Rozdział 25
BELLA
Bal. Bal. I po balu. Nie ma to jak zostać królem i królową. Nie było mi to trochę na rękę, ale się stało. Z Edwardem…cóż. Byliśmy chyba najpiękniejsza parą tego wieczoru. W każdym kącie sali dało się słyszeć jakieś plotki na nasz temat. Albo o piątkowym pokazie, albo o dzisiejszym balu. Ci milsi i życzliwsi pozytywnie wypowiadali się na oba tematy, natomiast o tych innych nie ma co mówić. Jak to nasza nauczycielka powiedziała, ukazaliśmy dojrzałą kobietę i mężczyznę pożądających siebie nawzajem, a nie parę nastolatków zastanawiających się, gdzie by tu się pieprzyć. No może nie dosłownie, ale coś w tym sensie.
Nie żałuję, że poszłam na bal i nie żałuję też tego, że ujawniliśmy się z Edwardem przed resztą świata. Ludzie tak czy siak będą gadać. Wkurzył mnie tylko Black. Zrozumiałabym jeszcze, gdyby chodziło mu o moje bezpieczeństwo. „Bella Swan – kruchy człowiek chodzi z krwiożerczym wampirem" Okej. Tak to wygląda z jego punktu widzenia. Ale to tylko jedna dziesiąta. Reszta to zwykła zazdrość. Co mu do tego z kim chodzę. Do cholery, niech mi nie mówi co mi wolno, a co nie!
Po imprezie bardzo późnym wieczorem wróciliśmy do mnie. Ciemną noc oświetlał Księżyc w pełni i miliony gwiazd, co w tej mieścinie rzadko się zdarza. W powietrzu dało się wyczuć tą niesamowitą magię. Weszłam do domu pierwsza i położyłam swoja kopertówkę na komodzie. Wewnątrz było ciemno. Jedynie niewielka poświata Księżyca oświetlała pomieszczenie. Edward stał tuż za mną. Nie musiałam go widzieć, słyszeć… całym ciałem odczuwałam jego obecność. Obróciłam się przodem do niego i napotkałam te złote oczy przepełnione miłością. Schylił się nieznacznie i poczułam jego chłodny oddech na swoim policzku, a tuż po chwili usta. Przejechał nosem wzdłuż, by napotkać moje spragnione pocałunku wargi. Jedno niewinne muśnięcie. Drugie. Trzecie. Każde kolejne przeradzało się w coś większego. Bardziej zachłanne. Poczułam jego dłonie na swoich ramionach i tuż po chwili ściągnął ze mnie płaszcz, który wylądował na podłodze obok moich nóg. Usta Edwarda były coraz bardziej zachłanne i z moich ust powędrował na szyję, składając tam pocałunki, a cichy jęk opuścił moje wnętrze. Dłońmi wczepiłam się w te niesforne kosmyki miedzianych włosów, tworząc tam jeszcze większy bałagan. Wręcz zdarłam z niego marynarkę. Armani? Boss? Nie ważne. W tej chwili była ona zbędna.
Moje plecy natrafiły na ścianę i jego sylwetka przywarła do mnie. Ciało przy ciele, które dzieliły tylko cienkie skrawki materiału. Obijaliśmy się o ściany i meble, a nasze usta połączone w pocałunku nie przerywały ze sobą kontaktu. Poczułam jego ręce na moich biodrach i pośladkach. Podniósł mnie, a ja objęłam go nogami w pasie. Zmierzaliśmy do mojej sypialni, spragnieni swojego dotyku. Ściągnęłam z niego krawat zostawiając gdzieś na poręczy schodów. Wyszarpnęłam koszulę z jego spodni i nie przejmując się niczym, rozdarłam ją. Guziki zaczęły odbijać się od parkietu tańcząc na nim. Wreszcie miałam dostęp do tego cudnego ciała. Wyrzeźbionego torsu. Mięśni brzucha. Umięśnionych ramion, barków, pleców. Usiadł na brzegu łóżka, a ja okrakiem na jego kolanach. Jego dłonie zawędrowały pod moją sukienkę. W górę ud, na pośladki. Mój tyłek zdobiły jedynie czarne koronkowe stringi i on już o tym wiedział. Zaczął pieścić go dłońmi, co wywołało u mnie kolejną falę doznań.
Pchnęłam go na łóżko i teraz leżał pode mną. Jego ręce wędrowały wyżej i wyżej ściągając ze mnie sukienkę i po chwili byłam już tylko w skąpym i seksownym komplecie bielizny. Spojrzał na mnie tymi oczami pełnymi dzikości, by znów wpić się w moje usta. Zmieniliśmy się pozycjami i teraz to ja byłam na dole. Delikatnie przygryzłam jego dolną wargę, co spowodowało, że dziki jęk wydobył się z jego ust. Naparł na mnie swoim ciałem, jego język znalazł się we mnie. Dłońmi pieścił mój brzuch, piersi. Serce galopowało, i ciężko dyszałam. Nie przestając go całować wzięłam się za ściąganie kolejnej zbędnej garderoby. Pasek. Guzik. Rozporek. I już po chwili jego spodnie leżały na podłodze z innymi rzeczami tworząc totalny bałagan. Jego dotyk na moim ciele powodował, że ogień pożądania i namiętności palił mnie od środka. Chwycił moją nogę, którą w dalszym ciągu była obuta w czerwoną szpilkę i przyciągnął ją do swojej twarzy. Zaczął składać na niej drobne pocałunki. Od kostki, przez łydkę, wewnętrzną stronę uda, coraz bardziej zbliżając się do mojej kobiecości, ale ominął ten fragment mojego ciała i znowu powrócił do ust. Całowaliśmy się szalenie, rozkoszując się smakiem swych ust, gdy usłyszeliśmy jakiś notoryczny dźwięk. Gdy nie dawał spokoju, Edward oderwał się ode mnie z jękiem i spojrzał w oczy, a w jego można było dostrzec dzikość, pożądanie, miłość.
– To chyba mój telefon – wydyszał tuż przy moich ustach, jego oczy przepraszały.
– Odbierz. – To było jedyne, co byłam w stanie z siebie wydobyć.
Moje serce szalało, oddech nie był w stanie się wyrównać. Wręcz płonęłam z rozkoszy tych nowych doznać.
– Tak? – Usiadł na brzegu łóżka odwracając się do mnie plecami i odebrał. – Witaj Kate. – Usłyszałam jego głos, a ja sama zaczęłam się zastanawiać nad tym co robimy.
Straciłam głowę. Zapomniałam o wszystkim. Zostałam omotana przez własne pragnienia. Nie winiłam o to co przed chwilą się wydarzyło ani siebie, ani Edwarda. Chwila zapomnienia każdemu się zdarza.
Ściągnęłam z nóg szpilki i przyciągnęłam nogi do siebie układając się na łóżku w pozycji embrionalnej. Edward w dalszym ciągu rozmawiał przez telefon, a ja miałam świetny widok na jego idealne nagie plecy. Rozejrzałam się po pokoju, nasze ubrania były porozrzucane wszędzie.
– Nie jestem sam. – Wyłapałam z rozmowy. Po chwili zakończył rozłączając się. Oparł łokcie o kolana i schował twarz w dłoniach. W pokoju panował cisza. Żadne z nas się nie odzywało. W końcu wzięłam się i zebrałam w sobie. Wstałam i przytuliłam się do jego pleców, składając delikatny pocałunek na jego karku.
– Edward, ja powinnam była ci coś powiedzieć…
– Bella…
– Poczekaj, najpierw ja. Okej? – zakomunikowałam szeptem, a on mi przytaknął. W głowie próbowałam złożyć jakieś sensowne zdanie. Nie miałam pojęcia jak zacząć. Jak powiedzieć mu to, co zamierzałam. Nigdy nie odbywałam szczerej rozmowy o seksie. – Edward, nigdy nie rozmawialiśmy o… seksie, który miałby nas dotyczyć. Może dlatego, że nie było takiej potrzeby, albo sądziliśmy, że na razie nas to nie dotyczy. Ale jednak powinnam była ci powiedzieć, że postanowiłam sobie dawno, dawno temu, że zachowam czystość do ślubu. Wiem, mój błąd, ale…
– Bella, to co się wydarzyło przed chwilą, to…to nie powinno się stać. Nie powinno mieć miejsca – mówił, po czym spojrzał mi w oczy. Nie chciał? – Nie zrozum mnie źle. Ja po prostu… przy tobie tracę kontrolę. Nie panuję nad sobą i mogę zrobić ci krzywdę. – wyszeptał i posadził mnie sobie na kolanach. – Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, ale nie możemy. Jestem znacznie silniejszy… jestem wampirem. Krwiożerczą bestią, która w każdej chwili może ci coś zrobić. A ja przy tobie tracę głowę. Zapominam o tym.
– Edward – wypowiedziałam cichutko i ujęłam jego twarz w swoje dłonie. – Kocham cię. Nie zrobisz mi krzywdy. Nie jesteś w stanie. Gdybyś miał ją zrobić, zrobiłbyś to już dawno. I potrafisz siebie kontrolować. Domyślam się, że jest to niesamowicie trudne, ale potrafisz i dasz rade. Wierzę w ciebie.
– Kocham cię. – powiedział i przytulił mnie do siebie. Byłam w jego ramionach. Niby nic, a jednak dla nas wiele. Kochałam go. Po raz pierwszy w życiu kogoś kochałam naprawdę. Zależało mi na nim i choć nie mogłam być z nim w pełni szczera, mam nadzieję, że kiedyś zrozumie dlaczego musiałam tak postąpić.
Podniósł mnie i położył na łóżku kładąc się tuż obok, przykrywając nas kołdrą. Nie przeszkadzało mi to, że byliśmy w samej bieliźnie. Nie było między nami niezręczności. Zwróceni do siebie przodem, patrzyliśmy sobie w oczy. Delikatnie samymi opuszkami palców błądziłam po jego policzku, badać jego fakturę. Jego ręce trzymały mnie mocno w pasie, a dłonie rysowały jakieś wzory na plecach.
– Widzisz, co ze mną robisz? – spytał przerywając milczenie miedzy nami.
– Ja? – spytałam z udawanym oburzeniem – No pewnie, zwal wszystko na mnie. – powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami, a ten tylko się zaśmiał. Przysunął się do mnie bliżej i zaczął składać drobne pocałunki na mojej łopatce.
– A co, moja? Uważaj, bo za chwilę tutaj jeszcze klęknę przed tobą poproszę o rękę i w tempie natychmiastowym zabiorę do Vegas.
– Czyli mam rozumieć, że twoje fantazje przeważają, nad moim bezpieczeństwem.
– Oczywiście, że nie. Ale gdyby nie twoje cenne życie, zrobiłbym to bez chwili wahania.
– A można wiedzieć jakie są te fantazje? – zapytałam z powrotem obracając się do niego przodem.
– Ależ oczywiście, że nie. – powiedział śmiejąc się. – Wiesz, chyba najwyższa pora iść spać.
– Ale mi się nie chce.
– Dobranoc.
– Nie lubię cię.
– Kocham cię – wyszeptał wprost do mojego ucha i pocałował w policzek. Mimo wszystko wtuliłam się w niego przechodząc w świat Edwardowych snów.
ҖҖҖ
Ktoś zaczął składać na mojej twarzy drobne pocałunki, a ja powoli zaczęłam się wybudzać. Otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam na wprost siebie złote tęczówki i łobuzerski uśmieszek.
– Dzień dobry. – powiedział pełen entuzjazmu.
– Dzień dobry. Czemu mnie obudziłeś? – spytałam przecierając oczy, a w moim głosie dało się wyczuć niezadowolenie.
– Bo chciałem się pożegnać. Emmett z Jasperem wyciągają mnie na polowanie.
– Co? Nie zgadzam się. – wyjęczałam zarzucając mu ręce na szyję powodując, że Edward zaśmiał się. Przekręcił mnie na plecy, a sam znalazł się nade mną.
– Uwierz mi. Wolałbym zostać z tobą, jednak Em powiedział, że jeśli nie stawię się o ustalonej porze, to wpadnie tutaj i zdemoluje ci dom. A on jest do tego zdolny.
– Domyślam się. Eh… No niech ci będzie. Skoro musisz to idź. – powiedziałam niezadowolona. – A kiedy wrócisz?
– W nocy i gdy obudzisz się jutro rano, będę obok ciebie.
– No dobra. Może wytrzymam. – dodałam jeszcze i poczułam jego usta na swoich, lecz po chwili się ode mnie oderwał i wstał.
– A tak swoją drogą, nie wiesz może, gdzie podziały się guziki mojej koszuli? – spytał spoglądając na mnie figlarnie.
– Ja nic nie wiem. – odpowiedziałam udając niewiniątko.
– Aha. Będę tęsknić – powiedział podchodząc do mnie, dając szybkiego całusa i zniknął za oknem.
– Ja też – powiedziałam jeszcze, wiedząc, że i tak mnie usłyszy.
Wzięłam poduszkę na której jeszcze chwilę temu leżał Edward i przytuliłam ją do siebie. Wspomnienia z wczorajszego wieczoru, a właściwie nocy, zaczęły do mnie powracać. Musiałam z kimś o tym wszystkim porozmawiać. Chwyciłam swój telefon i wykręciłam tak dobrze znany, choć prawie nigdy nieużywany numer.
– Jakieś święto, że do mnie dzwonisz?
– Wczoraj prawie przespałam się z Edwardem – wypaliłam na wstępie, nie przejmując się jego powitaniem. Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.
– Przepraszam, ale mogłabyś powtórzyć, bo chyba źle zrozumiałem.
– Wczoraj prawie przespałam się z Edwardem.
– Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Ty?
– Mówię poważnie.
– To jak było?
– Ty cholerny idioto uzależniony od seksu. Dzwonię do ciebie, bo wczoraj prawie się z nim przespałam i nie wiem co zrobić, a ty się mnie pytasz jak było.
– No bo wydaje mi się, że to dosyć istotne pytanie.
– Eh, niech ci będzie. Było zajebiście, cudownie i w życiu czegoś takiego nie przeżyłam. Zadowolony?
– Byłbym bardziej, gdyby ktoś cię jednak porządnie przeleciał, bo jesteś 130 letnią, zrzędzącą dziewicą, której…
– Stop. Czy możemy powrócić do rozwiązywania moich problemów?
– Oczywiście. Więc czemu Edward cię nie rozdziewiczył?
– Bo zadzwonił jego telefon. I potem uświadomiłam sobie, że mam zasady, a Edward, że jestem kruchym człowiekiem i mógłby mi zrobić krzywdę.
– A on w dalszym ciągu nie wie, że nie jesteś człowiekiem?
– No nie.
– Nie dało się ich przekonać?
– Nie.
– No to kiepsko.
– No co ty nie powiesz?
– Dobra. Następne pytanie. Czy gdybyś się z nim jednak wczoraj przespała, to żałowałabyś? – spytał.
Chwilkę się zastanowiłam, po czym odpowiedziałam:
– Nie, nie żałowałabym. Kocham go. Jedyny problem tkwi w tym, że nie mogę mu powiedzieć prawdy i Edward traktuje mnie jak człowieka. Ogranicza się, bo boi się, zrobić mi krzywdę.
– Co ja ci mogę na to poradzić? Jedyna nadzieja w tym, że Wielka Trójca jednak zmądrzeje.
– Myślisz, że stanie się to w najbliższym czasie?
– Szczerze? Nie. Ale nie możesz niczym ryzykować.
– Wiem. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby Cullenowie dowiedzieli się przez przypadek czegokolwiek.
– Właśnie.
– Tęsknię za tobą. Wiesz?
– Ja za tobą też. I wiesz co jeszcze ci powiem. Czasami brakuje mi twojego ględzenia.
– To może wrócisz, co?
– Żeby jeszcze bardziej namieszać w twoim życiu? Izuś, kochana. Jesteś teraz szczęśliwa z Edwardem. Ze mną spędziłaś ostanie osiemdziesiąt lat. Odpocznijmy od siebie trochę.
– No dobrze. Ale to i tak nie zmienia faktu, że mi cię brakuje i wolałabym, żebyś tu był.
– Wiem. Ale Azja jednak też jest piękna i zabawie tu jeszcze trochę.
– Domyślam się.
– Okej mała. Trzymaj mi się tam.
– Ty też. Pa.
– Pa.
ҖҖҖ
W poniedziałek obudził mnie zapach kawy. Opatuliłam się kołdrą i podążyłam za jej aromatem. Weszłam do kuchni gdzie zastałam tam krzątającego się Edwarda.
– Co ty tu robisz? – spytałam z uśmiechem na twarzy, opierając się o drzwi.
– Obudziłem cię? Przepraszam, nie chciałem. Pomyślałem tylko, że zrobię ci śniadanie.
– Nie obudziłeś mnie – powiedziałam podchodząc do niego i przytulając się. – Przyciągnął mnie tu aromat kawy. A tak poza tym, to rozpieszczasz mnie, wiesz?
– Wiem i taki był mój zamiar. – odpowiedział całując mnie.
– To co na śniadanie?
– Kanapki, bo jakoś nic innego nie przyszło mi do głowy.
– Poszedłeś na jakiś przyspieszony kurs gotowania, czy co?
– Taaa... – powiedział śmiejąc się pod nosem.
– Ej, chcę wiedzieć.
– Może kiedyś ci powiem, a teraz jedz.
– Niech ci będzie. – powiedziałam i wzięłam się za pałaszowanie kanapek. – Edward, powinniśmy chyba pogadać o tym co się wydarzyło w sobotę – wyszeptałam trochę niepewnie i czekałam na jego reakcję.
– Masz rację. I przepraszam, nie powinienem…
– Czekaj, czekaj… Za co ty mnie przepraszasz?
– Przepraszam, bo ja zacząłem…
– Ale ja też brałam w tym czynny udział.
– No tak, ale…
– Jeśli już mamy szukać winowajcy, to wina leży po obu stronach. Ale tak szczerze powiedziawszy, to ja nie mam zamiaru przepraszać. Powiem wprost. Prawie się ze sobą przespaliśmy i byłam nie w porządku wobec ciebie, nie mówiąc ci, że zamierzam czekać z seksem do ślubu. Wiem i za to przepraszam. Co się stało, to się nie odstanie, ale to i tak nie zmienia faktu, że mi się to cholernie podobało i nie żałuję.
– Mi też się podobało, ale nie zamierzam znowu dopuścić do takiej sytuacji. Nie mogę. Może się zdarzyć, że nie zapanuję nad swoimi odruchami i zrobię ci krzywdę, a tego nie chcę.
– Ale ja chce. Chcę czuć twój dotyk i twoje pocałunki. Posunęliśmy się do przodu w naszym związku i nie zrobiłeś mi krzywdy. Panowałeś nad sobą. A jeśli zatrzymalibyśmy się na tym do czego doszliśmy i nie posunęli się dalej, nic by się nie stało. – tak, wiem. Przez prawie 130 lat żyłam w nieświadomości tego, co mnie omija, a gdy już zaznałam pieszczoty, to nie chcę, by omijała mnie w dalszym ciągu.
– Bella, sam nie wiem…
– Przemyśl to chociaż. – wyszeptałam błagalnym tonem i zatonęłam w tych jego cudnych, złotych oczach.
ҖҖҖ
Pojechaliśmy razem do szkoły jego samochodem. Gdy wysiedliśmy z Astona wszystkie spojrzenia padły na nas, ale jakoś ani ja, ani Edward się tym nie przejmowaliśmy, tylko razem trzymając się za ręce poszliśmy na lekcje. Czułam na sobie te zazdrosne spojrzenia, z pewnością tak samo jak Edward. Ale my aktualnie byliśmy razem w swoim świecie, w którym nie było miejsca dla nikogo innego.
Nadeszła pora lunchu i po raz pierwszy odkąd tu jestem usiadłam z Cullenami przy stoliku. Przy nich czułam się jak członek rodziny, w której panowała miłość. Siedziałam na kolanach mojego chłopaka i zajadałam się jabłkiem.
– Rose, jedziesz dzisiaj ze mną? – spytałam blondynki.
– Nie wiem, chyba tak.
– Przyjechać po ciebie, czy wpadniesz do mnie.
– Przyjdę do ciebie. Okej?
– Nie ma sprawy.
– A możecie mi wyjaśnić, gdzie wy się we dwójkę wybieracie? – spytał zaciekawiony Emmett.
– Nieważne – odpowiedziała swojemu chłopakowi.
– Hej! Jesteśmy ciekawi. – poparł Miśka Edward.
– Och, no bo Rose ma randkę i postanowiłam dzisiaj jej potowarzyszyć. – wyjaśniłam, a miny reszty były bezcenne.
– A z kim jeśli można wiedzieć?
– A z takim cudnym, ślicznym blondynem o niebieskich oczach – powiedziałam zachwycona urodą małego Toma.
– To gdzie skarbie go poznałaś? – zapytał już trochę wkurzony Misiek, a ja z Rose starałyśmy się pohamować wybuch śmiechu.
– Skarbie. W domu dziecka. I Emmett, nie masz o co być zazdrosny, bo Tom ma góra 7 lat i…
– Bella, możemy porozmawiać? – Usłyszeliśmy wszyscy i zobaczyliśmy Blacka stojącego dobre dwa metry od stolika i krzywiącego się trochę.
– Chyba nie mamy za bardzo o czym – odpowiedziałam mu starając trzymać na wodzy swoje wampirze odruchy.
– To ważne.
– W takim razie słucham?
– Nie tutaj.
– I co jeszcze? – odezwał się wściekle Edward za moimi plecami.
– Chcę z nią tylko porozmawiać Cullen, tego jej chyba nie zabronisz? – odpyskował.
– Spokój – odezwałam się trochę głośniej niż powinnam. Przyglądała nam się już połowa ludzi na stołówce. Nie mogłam dopuścić do tego, by stoczyła się tutaj walka pomiędzy wilkołakami a wampirami. – Dobrze Black, ale masz pięć minut i ani minuty dłużej.
– Bello… – odezwał się cicho Edward.
– Nic mi nie będzie. – wyszeptałam do jego ucha. – Poza tym możesz sprawdzać jego myśli. – dodałam dając mu buziaka w policzek.
Zeszłam z jego kolan i skierowałam się do wyjścia ze stołówki z wilkołakiem cały czas podążał za mną. Znalazłam skrawek pustego korytarza i obróciłam się do niego przodem, mierząc wściekłym spojrzeniem.
– Słucham?
– Powiem ci to jeszcze raz. Nie powinnaś być z tą pijawką. On jest niebezpieczny, tak jak cała jego rodzina…
– Po pierwsze, nie nazywaj go pijawką, a po drugie, ty niebezpieczny nie jesteś? Bo zdaje mi się coś innego.
– Nie rozmawiamy w tej chwili o mnie, tylko o tobie.
– Dobrze, to możesz mi wyjaśnić dlaczego mieszasz się w moje życie? Nie jesteśmy ani rodziną, ani przyjaciółmi, byś miał takie prawa. Dzięki Bogu. Jesteś kimś, kto mi przeszkadza w tej szkole. Jesteś zapchlonym, śmier…
Bella! – usłyszałam w głowie ostrzeżenie Phila
– Trzymaj się swojej watahy i nie wtrącaj się w szczęśliwe życie innych. – powiedziałam i go ominęłam.
– Ja jeszcze nie skończyłem – wysyczał przez żeby i chwycił mnie za ramię.
– Nie dotykaj mnie, a tak właściwie twój czas dobiegł końca. W ilu procentach przemawia przez ciebie troska o moje bezpieczeństwo, a w ilu zwykłą zazdrość? Co? – powiedziałam wyszarpując swoje ramię z jego uścisku i odeszłam w głowie słysząc Phila.
Bello, nie możesz go prowokować!
To nie ja go prowokuje, tylko on mnie. Wtrąca się w nie swoje sprawy!
Musisz być ostrożna!
Wiem, ale z nim będzie ciężko.
