Dzięki za komentarze, bardzo miło mi czytać co sądzicie o opowiadaniu i jakie są wasze opnie na temat bohaterów.

Rozdział 25

Dzieciństwo

Wspomnienia Blaise'a

Blaise skończył 8 lat, dostał od mamy nowe magiczne karty graczy Quidditcha z limitowanej edycji. Nie były to zwyczajne karty, bo czekał na nie od lat, za jakiś czas będą zaliczać się do edycji kolekcjonerskiej wart spora sumę. Ale nie o pieniądze tu chodziło. Karty nie tylko przedstawiały graczy ale miały zaszyfrowany rebus, kiedy odgadłeś hasło mogłeś spotkać się z jednym z graczy. Zrobić sobie z nim zdjęcie albo przelecieć się z nim na miotle. Blaise oczywiście odgadł hasło, był całkiem bystrym dzieckiem mimo, że matka traktowała go jak jajko trzymane na rozchwianej łyżce. Nie zajmowała się nim ale wymagała tak dużo, że myśl o spotkaniu z gwiazdą Qudditcha motywowała go do posłuszeństwa.

Blaise spotkał się z jednym z graczy, 30 letnim Marcusem Glitchem a później ten sam gracz zamieszkał w jego domu jako nowy tata.

Z początku Blaise się cieszył, bo jego ojczym był gwiazdą sportową i uczył go latać na miotle. Z czasem jednak coś się zaczęło dziać.

Pewnego wieczoru mały Blaise wyszedł do łazienki, bał się trochę nocy, ale był już dużym chłopcem jak to mówiła mama i musiał sobie poradzić z potworami czającymi się w ciemnościach. Nie spodziewał się jednak, że takim potworem okaże się Marcus. Blaise usłyszał głośny huk dobiegający z sypialni matki. Zakradł się po cichu i dostrzegł dochodzące świato z uchylonych drzwi. Zerknął przez nie z dziecięcej ciekawości.

Głupia szmato, Myślisz, że po tym jak nie podpisaliśmy intercyzy dam ci tak po prostu rozwód! – ojczym, uderzył z całej siły matkę Blaise'a. Kobieta przetoczyła się prawie jak baletnica i upadła na plecy uderzając tyłem głowy o posadzkę. Oczy Blaise'a zaszkliły złością i bezradnością.

Nie masz wyboru... - Pani Zabini zaśmiała się odsłaniając zakrwawione zęby.

Mówiłaś, że mnie kochasz, że... – warknął i zaczął okładać ją pięściami. Blaise nie wytrzymał, wybiegł prosto do sypialni matki i rzucił się na swojego ojczyma. Mężczyzna odepchnął go ale nie uderzył, stanął w miejscu mając w oczach obłęd.

Blaise! – warknęła matka szybo stając na nogi. Wyprostowała się mimo obolałego ciała i tak mocno wbiła paznokcie w ramię małego chłopca że później zostął na nim ślad. Wyprowadziła go na korytarz i pochyliła się nad nim wymierzając siarczysty policzek.

— Nigdy więcej masz nie wchodzić do mojej sypialni – wysyczała prostując się jak struna. — Nigdy więcej! – krzyknęła i wróciła do Marcusa zatrzaskując mocno drzwi przed nim.

Z policzka chłopca, na którym zawidniała rana zaczęła wydobywać się stróżka krwi.

Tydzień temu Blaise już nigdy więcej nie zobaczył swojego ojczyma, nawet w telewizji

Blaise miał pomysł na spędzenie reszty dnia. Sprawi, że Hermiona znajdzie się dzisiaj u niego w dormitorium, nieważne jak. On tam już miał swoje sposoby, na jej przeciągłe "nie". Z łatwością umie sprawić aby krzyczała "tak". W końcu wie jak zająć się dziewczyną. Co prawda Hermiona nie jest taką zwyczajną laseczką ale to go jeszcze bardziej podkręcało. Rozbudziła go już akcja pod schodami i nie było opcji aby sobie odpuścił. Chciał zaliczyć dzisiaj chociaż drugą bazę.

Właśnie rozebrał się i wszedł pod prysznic czekając aż jego ciało spotka się z ciepłą strukturą wody. Kiedy odkręcił kurek poczuł jakby znalazł się na środku samej Arktyki, pośrodku lodowców i wiatru, który uderzał w jego twarz jak pięści wymierzone w przeciwnika.

To zdecydowanie nie przypominało jego prysznica. Zadrżał chowając ciało w ramionach i rozejrzał się na boki. Las. Był w pieprzonym lesie w samych trampkach i niezbyt ciepłym swetrze. Przemoczony do suchej nitki, zamarznięty do szpiku kości, zły.

Włosy sterczały sztywno niczym gałęzie drzew pokryte szronem. Syknął pod nosem i ruszył niepewnie stopami aby sprawdzić czy ma w nich czucie. Jakieś miał. Znikome.

Cholerna Granger. Co ona znowu wyprawia i czemu jest przemoknięta w lesie? Deszcz zdawał być się cieplejszy od ubrań, które miał na sobie.

Ogarnęło go dziwne i nieprzyjemne wrażenie. Rozejrzał się dookoła. Czuł jakby ktoś go obserwował. Siedział w krzakach i spoglądał czerwonymi oczami w jego plecy.

Przedarł się przez gęstwinę drzew i ruszył w stronę Hogwartu modląc się aby po drodze nie zamienił się w bryłę lodu.

To by było na tyle z jego planów na wieczór i z drugiej bazy.


Poczuła mocne szarpniecie w klatce piersiowej a następnie ciepło i parę pieszczącą policzki. Uśmiechnęła się otwierając oczy. Dłonie miała skrzyżowane na piersi jak wampir leżący w trumnie. Ciepło wody różniło się znacząco od tego co czuła przed chwilą. Spojrzała na swoje ramiona wykute jak ze stali. Schyliła się aż do mięśni brzucha a kiedy miała spojrzeć niżej ponownie wyprostowała się powstrzymując rumieńce na twarzy. Blaise bierze prysznic. Ale miała wyczucie czasu. Zakręciła kurek z wodą i walcząc z pokusą spojrzenie co nieco na chłopaka postanowiła okryć się puchowym szlafrokiem. Przejechała dłonią po zaparowanej szybie lustra przyglądając się twarzy.

Jaki on jest przystojny - westchnęła chociaż spodziewała się, że czeka ją długie tłumaczenie się przed chłopakiem z tego co wyczyniała w lesie.

Sama chciała sobie jakoś to wszystko wytłumaczyć, ale nie miała żadnego usprawiedliwienia. Zawaliła po całości, i teraz należy przyjąć tego konsekwencję.

Chciała sprawdzić co z Draco ale zwyczajnie bała się jak może zareagować na jej widok jako Blaise. Zmieniła się, to coś ją zmieniło i poczuła nagły wstręt do swojej osoby. Malfoy był jaki był, ale nie zasłużył na to, by go tak poniżyć. A nawet jeśli, nie chciała być osobą, która jest w stanie to zrobić. Nie chciała być ciemniejsza stroną medalu. A jednak, teraz nią była. Może za bardzo weszła w rolę w byciu Ślzigonem, chociaż... Chyba o wiele milsza była kiedy mieszkała w Slytherinie jako Blaise niż jako ona sama.

Trzask drzwi oderwał ją od rozmyślań. Spojrzała na przemoczonego Blaise'a, który rzucał w nią ostre, mało przyjazne spojrzenie. Bez słowa zaczął zrzucać z siebie sztywne ubrania. Skóra na ciele była miejscami zaczerwieniona i podrażniona. Zdjął buty z taką siłą, że niemal uderzyły o sufit. Włosy były sztywną plątaniną loków i skrętów.

— Nawet nie wiem co mam ci powiedzieć, jesteś niemożliwa - wysyczał tak ostro, że Hermiona opadła bez słowa na łóżko. Stanął przed nią w samej bieliźnie i zarzucił ręce na biodra zadzierając wysoko podbródek. — Możesz mi wytłumaczyć co robiłaś przemoczona w lesie? Możesz wytłumaczyć, co to do cholery jest? - wskazał na medalion, zerwał go jednym ruchem z szyi i przystawił jej go do twarzy.

Hermiona westchnęła w milczeniu doszukując się nagle ciekawej struktury podłogi jaką przedstawiała. Blaise ponownie ruszył mocno przy tym tupiąc, złapał za stanik i zaczął go nerwowo szarpać.

— Możesz tego nie robić? - zapytała ale zanim uzyskała odpowiedź zobaczyła swoje odkryte piersi. Zamknęła boleśnie powieki marząc o tym aby ten koszmar zwany jej życiem w końcu się zakończył.

Blaise złapał za bluzę z szafy i nie mając czasu aby delektować się kształtami dziewczyny, szybko ją na siebie włożył. Czerwona bluza sięgała mu prawie za uda. Był przemarznięty, a nastrój w którym przejął ciało dziewczyny wskazywał, że nie był zbyt pozytywny, co też przejął go od niej.

— Proszę... - jęknęła widząc jak zrzuca z jej ciała majtki i nasuwa czarne męskie bokserki. — Musisz robić to w ten sposób?

— Czy ty w ogóle byłaś w tej pieprzonej bibliotece? Czy to kolejna rzecz, w której mnie okłamałaś? – zbagatelizował jej jęki i ponownie spojrzał wyczekująco.

Zacisnęła mocno wargi. Znał już odpowiedź.

— Wow, nie doceniałem cię Granger - prychnął. Rzucił medalion w jej pierś i patrzył z niedowierzeniem.

— Wszystko ci opowiem, tylko nie krzycz...

— Jak długo?

— Co?

— Jak długo go masz? - zmarszczył brwi i ponownie stał przed nią wyczekująco. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wygląda jak wściekły Czerwony Kapturek, ona zaś musiała przypominać okrutnego wilka, który zjadł całe jego zaufanie do niej.

— Od Wrzeszczącej Chaty...

— O Salazarze... - zaśmiał się tak szyderczo, że poczuła ten uśmiech namacalnie na skórze.

Zaczęła wszystko mu opowiadać, o tym jak medalion znalazł się w jej dłoni, jak zaczęła widzieć postać Człowieka z Lodu nie tylko w snach ale i na jawie, jak z nim rozmawia. Opowiedziała mu nawet o Draco, który węszył aby sprawdzić czy ma medalion.

— Najgorsze - jęknęła starając się powstrzymać łzy, bo miała już dość beczenia na dzisiaj. Poza tym wiedziała, że jeszcze bardziej go tym zdenerwuje. — Podałam mu Veritaserum...

— Co zrobiłaś? - Blaise złapał się za głowę i mocno przetarł dłońmi twarz.

Nastała tak przeciągła cisza, że zapragnęła aby w końcu na nią krzyknął, szarpnął niż jeżeli milczał.

Wiedziała, że nie powinna bawić się sama z Malfoy'em i to na jego podwórku. Ale była zdesperowana, na tyle by posunąć się do czegoś tak strasznego.

— Sam nie wiem - powiedział nagle a jego głos brzmiał tak obco i boleśnie. — Może to był błąd, że nikomu nie zgłosiliśmy tej zamiany, że w ogóle trafiliśmy do tego schowka. Ja... wydaje mi się jakbym ciebie w ogóle nie znał, Hermiono.

Poczuła jak oczy zalewają się łzami, ale zagryzła mocno usta i powstrzymała potok łez. Zabolało ją to tak bardzo, że o wiele lepiej mogłaby znieść nieodpowiednie z Eliksirów niż jego zawód w oczach i głosie. Bez słowa zaczęła ubierać się w pierwsze lepsze napotkane ciuchy, złapała za buty i w sunęła ja na stopy.

— Masz rację, może to wszystko było błędem - powiedziała z trudem i ruszyła do wyjścia czując jak rozpacz ściska jej serce najmocniej jak się tylko dało.

Blaise nic już więcej nie powiedział. Nie wyszedł za nią, nie chciał jej teraz widzieć. Opadł na łóżko i zakrył twarz ramieniem głośno wzdychając do pustki.


Szarpało nim wiele emocji ale przede wszystkim Draco był zaskoczony. Z wielu powodów. Nigdy nie przypuszczał, że święta Granger jest zdolna do aktu przemocy, chociaż w głębi duszy wiedział, że kiedyś muszą puścić jej nerwy. I puściły. Szlama zrobiła przedstawienie, w którym on zagrał główną rolę. Splunął krwią do umywalki i spojrzał w swoje niewyraźne odbicie w lustrze.

Z drugiej strony był zaskoczony samym sobą i to jak eliksir wstrętnie uświadomił mu co czuje. Owszem, wiedział, że nie jest mu obojętna, ale za cholerę nie spodziewał się, że ją pragnie w ten sposób. Myślał, że chodzi mu głównie o formę cielesną, ale fakt że mógłby wiązać z nią jakąkolwiek przyszłość podbiegało pod absurd. Po pierwsze, jeżeli znowu coś odwali Blaise mu nie wybaczy, po drugie Granger nigdy by go nie zechciała. Niestety, musiał to powiedzieć sobie w twarz, bo za co mogłaby go chcieć? Nazywa ją szlamą i to lubił. Kochał wolność i kobiety więc do wierność też było mu raczej daleko.

Kłamstwa wychodziły mu tak dobrze, że umiał oszukiwać samego siebie. Może to prawda, pragnie ją ale już nie koniecznie chce z nią być. Sam nie rozumiał co to znaczy, ale wiedział jedno, denerwowało go to. Nie chciał nic do niej czuć, nic z wyjątkiem nienawiści, którą darzyli siebie od zarania dziejów.

A jej dzisiejszy czyn utwierdził go tylko w tym, że nienawiści lepiej im wychodziła niż inne uczucia.

Doprowadził się do ładu, czując nadal lekkie zawroty w głowie. Uderzył mocno nogą w biurko a książki podskoczyły w powietrzu upadając na ziemię.

Granger musi mieć medalion, czuł to od jakiegoś czasu ale to w jaki sposób na niego patrzyła...to nie była ona. Widziała, że go rani, że krwawi a jednak kontynuowała zabawę w „podręcz Malfoy'a".

Draco już więcej nie miał zamiaru zadręczać się swoimi uczuciami, miał je w dupie. Są bo są, ale przecież może udawać, że wcale ich nie ma. Co nie? Robił tak od zawsze, co teraz ma mu przeszkodzić?

A no, ona, bo o nich wie.

Wie i pewnie chodzi teraz dumnie nastroszona i usatysfakcjonowana, że ktoś tak idealny jak Draco Malfoy chce pieprzyć zwykłą impertynencką kujonicę, która nie ma ani poczucia humoru, ani stylu.

No, chociaż musiał przyznać, że jak Blaise opętał jej ciało nosiła się całkiem nieźle. Właśnie tego mógł się spodziewać po swoim przyjacielu, on miał wyczucie stylu, ona już nie za bardzo.

To znaczy, nie wyglądała źle jak już rozmyślać o stylistyce ubrań Granger. Draco znał się na modzie, kobieta powinna wyglądać seksownie i elegancko. Ona wyglądało nudno. Nosiła zazwyczaj wąskie jeansy z wysokim stanem i pewnie nie miała pojęcia, że tylko wydłużają jej nogi, które tak zachłannie chciała chować. Zazwyczaj miała na sobie ciepłe kolory, przyjemne swetry i podkoszulki bez dekoltu. No właśnie, bez dekoltu. Ta Granger, gdyby go tak nie wkurzała, gdyby go tak nie terroryzowała tym swoim charakterem, który postanowiła jeszcze bardziej upodlić, to mógłby jej pokazać jak się powinna nosić.

Ale hola, hola. Nic z tego. Za dużo dzieliło ich kolców, które lubili sobie dokładać aby kiedykolwiek mogło dojść do podobnej interakcji.

Uczucia, no dobra, przynajmniej dowiedział się o sobie czegoś nowego dzięki tej napuszonej cwaniarze.

Najlepszym rozwiązaniem byłby kompromis, jeśli Granger tak bardzo nie chce aby ją pragną, to w łatwy sposób może to załatwić. Niech mu się należycie odda, a on w końcu sobie odpuści bo tak zazwyczaj robił. Pobawił się chwilę drogą zabawką i rzucał w kąt pokoju. Chociaż porównywać Granger do drogiej zabawki to zwykła głupota, gdyż te pierwsze miały o wiele większą wartość niż to co chowała między udami.

Chociaż... może właśnie znowu się okłamuje. Eliksir jeszcze działa?

Kwestia Blaise'a, który zgłupiał myśląc, że od tak będzie szczęśliwy z Granger. Ślizgoną nic nie przychodziło łatwo a na pewno nie miłość.


Znowu nie miała gdzie iść. Do Blaise'a wrócić nie mogła zaś dormitorium dziewczyn nie wchodziło w grę. Nie ma co, brawo Hermiono w jednej chwili sprawiłaś, że cały świat cię znienawidził, o ile można określić całym światem Blaise'a a co gorsza Malfoy'a. Głupi Malfoy, gdyby tylko nie udawał takiego zamkniętego w sobie dupka, który ma wywalone na wszystko a w rzeczywistości ma w sobie małego chłopca zaszczutego przez ojca. Jego wewnętrzne dziecko potrzebuje opieki, ale ona nie sprawdziła się zbyt dobrze w roli niani.

Nie dziwiła ją też zbytnio reakcja Blaise'a, no tak jakby o mały włos nie zabiła jego najlepszego kumpla. Miał prawo być troszkę...zły.

Najpierw ruszyła na zewnątrz, stanęła w deszczu i błagała aby doszło do zamiany. Zamknęła powieki odprawiając w głowie modły do wszystkich bożków tego świata. Nic z tego. Wychodzi na, to że deszcz działa tylko raz dziennie.

Siedziała więc w łazience i ryczała. Nie ma co, znowu płacze jak ostatnia beksa. Patrzyła w medalion i cały czas zadawała sobie pytanie : Czy było warto?

Zraniła Draco ( chociaż nie oszukujmy się, on ją też kilka razy nieźle skrzywdził), zawiodła Blaise'a ( pierwszy dzień jako jego dziewczyna i już spaprała cały związek), oszukiwała Ron'a i Harry'ego ( wieloletnia przyjaźń może iść popełnić samobójstwo).

Jak sobie poślesz tak się wyśpisz.

Czyli wracamy do punktu wyjścia. Hermionę Granger nikt nie lubi i wciąż jest dziewicą bez planów na zmiany w tej kwestii.

Nagle dobiegły ją głosy, zastygła w bezruchu w kabinie, w której się chowała od kilku dobrych minut i zaczęła ich nasłuchiwać.

— To prawda? - dosłyszała dziewczęcy głos jednak nie potrafiła go rozpoznać.

— Podobno, widziano jak wychodził z jej dormitorium nad ranem! Wiedziałam, że nie jest taka święta jaką udaje. Chodzi z uniesionym nosem a okazała się byś szmatą, która sypia ze Ślizgonami. - zaśmiała się druga dziewczyna.

Hermiona zacisnęła mocno dłonie w piąstki. O no bo czemu jej jeszcze nie utrzeć dodatkowo nosa? Nie ma to jak być światkiem tak okrutnych plotek o samej sobie.

— Nie dość, że uczepiła się Harry'ego to jeszcze puszcza się z najlepszymi chłopakami. Słyszałam, że się nią wymieniają. Raz Blaise, raz Malfoy. Żenada.

— No nie wiem, Malfoy jej nienawidzi...

— Mówię tylko co wiem. Granger to żadna cnotka a mała zdzira. Wiedziałam od razu.

— Wiesz, ja się jej nie dziwię, obaj to ciacha.

— Tylko czemu udaję taka świętą dziewicę, a w rzeczywistości robi zupełnie co innego?

Głosy oddaliły się a Hermiona poczuła, że słabnie, opadła przy sedesie i zwyczajnie zaczęła wymiotować. Czy tak jest? Czy tak to wszystko wygląda? Puszcza się? Zadziera nosa? Przecież ona nawet z nikim nie gada z tej szkoły. Nikogo na dobrą sprawę nie zna bardziej niż tylko przelotne cześć i wzmianka o pogodzie

Łzy zakrywały jej ostrość powoli uniosła się z kolan i podeszła do umywalki obmywają twarz zimną wodą. Spojrzała w lustro. Poczuła do własnej osoby wstręt. Ponownie obmyła twarz wodą a wtedy w lustrze zobaczyła drugie odbicie. Oczy węża spoglądały na nią z lekką rezerwą.

— Jak to się stało, że jesteś nim? To zmienia postać rzeczy. - Zapytał. Odwróciła głowę ale nie spodziewała się, że go zobaczy. A jednak, stał przed nią w czarnej szacie kontrastującą z bielą jego skóry i włosów. Robił wrażenie, jak zawsze.

— Nie chcę tego - uniosła medalion przed jego twarzą. — Weź to.

— Nie mogę... nie możesz się teraz załamywać jakimiś plotkami.

— Jakimiś plotkami? - podniosła głos. — Mają mnie za puszczalską a ja nigdy... - nie dokończyła. Zacisnęła mocno zęby i ponownie potrząsnęła medalionem.

— To tylko zwykłe nic nie znaczące istoty przejawiające zazdrość, która występuje głównie u kobiet.

Parsknęła na jego słowa. Schowała medalion do kieszeni i usiadła na boku wielkiej, okrągłej wanny.

— Co teraz? - zaśmiała się niemal jak szaleniec. — Znajomość z tobą pozbawiała mnie wszystkich osób na, których mi zależało.

— Sama do tego doprowadziłaś, Hermiono. - nie były to słowa, których pragnęła usłyszeć. — I czy naprawdę zależało ci na tych chłopakach?

— Zależy mi na tym abyś zostawił mnie w spokoju raz na zawsze.

Uniósł dłoń, delikatnie położył ją na ramieniu i mogła przysiąc, że był to prawdziwy dotyk a nie jedna z jego iluzji. Razem z dotykiem poczuła falę ogarniającego spokoju, jakby ulżył jej zabierając połowę bólu, który odczuwała. Przymknęła powieki pozwalając sobie na chwilę wytchnienia. Może za bardzo wszystkim się przejmuje. Przecież ona też sporo wycierpiała przez nich, czemu tak bardzo katuje samą siebie?

— Musisz dostać się do Malfoy Manor - powiedział bez ogródek. — Znajdź mnie Hermiono.

Otworzyła oczy ale już nikogo nie było. Wypuściła głośno powietrze zastanawiając się gdzie ma spędzić nadchodzącą noc bo opcja z Jęczącą Martą niezbyt jej się uśmiechała.


Harry zebrał się w końcu na odwagę i ruszył do lochów. Musiał naprawić swój błąd z piątkowej imprezy. Zanim jednak zapukał do drzwi Pansy postanowił porozmawiać z Blaise'm. Zakumplowali się i musiał przyznać, że chłopak miał niezłe rady co do postępowania z kobietami. Traktował go trochę jak senseia od spraw sercowych. To co zobaczył po otworzeniu drzwi dormitorium zatkało go na dobre kilka minut.

— Hermi?

Wystarczyło jednak jedno spojrzenie aby wiedział, że ma do czynienia ze Ślizgonem. Blaise leżał płasko na łóżku, w którym niemal się topił. Czerwona bluza zakrywała większość ciała odznaczając się krwisto na białej tkaninie pościeli.

— Może byłem za ostry? - mówił sam do siebie nie zwracając uwagę na Harry'ego. — Tak, byłem za ostry. Ale zmusiła mnie do tego...

Harry przysiadł na łóżku i pochylił się nad swoim towarzyszem. Twarz niegdyś należąca do Hermiony wyglądała trupio. Pod powiekami ciążyły fioletowo siwe worki, uwydatniając jej krągłe oczy. Zląkł się, bo taki widok widział tylko raz w swoim życiu, kiedy Hermiona miała depresję po tym jak zmarł Michael Jackson. Snuła się w tedy po kotach śpiewając „ Dirty Diane" i zaklinała się, że nauczy się tańczyć Moonwalk.

— Wszystko w porządku?

Blaise zerwał się o mały włos nie zderzając się czołem z Gryfonem. Przysiadł na czworakach opierając pośladki o pięty.

— Powinienem jej poszukać? – wydukał z obłędem w oczach. — Jak mogłem tak powiedzieć... Czemu ona jest taka lekkomyślna?

— Blaise - Harry złapał go za ramiona i lekko nimi potrząsnął. Widocznie jego mistrz od spraw sercowych przeżywał załamanie nerwowe. — Co się stało?

— Potter - spojrzał na niego mętnym wzrokiem jakby dopiero teraz zauważył jego obecność. — Była u ciebie Granger?

Harry spojrzał na twarz schowaną w wielkim kapturze. Po bokach wiły się niesforne loczki. Musiał stwierdzić że mimo wszystko wyglądał uroczo w tym kolorze, chociaż wiedział, że za tym delikatnym ciałem krył się prawdziwy drapieżnik w postaci Ślizgona.

— Pokłóciliście się?

— Nie... tak... raczej... - chciał powiedzieć co się stało, ale to Hermiona powinna wytłumaczyć swoim przyjaciołom co przed nimi ukrywała, nie on — Nieważne, co cię do mnie sprowadza?

Odzyskał na chwilę zmysły.

— Pansy - Harry przełknął ślinę odwracając wzrok. — Nie wiesz czy bardzo się na mnie gniewa?

Blaise wstał z łóżka i zaczął paradować po pokoju wyglądając nieco komicznie, w obcisłych bokserkach nasuniętych aż po sam pępek i długiej bluzie ze sterczącym kapturem na głowie.

— Nie jest, zapodaj jej jakimś słodkim przepraszam i zaraz rzuci ci się w ramiona.

— Serio? – upewniał się z niedowierzaniem.

— Serio, Pansy wini za wszystko Malfoy'a, nie was. - Mówiąc was wiedział, że ma na myśli także Rona, który od zeszłego wieczora leży w łóżku i patrzy tępym wzrokiem w ścianę mamrocąc coś niezrozumiałego pod nosem.

— Czemu znów jesteście... no wiesz.. - ruszył głową przed siebie.

— Nie wiem, Granger wyszła na deszcz. – Zaczął coś mruczeć pod nosem na dziewczynę, raz z czułością raz z jawną złością

— Specjalnie?

— Nie wydaje mi się - westchnął. - Trochę...trochę się posprzeczaliśmy, jakby przyszła do ciebie...

— Zajmę się nią - uśmiechnął się Harry i jeszcze chwile upewnił się czy może zostawić Blaise w takim stanie. Trochę się obawiał, bo naprawdę nie przypominał siebie, chociaż w gruncie rzeczy nim nie był. Nie w całości.

— Na pewno wszystko gra?

— Nie, ale ty zajmij się Parkinson. Za dużo tu kobiet, które chodzą wściekłe jak osy.

Skierował się do wyjścia wciąż z lekką obawą obserwując dziwnie zachowującego się Ślizgona.

— A... możesz pochwalić jej włosy, była wczoraj u fryzjera - dodał Blaise lekko przyćmionym głosem.

— Dzięki Zabini - Harry nacisnął za klamkę od drzwi ale zanim wyszedł odwrócił jeszcze głowę w stronę Blaise'a. —Hermiona jest trochę porywcza... wydaje jej się, że jest wszystko samo udźwignąć...

— Wiem - westchnął życząc powodzenia Harry'emu w drodze do serca Pansy.


Harry zapukał ostrożnie do drzwi dziewczyny i wszedł kiedy usłyszał ciche pozwolenie na wejście. Dopiero teraz dostrzegł jak dormitorium Pansy jest dziewczęce. Na stoliczku miała położony bukiet kwiatów, magicznych zapewne bo o tej porze roku ciężko było spotkać bezy. Na ścianach powieszone były różne, duże plakaty z ilustracjami, nad wyraz artystycznymi i przyjemnymi dla oka. Jeden spodobał mu się szczególnie, przedstawiał balerinę robiącą piruet.

Najbardziej jednak rzucało się w oczy łóżko z białym baldachimem tak duże, że spokojnie mogłoby pomieścić pięć osób.

Pansy siedziała przy biurku i namiętnie coś pisała do chwili aż dostrzegła kim jest jej gość.

— Pomyliłeś dormitoria. Pokój Draco znajduje się trochę dalej. - wróciła do pisania.

— Pansy - wyczuł jej gniewny ton. Podszedł bliżej obserwując tył jej głowy. Czarne proste włosy odbijały płomyk świecy. Przycięła je.

— Jestem zajęta.

— Pansy, proszę, wiem że zawaliłem, ale chcę tylko żebyś mnie wysłuchała. – Sam dziwił się swojej odwadze, ale znał własne uczucia co do dziewczyny i nie miał zamiaru z niej zrezygnować tylko przez wstyd i jakąś głupią wpadkę z imprezy.

Pansy westchnęła z lekkim poirytowaniem i stanęła na przeciw chłopaka. Jego skruszona mina już w połowie ją rozczuliła ale postanowiła grać twardą.

— Dobra, masz pięć minut. – Założyła dłonie na piersi i wyczekiwała.

— To co zdarzyło się na imprezie, nie powinno mieć miejsca – zaczął wpatrując się w nią bardzo intensywnym spojrzeniem. — Tak naprawdę przyszedłem tylko dlatego, bo chciałem spędzić z tobą czas...

Pansy prychnęła ale nie odwróciła wzroku, mimo że poczuła się trochę przytłoczona tym spojrzeniem. Było zupełnie inne, nie to które widziała wcześniej. Harry nie przypominał chłopca ale mężczyznę.

— Nie powinienem tyle pić — podszedł bliżej, wyprostował jej ramiona i złapał delikatnie za dłonie. — Zależy mi na tobie, bardzo cię lubię, twój humor i uśmiech... Wybaczysz mi?

— I nie będziesz już wskakiwał do łóżka Draco – lekko się zaśmiała. Harry także uśmiechnął się w odpowiedzi, podszedł do niej bliżej i uniósł jej podbródek. Pierwszy raz widział ją tak zawstydzoną. Odsunął jej włosy za ucho i pocałował. Tak czule jak tylko umiał, wchłonął jej słodki zapach skóry, snuł po pełnych ustach słysząc jej cichy jęk aprobaty.

— Obiecuję, że do jedynego łóżko jakiego mogę wskoczyć jest twoje.

Pansy zaśmiała się, przymknęła powieki i szepnęła .

— Jeszcze raz, pocałuje mnie jeszcze raz.

Harry pewniej przysunął do siebie dziewczynę, oplótł ją ramionami i wbił w nią tęskne usta.

— Jeszcze raz – szepnęła a Harry całował ją już tak za każdym razem nie pozwalając aby go więcej o to prosiła.

— Nowa fryzura – wykorzystał patent Blaise'a.

— Podoba ci się? – nie ukrywała zaskoczenia, bo przyzwyczajona była, że faceci nie zwracając na coś takiego uwagi.

— W każdej ci ślicznie – pocałował ją ponownie gładząc po plecach.

Pansy była dziewczyną, która wie czego chce. Chciała Harry'ego. Wplotła dłonie w jego rozczochrane włosy i przesunęli się w stronę łóżka. Popchnęła go na materac i usiadła na nim okrakiem uśmiechając się wrednie i łobuzerko.

— Zobaczmy jaką błyskawice chowa w spodniach Harry Potter.


Harry Potter miał nie wrócić tej nocy do swojego dormitorium, ale Hermiona wraz z Ronem jeszcze o tym nie wiedzieli.

Udała się do Wieży Gryfindoru. Była już niemal noc i miała szczerą nadzieję, że nikogo po drodze nie spotka. Oczywiście spotkała.

Kiedy jednak weszła do Saloniku zauważyła Selenę siedzącą na kanapie i zaczytującą się w książkę " Duma i uprzedzenie". Miała gust to trzeba było jej przyznać. Blond włosy zaczesane miała w luźną kitkę i mimo tego nieładu wyglądała jeszcze bardziej ślicznie niż na wybiegu.

— Blaise? - odłożyła powieść wstając i spoglądając na nią błękitnymi oczami. Przez chwilę Hermiona miała ochotę powiedzieć jej kim tak naprawdę jest ale coś ja przed tym powstrzymało.

— Seleno...

— Przyszedłeś do Hermiony?

— Nie...nie ja chciałem... - nie wiedziała co ma powiedzieć, ale nagle poczuła dziwne ukłucie bólu widząc to w jaki sposób Selena wciąż patrzyła na Blaise'a. Ona coś do niego czuła, mimo że już kilka razy utwierdzała Hermionę w przekonaniu, że to stare uczucie zniknęło to teraz była pewne, że nadal tli się ono całkiem wyraźnie.

— Przepraszam za to co ci wcześniej powiedziałam - delikatnie przejechała dłonią po jej ramieniu. — Masz rację, to twoje życie, nie będę się do niego mieszać jeśli tego nie chcesz...

Hermiona przełknęła ślinę i posłała jej delikatny uśmiech. Mimo wszystko Selena wydawała się być w porządku. Nie miała pojęcia o czym Blaise musiał wcześniej z nią rozmawiać, ale to była ich sprawa.

Zresztą jakie ona miała prawo wypowiadać się za niego?

— Muszę... Mam coś do załatwienia - wskazała palcem schody i bez słowa ruszyła w stronę dormitorium Rona i Harry'ego.

Kiedy otworzyła drzwi zastała rudowłosego, który czytał jeden z komiksów Spiermana. Usiadła bez słowa na łóżku Harry'ego i oparła na nim głowę.

— Co chcesz? - Ron wysunął głowę znad komiksu i spojrzał zdawkowo na Hermionę. Nie wyglądał nawet na zdziwionego jej obecnością.

— Ron. – zaczęła miękkim głosem bo wiedziała, że to będzie ciężka rozmowa. — Muszę tu dzisiaj zostać.

— Pha, jak chcesz się ze mnie nabijać...

— To ja, Hermiona - westchnęła czekając na jego rekcję. Ale Ron zdawał się zupełnie zbagatelizować to wyzwanie i ciągnął dalej swoje oskarżenia.

— Słuchaj no ty dupku...

— Ron, to naprawdę ja, Hermiona.

— Ah, tak zapomniałem, że Hermiona wygląda jak przerośnięty drwal z tłuczkiem zamiast głowy...

— Ron, to naprawdę jestem ja, w szafce trzymasz swoje ulubione karmelki, w zeszłym roku kupiłam ci na urodziny serię figurek z Marvela.

— No i? – prychnął nadal nie wierząc w żadne jej słowo. — Równie dobrze mogłeś to usłyszeć od Hermi.

Nie miała siłę na kłótnie i sprzeczki, ale musiała to załatwić. Za długo czekała z wyznaniem mu prawdy.

— Jestem Hermioną, tylko w ciele Blaise'a.

— Czekaj - odłożył komiks i przysiadł na łóżku. — Ja też nie jestem Ronem. Tak naprawdę to ja, Flitch, tylko udaje Weasley'a żeby podglądać chłopców jak śpią...a Harry to moja kotka.

— Ron.. jak mam cię przekonać? – wstała z łóżka Harry'ego i przysiadła obok niego. Skomentował to wzrokiem pełnym oburzenia. — Pamiętasz ten dzień kiedy zniknęłam z Blaise'm? Wtedy co uprowadziliście Malfoy'a? - kiedy wspomniała to nazwisko Ron mocno wykrzywił usta.

— Pamiętam... Co to ma...

— Wtedy nie było żadnego szlabanu. – Przerwała mu. — Wpadłam z Zabini'm do schowka, i na drugi dzień zaczęliśmy się zmieniać ciałami... co jakiś czas to wraca.

— Wiesz, że to nie ma żadnego sensu? – odezwał się po chwili i chciał wrócić do czytania komiksu.

— Ale to prawda. – zaprzeczyła.

Nastała cisza, Ron prawdopodobnie trawił wszystko co powiedziała. Spojrzał na nią spod mocno przymrużonych powiek i powiedział podejrzliwie.

— Co Molly przygotowała dwa lata temu na urodziny Freda? A) Pierożki z nadzieniem fasolowym, B) Kurczaka toffi czy C)

— Pudding z tańczącymi cukierkami. – Dokończyła za niego.

Quiz Rona trwał około godziny, i dopiero jak powiedziała mu o tym co zaszło między nim a kuzynką Fleur uwierzył jej na słowo.

— O boże to naprawdę ty! – krzyknął podskakują na materacu.

— Krzycz, wyzywaj mnie czy co tam jeszcze Ron, chyba od dzisiaj moja dusza przepadła, wyzbyłam się uczuć. Jestem martwa w środku.

Ron nie bardzo rozumiał co miała na myśli ale to go nie interesowało, bardziej ciekawił go sam fakt, że dziewczyna naprawdę posiadała męskie ciało.

— Czekaj, to znaczy że ty... jak idziesz do łazienki albo bierzesz prysznic...

— Tak... niestety – pokiwała głową domyślając się do czego dąży.

— Ja pierdziele, to musi być okropne.

— Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić nawet do ... męskich narządów. - Urwała zostawiając to słowo w próżni.

— Czekaj, czekaj, to znaczy, że jak ty jesteś nim to on... widział ... twoje... - Hermiona poczerwieniała słysząc jego słowa. — Zabiję drania.

— To bezsensu, nie jest to niczyja wina, że tak skończyliśmy.

— I przez ten cały czas musiałaś siedzieć w Slytherinie, z tymi wariatami.

— Wiem, to głupota, niepotrzebnie się na to zgodziłam, z perspektywy czasu widzę jak lekkomyślnie to wszystko wygląda.

Rozmawiali jeszcze przez dobre dwie godziny, aż w końcu Ron zamiast swojej złości okazywał jej wręcz współczucie. Opowiedziała o medalionie i trochę żałowała, że nie ma obok Harry'ego. Zdecydowali, że jutro wszystko przedyskutują. Ron poprosił ją jednak by trzymała się z dala od jego łóżka, ponieważ ostatnia akcja z Malfoy'em zostawiła mu potężny uraz na psychice. Położyła się więc na łóżku Harry'ego zastanawiając się gdzie jej czterooki przyjaciel się pałęta.