Jameli się nie odezwała. Minął ponad tydzień. Steele leżała na łóżku w pokoju, obok Jona. Wymienili się spojrzeniami i uśmiechnęli się do siebie.
Coś się zmieniło. Między Imoen, a diabelstwem rodziło się uczucie. Widać to było w drobnych gestach. W tym jak odgarniał jej włosy, odpowiadał uśmiechem na jej uśmiech, obejmował ją ramieniem. Nocowali razem w pokoju. Steele nie miała nic przeciwko. Niewiele wiedziała o Haer'dalisie. Ale widziała, jak opiekował się jej siostrą. Zasłonił rudowłosą przed mieczem Zeima, zadbał o nią w kryjówce złodziei. Poza tym robił jej śniadania, kupował orzechy w miodzie, czy inne łakocie, które tak lubiła. To się tak naprawdę liczyło, a nie to, skąd pochodził i czy miał w sobie domieszkę krwi z innych Planów. Elfka widziała uśmiech w oczach młodszej siostry, widziała jak błyszczą w jej opalonej twarzy. Któryś wieczór spędziły we trójkę, z Viconią, przy kilku butelkach wina. Prawie jak na babskich plotkach, jakie urządzały sobie młode żony w Candlekeep. Oczywiście żarty Steele i reszty dziewcząt były sprośne, albo cyniczne. Nie były kurami domowymi, tylko poszukiwaczkami przygód, którym w każdej chwili może spaść głowa z karku. Imoen i Viconia wypytywały ją o Jona, ale kilka jej odpowiedzi ucięło temat. Tak naprawdę nie było o czym opowiadać.
Pieprzyli się. Wystarczyła chwila wzajemnej bliskości, żeby zamykali się razem w pokoju, czy w łaźni. Czasem nawet w spiżarni gospody, albo schowku na wino. Żeby tylko dostać się jak najszybciej do własnych ciał. Ale nie padły żadne deklaracje, wyznania, żadne znaczące słowa. Poza łóżkiem i ciasnym pokojem dalej traktowali się, jakby nic nie zaszło. Nie odgarniał jej włosów, nie całował w policzek, nie kupował prezentów. I bardzo dobrze. Żadnych przysiąg, które za moment staną się pustym słowem. Żadnych zdań bez znaczenia. Tylko pieprzenie się, rżnięcie, nieważne jak to nazwać. Elfka lubiła myśleć, że tym razem się nie zaangażuje, że łączy ich tylko łóżko, nic więcej. Ale za każdym razem kiedy leżała obok Jona, kiedy palili, kłócili się, czy się kochali czuła jakby znalazła kogoś, kto ją uzupełnia. Z Kivanem i tak by nie wyszło. Stał między nimi nie tylko cień zmarłej żony. Elf należał do lasu, do natury. Steele parła naprzód, pchała ją chęć życia w gorączkowym pędzie. Zostawiała za sobą ludzi i miejsca, nie oglądając się wstecz. Czuła, że Jon jest taki sam. Nie zadawał pytań. Nie chciał od niej niczego, poza jej ciałem. Teraz leżała na boku, już bez zbędnych ubrań, paliła i przyglądała mu się. Jego skóra była poznaczona śladami walk, nosiła też stare znaki po rozległych oparzeniach. Góra mięśni, siatka blizn i ten ironiczny uśmiech, który sprawiał, że dziewczynom miękły kolana. Jon podchwycił jej spojrzenie.
- Nie brakuje ci Jameli?- zapytała złośliwie Steele. Przeciągnęła się i odgasiła papierosa.
- Przyjdzie. - uśmiechnął się tym cholernie pewnym siebie uśmiechem. - Poza tym... od początku chciałem się z tobą pieprzyć. - powiedział.
- Myślałam, że chciałeś mnie udusić.- elfka zagłębiła twarz w miękka, przyjemnie pachnącą poduszkę.
- To prawie to samo. - zaśmiał się wojownik. Nachylił się nad Steele. Sama jego bliskość wystarczyła, żeby nie liczyło się nic, poza ich ciałami.
- To cholerna różnica. - prychnęła elfka.
Jon złapał ją w uścisk i podniósł z łóżka. W ułamku sekundy klęczała twarzą przy ścianie. Kolana na łóżku, ręce wykręcone do tyłu. Poczuła dłoń mężczyzny na szyi.
- Widzisz? To prawie to samo.
Jego palce zsunęły się z szyi na jej piersi i resztę jej ciała, którą znał już tak dobrze. Brał ją od tyłu. Bez zbędnych pieszczot i budowania nastroju. Steele uderzyła ta mieszanka pożądania, które wybuchało w niej zawsze wtedy, gdy Jon jej dotykał i braku kontroli nad sytuacją. Jej ręce tkwiły w uścisku silniejszego mężczyzny, co jakiś czas czuła na szyi jego dłoń. Dotykała delikatnie, ale gdyby się zacisnęła... Ale nie powiedziała, żeby przestał. I tak wszystko przestało być ważne, gdy poczuła falę krwi uderzającą do głowy. Falę przyjemności, która zacierała wszystko inne.
Opadli na łóżko kilka chwil potem.
- Odbiło ci?- warknęła elfka. Była wściekła na siebie, że ten raz dał jej tyle przyjemności. Musi zacząć myśleć głową, a nie tyłkiem.
- Przecież ci się podobało.
Nagle usłyszeli pukanie do drzwi. Delikatne, speszone. Steele okryła się kocem, Jon podszedł do drzwi nagi. Po drugiej stronie korytarza kryła się znajoma kelnerka z gospody.
- Jakiś facet na dole pyta o was... - zaczęła niepewnie, omijając wzrokiem nagie ciało mężczyzny. - Mówił, że ma dla was robotę. Szukałam rudej pani i tego... diablaka ale nie ma ich w pokoju. Zapukałam tam, ale nikt nie otwierał.
- Co jest? - zza pleców dziewczyny wyszła Viconia. Ona z kolei spojrzała na zupełnie nagiego Jona bez cienia skrępowania.
- Podobno ktoś ma dla nas pracę.
Mężczyzna był zdenerwowany. Trzęsły mu się ręce, bez przerwy się pocił. Dobrze ubrany, wyglądał na maga. Nosił powłóczyste szaty i masę biżuterii. Powiedział, że nazywa się Kelen Koth. Usiadł z nimi przy stole, w gospodzie. Zaproponował po kubku rozgrzewającego naparu z miodem i przyprawami dla każdego. Zapłacił. Siedzieli we czwórkę, przy niewielkim stoliku, pod ścianą. Imoen i diabelstwo gdzieś zniknęli.
- Podobno... potraficie sobie poradzić... z różnymi rzeczami. Z problemami...- Kelen cedził słowa wpatrując się w kubek z naparem.
- Kto ci tak powiedział? Skąd wiedziałeś gdzie nas znaleźć? - Jon nie pił. Wpatrywał się uważnie w mężczyznę.
- Mam... znajomych w Żelaznym Tronie. Zwerbowaliście pewnego maga, żeby dla nich pracował. Pytałem go o dobrych najemników. Odesłał mnie do waszej zleceniodawczyni. Powiedziała mi, gdzie wasz szukać.
- Czego chcesz? - mroczna elfka umoczyła usta w ciepłym, przyjemnie pachnącym napoju. Na jej policzki wystąpiły rumieńce.
- Mam... problem. Zaklęciem sprowadziłem do swojego domu coś... nad czym nie umiem zapanować.
Opowiadał nieskładnie, jak rzucił czar mający przywołać mefita pyłu. Zamiast niego pojawiła się inna istota, nie umiał określić jaka. Mówił, że jego dom jest w dzielnicy portowej. Prosił, żeby tam z nim poszli. Obiecywał złote góry.
- Nie jestem pierwszym lepszym sztukmistrzem. - zapewniał. - Mam pozycję i pieniądze. Umiem się odwdzięczyć.
- Czemu ktoś taki jak ty... z pozycją i pieniędzmi... chce wynająć akurat nas? Na pewno stać cię na kogoś o większej renomie. - drążył syn płatnerza. Policzki Kelena oblał rumieniec.
- Wstyd... przyznać, że sam ściągnąłem coś... z czym nie umiem sobie poradzić. Jak pójdę z tym do znanych awanturników, załatwią sprawę, wezmą kasę. A potem obśmieją mnie po całym mieście...
- A nam nikt nie uwierzy, tak?- Steele dokończyła tok myśli rozmówcy.
- Nie, nie, nie o to mi chodziło. - mag zaczął w panice machać rękoma. Niemal przewrócił kubek z naparem i wylał zawartość na stół.
Zaskrzypiały drzwi, do gospody weszli Imoen i Haer'dalis. Steele ściągnęła ich spojrzeniem do stolika.
- Dobrze. - powiedziała elfka. - zaprowadź nas do swojego domu.
Nad dzielnicą portową unosiła się mieszanina zapachów. Zapach morza, chłodna, słona woń fal i morskich roślin. Zapach ryb, o różowych skrzelach i mokrej skórze, leżących masą na targach. Zapach drobnych krewetek, nieobranych jeszcze z pancerzyków. I smród z doków, w którym łączyła się woń ścieków i zepsutego jedzenia.
Stali przed zadbaną, piętrową budowlą z kamienia i drewna. Z zewnątrz prezentowała się zupełnie normalnie. Dookoła krążyli marynarze i kupcy. Wszyscy ci, których zyski wiązały z morzem.
- Co zastałeś w środku, kiedy tam ostatnio byłeś? - zapytała Steele.
- Powódź. - Kelen Koth wyraźnie się speszył. - W domu była powódź, korytarzami płynęła woda. Uciekłem.
- Nie wejdziesz z nami? - odezwało się czarodziejka.
- Nie, nie, nie... - odpowiadał gorączkowo. - Ja...- przyznał ze wstydem. - nie jestem zbyt dobrym magiem.
- Dobrze. - powiedziała elfka. - Wchodzimy.
Steele poczuła znajomy dreszcz emocji, podnoszący jej włoski na karku. Przygoda, niebezpieczeństwo, wyzwanie. Pewnie będą musieli się wysilić, żeby wyjść z tego cało. Ale liczyła, że uda im się zdobyć złoto, czy magiczne przedmioty. Wszystkim poszukiwaczom przygód na tę myśl krew zaczynała szybciej krążyć w żyłach. Może dlatego przyjęła zlecenie, znudzona bezczynnością oczekiwania na Jameli. A może po prostu dla pieniędzy.
Drzwi uchyliły się z cichym skrzypieniem. Zza futryny strugą wylała się woda, wsiąkała w chodnik. Zniknęli w środku. Kelen Koth został przed wejściem.
Kiedyś ten dom musiał wydawać się uroczą, nowoczesną rezydencją. Na podłodze parkiet, ściany zdobiły obrazy. Gustowne meble, zgodne z najnowsza modą. Centralnym punktem jadalni był nie stół z grubo ciosanych desek, ale fantazyjny stolik, z barwionego drewna. W kącie stała przeszklona komoda, o zdobionych uchwytach. U sufitu kołysał się kosztowny żyrandol. Zdobiące go kryształy ocierały się o siebie wydając melodyjny dźwięk. Teraz po podłodze płynęła woda. Klepki od parkietu odklejały się pod ich stopami. Na ścianach rozprzestrzeniły się rośliny, pnącza, bluszcz. Wyglądało, jakby natura chciała wziąć odwet na tym budynku, z powrotem wtargnąć na miejsce domu. Ze ścian kapała woda, w powietrzu unosił się zapach morza. Rozglądali się, ale nigdzie nie było widać istoty, która zawładnęła tą posiadłością. Nagle ze schodów, prowadzących na górę spłynął strumień. Jakieś stworzenie wynurzało się spod wody, obok schodów. Cofnęli się, złapali za broń.
Na górnym piętrze, po kostki w wodzie stała dziewczyna. Miała długie jasne włosy, sięgające niemal do kolan. Okrywały ją, bo była zupełnie naga. Patrzyła na nich ze szczytu schodów, jej twarz nic nie wyrażała. Miała perłową skórę i regularne rysy twarzy. Musiała być jakąś morską istotą.
- Kim jesteście? - jej cichy, melodyjny głos, przywodził na myśl plusk fal.
- Kim ty jesteś?- spytała Steele. - Co robisz w tym mieszkaniu?
- Jestem Amilai. Nereida, córka morza. Służę mojej pani...- zawahała się na chwilę. - Proszę, czy możecie mi pomóc?
- Jak mamy ci pomóc? - Imoen wpatrywała się w nimfę z ciekawością. Starsza z córek Goriona wiedziała, że siostrę fascynują wszelkiego rodzaju magiczne istoty. Zwłaszcza tak piękne. Jej samej w głowie zapaliło się ostrzegawcze światło. Pamiętała pieśń driad i nieszczęsną noc spędzoną z Kivanem.
- Moja pani, została uwięziona, podstępem. Mnie udało się uciec. Nie potrafię jej uwolnić. Przeniosłam się tutaj... Szukałam pomocy. Był tu człowiek, chciałam prosić, żeby mi pomógł... Ale gdy mnie zobaczył przeraził się i uciekł. - nereida złożyła dłonie. - Proszę, pomóżcie mi uwolnić moją panią. Ona potrafi się odwdzięczyć.
Przygoda zaczynała nabierać rumieńców. Istota, którą mieli schwytać, sama okazała się ofiarą, proszącą o pomoc. Obiecywała nagrodę.
- Kto ją uwięził? - zabrzmiał głos Jona.
- Nikczemni ludzie, piraci. Jest w podwodnej grocie. Zaprowadzę was tam.
- Kim jest twoja pani? - dociekał sferowiec.
- Ona jest... - nimfa przez chwilę bezskutecznie szukała słów. Ostatecznie uznała, że i tak nie może znaleźć właściwych. Uśmiechnęła się. - Jest wyjątkowa.
Steele naradziła się, z pozostałymi. Skuszeni wizją nagrody, uwierającą nudą i pięknem nimfy zgodzili się pomóc. Twarz Amilai pojaśniała. Wypowiedziała zaklęcie i nagle spod podłogi wytrysnęła fontanna, wyrywając otwór, w posadzce. Jakby nagle wybiło podziemne źródło. Obok ich stóp ziała rozpadlina, wypełniona wodą.
- Kelen na pewno nie zapłaci nam za robotę. - Jon skrzywił usta w uśmiechu.
Morska istota skinęła zapraszającym gestem. Wskazała na głębię otwierającą się tuż obok ich stóp.
- Nie przepłyniemy pod ziemią. Utopimy się!- sprzeciwiła się Steele.
Mimo słów elfki Imoen weszła ostrożnie do wody. Natychmiast ciało dziewczyny objęła powietrzna bańka. Rudowłosa śmiała się, obracała się w powietrznym balonie. Nereida dotknęła stopą wody i jej ciało zaczęło stawać się przeźroczyste, jakby rozpuszczało się w cieczy.
- Powiedziałam, że was tam zabiorę. - dodała Amilai.
W głowie Steele wszystko buntowało się, przed wejściem do wody i zawierzeniem nimfie, ale widziała rozradowane oczy Imoen. Podekscytowana, śmiała się radośnie do diabelstwa. Nic złego się nie działo. Elfka zanurzyła się i ją też otoczyła powietrzna bańka. Można było w niej swobodnie oddychać. Po chwili wszyscy byli już w wodzie. Poniósł ich prąd. Przepłynęli pod ziemią, niesieni falą podziemnej rzeki, wprost w wody Morza Mieczy. Unosili się na falach, gnani jakąś niewidzialną siłą, siłą woli nereidy. Nie widzieli swojej przewodniczki, jej ciało stało się przezroczyste, stapiało się z morskimi falami. Mijali ławice ryb, przepłynęli pod unoszącym się na falach okrętem,. Steele nigdy nie przeżyła bardziej niezwykłej podróży. Prąd zaniósł ich przez pełne morze, do sieci podmorskich grot. Wpłynęli do jaskiń, znajdujących się pod powierzchnią wody. Na koniec dotarli tam, gdzie skalne sklepienie wystawało ponad taflę. Wynurzyli się z powietrznych baniek, łapczywie łapiąc oddech, a potem wydostali na brzeg jaskini. W kontakcie z powietrzem ciało Amilai znowu zaczęło nabierać kolorów, przypominając ludzkie. Wskazała im na głębię groty.
Nie panowała tam ciemność. Gdzieś z oddali docierał blask płomieni. Przez szczeliny w stropie jaskini zaglądało wieczorne słońce. Steele przypuszczała, że są gdzieś daleko, na wyspie, albo u wybrzeży. W kompletnie nieznanym miejscu, a dookoła rozciąga się morze. To jakiś absurd. Ale przecież sami się na to zgodzili.
Przemykali cicho, po kamiennych korytarzach. W końcu, gdy nereida dała znak, że są już blisko poszły za nią tylko Steele i Imoen, najcichsze.
Kamienne tunele kończyły się pieczarą pokaźnych rozmiarów. Dno groty pokrywał piach i rumowiska gruzów. W ścianach tkwiły powtykane pochodnie. Przy ogniu siedziała grupka ludzi, zajętych jedzeniem i rozmową. Opryszki lepszego sortu, dobrze uzbrojeni i niebezpieczni. A dalej...
Steele dopiero po chwili zwróciła uwagę na kształt, przy załamaniu kamiennych ścian. Światło odbijało się od niego. Miał barwę spiżu. Wielkie łapy, złożone bezwładnie i takie same, skórzaste skrzydła. Potężna głowa, ozdobiona z tyłu skórzastym grzebieniem. Smutne spojrzenie zielonych, gadzich oczu. Smok. To był smok.
- To moja pani. - usłyszała szept nereidy.
