Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Studia totalnie mnie pochłonęły. Wybaczcie! Postaram się częściej publikować nowe rozdziały. A tymczasem… zapraszam do czytania i komentowania! :)
Ukryci Za Maskami
Rozdział 23: Powrót Drużyny Siódmej
Dialogi: „bla bla"
Myśli: „bla bla"
Droga z Kraju Ptaków do Konohy, włącznie z postojami, zajęła Naruto i Sasuke tydzień. Powrót zaś miał im zająć dwie i pół doby.
Biedna Sakura nie miała nawet najmniejszej szansy, by wbić im cokolwiek do głów. Nie otrzymała też wyjaśnień, dlaczego w środku nocy znajdowała się poza murami wioski. Po tym, jak Naruto jej pomachał, Sasuke rzucił na nią wzrokiem, podał jej podobny płaszcz, poinformował, że ma za nimi nadążać i… wyruszyli. Dziewczyna musiała użyć całej swojej siły, by nie zostać w tyle. Tylko widoczne w oczach jej towarzyszy zmartwienie i pośpiech powstrzymywały ją od wybuchnięcia – tak, w pewnym momencie jej życia w końcu nauczyła się, że czasami lepiej jest po prostu trzymać buzię na kłódkę.
Zmartwieni chłopacy poruszali się w nieludzkim tempie. Różowowłosa zmuszona była zażyć Militarną Pigułkę Żywnościową jeszcze zanim przekroczyli granice Kraju Ognia. W końcu jednak, kiedy dziewczyna miała definitywnie dosyć i zagroziła, że jeśli nie dadzą jej chociaż zjeść i odrobinę wypocząć, to da im popalić – zrobili parę przerw.
Jej nadzieje o postoju przed przekroczeniem granic okazały się jednak złudne. Ninja ciągle kontynuowali bieg. Sakura w którymś momencie przestała nadążać. O czym nie wiedziała, to fakt, że mimo bycia pod wpływem silnego stresu, Naruto w dalszym ciągu o nią – jego ulubioną dziewczynę – dbał. Chłopak – dzięki wzmocnionym zmysłom – zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo kunoichi jest już zmęczona. Wiedział, że już nie pociągnie tego tempa. Zdjął plecak i rzucił okiem na Sasuke, który nawet nie zwolnił ani nie zmienił długości kroków, tylko wyciągnął dłoń w oczekiwaniu na pakunek. Blondyn nagle chwycił Sakurę, która pisnęła z zaskoczenia i wsadził ją sobie na plecy, wcześniej ostrzegając, by się trzymała.
Kiedy wydostali się z Kraju Ognia, a ziemie spowiła ciemność, w końcu zrobili postój. Różowowłosa prawie upadła z wycieńczenia – jej nogi kompletnie odmówiły posłuszeństwa, pomimo że przez ostatni odcinek była niesiona. Ucieszyła się, że chłopacy wszystkim się zajęli. Jedyne, o czym marzyła, to sen. Zmusiła się jednak do czuwania. Nie chciała być dłużej trzymana w nieświadomości. Spoglądając na siedzących naprzeciwko niej ninja, w końcu wykrztusiła to, co leżało jej na sercu.
- Co to jest za misja, do diaska?! Tsunade-sama obudziła mnie w środku nocy, śmiertelnie mnie strasząc, powiedziała, że mam cztery minuty na ogarnięcie i spotkanie nawet nie wiem z kim przy bramach, a następnie praktycznie wyrzuciła mnie przez okno. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to wy jesteście tymi członkami drużyny! A tak w ogóle to jakim cudem? Nawet nie należycie do wioski. Nie mówiąc mi ani słowa rozpoczęliście morderczy bieg, zmuszając mnie, abym błagała o postój… co się dzieje? – zmierzyła ich wzrokiem. Zanim którykolwiek zdążył się odezwać, wytknęła palcem blondyna. – Ty! Twoja herbata! Uśpiłeś mnie! Gdybym nie była taka zmęczona, spuściłabym ci łomot! Jak mogłeś bez słowa zostawić mnie i Saia!
Naruto i Sasuke po prostu gapili się na rozwścieczoną dziewczynę. Wymienili ze sobą spojrzenia. Uchiha uniósł brew, a Uzumaki wzruszył ramionami. W końcu blondyn westchnął i przeniósł wzrok na koleżankę, która czekała ze skrzyżowanymi na sobie rękami na odpowiedzi.
- Więc… może zaczniemy od początku? Jesteśmy w drodze do Kraju Ptaków – uniósł rękę, zanim Sakura zdołała się wtrącić - ponieważ Pain dowiedział się o miejscu mojego pobytu – źrenice kunoichi rozszerzyły się.
- Ale w jaki sposób na to wpadł? Jedynymi, którzy o tym wiedzieli, była nasza trójka na misj… - zatrzymała się, składając w całość elementy układanki. – Kakashi…
Naruto smutno skinął głową.
- Jedno z ciał Paina przedarło się przez jego umysł. Po otrzymaniu tego, co chciał, od razu wyruszył w drogę – teraz dziewczyna rozumiała ten pośpiech. Jeżeli jej obliczenia były właściwe, dotrą na miejsce o wiele za późno. Dzieliły ich cztery dni, a biorąc pod uwagę fakt, że cała Konoha ledwo co broniła się przed atakiem… Sakura z przerażenia wzięła głęboki wdech.
- Będziemy zbyt poźno.
- Wiem. Kami… wiem – Naruto spuścił wzrok. Wzrosło odczuwane przez niego poczucie winy. Bał się tego, co zastaną. On i Sasuke dobrze wiedzieli, że samozwańczy lider Akatsuki już dawno stamtąd odszedł. Ich misją będzie pomoc mieszkańcom zniszczonej w poszukiwaniach Lisa wioski.
Zapanowała cisza. Sakura tak bardzo się przejęła, że kompletnie porzuciła sprawę uśpienia jej. Teraz rozumiała, po co wysłała ją Godaime. Oczywiście miała nadzieję, że nie o to chodzi… było to jednak złudne. Medyczny ninja będzie niezbędny. Pożegnała się i udała do swojego śpiworu. Zapadnięcie w sen zajęło jej dosłownie chwilę.
Następnego ranka trójka naszych bohaterów w biegu oglądała wschodzące nad horyzontem Słońce. Pierwsze poranne światło, pierwsze dźwięki oznajmiały nadchodzący dzień. Naruto nie marnował czasu na obudzenie różowowłosej – przez co tym razem zarobił w głowę.
Ona nazwała to zapowiedzią tego, co nastąpi.
On stwierdził, że to bolesne.
Kiedy słońce znalazło się wyżej na niebie, Drużyna Siódma gnała przez Kraj Rzeki. Mieli nadzieję, że do południa dotrą do Wiatru, a następnie zrobią przerwę aż do zapadnięcia nocy. Naruto i Sasuke doszli do wniosku, że w chłodzie dadzą radę pokonać większość pustyni i – zanim zrobi się gorąco – znajdą się w miejscu docelowym.
Przed późnym popołudniem zatrzymali się na niewielkiej polanie – tej samej, na którą wcześniej już trafili przyjaciele. Uzumaki ustawił pułapki, Uchiha wzniecił ogień, zaś Sakura zrobiła im wszystkim herbatę. Po skromnym posiłku udali się spać.
O dziwo, tym razem to kunoichi obudziła się jako pierwsza. Zdziwiła się na widok, który zastała. Członkowie jej drużyny leżeli przy sobie, oparci plecami o siebie nawzajem. Sam fakt, że kruczowłosy pozwalał Naruto na taki kontakt świadczył o tym, jak bardzo stali się sobie bliscy. Mówiło to także dziewczynie, jak słabo znała jedynego żyjącego Uchihę. W Konosze zawsze trzymał się gdzieś z dala, na uboczu… nienawidził każdej formy dotyku. Ale, jak zawsze zresztą, blondyn znalazł sposób, by obejść te żelazne bramy.
To sprawiło, że Sakura zaczęła się zastanawiać, czy…
Księżyc zastał trio mknących przez pustynię w głuchej ciszy. Panował chłód, jednak dzięki otrzymanemu płaszczowi dziewczynie nie było zimno. Może kiedyś podziękuje za niego chłopakom…
Ech.
Długi odpoczynek naprawdę jej się przydał, bowiem później już ani razu się nie zatrzymali. Gdy ujrzeli wschodzące słońce, jeszcze przyspieszyli. Różowowłosa zaczęła się obawiać, że jej mięśnie nie wytrzymają do końca drogi.
Sasuke milczał przez prawie całą podróż. Normalnie w życiu by nie wpadł na to, by się zamartwiać i, oczywiście, zaprzeczyłby każdemu, kto odważyłby się go o to spytać, jednak od czasu do czasu rzucał okiem na znajdującą się pomiędzy nim, a Naruto Sakurę. Musiał przyznać, że kunoichi go zadziwiła. Wiedział, że wydoroślała i stała się silniejsza, ale nigdy nie posądziłby ją o to, że poradzi sobie z ich zabójczym tempem. Pozytywnie o niej świadczył też fakt, że nie narzekała. Jego respekt do dziewczyny mocno wzrósł. Posłał w jej stronę lekki uśmieszek, a następnie odwrócił się i skupił uwagę na zwiastujących koniec pustyni zarysach klifów.
Sakura dostrzegła to i zaczęła się zastanawiać, co oznacza. Kiedy byli dziećmi, kruczowłosy nigdy nie okazywał uczuć na swojej twarzy – no może prócz zdenerwowania. Gdyby była jeszcze w jego fanklubie, z pewnością zaczęłaby piszczeć. Zamiast tego jednak zachichotała i otrząsnęła się. Przez większość czasu nie była w stanie zrozumieć Uchihy. Teraz czuła z jego strony akceptację. Tym razem nie została pominięta. To sprawiło, że czuła się szczęśliwa.
Przez kilka godzin zdrzemnęli się w jaskini, a następnie zjedli znienawidzone energetyczne batoniki i ponownie wyruszyli w drogę. Sakura zrobiłaby wszystko, by zasmakować prawdziwego posiłku… Na całe szczęście ich podróż dobiegała końca. Gdy słońce znalazło się wyżej na niebie, przemierzali klify i doliny. W tym tempie osiągną cel zapewne przed wieczorem… i podczas gdy nikt nie mówił tego na głos, wszyscy zastanawiali się, co tam zastaną.
Prace naprawcze posuwały się w szybkim tempie. Wszyscy genini oraz chuunini pracowali w obrębie wioski, zaś jounini i członkowie ANBU wykonywali misje poza jej granicami. Tsunade przyglądała się temu wszystkiemu z okna. Konoha zawsze była prężna, zawsze radziła sobie z wszelkimi przeciwnościami losu i wychodziła z nich jeszcze silniejsza. Z uśmiechem na twarzy Godaime obróciła się i usiadła przy swoim biurku, by porozmawiać ze stojącymi przed nią, przed chwilą wezwanymi ludźmi. Wszyscy zostali zebrani w jednym celu. Akatsuki było dla wioski największym zagrożeniem, a ten tak zwany Pain udowodnił, że jest się z kim liczyć. Musieli odkryć sposób, by pokonać go oraz jego niezliczone ciała, żeby w ogóle pomarzyć o rozprawieniu się z całą grupą przestępczą. Wyraz twarzy kobiety stał się poważny.
- Zebrałam was wszystkich tutaj, ponieważ to właśnie wy mieliście najwięcej do czynienia z intruzami. Muszę wiedzieć, co wiecie o Painie. Przy odrobinie szczęścia to, co zdołaliście zebrać, da nam większy obraz jego zdolności i pozwoli nam lepiej przygotować się na kolejną walkę. Ibiki, Inoichi… zacznijmy od was. Proszę, powiedzcie o wszystkim, co wyciągnęliście ze znajdującego się w waszych rękach ninja.
Inoichi rzucił okiem na Ibiki'ego, który skinął głową i tym samym pozwolił mu mówić.
- Tak jak rozkazałaś, skupiliśmy się na przebadaniu umysłu ninja z Kraju Deszczu, którego to pochwycił Jiraiya-sama. Sporo czasu zajęło nam samo wdarcie – chroniony był bowiem przez bardzo silne genjutsu. Kiedy tylko zostało złamane, przed nami pojawiły się kolejne przeszkody w postaci wielu zabezpieczeń. Gdy w końcu udało się przez nie przejść, to, co odnalazłem, okazało się bardzo interesujące.
Tsunade złączyła dłonie i oparła się o nie, intensywnie słuchając.
- Widziałem jego wspomnienia. Mówił coś o zabraniu ciał do wieży. Chodzą plotki, że przebywa tam Pain. Ciało dostarczył kobiecie, którą nazwał Aniołem. Nosiła ten sam płaszcz, co reszta Akatsuki. Nie ma tu mowy o żadnej pomyłce – widziałem dokładnie to samo ciało w czasie inwazji Paina.
- Hmmm – Godaime lekko uniosła brew. – Shizune? Co z twoją grupą?
- Po dokładnych badaniach odkryliśmy, że te czarne wtyczki to tak naprawdę odbiorniki chakry o wysokiej częstotliwości. Z tego, co dojrzałam w czasie ataku, wszystkie ciała Paina miały w sobie coś podobnego. Niestety nie możemy dokładniej się im przyjrzeć, ponieważ Pain nie tylko zabrał wszystkie wtyczki, ale także doszczętnie zniszczył ciało.
- Hmmm, a więc to sposób na transmisję chakry pomiędzy nimi. Ale skoro wszystkie sześć ciał odbierają chakrę, to kto stoi za jej emisją?
- Sądzę, że odpowiedź tkwi w tym, co usiłował nam przekazać Jiraiya-sama. Nawet po tym, jak rozszyfrowaliśmy jego zagadkową wiadomość, próba dowiedzenia się, co miał na myśli zawsze spalała na panewce. Teraz ma jednak sens. „Żaden z nich nie jest prawdziwy" – czyli żadne z napotkanych przez nas ciał nie jest prawdziwym Painem. Musi ukrywać się gdzieś w okolicy. Kłopotliwe – odpowiedział Shikamaru.
- Czy istnieje jakiś sposób, by znaleźć źródło emisji?
- Nie, niestety częstotliwość chakry ciągle ulega zmianie – rzekł Inoichi.
Tsunade pomasowała skronie. Musiała zgodzić się z młodym Narą. To było kłopotliwe.
- A co z ich zdolnościami? Wiem, że jedno z ciał ma prawie tą samą umiejętność, co klan Yamanaka – czytanie w umyśle – ponadto wydaje się, że potrafi także zabić kogoś przez wyciągnięcie z niego duszy.
- Pierwszy, któremu stawiałem czoła – ten z krótszymi włosami – potrafił manipulować grawitacją tak, by odeprzeć atak bądź przyciągnąć do siebie dowolny przedmiot. Jedyną jego słabością jest fakt, że pomiędzy kolejnymi seriami potrzebuje około pięciosekundowej przerwy. Drugi z przeciwników był łysy i funkcjonował bardziej jak robot, miał do dyspozycji prawie wszystkie rodzaje broni – powiedział Kakashi.
- Wróg, którego ja widziałem, wyglądał jak kobieta i potrafił przywoływać różne rzeczy. Podejrzewam, że to dzięki niej pozostałe ciała dostały się do wioski niezauważone – dodał Inoichi. Tsunade stukała palcami o blat biurka, przyswajając zdobyte przez nią informacje.
- Hmmm, ma to sens. Przywoływacz przeszedł przez barierę i zagrał rolę przynęty po to, byśmy myśleli, że jest tylko jeden intruz. Następnie ściągnął pozostałe pięć ciał – Inoichi skinął głową. Godaime przeniosła wzrok na Inuzukę Tsume, która do tej pory milczała. – Co możesz powiedzieć o ciele, które napotkałaś?
Kobieta wzruszyła ramionami.
- Nie za wiele. Jest gruby. Nie mogę nic powiedzieć o umiejętnościach, ponieważ użył innego ciała – tego, które zbadaliśmy – jako tarczy. Po tym nawiał.
Ebisu, który także milczał, postanowił dodać także swoje spostrzeżenia.
- Ciało, z którym walczyłem, używa pewnej demonicznej… postaci, która potrafi stwierdzić, czy dana osoba kłamie, czy też mówi prawdę. Możesz ją ujrzeć tylko wtedy, gdy cię schwyci. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale kiedy kłamiesz bądź odmawiasz odpowiedzi na zadane przez niego pytanie… umierasz. Ten demon musi mieć coś z tym wspólnego.
- Przynajmniej znamy rodzaj zagrożenia. Jeżeli znów będziemy musieli stawić im czoła, z pewnością będziemy o wiele bardziej przygotowani. Gdybyśmy tylko rozszyfrowali, gdzie ukrywa się prawdziwy Pain…
- Maa… jak teraz o tym myślę, to nie mógł być zbyt daleko – rzekł leniwie Shikamaru, po czym włożył dłonie do kieszeni i zaczął chodzić po pomieszczeniu. – Jeżeli dana osoba przesyła innej chakrę, musi być możliwie jak najbliżej niej.
- To jest to! – wszystkie oczy skierowały się na Inoichi'ego. – Sądzę, że to rozgryzłem. Słowa Shikamaru sprawiły, że wszystko stało się jasne.
Źrenice Tsunade zwężyły się.
- Kontynuuj.
- Zadaniem ninja z Kraju Deszczu był transport ciał do najwyższej wieży – tej samej, w której rzekomo przebywa Pain. Przywoływacz był tym ciałem. W środku musi znajdować się jakieś laboratorium. To właśnie tam prawdopodobnie umieszczają w ciałach odbiorniki chakry. Dlaczego musi być to najwyższa z wież? Ponieważ to z niej możliwa jest transmisja na największą odległość.
- On nie może transmitować z Amegakure! – wykrzyknęła Piąta.
- Masz rację. Nie może. Musiał to być najwyższy punkt położony najbliżej Konohy.
Shizune zamarła.
- Tak blisko? – Inoichi przytaknął.
Tsunade trzasnęła pięścią w biurko.
- Masz na myśli to, że był tu przez cały czas?! Gdybyśmy tylko wiedzieli… Przynajmniej mamy już tą świadomość i parę niezbędnych nam informacji. Dobra robota, ludzie. Inoichi, idźcie razem z Ibikim i sprawdźcie, czy nie jesteście w stanie coś jeszcze wyciągnąć od tego ninja z Deszczu. Co do reszty – dajcie znać za każdym razem, kiedy wpadniecie na nowy pomysł. Akatsuki z pewnością tu wróci, a my musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby się przygotować. Jesteście wolni.
Gdy wszyscy wyszli, Tsunade zaczęła rozmyślać. Zdecydowała nikomu na razie nie mówić o tym, co dowiedziała się na temat Uchiha Madary od Sasuke. Nawet nie mała pojęcia, jak to wyjaśnić. W jaki sposób ten mężczyzna mógł być nadal żywy? Nawet jeśli w jakiś sposób przetrwał walkę z jej dziadkiem, już dawno powinien umrzeć śmiercią naturalną… a skoro Pain był praktycznie niepokonany, to jak potężny może być Madara – lider Akatsuki? Godaime potrząsnęła głową, wypiła jeszcze trochę sake, spojrzała w gwieździste niebo, a następnie wstała.
Musiała rozejrzeć się tu i tam na własną rękę.
Ciemność zawsze zdawała się kryć najbardziej złowieszcze plany.
Danzou przemykał przez las wraz z towarzyszącymi mu dwoma cieniami. Nie był w najlepszym nastroju… czuł wściekłość. Wszystkie jego starania poszły na marne. W czasie ataku Akatsuki on oraz jego ninja zeszli pod ziemię. Był przygotowany na to, że Konoha upadnie – szkody były dla niego czymś oczywistym, w końcu to nieodłączna część wojny. Czasami ktoś musiał się poświęcić – sam Danzou przez lata niejednokrotnie to zrobił. Jeżeli kilka ofiar miałoby doprowadzić do tego, że zostanie Hokage… w porządku. Widocznie tak musiało być. Użyje ich do zdetronizowania Godaime. Ale ci jej cholerni poplecznicy! Sądził, że poprze go większość rady. Niestety zbyt wiele należących do niej osób było równie dobrodusznych i słabych, co Tsunade oraz jej poprzednik Sandaime.
Na całe szczęście był jedną z tych osób, które zawsze mają w zanadrzu plan B. Na początku próbował osiągnąć swój cel subtelnymi metodami. Koniec z dyplomacją. Rządy Tsunade skończą się tu i teraz.
Dzięki chaosowi związanemu z atakiem na Konohę, w końcu był w stanie poruszać się bez siedzących mu na ogonie ANBU. Tak, wiedział o nich, ale postanowił ignorować ich obecność i odgrywać swoją rolę za każdym razem, kiedy znajdował się poza Podziemiami Korzenia. Tym razem jego obserwatorzy dostali inne zadanie – wiosce bowiem brakowało wykwalifikowanych ninja. Mógł w końcu działać. Jego ninja byli zwarci i gotowi. Ale musiał najpierw zrobić coś jeszcze…
- Jestem zbyt zajętym człowiekiem, by być na twoje skinienie.
Danzou spojrzał w ciemność swoim jedynym okiem. Chwilę później dostrzegł mężczyznę, na którego czekał.
- Będę się streszczał, Madara-sama.
Na nowo utworzona Drużyna Siódma zatrzymała się na obrzeżach małej wioski Ogawa i po prostu się patrzyła. Już stamtąd mogli stwierdzić, że miejscowość została mocno zniszczona. Naruto zacisnął dłoń na swojej koszulce w miejscu, gdzie znajdowało się jego serce.
Sakura rzuciła okiem na swojego towarzysza. Wyczuwała płynący z niego smutek.
- Naruto…
Dźwięk imienia wyrwał blondyna z szoku. Wziął głęboki wdech, próbując się uspokoić.
- Chodźmy.
Ruszył przodem. Zwolnili, gdy dotarli do serca wioski, rozglądając się na lewo i prawo, rozeznając się w zniszczeniach spowodowanych atakiem Paina. W porównaniu do tego, co zastali w Konosze, nie panował tu chaos… tylko cisza. Wioska, zwykle przepełniona radosnymi widokami, dźwiękami bawiących się dzieci… zamarła. Sakura smutno potrząsnęła głową. Naruto i Sasuke rozpoczęli marsz w konkretnym kierunku. Gdy zastali dom kompletnie zniszczony, obydwaj poczuli ukłucie w sercu.
- Aya… - Uzumaki zamknął oczy. Uchiha złapał go za nadgarstek i pociągnął za sobą.
- Chodź, dobe. Jestem pewny, że wszystko z nią dobrze. Poszukamy jej – chłopak podążył za nim bez słowa. Różowowłosa dołączyła do nich i rozpoczęli wędrówkę po wiosce.
W pewnym momencie z jednego z niezniszczonych budynków wybiegł chłopiec.
- Hej! – krzyknął w jego stronę Naruto. Kiedy chłopak się odwrócił, na moment zamarli.
- Ruka?
- Takashi?! – nastolatek w mgnieniu oka znalazł się w objęciach Uzumaki'ego. – Tak się cieszę, że jesteś cały i zdrów. Gdzie jest Aya? Trzymacie się razem?
- Nie, jest u ciebie. Usiłuje pomóc wszystkim rannym.
- Wszyscy są… cali, prawda? – zapytał blondyn i wbił wzrok w ziemię. Nawet on wiedział, że zadał głupie pytanie, bazowane na nadziei.
Próba uśmiechu poszła Takashi'emu na marne. Chłopak potrząsnął głową.
- B-Było źle. Paru mężczyzn w płaszczach pytało się o jakiegoś lisa… albo coś w tym stylu. Nikt nie miał pojęcia, o co im chodziło, ale nie brali „nie" za odpowiedź. Dużo ludzi ucierpiało. Kilku zostało złapanych zanim zdołali uciec. Aya widziała, jak dwóch panów umiera. A jej mama… o-ona… nie dała rady.
Naruto zamknął oczy, nieświadomie wycofując się, tak jakby miało to uchronić go przed straszliwą prawdą. Jeżeli miał wskazać moment w swoim życiu, w którym czuł się okropnie… to byłby właśnie ten. Przybył za późno. Nawalił. Nie obronił bliskich mu ludzi. Aya go znienawidzi.
- Nie – Sasuke odpowiedział na jego myśli. Blondyn przeniósł na niego wzrok. Użytkownik Sharingana prawie wzdrygnął się na widok nieskrywanej rozpaczy w oczach przyjaciela.
- Skąd możesz wiedzieć? To moja wina, że jej mama umarła.
Uchiha zmierzył wzrokiem mającego łzy w oczach blondyna.
- To nie twoja wina. Jedynymi winnymi są ci, którzy to spowodowali… Akatsuki – kontynuował, ale już tylko dla Naruto. A teraz skończ użalać się nad sobą i wszystkimi wokół. Mamy robotę do wykonania. Odwrócił się i odszedł. – Chodź, Sakura – powiedział na głos.
Sakura spojrzała na Sasuke, potem na Naruto… i znowu na Sasuke.
- Ale… co z…
- Dobe dobrze wie, gdzie ma iść.
Uzumaki nie ruszył się z miejsca. Słyszał, jak jego przyjaciele odchodzą, ale w tamtej chwili mógł tylko wpatrywać się w jakiś punkt przed sobą. Nawet nie dostrzegł, że został z nim Takashi… a przynajmniej do momentu, w którym chłopak postanowił zabrać głos.
- To ciebie właśnie szukają, prawda? To dlatego odszedłeś?
Jinchuuriki nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Zżerało go poczucie winy. Po jego policzku spłynęła samotna łza.
- Ja… przepraszam – z tymi ostatnimi wyszeptanymi słowami, z ciężkim sercem obrócił się i zaczął powoli iść.
- Sasuke-san ma rację – stanął jak wryty. – To nie twoja wina.
Naruto odszedł bez słowa.
W międzyczasie Sasuke prowadził Sakurę w kierunku niewielkiego domu w lesie, który to zdążył tak dobrze poznać. Na miejscu zostali zaskoczeni zastanym przez nich widokiem – polana wypełniona była ludźmi, namiotami i pryczami. Oczywiście nasi bohaterze – podświadomie – zdawali sobie sprawę, że znajdą się tu wszyscy ranni, nie mieli jednak pojęcia, że będzie ich aż tylu. Podczas gdy Naruto przepełniony był poczuciem winy, Sasuke – na widok tych wszystkich poszkodowanych – ogarnęła złość. Dzięki Naruto, Ayi i jej rodzinie oraz przyjaciołom, miejsce to – od czasów dzieciństwa spędzonego w rezydencji klanu Uchiha - stało się dla niego czymś najbliższym domowi. Jeżeli ochrona Naruto nie miała już przesądzić o jego pragnieniu zniszczenia Akatsuki – ten widok przelał czarę goryczy. W końcu w dalszym ciągu był mścicielem. Podczas gdy jego oczy przyglądały się zatłoczonemu miejscu, w duchu przyrzekł sobie zemstę.
Sasuke w ciszy mijał coraz to kolejnych ludzi, witając się z tymi, których rozpoznawał. Różowowłosa kunoichi szła tuż obok, podziwiając sprawną – biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności - organizację mieszkańców. To sprawiło, że zaczęła się zastanawiać, kim była Aya. Nagle ujrzała, jak jakaś nastolatka wychodzi z ganku. Kiedy dziewczyna ich dostrzegła, z hukiem upuściła trzymane przez nią naczynie.
- Sasu-sensei! – wykrzyknęła, w pospiechu zbiegła ze schodów i – ku zdziwieniu Sakury, która dobrze pamiętała awersję Uchihy do żeńskiego dotyku - oplotła ręce wokół niego ręce. Na tym się jednak nie skończyło. Buzia różowowłosej szeroko się otworzyła, kiedy ten na dodatek odwzajemnił się i coś odpowiedział. Medyczna kunoichi skrzyżowała na sobie ręce, nie wiedząc, czy się uśmiechnąć, czy też czuć zazdrość, że ktoś inny był w stanie wydobyć z Sasuke jego łagodniejsze oblicze. Młody mężczyzna, który w jakiś sposób domyślił się, co chodzi jej po głowie, obrócił się i posłał w jej stronę uśmieszek.
- Sakura, to jest Aya. Aya… Sakura. Sakura jest medyczną kunoichi i przyszła, by ci pomóc – Aya uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń. Zarówno Haruno, jak i Uchiha dostrzegli, jak bardzo jej uśmiech był wymuszony.
- Dzień dobry. Słyszałam o tobie od Ruka-sensei – różowowłosa uścisnęła jej dłoń, skonfundowana. Kim był Ruka?
- Ma na myśli Naruto – odpowiedział jej Sasuke, tak jakby właśnie przeczytał jej myśli.
- Ach.
Aya uśmiechnęła się.
- Ups, zapomniałam. Znamy go tutaj jako Ruka. A skoro mówimy o nim… też tu jest?
- Tak, przyjdzie. Ale póki co pokaż Sakurze, co jest do zrobienia i sama odpocznij. Widzę, jak bardzo jesteś zmęczona.
Dziewczynka westchnęła.
- Nigdy nie będę w stanie przed żadnym z was niczego ukryć – wymamrotała. – Nie mogłam przestać. Nie mają nikogo innego – Sakura wzięła głęboki wdech.
- Czekaj, sama zajmowałaś się tymi wszystkimi ludźmi?
Aya uniosła dłoń i zaczęła nerwowo drapać się z tyłu głowy, niesamowicie przypominając zawstydzonego Naruto.
- Więc… oczywiście miałam pomoc w postaci bandażowania czy podawania leków… ale reszta spoczywała na mnie. Sasuke i Naruto nauczyli mnie wystarczającej ilości medycznych jutsu, by jakoś sobie radzić – Haruno z niedowierzaniem potrząsnęła głową. Jak jedna osoba bez prawdziwego doświadczenia w dziedzinie medycyny była w stanie sobie z tym poradzić?
- W takim razie zgaduję, że dobrze się stało, że nadeszła pomoc z zewnątrz, ech? – uśmiechnęła się do młodszej z nich. – Powiedz mi, co mam robić.
Sasuke obserwował, jak odchodzą, po czym westchnął. Wiedział, że Sakura od teraz wszystkim się zajmie. Teraz miał za zadanie znaleźć dobe. Stanął nieruchomo i zaczął poszukiwania chakry Naruto. Po jakiejś minucie zlokalizował ją w pobliskim lesie. Odczuwał tyle emocji… większość nienależących do niego. Kruczowłosy obrócił się i zaczął biec w tym kierunku. Nadszedł czas, by wbić dobe trochę rozumu do głowy.
Na zewnątrz najwyższej wieży w Amegakure Pain podziwiał otaczający go świat. Dzięki ostatniemu, brakującemu elementowi układanki będzie w stanie osiągnąć wszystko, do czego tak długo dążył. Niestety, element ten ciągle mu się wymykał. Nie martwił się jednak. Przez długi czas był cierpliwy, zdolny do poświęceń, doświadczył wiele bólu. Mógł zatem jeszcze trochę poczekać. Dziewięcioogoniasty nie mógł uciekać w nieskończoność.
Nie poruszył się, kiedy wyczuł przytłaczającą go chakrę. Wiedzał, że Konan przybędzie, kiedy tylko będzie potrzebny. Uchiha Madara stanowił zagrożenie dla jego planów. Głównym celem tego człowieka była destrukcja. Tak jak cała reszta klanu Uchiha potrafił on myśleć tylko o zemście, o sile. Nic dziwnego zatem, że klan ten został zdziesiątkowany. Zemsta była ich jedynym sposobem na wymierzenie sprawiedliwości, a potrzeba zemsty rodziła nienawiść… krąg niekończącej się nienawiści.
Taki stał się obecny świat. Nienawiść ciągle się szerzyła. Każdy ninja czuł, że zabija po to, by wymierzyć sprawiedliwość. Ich misje, ich wojny… źle rozumiana przez wszystkich prawość, przynosząca tylko więcej nienawiści i bólu.
Pragnął pokoju. To dlatego stworzył Akatsuki. To dlatego wpadł na pomysł stworzenia broni. Dzięki mocy Ogoniastych Bestii będzie w zasięgu najpotężniejszego orężu. Dzięki niemu świat nareszcie pozna smak prawdziwego cierpienia, a strach przed nim zakończy wojny. Tylko w ten sposób osiągnie pokój i stabilność. Owszem, pewnie wiele osób zginie. Ale czy to nie dla wyższego dobra? Poświęcenia te będą godne marzeń o pokoju… i nawet jeżeli czas uleczy rany całego świata i znów zaczną się walki, jego broń ponownie zostanie użyta i je zatrzyma, przyniesie krótkie czasy pokoju w niekończącym się cyklu nienawiści.
To było jego marzenie. Nie Madary. Uchiha nie powstrzyma go.
Konan prowadziła, a za nią kroczył w ciszy Madara.
Pomarańczowa maska zachowywała się niczym bariera, mimo że mężczyzna nigdy nie ukazywał swoich emocji – w końcu w dalszym ciągu był Uchihą. Nie był zadowolony ostatnimi wydarzeniami. Już dawno miał mieć przy sobie swojego pupilka. Musiał także poradzić sobie z tą przeklętą drużyną odmieńców, którą porzucił Sasuke. Niańczenie wymysłów Orochimaru nie było tym, czym sobie wymarzył…. a ta krzykliwa czerwonowłosa dziewucha wkurzała go bardziej od Deidary. Gwoździem do trumny był fakt, że nigdzie nie mógł znaleźć śladów młodego Uchihy. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu.
Tak samo jak pewien jinchuuriki.
Mężczyzna nie miał już żadnych wątpliwości, że jego zguby musiały się gdzieś spotkać, a teraz działają wspólnie.
Jedyną pozytywną nowiną ostatnich dni było to, że miał teraz Danzou pod pantoflem. Nie mógł się doczekać momentu, w którym głowa Korzenia razem z podlegającymi mu ninja zacznie realizować jego plany. Madara złowieszczo zaśmiał się pod maską.
Dźwięk jego śmiechu zaniepokoił Konan.
- Jest tu.
- Wiem – Pain odpowiedział na anielski głos. Wstał powoli, nie przejmując się, że jego gość musiał na niego trochę poczekać – w końcu mawiają, że cierpliwość jest cnotą.
Sasuke stanął za opartym o drzewo, tępo spoglądającym w dal blondynem. Zaczynało się ściemniać.
- Idź stąd, teme.
- Nie.
Naruto gwałtownie obrócił się i zmierzył Uchihę wzrokiem.
- Nie drocz się ze mną. Nie jestem w nastro… - Sasuke uderzył go, zanim dokończył zdanie. Wylądował po drugiej stronie polany. Uzumaki poczuł, jak z nosa cieknie mu krew. Wytarł ją rękawem.
- Co, u licha? A to za co, teme?!
- Skończyłeś już użalać się nad sobą? Jeżeli nie, z chęcią znów cię strzelę. Jestem już chory od odczuwania twoich dołujących emocji. To żałosne – blondyn podniósł się z ziemi z warkotem.
- Co… czy ty naprawdę nie masz serca, Sasuke? Cała wioska przeze mnie cierpi. Mieszkańcy Konohy i tej wioski giną przeze mnie. I to nie koniec. Nie wiem, kto będzie następny – Naruto przeczesał dłonią włosy i westchnął tak, jakby na jego barkach spoczywał los całego świata. I wtedy wymamrotał: - Może świat będzie się miał lepiej, jeśli po prostu się poddam.
Sasuke zawarczał, po czym uaktywnił Sharingana, chwycił blondyna za kołnierz i przyparł go z całej siły do drzewa.
- Ty cholerny IDIOTO! – Uzumaki nawet się nie bronił, co jeszcze bardziej rozwścieczało kruczowłosego mężczyznę. – Nawet NIE MYŚL o tym, by się poddać. Tak, zginęli ludzie i jest to straszne… ale ci, którzy zginęli w Konosze, zrobili to, by CIEBIE ochronić, ci, którzy zginęli tutaj, nieświadomie chronili CIEBIE. Jeżeli teraz się poddasz, ich poświęcenie nic nie będzie znaczyło. Ich śmierć pójdzie na marne. Tego właśnie chcesz?
Naruto w dalszym ciągu na niego nie patrzył. Sasuke upuścił go ze wstrętem, pozwolił, by spadł na ziemię.
- Nie jesteś tym Naruto, którego znam. Mój Naruto nawet przez chwilę nie myślałby o rezygnacji. Mój Naruto broniłby się i nie pozwolił Akatsuki wygrać. To, co się wydarzy, Naruto… Akatsuki wygra, a obecne straty w ludziach będą niczym w porównaniu do masowej śmierci i destrukcji, którą spowodują dzięki Ogoniastym Bestiom.
Syn Yondaime wzdrygnął się. Uchiha dostrzegł to i skinął głową. W końcu zaczęło coś do niego docierać.
- Może i scalasz się z Kyuubim, ale nie wątpię w to, że Madara i tak znajdzie sposób, by cię użyć. Tylko ty powstrzymujesz ich od osiągnięcia celu. I prędzej pochłonie mnie piekło, aniżeli im pozwolę, by cię dorwali.
Na długi czas zapanowała cisza. Sasuke już miał zamiar się odwrócić i odejść, kiedy usłyszał cichy śmiech. W końcu jego przyjaciel na niego spojrzał, w dalszym ciągu się śmiejąc.
- Kiedy zacząłeś tworzyć tak inspirujące przemowy? To zwykle moja działka.
Na twarzy Uchihy pojawił się uśmieszek. Wyciągnął dłoń.
- To twoja wina. Spędzam z tobą zdecydowanie zbyt wiele czasu, dobe.
Blondyn potrząsnął głową i skorzystał z pomocy przyjaciela. Kiedy Sasuke go podnosił, zacisnął wolną dłoń w pięść i uderzył go prosto w twarz, powalając na ziemię. Zmierzył go wzrokiem.
- A to za tamten cios, draniu – źrenice dziedzica klanu Uchiha zwęziły się, przez co Naruto przyjął obronną pozę. Wyluzował się, kiedy brunet tylko się zaśmiał i stanął na nogi… po czym pacnął niespodziewającego się Uzumaki'ego w tył głowy i zaczął odchodzić.
- Dobe.
Cieszę się, że wracasz do normalności.
- Teme – Naruto zmierzył wzrokiem młodszego brata Itachi'ego.
Dziękuję.
Dwóch chuuninów siedziało na straży u bram wioski. Jeden z nich przeciągnął się i ziewnął.
- Jestem taki znudzony – powiedział.
- Heh, w takim razie dobrze, że wziąłem je ze sobą – drugi odparł i wyciągnął talię kart. Z uśmiechem zaczęli partyjkę. Po pewnym czasie zauważyli, że zaczyna się ściemniać. Pojawiła się gęsta mgła, która poważnie ograniczała widoczność.
- Skąd ta mgła, u licha? Jest na to zbyt ciepło.
- Coś jest nie tak… to nie jest normalne – już mieli powiadomić Hokage, kiedy usłyszeli dźwięk metalu. Ich gardła zostały przecięte, zanim zaczęli krzyczeć.
W wieży Hokage panowała cisza. Tsunade – jak nie przystało na damę - leżała na biurku i głośno chrapała, a obok niej walała się sterta papierów i pusta butelka po sake. Nie miała zielonego pojęcia o narastającym na zewnątrz problemie.
Mgła ukryła ruchy ciemno ubranych ninja, którzy otoczyli wieżę. Zakryła też ślady cichych zabójców, którzy wykonali swoją robotę na obrzeżach wioski. Więcej ninja zajęło pozycje w różnych miejscach i czekało.
Danzou powoli, w ciszy nocy, kroczył do jedynego celu. Na krok nie odstępowali od niego strażnicy. Gdy znalazł się u stóp wieży Hokage, skinął głową na znajdujący się tam oddział, który w odpowiedzi z szacunkiem się ukłonił. Mężczyzna udał się schodami do góry do biura, które niebawem będzie należało do niego. Spoglądając z obrzydzeniem na leżących u jego stóp martwych strażników, dał znak dwóm ninja należącym do Korzenia, by pozbyli się ciał. Nawet nie powstrzymując uśmiechu otworzył drzwi do pomieszczenia i prawie wybuchł śmiechem na widok śpiącej blondynki. Jeżeli istniał moment, w którym był wdzięczny Kami za to, że kobieta ma taki mocny sen po sake, to właśnie ten. Wokół niej stanęło pięciu ninja z wymierzonymi w jej witalne punkty broniami.
Głośno zastukał w biurko swoją laską. Tsunade w mgnieniu oka się obudziła, wkurzona podniosła głowę, gotowa nawrzeszczeć na tego, kto śmiał zakłócić jej spokój. Zatrzymało ją uczucie zimnego metalu na szyi. Jej spojrzenie skupiło się najpierw na otaczających nią ninja po to, by na końcu zatrzymać się na stojącym przed nią mężczyźnie.
- Danzou! – zawarczała. – Co to ma znaczyć? Zaaresztuję cię i oskarżę o zdradę.
- Wysoce w to wątpię. Jak widzisz, twoi strażnicy, podobnie jak reszta straży w Konosze, zostali obezwładnieni. Kilkoro znajdujących się w okolicy ANBU oraz jouninów nie ma szans przeciwko moim ninja. I mocno wierzę w to, że nie zaryzykujesz życia chuuninów oraz geninów. Zginęliby i zostawili całą wioskę na łasce naszych wrogów. Nie chciałabyś tego, prawda? Więc, jak widzisz, Tsunade, mam teraz całą władzę. I moim pierwszym działaniem będzie pozbawienie cię twojej.
