. Bronisz czegoś, co, jak wierzę, jest traumatyczną i niszczycielską przyszłością. Mógłbyś mnie zabić. Nie zrobiłeś tego, a zatem pomimo swojego przekonania, że w jakiś sposób ratujesz przyszłość, w rzeczywistości zachowujesz się samolubnie, aby móc wrócić do domu i skazujesz tych wszystkich, których zabiłem. Chodzi mi o to, że mógłbyś również próbować zepchnąć mnie z drogi prowadzącej ku ciemności, ale najwyraźniej również tym nie wydajesz się być zbytnio zainteresowany.

Harry zamarł, jego żołądek ścisnął się. Tom go po prostu drażnił – znał Riddle'a, tego drania, on po prostu się z nim drażnił – co nie znaczyło jednak, że to nie działało lub że wypowiedziane przez niego słowa nie zraniły go jak wpuszczona do żył trucizna.

- Nie jestem odpowiedzialny za twoje czyny – warknął.

- Jesteś odpowiedzialny za to, że nie powstrzymałeś mnie przed ich dokonaniem, bez względu na to, jak dyskusyjne jest to, czy zrobienie tego jest twoim obowiązkiem, czy też nie – wycedził Riddle. – Chociaż, oczywiście, muszę jeszcze zrobić coś, co wywoła u ciebie krzywdę, jako że twoja nienawiść wciąż jest tylko uprzedzeniem.

Harry wpatrywał się ze wściekłością w dziedzica Slytherina.

Jasne, Tom dosłownie nie zabił jego rodziców, ale… Miał taki mętlik w głowie, czuł się tak zmęczony i…

- Czy to twój pokrętny sposób na powiedzenie mi, abym przestał się nad tym roztkliwiać? – zapytał chłodno.

- Skoro muszę zbytnio wszystko upraszczać, abyś mógł mnie zrozumieć. - Tom uśmiechnął się uprzejmie. – Tak. Kochanie.

- Zatem jesteś cholernie zuchwały – powiedział Harry, tym razem pewnie. Riddle uniósł brwi, po czym w jego oczach pojawił się błysk, a na jego przystojnej twarzy zamigotało zrozumienie.

- Och… - mruknął cicho Ślizgon.

Palce Harry'ego drgnęły lekko w stronę różdżki.

- Co? – warknął.

- To musi być dla ciebie trudne, nieposiadanie żadnego uzasadnienia swojej nienawiści – oświadczył cicho Tom i Harry nienawidził sposobu, w jaki te ciemne oczy się teraz na nim koncentrowały. – Jesteś jak marionetka, której ucięto nitki, gwałtownie naśladujesz te same ruchy i wzory, bo to właśnie znasz i to łatwiejsze niż zaakceptowanie tego, iż dla własnej wygody przenosisz swoje najgorsze koszmary na ucznia zdecydowanie zbyt podobnego do samego siebie. Znacznie łatwiej jest mnie demonizować, prawda?

- Nie muszę cię demonizować, aby wiedzieć, że jesteś tyranem! – Wzrok Harry'ego był dziki. Być może było w tym trochę z prawdy, ale chodziło o coś znacznie więcej, co spowodowało, że Harry skoczył na nogi. – Może powinieneś przestać udawać, że rozumiesz rzeczy, o których nie masz zielonego pojęcia! – syknął.

- A o czym to nie wiem?

Spokój w głosie Riddle'a działał mu na nerwy, sprawiał, że miał ochotę rzucić się na niego i rozerwać go, i chwycić pazurami, i zrujnować ten idealny spokój tak, aby nie był jedyną osobą zaplątaną w tym okresie czasu – w okresie, do którego nawet nie należał - bez wytchnienia atakowaną z każdej ze stron.

Przeszkadzało mu to, czym stał się Tom, oczywiście, ale jeszcze bardziej przeszkadzało mu to, że Tom Riddle nie był jeszcze Lordem Voldemortem i poczucie winy z powodu bezczynności nie dawało mu spokoju, a zmieszanie wgryzało się w jego kości, czarno-białe linie zabarwiały plamy szarości.

- To i tak się stanie! – Harry prawie wykrzyczał te słowa i być może w jego głosie było trochę jadu, innego niż wcześniej, bo Riddle przez chwilę wyglądał na niemal zdziwionego. – Może jeszcze tego nie zrobiłeś, ale to i tak się stanie. To moja przeszłość, nie twoja, i przysięgam, lepiej nie próbuj podważać tego swoimi gierkami lub manipulacjami. To wciąż się liczy! I jeszcze masz cholerną czelność mówić mi, abym się przestał się roztkliwiać, chociaż nie masz pojęcia, jak to jest!

- Dorastałem w mugolskim sierocińcu, bohaterze. – Tym razem w tonie Toma było coś kruchego i zimnego. – I nie lubię ograniczeń, więc nie waż się przenosić na mnie swoich uprzedzeń. Nie jestem jakimś czarno-białym złoczyńcą z historyjki dla dzieci, a twoje doświadczenia mnie nie określają.

Harry patrzył na niego przez kilka długich chwil i ledwie sekundę zajęło mu uświadomienie sobie, że dzielił ich zaledwie cal, podczas gdy wpatrywali się w siebie, a ich zaciśnięte pięści drżały, ramiona były sztywne, a klatki piersiowe unosiły się i opadały.

- Nigdy nie przeproszę cię za to, co zrobiło moje przyszłe ja, bo jeszcze nim nie jestem i, szczerze mówiąc, właściwie mam gdzieś dwóch ludzi, których nigdy nie spotkałem, a którzy, mogę się założyć, byli żołnierzami na wojnie. Dokonali własnych wyborów.

- Zamknij się – warknął Harry.

- Och, przepraszam, prawda jest bolesna, tak? – zaszydził Riddle. – Wiesz, że jesteśmy tacy sami.

- Co, do cholery, w ogóle zamierzasz tym wszystkim osiągnąć? – zażądał gniewnie Harry. – Mogę przyjmować do wiadomości to, że mamy podobne cechy, nie podziwiając zarazem tego, kim jesteś.

- Ale nie możesz czuć się z tym dobrze, jeśli nie trzymasz się usilnie jakiegoś złudzenia na mój temat. Masz potrzebę bycia bohaterem, bo to może, tylko może, wynagrodzi ci, że za ciebie zginęli twoi rodzice. – Harry zacisnął zęby i czuł się, jakby ktoś mocno go uderzył. Oczy Toma wciąż były bezwzględnie na nim skupione, podczas gdy dziedzic Slytherina kontynuował: - A każdy bohater potrzebuje czarnego charakteru, prawda?

Harry, słysząc to stwierdzenie, miał ochotę zwymiotować, ścisnąć powieki i odwrócić się.

Wyraz twarzy Toma wydawał się zmiękczyć, w ten fałszywy sposób, kiedy chłopiec wyciągnął rękę, ściskając jego ramię.

Wyszarpał się z uścisku.

- Nawet jeśli nie mogę nienawidzić cię za bycie Voldemortem, to nie znaczy, że cię lubię – oświadczył cicho Harry. – Dlaczego to robisz? Wiem, że nie pragniesz desperacko mojej akceptacji czy czegokolwiek innego.

- Jak powiedziałem, nie lubię ograniczeń.

- Chodzi o coś więcej.

Po prostu choć raz chciał przestać się kłócić, mieć chwilę wytchnienia. Chciał polatać, niedługo odbywały się sprawdziany quidditcha. Chociaż nie miał ochoty grać w drużynie Slytherinu, naprawdę tęsknił za miotłą i tą grą.

Riddle milczał przez dłuższą chwilę, aż w końcu Harry był przekonany, że w ogóle nie ma zamiaru odpowiedzieć.

- Chcesz, bym sądził cię za bycie Chłopcem, Który Przeżył?

Harry znów się odwrócił, powoli, słysząc te słowa. Nie mógł powiedzieć, że by tego chciał. Anonimowość była jedynym pocieszeniem, jakie znajdował w tej sytuacji, ta wolność od presji i możliwość oceniania go jedynie przez jego własne działania.

Och.

- W takim razie może powinieneś wyświadczyć mi taką samą uprzejmość.

Sprawdziany quidditcha nie mogły nadejść wcześniej.


Jasne było, że Evans był w przyszłości dość dużym zagrożeniem i Tom czerpał ogromną przyjemność z bawienia się nim, jego moralnością, emocjami i oczekiwaniami.

Chociaż było to interesujące. Harry wiedział o nim zbyt wiele, by mógł tak bezczelnie kłamać, musiał starannie wybrać swoje prawdy i przedstawić je tak, aby miały jakąś prawdziwą wartość i znaczenie. Chciał bliżej zwabić do siebie Harry'ego.

W końcu, gdyby mógł przekabacić Chłopca, Który Przeżył na Ciemną Stronę, byłoby to ogromne osiągnięcie, a wiedza – bez względu na oś czasu – była potęgą. Harry natomiast wiedział zbyt wiele, aby łatwo go można było zlekceważyć.

Jeśli nie mógł zmusić Harry'ego, aby powiedział mu coś więcej, podstępem czy oszustwem, być może powinien wypróbować metodę polegającą na zdobyciu jego zaufania. To wymagało znacznie uważniejszej gry, ale takie wyzwanie sprawiało mu wielką przyjemność.

Być może nawet podobała mu się myśl, że ktoś mógłby, przynajmniej trochę, go zrozumieć.

Harry rozumiał więcej niż inni, nawet jeśli był ślepy na niektóre fakty.

Na razie był pewien, że postawił chłopca przed czymś, nad czym ten musiał pomyśleć.