XXV
Kontrola budowy ujawniła drobne niedociągnięcia, z którymi łatwo było sobie poradzić. Wynikały one głównie z braku porozumienia pomiędzy architektem, a budowlańcami. Gary Coleman wciąż nanosił drobne poprawki do projektu, ale nie wszystkie współgrały z faktycznym wyglądem i funkcjonalnością obiektu. Coś, co dobrze wyglądało na papierze, traciło na atrakcyjności już zrobione. Stąd niewielkie konflikty i opóźnienia. Całość jednak szła dosyć sprawnie, zwłaszcza odkąd dołączyła część ludzi Bobby'ego, którzy nie byli już potrzebni w Denver. Ostatnie zlecenia Ellis Repairs wymagały tylko ekipy wykończeniowej. Wraz z ich zakończeniem, firma miała zamknąć swe interesy w Colorado, przenieść się do D.C. i rozpocząć nowy etap działalności już pod szyldem HMC. Tak więc, wszyscy chętni pracownicy Manninga mieli już zapewnione zajęcie i zakwaterowanie. Bobby i Jack wyszukali dla nich mieszkania na jednym z nowych osiedli w Arlington, w zupełnie przyzwoitych jak na stolicę kraju cenach. Jeśli im się spodobają, będą mogli zamieszkać tam na stałe i z biegiem czasu wykupić lokale od developera. Jeśli nie, przeniosą się, gdzie zechcą, już na swój koszt oczywiście.
W sumie obaj wspólnicy myśleli nad tym, by kupić jakąś kamienicę, wyremontować i wynajmować swoim pracownikom, ale póki co, nie było na to czasu. Budowa tej hali sportowej była dla nich priorytetem, szczególnie, że miasto zamierzało zorganizować na jej terenie poważne zawody sportowe, coś w rodzaju para-olimpiady. Terminy więc były napięte, a wymaganiom należało bezwzględnie sprostać, jeśli całość miała przejść pozytywnie inspekcję budowlaną oraz odbiór.
- Myślę, że zdążymy, o ile pogoda się nie popsuje, albo Gary nie doda kolejnych absurdalnych poprawek w projekcie.- powiedział Jack, gdy wraz z Bobby'm wracali do biura.
- Na to bym nie liczył.- odparł Crash.- Ci cholerni architekci mają w zwyczaju wiecznie coś „udoskonalać".- stwierdził Australijczyk.
- Hej, nie wszyscy jesteśmy tacy źli.- bronił się Hudson.- Czasem trzeba coś zmienić, poprawić, dodać. Wszystkiego nie da się przewidzieć w fazie projektowania. Gary jednak trochę przegina.- przyznał. brunet.- Tak usilnie próbuje zabłysnąć tym projektem, że zaczyna sam się w tym gubić. Ja wiem, że on startuje w tym konkursie na najbardziej funkcjonalny budynek, ale przekombinuje, jeśli się nie zatrzyma.
- A tak właściwie, to czemu sam nie projektujesz, tylko stawiasz?- zainteresował się Bobby.- Masz głowę do tego, Jack.- pochwalił. Nie raz już widział, jak akuratne były jego sugestie na innych budowach. Jack miał świeżą perspektywę na wiele rzeczy, a jednak nigdy nie startował z własnym projektem.
- Cóż, może i mógłbym, ale sam wiesz, jak jest z prowadzeniem własnej firmy budowlanej. Jest tak wiele do zrobienia, do dopilnowania, że nie mam czasu na ślęczenie przy stole projektowym. W dodatku, muszę mieć też czas dla dziewczynek. Mają przecież tylko mnie.- przypomniał.
- Co prawda, to prawda.- przytaknął Crash, po czym dodał:- Teraz jednak będzie nas dwóch, Jack. Nie będziesz już sam się męczył nad całością. Może więc warto wrócić do korzeni, eh? Proponując nasze własne projekty, mielibyśmy dodatkowe plusy na rynku, bylibyśmy bardziej konkurencyjni. Poza tym, nie musielibyśmy męczyć się z obcymi architektami, mając własnego, i to dobrego. Pomyśl, od projektu, po całkowite wykończenie.- marzył na głos.- Nie sądzę, by jakaś lokalna firma proponowała więcej.
- Pomysł nie jest głupi, ale trzeba by go było dobrze przemyśleć.- odpowiedział Hudson.- Sam wiesz, że to nie takie proste, Bobby. Dobry projekt wymaga czasu, zaangażowania. Jeśli kiedyś mielibyśmy poszerzyć ofertę, będziemy potrzebować jeszcze ze dwóch porządnych architektów. Póki jednak co, musimy dokończyć bieżące zlecenia. Nie ma co się spieszyć, zwłaszcza, że rynek jest ostatnio dość chwiejny. Ustabilizujmy najpierw markę HMC, jako solidnego wykonawcy. Potem możemy pomyśleć nad biurem projektowym dla firmy.- zaproponował rozsądnie.
- Może i racja.- zgodził się Bobby.- Koniunktura rzeczywiście jest ostatnio trochę niepewna. Sprawmy więc najpierw, by nasza firma była najlepszą na rynku. Niech klienci się o nas biją. Gdy już będziemy mieć stałych, pomyślimy o rozszerzeniu oferty.
- I ja tak myślę.- uśmiechnął się Jack i dorzucił:- Z innej beczki, jak meble dla Sue?- zapytał z ciekawością.- Do Bożego Narodzenia nie zostało dużo czasu. Twój człowiek zdąży ze wszystkim?
- Masz to jak w banku, stary!- potwierdził zdecydowanie.- Joe to najlepszy stolarz, jakiego znam.- zapewnił.- Stół już zrobił i zabiera się za krzesła, ale czeka jeszcze na materiał do obicia.
- Jaki kolor?- dopytywał się Hudson.
- Stół i krzesła są w kolorze ciemnego dębu, a tapicerka będzie jasna.- odpowiedział ciemny blondyn.- Pomyślałem, że dobrze się to skomponuje z wystrojem jej jadalni.
- Podoba mi się ten pomysł. Zresztą, jeśli chodzi o urządzanie wnętrz, masz jeszcze lepsze wyczucie ode mnie, Bobby.- powiedział z uśmiechem brunet.- Oby tylko meble dojechały tu na czas.
- Spokojnie. Ufam swoim ludziom.- odparł Manning.- Będzie je mieć przed przyjęciem bożonarodzeniowym.
- To dobrze. Wiem, że się martwi, jak wszystkich pomieści. Twój prezent rozwiąże poważny problem, Crash.- dodał Jack.
- Ma się ten instynkt!- zażartował Bobby i mrugnął wesoło.- A ty już wiesz, co jej dasz?- zapytał z czystej ciekawości.
- Owszem, nareszcie mam pomysł!- wyszczerzył się z zadowoleniem Hudson.- Tara i Sue ciężko pracują, by utrzymać się na powierzchni, a przy tym samotnie wychowują dzieci…- zaczął.- Jak myślisz, czego brak kobietom takim jak one?- zwrócił się do przyjaciela.
- Alimentów od, pożal się Boże, tatusiów?- rzucił z ironią Bobby.
- Wątpię, czy by je przyjęły od tych facetów.- mruknął z odrazą Jack.- Nie mówię jednak o pieniądzach.- dorzucił.
- A więc?- zastanawiał się głośno Australijczyk.
- Czasu, kolego.- odpowiedział jego wspólnik.- Czasu dla siebie.- dodał.- Dziewczyny tak bardzo poświęcają się dla dzieciaków, że zupełnie zapominają przy tym o swoich potrzebach. Postanowiłem więc, że dam im obu choć jeden dzień wytchnienia od tej ciężkiej pracy. Dla obu zarezerwowałem dzień w spa. Pełen serwis, wszystkie możliwe zabiegi, cały pakiet lux, opłacony z góry.- dokończył z dumą.
- Wow, Sparky! Szarpnąłeś się, kolego!- stwierdził z uznaniem Bobby.
- Stać mnie. Poza tym, dziewczyny zasłużyły, zwłaszcza Sue.- powiedział miękko Jack.- Wszystko poświęciła, żeby ratować Noah i w efekcie nie zostało jej nic własnego, oprócz tej jej zużytej Toyoty. Oszczędza na wszystkim, by mały miał szansę na całkowity powrót do zdrowia.
- To dobra dziewczyna i wspaniała matka, jak Tara.- skinął głową Crash.- Masz rację, zasłużyły sobie na ten dzień odpoczynku, tylko co z Holly i Noah?- spytał.
- Moi rodzice będą tu aż do piątego stycznia.- odparł Jack.- Rozmawiałem z mamą, wyjaśniłem sytuację i chętnie pomogą przy dzieciach, kiedy Tara i Sue pojadą do spa. Tak szczerze mówiąc…- dodał po chwili.-… cały ten pomysł z salonem odnowy podsunęła mi właśnie mama, inaczej wciąż bym się zastanawiał, co im kupić.- przyznał nieco zażenowany.
- Od dawna twierdziłem, że to mądra kobieta jest.- powiedział Bobby.- A jak jej się zrewanżujesz za tę cenną poradę?- rzucił.
- Wykupiłem dla niej kurs gotowania.- odpowiedział brunet.
- Gotowania? Po co?- zdumiał się Australijczyk.- Przecież twoja mama świetnie gotuje.
- I to uwielbia.- potwierdził Sparky.- Sęk w tym, że chciałaby „poszerzyć swoje kulinarne horyzonty", a że w Milwaukee otworzył filię swojej szkoły ten Jamie Ramsay, czy jak mu tam... Mama uwielbia jego programy. - wtrącił.- Tak czy inaczej, w lutym będzie prowadził tam osobiście serię pokazów kulinarnych, więc skorzystałem z okazji.
- Kojarzę faceta. Widziałem go w telewizji raz, czy dwa.- powiedział Bobby.- Trochę dla mnie za wykwintny z tymi całymi małżami, ale pewnie pani H. się spodoba.
- Na to liczę.- potwierdził Hudson.- Poza tym, kupiłem egzemplarz książki Tary. Poproszę ją, żeby napisała dedykację dla mojej matki.
- O! I to są już bardziej moje klimaty!- uśmiechnął się szeroko jego przyjaciel.- Ta sheila wie, jak dać rozkosz podniebieniu!- zachwycał się.
Brunet roześmiał się głośno.
- Masz do niej słabość, co Bobby?- zapytał łagodnie.
Mężczyzna spoważniał i spojrzał ma wspólnika.
- Skłamię, jeśli zaprzeczę, Jack. Chciałbym wiedzieć, co jej się przydarzyło, że jest taka nieufna wobec mężczyzn, żeby mieć szansę jej udowodnić, że nie zrobiłbym jej krzywdy. Ona jednak wciąż milczy, a ja nie chcę naciskać.- wyznał.
- Jedyne, co ci mogę powiedzieć, Crash, to że i tak masz szczęście, że dopuściła cię tak blisko siebie i Holly.- odparł Hudson.- To znaczy, że zaczyna ci ufać, a to dobry znak. Jeśli wytrzymasz, będziesz cierpliwy, taktowny i udowodnisz, że może na ciebie liczyć, masz szansę zdobyć jej serce. Zrozumiesz, jaką ma wartość, gdy już poznasz jej historię. Liczę, że to docenisz, Bobby.
- Ja już ją cenię, Jack. Całe życie czekałem na taką kobietę.- przyznał.- Jeśli rzeczywiście mam szansę, będę cierpliwy.- dodał.- A ty? Dużo czasu spędzasz z Sue, przyjacielu. Wciąż twierdzisz, że to tylko przyjaźń? Nadal boisz się zacząć od nowa?
Brunet westchnął.
- Nie, Crash. Już się tego nie boję.- zaprzeczył.- Boję się jednak stracić to, co już mamy, jeśli ona mnie odrzuci.- wyznał wreszcie.
- Nie wiem, kto to powiedział, ale obiło mi się o uszy takie zdanie, Spark: „Miłość jest warta ryzyka". Jeśli czujesz coś do Sue, zaryzykuj. Bóg wie, że i ty i ona potrzebujecie siebie nawzajem.- stwierdził Manning.
- Jak ty i Tara?
Australijczyk nie musiał odpowiadać słowami. Obaj wiedzieli, że tak właśnie było.
TBC
