Nadszedł piątek. Zaplanowany zbyt intensywnie. Jeśli nie czasowo, to zdecydowanie emocjonalnie. Rzeczą, której nie mogła przełożyć był egzamin oraz wyjazd do York, plany wieczorne mogły się skrystalizować później.
Hermiona obudziła się wczesnym rankiem, czarna noc za oknem mogła równie dobrze świadczyć o środku nocy. Zbyt poddenerwowana na relaksujący sen sięgnęła po leżącą pod łóżkiem książkę 'Niespecyficzne objawy. Diagnozowanie.'. Czekał ją egzamin – zagadka i pogromca studentów jednocześnie. Po pierwsze nie mogła liczyć na czar diagnozujący, po drugie nie posiadała za wiele tolerancji dla symulacji, a po trzecie zgadywanki zwykła rozwiązywać na papierze. Kto wymyślił, ze objawy będą udawać pacjenci (najczęściej z obrażeń zewnętrznych) interpretując je podług własnych upodobań, z którymi ona ma przeprowadzić jedynie wywiad? To jak nie przymierzając telefoniczna czy listowna diagnoza. I na każdego z pacjentów ma zaledwie kwadrans.
-.-
Jako pierwszy został wprowadzony starszy mężczyzna na wózku szpitalnym. Bardzo burkliwy i małomówny. Jedną myślą były problemy emocjonalne, następną porażenie uniemożliwiające swobodne wysławianie się. Obróciła kartkę z pięcioma możliwymi odpowiedziami. Przykuła jej wzrok 'depresja' i zapytała mężczyznę o najlepszą rzecz jaka go ostatnio spotkała oraz o to co lubi robić w czasie wolnym. Jego odpowiedzi, a właściwie ich szczątki sprawiły, że potwierdziła krzyżykiem swoje przypuszczenia.
Był to jeden z najdziwniejszych egzaminów, po drugiej osobie, która cierpiała na objawy silnego reumatyzmu, wciąż nie widziała celowości tych przedstawień. Ostatnim pacjentem była młoda dziewczyna, wyraźnie skrywająca rozbawienie. Bardzo niezdarnie udawała bóle brzucha z opisem reakcji na konkretne produkty żywieniowe. Hermiona wahała się pomiędzy alergią a skierowaniem na badania gastryczne, ale coś jej kazało się baczniej przyjrzeć pacjentce. Może ta skrywana radość, nie wynika z kiepskiego aktorstwa? Zapytała, czy oczekuje na jakieś zdarzenie, na co dziewczyna odpowiedziała twierdząco. Jednak na kartce nie było odpowiedzi – synonimu do 'objaw nerwów, podekscytowania', natomiast znajdowała, jak na wszystkich poprzednich 'symulacja'. I zaryzykowała, pomimo iż do zdania wymagane są wszystkie poprawne odpowiedzi. Wszystko jej mówiło, że bez haczyka, to zadanie nie miało sensu.
-.-
Mistrz Raghnall zaskoczył ją ciepłym obiadem. I teraz delektowała się bosko przyrządzonym filetem z tuńczyka, zaś mistrz analizował głośno przebieg jej porannego egzaminu.
- Dobry patent z tą symulacją.
- Wiem. Na dobrą sprawę każdy z nich symulował. Ja musiałam wyłapać nielogiczność wypowiedzi, bez opierania się na zaklęciu diagnozującym.
- Tylko, czy przewidziałaś, że ona mogła być podekscytowana udziałem w tym egzaminie?
- Co ma mistrz na myśli?
- Że nie grała radości, tylko była bardzo przejęta poznaniem Hermiony Granger, jednej z bardziej znanych czarownic swojego pokolenia.
Czarownica zapomniała o gryzieniu i po chwili musiała walczyć z zadławieniem.
- Przepraszam, byłam przekonana, że Pan nie czytuje 'Proroka', a jedynie tam upubliczniono twój wizerunek.
- Rozpoznała cię jedna z moich klientek, jak byłaś za pierwszym razem.
I odpowiedziała w duchu: czemu Percy ma zawsze rację?
- Wie Pan, kto to był?
- Moja stała klientka, kilka lat od ciebie młodsza. Nie była pewna, czy dobrze rozpoznaje, co pogłębiłem stwierdzając, zgodnie z prawdą mówiąc, że widzę cię pierwszy raz na oczy. Chyba uznała, że gdybyś to była ty, to bym cię rozpoznał.
- Przepraszam, że nie powiedziałam jak mam naprawdę na imię.
- Kiedy sprawdziłem informacje na twój temat, zrozumiałem co cię do tego skłoniło.
- Większość z tego, co piszą, to nie prawda.
Uniósł brew, zanim odpowiedział.
- Jestem zaszczycony, że osoba, która zdobyła najwięcej punktów z owutemów w swoim roczniku, chce ze mną współpracować. Jak już poznałem twoje nazwisko, to musiałem sprawdzić opinię o tobie, zanim rozważyłem twoją kandydaturę.
- Jaki ma Pan stosunek do osób mugolskiego pochodzenia?
- To zależy jakich. Ambitnych i respektujących nasze tradycje, bardzo pozytywny. Najczęściej jesteście mniej aroganccy i gotowi ciężej pracować. Jednak problemem są maniery. Oraz nieznajomość zwyczajów i rytuałów.
- Większość czarodziejów niemagicznego pochodzenia podchodzi z ogromnym entuzjazmem do poznawania magicznego świata. Jednak niechęć, z jaką się często spotykamy, niszczy początkowy zapał.
Mężczyzna zgodził się z nią, po czym zmienił temat.
- Czekają cię jeszcze dwa testy. Pierwszy z teorii. Z uwagi na trwającą sesję dam ci cztery tygodnie na zapoznanie się z tymi dziełami. Po czym wskazał na leżące na ławie opasłe tomiszcza: ' Życie codzienne i odświętne. Tradycje i regionalizmy' oraz dwutomowy 'Zarys sztuki, kultury i literatury'. - To oczywiście nie wyczerpuje tematu, jeśli uznasz, że opis któregoś zagadnienia jest potraktowany zbyt powierzchownie, uzupełnij wiedzę samodzielnie. Będę wypytywał szczegółowo.
- Och.
- Drugi test będzie z praktyki. A teraz chciałbym przedstawić ci warunki, na jakich byłbym skłonny cię uczyć. Jako, że możesz być w tym temacie niedoinformowana, zaznaczam, że nauka na mistrza jest odpłatna i przebiega w etapach. Każdy etap to dwa, a częściej trzy miesiące, podczas których spotykamy się codziennie, po czym otrzymujesz zadanie, które musisz wykonać w określonym czasie. Ja zwyczajowo daję od trzech do dziewięciu miesięcy. Minimum do otrzymania tytułu mistrza obejmuje sześć etapów, ale nie musisz wszystkich odbywać u tej samej osoby. Pierwsze cztery obejmują wiedzę podstawową, po czym wybierasz dwuczęściową specjalizację. Od ciebie zależy u kogo i ile ich robisz, bo specjalizować możesz się w kilku rzeczach.
Poczekał, aż dziewczyna potwierdzi, że zasady są dla niej jasne.
- Moją specjalizacją są ogólnie pojęte magiczne przedmioty, zwane artefaktami. – po czym się uśmiechnął – na specjalizację przyjmuję po stwierdzeniu, że dana osoba posiada ku temu predyspozycje. Widziałem, że miałaś najwyższe noty w transmutacji, co może świadczyć o obecności potrzebnych umiejętności. – przerwał na moment – Przechodząc do odpłatności. Za pierwsze cztery etapy preferuję wynagrodzenie pieniężne, choć przy bardzo utalentowanym studencie zdarzyła mi się zamiana na odpracowywanie. Natomiast za specjalizację odpłatność jest 5000 galeonów za całość bądź cztery lata w mojej pracowni. Odpłatność za podstawowe etapy wynosi 200 galeonów za każdy.
Hermiona przeliczyła ceny w głowie. Pieniądze od rodziców starczą na etapy podstawowe i skromne utrzymanie, specjalizację prawdopodobnie będzie musiała odpracować. Chyba, że w międzyczasie zarobi krocie jako magomedyk. Albo utrzymanka, dodała z ironią. Właściwie to czas spędzony w pracowni tworzenia artefaktów, trudno uznać za zmarnowany, więc praca tam nie będzie najgorszą alternatywą.
-.-
Wizytę u mistrza eliksirów postanowiła przełożyć na dzień kolejny. Miała wystarczająco dużo rzeczy do przemyślenia, jak na jeden dzień. Więc czas na przyjemność, powiedziała do siebie. I w sklepie przed stacją kolejową kupiła czerwone wino.
W Norze pojawiła się przed siedemnastą i miała ponad dwie godziny do powrotu chłopców, co wykorzystała na bardzo długą kąpiel.
-.-
Hermionie kolejny raz udało się niezauważenie dla domowników skorzystać z teleportera na tarasie domu Percego. Szczęśliwie, gdyby zaszła taka potrzeba, mogła poczekać kilka godzin na mistrza eliksirów, bowiem chłopcy udali się na mecz, a po nim najprawdopodobniej do pubu. Uśmiechnęła się na samą myśl wczorajszego wieczoru. Po tym, jak huknęła na każdego z osobna, zapomnieli o wzajemnych animozjach, by jednogłośnie orzec, że jest wredna, bo brakuje jej chłopa. Po czym równie szybko zaczęli się z tego wycofywać. Obaj. Dobrze, że zrelaksowała się w wannie i nie podjęła wyzwania, bo ostatecznie był to naprawdę miły wieczór. Ron po wyrzuceniu z siebie pretensji o upokarzającą pracę i okazujących swoją wyższość kolegów, którzy odwracają się od byłych przyjaciół, gdy ci są w trudnym okresie. Oraz Harry po odkrzyknięciu, że co to za przyjaciel, który niszczy jego potencjalnie najszczęśliwszy dzień życia, prawdopodobnie z notorycznej chęci zwrócenia na siebie uwagi. Przerzucili jeszcze kilka uwag i zeszli na lżejszy temat - kobiet. Harry z zachwytem rozprawiał o stanie małżeńskim z najsłodszą kobietą, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Natomiast Ronald burknął coś, o byciu tak zgłodniałym, że nawet więźniarki wydają mu się atrakcyjne. Potem było tylko lepiej. Zaśmiewali się z wpadek wspólnych kolegów oraz omówili najbliższe mecze. A Hermiona siedziała, słuchała i się cieszyła. Że odzyskała dawnych kolegów oraz ciepłego uczucia jakie ją ogarniało, gdy na nich patrzyła. Rano obudziła się tak dobrze wyspana, jak dawno się jej nie zdarzyło. Oraz nie było to, tak rano, bowiem wino zrobiło swoje.
Z zamyślenia wyrwało ją pojawienie się skrzata. Uśmiechnął się na jej widok, co być może było odpowiedzią na jej maślany wyraz twarzy.
- Pana Domu nie ma.
- Och. Nazywasz, się Mickey, czy źle zapamiętałam?
- Tak się właśnie nazywam, Pani.
- Czy jest możliwość bym zaczekała na gospodarza? Byłam umówiona na wczoraj, ale jestem dopiero teraz.
- Oczywiście. Zaprowadzę Panią do salonu zimowego.
Hermiona zastanowiła nazwa wymienionego pomieszczenia, okazało się, że została zaprowadzona do średniej wielkości pokoju, połączonego z wcześniej poznanym pokojem dziennym podwójnymi drzwiami. Pokój zimowy posiadał mniej okien, ale miał jasny, pełen tkanin wystrój. Sama by go określiła, jako kobiecy w charakterze. A zaraz przy drzwiach znajdywało się białe pianino. Zapatrzyła się na nie i otworzyła klapę ochronną na klawiaturę. Sprawdziła kilka dźwięków, było jedynie nieznacznie rozstrojone.
- Pani Klotylda Prince, moja poprzednia dobrodziejka dużo grywała.
Dziewczyna obróciła się w kierunku dźwięku. Skrzat skończył rozpalać kominek i spoglądał na nią z czymś w rodzaju uwielbienia. Ach, musiał lubić tą kobietę, pomyślała.
- Dawno nie grałam, mogą być to przypadkowe dźwięki.
- Nuty Pani trzymała w koszyku po lewej stronie. Podać herbaty i ciasta?
- Jedynie herbaty i jakby była, to owocową, poproszę.
Skrzat znikł, a ona rozejrzała się po pomieszczeniu. Było w nim wciąż dość zimno, a pianino stało daleko od kominka. Więc narzuciła na plecy jeden z koców oraz transmutowała jedwabne chusteczki na rękawiczki bez palców. Po czym usiadła na wygodnym stołku i sięgnęła do nut. Na początek, coś prostego, pomyślała.
Nie wiedziała, ile zajęło jej granie, oderwało ją dopiero znajome swędzenie, sygnalizujące obecność mistrza eliksirów. Nawet na chwilę nie odeszła od pianina, choćby, by wypić herbatę. Chciała zakończyć grę, ale mężczyzna odszedł, więc oststecznie wstała dopiero po skończeniu utworu. Wtedy po raz kolejny pojawił się skrzat.
- Pan prosi, by Panienka przeszła w jadalni, podam kolację.
Gdy doszła na miejsce nikogo nie było. Severus wszedł dopiero, jak jedzenie znalazło się na stole.
- Przepraszam za spóźnienie, musiałem się przebrać.
- To ja powinnam przeprosić, za wczoraj oraz dzisiejsze najście.
- Jesteś tak, jak się umawialiśmy.
W międzyczasie skrzat położył talerz z ryżem przed czarodziejem, a Hermiona miała okazję się mu przyjrzeć. Wyglądał gorzej niż ostatnio. Poza nienaturalną bladością, miał silne cienie pod oczami, trzęsły mu się ręce. Do tego jadł jedynie ryż z sosem. Lekkostrawnie, pomyślała.
- Nie przyglądaj się, tylko jedz.
Posłusznie skupiła się na swoim talerzu, nakładając sobie porcję zapiekanki oraz pieczone warzywa. Objawy byłego nauczyciela wskazywały na wyczerpanie, prawdopodobnie w skutek zbytniego użycia magii albo będące skutkiem klątwy typu cruciatus. Jej wzrok niczego mu nie ułatwia. Kątem oka zauważyła jak odsunął talerz po zjedzeniu jedynie połowy zawartości.
- Nie wierzyłem, jak wspominałaś, że grasz.
- Rodzice mieli ambicje wyższej klasy średniej. Miałam dodatkowe lekcje od dziecka. Tenis, jazda konna, francuski, hiszpański oraz właśnie pianino.
- A na balet ciebie nie wysyłali?
- Nie, ale zabierali na przedstawienia oraz koncerty muzyki poważnej.
- Właściwie, to powinnaś być z tego zadowolona.
- Teraz jestem. Jako dziecko w rejonowej szkole oraz początkowo w Hogwarcie czułam się jak dziwoląg.
Mężczyzna pomyślał, że w Slyterinie, by takim nie była.
- O śmierci mojej ciotki nikt pianina nie używał. Nie rozstroiło się od tego czasu?
Acha! Klotylda Prince, była ciotką.
- Odrobinę tak, ale grać się da. Ile minęło od tego czasu?
Odpowiedział z miną, świadczącą, że zdaje sobie sprawę z podstaw jej ciekawości.
- Dwa i poł roku temu. I wtedy stałem się właścicielem tego domostwa. Wybacz, że cię nie oprowadzę, ale nie jestem w formie. Czy o coś jeszcze byś chciała wypytać?
- Czy ona była ostatnia z rodu?
- Tak, dlatego odziedziczyłem. Przejdźmy do mnie, tu jest za jasno. I streść, co masz do powiedzenia.
Severus dzielnie się trzymał podczas wysłuchiwania jej opowieści, a ona widząc jego zmęczenie postarała się skupić na rzeczach naprawdę istotnych. Kiedy przypadkowo otarła się o niego stopą, rzucił jej spojrzenie zarezerwowane dla czegoś mniej istotnego niż karaluchy. Później już się pilnowała i trzymała wszystkie części ciała skupione przy sobie. Po zakończeniu relacji mężczyzna potarł skronie i dłuższą chwilę nic nie mówił.
- Muszę to sobie poukładać. Jutro przemyślę, a pojutrze, jako że wypada to poniedziałek, będziemy się widzieć. Czy ci nie pasuje?
- Pasuje. Mogę nawet być wcześniej, bo zaliczenie mam rano.
- Dobrze, to przyjdź koło czternastej. Powiedziałaś kilka istotnych rzeczy, pamiętaj przed każdą wizytą u Moodiego czyścić pamięć z niewygodnych wspomnień, nie życzę sobie z nim kontaktów osobistych.
- Rozumiem.
- A teraz proszę cię, byś wyszła. Muszę się położyć.
- Czy mogę jakoś pomóc? Potrzebujesz opatrzenia ran?
Odważyła się zadać pytanie, na które miała ochotę od początku rozmowy i zarobiła kolejne nieprzyjemnie spojrzenie.
- Nie ma takiej potrzeby.
- W takiej sytuacji, widzimy się w poniedziałek.
Dziewczyna wstała i rozejrzała się, czy niczego nie zostawiła.
- Hermiono…
Zaskoczona obróciła się w kierunku mistrza eliksirów. Miał trudny do zdiagnozowania wyraz twarzy.
- Jeśli chcesz mi złożyć życzenia urodzinowe, to możesz teraz.
Dziewczyna chwilę nic nie mówiła.
- Wypadają jutro, ale nie będziemy się widzieć.
Chciała podejść bliżej, lecz w połowie zatrzymała ją obawa o jego reakcję. Jakby czytał w myślach.
- Podejdź, jeśli chcesz.
Podeszła zupełnie blisko i zamiast złożyć życzenia wyrzuciła, co jej naprawdę zalegało na sercu.
- Chciałam przeprosić, ze jestem taka niestabilna. Moje czyny zaprzeczają słowom. To ja doprowadziłam do tej niejednoznacznej sytuacji i miałeś prawo się złościć.
- Powiedzmy, że przeprosiny przyjęte.
- Dziękuję.
I w euforii pocałowała mężczyznę w policzek, a następnie zatrzymała się przy ustach.
- Idź już. – podniesiony głos przerwał jej zamyślenie.
Hermiona zarumieniła się i prawie biegiem opuściła pomieszczenie. I dopiero kiedy opuściła budynek i Severus był pewny, że niespodziewanie nie wróci, pozwolił sobie na głośny śmiech. Ma zbyt dużą słabość do tej osoby, dobrze, że to działa w dwie strony, to będzie miał okazję sobie z niej pożartować. Kto to widział, by taka smarkula uważała, że owinęła go sobie wokół palca.
