25 marca 2009
Z pokoju wyszliśmy dopiero na niedzielne śniadanie i to tylko dlatego, że po nocnych „wysiłkach" byliśmy głodni jak wilki… W przeciwnym wypadku, zostalibyśmy w łóżku do samego południa, a może jeszcze dłużej, odsypiając zarwaną noc i ciężkie popołudnie.
– Nie przypuszczałem, że kiedyś to powiem, ale mam dość! Czuję każdy najmniejszy mięsień.- jęczał Draco, niespiesznie gramoląc się z łóżka.
– Czyli mam rozumieć, że jesteś zadowolony z nagrody?- zaśmiałam się, również rozcierając obolały brzuch, w mięśniach którego pojawiły się zakwasy.
– No.. jak nie, jak tak.- powiedział z uśmiechem, podchodząc mnie od tyłu i całując w policzek.- Jesteś najcudowniejszą nagrodą, jaką mogłem sobie wymarzyć. Chyba nikt, nigdy nie dostał od losu nic lepszego.- zapewniał, tuląc mnie do siebie. Oparłam swoją głowę o jego ramię, ukrywając przed nim mój uśmiech.. Biedny Draco, nie miał zielonego pojęcia, że kiedy ja wręczałam mu jego nagrodę, w tym samym czasie jego najlepszy przyjaciel odbierał swoją, od jego siostry…- Z czego się śmiejesz?- zapytał odsuwając się lekko. „UPS!" pomyślałam.
– Nie śmieję się.- sprostowałam, udając niewiniątko.- Uśmiecham się. Kto by pomyślał, że kiedyś usłyszę takie słowa i to z twoich ust…
– Taaa.- westchnął, chyba usatysfakcjonowany moją odpowiedzią.- To co, idziemy na to śniadanie, czy bawimy się dalej?- zaśmiał się z dzikim błyskiem w oku, podnosząc sugestywnie brwi.
– A kto przed chwilą powiedział, że ma dość?- zapytałam.
– Nie musisz tak zawsze barć wszystkich moich słów na poważnie..- powiedział zmysłowo, całując mnie w szyję.
– Te akurat wzięłam.- odpowiedziałam odsuwając się od niego.- A poza tym jestem głodna. Przegapiliśmy wczoraj obiad i kolację. Gdybym miała czekać do popołudnia, to chyba bym umarła..- w tym samym momencie donośnie zaburczało mi w brzuchu, co wywołało jego śmiech. Nie na długo jednak, bo już po chwili, jego żołądek wydał ten sam dźwięk…
– Okey, to może jednak chodźmy na to śniadanie.- odpowiedział.
Po szybkim prysznicu i doprowadzeniu się do stanu jako, takiej używalności, trzymając się za ręce ruszyliśmy do wyjścia. Kiedy zjawiliśmy się w pokoju wspólnym, od strony męskiego dormitorium podeszli do nas dziwnie zmarnowani Diabeł i Jasmine.. A więc im również nocka się udała… Na nasz widok krzywiąca się Jas, przybrała wesoły wyraz twarzy.
– Jak leci gołąbeczki?- zaśmiała się.- Nie było was na imprezie..- zaczęła, puszczając do mnie oczko.
– Nie mieliśmy ochoty na zabawy.- odpowiedział Draco.
– Taaaa, jasne.- zaśmiała się blondynka.- W każdym razie, Parkinson stoi na skraju załamania. Główny bohater jej imprezy nie zaszczycił jej swoją obecnością na party..- powiedziała udając zatroskanie, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
– Diabełku, a ty co taki milczący dzisiaj?- zagadnęłam niewinnie.
– Ehhh jakoś krzywo spałem i mnie pokręciło. Normalnie wszystko mnie boli.- jęknął, a uśmiechnęłam się do niego sugestywnie..
– Nooo tak.. i pewnie się nie wyspałeś, co?
– Nie za bardzo.- przyznał spoglądając na Jasmine.- Ale mniejsza o mnie. Chodźmy na śniadaniem, bo umrę z głodu.- zaproponował, a my ochoczo się zgodziliśmy.
– Coś mi tu śmierdzi…- powiedział Draco, obserwując kroczących przed nami Jas i Zabiniego.
– W jakim sensie?- zapytałam.
– Oni są w zbyt dobrych humorach…- zastanawiał się, aż nagle przystanął, zapewne wpadając na pewien pomysł..- Ejj Zab!- krzyknął, a kiedy brunet zerknął w jego stronę, półprzytomnym wzrokiem, Draco zapytał bez ogródek..- Jaki kształt mają pieprzyki na pośladku Jas?
– Kociej łapy, a co?- zapytał, jednak już po chwili zdał sobie sprawę, że popełnił ogromny błąd..- Mówiła mi!- dodał szybko.
– Aaaa i jak rozumiem od tego „mówienia" jesteś taki zmarnowany, tak?- zapytał blondyn.
– Draco to nie tak…- Diabeł już chciał się tłumaczyć, jednak Draco wchodząc mu w słowo, zwrócił się do siostry.
– Na twoim miejscu bym się obraził. Wypiera się ciebie… noooo chyba, że jesteś aż tak kiepska w te klocki.- zaśmiał się. A widząc ich wyczekujące jego wybuchu miny, roześmiał się na dobre.- Nooo ludzie dajcie spokój, wyście się mnie bali? Hahaha schlebia mi to! Ale na Merlina, dorośli jesteśmy, a sex jest w końcu dla ludzi…- wszyscy spojrzeliśmy na niego zaskoczeni. I po co były te całe intrygi i tajemnice…
– Stary, a ja myślałem, że ty mi głowę urwiesz, jak się dowiesz.- przyznał Diabeł.
– Głowy ci nie urwę, ale co innego, za czym zapewne bardziej zatęsknisz bracie, jeśli tylko dowiem się, że ją skrzywdziłeś.- zagroził mu.
– Nie bój żaby chłopie. W całej tej szkole nie ma lepszej od twojej siostry.- przyznał, przyciągając do siebie Jasmine.
– Ehh, coś o tym wiem.- odpowiedział Draco, przytulając mnie mocniej i całując w czubek głowy.
– Patrz i kto by pomyślał, że najwięksi playboye jakich widziała ta szkoła, dają się tak omotać..- zaśmiał się Diabeł, kiedy znowu podjęliśmy przerwaną wędrówkę do Wielkiej Sali, skąd dochodził już gwar głosów, głodnych uczniów, czekających na posiłek. Kiedy weszliśmy, od strony gryfonów doszły do nas gniewne pomruki. Co się dziwić.. W końcu nie lubili przegrywać.. Nic jednak nie robiąc sobie z morderczych spojrzeń wysyłanych przez Pottera i Weasleya, ruszyliśmy w kierunku naszych miejsc. Ledwie usiedliśmy, a na stole pojawiło się jedzenie, na które rzuciliśmy się niczym wygłodniałe hipogryfy. Przez chwilę nikt z nas się nie odzywał, delektując się smakiem posiłku i uczuciem sytości. Pod koniec posiłku jak zwykle przez umieszczone pod zaczarowanym sklepieniem okna, do Wielkiej Sali wleciały sowy z poranną pocztą. Zdziwiłam się nieco widząc ogromnego, brązowego ptaka lądującego przede mną..
– Spodziewałaś się jakiegoś listu?- zapytał zdziwiony Draco.
– Nie.- odparłam, zgodnie z resztą z prawdą, ciekawie przyglądając się ptakowi. Pierwszy raz w życiu widziałam tą sowę.. Nie zastanawiając się dłużej, wyciągnęłam w jej kierunku rękę, na którą natychmiast położyła trzymany do tej pory w dziobie list. Po czym odfrunęła z gracją. Przez chwile wszyscy spoglądaliśmy na oddalającego się ptaka. Szybko jednak przypomniałam sobie o liście. Zwróciłam swój wzrok na literki układające się w moje imię i nazwisko i niemal krzyknęłam z radości.. Jakże dobrze znałam to pismo..
– Alice..- szepnęłam.- Moja kochana Alice…
– Co za Alice?- dopytywał Draco, jednak nie zwracałam już na niego uwagi. Drżącymi dłońmi rozerwałam kopertę, z której wypadł zapisany drobnymi literkami, które mogły wyjść jedynie spod drobnej dłoni Alice. Uśmiechnęłam się szeroko spoglądając na kartkę.
Oderwałam się od rzeczywistości. Na krótką chwilę przestałam zwracać uwagę na otaczający mnie świat.. Nie widziałam już moich przyjaciół, ani Dracona. Nie widziałam wdzięczącej się do niego Pansy, która za wszelką cenę chciała wiedzieć, dlaczego nie było go wczoraj na imprezie.. Liczyła się tylko ta jedna kartka, którą trzymałam w dłoni…
" Kochana czarownico!
Jakże dobrze jest wiedzieć, że żyjesz i wszystko z tobą w porządku! Nawet nie wiesz jak ucieszyliśmy słysząc, że Emm i Jas spotkali cię, tam w Hogwarcie, całą, zdrową i najwyraźniej szczęśliwą… A tak nawiasem mówiąc to, co to za blondyn, o którym wspominał Emmett?
Nooo i poza tym, kochana co to za akcja z tą zmianą tożsamości. Normalnie pękam z ciekawości, żeby dowiedzieć się czegoś więcej.. głównie oczywiście o blondynie:P
U nas też wiele zmian.. ale chłopcy pewnie opowiedzieli ci już o Belli i Nessie, co?
Nasza mała, aż się pali, żeby cię poznać! No i my też tak strasznie za tobą tęsknimy. Ileż to czasu minęło odkąd siedzieliśmy wieczorami na naszej leśnej polanie.. Stado wampirów, czarownica i ludzka nastolatka… Ileż rzeczy się od tego czasu zmieniło.. Ale mam nadzieję, że ciągle niezmienny pozostaje fakt naszej przyjaźni, co?
Nooo ale ja w zasadzie piszę w innej sprawie.. Booo właściwie ganiałam za tą przeklętą sową, po wszystkich drzewach w Forks i okolicy, ponieważ Carlisle niemal siłą powstrzymał mnie, przed pojawieniem się w tej twojej szkole.. A wierz mi miałam taki zamiar.. Normalnie aż zazdrościłam chłopakom, że cię spotkali…
A skoro ja nie mogę cię odwiedzić, a ty nie możesz używać w szkole komórki… jak to było… mugolskiej, tak? No to pozostało mi odnalezienie, tego ptaszyska i napisanie listu… a właściwie zaproszenia!
Tak, tak! Zaproszenia, bo skoro nasza jakże wspaniała rodzinka nie może w komplecie stawić się u ciebie, to może ty stawisz się u nas, co? Za pasem są święta, a jak się domyślam będziesz miała wtedy wolne, więc może wpadłabyś do nas? Wszyscy się tu za tobą stęskniliśmy…
Co powiesz na tydzień w Stanach o 28 grudnia, do 5 stycznia?
Okey, to nie było pytanie:P W końcu kto jak kto, ale ja wiem doskonale, co powiesz:P
Czyli widzimy się w grudniu!
Czekam z niecierpliwością!
Alice i wampiry:P
P.S. Tatą się nie martw.. zgodzi się, choć jeszcze o tym nie wie:D"
Odłożyłam list na stół, szeroko się uśmiechając. A więc wracam do Forks, na spotkanie z moimi kochanym Cullenami… Zaraz, zaraz.. którego dziś mamy? Aaaa tak, 25 listopada! Więc to już za miesiąc! Ehhh już? Co ja gadam, dopiero za miesiąc…
– Coś się stało?- zapytał Draco.
– Tak.- odparłam.- Szykują mi się urocze święta! A właściwie po święta.- uściśliłam.
– Czyli?- zapytał razem z Jas i Diabłem
– Jadę do Forks!- wykrzyknęłam radośnie, pokazując mu list.
– Po moim trupie!- wrzasnął Draco, po przeczytaniu wiadomości od Alice.- Nie puszczę cię do domu pełnego wampirów.
– Wybacz, ale ty akurat masz w tej sprawie najmniej do powiedzenia.- odparłam urażona, odbierając mu list.
– Nooo to ciekawe kto ma?- zadrwił.
– Tata. Ale jak już przeczytałeś, nie będzie robił żadnych problemów!- odpowiedziałam pewnie. W końcu na wizjach Al można było polegać..- Ale najlepiej będzie jeśli od razu go zapytam.. Idziesz ze mną?
– Ale gdzie?- zapytał zdezorientowany.
– Jak to? Do taty!
CDN…
