Kto potrzebuje kupidyna?
Dean nie mógł uwierzyć, że ma już 30 lat. Ostatnio wcale nie czuł się na tyle. Podejrzewał, że ma to jakiś związek z Castielem i tym, jaki wpływ miał na niego anioł.
Urodziny przeszły bez echa. Ironicznie, był już za stary na jakieś wielkie imprezy, nie miał też na nie czasu. Nie dostał tego dnia wolnego, ale razem z bratem wypił jedno piwo. Sam kupił mu też ciasto i ustawił na nim jedną świeczkę. Dał mu też prezent, czarną, zamszową kurtkę.
Rodzice i dziadkowie zadzwonili z życzeniami. Ci koledzy z pracy, którzy wiedzieli, również życzyli mu wszystkiego najlepszego. Nawet Castiel wiedział o jego urodzinach, choć Dean nie miał pojęcia skąd. Przypuszczał, że zauważył zachowanie innych.
Życzenia Castiela wywołały reakcję zgoła inną niż w przypadku pozostałych osób. Gdy Charlie czy Kevin złożyli mu życzenia, ucieszył się. Gdy zrobił to anioł, wpadł praktycznie w euforię, a serce zaczęło mu łomotać w piersi i robiło to jeszcze przez dłuższy czas. Dean obawiał się nawet, że dostał palpitacji. Tego dnia jedno spojrzenie od Castiela wystarczyło, by poprawić mu humor. Ale kogo on oszukiwał, od czasu wspólnego pobytu w barze działo się tak praktycznie cały czas. Nie ważne, jak podle się czuł, gdy tylko Castiel poświęcał mu nieco uwagi, od razu znikał zły humor. Dean czuł się, jakby przez cały czas był na prochach. W sumie wiele osób zawsze mówiło, że miłość jest jak narkotyk, ale Dean nigdy nie przypuszczał, że będzie to dotyczyć także niego. Z Lisą nigdy tak nie miał, a kochał ją.
Jakiś czas po urodzinach, Dean zauważył, że Castiel zaczął zachowywać się dziwnie. Zmartwił się, że znowu chodzi o niebo, ale anioł był w zbyt dobrym humorze, by o to chodziło. Nie potrafił wyjaśnić tej zmiany, Castiel po prostu nagle stał bliżej i gapił się częściej. Nie że Deanowi to przeszkadzało, wprost przeciwnie, miło było mieć anioła tak blisko, ale trochę obawiał się powodów tej bliskości. Nie był pewny, czego się spodziewać, w dodatku cały czas czuł się, jakby Castiel czytał mu w myślach – czego mu zabronił już jakiś czas temu. Potrzebował prywatności. W zasadzie zakazał mu czytania w myślach każdemu, kto sobie tego nie życzy, nawet przestępcom. Nawet oni nie zasługiwali, by ktoś grzebał im w mózgach i zabierał ostatnią ostoje wolności, jaką posiada człowiek. Castiel obiecał, że nie będzie tego robił, skoro i tak by przeczytać myśli większości ludzi musiałby ich dotknąć i sprawić im ból, wwiercając się w ich wspomnienia. Proste myśli i emocje wyczytywał bez problemu, ale te głębsze, zwłaszcza wstydliwe? Te już wymagały kontaktu.
Dean razem z Castielem wciąż próbowali znaleźć Benny'ego, ale nie mieli szczęścia. Castiel spędził raz nawet całą dobę w kryjówce, ale Benny się nie zjawił. Minęło już trochę czasu, a on wciąż bał się wrócić. Niewątpliwie zamierzał jednak to zrobić, bo zostawił swój zapas krwi oraz wszystkie rzeczy. Dean często zastanawiał się, gdzie przyjaciel mógł się podziać. Znowu martwił się, czy nie został zabity, ale tym razem przez innego wampira, być może tego, który stoi za morderstwami w Chicago. Ów wampir nadal nie wyściubiał nosa ze swojej kryjówki i przepadł tak samo jak Benny. Od ostatniego ataku nie było żadnych innych ofiar, ale może po prostu lepiej je teraz ukrywał.
Ich sprawa nie szła w dobrym kierunku, w przeciwieństwie do sprawy Sama. Jego dumny braciszek zamknął swoje pierwsze samodzielne śledztwo i puszył się z tego powodu jak dumny paw. Z tej okazji Dean zabrał go do baru na małe świętowanie. Chciał też zabrać Castiela, ale ostatecznie z tego zrezygnował i samotnie wysłuchał opowieści Sama. Jak na jego gust były aż zbyt radosne. Oczywiście było się z czego cieszyć, ale Sam wyglądał, jakby nie cieszył się wyłącznie z zamknięcia śledztwa.
Po tym sukcesie jego apetyty na sprawy tylko się wzmógł i teraz męczył Bobby'ego, kiedy tylko mógł. A Dean wraz z nim. Nie chciał rozczarowywać brata. Poza tym lubił, kiedy był taki radosny.
Luty trwał w najlepsze, robiło się coraz cieplej z każdym dniem i było coraz bliżej wiosny. Dean zawsze lubił tę porę roku, bo nie było ani za zimno ani za ciepło. W dodatku nie musiał się już przejmować tym, że jego maleństwu zamarzną szyby albo silnik odmówi posłuszeństwa.
W pracy był spokój, razem z Castielem zajmowali się pomaganiem innym agentom z ich śledztwami. A przynajmniej on pomagał, bo choć anioł był ekspertem, gdy chodziło o stworzenia paranormalne, to nie zawsze wiedział, co należy zrobić, gdy w grę wchodziło złapanie zwykłego człowieka. Castiel był jednak pomocny, gdy trzeba było przyjrzeć się czemuś z wielką dokładnością. Potrafił wpatrzeć na zdjęciu czy nagraniu nawet najmniejszą nieprawidłowość. Raz nawet odczytał niewielki tatuaż na przedramieniu podejrzanego, nim jeden z techników powiększył obraz w komputerze. Castiel wyjaśnił wtedy, że to wcale nie jest takie proste, jak się wydaje i zwiększenie umiejętności ludzkiego oka też kosztuje go energię. Jak widać wszystko miało swoją cenę. Ludzkie ciało ograniczało Castiela. Dean zastanawiał się, co anioł byłby w stanie zrobić, gdyby nie siedział w ludzkiej powłoce.
Jednego dnia w biurze było wyjątkowo spokojnie. A przynajmniej w ich gabinecie, bo nie zawracał sobie głowy resztą budynku. Jak tylko przyjechał z Samem do pracy, od razu poszedł do siebie, by zobaczyć Castiela. Udzieliło mu się jego obserwowanie ludzi, bo też zaczął się w niego wpatrywać. Robił to jednak z przerwami, by Castiel się nie zorientował.
Byli w pracy już od kilku godzin i nie robili nic produktywnego. Dean nieco poszperał w Internecie i poczytał gazetę. Castiel w tym czasie zajmował się kompletnie niczym, po prostu patrzył przez okno, eksponując tym samym swój profil Deanowi, który z rumieńcem na twarzy przyglądał się jego szczęce pokrytej niewielkim zarostem. Ostatnio często łapał się na tym, że rozmyślał jakie uczucie wywołałyby w nim te włoski, gdyby przejechał po nich palcami. Drżał na samo wyobrażenie tego. Mógłby spróbować zapytać anioła, na pewno by mu pozwolił to sprawdzić, ale nie był pewny, jak sam by się później zachował i czy byłby w stanie dłużej się kontrolować. Został więc w świecie fantazji, który był podniecający i jednocześnie przerażający. Wciąż nie wiedział, co zrobić z tym fantem, jakim było zakochanie się w Castielu. Nie powiedział o tym nikomu, chciał sobie z tym sam poradzić. Tylko jak? To już nie było niewinne ocenianie wyglądu faceta czy niewielkie fantazjowanie na temat gejowskiego seksu. To było poważne i nie do końca był pewny, czy chciał w to dalej brnąć. Tylko jak miał teraz zrezygnować, udawać, że nic się nie stało, gdy widział Castiela niemal każdego dnia? Nawet wtedy, gdy się nie widzieli, tylko o nim był w stanie myśleć. Miał wrażenie, że to wcale nie jest normalne zachowanie osoby zakochanej. Może wcale nie jest zakochany i po prostu źle odbiera platoniczną fascynację aniołem? Ale to nie wyjaśniało tych wszystkich fantazji, które z każdym dniem stawały się coraz bardziej bezpośrednie. I pomyśleć, że zaczęło się od zwykłego fantazjowania o wspólnym jedzeniu śniadania.
Dean odchylił się w krześle i zerknął na zegarek, a następnie na Castiela. Uśmiechnął się, gdy zobaczył z jakim zaangażowaniem anioł ustawia swoje rzeczy na biurku. Od ostatniego razu na blacie pojawiło się kilka nowych rzeczy i Castiel usiłował znaleźć dla nich odpowiednie miejsce. Śnieżna kula od Deana dalej zajmowała jednak honorowe miejsce i wyglądało na to, że długo tak pozostanie.
Dean westchnął znudzony. Obserwowanie Castiela było chwilowo jedynym ciekawym zajęciem. Na szczęście dla niego, Sam wybrał ten moment, by zajrzeć do biura.
- Hej – przywitał się z nimi z uśmiechem. – Dean, ruszaj tyłek, idziemy na lunch.
Tego mu właśnie było potrzeba, wyrwania się z pracy choć na pół godziny. Sam miał doskonałe wyczucie czasu.
- Nie musisz mnie namawiać – powiedział Dean i szybko podszedł do drzwi. Nim jednak wyszedł, odwrócił się w stronę Castiela. – Cas, chcesz iść z nami?
Castiel przerwał szukanie idealnego miejsca dla swojej klepsydry i spojrzał na braci.
- Idźcie sami, ja będę wam tylko przeszkadzał.
Dean chciał już powiedzieć, że wcale nie, ale nie zdążył, bo Sam wyciągnął go na zewnątrz. Trudno, jakoś wytrzyma bez Castiela.
Poszli do swojej ulubionej knajpki i zamówili coś do jedzenia. Dean miał ochotę napić się piwa, ale wiedział, że to musi poczekać co najmniej do wieczora. Całe szczęście następny dzień miał wolny, więc w razie czego mógł zaszaleć.
Gdy czekali na swoje zamówienia, Dean zauważył coś dziwnego. W całej knajpie było jakoś dziwnie czerwono i różowo.
- Sam? – Trącił brata, który sprawdzał coś na tablecie – swojej nowej zabawce.
- Co?
- Czemu tu tak różowo? – zapytał zaniepokojony.
Sam rozejrzał się i spojrzał na Deana z niedowierzaniem.
- Dean, są walentynki – odparł. – Twoje ulubione święto.
- Dzisiaj? – zdziwił się. Nigdy nie zapominał walentynek, coś takie zdarzyło mu się pierwszy raz w życiu. Jak mógł zapomnieć? To był idealny dzień na znalezienie sobie chętnej kobiety, która tak jak on była samotna i chciała się zabawić przez jedną noc. Święto zakochany? Bardziej święto jednonocnych przygód.
- Tak – przytaknął Sam i powrócił do swoich zajęć.
- Nawet nie zauważyłem. Chyba nie czuję w tym roku atmosfery – przyznał. Nigdy by nie pomyślał, że kiedyś to powie, ale taka była prawda. Nie interesowały go w tym roku walentynki. Kompletnie je zignorował, nawet o nich zapomniał. Jak o tym myślał, to wcale nie było to takie dziwne. Śmierć Benny'ego, poznanie Castiela, zmartwychwstanie Benny'ego i zakochanie się w Castielu – to wszystko odciągało jego myśli od taki spraw jak walentynki. Zwłaszcza to ostatnie.
- Więc nie zamierzasz pójść do baru pełnego samotnych kobiet i zacząć pocieszać te, które są pozbawione gustu? – zapytał Sam, obserwując go uważnie.
- Chyba nie. – Dean dopiero po chwili zdał sobie sprawę z obelgi. – Hej!
Sam uśmiechnął się wrednie, a następnie skrzywił z bólu, gdy Dean kopnął go w kostkę.
Kelnerka w końcu przyniosła ich zamówienia. Dean od razu zabrał się za jedzenie, pochłaniając je z zadziwiającą szybkością. Musiał jednak uważać, by nie poplamić sobie koszuli. Marynarka wisiała bezpiecznie na oparciu krzesła, na którym siedział.
- Może zabierzesz gdzieś Castiela? – zaproponował po chwili ciszy Sam.
Dean omal nie udławił się jedzeniem, gdy to usłyszał.
- Co? Nie jestem gejem – powiedział szybko. – Czemu ciągle to sugerujesz?
Nie był urażony tym, że zostało mu to zasugerowane. Nie miał z tym problemu, zwłaszcza że sam ostatnio miał problem z zaprzeczaniem tego. Bardziej przestraszyło go to, że Sam mógł zauważyć jego fascynację Castielem i teraz próbuje sobie z tego zażartować. Albo gorzej, znienawidzi go za to. Nigdy nie zastanawiał się, jak Sam by zareagował, gdyby powiedział mu, że CZASEM pociągają go faceci. Bał się nieakceptacji z jego strony dlatego nigdy mu nie powiedział, tak samo jak rodzicom. Jasne, Sam nie miał nic przeciwko Charlie, ale ona nie była rodziną, nie była jego siostrą. Co jak jego akurat znienawidzi? Zwłaszcza że mężczyzna, który aktualnie mu się podobał, nie był nawet do końca mężczyzną. To było ryzyko, którego Dean nie odważył się nigdy podjąć i nie sądził, by kiedyś zmienił zdanie.
- Nie to miałem na myśli – uspokoił go Sam, ale z jakiegoś powodu uśmiechał się głupkowato. – Chodzi mi o to, że może pokażesz mu trochę ludzkiego życia.
- Już raz zabrałem go do baru, pamiętasz? Zabrałem go nawet do nory grzeszności, jak to on określił.
Dean z trudem powstrzymał uśmiech cisnąc mu się na usta, gdy przypomniał sobie próbą rozdziewiczenia Castiela.
- Gdzie?
- Do burdelu.
- Oh – przypomniał sobie. – Postaraj się tym razem pokazać mu coś normalnego i nie upij się.
- Zapomnij.
Nie zamierzał nigdzie iść z Castielem, zwłaszcza w walentynki. Nie był jeszcze gotowy, by stawić czoła własnym uczuciom. Zresztą, Castiel i tak by ich nie zrozumiał. To anioł, jedyna miłość, jaką zna, to miłość do Boga.
Sam wzruszył ramionami i powrócił do jedzenia.
- Jak chcesz, ja dzisiaj wychodzę.
Zaskoczony Dean wyprostował się w krześle i spojrzał wielkimi oczami na brata.
- Co? Serio?
- Yhym – przytaknął Sam, nawet na niego nie patrząc. Wciąż coś czytał na tablecie.
- Poznałeś kogoś? – zapytał Dean.
- Yhym.
- Sam, rozmawiaj jak człowiek – upomniał go.
- Nigdy tak cię nie ciekawiło moje życie towarzyskie.
- Bo nie miałeś żadnego – zauważył. – No dalej, powiedz coś więcej.
Dean wiedział, że Sam robi to specjalnie. Chciał się pochwalić dziewczyną, jak to tylko możliwe.
- Poznałem ją jakiś czas temu – wyznał. – W czasie sprawy, była świadkiem.
- Ow, to nieciekawie – zauważył Dean. Agenci mieli zakaz spotykania się z zamieszanymi w sprawę. Po czymś takim można się nawet było pożegnać z pracą.
- Tylko flirtowaliśmy. A potem po zakończeniu sprawy wyszliśmy dwa razy na kawę.
Sam uśmiechnął się rozmarzony. Dean uświadomił sobie wtedy, że już widział ten uśmiech kilka razy w ciągu ostatnich dni. Teraz wszystko miało sens. Dziewczyna. Dlatego Sam był w takim dobrym humorze, zamknięte śledztwo to był tylko dodatek do prawdziwego powodu radości.
- Gratulacje, Sammy – pochwalił go Dean. – Najwyższy czas, żebyś sobie kogoś znalazł, to już siedem lat.
- Wiem.
- To jak się nazywa?
- Nie zamierzam ci mówić, bo wiem, że ją sprawdzisz.
- Wcale nie – zaprzeczył. Sam spojrzał na niego kompletnie nieprzekonany. – No dobra, sprawdziłbym, ale co w tym złego?
Chciał mieć tylko pewność, że dziewczyna jego brata nie figuruje w bazie FBI. Choć może powinien też poprosić Castiela o jej sprawdzenie, czy aby nie jest potworem.
- Nie będziesz się mieszał do mojego związku – powiedział stanowczo Sam. – Zresztą już ją sprawdziłem przy okazji sprawy.
- Moja krew! – Dean z uśmiechem poklepał brata po ramieniu. – I tak chciałbym ją poznać.
- Może za jakiś czas.
- Hej, rozumiem. Chcecie pobyć sami.
- Dokładnie.
Dean cieszył się, że Sam sobie kogoś znalazł. Za długo już był samotny, teraz przynajmniej jeden z nich miał towarzystwo na wieczór. On też mógłby mieć, gdyby zaprosił Castiela, tak jak radził mu Sam.
Bracia dokończyli lunch i wrócili do pracy. Dean zauważył, że w biurze też czuć było atmosferę walentynek. Nie było tego dużo, w końcu to agencja rządowa, ale dostrzegł na biurkach kilku osób jakieś ozdóbki. Zdziwił się, że Castiel żadnej nie miał, na pewno miał kilku adoratorów w biurze, którzy mogliby mu podarować jakiegoś małego misia. Co prawda nie wiedziałby, za co go dostał, ale zrobiłby z niego użytek.
Idąc korytarzem do biura, Dean omal nie przewrócił Charlie, której wyraźnie gdzieś się spieszyło. Kobieta zachwiała się, ale złapał ją szybko i postawił do pionu.
- Wybacz – powiedziała, odgarniając włosy z twarzy.
- Gdzie ci się tak spieszy? – zapytał i zerknął na jej ręce. Trzymała kilka teczek z papierami. – Dla szefa?
- Tak. Groził, że mnie oskalpuje jeśli mu tego nie przyniosę. Na szczęście potem mogę iść do domu.
- Prawda, byłaś tu w nocy – przypomniał sobie.
- Ktoś musiał naprawić komputery. Ale teraz będę mogła spędzić wieczór z pewną pięknością.
- Znalazłaś sobie nową dziewczynę? – zapytał z uśmiechem.
- Nawet o tym nie myśl, nie dostaniesz jej.
- Nie miałem zamiaru ci jej zabierać.
- To dobrze. Ale wiesz, powinieneś z kimś dzisiaj wyjść. Dobrze ci to zrobi.
Dean ukradkiem zerknął w stronę biura, gdzie siedział Castiel. To było takie kuszące zaprosić go na wieczór, ale czy odpowiednie?
- Mam za dużo roboty – skłamał. – Ale miłej zabawy z twoją żyletą.
Charlie poszła dalej, a Dean w końcu wszedł do biura, pilnując się, by nie wyglądać na zbyt zdenerwowanego. Castiel od razu by to zauważył i zaczął dociekać, co się stało, a Dean nie chciał mu mówić o swoim problemie.
Castiel na szczęście nawet na niego nie spojrzał, zbyt zajęty czytaniem jakichś dokumentów. Dean usiadł więc przy biurku i zajął się rozważaniem pomysłu Sama. Zajęło mu to cały dzień i gdy w końcu nadeszła pora, by iść do domu, nadal nie był zdecydowany. Nie chciał wyjść, dopóki nie podejmie decyzji, musiał myśleć szybko, zanim Castiel uzna jego brak nieobecności za coś podejrzanego.
Przerażało go to, że anioł może się zorientować, o co tak naprawdę by chodziło w ich wspólnym wyjściu. W końcu co miałby sobie pomyśleć po wejściu do baru pełnego zakochanych par? Że oni też są tu w takim samym celu i po części byłaby to prawda. Dean chciał wyjść z tego powodu, ale jednocześnie zatrzymać to przed Castielem w tajemnicy. Tak jak w przypadku Sama, bał się, że anioł go znienawidzi. Ale przecież faceci mogą wyjść w walentynki do baru i będzie to całkowicie platoniczne spotkanie. Wystarczy, że tak powie Castielowi i anioł mu uwierzy, żaden problem. Prawda?
Weź się w garść, Dean, motywował się w myślach. Jesteś dorosłym facetem, skończyłeś trzydziestkę, nie zachowuj się jak szczeniak.
Motywacja podziałała. Dean niepewnie spojrzał na anioł, który szykował się już do spędzenia nocy w biurze. Będzie musiał swoje plany odłożyć na jutro, bo dzisiaj spędzi noc z nim.
- Hej, Cas, chcesz może gdzieś wyjść za godzinę lub dwie? – spytał, starając się ukryć zdenerwowanie.
- Czy to wyjście takie samo, jak ostatnio?
- Nie, trochę inne – odparł, sam nie wiedząc czemu. Chyba chciał sprawdzić, na ile może sobie pozwolić.
- Czy to randka?
- Nie – zaprzeczył od razu i zaśmiał się nerwowo. – Nie, to nie randka. To po prostu... inne spotkanie.
Castiel przechylił głowę i zmrużył oczy. Dean obawiał się, że anioł wyczuje kłamstwo, ale na szczęście nic takiego się nie stało.
- Z przyjemnością, Dean – odpowiedział. – Poprzedni raz był bardzo przyjemny.
- Tak – przyznał Dean. – To do zobaczenia, zadzwonię do ciebie.
Castiel przytaknął i poczekał aż Dean odjedzie, nim sam wyszedł z budynku. Szybko zniknął ludziom z oczu i przeniósł się w miejsce, do którego chciał się dostać jak najszybciej, nim zadzwoni w sprawie spotkania.
Wylądował w domu, w salonie, gdzie ściany były poobklejane plakatami różnych postaci, których nie znał. Gospodarza nie było, postanowił więc chwilę zaczekać. Siedział na kanapie może z dziesięć minut, nim usłyszał dźwięk klucza przekręcanego w zamku, a następnie trzy różne głosy, dwa męskie i jeden kobiecy. Rozpoznawał wszystkie, nie musiał nawet patrzeć.
Do salonu weszła Charlie, a tuż za nią szli Garth i Kevin. Cała trójka była zajęta rozmową, nie zauważyli go więc w pierwszej chwili. Sam też się nie odezwał, bo nie chciał im przeszkadzać w konwersacji. Mógł zaczekać.
- Mówię tylko, że... Oh.
Charlie przerwała swoją wypowiedź i spojrzała na Castiela, który rozsiadł się na jej kanapie. Dziwnie. Nie przypominała sobie, by mówiła mu, gdzie mieszka. Kevin i Garth także byli zaskoczeni.
- Jak tu wszedłeś? – zapytała Charlie.
Castiel rozejrzał się, jakby szukał innej osoby, do której skierowano to pytanie. Nie znalazł jej, więc zwrócił się znów w stronę Charlie, chcąc odpowiedzieć. Zobaczył jednak, jak Garth przykłada palec do ust. Castiel wyczytał z jego emocji, że jest zaniepokojony. Pewnie przestraszył się, że powie prawdę, ale nie miał takiego zamiaru. Nie był głupi.
- Drzwiami – odpowiedział w końcu.
- Oh. – Charlie zadziwiająco szybko zaakceptowała tę odpowiedź. Co innego Kevin, który wydawał się podejrzliwy. Z kolei Garth odetchnął z ulgą. – Miło że wpadłeś. Właśnie chcieliśmy oglądać film, moja randka mnie wystawiła. Dołączysz?
- Nie mogę, umówiłem się – odmówił.
Charlie uśmiechnęła się.
- To świetnie – stwierdziła. Ona i Garth usiedli obok niego na kanapie, podczas gdy Kevin zajął jeden z dwóch foteli.
- Potrzebuję pomocy w wybraniu ubrań – powiedział Castiel, wyjawiając agentom swój cel.
- Na to spotkanie?
- Tak, to ważna randka.
Dean mógł kłamać, ile tylko chciał na ten temat, to była randka, czy tego chciał, czy nie. Nie dał się nabrać na jego marne kłamstewka. Nie był wcale taki niezorientowany, jak się Deanowi wydawało.
- Okej, pomogę. Nawet jeśli włamałeś mi się do mieszkania. Pomożecie, chłopcy?
- Jak chcesz – burknął Kevin.
- Pewnie, że pomożemy – zgodził się Garth, uśmiechając się do Castiela ze zrozumieniem.
- Przyniosłeś ze sobą jakieś ciuchy? – zapytała Charlie, zwracając się znowu do niego.
Castiel przypomniał sobie ubrania, które kupił razem z Deanem jednego dnia. Wciąż były w mieszkaniu braci, czekając na okazję na użycie.
- Zostawiłem w samochodzie – skłamał.
- Masz samochód? – zdziwił się Kevin. – Nie widziałem go przed domem.
- Zaparkowałem wcześniej. – Kolejne kłamstwo, ale nie miał wyjścia. Wyszedł szybko z domu Charlie i w ciągu dwóch minut powrócił z ubraniami. Dean i Sam nawet się nie zorientowali, że był w ich mieszkaniu.
- Okej, możemy zaczynać – oznajmiła Charlie. – Hej, co powiecie na montaż? To fajniejsze niż film.
Przez następną godzinę, Castiel przymierzał ubrania na randkę z Deanem i bawił się przy tym świetnie.
Dean obserwował ze swojego miejsca na kanapie, jak Sam spanikowany biega w tę i z powrotem, szykując się na randkę. Jego zdenerwowanie byłoby zabawne, gdyby on sam też nie był zdenerwowany zbliżającym się wieczorem z Castielem. Chciał zadzwonić po anioła, ale zdecydował, że poczeka, aż Sam wyjdzie. Wtedy nie będzie się tak krępował.
Sam ubrał się na randkę w garnitur. Powiedział Deanowi, że zabiera swoją wybrankę do jakiejś restauracji. Nie powiedział, kiedy wróci, więc Dean domyślił się, że to jest ten dzień, kiedy jego młodszy braciszek w końcu stanie się mężczyzną. Przynajmniej taką miał nadzieję, ten brak seksu na pewno nie mógł być zdrowy.
- Pomóc ci w czymś? – zapytał. Sam był bardzo podekscytowany tą randką i traktował ją całkowicie poważnie. Jeśli Dean mógł pomóc, to zamierzał to zrobić, zwłaszcza że sam nie musiał się stroić niewiadomo jak.
- Nie, panuję nad wszystkim.
Sam zniknął mu chwilowo z oczu, prawdopodobnie poszedł do swojego pokoju. Dean westchnął i skupił się na telewizorze. Leciało jakieś romansidło, jak zawsze w walentynki. Nie miał pojęcia, czemu w ogóle włączał dzisiaj telewizor, pewnie ze zdenerwowania. Zastanawiał się, czy Castiel też się denerwuje. Pewnie nie. Który anioł obawiałby się spotkania z człowiekiem?
Po paru minutach oglądania nieśmiesznych gagów i puent słownych, Dean został od tego wybawiony, gdy Sam wrócił do salonu, nerwowo zacierając ręce.
- Skończyłeś? – spytał Dean, wyłączając telewizor. Miał dość filmu, tego wieczora zobaczy jeszcze niejedną zakochaną parę.
- Chyba tak – odparł, biorąc głęboki oddech.
- Zdenerwowany? – Dean uśmiechnął się do brata, próbując pomóc mu pozbyć się chociażby części stresu.
- Może trochę – wyznał zawstydzony.
- Wyluzuj, na pewno będzie jej się podobało – zapewnił brata. – Wychodzisz już?
- Tak, powinienem już iść, jeśli nie chcę się spóźnić. Mam po nią pojechać. – Sam rozejrzał się po salonie w poszukiwaniu czegoś. Zaczął też oklepywać kieszeni. – Widziałeś mój telefon? Muszę zamówić taksówkę.
- Wow, wow, czekaj – zatrzymał go Dean.
- Co?
- Taksówkę? Oszalałeś?
- Jak niby mam dotrzeć na miejsce? – zapytał Sam.
- Nie zabiera się dziewczyny na randkę taksówką. – Dean wstał z kanapy i zabrał kluczyki ze stolika, na którym stał telewizor. Rzucił je Samowi, który złapał je w drżące ręce. – Masz, weź moje maleństwo – polecił. Sam zasługiwał na najlepsze, Impala na pewno zaimponuje jego dziewczynie.
Sam spojrzał na kluczyk w swojej dłoni, a potem na brata.
- Serio? – zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. I tak idę do baru, nie będę mógł prowadzić – wyjaśnił i uśmiechnął się. – Weź ją. Tylko uważaj.
Sam odwzajemnił uśmiech i uścisnął brata, uważając, by nie pognieść sobie garnituru.
- Dzięki, Dean.
Dean puścił mu oczko i poszedł razem z nim do drzwi, gdzie Sam założył na siebie płaszcz, przy okazji przyglądając się po raz ostatni w lustrze. Najwyraźniej nie spodobało mu się coś w kołnierzyku koszuli, bo zaczął go poprawiać. Dean uśmiechnął się pod nosem widząc to. Sam chciał, by wszystko było idealne na jego pierwszej poważnej randce od lat. Naprawdę mu zależało na tej dziewczynie.
Sam odwrócił się w stronę brata i rozłożył ręce.
- Jak wyglądam? – zapytał. Miał na sobie czarny garnitur, a pod spodem białą koszulę.
- Świetnie – powiedział Dean, podchodząc do niego i poprawiając go pod szyją. Sam tak się skupił na kołnierzyku, że nawet nie zauważył, że powykrzywiał krawat, który zawsze miał idealnie zawiązany. Ile oni obaj nawiązali się tych krawatów.
- Nie żartujesz? – Sam patrzył na niego wzrokiem pełnym niepewności.
- Nie – zapewnił z uśmiechem i strącił z ramienia brata jakiś paroch. – Każda laska będzie zazdrosna o twoją towarzyszkę.
Sam odetchnął z ulgą i odwzajemnił uśmiech.
- To idę.
- Czekaj – Dean podszedł do swojego płaszcza i wyciągnął z kieszeni portfel, a następnie podał bratu prezerwatywę. Bezpieczeństwo przede wszystkim, choć był pewny, że dziewczyna Sama też na pewno jedną będzie miała. – Pamiętaj, żeby ją założyć i uważaj na facetów odzianych w skórę. Na tych z torebkami jeszcze bardziej.
Sam znowu się uśmiechnął.
- Dzięki – powiedział i schował prezerwatywę do kieszeni. – Nie zapomnij zabrać Casa do baru. Należy mu się trochę zabawy.
- Nie zapomnę – obiecał. Poklepał brata po plecach, gdy podszedł z nim do drzwi. – Baw się dobrze, Sammy.
- Brzmisz jak matka przed pierwszą randką swojego dziecka – zauważył Sam.
- To jest twoja pierwsza randka.
- Nie jest.
- Wyjście na lody w czwartej klasie się nie liczy.
Sam odepchnął go od siebie.
- Palant.
- Też cię kocham, suko. A teraz spadaj, bo się spóźnisz.
Sam jeszcze raz mu podziękował i wyszedł. Dean zamknął za nim drzwi.
- Mój mały braciszek w końcu zaliczy pierwszą bazę – westchnął. Był dumny, ale jednocześnie trochę smutny. – Dzieci tak szybko rosną.
Podszedł do okna w salonie i obserwował, jak Sam wsiada do Impali, a następnie odjeżdża. Miał nadzieję, że spędzi ze swoją dziewczyną wspaniały wieczór. Należało mu się po tych wszystkich latach. Cieszył się szczęściem brata, życzył mu wszystkiego, co najlepsze.
Dean westchnął, przypominając sobie o własnym zdenerwowaniu. Najwyższy czas, by i on zaczął się szykować, nie chciał, by Castiel czekał nie wiadomo jak długo, nawet jeśli dla niego czas płynął inaczej.
Przekopując się przez ubrania w swojej szafie, Dean rozmyślał o tym, co go dzisiaj czeka i jak to wszystko będzie odbierał Castiel. Wstyd mu było to przyznać, ale żałował, że wtedy w biurze zaprzeczy, że to spotkanie to randka. Chciał, żeby anioł tak to odbierał, ale bał się. Nigdy nie robił czegoś takiego, nigdy tak poważnie nie rozważał bycia z mężczyzną. Poza tym, to był Castiel. Wiecznie niezorientowany w popkulturze, dostojny Castiel. To nie to samo, co mężczyzna knajpy, który raz z nim flirtował.
Dean znowu westchnął. Czasami żałował, że w takich chwilach jest strasznym tchórzem i boi się podjąć ryzyko. Tak jak dzisiaj. Miał wrażenie, że niepowtarzalna szansa przemknie mu koło nosa.
- Boże, jesteś żałosny, Dean – powiedział do siebie. Był zakochany w aniele i bał się coś z tym zrobić. Ale może to dobrze. Lepsze to niż zrobić z siebie głupka przed potężną istotą z niebios. Castiel go lubił, ale nic poza tym, nie powinien nawet próbować się oszukiwać, że jest inaczej.
Z tym postanowieniem, Dean zamknął szafę, decydując się nie starać w wyborze ubioru. W końcu po co mu to, skoro i tak nie wiązał z tym żadnych nadziei? Założył na siebie czarny podkoszulek, bordową koszulę, a na to nową kurtkę od Sama. Musiał ja wypróbować. Zmienił jeszcze tylko spodnie od dresu na dżinsy i był gotowy. Wysłał Castielowi wiadomość, by spotkał go przed ulubionym klubem. Przynajmniej będzie miał blisko, jeśli się upije.
Powoli dotarł na miejsce, myśląc o tym, jak radzi sobie Sam. Szybko jedna wyleciało mu to z głowy, gdy zobaczył Castiela, który już na niego czekał przed klubem. Deanowi zaparło dech w piersiach, a całe wcześniejsze postanowienie zostało w jednej chwili zapomniane.
Castiel był ubrany z bardzo ciasne, czarne dżinsy, granatową koszulę rozpiętą pod szyją, a na to zarzucił skórzaną kurtkę, nawet czarniejszą niż spodnie. Dean rozpoznał wszystkie te rzeczy. To on mu je wybierał, gdy byli razem na zakupach. Kiedy u licha Castiel zabrał te rzeczy z mieszkania?
Ale ubiór nie był najgorszy. Włosy Castiela były nastroszone, dodając mu tym samym nieco dzikiego wyglądu. To już nie był anioł, to było uosobienie seksu. Dean mógł się w niego wpatrywać przez całą noc, nie miałby nic przeciwko. Nawet się nie zastanawiał, kto mógł pomóc Castielowi z doborem ubrań, choć chętnie by temu komuś podziękował. Gdy wychodził, spodziewał się, że anioł przyjdzie w prochowcu, a spotkała go taka miła niespodzianka.
Dean wziął głęboki wdech, próbując uspokoić walące serce. Tylko tego brakowało, by się podniecił samym widokiem przyjaciela. Ale na Boga, te nogi! Walić to, że Castiel pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, jak się ubrał i z jakiej okazji, Dean zamierzał nacieszyć się tym widokiem, póki mógł. Dobrze wiedział, że coś takiego się znowu nie powtórzy. Bardzo chciał sobie robić nadzieję, że anioł jednak coś do niego czuje, ale nie zamierzał się oszukiwać. Castiel po prostu próbował wszystkich aspektów człowieczeństwa, to wszystko. Tak, to na pewno to. Może nawet chciał spróbować znaleźć sobie towarzystwo na resztę nocy, skoro nie udało mu się wtedy w burdelu. Albo to wszystko był po prostu przypadek, nic więcej. Dean odmawiał jednak myślenia o tym, że Castiel ubrał się tak dla niego. To byłoby zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.
- Witaj, Dean – przywitał się anioł. Tez zachrypnięty głos w połączeniu z nowym wyglądem Castiela sprawił, że Deanowi zmiękły kolana i zapomniał języka w gębie. Przynajmniej dopóki ktoś przechodzący obok nie trącił go ramieniem.
- Um, hej – odparł niezręcznie. Cholera, przecież miał udawać, że to zwykłe spotkanie pomiędzy kumplami, nic więcej.
Castiel stanął z boku i wskazał ręką na drzwi.
- Wejdziemy? – zapytał.
Dean całkiem zapomniał, po co tu przyszedł.
- Jasne – powiedział i odkaszlnął.
Usiedli przy barze. Tak jak ostatnio, tak i teraz obsłużyła ich Lilly. Dean zamówił im po piwie i tego zamierzał się trzymać. Nie chciał się upić, bo z tak ubranym Castielem nie byłby w stanie się kontrolować.
- To co tam słychać, Cas? – zapytał. Chciał jakoś nawiązać konwersację, chociaż bardziej się skupiał na odsłoniętym obojczyku anioła niż na jego słowach. W ciągu całego swojego życia nie fantazjował o mężczyźnie tyle, co w ciągu tych kilku minut.
- Nie sądzę, by wiele się zmieniło odkąd ostatnio się widzieliśmy – zauważył Castiel, pociągając łyk piwa. Gdy odstawił butelkę, oblizał usta. Bardzo powoli, zbyt powoli, by było to nieświadome.
- Racja – przyznał Dean. – Wybacz.
Nie wiedział, czy przeprasza za to głupie pytanie, czy za gapienie się. By nie pogrążać się dalej, napił się piwa i skupił na tym, co działo się dookoła. W lokalu było dużo osób, w tym sporo par, ale znalazło się też kilkoro singli. Czy ludzie i na niego patrzyli jak na singla, czy dochodzili do wniosku, że jest na randce z Castielem? Chociaż to nie była randka. Wciąż odmawiał nazywania tego w ten sposób, nawet po tym, co pokazał Castiel.
Po paru minutach bardzo niezręcznej ciszy, w końcu znowu odważył się spojrzeć na Castiela. Anioł patrzył przed siebie, trzymając butelkę blisko ust, które układały się w słowa. Dean nie wiedział, co on robi, dopóki nie zorientował się, że Castiel zasłuchał się w muzyce, która leciała z głośników. Rozpoznał utwór, You're the Inspiration zespołu Chicago. Nie gustował w takiej muzyce, ale siłą rzeczy znał kilka przykładów, w tym ten. To był nawet przyjemny utwór, z pewnością pasujący do atmosfery walentynek. Szybko jednak się skończył, a Castiel przestał poruszać ustami i odwrócił się w stronę Deana, który nie miał nawet siły i chęci, by odwrócić wzrok. Musiał jednak to zrobić, bo nabrał nagłej ochoty, by przysunąć twarz do anioła.
Spojrzał w bok i skupił się na kobiecie i mężczyźnie, którzy siedzieli przy jednym stolików. Mężczyzna starał się zaimponować wybrance, ale ta nie wyglądała na zainteresowaną, bardziej na znudzoną. Podeszła do nich jakaś inna kobieta i z uśmiechem na ustach zaczęła z nimi rozmawiać, by po chwili położyć dłonie na ich ramionach. Po tym odeszła, a siedząca przy stoliku para nagle zaczęła robić do siebie maślane oczka. U mężczyzny to nie było nic dziwnego, ale kobieta zaczęła słuchać go jak urzeczona. Dean nie miał pojęcia, co się dzieje.
Chciał zapytać Castiela, ale gdy się odwrócił, zobaczył, że zbliżała się do nich ta sama kobieta. Castiel wpatrywał się w nią intensywnie.
- Witaj, Castiel – przywitała się z nim. – Nie sądziłam, że cię tu spotkam.
- Masz dziś dużo do roboty – zauważył anioł.
- Uwielbiam tę pracę. – Wzrok kobiety skupił się na Deanie. – A ten młody mężczyzna to?
- Dean – odparł szybko Castiel. – Mój partner.
- Miło cię poznać, Dean. – Kobieta skinęła głową w geście powitania.
- Jesteście znajomymi? – zapytał Dean zaskoczony. Nie wiedział, że Castiel znalazł sobie przyjaciela spoza pracy. Na samą myśl stawał się odrobinę zazdrosny.
- Mniej więcej – odparł kobieta. – Jestem kupidynem.
- Anioł, oczywiście. – Ucieszyło go to. Przynajmniej to nie był człowiek.
- Nie jestem zwykłym aniołem. Przynoszę ludziom miłość. Jak tej parze przy tamtym stoliku.
Dean zerknął znowu na kobietę i mężczyznę, których wcześniej obserwował. Siedzieli tak blisko siebie, że omal włazili sobie nawzajem na kolana.
- Ty to zrobiłaś? – zdziwił się.
- Wystarczyło ich dotknąć – wyjaśniła z uśmiechem. – Zostawię was, mam jeszcze dużo pracy.
Kupidyn poklepała ich po ramionach i odeszła. Dean odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła mu z pola widzenia.
- Czy ona właśnie...
- Jej moc na mnie nie zadziała – powiedział Castiel.
Dean nie wiedział, czy powinien być zawiedziony, czy odetchnąć z ulga. To mogła być jego jedyna szansa, by Castiel coś do niego poczuł.
- To dobrze – stwierdził w końcu.
- Jak dla kogo – mruknął Castiel i uśmiechnął się. Zawstydzony Dean zwiesił głowę. Albo Castiel wiedział albo robił sobie z niego żarty. Tak czy inaczej był przestraszony. Nie mógł uwierzyć, jak szybko przeszedł z zachwytu i nadziei do kompletnego przerażenia. Już sam nie wiedział, czego chce, by Castiel coś do niego czuł, czy nie. Dlaczego nie mógł mieć prostszych wyborów?
Od tego momentu Castiel poświęcał mu bardzo wiele uwagi. Uśmiechał się częściej i mówił jeszcze głębszym głosem niż zwykle. Dean był prawie pewny, że anioł z nim flirtuje. Wciąż jednak bał się to tak interpretować, by się nie zawieść. Mimo to cieszyła go uwaga anioła. Nigdy nie czuł się tak onieśmielony, nie przywykł do takiej uwagi ze strony mężczyzny. Zwłaszcza takiego, w którym był zakochany dlatego nie od razu wiedział, co odpowiedzieć. Nie zdawał też sobie wcześniej sprawy, że tak mu brakowało tego typu adoracji. Żadna kobieta tak na niego nie działała, jak teraz Castiel. Może powinien się w końcu pogodzić z tym, że ma skłonności homoseksualne. W końcu to nic złego.
Ale co jak to tylko sprawdzian Castiela? Miał nadzieję, że nie, bo w tym momencie w końcu postanowił, że koniec z dłuższym zaprzeczaniem. Powinien się związać z mężczyzną i chciał, by to był Castiel. Odmawiał sobie wcześniej nadziei, ale teraz napawał się nią, jak tylko mógł. Castiel z nim flirtował i tylko to było teraz ważne, a nie jakiś strach. Teraz tylko musiał liczyć na to, że gdy to wszystko się skończy, to wciąż będą przyjaciółmi, jeśli nic z tego nie wyjdzie. Nie mógłby teraz stracić anioła.
Słuchając Castiela, Dean zastanawiał się, czy może moc kupidyna jednak nie zadziałała. Nie poczuł nic wyjątkowego, ale może to dlatego, że był już zakochany. Z Castielem mogło być inaczej. Wierzył, że tak jest. Anioł nie poświęcał całej ten uwagi jakiejś kobiecie albo innemu mężczyźnie, tylko jemu. To nie było nic nowego, ale sposób w jaki anioł tę uwagę okazywał mówił sam za siebie. Lepszego dowodu na jego uczucia nie było. Dean nie mógł być teraz szczęśliwszy. Jednak niesłusznie się obawiał przez cały ten czas. Troche strachu wciąż w nim tkwiło, ale był to strach przed nieznanym, bo chociaż pogodził się ze swoimi skłonnościami, to dalej go one troche przerażały. Ale strach przed nienawiścią Castiela? Zniknął, bo w tym momencie Dean nie miał wątpliwości, że Castiel jest świadom swoich czynów i że może jednak coś z tego będzie. Może mogliby być razem. Może w końcu znajdzie miłość, której ostatnio tak potrzebował. Cokolwiek się tej nocy wydarzy, będzie na to gotowy i z pewnością nigdy tego nie zapomni, nawet jeśli to co robił anioł było tylko chwilowe – choć wątpił w to. Przynajmniej przez chwilę mógł sobie wyobrażać, że są razem.
Castiel nie przestawał poświęcać mu uwagi, z każdą chwilą stawał się bardziej śmiały, a Dean z każdym kolejnym piwem czuł się coraz mniej tym zawstydzony. Zrobiło mu się zdecydowanie za gorąco w klubie, ale nie z powodu wstydu. Potrzebował wyjść, ale nie chciał opuszczać anioła. Nie gdy dostawał to, czego tak bardzo pragnął.
- Masz może ochotę wyjść? – zapytał, oczekując twierdzącej odpowiedzi.
- Nie podoba ci się tu?
- Jest super, ale potrzebuję trochę świeżego powietrza.
- W porządku – zgodził się Castiel z uśmiechem i wstał, wyciągając pieniądze i płacąc za ich piwa. – Chodźmy więc.
Jedno spojrzenie w oczy anioła sprawiło, że Dean zapomniał o reszcie świata. Wszystko przez adorację, którą w nich dostrzegł. Chyba właśnie zapomniał plan miasta i nie miał pojęcia, gdzie iść. Ale nie ważne, wszędzie z Castielem będzie dobrze.
Sam skłamałby, gdyby powiedział, że nie jest zdenerwowany. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak trzęsły mu się ręce, chyba tuż przed tym, jak mianowano go agentem FBI. Teraz był w zupełnie innej sytuacji, ale równie stresującej. Siedem lat minęło odkąd był w poważnym związku. Dean lubił sobie żartować, że żył jak mnich, ale to nie była prawda. Chodził na randki, ale niezbyt często. Nie miał takiej potrzeby. Teraz było inaczej.
Poznał Sarę w czasie rozwiązywania sprawy kradzieży w domu aukcyjnym. Szybko dowiedział się, że jest córką właściciela domu. Już podczas pierwszej rozmowy coś zaiskrzyło, nie potrafił przestać z nią rozmawiać. Dawno nie czuł takiej chęci, by zaprosić kogoś na randkę. Niestety nie mógł tego zrobić, nie dopóki nie zakończył sprawy. W tym czasie rozmawiał z Sarą bardzo często, przychodził do niej po informacje. Doszło do tego, że celowo zadawał mniej pytań i spowalniał śledztwo, by następnego dnia znów powrócić. Bardzo nieprofesjonalne i gdyby sprawcą kradzieży nie okazał się wspólnik ojca Sary, pewnie nigdy nie udałoby mu się w takim tempie złapać złodzieja.
Po wszystkim zaprosił Sarę na kawę. Nie oczekiwał, że się zgodzi, był pewny, że podczas tych częstych rozmów nieco się zbłaźnił albo Sara miała go dość, ale ona przyjęła jego zaproszenie. Przez resztę dnia nie mógł przestać się uśmiechać.
Spotykali się krótko, ale czuł, że to co jest między nim a Sarą jest bardzo poważne. Na pewno było takie z jego strony. Gdy wcześniej chodził na randki, wiedział, że to będzie tylko jeden raz. Z Sarą chciał spotykać się już zawsze, dlatego zaprosił ją na kolację w walentynki. Pół dnia spędził na szukaniu idealnej restauracji, chciał, by wszystko było doskonałe. Dean mu w tym pomógł, dając mu Impalę. Może Sara nie wyśmiałaby go za taksówkę, ale brat miał rację, własny samochód robił większe wrażenie. Zwłaszcza taki zadbany jak Impala.
Sam zatrzymał się przed domem Sary, który znajdował się w jednej z bogatszych dzielnic Chicago. Był piękny, kamienny i ze wspaniałym ogródkiem, ale nie w jego stylu. W stylu Sary także nie, mieszkała tu z ojcem i to on decydował o wyglądzie domu.
Nim wysiadł, wziął jeszcze parę głębokich wdechów na uspokojenie. Nie pomogło, nadal był przerażony, ale nie mógł już zawrócić.
Z nogami jak z galarety podszedł do drzwi, w które zastukał kołatką. Im bliżej było do spotkania, tym bardziej się denerwował. W takich chwilach cieszył się, że dłonie nigdy mu się nie pociły, gdy był w stresie.
Gdy usłyszał zbliżające się kroki, omal serce mu nie stanęło. Drzwi otworzył mu ojciec Sary. Spotkał już Daniela Blake'a podczas sprawy. Niezbyt się polubili. Byli dla siebie uprzejmi, ale Sam przez całą sprawę czuł, że nie jest mile widziany w domu aukcyjnym. Teraz odniósł takie same wrażenie, gdy pan Blake zmierzył go spojrzeniem, a na jego twarzy pojawił się grymas.
- Dobry wieczór, agencie – przywitał się. – Myślałem, że śledztwo już zakończone.
Cholera, pomyślał Sam. Sara nie powiedziała o nich ojcu, to nie wróżyło nic dobrego. Zastanawiał się jak bardzo pan Blake będzie wściekły, gdy Sara go oświeci.
- Obawiam się, że nie jestem tu w sprawie śledztwa – wyjaśnił nerwowo. – Właściwie przyszedłem tu żeby...
- Sam.
Samowi dosłownie zabrakło języka w gębie, gdy zobaczył Sarę, która podeszła powoli do ojca. Dobry Boże, była piękna. Miała na sobie czarną suknię wieczorową, która odsłaniała jej ramiona. Sięgała aż do kostek, ale nie dotykała ziemi, Sam mógł więc zobaczyć szpilki takiego samego koloru. Włosy miała rozpuszczone i nieco pofalowane. Sam nabrał nagłej ochoty, by przeczesać je dłonią, ale to musiało poczekać na później.
- Hej, Sara – odparł, zapominając o panu Blake'u, który wciąż stał w drzwiach.
- Tato, Sam przyszedł zabrać mnie na randkę – wyjaśniła ojcu. Przez cały czas jednak patrzył na Sama, uśmiechając się do niego.
- Mówiłaś, że wychodzisz z Emetem – zauważył pan Blake, mrużąc groźnie oczy.
- Bo wiedziałam, jak zareagujesz na Sama – odparła, stając obok swojego partnera na wieczór. – Możemy iść? – zapytała go.
- Jasne – zgodził się i zaoferował jej swoje ramię, które z radością przyjęła.
- Nie wiem, kiedy wrócę, tato, nie dzwoń – powiedziała jeszcze do ojca, nim Sam zaprowadził ją do samochodu.
Pan Blake wciąż na nich patrzył, gdy Sam otworzył jej drzwi do Impali. Robił to, dopóki nie zniknęli mu z oczu. Sam poczuł wtedy nieopisaną ulgę.
- Nie przejmuj się moim ojcem, w końcu się z tym pogodzi – odezwała się Sara, jakby czytając mu w myślach.
- Chyba mnie nie lubi po tym, co się właśnie stało.
- Niewiele jest osób, które lubi. Zwłaszcza gdy ten ktoś jest moim adoratorem. Czuję potrzebę opiekowania się mną nawet teraz, gdy jestem już dorosła.
- Skąd ja to znam. – Na szczęście dla niego, Dean ostatnio nieco zluzował i już się tak nie przejmował wszystkim, ale kiedyś potrafił być niezłym wrzodem na tyłku. Powinien za to podziękować Castielowi, bo to on ściągnął uwagę jego brata na siebie.
- Też masz nadopiekuńczych rodziców?
- Brata – odparł. – Dean czasami zapomina, że mam dwadzieścia pięć lat.
- Mimo wszystkich tych niedogodności, miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie troszczy – stwierdziła. Sam nie mógł się z nią nie zgodzić.
- Tak, masz rację.
- Ładny samochód. – Sara przejechała dłonią po tapicerce. – Nigdy wcześniej nim nie jeździłeś.
- Nie jest mój – odpowiedział. – Dean mi ją dał.
- Czyli twój brat nie wyszedł nigdzie dzisiaj? Mówiłeś, że straszny z niego kobieciarz.
- Wyszedł z partnerem na piwo.
- Oh. Randka?
Sam zaśmiał się.
- Coś w tym guście.
- To gdzie mnie zabierasz?
- To niespodzianka.
- Mam nadzieję, że szybko podają tam jedzenie, jestem strasznie głodna.
Po dojechaniu na miejsce, Sam znowu stał się zdenerwowany. Obawiał się, że Sara nie polubi miejsca, które wybrał. Gdy wysiedli z samochodu nie powiedziała jednak żadnego słowa tylko z uśmiechem znowu złapał go za ramię. Wspólnie weszli do restauracji, gdzie Sam potwierdził rezerwację. Zostali po tym zaprowadzeni do ich stolika, który na całe szczęście znajdował się pod ścianą, więc mogli liczyć na to, że inni klienci nie będą im przeszkadzać przechodzeniem obok.
Sam nie gustował w takich restauracjach jak ta, zadowalał się zwykłymi knajpami, gdzie nie potrzebny był żaden oficjalny strój. Chciał jednak zrobić na swojej partnerce wrażenie. Poza tym wizyta w takiej restauracji na pewno mu nie zaszkodzi. Może tylko jego portfelowi, ale czego się nie robi dla tak pięknej kobiety. Sara była po prostu idealna, wciąż nie mógł uwierzyć, że jakiś czas temu w ogóle zgodziła się z nim wyjść na kawę. To nie tak, że nie wierzył w to, że podoba się kobietom. Sara po prostu nie sprawiała wrażenia kobiety, która chciałaby się wiązać z agentem FBI. Ale była tu z nim tak czy inaczej. Powinien bardziej ufać jej osądowi. Jeśli Sara przyjęła jego zaproszenie, to znaczy że chciała tu być i nie było co się tym przejmować.
Ponieważ Sara lepiej się znała na tych sprawach, to ona wybrała ich posiłek. Dobór wina zostawili kelnerowi, który polecił im najlepszy gatunek. Cena nie grała roli, Sam był gotów zapłacić za wszystko.
- Jak w pracy? – zapytała Sara, gdy już czekali na jedzenie.
- Całkiem spokojnie – odpowiedział. – Mam wrażenie, że szefostwo pomija nasz departament przy rozdzielaniu spraw, ostatnio wszyscy cierpią na bezrobocie.
- W twoim fachu bezrobocie to coś dobrego.
- Nawet agenci nie lubią się nudzić.
- Znów narzekasz na brak zajęcia?
- Nie możesz mnie winić, że chcę pracować.
- No nie wiem. Trochę się boję, że zauroczysz się w kolejnym świadku.
Sam uśmiechnął się i zwiesił głowę. Droczyła się z nim i bardzo mu się to podobało.
- Nie ma szans – powiedział i znów na nią spojrzał. Odebrała mu dech tak jak za pierwszym razem.
- Czyli jestem wyjątkiem – zauważyła, pochylając się w jego stronę. – To mi schlebia.
- Nie powinno, zachowałem się nieprofesjonalnie.
Sara uśmiechnęła się do niego zalotnie.
- Właśnie dlatego mi to schlebia.
Kelner przeszkodził im w rozmowie, przynosząc im przystawki. Sam spojrzał na nie i nie mógł się oprzeć wrażeniu, że nawet nie poczuje tego jedzenia na języku, tak mało tego było. Oczywiście rozumiał znaczenie przystawki, ale to było małe nawet jak na przystawkę, a przy okazji drogie jak diabli. Ale nie szkodzi. W końcu sam wybrał tę restaurację, nie będzie teraz narzekał.
Miło mu się rozmawiało z Sarą. Była zupełnie innym słuchaczem niż Dean, a sama też lubiła opowiadać. Sam mógłby jej słuchać cały dzień i nigdy by mu się to nie znudziło. Miała wspaniałe poczucie humoru, była inteligentna i jako pierwsza z jego byłych dziewczyn nie miała pretencji, gdy opowiadał o Deanie, który był przecież ważną częścią jego życia. Nie miała nic przeciwko. Wręcz uważała, że pasja z jaką opowiada o bracie świadczy tylko o tym, jak wspaniałym są rodzeństwem i każdy powinien im zazdrość takiej więzi.
Kolacja nie przebiegła tak jak się tego spodziewał. Zagadali się tak bardzo, że ledwo tknęli swoje dania, a Sara całkiem zapomniała o głodzie.
- Chyba nigdy nie zapomnę, jak cię pierwszy raz zobaczyłam – powiedziała, trzymając w dłoni kieliszek z winem. – Wszedłeś do domu aukcyjnego mojego ojca jak do siebie, byłeś z jakiegoś powodu strasznie dumny, zachowywałeś się niemal dostojnie. Ja mogłam tylko patrzeć i myśleć o twoich absurdalnie długich włosach. A potem ty zauważyłeś mnie. To było zabawne, myślałem, że szczęka opadnie ci do podłogi.
- Nie otworzyłem ust aż tak szeroko – zauważył zawstydzony. Nie był dumny ze swojej reakcji tamtego dnia.
- Od razu wiedziałam, że nie ostatni raz się widzimy. Bynajmniej nie dlatego, że śledztwo trwało kilka dni.
- Skąd to wiedziałaś? Nawet ja wtedy nie byłem pewny, czy po wszystkim gdzieś cię zaproszę.
- Kobieca intuicja – odparła i upiła łyk wina. – Zresztą, gdybyś nie zapytał, ja bym to zrobiła.
- Naprawdę?
- Miałabym pozwolić uciec komuś takiemu? Nic z tego.
- Cieszę się, że jednak zebrałem się na odwagę.
- Ja też. Gdyby nie ty pewnie dalej nudziłabym się podczas aukcji.
- Lubisz tę pracę.
- Czasami jest męcząca. Rzadko zdarza się coś ciekawego. Szczerze mówiąc, myślę nad znalezieniem innej pracy.
- Co byś chciała robić?
- Nie mam pojęcia. Jako dziecko chciałam być kierowcą wyścigowym, ale chyba nic by z tego nie wyszło.
- Byłabyś świetnym rajdowcem – stwierdził.
- Nie widziałeś, jak prowadzę, kompletnie się do tego nie nadaję.
- Dzięki, że mnie uprzedziłaś. Już chciałem ci dać Impalę do prowadzenia.
- Chyba twojemu bratu by się to nie spodobało – zauważyła ze śmiechem.
- Nie musiałby o tym wiedzieć.
- Z pewnością zauważyłby rysy i wgnieciony zderzak. Tak swoją drogą, kiedy go poznam?
- Chciałem, żeby najpierw między nami się ułożyło – wyjaśnił Sam. – Spotkanie z rodziną to poważna sprawa.
- Nie zamierzam się spotkać z twoimi rodzicami tylko z twoim bratem.
- Wiem, ale chciałbym jeszcze trochę poczekać.
- Niech ci będzie – zgodziła się. – Oby to nie trwało długo.
- On też chce cię poznać. Pytał dzisiaj o ciebie.
- Możesz mu przekazać, że nie mogę się doczekać spotkania.
- Dlaczego mam wrażenie, że chcesz go spotkać w konkretnym celu? – zapytał żartobliwie.
- Boisz się, że twój brat może mi się bardziej spodobać od ciebie?
- Nie, on nie ma ze mną szans.
Sara zaśmiała się i wyciągnęła rękę w jego stronę. Ujęła go za dłoń, ściskając ją lekko. Jej skóra była gładka i delikatna. Nie mógł się powstrzymać, by nie pogładzić jej palcami.
- Jestem pewna, że nie ma – powiedziała.
Zasiedzieli się w restauracji do północy, kompletnie stracili poczucie czasu. Sara jednak uznała w końcu, że czas wracać do domu. Sam, jak na dżentelmena przystało, zaoferował się ją odwieźć. Zapłacił szybko za posiłek i oboje wyszli na zewnątrz. Wypił tylko jeden kieliszek wina, więc mógł prowadzić. Znowu otworzył dla Sary drzwi i dopiero wtedy sam usiadł za kierownicą.
Przez całą drogę Sara opowiadała jakąś śmieszną historię sprzed dwóch miesięcy. Wypiła nieco więcej od niego, nie była pijana, ale wino wyraźnie poprawiło jej humor.
Sam zajechał pod jej dom i nie wyłączając silnika odwrócił się w jej stronę.
- Świetnie się bawiłam, a ty? – zapytała, składając na jego ustach pocałunek.
- Ja też – przyznał i teraz to on ją pocałował. Nie chciał się jeszcze żegnać, ale nie miał odwagi zapytać o wejście do domu. Zresztą i tak nie byliby sami.
- Dlaczego nie zgasiłeś silnika? – wyszeptała, znowu go całując, tym razem mocniej.
- Zaraz odjeżdżam – odparł. Ujął twarz Sary w dłonie i pogładził ją po policzkach.
- Kto tak powiedział?
- Chcesz mnie zaprosić do środka?
- A chcesz wejść?
- Twój ojciec tam jest.
- Nie ma, wyjechał chwilę po nas, wróci dopiero za dwa dni.
- Oh.
Sara niemal znalazła się na jego kolanach, ale wciąż czuł, że są niewystarczająco blisko. I jeszcze te ciuchy.
- To chcesz wejść?
Sam oblizał usta i spojrzał jej głęboko w oczy. Jej źrenice były rozszerzone, pożądanie było bardziej niż oczywiste. Był pewien, że sam wygląda podobnie.
- Jak cholera – odparł.
Sara uśmiechnęła się i szybko wysiadła z samochodu. Sam zrobił to samo, zapominając w pierwszej chwili o wyłączeniu silnika. Dean by go zabił za takie coś. Zaraz po tym jak ucieszyłby się z utraty dziewictwa przez jego młodszego braciszka.
Nie mógł uwierzyć, że w końcu będzie uprawiał seks. I to z kobietą, na której naprawdę mu zależało, a nie takiej, którą spotkał w barze. Był tak podekscytowany, że aż trzęsły mu się ręce. Do tej pory tylko raz myślał o seksie, ale to było dawno temu, jak Dean słusznie zauważył, siedem lat temu. Najwyższy jednak czas, by ruszyć dalej i cieszył się, że zrobi to z Sarą.
Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi, Sara popchnęła go na nie i pocałowała intensywnie, chwytając go przy tym za włosy. Stęknął i przygarnął ją bliżej siebie, starając się rozpiąć suwak jej sukienki. Działał teraz na czystym instynkcie, nie miał wcześniej pojęcia, że jest zdolny do takiej gwałtowności, zwłaszcza że robił to pierwszy raz. Czy to zawsze tak wyglądało za pierwszym razem? Każdy jest tak agresywny? Nie o takich przypadkach czytał.
- Nie zamierzam tego zrobić pod drzwiami – wydyszała Sara i pociągnęła go w stronę schodów. – Chodź.
Zdenerwowanie powróciło im bliżej sypialni – tak myślał, że to będzie sypialnia – się znajdowali. Sara nie przestawała się uśmiechać i gdy tylko mogła, przyciągała go do kolejnego pocałunku. Choć na chwilę pozwalało mu to pozbyć się strachu.
W końcu znaleźli się w sypialni. Sam zauważył, że gdzieś pomiędzy nią a drzwiami, Sara zrzuciła z niego marynarkę, krawat i rozpięła niemal wszystkie guziki jego koszuli. A ona? Niemal rozerwał jej sukienkę, gdy pociągnął ją w dół, odsłaniając piersi. Nie miała na sobie stanika. Czemu wcześniej tego nie zauważył? Zwłaszcza że jej sutki sterczały i wręcz prosiły się, by wziąć ja do ust.
Sara chyba po raz kolejny odczytała jego myśli, bo zmusiła go do tego, by usiadł na łóżku, po czym usadowiła mu się na kolanach i przyciągnęła jego twarz do swoich piersi. Znowu zdał się na instynkt. Złapał jedną z piersi i ścisnął ją, a drugą zaczął obdarzać pocałunkami, drażniąc wrażliwy sutek. Jęk Sary wprawił go w euforię, czuł coraz większe podniecenie, wiedział, że już jest twardy. Sara też to wiedziała, bo zaczęła się o niego ocierać, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Musiał przestać, przynajmniej na chwilę, by wyjaśnić jej, że to jego pierwszy raz. Nawet jeśli miało ją to rozczarować i sprawić, że kazałaby mu wyjść. Musiała znać prawdę, ale tak ciężko było mu się powstrzymać. Chciał ją dotknąć w każdym miejscu, ucałować każdy fragment jej ciała, nie miał ochoty na gadanie.
Z trudem oderwał usta od jej biustu i zamglonym wzrokiem spojrzał na nią.
- Co się stało? – spytała zmartwiona. Dotknęła dłonią jego policzka i znów próbowała go przyciągnąć. Nie pozwolił jej.
- Nic – odparł. – Tylko...
- Tylko co? – Była coraz bardziej zaniepokojona. Nie chciał jej takiej widzieć.
- Nigdy wcześniej nie uprawiałem seksu – powiedział nieśmiało. Był gotowy na wszystko, na śmiech, czy na odrzucenie.
Sara spoglądała na niego z niedowierzaniem, zupełnie jakby szukała oznak żartu. Gdy ich nie znalazła, uśmiechnęła się, ale nie było w tym uśmiechu żadnej złośliwości.
- Poważnie?
- Tak.
Pochyliła się i pocałowała go delikatnie, przeczesując dłonią włosy. W porównaniu z poprzednimi ruchami, te były łagodne i kojąca, uspokajały go. Niepewnie odwzajemnił pocałunek i przejechał palcami wzdłuż jej pleców. Całe jej ciało zadrżało, co doskonale poczuł.
- Jesteś naprawdę wyjątkowym facetem, Sam – przyznała, dotykając jego ust palcem. – Czemu tak długo zwlekałeś?
Sam odwrócił wzrok i nieco mocniej zacisnął dłonie na ciele Sary.
- Możemy o tym porozmawiać później? – zapytał. Wiedział, że ta rozmowa zepsuje nastrój, a bardzo chciał się przespać z Sarą.
- Jasne – zapewniła i popchnęła go, zmuszając go do tego, by się położył. Leżał tak z rozłożonymi rękami, podczas gdy Sara wstała mu z kolan i rozpięła do końca sukienkę, która zsunęła się na podłogę. – I tak nie jestem w nastroju na rozmowy.
Stała przed nim naga i idealna. Już wcześniej nie mógł oderwać od niej wzroku, ale teraz? Gdyby do pokoju nagle wpadł cały oddział policji, nawet by ich nie zauważył, zbyt pochłonięty podziwianiem jej zgrabnego ciała.
Zbliżyła się do niego, kusząco poruszając biodrami. Nie usiadła mu z powrotem na kolanach, uklęknęła i rozpięła mu spodnie, powoli, bardzo powoli. Zbyt wolno.
- Nie spałam z prawiczkiem od czasów szkolnych – przyznała. Złapała za krawędź spodni i pociągnęła je w dół. Sam musiał unieść biodra, by mogła mu zdjąć wszystkie niepotrzebne części garderoby, teraz był już tylko w koszuli i bardzo go to zawstydzało. Jeszcze nigdy nie był nagi przed kobietą.
- To źle? – zapytał, oddychając ciężko. Dłonie Sary błądziły bardzo blisko jego męskości, ale celowo jej unikały.
- Nie – odparła, oblizując usta. Ten gest wywołał u niego jęk. Był pod wielkim wrażeniem własnego ciała. Był pewien, że na tym etapie już dojdzie. – Nie martw się, Sam. Nauczę cię wszystkiego.
- Nie martwię się.
- Oczywiście.
W końcu dotknęła jego erekcji. Sam poczuł się, jakby został rażony niewielkim ładunkiem prądu. Napiął wszystkie mięśnie i wypuścił ze świstem powietrze z płuc. Nigdy nie czuł się tak, jak teraz. W najwspanialszych snach nie wyobrażał sobie, że to będzie takie przyjemne. Masturbował się, jak każdy zdrowy facet, ale ręka Sary na jego członku to było coś zupełnie wyjątkowego.
Zaczęła nią poruszać, masując nabrzmiałą erekcję. Sam drżał cały i zaciskał palce na pościeli. Dlaczego tak długo z tym zwlekał? To było cudowne. Ale nie chciał być zupełnie bierny. Może nigdy tego nie robił, ale wiedział, na czym polega seks, nie był głupi.
Uniósł się na tyle, by móc złapać Sarę za ręce i pociągnął ją na siebie. Pocałował ją i zaczął gładzić jej ciało, szukając wrażliwych miejsc. Uśmiechnął się, gdy jęknęła mu w usta po tym, jak przejechał palcem po lędźwiach, tuż nad pośladkami, które po chwili złapał i ścisnął jak wcześniej piersi.
Sara westchnęła i przycisnęła swoje ciało bardziej do jego, napierała na nie, jakby chciała się w nie wtopić. Sam przewrócił ją na plecy i to teraz on leżał nad nią. Nie przestając jej całować, nieco niepewnie wsunął dłoń pomiędzy jej nogi i dotknął jej kobiecości. Modlił się, by nie zrobić jej przypadkiem krzywdy.
- Nie wstydź się – wyszeptała, odrywając się od jego ust na chwilę. – Dotknij jej. Właśnie tak, nie przestawaj.
Denerwował się, ale robił to, o co prosiła. Dotykał ją teraz nieco mocniej, starając się dostarczyć jej jak najwięcej przyjemności. Trudno jednak było mu się skupić, tak był podniecony. Sara była taka gorąca i wilgotna, wiła się pod nim, dysząc i stękając. Nie całowali się już, nie w usta. Sam muskał jej skórę na szyi, co jakiś czas delikatnie zahaczając o nią zębami. Za każdym razem, gdy tak robił, Sara drżała pod nim w oczekiwaniu na więcej. Chciał jej dać więcej, na siebie już nawet nie zwracał uwagi, liczyła się tylko ona.
Lękliwie, spróbował wsunąć palec do jej wnętrza. Nie trafił za pierwszym razem, ale za drugim już tak i cudem powstrzymał się, by nie wsunąć go głębiej.
- Jesteś rozkosznie nieporadny – stwierdziła Sara, uśmiechając się do niego. Złapała go za nadgarstek i pomogła mu poruszać dłonią.
- Następnym razem będzie lepiej – obiecał.
- Nie mam co do tego wątpliwości.
Sara w końcu puściła jego nadgarstek i teraz sam kontrolował wszystkie ruchy. Gdy powiedziała mu, by dodał drugi palec, zrobił to z radością. Była ciasna i taka gorąca wewnątrz. Nie mógł sobie wyobrazić, jak to będzie, gdy w końcu w nią wejdzie. Nie spieszyło mu się jednak, był cierpliwy. Chciał ją najpierw doprowadzić do orgazmu. Wiedział, że mu się to uda, gdy Sara zaczęła ciężej oddychać i szybko poruszać biodrami. Doszła nagle, jęcząc cicho i nie zaprzestając ruchu bioder. Jej paznokcie wbiły się w jego barki, a jej ciało otarło o niego.
Sam wyjął palce i pochylił się nad nią, by ją pocałować. Jej orgazm sprawił mu niezwykłą przyjemność, cieszył się, że mu powiodło i mógł dać jej rozkosz. Nie mógł się już doczekać, aż zrobi to jeszcze raz, tym razem w inny sposób. Chciał spróbować z nią wszystkiego, co oferował seks.
- Nieźle – przyznała Sara z uśmiechem. – Jesteś pewien, że nigdy wcześniej tego nie robiłeś?
- Jestem pewien – odparł, odwzajemniając uśmiech. Ta kobieta była po prostu wspaniała.
- Będziemy musieli popracować nad niektórymi rzeczami, ale wróżę ci świetlaną przyszłość. – Sara podniosła się na łokciach i dała mu szybkiego całusa w usta. – Teraz przejdźmy do właściwej części. W szufladzie po prawej jest prezerwatywa, weź ją.
Sam zdjął z siebie koszulę i dopiero wtedy otworzył szufladę. Wyjął ze środka prezerwatywę, którą Sara od razu mu zabrała i rozpakowała.
- Na pewno nie muszę cię instruować, ale pozwól mi to zrobić – poprosiła. Sam przytaknął i wstrzymał oddech, gdy powoli założyła mu gumę. Zdaje się, że była większa niż ta, którą dostał od Deana, a która dalej znajdowała się w kieszeni płaszcza. Całe szczęście, że Sara miała własną inaczej miałby problem. Nie miał wcześniej pojęcia, że brat jest słabiej wyposażony od niego. Dean chyba też o tym nie pomyślał.
- Denerwuję się – wyznał, gdy Sara położyła się przed nim na plecach.
- Nie masz czym – zapewniła i przyciągnęła go do pocałunku, masując dłonią jego pierś, co chwilę trącając sterczące sutki.
Sam westchnął i powoli, bardzo powoli, wszedł w nią. Nie był gotowy na to, co poczuł po chwili. Zaparło mu dech w piersi, gdy wchodził coraz głębiej, aż w końcu zanurzył się w niej cały. Nagle zdał sobie sprawę, że wie już, co robić, nie bał się więcej.
Sara oplotła go ramionami i jęknęła mu do ucha, gdy poruszył się wewnątrz niej. Też ją złapał, zaciskając dłonie na jej ciele, ale jak najdelikatniej, by jej nie poranić. Dziwił się, że w ogóle jest w stanie się tak kontrolować. Ten seks to było cudowne uczucie, odczuwał przyjemność w każdej komórce swojego ciała, a to wszystko kumulowało się w podbrzuszu. Chciał robić wszystko szybciej i mocniej, ale zależało mu na dokładnym poznaniu Sary. Pragnął wiedzieć, jak się poruszać, by sprawić jej jak największą rozkosz. Ale to było trudne, bo z każdą chwilą coraz mniej nad sobą panował. Pocałował Sarę namiętnie i przyspieszył ruchy bioder, na co ona odpowiedziała głośnym jękiem, który jednak został stłumiony przez jego usta.
Poruszała się wraz z nim, drapiąc go delikatnie po plecach i zaciskając nogi wokół bioder. Jeśli to było możliwe, poczuł, że zrobiła się wewnątrz jeszcze gorętsza. Doprowadzało go to do szału, bo przez prezerwatywę nie mógł tego doświadczyć tak, jak tego chciał. Wszystko to wciąż było za mało, potrzebował więcej i chciał dać więcej także jej.
Wplótł palce w jej włosy i zacisnął je mocno, wchodząc w nią gwałtowniej. Sara stęknęła i wygięła się w łuk, przerywając pocałunek. Odrzuciła głowę do tyłu, dając mu dostęp do swojej szyi, z czego natychmiast skorzystał. Zaczął ją ssać i przygryzać, zostawiając kolejne ślady. Nie miał pojęcia, skąd wzięła się w nim ta dzikość, ale wywnioskował po odgłosach, które wydawała z siebie Sara, że robi dobrze. Potwierdziła to też słownie:
- Nie przestawaj, Sam – szeptała, głaszcząc go po włosach.
Chociaż serce już mu waliło, to po usłyszeniu jej słów zabiło jeszcze mocniej. Tak się obawiał, że coś zepsuje podczas swojego pierwszego razu, ale Sarze się podobało. Schlebiało mu to, czuł się dumny.
Sara dawała mu po cichu wskazówki. Mówiła, kiedy ma zwolnić, by przedłużyć przyjemność, a kiedy przyspieszyć. Dla niego było to wkrótce zbyt wiele, jego ruchy stały się nieregularne, z trudem powstrzymywał orgazm. Sara jednak sama zaczęła szczytować w niedługim czasie. Tym razem nie zrobiła tego tak cicho, a jej jęk sprawił, że po raz ostatni przyspieszył ruchy i wkrótce potem doszedł mocniej, jak nigdy przedtem. Gdyby nie samokontrola, rozluźniłby wszystkie mięśnie i opadł na Sarę, która wciąż dochodziła do siebie. Ułożył się obok niej, ciężko oddychając. Powinien zdjąć prezerwatywę, ale naprawdę nie miał siły. Zrobił to. Uprawiał seks po raz pierwszy w życiu i czuł się wspaniale. Miał wrażenie, że się unosi, a wszystkie mięśnie zaczynały go przyjemnie pobolewać.
Odwrócił głowę i spojrzał na Sarę, która już mu się przyglądała. Z pewnymi trudnościami udało jej się oprzeć o jego pierś, jedną ręką podpierając brodę, a drugą błądząc w okolicy jego ud.
- Pożegnałeś się ładnie ze swoją cnotą? – zapytała z uśmiechem.
Sam odwzajemnił uśmiech i wplótł palce w jej włosy. Zamruczała, gdy zaczął je przeczesywać.
- Chyba nie zdążyłem – odparł.
Sara zaśmiała się cicho i przysunęła jeszcze bliżej.
- Jesteś naprawdę niesamowity, Sam – powiedziała, wpatrując mu się w oczy. – I nie mówię tu tylko o seksie.
- Więc o czym? – zapytał.
- Nigdy wcześniej nie spotkałam faceta, który w takim wieku wciąż byłby prawiczkiem. Nie mówię, że takich nie ma, ale to godne pochwały.
- Nie wstrzymywałem się z żadnych poważnych powodów, czy coś. Była kiedyś jedna dziewczyna, z którą chciałem się przespać. Była moją pierwszą miłością.
- Co się z nią stało? – zapytała.
- Zginęła w wypadku samochodowym. Potrącił ją pijany kierowca. Mieliśmy wtedy po osiemnaście lat. Marzyłem wtedy, że zawsze będziemy razem.
- Przykro mi, Sam.
Sam uśmiechnął się smutno.
- Od tamtego czasu nie czułem z nikim na tyle silnej więzi, by pójść z tą osobą do łóżka. Z początku czułem się, jakbym zdradzał Jess, ale później... Nigdy nie byłem jak mój brat i nie chciałem seksu, który nic by nie znaczył.
- A ten znaczył?
Spojrzał jej w oczy i zapragnął znowu ją pocałować. Za to, że po prostu była tu z nim.
- Bardzo wiele – wyznał.
Sara uśmiechnęła się i pocałowała go. Sam po raz pierwszy od czasu śmierci Jess poczuł, że znalazł miłość.
Po wyjściu z baru Dean i Castiel zawędrowali do pobliskiego parku, który o tej porze był pusty, może z wyjątkiem kilku bezdomnych. Chodząca szczodrość, jaką był Castiel, dała dwóm z nich troche pieniędzy. Dean nigdy nie widział, by ktoś dziękował komuś tak bardzo tylko za podarowanie kilku dolarów.
Usiedli na ławce. Dean nie miał nic przeciwko temu, że Castiel usiadł naprawdę blisko. W sumie to było mu trochę zimno, więc chętnie przyjął ciepło drugiego ciała.
Noc była bezchmurna, ale i bezksiężycowa, nie było jednak widać zbyt wielu gwiazd, Chicago było na to zbyt jasne.
- Nigdy ci nie mówiłem o mojej rodzinie – odezwał się nagle Castiel.
- Uriel jest dupkiem, muszę wiedzieć coś więcej?
- Moja rodzina zawsze była dla mnie ważna – wyznał anioł. – W niebie panuje porządek, znamy się wszyscy, ale niektórzy z nas rzadko widują drugiego anioła. Najwięcej kontaktu mamy z garnizonami, do których należymy.
- Wspominałeś, że Uriel należał do twojego – zauważył Dean.
- Tak. Zanim zostałem przydzielony do tego zadania, byłem dowódcą garnizonu. Zostałem na niego mianowany po odejściu Anaela.
- Co z nim?
- Upadł – odparł Castiel smutno. – To była kara za spoufalanie się z ludźmi. Ale to było dawno temu, nim jeszcze postanowiliśmy pracować z wami. Teraz nikt nie pozbawiłby go mocy.
- Czyli Anael nie żyje?
- Tak. Umarł będąc w ciele kobiety. Widziałem go raz. Był szczęśliwy.
- Nikt inny więcej tego nie próbował?
- Nie aż do teraz. – Castiel odwrócił się do niego. – Gdy moi przełożeni mnie skarcili za zbyt ludzkie zachowania, powiedzieli mi, żebym nie zachowywał się jak kiedyś Anael.
- Mówiłeś, że teraz za to nie karzą.
- Co nie oznacza, że powinniśmy zbytnio zbliżać się do ludzi.
- Ty się zbliżyłeś – zauważył.
- Wierzę, że gdyby Bóg nie chciał, byśmy się zbliżali do ludzi, nie dałby nam takiej możliwości – wyjaśnił Castiel. – Mogę nie znać emocji tak dobrze jak wy, ale mogę się ich nauczyć, a to coś znaczy.
- Chyba twoje rodzeństwo w niebie nie potrafi tego przyjąć do wiadomości – stwierdził Dean.
- Rozumiem ich w tej kwestii. Jeśli ludzie posiadają tyle emocji, czemu my mamy posiadać i być ich marną kopią?
- Marną kopią? Stary, potrafisz się przenosić na duże odległości, jesteś niezwykle silny, masz wyostrzone zmysły i używasz promieni śmierci. To jak nazwać Terminatora marną kopią człowieka.
- Obawiam się, Dean, że jednak jesteśmy marną kopią. Może i jesteśmy silniejsi, ale w przeciwieństwie do was nie nauczymy się emocji sami z siebie. Musimy mieć nauczyciela. Inaczej jesteśmy tylko pustymi skorupami gotowymi wykonać każdy rozkaz. Dopiero nauczyciel sprawia, że zaczynamy się uczyć. Tak było z Anaelem, który zapłacił za to swoją anielskością. Tak było też z innymi aniołami, którzy byli jednak na tyle racjonalni, że tylko przejęli ludzkie zachowania, ale nie zapragnęli żyć jak oni. I tak było ze mną. Nauczyłeś mnie czuć coś więcej niż tylko lojalność, dumę i gniew, Dean. Dziękuję ci za to.
Dean uśmiechnął się zawstydzony i uciekł ze wzrokiem.
- Nie ma za co.
Nie chciał się bawić w zaprzeczanie. Jeśli Castiel mu dziękował, to miał ku temu powód. On nigdy by go nie okłamał.
- Kiedyś kosmos wyglądał inaczej – przyznał Castiel, spoglądając w górę. – Pamiętam dzień, kiedy Bóg stworzył wszystko. Kosmos był wtedy taki wspaniały. Teraz też jest, ale wtedy wszystko dopiero się zaczynało. Powstawały gwiazdy, planety, wszystko. Nigdy nie widziałem Boga, ale wiedziałem, że jest uradowany tym wszystkim. Ale potem stworzył was. Archaniołowie mówili, że nigdy nie widzieli go szczęśliwszego.
- Stworzenie świata to wielka sprawa, co?
- Ogromna. Obserwowanie, jak wszystko powoli się rozwijało, było naprawdę wspaniałe. Niebo też wtedy było inne. Anioły miały wtedy za zadanie po prostu być. Były towarzyszami dla Boga. Teraz mamy inne zadania.
- Tęsknisz za kimś konkretnym w niebie? – zapytał Dean. Trochę bał się usłyszeć odpowiedź, ale chciał wiedzieć o tych, których Castiel zostawił w niebie.
- Mam kilku przyjaciół w niebie – przyznał. – Chociaż wszyscy jesteśmy tam rodzeństwem, to nasze relacje troche przypominają wasze. Niektóre anioły lubimy mniej niż inne.
- Gdzie na skali znajduje się Uriel?
- Bardzo nisko. Traktuję go tylko jak mojego żołnierza. Nie przepadam za nim, mam spore trudności z zawieraniem przyjaźni. Dziwię się, że w ogóle kogoś mam.
Czyli był na górze ktoś, do kogo Castiel chciał wrócić. Deanowi zrobiło się smutno z tego powodu. Miał nadzieję, że anioła nic już nie trzyma w niebie.
- Gdyby teraz zaoferowali ci powrót, wahałbyś się przed nim? – zapytał z obawą.
- Powrotem do nieba? – Dean przytaknął. – Nie. Ale to dlatego, że nie miałbym się po co wahać. Chociaż bardzo kocham niebo, to wolę ziemię. Zostanę tu tak długo, jak będę mógł.
Castiel pewnie nawet sobie nie wyobrażał, jak jego słowa wpłynęły na Deana, który uśmiechał się jak wariat.
- To wiele dla mnie znaczy, Cas – wyznał. – Nie chciałbym, żebyś wracał.
- Jeśli dostanę rozkaz, obawiam się, że będę musiał. Ale jeśli dadzą mi wybór, na pewno zostanę tutaj. – Castiel uśmiechnął się do niego i wrócił do oglądania nieba. – Pamiętasz, jak szukałeś informacji na mój temat, Dean?
- Tak. – Nadal trochę wstydził się tego, że anioł o tym wiedział.
- Czy trafiłeś na informację mówiącą o tym, że jestem aniołem czwartku?
- Nie przypominam sobie. A jesteś?
- Tak. To oznacza, że jeśli ludzie modlą się do mnie tego dnia, to na pewno im pomogę. Niestety już od dawna żaden człowiek się do mnie nie modli w potrzebie.
- To przykre – przyznał Dean.
- Zostałem stworzony w czwartek – mówił dalej Castiel, a Dean słuchał uważnie. Chciał wiedzieć o aniele jak najwięcej. – A przynajmniej w dzień, który później został nazwany czwartkiem. Nie byłem jednym z pierwszych aniołów, ale byłem jedynym stworzonym tego dnia. Nigdy później żaden anioł nie powstał w czwartek. Czekali na mnie archaniołowie. Każdy mnie pobłogosławił, a Michael powiedział mi moje imię, kim jestem i co mam robić. Nazwał mnie tarczą Boga.
O tym już pamiętał z wizyty u księdza.
- I jesteś nią?
- Bóg nie potrzebuje ochrony dlatego na początku nie rozumiałem, po co mu tarcza, zwłaszcza tak słaba jak ja. Ale gdy powstaliście wy, ludzie, zrozumiałem, że mam być tarczą, przy pomocy której Bóg będzie bronił was.
Dean przypomniał sobie te dwa momenty, kiedy Castiel go uratował od śmierci. Albo kiedy stanął pomiędzy nim a Bennym. Wszystko się zgadzało, Castiel był prawdziwą tarczą. Gdyby nie on, na pewno by zginął. Ale nawet najlepsza tarcza ma słabe strony i to on raz uratował anioła.
- To chyba fajna robota, co?
- Chyba tak.
Dean znowu spojrzał w niebo. Miał wrażenie, że pojawiło się na nim więcej gwiazd niż wcześniej. Uśmiechnął się, gdy zobaczył znajomy kształt.
- Wiesz, te gwiazdy układają się trochę w kształt penisa – stwierdził, wskazując Castielowi ułożenie gwiazd.
- Za dużo wypiłeś.
- Nah, wcale nie tak dużo. Poza tym, chłodne powietrze mnie otrzeźwia. – Dean podniósł się z ławki. – Chyba czas wracać, bo odmrożę sobie tyłek.
- Odprowadzę cię – zaoferował anioł. Dean przytaknął i zaczął iść w stronę swojego mieszkania. Zdziwiło go to, że nie oburzył się na propozycję Castiela. Wydawała się taka naturalna, że nie przywiązał do niej większej wagi. Nie myślał też wcale o tym, jak radzi sobie Sam na swojej randce. Co najdziwniejsze, ten brak zainteresowania bratem wcale mu nie przeszkadzał. Interesował go teraz tylko Castiel, który szedł obok niego, spoglądając przed siebie.
Dotarli w milczeniu na miejsce. Castiel nie zrobił nic, by się pożegnać. On tak samo. Prawdę mówiąc, nie chciał się jeszcze rozstawać z aniołem. Zbyt dobrze było mu w jego towarzystwie, chciał jeszcze trochę porozmawiać albo – jeśli odwaga na to pozwoli – zrobić coś więcej.
Dean wziął głęboki oddech. Przy wdechu mógł wręcz poczuć, jak serce uderza w mostek i szaleje. Teraz albo nigdy.
- Chcesz wejść na jeszcze jedno piwo? – Zadał to pytanie jak najbardziej niewinnie, niby z uprzejmości, ale nie wiedział, czy mu się powiodło.
Castiel przytaknął bez słowa i wszedł za nim do bloku. Dean czuł na karku wzrok anioła przez cały czas, kiedy wchodzili po schodach., a potem także, gdy otwierał drzwi kluczem. W mieszkaniu było ciemno i pusto, Sam nie wrócił. Dean się ucieszył, bo zdecydowanie nie chciał, by brat był w pokoju obok, gdy zacznie się coś dziać. A taki miał plan.
Castiel usiadł na kanapie, a Dean przyniósł im po butelce piwa. W tym momencie atmosfera zrobiła się naprawdę niezręczna. Dean nie wiedział, co powiedzieć. Nawet Castiel, tak ochoczo flirtujący z nim wcześniej w barze, teraz siedział cicho i nawet nie otworzył swojego piwa.
Co innego Dean, który szybko przyssał się do butelki, by alkohol pomógł mu się uspokoić. Był tak blisko dostania tego, czego pragnął, ale znowu powróciły wątpliwości. Racjonalna część jego umysłu jakby zapomniała o poprzednim zachowaniu Castiela, stracił całą odwagę, jaką wtedy miał.
- Cas? – Anioł odwrócił się niemal natychmiast i szybko odstawił nietknięte piwo na stolik.
- Tak, Dean? – zapytał.
Dean spojrzał mu w oczy i zobaczył w nich fascynację i coś, co wyglądało na żądze. A może to tylko wyobraźnia płatała mu figle? Nic jednak na to nie wskazywało, wprost przeciwnie, Castiel wyglądał na zniecierpliwionego, jakby na coś czekał. Czy akurat na to, o czym myślał? Czy myśleli o tym samym?
Wzrok Deana powędrował na usta przyjaciela. Miał wrażenie, że lada chwila przyciągną go jak magnes, tak bardzo chciał je pocałować. Przez moment wykonał nawet niewielki ruch w przód, ale zatrzymał się szybko i zrezygnował. Nie mógł tego zrobić. Nigdy nie całował się z mężczyzną. Co jak Castiel go odepchnie, bo źle zinterpretował wszystko? Nie zniósłby odrzucenia, nie teraz, kiedy nie wyobrażał sobie zmiany stosunków pomiędzy nim a aniołem, a do tego mogłoby dojść, jeśli się pomylił.
Tak się zapatrzył, że dopiero po chwili zauważył, że Castiel przysunął się do niego. Mimowolnie spojrzał w te błękitne oczy i gdy się im przyjrzał, nie mógł już oderwać wzroku. Castiel od razu to wykorzystał i kładąc mu dłoń na policzku, pocałował go. To nie był delikatny pocałunek, jakiego się spodziewał. To był pocałunek pełen namiętności, której nie spodziewałby się znaleźć u anioła pańskiego. Nie różniło się to niczym od pocałunku z kobietą, nic a nic. Na swój sposób było jednak wspaniałe, ale to była już zasługa tego, że całował kogoś, w kim był zakochany. Gdy spotykał się z Lisą ich pocałunki były podobne.
Castiel nie całował jak początkujący, a Dean był pewny, że to jego pierwszy pocałunek. Mimo to nie było w nim ani trochę niezdarności.
Deanowi zajęło chwilę, nim doszedł do siebie i odpowiedział na pocałunek. Stało się. Całował się z mężczyzną, z Castielem. Czuł takie podekscytowanie, że miał wrażenie, że całe jego ciało lada chwilę eksploduje. Castiel przeniósł dłonie na jego ramiona i popchnął go tak, że położył się na kanapie, a anioł zawisł nad nim, nie odrywając się od jego ust. Jeden pocałunek wystarczył, by Dean zapomniał o wszystkich wątpliwościach. Chciał tego, chciał spróbować, nawet jeśli nie wiedział jak. Nie bał się już, pragnął Castiela, pragnął go całego. I niezależnie od tego jak się skończy, nie zamierza żałować. Jeśli to będzie tylko jeden raz, w porządku, niech tak będzie. Przynajmniej po wszystkim będzie mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć, że spróbował, że przeżył najwspanialszą noc swojego życia. Miał tylko nadzieję, że wszystko skończy się tak, jak sobie to wymarzył i w końcu przestanie być sam. Tylko tego chciał, a Castiel mógł mu to dać. Wręcz mu to oferował.
Pełen odwagi, złapał anioła za włosy i pociągnął tak mocno, że normalna osoba zasyczałaby z bólu, ale Castiel tylko pocałował go namiętniej, wbijając mu paznokcie w ramię, co Dean także z trudem poczuł i w końcu odpowiedział na pocałunek takim samym zaangażowaniem. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak go to podnieciło. Miał ochotę rozerwać ich ubrania i zabrać się do rzeczy tu i teraz – na kanapie.
Castiel miał jednak inne plany. Przerwał pocałunek, ale z trudem i oblizując zachłannie usta. Były czerwieńsze niż przedtem, jeszcze bardziej kuszące. Obaj ciężko dyszeli, wpatrując się w siebie. Dean nie mógł praktycznie zobaczyć błękitu w oczach anioła, niemal cały kolor zastąpiła czerń. W tej chwili Castiel bardziej przypominał demona, niż żołnierza niebios. Tak zresztą całował.
- Gdzie się tego nauczyłeś? – zapytał zdumiony.
- Od dostawcy pizzy.
Dean nie miał pojęcia, czy powinien się czuć odrobinę zazdrosny, czy może raczej powinien się roześmiać.
- Całowałeś się z dostawcą pizzy?
- Nie, to był taki film. W Teksasie kazałeś mi obejrzeć porno, więc obejrzałem.
Teraz już nie miał wątpliwości, co zrobić. Roześmiał się, za wszelką cenę starając się nie urazić tym śmiechem Castiela.
- Żartowałem z tym pornolem – wyjaśnił z trudem, wciąż się śmiejąc.
- Oh.
W końcu Dean się uspokoił i znowu spojrzał na Castiela, który z pełną powagą czekał na dalszy ruch. Jak mógł to robić, kiedy przed chwilą przyznał się do oglądania filmu pornograficznego?
- Był dobry? – zapytał Dean.
- Co?
- Film.
- Nie zrozumiałem wszystkiego – przyznał anioł. – Na przykład czemu dostawca wymierzył opiekunce klapsy, jeśli ją kochał. Zrobiła coś złego? Ale poza tym był raczej przyjemny.
- Stanął ci?
Dean przeniósł wzrok na kroczę anioła, ale nie mógł stwierdzić, czy ten jest podniecony. On sam był, czuł jak męskość napiera mu nieco na spodnie.
- Chyba tak – odparł Castiel.
- Jesteś uroczy.
Castiel groźnie zmrużył oczy.
- Nie jestem uroczy, jestem...
- Żołnierzem Boga, wiem. – Dean spojrzał w stronę swojego pokoju. Pierwsza fala podniecenia już minęła, więc był w stanie zdać sobie sprawę, że pierwszy raz z mężczyzną na kanapie, to nie najlepszy pomysł. Odsunął od siebie Castiel i wstał. Nogi omal się pod nim nie ugięły.
- Dean?
Spojrzał na Castiela, który też stał już na nogach, ale nie miał z tym najmniejszych problemów.
- Chodź tu, żołnierzu. Zbawimy się – zachęcił go Dean. – Co ja gadam, chyba za dużo wypiłem.
- Mówiłeś, że nie.
- Nie ważne.
Dean pociągnął anioła w stronę swojego pokoju. Gdy się tam znaleźli, naszły go kolejne wątpliwości, ale tym razem związane z samym seksem. Kompletnie się na tym nie znał, jak to wyglądało u mężczyzn? Potrafił to sobie jakoś wyobrazić, ale czy właściwie? W barze mówił sobie, że jest na to gotowy, ale się mylił.
Castiel położył mu dłoń na ramieniu i to pomogło mu się troche uspokoić. Może użył swojej anielskiej mocy albo sama jego obecność tak działała. Cokolwiek to było, Dean poczuł ogromną ulgę. Obejrzał się za siebie i spojrzał na anioła. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Lada chwila wydarzy się to, o czym myślał praktycznie cały wieczór. Co z tego, że nie miał pojęcia, jak się za to zabrać? Jakoś sobie poradzą. Najważniejsze, że swój pierwszy raz z mężczyzną przeżyje z Castielem, który w ogóle pomógł mu uświadomić sobie, że to może być to, czego mu brakowało cały ten czas. Anioł bardzo dobrze go rozumiał, ufał mu.
- Chcę ci coś pokazać – powiedział nagle i podszedł do szafy. Nie miał pojęcia, co go napadło, ale zapragnął, by Castiel wiedział o jego sekrecie.
Wyciągnął z samego dna szafy pudełko, w którym leżały damskie majtki. Należały do Anity. Nie miał pojęcia, czemu wciąż je trzymał, były na niego za małe. Miał za szerokie biodra, by się w nich zmieścić. Chciał sobie kupić własne, ale nie miał na to odwagi. Poza tym, co by z nimi robił poza ubieraniem się w nie? Bez seksu to chyba nie miało żadnego celu.
Pokazał bieliznę aniołowi, nawet podał mu ją do ręki. Był pewny, że się rumieni, gdy Castiel zaczął oglądać majtki ze wszystkich stron, jakby pierwszy raz widział coś takiego.
- Po co one? – zapytał.
Dean przeraził się, że Castiel uznał jego maleńki fetysz za coś chorego.
- Lubię je – odparł niepewnie. – Lubię je zakładać do seksu.
Zdarzyło mu się to tylko raz, ale od razu mu się spodobało.
- Wydają się za małe – zauważył anioł.
- Bo są.
Castiel nie powiedział nic więcej tylko rzucił majtki na podłogę i podszedł do Deana, całując go ponownie i kierując w stronę łóżka, na którym po chwili obaj wylądowali. Deanowi przez chwilę zabrakło tchu, gdy anioł upadł na niego całym ciężarem ciała, ale szybko o tym zapomniał, gdy jego palce zaczęły mu rozpinać koszulę.
- Co się stało z cnotą jako godną podziwu? – zapytał żartobliwie, gdy anioł przerwał na chwilę pocałunek.
- Mój celibat trwał przez miliardy lat. Najwyższy czas, by się go pozbyć – stwierdził i ponownie wpił się w usta partnera.
Dean przez moment był pewny, że dojdzie tylko i wyłącznie dzięki pocałunkom. Jak na prawiczka i anioła, był całkiem agresywny. Wiedział, gdzie ugryźć, by Dean drżał w oczekiwaniu na więcej.
Łóżko nie było duże, ale udało im się na nim dobrze ułożyć. Dean nie pozostał dłużny i też zaczął rozbierać anioła, starając się powstrzymać drżenie rąk. Wciąż się bał, ale chciał to zrobić. Na szczęście Castiel był nie tylko równie pewny, co on sam, ale i sprawiał wrażenie kogoś, kto wiedział, co robi. Bardzo się to różniło od tego, co pokazał w burdelu, gdzie samo spojrzenie na kobietę sprawiało, że był przerażony.
Castiel pozbawił go całej górnej części garderoby i usiadł mu na biodrach, przytrzymując je w miejscu. Dean miał ochotę go za to uderzyć, ale szybko o tym zapomniał, gdy anioł zaczął pieścić dłońmi jego pierś. Po raz kolejny wykazał się przy tym zadziwiająco dużymi umiejętnościami. Gdyby nie wiedział, pomyślałby że Castiel okłamał go co do bycia prawiczkiem.
Do rąk anioła po chwili dołączyły usta. Dean poczuł na sutku język i nie mógł powstrzymać jęku. Zawsze był wrażliwy w tym miejscu, a Castiel szybko zdał sobie z tego sprawę i już po chwili drażnił oba jednocześnie, jeden ustami, drugi palcami.
Dean odchylił głowę w tył i bezwstydnie jęczał, zaciskając dłonie na pościeli. Jego erekcja była coraz twardsza, a on nie był w stanie nic z tym zrobić, bo Castiel nie pozwalał mu ruszyć biodrami, zapewne specjalnie, by się nad nim poznęcać.
- Zaczynam wątpić w to, że nigdy tego nie robiłeś – wyznał, starając się choć przez chwilę nie jęczeć.
Castiel przerwał chwilowo tortury i spojrzał na niego.
- Mogę być aniołem, ale wiem na czym polega seks. Nie jestem głupi.
- Nie powiedziałem, że jesteś.
Dean wzdrygnął się, gdy Castiel uśmiechnął się i przeniósł się nieco niżej, rozpinając jego spodnie, a następnie swoje, które po chwili zdjął. Jezu Chryste, był bez bielizny. Anioł pański właśnie się przed nim rozebrał. Już wcześniej wiedział, że jego ciało jest dobrze zbudowane, ale teraz nie marzył o niczym innym tylko o zbadaniu go kawałek po kawałku. Dostał tę okazję, gdy Castiel znów pochylił się do pocałunku. Dean ciekawsko zaczął wodzić dłonią po jego piersi, ramionach i plecach. Czuł pod palcami silne mięśnie anioła, które drżały przy każdym dotyku. Nie był do tego przyzwyczajony. Ciało żadnej kobiety, z którą sypiał, nie było tak umięśnione jak to, ale podobało mu się to. To było coś nowego, ale równie podniecającego, może nawet bardziej niż delikatne ciało kobiety. Dean chciał je zobaczyć całe zroszone potem i zaczerwienione od wysiłku.
Pod wpływem chwili złapał pewnie anioła i przewrócił ich, tak że teraz to on był na górze. Castiel wyglądał na bardzo zaskoczonego tym ruchem. Dean wykorzystał jego chwilowy szok na podziwianie tego ciała. Uciskał je i masował dłońmi, słuchając przy tym pomruków anioła. Nie wiedział, co robi, zdawał się na instynkt i na doświadczenia z własnym ciałem. Był zdenerwowany i bardzo uważał, by nie popełnić błędu, ale wszystko było dla niego takie nowe. Spróbował powtórzyć to, co robił mu przed chwilą Castiel i skupił się na jego sutkach. Nie mógł się powstrzymać, by nie nazwać ich pięknymi. Były różowe i tak cudnie sterczały, prosząc się o uwagę, którą chętnie im okazał. Wziął jeden z nich do ust i jęknął. To nie powinno tak na niego działać, a mimo wszystko poczuł taki przypływ przyjemności, że mimowolnie zaczął się ocierać biodrami o anioła. Castiel spiął się, gdy to zrobił i przyłożył ręce do jego lędźwi, by mógł ocierać się jeszcze mocniej. Ale to wszystko było na nic, wciąż miał na sobie spodnie, które utrudniały cały ruch.
Dean szybko pozbył się ostatniej części garderoby i zaatakował szyję anioła, napierając na niego swoimi biodrami. Czuł potrzebę, by robić to coraz szybciej i coraz mocniej. Chciał poczuć więcej, chciał drżeć w ekstazie i dojść, znacząc szyję Castiela malinkami, te jednak ku jego rozczarowaniu szybko znikały. Ale to nie było wszystko, czego chciał tej nocy spróbować, a był pewny, że uda mu się osiągnąć orgazm tylko raz, musiał więc przystopować.
Niechętnie zaprzestał wszystkich ruchów i ciężko dysząc spojrzał na anioła.
- Cas?
- Coś się stało, Dean? – Castiel przesunął dłonią po jego udzie. Dean westchnął.
- Czy ty... Chcesz spróbować wszystkiego? – zapytał niepewnie.
- Rób, co tylko chcesz – oznajmił i rozłożył ręce w zachęcającym geście.
Dean przytaknął entuzjastycznie i sięgnął do szuflady przy łóżku po lubrykant. Kupił go niedawno, ale na pewno nie z myślą o tym.
Nie odrywając wzroku od anioła zszedł z niego i usiadł pomiędzy jego nogami, które ten bez słowa rozłożył. Dean po raz pierwszy miał okazję przyjrzeć się jego erekcji. Była duża, cała nabrzmiała. Na ten widok w ustach zebrała mu się ślina. Czy zawsze tak reagował na penisy? Nie przypominał sobie, ale widząc tego miał ochotę wziąć go do ust i posmakować. Zrezygnował z tego jednak, nie był jeszcze na to gotowy. Mógł jednak zrobić coś innego.
Zalał trochę lubrykantu na dłoń i rozprowadził go po niej. Nieco lękliwie złapał za męskość anioła i zaczął ją masować tak jak sam lubił. Castiel westchnął i rozłożył nogi jeszcze szerzej, wypychając przy tym biodra do przodu. Dean musiał się złapać za własną erekcję, by nie dojść na sam widok tych ruchów. Jak do tej pory był w stanie przeżyć bez tego? Jakim cudem kobiece ciało do tej pory mu wystarczało? Widząc Castiela wijącego się w ekstazie miał ochotę zrobić tyle rzeczy, które dostarczyłyby mu jeszcze większej przyjemności. Chciał zobaczyć, jak traci kontrolę.
Zszedł dłonią niżej i przejechał nawilżonym palcem pomiędzy pośladkami Castiela. Ostrożnie, bardzo powoli, wsunął go do środka. Zadrżał, gdy poczuł przyjemną ciasnotę i ciepło. Bał się, że to będzie obrzydliwe doświadczenie, ale wcale takie nie było. Wprost przeciwnie, nakręciło go jeszcze bardziej. Czuł rozkosz w całym ciele, a nawet się nie dotykał tylko sprawiał przyjemność aniołowi. To był pierwszy raz dla nich obu, cieszył się, że dzielą go ze sobą.
- Dean – stęknął Castiel.
Dean zerknął na niego i zobaczył w jego oczach pożądanie. Chciał więcej.
Oblizując usta, zaczął poruszać palcem. Bardzo płytko, bo bał się uczynić jakąś krzywdę. Patrzył jak, znika powoli we wnętrzu anioła, pieszcząc go od środka. Zaschło mu w ustach od tego widoku. Zastanawiał się, jakie to uczucie mieć coś wewnątrz siebie. Poczuł nagłą potrzebę, by się o tym przekonać. Zapragnął, by Castiel wsunął w niego palec albo męskość. Chciał ją poczuć w sobie, jak porusza się wewnątrz.
Jęknął na samą myśl i szybko wyjął palec, czym zaniepokoił anioła.
- Dean? – zapytał zmartwiony.
- Chcę cię we mnie – powiedział z powagą. – Proszę.
Castiel przytaknął i zamienił się z nim miejscami. Od razu poczuł się lepiej, gdy znalazł się znowu na plecach. Zawsze był trochę uległy, nawet z kobietami. Potrzebował oddać w łóżku kontrolę komuś innemu.
Z niecierpliwością przyglądał się, jak anioł powtarza jego ruchy i nawilża palce, a następnie wsuwa jeden powoli, ale bardzo głęboko. Dean zamknął oczy i jęknął przeciągle. Nie potrafił opisać uczucia, jakie właśnie poczuł. A poczuł je w całym ciele, zupełnie jakby go oplatało ze wszystkich stron. Ale najlepsze dopiero nadeszło, gdy Castiel zaczął poruszać palcem. Dean podkurczył nogi i znów jęknął. Ruchy były powolne i drażniły jego nerwy. Zrobiło mu się gorąco, drżenie opanowało jego ciało. Chciał więcej i intensywniej.
- Cas – wysapał i zagryzł dolną wargę tak mocno, że prawie zaczęła krwawić.
- Jesteś ciasny, Dean – powiedział anioł, wolną ręką masując jego erekcję. Dean omal nie doszedł, doświadczając podwójnej stymulacji.
- Ssiesz, jeśli chodzi o sprośne rozmowy – stwierdził Dean. Jego głos drżał, z trudem skupiał się na tym, co mówił.
- Pragnę cię, Dean – kontynuował dalej Castiel.
- Ja ciebie też – przyznał i mówił prawdę. Nigdy nie pragnął nikogo tak, jak Castiela. Chciał go dotykać i być przez niego dotykanym, chciał go ciągle całować.
Castiel nie przestawał poruszać palcem wewnątrz niego. Po pewnym czasie dodał drugi, który tylko spotęgował całą rozkosz. Dean poczuł się pełny, ale wciąż nie dość. Otworzył oczy i spojrzał na anioła, który w skupieniu przygotowywał go na więcej. Ten widok sprawił, że poczuł się ważny, kochany. Wiedział, że Castiel go nie skrzywdzi i zrobi wszystko, by ten pierwszy raz był dla niego jak najlepszy. Dean nie mógł sobie wymarzyć lepszego partnera.
Gdy zaczął odczuwać znajome ciepło w podbrzuszu, wiedział już, że długo nie wytrzyma. Musiał teraz podtrzymywać nogi rękoma, bo nie dawały radę same zostać w miejscu. Castiel przygotowywał go już od kilku minut i z każdą chwilą coraz trudniej było opanować zbliżający się orgazm. Dean jęczał przez cały ten czas i prosił o więcej. To wciąż było za mało, chociaż całe jego ciało było już mokre od potu spowodowanego wysiłkiem.
- Cas, proszę – wyjęczał, wijąc się pod aniołem. – Nie dam rady dłużej.
Castiel jak na zawołanie wyjął palce i pokrył swoją męskość lubrykantem. Dean wstrzymał oddech, gdy poczuł jej główkę przy swoim wejściu.
Moment, kiedy anioł w niego wszedł, zapamięta na całe życie. Był pewny, że Castiel użył swojej mocy, by w ogóle nie bolało, inaczej nie potrafił wytłumaczyć całej tej rozkoszy, którą poczuł zamiast bólu. Wcześniej było mu mało, teraz to było za dużo. Czuł się pełny, kompletny i nie potrafił nad tym zapanować. Z zamkniętymi oczami, całkowicie na oślep, przyciągnął anioła do pocałunku. Czuł jego każdy ruch wewnątrz, bardzo powolne i mozolne, ale doprowadzające go do szału.
- Dean, to jest... – Castiel dokończył swoją wypowiedź jękiem. Gdy Dean na niego spojrzał, zobaczył na jego twarzy czystą rozkosz. Oczy miał przymknięte, a usta rozchylone. Dyszał ciężko przy każdym ruchu, pojękując od czasu do czasu.
Dean stęknął i odrzucił głowę do tyłu, oplatając anioła nogami i wprowadzając go jeszcze głębiej w siebie. Castiel wciągnął z sykiem powietrze i schował głowę w zagłębieniu jego szyi. Jego ruchy były teraz szybsze, bardziej chaotyczne. Chociaż wiedział, co robić, wyraźnie nie potrafił sobie poradzić z takim nadmiarem przyjemności. Dean doskonale wiedział, co czuje. Każdy ruch anioła sprawiał, że brakło mu powietrza. Stękał i jęczał na przemian, chwytając się go desperacko. Nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa, nie był nawet pewny, czy pamiętał, jak się nazywa, tego wszystkiego było po prostu za wiele. Miał wrażenie, że Castiel łączy się z jego ciałem w jedną całość. Czuł się, jakby tonął w aniele, nie potrafił się skupić na niczym innym tylko na nim i na tym, co mu dawał. A dawał mu wiele. Jego ciało było jak w ogniu, każdy dotyk palił jego nerwy, dostarczając kolejną dawkę rozkoszy. To czego brakowało mu wtedy, gdy przespał się z koleżanką ze szkoły, teraz było obecne tutaj. Po raz pierwszy od dawna czuł, że seks coś znaczy. Na samą myśl o tym zrobiło mu się cieplej na sercu.
- Jesteś doskonały, Dean – wyszeptał Castiel i nasilił ruchy. Jeden z nich trafił w idealne miejsce, Dean jęknął głośno, niemal krzyknął, a jego mięśnie przez chwilę odmówiły posłuszeństwa.
- Cas – wysapał, będąc dalej w szoku. W życiu nie czuł czegoś takiego, przez moment miał wrażenie, że doszedł, ale tak nie było.
Castiel powtórzył swój ruch i Dean znowu poczuł ten gwałtowny zastrzyk przyjemności. Za wiele, tego było za wiele, nie wytrzyma tak długo.
- Dean, ja zaraz...
Dla Castiela najwyraźniej też było to już za dużo. Zaczął w niego wchodzić tak gwałtownie, że Dean mógł przysiąc, że łóżko rusza się wraz z nimi.
Castiel nagle złapał go za jego erekcję i zaczął ją masować, nie tracąc jednak przy tym rytmu bioder. To było to. Dean poczuł znajome ciepło w podbrzuszu, które powoli opanowało jego ciało.
- Cas, Cas – powtarzał drżącym głosem, wiedząc, że obaj są już blisko. Anioł warknął, gdy usłyszał swoje imię z jego ust i ostatkiem sił przyspieszył. – Castiel! – wykrzyczał Dean, gdy doszedł. Wszystkie mięśnie napięły się w jednej chwili, umysł jakby zaszedł mgłą.
Na krótki moment, Dean stracił czucie w całym ciele, które zmieniło się w jakiś bezwładny twór. Ręce i nogi opadły bezwładnie na łóżko i zostały tam przez chwilę, dopóki wszystko nie wróciło do normy.
Sięgnął dłonią do swojej erekcji, która powoli stawał się miękka i mniejsza. Zaczął ją masować, próbując wyszarpnąć z niej resztki przyjemności. Castiel wciąż się w nim poruszał, ale teraz odczuwał to jeszcze intensywniej. Każdy ruch sprawiał, że omal nie mdlał z rozkoszy. Nie był jednak w stanie już dłużej jęczeć, te wszystkie doznania były zbyt silne, mógł tylko dyszeć tak jak anioł, którego drżenie ciała Dean odczuwał nawet na swoim.
No dalej, Cas, dalej, zachęcał w myślach. Gdy spróbował to powiedzieć, język mu się plątał, a Castiel wcale mu tego nie ułatwiał, wchodząc w niego jeszcze mocniej niż wcześniej.
Dean miał wrażenie, że zaraz znowu dostanie erekcji, ale anioł nagle zamarł z dłonią zaciśniętą na jego lewym ramieniu. Zabolało, nawet bardzo, ale ból szybko został przysłonięty przyjemnością, gdy poczuł w sobie ciepłe nasienie. Nie użyli prezerwatywy i bardzo się z tego cieszył, bo moment, w którym sperma anioła znalazła się wewnątrz niego, było dopełnieniem całej tej rozkoszy.
Ciężko dysząc, Castiel wyszedł z niego i ułożył się obok. Dean nie miał pojęcia, jakim cudem mógł się jeszcze ruszać, jemu nawet nie chciało się drgnąć palcem. Był zmęczony jak nigdy, mięśnie zaczynały go już przyjemnie pobolewać, a resztki rozkoszy znikały niechybnie. Wiedział, że powinien wstać i obmyć się, ale nie był w stanie. Miał nadzieję, że Castiel zrobi to za niego. Najlepiej rano, bo obawiał się, że teraz jakikolwiek dotyk sprawi, że wszystko zacznie się od początku. Nie przeżyłby drugiego takiego orgazmu.
Zamknął oczy, gdy anioł okrył go kołdrą. Nie musiał długo czekać na sen.
Obudziły go rano zamykane drzwi wejściowe. Dean uchylił jedną powiekę i rozejrzał się po pokoju. Na podłodze leżały jego ubrania z wczoraj, ale żadnych śladów ciuchów Castiela. Obejrzał się za siebie, ale anioł nie leżał już z nim w łóżku i na pewno nie było go też gdzieś indziej w mieszkaniu. Czyli tak to się skończyło. Stało się to, czego się obawiał. Był na to gotowy, ale nie mógł nie czuć się rozczarowany. Naprawdę miał nadzieję, że dla Castiela znaczyło to coś więcej. Najwyraźniej jednak to było dla niego tylko kolejne ludzkie doświadczenie.
Dean westchnął i zakrył twarz dłońmi. Że też był na tyle głupi i pozwolił sobie uwierzyć, że może w końcu znalazł sobie kogoś na stałe. Seks był cudowny, może to nie najlepszy wyznacznik związku, ale coś musiał oznaczać.
Cóż, przynajmniej nie żałował i przeżył swój pierwszy raz z mężczyzną, w którym był zakochany. Na pewno po pewnym czasie przestanie czuć rozczarowanie. Złamane serce przecież wiecznie nie boli. Prawda?
Leżał tak przez chwilę, słuchając kroków pod drugiej stronie drzwi. Odsłonił twarz dopiero, gdy usłyszał lekkie skrzypienie zawiasów.
- Dobrze się bawiłeś wczoraj w nocy? – zapytał Sam, stojąc w progu pokoju i krzyżując ręce na piersi. Wciąż miał na sobie garnitur z wczoraj, tylko nieco bardziej pomięty. Krawat miał założony nie na tę stronę.
- Czy to nie ja powinienem o to pytać? – stęknął i usiadł na brzegu łóżka, pamiętając o tym, by zasłonić się w pasie. Trochę szumiało mu w głowie i wszystko go bolało, ale to na pewno nie była wina alkoholu. Nie wypił z Castielem dużo.
- Co tu robią damskie majtki? – Sam wskazał na leżącą na podłodze bieliznę, sugestywnie unosząc brew.
Dean popatrzył najpierw na majtki, a potem na brata, starając się nie pokazać zdenerwowania na twarzy. Dlaczego nie schował tej bielizny tam, gdzie jej miejsce? Sam nigdy nie powinien był się o niej dowiedzieć. Musiał szybko wymyślić jakieś wyjaśnienie.
- Widzisz, była w barze taka niezła blondynka... – zaczął, starając się nie brzmieć niezręcznie. – Naprawdę niezła żyleta. Musiała je zapomnieć.
- Gdzie był wtedy Cas? – zapytał Sam.
- Cas? – spytał spanikowany. Czyżby i o tym wiedział?
- Tak. Zabrałeś go do baru, pamiętasz? A może tego nie zrobiłeś?
Oh, pamiętał aż za dobrze. To był naprawdę świetny wypad. Nie licząc zakończenia. I tego, że teraz przez Castiela jego największy sekret mógł wyjść przed Samem na światło dzienne. Przeklęty anioł i jego niecierpliwość.
Dean dyskretnie spojrzał na swoje lewe ramię, gdzie wciąż widać było siny ślad po dłoni Castiela. Omal nie połamał mu wtedy kości, taki był silny. Pamiętał, że też zostawił kilka śladów na ciele anioła, ale nie cieszył się nimi długo.
- Zabrałem go – odpowiedział w końcu. – Wypiliśmy kilka piw, a potem spotkałem tę dziewczynę i...
- Zostawiłeś go samego w barze?
Musiał skłamać, nie mógł powiedzieć Samowi, że przeleciał anioła – a może na odwrót. Zwłaszcza że Castiel go wystawił i tylko wyszedł na durnia.
- Tak – odparł niewinnie. Nie rozumiał o co Sam robi tyle hałasu.
- Dean, jak mogłeś? – Sam wyglądał na rozczarowanego jego postawą.
- Stary, Cas ma kilka milionów lat, zabija dziwne stwory samym dotykiem, nic mu się nie stało.
- Ale zapominasz, że jeśli mu nie każesz, potrafi siedzieć w jednym miejscu kilka godzin – zauważył. Dean wiedział, czego Sam się obawiał. Castiel już nie raz udowodnił, że jeśli chce, to może stać w jednym miejscu bez żadnego ruchu. – Powinieneś go przeprosić.
- Zrobię to jutro w pracy – obiecał, bardziej naciągając na siebie kołdrę. – Teraz moja kolej, jak było?
Sam speszył się momentalnie i nerwowo oblizał usta.
- W porządku – odparł.
Dean wyszczerzył się jak głupi, zauważając jego zdenerwowanie.
- Nie uznaję takiej odpowiedzi. Nie wróciłeś na noc, czyli spędziłeś ją u niej.
- Może.
Uśmiech na twarzy Dean stał się jeszcze większy.
- Zaliczyłeś? – zapytał.
- Nie będę prowadzić z tobą tej rozmowy – powiedział Sam.
- Daj spokój, Sammy. Chcę wiedzieć. – Dean owinął się kołdrą i podszedł do brata.
- Nie.
- To odpowiedź na moje pytanie?
- Tak. Nie! Znaczy tak, teoretycznie tak.
Dean nie potrafił się nacieszyć tym widokiem. Dawno nie widział Sama tak spanikowanego.
- Rumienisz się – zauważył, trącając brata łokciem.
- Zamknij się.
- Czyli jednak do czegoś doszło. – Sam bronił się aż za bardzo, by to nie było prawdą. W dodatku nic nie odpowiedział. Dean roześmiał się. – Doszło. A raczej oboje doszliście.
- Przestań, to krępujące – wymamrotał Sam.
- Nie jesteś już prawiczkiem, Sammy, nie masz się czego wstydzić. – Dean poklepał go po ramieniu. – Jaka była w łóżku?
- Nie będę rozmawiać o tym z własnym bratem. – Sam, nadal czerwieniąc się, ulotnił się szybko do kuchni. Dean poszedł za nim, owinięty kołdra jak kokonem.
- Jak nie z bratem to z kim? – zapytał, przyglądając się, jak Sam zagląda do lodówki. – Wolisz z tatą?
- Dean, odpuść – poprosił, zamykając lodówkę.
Dean znowu się zaśmiał, ale nie powiedział już nic więcej na ten temat.
- W porządku.
- Dziękuję.
- Naprawdę się cieszę, Sammy – powiedział bez cienia złośliwości. – Może nie skończysz z nią przed ołtarzem, ale to zawsze jakiś początek.
Przynajmniej jego młodszemu braciszkowi udało się kogoś znaleźć. Jego najwyraźniej czekała wieczna samotność.
Sam uśmiechnął się niezręcznie.
- Umówiliśmy się znowu – wyznał.
Dean pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Skoczę do apteki – zdecydował.
- Po co?
- Kupię zapas kondomów, teraz muszą wystarczyć na nas obu – zdecydował Dean.
- A właśnie. – Sam podszedł do płaszcza zawieszonego przy drzwiach i wyjął z kieszeni prezerwatywę. – Jeśli już musisz kupować, kupuj większy rozmiar, a nie mikro.
- Ty sukinsynu, nie mam mikro... – To słowo nie chciało mu nawet przejść przez gardło.
- Na mnie nie pasuje, dlatego zwracam ci ją. Baw się dobrze przy jej pomocy.
- Sukinsyn – powtórzył Dean, czerwieniąc się jak burak.
Sam zaśmiał się z jego miny.
- Chcesz coś zjeść? – zapytał, wyjmując z płaszcza portfel. – Ja stawiam.
- To randka? – spytał Dean z zadziornym uśmiechem.
Sam westchnął z uśmiechem.
- Tak, Dean, to randka.
- W takim razie z przyjemnością. – Dean obrócił się na pięcie, zamiatając podłogę kołdrą i kierując się do swojego pokoju. – Daj mi minutkę, misiu, muszę się wyszykować.
- Nie dasz mi teraz żyć, prawda?
- Nie – odparł jeszcze, nim zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie. Musiał się wykąpać i ubrać w czyste ciuchy. Czuł na udach i brzuchu zaschniętą spermę, przypomnienie poprzedniego wieczoru. Chociaż nie skończył się dobrze, uśmiechnął się. Nie było co płakać nad rozlanym mlekiem.
Następnego dnia wrócili do pracy. Dean trochę obawiał się spotkania z Castielem, ale nie zamierzał stchórzyć. Niepokoiło go też to, że Sam szedł z nim, chcąc się upewnić, że brat przeprosi za zostawienie anioła w barze. Dean miał nadzieję, że Castiel nie wypapla prawdy.
- Nie musisz mnie pilnować – stwierdził, gdy stali już przy drzwiach biura.
- Muszę.
Sam otworzył przed nim drzwi i kazał mu wejść do środka. Z szybko bijącym sercem, Dean przekroczył próg i od razu spojrzał na Castiela, który w milczeniu stał przy oknie, ale odwrócił się do nich, gdy weszli.
- Hej, Cas – przywitał się z nim Dean. W głębi serce pragnął, by Castiel nie był obojętny na to, co stało się w walentynki, ale nic takiego się nie stało. Anioł zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzył. Dean uśmiechnął się z żalem. Trudno.
- Witaj, Dean. Sam.
- Cas, wybacz za zachowanie mojego brata – powiedział Sam. – Nie chciał cię zostawić w barze.
Dean spojrzał ze zdenerwowaniem na anioła, ale ten nie okazał żadnego zdziwienia tymi przeprosinami.
- W porządku, Sam, nie czuję się urażony – odparł, przyjmując tym samym wymyśloną wersję wydarzeń.
- Właśnie, Cas, wybacz – dodał Dean, by to wszystko uwiarygodnić.
Sam uśmiechnął się zadowolony.
- No to na razie – pożegnał się i wyszedł.
Dean znowu nabrał nadziei na rozmowę. Teraz, gdy nie było Sama, mogli porozmawiać. Ale Castiel milczał. Spojrzeli na siebie, ale nic poza tym. To było spojrzenie takie samo, jak przed walentynkami. Pełne szacunku, ale pozbawione żądzy czy adoracji z tamtego wieczoru. Dean znowu uśmiechnął się z żalem i rozpoczął pracę. To nic, poradzi sobie. Tak jak zawsze sobie radzi.
