ODCINEK 25: RODZINNE KŁOPOTY.

- Tam! Squirtle Wodna Broń! - Clair wskazała w gęste krzaki, w które momentalnie poleciał strumień wody. Po chwili wyleciał stamtąd spłoszony Pidgeotto.
- Eh znowu nic ciekawego. Dwa dni wędrówki, a rzadkich Poków ani śladu...
Niestety, dziewczyna miała rację. Przedwczoraj opuściliśmy Roślinice i wędrowaliśmy mniej, lub bardziej uczęszczanymi ścieżkami leśnymi, ale nic ciekawego spotkać się nam nie udało. Przynajmniej na noclegi nie musieliśmy narzekać. Jedną noc spędziliśmy wprawdzie na polanie, ale było ciepło i co najważniejsze - sucho. Ostatniej nocy trochę padało, ale mieliśmy to szczęście, że znaleźliśmy opuszczoną leśniczówkę, więc dach nad głową był. Teraz wędrowaliśmy nadal w stronę Białegostoku, lecz nadzieje związane ze złapaniem rzadkiego Pokemona u mnie i u Maxa zniknęły całkowicie. Właściwie młody trener nawet nie planował chwilowo powiększania drużyny, gdyż był zajęty trenowaniem Oddisha, oraz pozostałych podopiecznych. Tak, więc jedynie Clair, wędrując ze Squirtlem "przy nodze", starała się, jak tylko mogła, złapać coś interesującego, ale jak na razie nie bardzo jej to wychodziło.
Po kolejnej godzinie wędrówki dotarliśmy do niewielkiej polanki, gdzie zadecydowaliśmy, że czas na przerwę obiadową. Przed opuszczeniem Roślinic zaopatrzyliśmy się w tygodniowe zapasy jedzenia dla nas, oraz karmy dla Poków, tak wiec wędrując przez lasy, nie groził nam głód.
- Mam dość! Tori to był twój pomysł! Jak przed dotarciem do Białegostoku nie będę miała nowego Pokemona to pożałujesz!
Westchnąłem tylko, podobny tekst słyszałem podczas śniadania, oraz wczorajszej kolacji, obiadu, no i co jakiś czas w trakcie wędrówki. Jak zwykle, gdy Clair "nie szło", to postanawiała się od stresować w prosty sposób - na mnie.
- Pragnę zauważyć, że Poków to do tej pory byś miała dziesięć, co najmniej, ale tobie zawsze coś nie pasuje. A to mały, a to słaby, a to częsty... Auć! - moje próby wytłumaczenia dziewczynie, że stała liczba jej podopiecznych, to wyłącznie jej własna wina skończyła się tym, że oberwałem szyszką, jakich pełno leżało na polanie. Nieopodal siedziały wszystkie nasze Poki, zajadając się karmą. Squirtle i Charmander popatrzyły na nas, pokręciły łebkami i wróciły do jedzenia. Tymczasem Max studiując moją PokeEncyklopedię starał się określić, czy nie zboczyliśmy z wyznaczonej trasy i czy dałoby się jakoś zejść ze szlaku na kilka godzin, bo może wtedy spotka się coś ciekawszego.
Nagle kilka Poków przerwało posiłek i zaczęło węszyć, lub nasłuchiwać.
- Coś, lub ktoś się zbliża. - mruknął Max.
- Czyżby jakiś Pokemon? - z nadzieją w głosie spytała Clair, jednak już po chwili mruknięcie Charmandera powiedziało nam, że to człowiek.
Kilka minut później na polankę wkroczył chłopak niewiele starszy od nas. Był wysoki i ubrany na czarno i ziemnozielono. Na szyi wisiał mu aparat fotograficzny, a do plecaka, który niósł, doczepione były jeszcze dwa inne. Gdy nas zobaczył zatrzymał się zdziwiony.
- Trenerzy? Tutaj? Nie sądziłem, że kogoś spotkam w tych lasach. Mogę się dosiąść? - spytał na powitanie. Gdy się zgodziliśmy chłopak wypuścił z PokeBalli Hoothoota - małą sowę, oraz Butterfree - niebieskiego motyla. Następnie, podobnie jak my, Pokom dał karmę, a sam zaczął zajadać się kanapkami wyciągniętymi z plecaka. Pogadaliśmy trochę i dowiedzieliśmy się, że chłopak ma na imię Grzesiek i często przemierza góry, lasy i ogólnie mniej zaludnione tereny, w poszukiwaniu rzadkich Pokemonów. Jednak on, w odróżnieniu, od Clair, nie zamierza ich łapać, a jedynie zrobić im zdjęcia. Obecnie zaś wędruje, by sfotografować kolejnego rzadkiego Pokemona - Tyranitara.
- Tyra... Co? Tori sprawdź tym elektronicznym co to za jeden! - Clair na wieść o rzadkich Pokach będących w pobliżu wyraźnie się ożywiła. Ja zaś sprawdziłem w PokeEncyklopedii (którą Max oddał mi już jakiś czas temu) i dowiedziałem się, że:
"Tyranitar - Pokemon łączący typy Kamienia i Ciemności. Niezwykle rzadki i trudny zarówno do znalezienia jak i do złapania. Agresywny. Walka zalecana tylko doświadczonym trenerom. Podstawowe ataki: Gryzienie, Burza Piaskowa, Grad Kamieni i Dobijanie".
- Ciekawe... I chcesz znaleźć tego Pokemona, sfotografować go i tyle? Żadnego łapania? Żadnej walki? - Clair nie mogła w to uwierzyć.
- Owszem. Właściwie to mam nadzieję, że Tyranitrar nawet nie dowie się, że jakiś człowiek jest w pobliżu. Niestety to zadanie jest raczej trudne i gdybyście mi pomogli, byłbym bardzo wdzięczny.
- Pomóc możemy, przynajmniej zobaczymy rzadkiego Pokemona. Ale skąd wiesz, że gdzieś tutaj można go spotkać? - spytałem. Spojrzałem też na Maxa i Clair. Kiwnęli tylko głowami, na znak, że się ze mną zgadzają. Właściwie w oczach dziewczyny dawało się dostrzec dziwny błysk, miałem nadzieję, że nic podejrzanego nie planowała.
- Skąd wiem? Cóż, wędruję dużo po kraju, często pytam napotkanych ludzi, czy nie słyszeli o rzadkich, lub dziwnych Pokemonach. W ten sposób dowiedziałem się od leśników, że w tych lasach jest przynajmniej jedna para Tyranitarów. Prawdopodobnie założyły tu gniazdo. Jeśli uda mi się je odnaleźć i sfotografować jaja to będzie to naprawdę wielki sukces.
Zastanowiłem się chwilę i doszedłem do wniosku, że Grzesiek ma rację. Wiadomo, że zdecydowana większość Pokemonów wykluwa się z jajek, jednak wyglądu niektórych z nich do dziś nie ustalono. Jeśli zaś chodziło o Tyranitara, to skoro był agresywny to i z pewnością dobrze bronił swego gniazda. Tak, więc po skończonym posiłku zawróciliśmy prawie wszystkie Poki. Jedynie mój Charmander (jak zwykle), Squirtle Clair ("na wszelki wypadek"), oraz Hoothoot fotografa (który miał starać się zlokalizować Tyranitara) pozostały poza PokeBallami. Wyruszyliśmy, więc dalej drogą w nadziei, że szybko odnajdziemy rzadkiego stworka.

Po około półgodzinie wędrówki idący na przedzie Charmander nagle się zatrzymał.
- Co jest? Wyczułeś coś? - zapytałem. W odpowiedzi Pokemon, warcząc niepewnie, ostrożnie schował się za mną. Gdy spojrzałem na Squirtla Clair, zauważyłem, że on też jest lekko podenerwowany.
- Czyżby w pobliżu był Tyranitar? - mruknął Grzesiek. Tymczasem Max uważnie obserwujący okolicę, wskazał nam jedno z pobliskich drzew.
- Spójrzcie tutaj. Oznaczenie terenu przez jakiegoś Poka.
Na wskazanym drzewie widać było ciemniejszą plamę. Gdy się do niej zbliżyliśmy dało się odczuć, że wydziela zapach jakby siarki.
- Siuśki Pokemona. Fuj. - mruknęła Clair. Ja zaś skierowałem czujniki PokeEncyklopedii na plamę i uzyskałem potwierdzenie, że to faktycznie ślad jaki pozostawia Tyranitar na granicy swojego terytorium.
- Tak, to utwierdza mnie w przekonaniu, że znajdziemy gniazdo. Pokemony oznaczyły teren, aby mieć spokój. Ludzie nawet jeśli wyczują zapach to nie zwrócą na niego większej uwagi i dalej będą wędrować ścieżką, zaś niechciani Poke-Intruzi zrozumieją ostrzeżenie, jakie pozostawiony zapach zawiera. - Grzesiek był zadowolony. Poprawiwszy plecak i upewniwszy się, że aparaty do niego przyczepione nie odczepią się, zboczył ze ścieżki i minąwszy oznaczone drzewo ruszył w las. Po kilku krokach zatrzymał się i spojrzał na nas.
- To co? Idziecie? - popatrzyliśmy po sobie. Oczy Clair świeciły się dzikim, niemal fanatycznym blaskiem i od razu ruszyła za chłopakiem. Chcąc nie chcąc poszliśmy za nią, a Squirtle i Charmander z ociąganiem za nami.
- Dobrze Hoothoot. Leć na zwiad i uważaj na siebie. - chłopak zwrócił się do małej sowy siedzącej mu do tej pory na ramieniu. Brązowy ptak poleciał szybko w górę i zniknął między drzewami.
Po kilkunastu minutach, podczas których cały czas szliśmy naprzód, Pokemon wrócił i cicho hucząc oznajmił swojemu trenerowi, że coś znalazł. Gdy spytałem Charmandera, czy coś czuje, ten po kilku mocnych pociągnięciach nosem potwierdził, że tak. Zapach dochodził z lewej strony i tam też Poke-Sowa kierowała naszą drużynę.
- Zaczekaj Hoothoot. Jeśli podejdziemy tędy wiatr zdradzi Tyranitarom nasz zapach, a chyba nie chcemy ich wystraszyć, czy zdenerwować prawda? - to mówiąc Grzesiek wypuścił Butterfree i nakazał mu, aby posypał nas duża ilością pyłku, który jak się okazało wydzielał silny leśny zapach.
- Ciekawe... Co to za atak? - spytał Max.
- Ten atak jest mojego pomysłu. Odpowiednio zmodyfikowany Słodki Zapach, ale naprawdę dużo czasu i wysiłku trzeba było poświęcić, aby mój Pokemon się go nauczył.
Gdy pyłek pokrył nasze ubrania nasz własny zapach zniknął całkowicie. Fotograf podziękowawszy motylowi zawrócił go do PokeBalla, a gdy Hoothoot dokładnie poinstruował jak dotrzeć do gniazda również zniknął w piłce. Ja również zawróciłem Charmandera, a Clair uczyniła to samo ze Squirtlem. I tak nasza czwórka ostrożnie zaczęła skradać się w kierunku gniazda Tyranitarów.
Po kilkunastu minutach, gdy coraz trudniej było iść, bo gęste krzaki skutecznie to uniemożliwiały, a dodatkowo przedzieranie się przez nie robiło hałas, dostrzegliśmy potężne zwalone drzewo, a obok niego coś dużego, czego czubek miarowo podnosił się i opadał. Gdy podeszliśmy jeszcze bliżej (w tym czasie Grzesiek przygotował aparat) zobaczyliśmy, że dziura, która pozostała po korzeniach drzewa jest teraz wygładzona w spore wgłębienie. W jego wnętrzu spoczywały trzy duże zielone jaja. Obok zaś spał potężny Pokemon. Nie było wątpliwości, że to Tyranitar.
- Ale ekstra... - wyszeptała Clair, a jej oczy świeciły dziko. Fotograf zaś, ostrożnie przymierzywszy, zrobił kilka zdjęć śpiącemu Pokemonowi, a następnie wyszeptał:
- Mamy problem. Gdy zbliżymy się bardziej do gniazda, z całą pewnością rodzic się obudzi i nas zaatakuje.
Obecnie byliśmy ukryci za drzewem, oraz rosnącym obok dużym krzakiem. Właściwie Pokemon pewnie już dawno by nas odkrył, gdyby nie to, że spał. Na szczęście pyłek Butterfree nadal wydzielał silny zapach, mimo że spora jego część opadła już z nas podczas przedzierania się przez krzaki.
- Więc, żeby sfotografować jaja, trzeba zając czymś ich opiekuna, tak? - mruknęła tajemniczo Clair.
"Ona chyba nie chce..." - zdążyłem tylko pomyśleć, gdy dziewczyna szybko zabrała mi jeden z pustych PokeBalli jakie miałem przyczepione do paska.
- Dzięki Tori, wiedziałam, że mogę sobie wziąć. - mruknęła i w tym samym momencie wyskoczyła z krzaków i zbliżyła się do śpiącego Poka.
- Ona zwariowała?! - głośnym szeptem zapytał fotograf.
- Nie. Ona po prostu jest... Cóż sprawia, że się nie nudzimy. - odparłem cicho, zastanawiając się też, czy dziewczyna ma plan na wypadek, gdyby Tyranitar okazał się za silny.
- Pobudka olbrzymie! Chcę walczyć! - zakrzyknęła Clair. Wystarczyło to, aby Pokemon z błyskawiczną szybkością stanął na tylnych łapach i zaczął się uważnie rozglądać, kto też mu przeszkadza. Tyranitar był potężny, dwie duże tylne łapy, na których stał, długi i mocny ogon pozwalający łapać równowagę, przednie łapy z pazurami, oraz łeb z paszczą pełną ostrych zębów. Gdy wreszcie dostrzegł dziewczynę zaryczał gniewnie.
- Tak, tak. Słuchaj, mam taki pomysł. Jak wygram, jedno z jaj z twojego gniazda będzie moje. Nie martw się zaopiekuję się nim troskliwie. To jak? Zgoda?
"Ona chyba nigdy nie słyszała o czymś, co się nazywa instynktem samozachowawczym." - przeszło mi przez myśl. Tymczasem potężny jaszczur zamiast odpowiedzi ryknął przeraźliwie, pochylił łeb i ruszył do ataku.
- Świetnie! O to chodziło! Squirtle, Wodna Broń! - dziewczyna wypuściła małego żółwia z PokeBalla. Ten, gdy tylko dostrzegł swojego przeciwnika, wymruczał coś w stylu "Ona naprawdę przegina", po czym wystrzelił potężny strumień wody, który sprawił, że atakujący Tyranitar nagle się zatrzymał i przyjrzał uważniej przeciwnikowi. Wyglądało na to, że woda nie robi na nim żadnego wrażenia.
- Ej, co jest? On miał być kamienny częściowo, nie? Czemu woda nie działa? - Clair była niezadowolona, nic dziwnego zresztą. Squirtle ciągle atakował, jednak efektu nie dawało to żadnego. Nagle Tyranitar ruszył do ataku, błyskawiczne znalazł się przy przeciwniku i uderzył go potężną łapą.
- Pancerz! - zdążyła tylko krzyknąć dziewczyna, w samą porę zresztą, bo mały żółwik wyrzucony w powietrze boleśnie odczułby upadek, a zastosowany atak defensywny znacznie wzmocnił jego wytrzymałość.
- Spadając uderz znowu Wodną Bronią! - trenerka była zdecydowana, jej Pokemon wystrzelił znowu potężny wodny strumień, jednak i tym razem niewiele to zdziałało przeciwko potężnemu Tyranitarowi.
- Tori, to twoje elektroniczne jest niedopracowane! Woda pokonuje Kamień nie? Więc czemu on się zachowuje jakby nigdy nic?
- A słyszałaś o różnicy poziomów kiedyś? Lepiej zwiewaj! - odkrzyknąłem, mając nadzieję że wściekły Pokemon nie odkryje naszej kryjówki. Na szczęście, był on zajęty małym żółwiem, który właśnie "wylądował" kilka metrów od przeciwnika. Tyranitar od razu ruszył do ataku zamierzając stratować Squirtla.
- Unikaj a potem znowu wodą w niego! - niestety okazało się, że przeciwnik jest szybszy i w momencie, gdy Pokemon Clair wyskakiwał w powietrze, celem uniku, potężny jaszczur uderzył łapą strącając go na ziemię. Jednak żółwik szybko wstał.
- Ciekawe. Może się mylę, ale Pok tej dziewczyny jest naprawdę silny. - mruknął Grzesiek, a po chwili dodał - Niestety z Tyranitarem nie ma szans.
Gdy spojrzałem na Clair, zauważyłem, że ona chyba też wreszcie zrozumiała, że tym razem się przeliczyła. Wyciągnąwszy PokeBall zawróciła Squirtla, jednak jej przeciwnik widząc to ryknął przeraźliwie i ruszył do ataku.
- Clair uważaj! - krzyknąłem i już mieliśmy zamiar wyskoczyć z krzaków i ruszyć na pomoc, gdy dziewczyna zwinnym ruchem wypuściła Stantlera, wskoczyła mu na grzbiet i pomknęła w las.
- Ostatecznie spotkamy się w Białymstoku! - zdążyła krzyknąć i tyle ją było widać. Niestety rozwścieczony Tyranitar zdecydował, że nie odda walki tak łatwo i ruszył w pościg tratując po drodze krzaki i przewracając drzewa. Po kilku chwilach hałas jaki robił umilkł zupełnie.
- Fiuuu... Wybuchowy charakterek. Ale zadanie wykonała wzorowo. Mam nadzieję, że jej Pok jest dostatecznie szybki, aby uciec. - Grzesiek był i zadowolony i zaniepokojony.
- Nie martw się. Ona należy do tych dziewczyn, co to muszą sobie umieć radzić w życiu. - odparłem i nie wiedzieć czemu, miałem pewność, że ta wariatka wyjdzie z tej przygody cało, a na dodatek spotkamy ją już niedługo.
- W takim razie pozostaje tylko problem opuszczonego gniazda. - mruknął fotograf, po czym wyszedł z krzaków i zaczął robić zdjęcia jajom.
- Opuszczonego? - spytałem, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- Sprawdź w PokeEncyklopedi, bo szczerze mówiąc to nie jestem pewny czy mam rację. - usłyszałem w odpowiedzi, a gdy wydobyłem elektroniczne urządzonko i zacząłem uważnie czytać informacje o Tyranitarach, dowiedziałem się, że w wypadku opieki nad gniazdem występuje u nich podział ról. Jedno z rodziców zostaje w gnieździe i pilnuje jaj, zaś drugie w tym czasie poluje i dostarcza pożywienia. Pokemony co dzień wymieniają się między sobą tymi zadaniami. Same jaja zaś nie wymagają ciepła do prawidłowego rozwoju, zresztą Tyranitary są za ciężkie, aby je "wysiadywać" i właśnie dlatego rodzic, który pognał za Clair spał obok gniazda.
- Czyli musimy tu zostać, dopóki nie wróci drugie z rodziców, bo inaczej jajom może stać się coś złego? - spytałem dla pewności.
- Tak Tori. To będzie najlepsze rozwiązanie, bo za ewentualne szkody my bylibyśmy odpowiedzialni. - wyjaśnił Max.
Tak więc, gdy tylko Grzesiek skończył fotografować, ukryliśmy się znów za krzakami i czekaliśmy. Ukrycie się było dobrym pomysłem, bo gdyby drugie z rodziców zauważyło nas przy gnieździe. mogłoby wziąć nas za intruzów i zaatakować. Siedzieliśmy, więc w krzakach i się nudziliśmy. Przez jakieś dwie godziny nic się nie działo, gdy nagle usłyszałem jakiś szelest w pobliżu.
- Coś się dzieje - szepnąłem i sięgnąłem po PokeBall z Charmanderem. Nie musiałem jednak wypuszczać Pokemona, aby dostrzec długi ciemny kształt, szybko przemieszczający się między krzakami i zbliżający do gniazda.
- Trzeba działać! - krzyknął fotograf i wyskoczył z kryjówki, wypuszczając jednocześnie Butterfree. W tej samej chwili ciemny kształt poderwał się i okazało się, że to sporawy wężowaty Pokemon o czarnym ciele w żółte plamy, oraz dwoma potężnymi kłami wystającymi z pyska.
- Seviper. - mruknął Max i również wyskoczył z kryjówki, wypuszczając Bulbasaura. Ja nie chcąc być gorszym uczyniłem podobnie i już po chwili przed wężem stało troje przeciwników.
- Uważajcie, jedno jego ukąszenie, może być dla Pokemonów zabójcze. - ostrzegł fotograf, ale tego to sami się domyśliliśmy. Tymczasem wąż przyglądawszy się przez chwilę przeciwnikom, zdecydował się w końcu na atak. Trzeba było przyznać, że jest szybki i nim się spostrzegliśmy zatopił kły w Bulbasaurze Maxa.
- Dzikie Pnącza! - młody trener błyskawicznie podjął decyzję, jego Pok wypuścił pnącza, które zaczęły boleśnie uderzać przeciwnika. Tymczasem Charmander, za moją radą uważnie przymierzył i odpalił niewielki strumień ognią, starając się przypiec ogon Sevipera. Podziałało, gdyż wąż zrezygnował z ataku na roślinną jaszczurkę i teraz ruszył w stronę ognistej.
- Na szczęście Bulbasaur ma częściowo typ trujący, inaczej byłoby z nim ciężko. - mruknął Grzesiek, a po chwili dodał - Tori, postaraj się trzymać go blisko swojego Pokemona, mam pomysł.
Cóż, nie wiedziałem, co fotograf planuje, ale wiedziałem jak skutecznie wykonać polecenie.
- Zasłona Dymna! - krzyknąłem, a gdy gęsty dym zasłonił widoczność dodałem - Bulbasaur, złap go pnączami, to go unieruchomi!
Pokemon spojrzał na Maxa, ten tylko skinął głową i po chwili w gęsty dym pomknęły zielone pędy. Po chwili naprężyły się, a mruknięcie zielonej jaszczurki powiedziało nam, że zadanie zostało wykonane.
- Dobrze, teraz Butterfree przygotuj się. - zarządził Grzesiek. Niebieski motyl, unoszący się do tej pory nad placem boju niemal zatrzymał się w powietrzu, a na czubkach jego skrzydeł zaczęły tworzyć się niewielkie kule błękitnawego światła. Tymczasem dym zaczął się rozwiewać i dawało się już dostrzec kontury Sevipera, który miotał się oplątany pętami Bulbasaura, starając się uwolnić
- Teraz! Psycho-Promień! - wykrzyknął fotograf i w tej samej chwili kulki ze skrzydeł zbiły się w jedną i wystrzeliły w stronę węża. Nastąpił oślepiający błysk, a gdy znów dało się cokolwiek dostrzec, stwierdziliśmy, że Seviper leży nieprzytomny.
- No i po kłopocie. - mruknął Grzesiek - Ten spryciarz miał nadzieję, że dobierze się do jaj z gniazda.
- Eee... Nie chcę, cię martwić, ale prawdziwie kłopoty mogą się dopiero zacząć. - zdążyłem wymamrotać, bowiem dostrzegłem coś, co sprawiło, że wcale nie cieszyłem się z dokonanego przez nas zwycięstwa. Zza zwalonego drzewa przyglądały się nam dzikie oczy, należące do dużego, zielonego, jaszczurowatego Pokemona.
- Oho, drugie z rodziców wróciło. Co teraz? - zapytał retorycznie Max. Tymczasem Tyranitar przyglądał się jeszcze chwilę nam, gniazdu, oraz nieprzytomnemu Seviperowi, wreszcie zaryczał coś, co brzmiało jak pytanie.
- On się chyba pyta, co się stało. - powiedziałem, a widząc, że potężny jaszczur kiwa łbem, udzieliłem mu krótkiego wyjaśnienia co i jak. Nie było sensu kręcić, więc przyznałem, że to Clair odciągnęła drugiego rodzica od gniazda, ale później my zostaliśmy, aby pilnować bezpieczeństwa jaj. Pokemon słuchał tego z uwagą, a w końcu warknął coś, co PokeEncyklopedia przetłumaczyła:
- "Ci ludzie zawsze robią kłopoty. Waszej towarzyszce nic nie będzie, zostanie tylko przegoniona bardzo daleko stąd, ale wy wynoście się stąd, bo i was trzeba będzie pogonić."
Nie trzeba było nam tego dwa razy powtarzać, zawróciwszy Pokemony czym prędzej opuściliśmy terytorium Tyranitarów i wróciliśmy na ścieżkę, którą wędrowaliśmy i przy której znajdowało się drzewo oznaczające granicę terenów potężnych jaszczurów. Z tego wszystkiego nikt z nas nawet nie pomyślał o tym, że znokautowany Seviper mógłby zostać złapany w PokeBalla.
- Uff... I co teraz? - spytałem, gdy już bezpiecznie staliśmy na ścieżce.
- Cóż, ja muszę wracać do miasta, wywołać filmy, a później do Warszawy, bo mam tam ważne spotkanie. Mam nadzieję, że szybko odnajdziecie tą narwaną dziewczynę. No i jestem pewny, że nic jej nie jest. - wyjaśnił fotograf.
- Taaa... Ciekaw jestem, w jakie nowe kłopoty nas wpakuje, gdy ją odnajdziemy. - mruknąłem.
- Tori, nie bądź pesymistą. No i myślę, że im szybciej wyruszymy, tym szybciej odnajdziemy Clair.
Przyznałem Maxowi rację. Pożegnaliśmy się, więc z Grześkiem i wyruszyliśmy na północ, fotograf zaś wyruszył na południe, a ja miałem przeczucie, że jeszcze go spotkamy. Idąc ścieżką pomyślałem:
"Clair. Wredna wariatka. Jak ją tym razem spotkamy to naprawdę jej muszę nagadać..."