Wiem, wiem, długo nie pisałam, ale jakoś nie mogłam się zabrać do tego rozdziału. Uprzedzam lojalnie - jestem podła dla moich bohaterów i jeszcze przez jakiś czas będę, więc nie oczekujcie rychłych happyendów... Ale nikt przecież nie mówił, że życie z Severusem ma być łatwe i przyjemne...
Tymczasem króciuchny rozdział w Wasze oczka, z prośbą o komentarz - statystyki mówią, że to czytacie :
Wasza sky

25. 'Cause waking up without you is like drinking from an empty cup...

Poranek „po" w wykonaniu Severusa zdarzał się rzadko. W tych nielicznych przypadkach, kiedy mężczyzna nie uciekał w nocy, rano po prostu wypalał papierosa, wypijał przygotowaną przez dziewczynę kawę i po szybkim prysznicu aportował się z jej mieszkania. Ich pierwszy wspólny poranek był jednak o wiele gorszy...

- Ekhm... Severusie? - Hermiona podniosła się na łokciach. Leżący obok mężczyzna donośnie chrapał, co odbijało się koszmarnym echem w głowie skacowanej dziewczyny. Powoli jednostka myśląca zaczynała łączyć fakty. Snape spokojnie, miarowo pochrapywał pod zsuwającą się z jego nagiego torsu kołdrą. Hermiona spojrzała po sobie w dół – między ramionami rysowały się jej własne, absolutnie pozbawione odzienia piersi. Koszulka nocna zaścielała radośnie podłogę, w doborowym towarzystwie szlafroka oraz koszuli i spodni Severusa. Jego bokserki razem ze skarpetkami wylądowały aż pod drzwiami.

Wspomnienia minionej nocy pogalopowały szalonym kalejdoskopem, przypominając dziewczynie aż za dokładnie o wszystkich następstwach rozmowy z Malfoyem.
Niedobrze. Severus się obudzi i ją zaavaduje.
Albo pogryzie.
Oj, z tym gryzieniem to jednak śliski temat.

Hermiona znów położyła się obok Mistrza Eliksirów. Co gorsza, przypomniał jej się sen i tylko utwierdziła się w przekonaniu, że te rzeczywistości się łączą i to aż za bardzo.

Chyba czas najwyższy stawić czoła nieuniknionemu i obudzić Snape'a. Bądź co bądź, następnego dnia wszyscy mieli zajęcia, więc należało wyleczyć kaca i ruszyć do jakichś konstruktywnych prac.

- Severus, obudź się. - zero odzewu, poza minimalnie głośniejszym chrapnięciem.

- Snape, wstawaj! - dziewczyna tym razem lekko potrząsnęła jego ramieniem, drugą ręką poprawiając na sobie kołdrę. Nie zamierzała ułatwiać sytuacji ubraniem się. Postanowiła zostawić pełen obraz sprawy, by mężczyzna od razu przypomniał sobie wszystko to, co ona przed chwilą.

- Granger... - oczy Mistrza nieprzytomnie skierowały się na źródło dźwięku. - Granger, co ty do cholery tu robisz?

- Leżę, Severusie. - dość wyraźnie zaakcentowała imię mężczyzny, opierając głowę na dłoni.

- To widzę. Zaraz... - klepnął się dłonią w czoło i opadł na poduszkę.

- Tak. Dobrze pamiętasz.

- Nie przechodziliśmy na „ty", Granger.

- A wczoraj? Chociaż właściwie to już dzisiaj, po północy. - z przekąsem stwierdziła Hermiona.

- To się nie liczy. - chłodno odparł nauczyciel.

- Co się nie liczy, Severusie? Seks? Cała ta noc? Co się dla ciebie nie liczy?! - wrzasnęła dziewczyna, siadając na łóżku.

- Nie podnoś głosu, Granger! - ostrzegawczo warknął mężczyzna.

- Wydaje mi się, że już za chwilę przestanę widzieć powody, żeby w ogóle się odzywać, Snape.

- Szacunek, Granger! - zawył Snape i również usiadł.

Hermiona zgrabnie sięgnęła z podłogi szlafrok, założyła go i wstała. Podniosła koszulę, złożyła i schowała do szerokiej kieszeni szlafroka. Przysiadła na łóżku i zimno spojrzała na mężczyznę.

- Czyli to nie znaczy nic? Pocałunek na balu, pieprzone tango, wczorajsza noc? Z tego co pamiętam, to sama się nie zaniosłam do twojej sypialni! Fakt, że byłeś wstawiony, wcale cię nie ratuje. - głos dziewczyny lekko drżał.

- Granger, wynieś się stąd łaskawie. - mruknął zjadliwie Snape.

- Severusie, odpowiedz mi najpierw na pytanie. Zadałam je dość zrozumiale, jak sądzę.

- Oczywiście, że nie znaczy nic. Wydaje mi się, że sama się o to prosiłaś i sama zaczęłaś.

- Tak? Ale w którym momencie? Jak się odbiłam Draconowi w tańcu, jak prowadziłam w tangu czy może w trakcie walca, jak się sama pocałowałam, co?

- Nie wiem, czy zauważyłaś, Granger, ale ja po tym zniknąłem i nie drążyłem tematu. I nie przylazłem do ciebie, napruty, i nie wpakowałem ci się do łóżka!

- A, więc to tak? Żegnam.

Huk zamykanych drzwi prawdopodobnie było słychać w całym zamku.

Dochodziła trzynasta. Hermiona wpadła do swojej komnaty, zatrzasnęła za sobą drzwi i padła na łóżko. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na potok łez. Krzywołap wskoczył na łóżko, trącił twarz dziewczyny noskiem i ułożył się przy jej szyi.

- Dupek, wiesz, Krzywołapku? Mogłam się tego po nim spodziewać. Naprawdę. - Gryfonka otarła zapuchnięte oczy, przygarnęła do siebie kota i po chwili głaskania miękkiego futra zasnęła.

Natasza otworzyła zaspane oczy. Siergiej leżał z ręką przerzuconą przez jej talię. Wpatrywał się w nią tymi bezdennymi, granatowymi oczami, z których nie była w stanie odczytać absolutnie niczego.

- Natalio Pietrowna... - odezwał się niskim głosem, dotykając wierzchem dłoni jej zarumienionego policzka.

- Tak, Siergieju?

- Widzisz, Natalio, to nie jest takie proste... - mężczyzna był w pewien sposób smutny, jakiś nieuchwytny żal mignął w jego oczach.

- Wiem, Sierioża, ale wszystko zależy od nas.

- Panno Pietrowna, nic nie zależy od nas! To wysoce niewłaściwe! Jestem pani nauczycielem! - Siergiej usiadł na łożu, jego twarz płonęła wzburzeniem. Sięgnął leżącą w nogach swoją długą koszulę i narzucił na nagie ciało.

- Wykładowcą, Siergieju. Nie jestem uczennicą, jestem studentką. I naprawdę jestem już dorosła.

- To niczego nie zmienia, Natasza! Nie wolno mi, rozumiesz? Nie powinienem cię nawet dotknąć! Przepraszam, poniosło mnie jak idiotę... - Natasza lekko podniosła się i przeczesała dłonią włosy. Kwiat rumianku spadł na pierzynę, a w jej dłoń zaplątała się maleńka gałązka jemioły.

- Zanim wyrzucisz mnie stąd mówiąc, że nie wolno nam się spotykać, pocałuj mnie jeszcze raz. Jest u nas taka tradycja, która każe całować się pod jemiołą – a ja mam jemiołę we włosach. - bezbrzeżny smutek w oczach Nataszy zmusił Siergieja do działania.

Mężczyzna przeskoczył na drugą stronę łóżka, objął półleżącą kobietę i mocno pocałował. Odrzucił kołdrę, wsunął jedną rękę pod ugięte kolana Nataszy, drugą mocno ją objął i przeniósł na niedźwiedzią skórę, rozciągniętą przed kominkiem, w którym wciąż płonął ogień.

Przerwał na chwilę pocałunek, aby zdjąć z siebie koszulę. Włosy Nataszy rozsypały się po futrze, lśniąc w blasku ognia płomiennym blaskiem. Mleczna skóra kontrastowała z ciemnym futrem. Oczy dziewczyny błyszczały pożądaniem, ale rozpaczliwym, pełnym pożegnania.

Chwilę później kochali się powoli, niespiesznie. Siergiej chciał nacieszyć się każdym głębokim spojrzeniem dziewczyny, każdym jej oddechem, milimetrem gładkiej, białej skóry. Natasza badała palcami twarz mężczyzny, szorstką od zarostu, skórę jego szyi i pleców, powoli czując rosnące w sobie napięcie. Chciała zapamiętać go na zawsze, wyryć sobie w pamięci obraz jego płonących oczu, dotyk skóry, zapach lasu i wina... Na szczęście Siergiej zlitował się i przyspieszył, całując mocno rudowłosą, która nie była w stanie się powstrzymać. Nie mogąc krzyczeć, wbiła paznokcie w jego bark, co – jak się zdaje – tylko podnieciło mężczyznę. Skończył, ciężko dysząc w jej szyję i wdychając zapach kwiatów, unoszący się nad włosami Nataszy.

- Przepraszam, Nataszo.

Dziewczyna sięgnęła rozdartą koszulę, naprawiła ją zaklęciem i założyła. Pospiesznie wciągnęła na nią sarafan i wybiegła, nie odwracając się. Na niedźwiedzim futrze obok Siergieja został tylko zapach tej kobiety i zagubiona gałązka jemioły.

Ten poranek we śnie Hermiona pamiętała długo. Żałowała Nataszy bardziej niż siebie – wszak rudowłosa wiedziała, że Mistrz Eliksirów coś do niej czuje, a Hermiona czuła się wykorzystana...
Dogasiła dymiącego się jeszcze peta, odstawiła popielniczkę na podłogę i poprawiła kołdrę.

At night I trip without you, and hope that I don't wake up
'Cause waking up without you is like drinking from an empty cup...