I love telling stories that allow people to be less afraid to tell theirs"

- Gina Rodriguez

Ginger stała z apatycznym wyrazem twarzy, patrząc na pułkownika i generała, kiedy Ironhide podał report misji, wyraźnie rozumiejąc zniesmaczony wyraz twarzy Prowl'a, który stał koło William'a.

- Zignorowałaś rozkaz – stwierdził sucho.

Rodriguez przechyliła głowę, widocznie tym niewzruszona.

- I co?

- Ktoś mógł umrzeć! – stwierdził głośno Lennox, na co brunetka prychnęła, niemal rozbawiona, po czym z wyrazem pewności siebie odparła:

- Ta. Wasz specjalista od broni – przyznała, zamykając go na chwilę – Jesteście żołnierzami, ale jak każdy maniak broni jesteście rozproszeni. Nie przeczę, że jesteście także dobrzy w walce bez nich, ale jest to słabość.

- Zaryzykowałaś – upierał się – Tylko, dlatego, że twoje uczucia…

Ginger zacisnęła zęby, w sekundzie znajdując się przy nim i dłonią trzymając jego gardło, popychając go plecami w dół na stół.

- Nie waż się kończyć tego zdania Lennox – warknęła, jej oczy zapłonęły żywą furią, kiedy popatrzyła na niego niemal oburzona takim oświadczeniem – Gdyby na jego miejscu był ktoś inny, dajmy na to wasz szpieg, zrobiłabym to samo. Nie oceniaj mnie historyjkach, jakie naopowiadały ci bliźniczki i Shane. Myślałam, że tacy jak ty wiedzą lepiej, niż osądzać po kilku wspomnieniach z przeszłości bez obiektywnej opinii kogoś z zewnątrz.

Pokręciła głową, puszczając go i odchodząc, zostawiając za sobą zszokowane i zdezorientowane miny.


- Jesteś tu w jakimś konkretnym celu? – spytał Shane, kiedy dziewczyna popatrzyła na niego ostro i wściekle – Oi, czyżby ktoś skrzywdził małą GiGi? – spytał, jakby mówił do dziecka, na co tamta syknęła.

- Komu jeszcze powiedziałeś!? – warknęła, ale tamten tylko popatrzył na nią tym razem skołowany.

- Nie wiem, o co ci chodzi – przyznał, ale Ginger tylko zawarczała i rzuciła się na niego w oka mgnieniu przygniatając go do ściany.

- KOMU. POWIEDZIAŁEŚ!?

Tym razem się wzdrygnął. Brunetka nie była wyprowadzana z równowagi tak łatwo chyba, że coś naprawdę poważnego się stało. A obserwując jej oczy, tak zaszklone i całkowicie zatopione w czystym gniewie i oburzeniu, wiedział, że albo poszło o jej przeszłość albo o…

Shane przełknął ślinę.

- Ginger – zaczął, starając się spokojnie z dziewczyną, kiedy tamta jeszcze bardziej przycisnęła go do muru – GiGi, nikomu nie powiedziałem.

Ratchet się nie liczył. Tajemnica lekarska i te rzeczy. Po za tym, nie wyglądało na to, żeby medyk w ogóle ruszał się ze swojego miejsca.

- KŁAMIESZ! – krzyknęła zrozpaczona, pokazując jak wstrząśnięta była w tej jednej sekundzie – ON WIE! I TO TWOJA WINA! TY MU POWIEDZIAŁEŚ!

Chłopak mimo tych kilku sprzeczek i ostrych słów, naprawdę poczuł się źle, widząc ją w takim stanie. Potrafił poradzić sobie z jej temperamentem większość czasu i droczył się z nią prawie codziennie, ale nie wiedział czy mógł poradzić sobie z takim tornadem emocji. Pewnie, skrzywdził ją werbalnie, ale w jego intencji nigdy nie było sprawienie by zaczęła pła…

Czekaj, ona płacze?, pomyślał, wytrzeszczając lekko oczy.

- Ginger, nikomu nie powiedziałem – starał się ją przekonać, wysilając się na najbardziej łagodny, a zarazem stanowczy i pewny siebie głos - O co poszło?

- A co ci zależy!? – spytała trzęsącym się głosem, odsuwając się od niego – Ufałam ci. Mimo wszystko ja nie powiedziałam o Ratchet'cie, a ty o nich tak.

Donnelly spojrzał na nią, kiedy tamta się odwróciła i wybiegła.


- Jesteś skończonym idiotą – warknął przez zaciśnięte zęby szatyn, wchodząc do gabinetu Lennox'a, ignorując Chromię, Jazz'a, Ironhide'a i Prowl'a, który rzucił krótkie: Tak się nie mówi do swojego przełożonego" – Co. Się. Stało? – wycedził.

- Z kim? – spytał zdezorientowany, patrząc na niego, kiedy tamten walnął dłońmi o jego biurko, gniewnie na niego spoglądając.

- Ginger rzadko dopuszcza do siebie jakiekolwiek emocje – syknął – Tym razem patrzyłem jak płacze. Mógłbyś łaskawie wyjaśnić, co powiedziałeś? – spytał na pozór spokojnie.

- Uratowała Ironhide, ignorując rozkaz. Pułkownik jedynie wskazał, w czym leżał problem, wspominając o jej uczuciach – dorzucił profesjonalnie sabotażysta.

Na chwilę, nie wiedział kompletnie czy przywalić komuś z nich w twarz, czy wyjść i przywalić Ginger w twarz za bycie tak głupią. Ale z drugiej strony, mimo wszystko zrobił to samo dla Ratchet'a…

- Myliłem się – stwierdził z pokręceniem głowy, sprawiając, że wszyscy na niego spojrzeli – Masz jakiekolwiek pojęcie, jak ona wyglądała? Wiesz w ogóle, jak się teraz czuje? Teraz obwinia mnie, ale wkrótce zrobi to ze sobą. Spędziłem pięć lat, próbując ją przekonać, że może mi ufać. Teraz myśli, że to ja powiedziałem ci o… - uciął, patrząc wymownie na Mię i Hide'a – o nich.

- Shane, moją intencją nie było skrzywdzenie jej – przyznał cicho.

Chłopak prychnął.

- Serio? – zakpił – Spędziliśmy całe życie wśród potworów, zaczynam myśleć, że wy jesteście jednymi z nich. Ginger pozwoliła sobie na jedno: na pragnienie rodziny. Ty, wcale nie pomagasz jej tego zrealizować.

Niemal splunął w jego stronę.

- Cholerne N.E.S.T. Zarya i Ziva byłby zawiedzione – stwierdził, odwracając się i wychodząc.


Ziva leżała znudzona na niewidzialnej podłodze, patrząc na Primus'a, kiedy tamten siedział po turecku, obserwując coś z daleka i zastanawiając się na czymś głęboko.

W sumie, ona także nie była gorsza. Chciała być z powrotem w domu, z Zaryą i Sideswipe, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że kiedy się obudzi, nie będzie mieć więcej niż kilka dni na Diego Garcia. Nie był głupia. Kulka blisko serca? Mogła się pożegnać z wielkim pożegnaniem, które planowała.

Ech, rzeczy, które zrobiły dla Autobotów. Naprawdę miała nadzieje, że może jakoś tym razem uniknie kłopotów. Zastanawiało ją tylko, dlaczego Sunshine rzuciła się w stronę William'a. Oczywiście, przecież to pułkownik i chronienie go było niewidzialnie wpisane w misje, ale Zarya nie poświęcała się dla byle kogo. Och, nie. Musiała mieć cholerny powód, skoro zaryzykowała te ostatnie tygodnie z nią.

Z kolei Ziva polubiła Jolt'a. Wydawał się nieśmiały, ale miły i niekiedy bardzo przyjacielski, chociaż nie znała go za długo. Po za tym, jakim to ona by była pacjentem, gdyby pozwoliła na wydanie się sekretu Autobotów? Była głupia, zdała sobie sprawę, kiedy przypomniała sobie o holoform'ach i, że nie mogły zranić ich prawdziwej formy, ale zareagowała prawie, że instynktownie. Brak sekretu, równałby się chaos. Bo nie była naiwna na tyle, żeby myśleć, że gdyby otworzyli ogień, chłopacy by się nie przetransformowali.

Bo to było bardzo prawdopodobne.

- Zależy ci na nich – stwierdził w końcu Bóg, a dziewczyna wywróciła oczami, teraz zdając sobie sprawę, że umiał jej też czytać w myślach – Żadnemu człowiekowi nie zależało jeszcze tak bardzo na jednym z moich dzieci. Muszę przyznać, że jest to raczej…nieoczekiwane.

Woho, Prowl wiem kto był twoim nauczycielem, pomyślała.

- Zależy mi tak jak William'owi czy Eposowi – odparła, nie patrząc na niego ze swojego miejsca na ziemi.

- Ach, tak sierżant i pułkownik – przypomniał sobie nagle, spoglądając na nią uważnie – Ale żaden z nich nie kocha ich tak jak ty.

Na słowo „kocha", Hale zwróciła ku niemu wzrok, jakby powiedział jakieś głupstwo i teraz wyglądał jak idiota.

- Nie powiedziałam, że ich ekhem – stwierdziła, marszcząc czoło na jego oświadczenie.

- Ale taka jest prawda, młoda Zivo – Prowl, nie mówiłeś, że uczył cię Yoda, pomyślała znowu – Czuć to w twoim sercu. Tak samo twoją więź.

- Nic nie wiesz o mnie i Sunshine – warknęła ostro, odwracając się od niego i leżąc na boku, nie chcąc widzieć jego błękitnych oczu – Po za tym. Nie powinno mnie tutaj być. To miejsce dla Botów.

- Skąd wiesz, że nie jesteś jednym z nas? – spytał nagle, a Ziva prychnęła, wyraźnie nie wyczuwając jego rozbawienia i samozadowolenia.

- Bo jestem zwykłym człowiekiem – powiedziała – Nie robotem.

- A może nim będziesz? – spytał podchwytliwie.

- Nie będę – oświadczyła stanowczo – Nie chcę być.

Primus mógł tylko zmarszczyć na swój sposób czoło.


Ginger przetarła rękawem oczy, pisząc ostatnie zdanie w raporcie, który miała dać Prowl'owi, chociaż nie bardzo jej się to uśmiechało. Czuła się głupio, teraz z sytuacją z Shane'em i jej…tymczasową słabością, jak wolała to nazwać.

Nie płakała przez…bardzo długi czas. Jeśli dobrze pamiętała, nie przez dwa, trzy lata. W trakcie treningów bardzo często jej się to zdarzało, ale jak to tam mawiali: uczucia, były wadą. A ona i tak miała wystarczająco problemów jak na nastolatkę w tamtych latach. Więc…powstrzymywała się. Z trudem, ale jej się udawało. A teraz? Cholerny Lennox, wystarczyło zaledwie kilka słów, a ona? Jej samokontrola uciekła z piskiem.

Wzdychając, podniosła się z miejsca, mniej więcej gotowa stawić czoła taktykowi, kiedy zmierzała w tamtym kierunku. Bo choćby w tamtej chwili pogwałciła hierarchię, jaka tu panowała, to wiedziała, że to była jego wina. Pułkownik nie miał prawa wspominać o jej uczuciach przy wszystkich. Takie sprawy zabierało się w bezpieczne cztery ściany i dopiero wtedy wyznaczało karę.

Z ciężkim sercem, weszła do gabinetu słysząc donośne „otwarte!" i kilka innych głosów. I wtedy zdała sobie sprawę, że jej ciche podejście by tylko dać te głupie papiery i wyjść legło w gruzach, bo kiedy przeszła przez próg wszystkie rozmowy ucichły i wszyscy na nią popatrzyli.

Rodriguez, nieco przyzwyczajona do spojrzeń, wzruszyła w duchu ramiona i kładąc raport na meblu, kiedy zauważyła, że William stoi jakby spięty koło Jazz'a. Uniosła głowę, lekko mrużąc oczy.

- Coś nie tak, sir? – spytała głosem, kompletnie bez emocji, sprawiając, że tamten się wzdrygnął, rzucając szybkie spojrzenie w stronę Chromii i Ironhide'a, którzy odchrząknęli niezręcznie.

- Chciałem przeprosić – wykrztusił w końcu.

Dziewczyna wyprostowała się, mierząc go zimnym wzrokiem, aż na końcu prychnęła ze śmiechem, kręcąc głową.

- Och, pan mnie? Śmieszne – stwierdziła – To ja pana przyszpiliłam do stołu, jeśli mnie pamięć nie myli – przypomniała, sprawiając, że wyglądał jeszcze na bardziej winnego niż przedtem.

- Nie miałem prawa…

- Shane tu był – stwierdziła nagle, spoglądając na wszystkich, widocznie niezainteresowana przeprosinami z jego strony – Wspomniał o moim…załamaniu? Bo jak tak, to wyolbrzymia sprawę. Nie złamię się przez kilka żałosnych słówek – powiedziała jakby obrażona takim obrotem zdarzeń.

- Ale zraniłem cię – powiedział zdezorientowany, kiedy ona wlepiła oczy w Prowl'a.

- Nie zraniłeś nic poza moją dumą, sir – wywróciła oczami, wskazując palcem na Hide'a – Zignorowałam bezpośredni rozkaz, prawda. Zostałam za to skarcona, też prawda, ale wszystko wyjaśniłam na papierze – skinęła na raport na meblu – Możecie skontaktować się ze mną później w ramach mojej kary. Jestem pewna, że mnie nie ominie – stwierdziła sucho, kierując się do wyjścia, zanim rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na Mię.

Dopiero wtedy zniknęła za drzwiami.

Prowl, jako jedyny podszedł do swojego miejsca pracy, unosząc folder i otwierając go na odpowiedniej stronie, zanim zamilkł totalnie. Lennox zmarszczył czoło, zastanawiając się o co chodzi, a Jazz uniósł brew za swoim wizorem.

- No? Co tam pisze? – spytał zniecierpliwiony sabotażysta.

- Napisała: „Jestem zmęczona byciem tchórzem" – zacytował, jakoś zduszonym głosem – „Uczęszczałam na treningi Ironhide'a i Chromii przez dłuży czas, by wiedzieć, że nie zostawia się towarzysza w potrzebie. Miałam gdzieś jego doświadczenie, byłam zmęczona uciekaniem, kiedy sytuacja stawała się za poważna. Byłam świadoma ryzyka i zrobiłabym to samo kolejny raz." – skończył, patrząc na William'a, który spojrzał w dół.

- Ona nie żartuje, prawda? – spytał Jazz, krzywiąc się.

- Raczej nie, znając ją – westchnął Pułkownik, w czasie, kiedy Prowl odłożył dokumenty na bok – I lepiej zostawić to tak jak jest. Nie mam ochoty stawiać czoła wściekłemu Shane'owi – stwierdził.

- Ginger powiedziała, że jej klan wbił jej do głowy reguły – powiedział nagle Jazz, patrząc na parę specjalistów – Podążała za nimi całe swoje życie. Primus, jeśli to, co myślę, że się dzieje, to tej dziewczynie naprawdę na was zależy – stwierdził.

- Tego nie powiedziała – stwierdził Ironhide sztywno.

- Woah, nie wiedziałem – odparł sarkastycznie – Pomyślcie trochę. Całe swoje życie miała owinięte wokół klanu, myślisz, że byle, co zmieniłoby jej zdanie? Uratowała cię – powiedział dobitnie – Nawet ja widzę w tym logikę. Bez naszych broni, jesteśmy bardziej podatni na atak.

- Kara jej nie uniknie – powiedział Prowl, ale tamten potrząsnął głową.

- Oczywiście, że nie – prychnął – Ale gdyby nie ona, Hide byłby uszkodzony. Tymczasem wyszedł z tego bez nawet jednego zadrapania. Chromia, jesteś kobietą. Pogadaj z nią – zaproponował.

Popatrzyła na niego z uniesioną brwią.

- Próbowaliśmy. Za każdym razem ucieka – powiedziała zirytowana.

- Cóż, napisała, że jest zmęczona byciem tchórzem – wtrącił Lennox, wzruszając ramionami na ich spojrzenia – Może teraz będzie inaczej?


Donnelly zerknął na brunetkę, kiedy tamta popatrzyła z uniesioną brwią na mężczyznę, który z uśmiechem popatrzył na dwójkę. Czarne włosy były nieco rozczochrane, a brązowawe oczy wpatrywały się w nich, w czasie, kiedy jego postura wzbudzała czysty niepokój wśród obu i Ginger i Shane'a.

- Kim jesteś? – spytała zaniepokojona, jego twarz wydawała się im taka znajoma, że przez chwilę czuli jakby przeżywali deja vu w najgorszym ze scenariuszy.

- Obecny dyrektor James White – przedstawił się.

Tym razem, obaj zesztywnieli.


Dysząc ciężko, obaj wpadli do działu medycznego, Ginger wpadając dosłownie w objęcia Chromii, która siedziała na jednym z łóżek, a Shane na Ironhide'a, który stał obok niej, a Ratchet popatrzył na nich dziwnie.

- Jeszcze nie widziałem, że ktoś się tak śpieszył na kontrolę u mnie – stwierdził, a kiedy tamci nic nie odpowiedzieli, zmarszczył czoło.

Ginger ledwo łapiąc wdech, popatrzyła na kobietę, przełykając głośno ślinę i natychmiastowo się do niej odsuwając, przy okazji odciągając także Donnelly'ego od mężczyzny. Chłopak odetchnął z ulgą, podpierając się ramą jednego z łóżek.

- On…Tu…nie miał…być – wycedziła, Shane posłał jej tylko spojrzenie mówiące, że się z nią zgadzał, kiedy obaj w końcu zdali sobie sprawę, że nie byli sami – Um…

Spojrzeli po sobie na ich ciekawskie spojrzenia, aż w końcu szatyn uśmiechnął się cwanie, szturchając dziewczynę, jakby mówiąc: rób to, co ja.

- Ale tu brudno – stwierdził, Ginger na ułamek sekundy popatrzyła do góry, zanim z wigorem przytaknęła głową.

- Tak, tak! – zasalutowała, idąc w głąb pomieszczenia – Posprzątamy tu, co nie?! – zawołała, zmierzając w stronę pokoju ze środkami czyszczącymi.

- Tak, właśnie! – zgodził się, podążając za nią – Erm…Zdrowiejcie młodzi ludzie! I Ratch, jeśli ktoś przyjdzie nas szukać, powiedz, że nas nie ma!

Medyk mrugnął kilka razy, wymieniając skołowane spojrzenia z resztą.

Co to do cholery było?


- Jesteś cholernym idiotą – syknęła z drugiego końca pomieszczenia Ginger.

Ratchet przerwał pracę, kiedy po pół godzinie czekania, któryś z nich w końcu się odezwał. Ironhide uniósł do góry brwi, a Chromia nie bardzo zainteresowana tym faktem popatrzyła na swoją broń w dłoni w czasie, kiedy opierała się o biurko.

- Możemy skupić się na fakcie, że ten baran tu jest? – warknął, zamiatając kurz szmatką, jednocześnie starając się być najciszej jak mógł.

Medyk zmarszczył czoło na wzmiankę o nieznajomym.

- Dlaczego? Fakt, że jesteś idiotą nie jest taki interesujący? – spytała, na co Chromia parsknęła cicho pod nosem.

- Jest teraz dyrektorem. Raz, kiedy wparuje tutaj po nasze akta od medyka jesteśmy martwi – powiedział ostro, w czasie, kiedy dziewczyna wywróciła oczami.

- Myślisz, że serio nas sobie przypomni? – spytała sceptycznie, wymachują miotłą i krzywiąc się – Mam na myśli, staliśmy przed nim. Cholera! Nie wyglądam tak okropnie, nie? – spytała.

Donnelly zmierzył ją wzrokiem.

- Nie. Po prostu wyglądasz…inaczej – stwierdził z wahaniem.

Chwila ciszy, Chromia popatrzyła w ich kierunku, kiedy brunetka zmarszczyła czoło i popatrzyła na niego niepewnie, wyraźnie szukając wytłumaczenia.

- Nie uśmiechasz się – powiedział, wzruszając ramionami – Plus, cały czas masz żałobie, bo tych dwóch…ekhem, ekhem, specjalistach. Ale serio. Co ty w nich widzisz? Ironhide mógłby cię zmiażdżyć gdyby chciał swoim najmniejszym palcem – zauważył, na co tamta prychnęła słabo, a Ironhide uniósł do góry brwi.

- Taa? A ty możesz dostać od medyka kluczem francuskim. I ty mówisz, że moje figury na rodziców są niebezpieczne? – zakpiła ze śmiechem, a Shane po raz pierwszy w życiu się zarumienił, odwracając głowę – O Boże, jeszcze nigdy nie udało mi się ciebie zawstydzić! Definitywnie zapisuje to w kalendarzu.

- Ciszej – syknął, odkładając szmatkę i sięgając po miotłę tak jak ona – Oni mogą tu nadal być.

Ratchet popatrzył na chwilę w dół. Czyli on…?

Ironhide skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, patrząc na niego niemniej rozbawiony.

- Chcesz nam coś powiedzieć, Ratch? – spytał złośliwie, ale tamten zmierzył go tylko piorunującym spojrzeniem.

- Jeśli się dowie… - jej głos nagle zadrżał, kiedy podniosła na niego wzrok.

- Ginger – westchnął zirytowany, chociaż podzielał jej obawy – To były gliniarz. Ci mają swoje dojścia. Dowie się prędzej czy później – wzruszył ramionami.

- Na Miłość Boską! – warknęła nagle, uderzając go miotłą, na co popatrzył na nią lekko zdziwiony tym nagłym ruchem – I ty mówisz, że ja się nad sobą użalam? Popatrz na siebie! Utknąłeś na tym samym etapie, co ja – prychnęła.

- Ani Ratchet ani Ironhide i Chromia nie zaakceptują takiej pomyłki jak my – syknął, mrużąc oczy – Nie jestem głupi.

- Ojciec mógł cię bić, Shane – warknęła, popychając go na najbliższy stół, na co tamten spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, kompletnie nie spodziewając się, że nagle sprawa zejdzie na tamtego człowieka – On był potworem. Każdy kto usłyszałby o tym, co zrobiłby się z tym zgodził, ale na Boga! Mówimy o cholernym Ratchet'cie! Widziałeś w ogóle, jaki naprawdę jest? Czy zajmowałeś się ciągle koszmarami?

- Jak ty…? – spytał zdumiony, oczy rozszerzyły się kilkakrotnie, a medyk wytężył nagle zaciekawiony słuch.

- Słyszałam jak skomlałeś przez sen – wyznała, ale jej ton ani razu nie znalazł, zamiast tego był twardy, widocznie chcąc przemówić mu do rozumu – Spałeś u niego i nagle nic. I akurat weszłam w momencie, kiedy koło ciebie siedział.

- To był on? – spytał, jego oczy pojaśniały.

- Cokolwiek powiedział, uspokoiło cię – stwierdziła, chociaż nie ukryła lekkiego skołowania na tą myśl.

- Powiedział, że jestem bezpieczny – wyznał.

Brunetka puściła jego kołnierz, za który zdała sobie sprawę, że go trzymała i wypuściła powietrze z płuc, wzdychając.

- Nadal zamierzasz się upierać, że pragnienie rodziny jest żałosne? – spytała, ale tamten pokręcił głową.

- Może masz racje – podrapał zakłopotany głowę, dokładnie w momencie, kiedy drzwi od działu medycznego się otworzyły, a dwójka po prostu zamarzła w miejscu, gapiąc się w tamtą stronę.

- No! Może w końcu jestem w dobrym miejscu? – powiedział do siebie James, wchodząc do środka i uśmiechając się do ludzi w środku – Och, witam. Dział medyczny?

- Taa – odparł Hide, kiedy Shane dopadł do Ratchet'a, chowając się za nim nieco, a Ginger schowała się za Ironhdie'em, który popatrzył na nią pytająco, ale nic nie powiedział.

- Świetnie – uśmiechnął się szerzej i wtedy zauważył szatyna – Hej! To nie ty jesteś tym chłopakiem z wcześniej? – spytał i gdyby w tamtej chwili mógł, Donnelly odetchnąłby z ulgą.

- Co? Ja? – zaśmiał się, ustawiając na miejsce swoją maskę pogardy.

- On jest nowy – odezwała się nieco nieśmiało brunetka, trzymając się kurtki mężczyzny obok, przyciskając się jednocześnie do jego ciała – Ja też. My w odwiedziny do rodziny – Shane posłał jej zaalarmowane spojrzenie i spoważniał, kiedy tamten popatrzył na niego z błyskiem oku, a Ginger wykonała ruch na szyi, widocznie mówiący, żeby grał zgodnie z planem.

- Właśnie – odchrząknął, klepiąc ramie medyka, który posłał mu dziwne spojrzenie, widocznie zirytowane, chociaż nie powiedział niczego, kiedy chłopak przysunął się do niego jeszcze bardziej – To Ratchet. Mój ojciec – przedstawił raczej sztywno, a kiedy tamten popatrzył na niego gotowy do protestu, wskazał ręką na parę specjalistów trochę dalej – A to rodzice Ginger – Ironhide i Chromia. Jestem Shane, tak przy okazji.

Cała trójka spojrzała na niego zdziwiona, ale szybko się ocknęli.

- Heh, miło mi – powiedział uprzejmie, zupełnie nie wyczuwając napięcia w powietrzu – Jestem nowym łącznikiem. Dyrektor James White.

- Jakiś powód dla którego mi przeszkadzasz? – spytał wprost medyk.

Czarnowłosy zmarszczył czoło i pokiwał z wahaniem głową.

- Taaa. Potrzebuje ostatniego raportu…

- Gabinet Oficera Prowl'a jest do góry na końcu korytarza. A teraz przepraszam, ale mam do wyjaśnienia z moim synem– posłał wymuszony uśmiech w jego stronę, na co przełknął ślinę, po czym zwrócił się do Dyrektora, który pokiwał ze zrozumieniem głową.

- Na co czekasz? – spytała kobieta – Shoo! – gestem pokazała mu, żeby wyszedł.

Kiedy zniknął z ich pola widzenia, GiGi zaśmiała się nerwowo, cała blada, tak samo Donnelly, który wytrzeszczył oczy na Ratchet'a, który spiorunował go wzrokiem.

- GiGi? – spytał, a ona słabo skierowała na niego swoje spojrzenie – Myślę, że…

Dziewczyna wzdrygnęła się, kiedy chłopak upadł, złapany jednak w ostatniej chwili przez medyka.

- Ginger? – spytał niepewnie Ironhide.

- Tak? – wykrztusiła, jej nogi zrobiły się jakby z waty.

- Ty też?

- Yhm…

I wtedy świat stał się czarny.


Shane i Ginger czuli się jak myszy, obserwowane przez łowców, kiedy w końcu obudzili się i siedzieli na „swoich" łóżkach.

- Rodzice? – spytał, jakby to było dobrym żartem Ironhide, stojąc koło Chromii, która wyglądała na naprawdę wściekniętą – To jakiś chory dowcip, tak?

To bolało, nie mogła temu zaprzeczyć, ale westchnęła, patrząc na chłopaka, który niemal kulił się przed Ratchet'em, kiedy tamten piorunował go spojrzeniem. Tamten skrzywił się, dokładnie wiedząc, o co jej chodzi.

- Pójdziemy zanim i wszystko odwołamy – powiedziała w końcu, jej ton głosu znacznie cichszy niż wcześniej, jakby bała się, że jak powie coś głośniej, to się załamie.

- To była jedyna rzecz, jaka przyszła nam do głowy – wyznał Donnelly, tym samym głosem, wstając zrezygnowany.

Trójka dorosłych spauzowała i spojrzała na nich, widocznie wyczuwając, że nie chcieli tego robić, chociaż wiedzieli, że musieli. To tak jakby pewna cześć, która ich buntowała i tworzyła ich prawdziwy charakter, chowała się pod ich wzrokiem. Jakby chcieli żeby oni byli szczęśliwi.

- Dlaczego tak zareagowaliście? – westchnęła kobieta, ale tamten wzruszył ramionami, a Ginger kilkakrotnie otworzyła usta i je zamknęła – Słuchajcie. Nie możemy pomóc, jeśli nie wiemy, o co dokładnie chodzi – stwierdziła zirytowana, a obaj natychmiastowo wytrzeszczyli oczy.

- Dlaczego miałabyś nam pomagać? – spytał z cichym syknięciem, jakby powiedziała coś tylko, żeby ich podpuścić – Nawet wam nie zależy – prychnął, krzyżując ramiona.

- Powiedzieliśmy, że wszystko odwołamy – stwierdziła ostro dziewczyna, widocznie czując się tak jak on – Nie będziecie musieli się wstydzić – wywróciła oczami, chcąc odejść od nich, kiedy Hide chwycił ją za ramię, ciągnąc do tyłu.

- Och, nie. Nie ma mowy – syknął – Obaj unikacie tych rozmów jak ognia i nagle wyskakujecie z takim czymś. Zostajecie tu, dopóki nie dowiemy się całej prawdy.

Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, stając koło chłopaka, który zmrużył oczy.

- Nie chcemy – odparł.

- To macie pecha – skwitował medyk, mierząc ich wzrokiem, kiedy niezręcznie się poruszyli, wymieniając niemal zaniepokojone spojrzenia – Prawda albo wyciągniemy ją z nowego dyrektora.

- Nie możesz! – warknęła brunetka, patrząc na niego z niedowierzaniem – Shane weź coś powiedz, nie stój jak słup!

- Hej! Co ja mam zrobić? Sama powiedziałaś, że to Ratchet! – odparł, wyrzucając ręce w geście bezradności – Chcę żyć!

Dziewczyna zacisnęła pięści.

- Jesteś kretynem – syknęła, na co walnął ją w ramię, a ona się skrzywiła – I durniem! Przeciąłeś mi to ramie! Nadal boli!

Szatyn wywrócił oczami.

- Nie przesadzaj, miałaś gorsze – prychnął.

Ratchet uniósł brew, a Chromia parsknęła śmiechem na jej odpowiedz:

- No, dobra! Ale jeszcze mi nie przecięli ręki kataną! Dupek – mruknęła, kierując wzrok na Ironhide'a – James to były glina – oświadczyła bardziej poważnie.

- Taa, i można powiedzieć, że nas nie bardzo polubił – dołączył się z grymasem, spoglądając na jej nadgarstki – GiGi też musiała to odczuć. Wiecie…w Australii kiedy ktoś był podejrzany o bycie w gangu to obrywał najbardziej.

- Porwali mnie na tydzień, może dwa – wzruszyła ramionami – Jak się później okazało, kochany Dyrektor James, był jednym z prowadzących mojej sprawy. Dupek namierzył także idiotę obok mnie.

- Taa – wymamrotał – Ale jakoś się z tego wykaraskaliśmy – powiedział ostro.

- Dlaczego mam wrażenie, że nie mówicie nam wszystkiego? – spytał Ironhide, a oni wzruszyli jednocześnie ramionami, nie bardzo chcąc na to odpowiadać.

- Prawdopodobnie dlatego, że nie mówimy – powiedział jakby to było oczywiste – Nie musicie wiedzieć niczego więcej. Po za tym, to nie tak, że będziemy mieli szanse wam dalej o tym opowiadać. Zaraz jak wszystko odkręcimy, zapewnimy sobie samolot z powrotem do Syndey – stwierdził cierpko, w końcu odwracając się i wymijając grupę, kierując się w stronę wyjścia, kiedy jego była przyjaciółka westchnęła.

- Stówa, że zostałam z tym sama – powiedziała do siebie zirytowana, przejeżdżając zdrową ręką przez włosy – W życiu tego nie cofnie. Nie jest AŻ tak głupi.

- Od kiedy ramie ci dokucza? – spytał medyk.

Popatrzyła na niego jakby urósł kilka dodatkowych głów.

- Od początku – stwierdziła, tonem mówiącym „duh".

- I dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie? – wycedził przez zaciśnięte zęby.

- Bo nie chciałam dostać kluczem francuzkim? – spytała – Zwykłe cięcie, szybko się zagoi, a ja nie miałam czasu na odwiedzenie cię. Po za tym, muszę już lecieć. Sprawa sama się nie odkręci, nie?

Pokręciła głową, również odchodząc, a kiedy zniknęła, a para specjalistów nie ruszyła się z miejsca, Ratch popatrzył na nich zirytowany.

- Na co czekacie? Jazda za nią!


- NARESZCIE! – krzyknęła Ziva, niemal rzucając się na siostrę, kiedy ta zmaterializowała się przed nimi ze skołowanym wzrokiem – Już myślałam, że się tutaj zabije.

Primus posłał jej spojrzenie z dezaprobatą, po czym zwrócił się do obu, tak, że Zarya zmarszczyła czoło, nieco niepewna.

- Jesteś Primus'em – stwierdziła dosadnie, na co uniósł do góry brew, a Ziva wywróciła oczami, jakby oczekując takiej odpowiedzi – A to Studnia. Rzecz w tym, że nas tu nie powinno być, racja?

- Woah, dostałaś od niego list? – spytała sarkastycznie, a blondynka uniosła do góry brew z ledwo widocznym uśmiechem.

- Mam mózg – wzruszyła ramionami, a brunetka popatrzyła w górę – Więc? Odsyłasz nas z powrotem? – zapytała dla upewnienia się, a Bot pokiwał powoli głową.

- Można tak powiedzieć – potwierdził – Część mocy Wszechiskry weszła w was w momencie, kiedy poświęciłyście się dla swoich towarzyszy. Rzecz w tym, czy wy tego chcecie?

Pytanie, które według obu było łatwe, stało się trudne. Teoretycznie jeśli wrócą, będą miały mniej czasu, jak nie będą musiały wstać i wyjechać, tak długo były nieprzytomne. Więc…powrócą, ale się rozłączą. I pytanie tak naprawdę brzmiało: Czy warto?

Zarya wiedziała jak się czuła wobec Sunstreaker'a. Nie mieli ze sobą za dużo momentów, ale…znała go, nie skrzywdził jej w taki sposób jak inni. Nie zostawił, a akceptował. I miała wrażenie, że przez te dwa miesiące jakoś…się to wszystko zmieniło tak, że blondynka naprawdę myślała o nim jako więcej niż koledze.

Ziva zmarszczyła czoło, czując nostalgię dochodzącą od drugiej dziewczyny i prychnęła do siebie. Łatwe pytanie, trudna odpowiedź. Jeśli wróci, straci i Zaryę i Sides'a, a jak nie to stanie się to samo. Pytanie było, czy łatwiej było zostawić ich i żyć dalej, czy umrzeć i za zawsze za nimi tęsknić?

- J-Ja chcę wrócić – powiedziała pewna siebie blondynka, kierując na siebie wzrok Boga, który zmrużył oczy – Nie zamierzam utracić życie na nic. Lennox wisi mi porządne podziękowania – zażartowała, po czym spojrzała na bliźniczkę.

- Nie chcę umierać – stwierdziła stanowczo, wzrokiem wodząc po jej otoczeniu, jakby czegoś szukając – Chcę zacząć od nowa – powiedziała, w końcu na niego patrząc na Primus'a, który pozwolił sobie na uśmiech, zanim wstał.

- Zatem powrót – skwitował, a one pokiwały głowami – Jednak wiedzcie jedno. Nic nie będzie takie samo.

- To znaczy?

- Macie w sobie Wszechiskrę – powiadomił spokojnie – Jej moc nie może zostać zniszczona, jedynie przetransformowana w coś innego.

Dziewczyny zamilkły na chwilę, przetwarzając tą informacje, kiedy tamten kontynuował ich obserwacje.

- To co miałeś na myśli, prawda? – spytała Ziva powoli, mrużąc podejrzliwie oczy – O Botach? To, dlatego mi się pytałeś! – powiedziała, wskazując na niego palcem.

Ten zaskakująco tylko zachichotał, kiedy jej siostra posłała jej puste spojrzenie, widocznie nie rozumiejąc.

- Nie mogę niczego zdradzić – powiedział rozbawiony jej miną – Ale mogę rzecz, że nie zostałyście rozdzielone bez powodu. Wiem, że musiało być to dla was trudne. Zwłaszcza życie udając kogoś innego lub życie będąc maltretowanym przez własnych adopcyjnych stworzycieli. Ale jak wasi ziemscy ludzie powiadają: Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Zanim którakolwiek z nich odpowiedziała, oślepiło ich jasne światło.

- Aż wszyscy staną się jednością, młoda Zivo, Zaryo.


A/N: Heh, heh, heh, nie martwcie się. James nie jest takim dupkiem na jakiego wygląda. Przeszedł na jasną stronę mocy. Zarya i Ziva wracają do gry, ale nadal będziemy ciagnąć i męczyć Ginger i Shane'a. Zadośćuczynienie i te sprawy, nie?
W każdym razie, zbliżamy się do dużych momentów
XXFaith
Ps: Primus to mały sprytny dupek, jeszcze zobaczycie 3:D