Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Link do oryginału: s/10863227/1/Meet–Baby–Draco
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: LM / NM
Poznajmy Draco I
Abraxas
Gabinet jeszcze nigdy tak nie tętnił życiem. Lucjusz obejmował ramieniem Narcyzę, która tuliła do siebie śpiącego Draco – całą trójką siedzieli na kanapie.
– Nie rozumiem, dlaczego tak ciężko mu przespać noc – powiedziała kobieta. – Jest równie niespokojny, co ty. – Spojrzała wymownie na męża, który tylko uśmiechnął się w odpowiedzi. Ich szczęście nie trwało długo – w drzwiach gabinetu stanął Abraxas. Młodzi małżonkowie momentalnie stali się czujniejsi.
– Najwyższy czas, abym w końcu poznał mojego wnuka – zakomunikował wyniośle nowo przybyły mężczyzna, wchodząc do pokoju. – Zdajecie sobie zapewne sprawę, że czekałem na ten dzień od bardzo dawna.
– Nawet nie waż się zaczynać, ojcze – warknął Lucjusz.
– Wybacz – odpowiedział lekceważąco Abraxas. – Jestem po prostu uradowany faktem, że po tylu latach w końcu zostałem dziadkiem.
– Nie wiedziałem, że potrafisz odczuwać takie emocje – odparował młodszy czarodziej. – I nie udawaj dobrotliwego dziadka. Ta rola cię przerasta.
– Zraniłeś mnie na wskroś, Lucjuszu. – Przez twarz Abraxasa przebiegł grymas fałszywego bólu. – Pokaż mi mojego wnuka – dodał rozkazującym tonem.
Narcyza rzuciła mężowi uspokajające spojrzenie.
– Nienawidzę go równie mocno, co ty – powiedziała szeptem. – Ale mimo to, on wciąż jest częścią naszej rodziny. Im prędzej zobaczy Draco, tym szybciej odejdzie. – Po chwili wahania podała dziecko teściowi.
Chłopiec momentalnie zaczął płakać.
Z wyrazem przeogromnego obrzydzenia, mężczyzna praktycznie wrzucił niemowlę z powrotem w ramiona Narcyzy. Kobieta automatycznie przytuliła je do siebie i zaczęła kołysać, by uspokoić.
– Co zamierzasz z tym zrobić, Lucjuszu? – spytał Abraxas ze wstrętem, wskazując głową na Draco. – Czy pozwolisz swojemu spadkobiercy na taką słabość i ułomność?
– To noworodek, ojcze – odpowiedział młodszy czarodziej. – To normalne, że dzieci płaczą. W ten sposób komunikują się ze światem.
– Och, tak. Przypomniał mi się dobry sposób na załatwienie tego problemu. – Abraxas uśmiechnął się nieprzyjemnie. – Kiedy byłeś w jego wieku, chwilę wytchnienia dawało mi tylko zaklęcie Silencio. Używałem go dosyć często. Od małego byłeś wielkim rozczarowaniem i wszystko wskazuje na to, że twój syn wdał się z tym w ciebie.
Lucjusz zesztywniał, choć nie dał tego po sobie poznać.
– Wyjdź – powiedział lodowato.
Abraxas stał w gabinecie jeszcze przez kilka chwil, po czym odwrócił się i ze złośliwym uśmiechem, wyszedł.
Lucjusz wziął kilka głębokich wdechów, a potem odwrócił się w stronę swojej żony. Draco już nie kwilił i w zasadzie wyglądał na dość zadowolonego. Narcyza spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. Nie była głucha – doskonale słyszała każde zdanie wypowiedziane przez Abraxasa.
– Nie pozwól, żeby słowa twojego ojca, bardzo cię zraniły – powiedziała, nawiązując do tego. – Od zawsze byłeś dla niego o wiele za dobry. Powinien być wdzięczny, że ma tak cudownego syna i przepięknego wnuka.
– Drwiny mojego ojca już od dawna nie mają na mnie większego wpływu. – Lucjusz machnął lekceważąco dłonią. – Zresztą nie było to coś, czego wcześniej bym nie słyszał. – Wstał. – Nie pozwolę jednak, żeby w jakikolwiek sposób skrzywdził Draco. Nasz syn będzie miał o wiele lepsze dzieciństwo niż którekolwiek z nas. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby osiągnąć ten cel.
Narcyza położyła mu dłoń na ramieniu. Jej delikatny dotyk zawsze wystarczał, żeby ochłonął. Działał za każdym razem, gdy był zirytowany.
Odwzajemnił gest.
– Przepraszam – oznajmił niespodziewanie Lucjusz. – Muszę wyjść do Ministerstwa na kilka godzin. Postaraj się uspokoić.
– Nie musisz się o mnie martwić – odpowiedziała Narcyza. – Szczerze wątpię, żeby twój ojciec jeszcze tu wrócił. Płaczące dzieci są dla niego niewiarygodnie przerażające.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
– Cieszę się, że jesteś u mojego boku – stwierdził. – Jesteś niesamowitą kobietą.
– Tylko dlatego, że wyszłam za ciebie za mąż. – Wzruszyła lekko ramionami.
– Nie próbuj mnie zawstydzić, Narcyzo. – Spuścił wzrok. – Nie wyjdzie to na dobre mojemu ego.
– Czasami zapominam, że twoje ego stało obok ciebie przed ołtarzem – zaśmiała się czarownica. Potem spojrzała na syna. – Założę się, że z tobą będzie tak samo.
– Nie wydaje mi się, żeby był to wielki problem. – Uśmiechnął się Lucjusz. – Od samego początku naszej znajomości uważałaś, że moje ego jest ujmujące. Przyszłość Draco jest zapisana w gwiazdach – dużo po mnie odziedziczył.
– Właśnie dlatego obaj macie tak wielkie szczęście.
Lucjusz przymknął oczy, ciesząc się tą chwilą.
