Mugolaczki

Pewnego jesiennego dnia 1978 roku, Lily Evans i Mary Macdonald jak za dobrych, szkolnych czasów, siedziały na łóżkach naprzeciwko siebie majtając nogami i rozmawiając.

-Lokalizacja tego niewielkiego sklepu jest bardzo korzystna, - z pasją tłumaczyła Mary, - a czynsz jest niewysoki. Taka okazja może się już drugi raz nie powtórzyć.

Po ukończeniu Hogwartu, dziewczyny na spółkę wynajęły miniaturowe mieszkanko w mugolskim Londynie, wydzielone z większego mieszkania, niewielki pokoik z miejscem do gotowania do którego wchodziło się bezpośrednio z klatki schodowej, z dość dużą łazienką. Dziewczyny pracowały dorywczo, trochę na Pokątnej, a trochę u mugoli. Czarodzieje byli coraz bardziej niechętni mugolakom, mimo że tego nie okazywali wprost. Dziewczyny wyczuwały to negatywne nastawienie i postanowiły, że założą magiczny sklepik dla mugoli, oczywiście nie łamiąc zasad tajności. Dla Mary, nie tak bardzo odważnej jak koleżanka, był to bardzo ekscytujący pomysł umożliwiający jednocześnie wykorzystanie wiadomości nabytych w szkole i życie na uboczu, w mugolskim świecie, bez prześladowań i obrażania. U Lily, inaczej niż u Mary, konieczność wyrzeczenia się magicznego świata budziła gorycz.

-Co ci nie odpowiada?- Mary zapytała wprost. - Czemu wahasz się z podpisaniem umowy?

-Mary, przepraszam cię, nie waham się, tylko...- Lily było bardzo głupio, bo wiedziała jak przyjaciółce zależy na tym sklepie. Dziewczyna nabrała w płuca powietrza, kluczenie nic tu nie da pomyślała, i głośno zakomunikowała: -James oświadczył mi się.

-Gratuluję.- Mary powiedziała to niepewnie, bez radości w głosie, bo przypuszczała co Lily jej zaraz powie. Dziewczyny mieszkając przez siedem lat w jednym dormitorium poznały się jak łyse konie, i rozumiały się bez słów.

-Mary, wiesz, że życie wśród mugoli zawsze było dla mnie ostatecznością. Wiem, jak jesteśmy traktowani przez czarodziejów, ale zamierzam walczyć o godne życie w magicznym świecie. Razem z Jamesem wstąpiliśmy do Zakonu Feniksa, to taka organizacja złożona przez Dumbledore...

-Wiem, czytałam w gazecie,- Mary wzruszyła ramionami. -Oświadczyny, oczywiście przyjęłaś.

-Tak.- Lili uśmiechnęła się, pokazując koleżance niewielki pierścionek z białego złota z brylancikiem zatopionym w obrączce. -Skromny taki, ale można go nosić na co dzień i nie przeszkadza w pracy, - powiedziała z uśmiechem.

-Kiedy ślub?- Mary też się uśmiechnęła.

-W przyszłym roku, we wrześniu. Czy mogłabym cię prosić, abyś była moją druhną?

-Tak, oczywiście, z miłą chęcią będę twoją druhną. A co z mieszkaniem?

Mary zadowolona z samodzielności, bardzo nie chciałaby wracać do matki.

-Do ślubu mogę tu mieszkać razem z tobą. Na sklep możemy podpisać dzierżawę do końca sierpnia, zobaczymy jak nam pójdzie interes, jak działalność się rozkręci to może za rok sama ją poprowadzisz?

-Dobrze, zróbmy tak,- Macdonald zadowolona z obrotu sprawy, odetchnęła z ulgą.

Mary od kilku dni chodziła przygnębiona, bo Mike powiedział jej, że jest śmierciożercą. Mike i Mary spotykali się od czerwca. Chłopak podobał się Mary, ale Lily już w szkole odradzała jej ten związek.

-Z Mulciberem? Mary, przecież on nie cierpi mugolaków! Nie pamiętasz jak cię traktował jeszcze kilka lat temu?

-Mike zmienił się, ludzie się zmieniają Lily, -Macdonald tłumaczyła tą oczywistą prawdę przyjaciółce.- Zresztą, sama to wiesz. A James? Przecież nigdy byś się z nim nie spotykała, gdyby nadal był takim palantem.

Lily kiwnęła głową przyznając Mary rację, ale w głębi duszy nie wierzyła w przemianę Mulcibera.

Od kilku dni Evans zauważyła, że przyjaciółka jest jakaś smutna i zagadnęła ją o powód złego nastroju. Mary nie powiedziała Lily całej prawdy, bo prędzej by umarła niż by się przyznała komukolwiek, że Mike jest śmierciożercą.

-Zerwałam z Mike,m,- powiedziała Lily półprawdę.- Rodzina naciskała na niego, aby się ożenił z czarownicą czystej krwi, grożąc wydziedziczeniem, i Mike się złamał. Nadal chciał się spotykać ze mną, ale się nie zgodziłam.

-Och, tak ci współczuje, -Lily było naprawdę przykro.

Mugolaczki niedawno uczestniczyły w uroczystości ślubnej koleżanki z dormitorium Alicji Vanes, która wyszła za Franka Longbottma i wiedziały, że w rodach czystej krwi małżeństwa są aranżowane i niebezpiecznie się jest wyłamywać. Następnego dnia, dziewczyny podpisały na rok dzierżawę lokalu. Interes zaczął rozkwitać i przynosić dochód, bo sklepik miał bardzo korzystne położenie obok mugolskiego dworca autobusowego i kolejowego, i w związku z tym było dużo klientów. Dziewczyny na zmianę pracowały w sklepie, i gdy jedna miała ranną zmianę, to druga zaopatrywała się na Pokątnej w potrzebne artefakty, uprzednio pozbawiając je magicznych właściwości które mogłyby być niebezpieczne dla mugoli.

xxx

Potter zaczął bardzo często gościć u Lily i Macdonald to trochę przeszkadzało, bo gdy wracała zmęczona z pracy to chciała się umyć, położyć do łóżka i czuć się swobodnie, ale nie skarżyła się. Potter miał na tyle wyczucia, że gdy Mary przychodziła to dość szybko żegnał się i wychodził.

Lily była rozmarzona i szczęśliwa. James opowiadał jej o akcjach Zakonu prowadzonych wraz z aurorami na Nokturnie, bo Lily w związku z licznymi obowiązkami związanymi z pracą była tylko formalnym członkiem tej organizacji. James i Lily wiele rozmawiali na temat przyszłego, wspólnego życia i Lily bardzo lubiła te rozmowy, uwielbiała snuć plany...

-Zamieszkamy w rodowej posiadłości Potterów,- mówił swojej dziewczynie, wyraźnie szczęśliwy James.- To jest duży, nienanoszalany teren z przepięknym parkiem, będzie ci tam dobrze i nasze dzieci będą miały świetne tereny do zabawy.

-Nasze dzieci?- Lily uśmiechnęła się.

-Zamierzam mieć dużo dzieci,- Powiedział James i też się uśmiechnął, łagodząc tym uśmiechem efekt stanowczo wypowiedzianych słów. - Oczywiście, jeżeli się zgodzisz Lily.- Dopowiedział po chwili.

-Tak jak Wesleyowie?- Lily tłumiła śmiech, przygryzając kąciki ust. Arthur Wesley, z dziesięć lat starszy od nich czarodziej, także był członkiem Zakonu Feniksa ale ze względu na liczne obowiązki rodzinne i zawodowe, podobnie jak Lily, nie brał udziału w akcjach. Arthur pracował w Wydziale Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli i w Ministerstwie też nie na wiele się przydawał Zakonowi, bo przez swoje promuglskie poglądy z którymi nie ukrywał się, był pogardzany i ignorowano go.

-Nie aż tyle.- James roześmiał się, bo Wesleyowe mieli piątkę chłopaków, w tym niedawno urodzone bliźniaki. "Molly marzy o córeczce", zażenowany Arthur tłumaczył się z tak licznego przychówku, gdy odbierał gratulacje od członków Zakonu Feniksa.

Rodowa siedziba Potterów była urokliwa, piętrowy dworek otoczony pięknym parkiem. Mama Jamesa zapraszała Lily na rodzinne, niedzielne obiady. Lily zdawała sobie sprawę, że James i jego rodzice są wyjątkowi w magicznym świecie, zdawała sobie sprawę, że czarodzieje czystej krwi nawet mający promugolskie poglądy raczej nie zapraszają mugolaków do swoich domów ani się z nimi nie żenią. Na tych niedzielnych obiadkach zwykle był Syriusz, czasem także Remus, wyjątkowo wpadał Peter, bo niedziele spędzał ze starą, schorowaną matką. Peter bardzo pogardliwie wyrażał się o biedakach z Nokturnu twierdząc, że wszyscy oni są czarnoksiężnikami i zasłużyli na tortury stosowane przez aurorów. Jamesowi bardzo się to nie podobało, ale Syriusz całym sercem popierał Petera i James nie przekonał przyjaciół do swojego punktu widzenia. Lily w trakcie tych rozmów zwykle gawędziła z mamą Jamesa udając, że temat jej wcale nie interesuje, bo w głębi serca bała się, że zostanie poruszona kwestia Snape. Severusa nikt jeszcze nie powiązał ze śmierciożercami, wiadomo było że chłopak po szkole pracował w sklepie na Nokturnie a od niedawna warzył dla szpitala im. św Munga, ale dziewczyna po prostu czuła, że Severus jest śmierciożercą. Oczywiście, z nikim nie dzieliła się swoimi przypuszczeniami, nawet z Jamesem.

Lily wyprowadziła się latem 1979 roku zostawiając mieszkanie dla Mary, i zamieszkała w domu państwa Potter, w wydzielonym skrzydle z osobnym wejściem, tam gdzie po ślubie miała zamieszkać z Jamesem. Wesele wymagało wielu przygotowań, młodzi chcieli po swojemu urządzić mieszkanie więc był to bardzo dobry pomysł, żeby Lily przed ślubem była na miejscu skupiając się na przygotowaniach do wesela i urządzaniu wnętrz. Dla dziewczyny był to jeden z najszczęśliwszych okresów w życiu, bo była bardzo kreatywna, wiedziała czego chce i dostała pieniądze na realizację swoich zamierzeń, a tolerancyjni rodzice Jamesa nie wtrącali się w jej poczynania.

Ślub Lily i Jamesa był elegancki, ale bez przesadnej wystawności. Wrzesień 1979 roku był ciepły, i uroczystość odbyła się w parku na terenie którego była położona posiadłość. Zostało zaproszonych niewielu gości jak na taką uroczystość, państwo Longbottm z panią Augustyną, mamą Franka, państwo Vanes, trochę członków Zakonu Feniksa, sam Albus Dumbledore... I oczywiście wszyscy huncwoci i rodzice Lily. Siostra Lily, Petunia, wraz z niedawno poślubionym mężem, odmówili udziału w czarodziejskiej uroczystości.

xxx

Mike Mulciber systematycznie słał do Macdonald sowy, które gryfonka ignorowała... Do pewnego momentu. Mary była zadowolona, że Lily się wreszcie wyprowadziła, bo poznała Denisa, sympatycznego, zabawnego mugola, z którym miała nadzieję ułożyć sobie życie. Denis początkowo adorował Mary, ale gdy poczuł się domownikiem w jej mieszkanku i dostał to, czego chciał, zaczął być nieprzyjemny. Mary tłumaczyła zmianę zachowania chłopaka jego zdenerwowaniem, zazdrością... Denis wprowadził się do niej późną jesienią, i gdzieś tak przed świętami po raz pierwszy ją uderzył. Mary winiła siebie za zachowanie Denisa, widocznie zasłużyłam, myślała zakochana gryfonka. Dziewczyna nie zorientowała się, że powiela schemat wyniesiony z domu, że Denis zaczyna się zachowywać w stosunku do niej tak, jak ojciec odnosił się do matki.

Po ślubie Lily, Mary ze względu na swego mugolskiego chłopaka rzadko kontaktowała się z żyjącą w magicznym świecie przyjaciółka, a jej związek z Denisem stawał się coraz bardziej... niezdrowy. Chłopak pracował jako robotnik i gdy zorientował się, że Mary dobrze zarabia, to rzucił pracę. Mary zasuwała w sklepie, a Denis do południa wylegiwał się w łóżku, później szedł gdzieś pić z kolegami, a wieczorem żądał od dziewczyny pieniędzy. Mary początkowo dawała, ale gdy zaczęła się stawiać, to dostała wpierdol. Denis trzymając ją za włosy podciągną spódnicę i sprał kablem po gołej dupie, a następne zgwałcił płaczącą i błagająca o litość dziewczynę boleśnie waląc biodrami w sine i obrzęknięte pośladki. Po tym incydencie Mary zaczęła się go bać, zrobiła się potulna, tak jak jej matka przez wiele lat była w stosunku do ojca, i bez słowa oddawała mu utarg. Mary była we wczesnej ciąży i nie wiedziała co ma robić, była bezradna. Kolejny kryzys miał miejsce miesiąc później. Mary musiała opłacić dzierżawę i podatek i nie miała co dać Denisowi, ale chłopaka to nie obchodziło.

-Dam ci za miesiąc, jeżeli nie wykonam opłat to stracę ten lokal i z czego będziemy żyli? Proszę, nie bij, - błagała przerażona, bo Denis z zimnym, zaciętym wyrazem twarzy zwijał w ręku kabel.

Chłopak się wściekł, bo był winny pieniądze i obiecał kumplom tego wieczoru niezłą popijawę, więc chwycił Mary za włosy kopiąc ja gdzie popadnie i okładając kablem. Dziewczyna, wyjąc z bólu i błagając o litość, chwyciła go za nogę co wzmogło wściekłość chłopaka. Oprawca dał jej spokój gdy zwinięta w kłębek leżała na podłodze, jęcząc i nie ruszając się z bólu. Denis nadal wściekły, trzaskając drzwiami wyszedł na miasto. Mary skopana w podbrzusze zaczęła krwawić i wiedziała już, że poroniła. W tym momencie, coś w niej pękło. Łkając, skulona podeszła do klatki w której od kilku dni zadomowiła się płomykówka przysłana przez Mulcibera. Mary skreśliła kilka słów, przywiązała list do łapki i wypuściła ptaka przez okno. Mike zjawił się wyjątkowo szybko, i nie zadając zbyt wielu pytań opatrzył dziewczynę. Jak każdy śmiercożerca, był przyzwyczajony do widoku pobitych ludzi i umiał wyleczyć proste obrażenia.

-Kto cię tak załatwił? - Wysyczał.

Na twarzy śmierciożercy widniało okrucieństwo.

-Mój już były chłopak. Chodziliśmy ze sobą. Mugol.

-Zabiję,- wycedził Mulciber przez zaciśnięte zęby.

-Nie, Mike, błagam nie. Obiecaj mi, że nic mu nie zrobisz. Wyczyść mu pamięć, aby zapomniał o mnie. Nie krzywdź go, on jest zupełnie bezbronny wobec twojej mocy, wobec czarów,- chlipała.

Mulciber spojrzał na dziewczynę. Mary była roztrzęsiona, cierpiąca i nie było sensu się z nią kłócić.

-Dobrze, wyczyszczę mu pamięć, - wzruszył ramionami. - Pokaż mi, jak on wygląda. Zostanę z tobą do rana, ale przed ósmą muszę się deportować do pracy.

W tym momencie, ktoś przekręcił zamek w drzwiach.

-To on,- powiedziała Mary, ściskając rękę czarodzieja.

Denis wrócił wcześniej niż zwykle, już po kilku godzinach. Był jeszcze bardziej wściekły niż gdy wychodził, bo nie miał kasy i kumple go wyśmiali. Chłopak zamierzał wyperswadować Mary siłą, żeby dała mu pieniądze. Ta suka musi mieć jakieś oszczędności a jak nie, to niech od kogoś pożyczy, widocznie za mało dostała, myślał. Mugol otworzył drzwi i zdziwiony stanął w progu. Mary leżała skulona na łóżku, a obok niej siedział jakiś barczysty, potężnie zbudowany blondyn i trzymał w ręku patyk... Denis stał w drzwiach wejściowych jakiegoś nieznanego sobie, obcego mieszkania i strasznie bolała go głowa... Na łóżku leżała pochlipując, zwinięta w kłębek kobieta.

-Chyba pomylił pan drzwi,- powiedział siedzący obok kobiety masywny blondyn, bawiąc się patykiem trzymanym w ręku.

-Tak, chyba tak, przepraszam, -mruknął chłopak i wyszedł na korytarz.

Denis rozglądnął się po klatce schodowej obcej kamienicy. Nie pamiętał, jak się tu znalazł. Co się stało? Myślał niespokojny, bo na dworze była zima a ostanie co pamiętał, to było gorące lato. Chłopak, nie wiedzieć czemu, stanął przed bramą kamienicy i zapatrzył się w śnieg.

Mulciber czuwał przy łóżku Mary i gdy po godzinie dziewczyna zasnęła, zszedł na dół. Imperius wszedł do umysłu stojącego w bramie mugola podporządkowując go sobie, po czym rozkazał mu iść na stację metra i stanąć obok torów, a sam ustawił się przy wejściu obserwując peron... I gdy nadjechał pociąg, rozkazał mugolowi rzucić się na tory, pod rozpędzoną maszynę. Na miejsce zdarzenia przyjechała karetka i policja. Nieliczni o tej porze podróżni zeznali, że chłopak stał samotnie i sam wskoczył pod pociąg, zeznali że nikogo obok niego nie było. Widok był straszny, krwawe strzępy ciała rozciągnięte na torach przez wiele metrów... Cóż, kolejny samobójca, nic szczególnego, myśleli przedstawiciele mugolskiego prawa i służb medycznych.

xxx

Lily miesiąc po ślubie zaszła w ciążę i teściowa traktowała ją jakby była szklaną figurką, kruchą i delikatną, która w każdej chwili może się stłuc, i dziewczyna powoli zaczynała mieć tego dość.

-Nie jestem ze szkła, ciąża to jest normalny stan dla kobiety, pozwól mi proszę pracować, bo się na śmierć zanudzę, - czarownica z humorem prosiła męża.

-Ależ Lily, po co masz pracować? Jesteśmy bogaci.

-Dobrze, więc będę się bardziej angażować w działalność Zakonu Feniksa.

James nie chciał się na to zgodzić, ale Lily postawiła na swoim. W ciąży była także jej przyjaciółka Alicja Longbottom, która mimo protestów rodziny nadal odbywała szkolenie aurorskie i brała udział w akcjach.

Pewnego zimnego, śnieżnego dnia w lutym 1980 roku, w salonie państwa Potter siedzieli: Lily, James i Syriusz, gdy jednocześnie zaciążyły im medaliony Zakonu Feniksa zawieszone na łańcuszkach, na piersiach. To koledzy wzywali ich na akcję i Lily uparła się iść.

-Jeżeli nie zabierzecie mnie ze sobą, to aportuję się sama, - powiedziała pewnie, nie dając Jamesowi wyboru.

Czarodzieje aportowali się w jakieś mugolskiej wiosce, w środku bitwy ze śmierciożercami. Jak się później okazało, kilku śmierciożerców zabawiało się z mugolami i przeszkodzili im aurorzy z Zakonu Feniksa. Lily, James i Syriusz zaczęli pojedynkować się ze stojącymi naprzeciwko czarnoksiężnikami, gdy z boku, od strony Lily, nadeszło trzech kolejnych śmierciożerców i przerażona czarownica zauważyła strumień zielonego światła zdążający ku niej... Na szczęście Avada poleciała w niebo i na zamarzniętą, ośnieżoną ziemię spadł martwy ptak... Jeden ze śmierciożerców okazał się wyjątkowym fajtłapą, bo potknął się, podbijając koledze rękę. James korzystając z chwilowego zamieszania, deportował się z żoną i z przyjacielem.

-Ależ niezdarny śmierciożerca, - zaśmiewał się Syriusz drwiąc z nieudolności czarnoksiężnika, gdy już siedział w wygodnym fotelu, w domu, przed ciepłym kominkiem.

Lily nie odezwała się, bo w tej niezdarze rozpoznała Severusa... Rozpoznała go po sylwetce, po oczach i po ręce w której trzymał różdżkę, po ręce, którą wielokrotnie widziała jak precyzyjnie odmierzała składniki do eliksirów, zbierała zioła... Jednak Lily nigdy, z nikim, nawet z mężem nie podzieliła się tym, co widziała.

James nie roześmiał się, a na jego czole pojawiła się pionowa zmarszczka. Jeżeli coś podejrzewał, to z nikim nie podzielił się swoimi domysłami i nie rozmawiał na ten temat nawet z żoną.