- Czas na walkę nr 6! - Zakrzyknęła Luna entuzjastycznie. - Samozwańcza Atomówka(Która dostała szansę na reaktywację) kontra Piekielny Motocyklista. Szykuje się wyrównana walka!
- Ano. - Dodał ze stoickim spokojem Worgołak.
- Panie i panowie... Jako pierwszą przywitajcie Bell! - Trybuny zaklaskały głośno. Białowłosa pojawiła się na arenie. Uśmiechała się lekko, ale było widać, że skupia się najmocniej jak potrafi. - Zaś jej przeciwnikiem będzie Nocny Strzelec! - Trybuny zakrzyknęły entuzjastycznie. Czaszkogłowy wytoczył się na arenę z lekceważącym wszystko uśmieszkiem. Przeciwnicy ustawili się naprzeciw siebie. Zabrzmiał gong. Dziewczyna rzuciła się na adwersarza. Ten odskoczył nieco w bok, po czym wypalił. Ołowiana chmura okaleczyła rękę Bell. Białowłosa wzdrygnęła się - Wciąż nie doszła do siebie po trzeciej rundzie. Doskoczyła do adwersarza, po czym trzasnęła go w szczękę. Nocny zatoczył się jak pijany, po czym spróbował skontrować. Bezskutecznie. Bell raz jeszcze trzasnęła go w szczękę, wywracając go. Zaczęła wymierzać proste ciosy pięścią - Gdzie popadnie. Jej adwersarz nawet nie potrafił zablokować ciosu. Chwilę to trwało. W końcu Bell złapała czaszkogłowego za szyję i rzuciła nim pod ścianę. Ten wbił się w nią jak w masło.
- Czyżby to już miałby być koniec? - Zapytała Luna z wahaniem. Worgołak tylko parsknął: Oczekiwał czegoś więcej.
Tymczasem Bell wpadła do dziury, w której znajdował się jej przeciwnik i rzuciła nim na drugi koniec areny, po raz kolejny robiąc dziurę w ścianie. I znowu. I znowu. W końcu przestała wybijać nim ściany i podrzuciła pod sufit. Nocny fruwał w powietrzu niczym szmaciana lalka. A jego przeciwniczka nie zamierzała wcale kończyć. Na jej dłoniach pojawiły się białe kule energii. Bell zaczęła nimi rzucać, utrzymując adwersarza w powietrzu. W końcu przestała rzucać i wystartowała do niego, wrzeszcąc głośno. Mocarnym uderzeniem wbiła go w sufit, po czym czekała aż opadnie na ziemię. Nocny zaczął spadać i nic nie wskazywało na to, by miał się w jakiś sposób uratować. Uderzył ciężko o ziemię, po czym odbił się od niej na jakieś dwa metry w górę i znowu upadł. Nie krwawił i nie wyglądał na nadwerężonego w jakikolwiek sposób... Ale było widać, że zaraz straci przytomność. Oddychał ciężko niczym lokomotywa. Tymczasem Bell opadła na ziemię. Beznamiętnie podeszła do adwersarza i zamachnęła się, by zakończyć pojedynek. Czaszkogłowy ostatkiem sił podniósł strzelbę do skroni i wystrzelił. Jego czaszka zapłonęła potężnym ogniem, odrzucając białowłosą do tyłu.
- Ach, ta moc daje w kość, prawda? - Nocny podniósł się z ziemi. Uśmiechał się irytująco. Był dawnym sobą. - Nadszedł twój czas. - Rzucił do poirytowanej Bell.
- Zobaczymy czyj! - Odwarknęła w odpowiedzi. Rzuciła się na niego i wymierzyła kilkanaście ciosów. Wszystkie celne. Tylko co z tego, skoro one zupełnie wzruszały(Chwilowo niezniszczalnego) adwersarza.
- Moja kolej. - Stwierdził, wykręcając dziewczynie rękę. Białowłosa krzyknęła z bólu i spróbowała trafić adwersarza wiązką laserową. Ta tylko odbiła się od niego. - Nie możesz mnie przestraszyć, nie możesz mnie zabić, jestem demonem jutra, haha! - Zakręcił nią kilka młynków i wyrzucił pod sufit akurat w tej chwili, gdy jego czerep przestał płonąć. Wymierzył swoim strzelbo-ostrzem w plecy dziewczyny, po czym zaczął strzelać jak opętany. Kilkadziesiąt pocisków uderzyło o Bell. Nocny nie przestawał strzelać. Teraz z lufy jego broni na przemian wypadały kule ognia i grad ołowiu. "Zaraz... A gdzie "wypadek losowy"?", pomyślał zaniepokojony, przerywając na chwilę strzelanie. Bell uderzyła o ziemię z impetem. Wiła się z bólu nie bez przyczyny - Miała całe plecy zakrwawione. Tymczasem czaszkogłowy wciąż wodził lufą w poszukiwaniu zagrożeń. Nagle poczuł silne kopnięcie w nogę. Skrzywił się i chwilę później dostał w twarz. Czaszkogłowym zarzuciło. Zamroczony zaczął strzelać na oślep. Chwilę później dostał kopnięcie w plecy i wywrócił się, trafiając się przypadkowo w głowę. Błyskawicznie wrócił mu wigor.
- Jak tylko znajdę patafiana, który mi wykręcił ten numer... - Warknął, wodząc strzelbą. Odpowiedziała mu seria irytujących chichotów. "A więc o to chodzi... Niewidzialne stworzonka...", pomyślał, podchodząc do Bell. "Im szybciej to skończę, tym mniej oberwę...", pomyślał, podrzucając dziewczynę do góry. Akurat przestał płonąć... Czego niewidzialni szturmowcy nie omieszkali nie wykorzystać. Nocny poczuł serię kolejnych kopnięć po nogach. Zaczął strzelać na oślep, usiłując trafić adwersarzy. Jednak na śmierć zapomniał o Bell. Podrzucona dziewczyna upadła na niego z dużym impetem, wywracając go. Białowłosa odzyskała przytomność umysłu. Odskoczyła do tyłu, krzywiąc się z bólu - Stare i nowe rany dawały jej w kość. Mimo to postanowiła zaryzykować. Po raz kolejny otoczyła się słupem niebiańskiego światła.
- O do diabła... - Wymamrotał, odganiając niewidzialne chochliki i naprędce przygotowując strzelbę do kontrstrzału. Białowłosa puściła w jego kierunku słup światła. - Damn! Damn! Damnit!- Mamrotał czaszkogłowy, nadstawiając swój oręż. - Płoń, zarazo! - Warknął, strzelając. Zamiast chmury ołowiu w kierunku słupa poleciała ognista kula. Światło i ogień zderzyły się ze sobą, siłując się. Siłowały się dość długo, ale żadna z tych sił nie posiadała przewagi. Bell wpatrywała się w to z zagryzionymi wargami, natomiast Nocny wpadł na oryginalny pomysł. Wyminął nieśpiesznie siłujące się potęgi, po czym złapał zaskoczoną Bell wpół i wrzucił ją prosto w środek tego kotła. Nawet nie zdążyła krzyknąć. Potworne ilości energii, jakie zmagazynowały się w dwóch walczących energiach przestały się siłować i po prostu wybuchły. Eksplozja zamiotła całą areną, oślepiając i wywracając widzów. Jedyny Nocny(Który zdążył założyć lustrzanki) i parę wyjątków(Jak na przykład Worgołak) obserwowali beznamiętnie całe to widowisko. W końcu energie rozwiały się, ukazując nieprzytomną i zakrwawioną Bell. Było po walce.
- I... koniec! - Zakrzyknęła Luna po chwili wahania.
- Nocny wygrywa z Bell. Jeśli mam być szczery, to nawet mnie to nie zdziwiło. - Dodał Worgołak. Tymczasem czaszkogłowy zdążył zakrzyknąć "Hell yeah!" i ukłonić się. Zwycięzca tej walki opuścił arenę.
- Przed nami walka numer 7! - Oznajmiła Luna entzujastycznie.
- Najpoważniejszy Człowiek Świata w wielkim comebacku kontra Terrorysta Gremlin. - Dodał spokojnie Worgołak.
- Jako pierwszego powitajcie... Sama! - Trybuny ryknęły euforycznie. Co ciekawe, Najpoważniejszy Człowiek Świata nie pokazał się.
- To ciekawe... - Mruknął zamyślony Nieśmiertelny. - Wygląda na to, że będziemy mieli dość niespodziewany walkower.
- A Augustus Brimstone? - Zapytała Luna z wahaniem. Gremlin pojawił się na arenie. Nie uśmiechał się. Był wręcz ponury. - Czyli faktycznie będzie walkower... - Jęknęła, łapiąc się za głowę. Nagle do kabiny wpadł nie kto inny, jak Art. Był strasznie zadyszany.
- Sam... Odjechał.
- Co zrobił?
- Po przegranej trzeciej rundzie stwierdził, że i tak mu się nudziło. Wsiadł do samochodu i odjechał w siną dal. - Art osunął się na kolana, był wyczerpany. - Mogę tu chwilę... Posiedzieć?
- Nie widzę przeszkód. - Stwierdził melancholijnie Worgołak. Luna tylko kiwnęła głową potakująco. - A tymczasem Augustus Brimstone pokonuje Sama. - Trybuny ucichły. Wiadomość spadła na nich, jak grom z jasnego nieba. Tymczasem Brimstone wymamrotał kilka słów pod nosem i opuścił arenę.
- Przed nami ostatnia walka czwartej rundy! - Zakrzyknęła Luna entuzjastycznie.
- Lisica kontra Dowódca Axem Rangers. - Dodał Worgołak.
- Emocje gwarantowane! - Zawtórował im Art(Któremu na powrót spodobało się bycie komentatorem).
- Panie i panowie... Jako pierwsza na arenie pojawi się Cassandra! - Trybuny zaklaskały jej entuzjastycznie. Ale ona się nie cieszyła. Jej jedyny sojusznik na obecną chwilę - Genn - przegrał swoją walkę. W starciu o życie Carissy została sama. - Zaś jej przeciwnikiem będzie Axem Ranger Red! - Trybuny również zaklaskały. Czerwony wojownik pojawił się na arenie. Był ewidentnie skupiony. Przeciwnicy ustawili się naprzeciw siebie. Zabrzmiał gong.
- Broń się! - Zakrzyknął Axem. Czerwony wojownik zaszarżował w jej kierunku, wymachując toporem. Cassandra sparowała atak, po czym wymierzyła własny cios. Jej adwersarz bez trudu zablokował cios, po czym machnął na odlew toporem, wywracając ją. Zamachnął się po raz kolejny. Lisica otoczyła się w bok, unikając trafienia, po czym cięła w nogi przeciwnika. Rapier podciął Axema, wywracając go. Cassandra błyskawicznie się podniosła, po czym wymierzyła w szyję adwersarza.
- Po walce. - Stwierdziła.
- Nie sądzę. - Odparł Axem, wstając. Rapier nie przebił jego zbroi. Wręcz odbił się do niej. Czerwony wojownik machnął na odlew toporem, wytrącając rapier dziewczyny z rąk. - Tym razem jest po walce. - Uśmiechnął się lekko, wymierzając w jej szyję. Lisica spróbowała się uchylić, ale kompletnie jej to nie wyszło. Axem wywrócił ją i ponownie wymierzył w jej szyję. - Wygrałem. - Stwierdził błyskotliwie.
- To fakt... - Szepnęła Cassandra, opuszczając głowę. - Wybacz mi, Felicio...
- Felicio? - Zainteresował się czerwony wojownik. - Tak przecież miała na imię moja sojuszniczka z drugiej rundy. Zwierzyła mi się, że walczy o życie siostry...
- Pomagałam jej w tym. - Szepnęła dziewczyna. W jej oczach pojawiły się łzy. - Ale zawiodłam. Jako ostatnia nadzieja zawiodłam. Carissa umrze, a to wszystko moja wina. - Axem popadł w lekką konsternację. "I co ja mam, do cholery zrobić?", pomyślał. "Szef chciał mieć swój Wielki Ametyst Mocy, ale...", pomyślał dodatkowo.
- Pomóc ci wstać? - Zapytał, podając jej rękę. - Przez wzgląd na Felicię powinienem ci odpuścić i oddać walkę walkowerem. - Cassandra początkowo nie potrafiła uwierzyć, w to co słyszy.
- Chcesz co zrobić? - Zapytała głucho, chwytając jego rękę.
- Ametyst Mocy nie jest wart ceny czyjegoś życia. - Stwierdził Axem, opuszczając topór. - Szef mnie zabije, ale co mi tam. - Czerwony wojownik wypuścił swoją broń z ręki. - Heh, honor czasami bywa ciężki do przetrawienia.
- Ja... Ja nie wiem, jak mam ci podziękować... - Wymamrotała Cassandra.
- Nie dziękuj, tylko wygraj. - Odparł Axem, uśmiechając się lekko. Było po walce.
- Niesamowite... - Wymamrotał Art. - Axem oddał pojedynek walkowerem. Cassandra wygrywa ze swoim przeciwnikiem.
- Trybuny chyba zamarły razem z nami. - Dodała Luna. Fakt, trybuny zamarły w ciszy. Worgołak tylko pokręcił głową z zamyśleniem. Cassandra i Axem wymienili się spojrzeniami. "Dziękuję", powiedziała bezgłośne dziewczyna. Czerwony wojownik wzruszył ramionami.
- Dziewczyno, wygrałaś! - Wrzasnął Genn radośnie, ściskając lisicę. Cassandra zachłysnęła się - Uścisk Bojownika o Cokolwiek był tak samo zabójczy jak jego pięści.
- Carissa wciąż ma szanse na przeżycie. - Dodała Felicia uśmiechnięta. - Pozostaje mi się cieszyć, że mam twoje... Wasze wsparcie.
- To żaden problem. - Stwierdziła Cassandra, odwzajemniając uśmiech. Na jej twarz wróciły kolory. Szybko jednak przestała się uśmiechać, gdy zobaczyła, kto idzie w ich stronę: Daeva. W ciemnym korytarzu demon napełniał ją paraliżującym strachem.
- Gratulacje. - Klasnął w pazurzaste dłonie, uśmiechając się nieszczerze. - Po raz kolejny szczęście stoi po waszej stronie. Ale tymczasem, moi drodzy. Tymczasem. - Daeva wyminął się z nimi, śmiejąc się cicho.
- A teraz głos zabierze nasz Szef! - Zakrzyknął Art entuzjastycznie. Trybuny zakrzyknęły euforycznie. Shane pojawił się w kabinie komentatorskiej. Zrobiło się tam już dość tłoczno.
- Ekhem... - McMahon odchrząknął. - Przede wszystkim, gratuluję tym, którzy dostali się do ćwierćfinałów. Nie jest to łatwa sztuka, przebrnąć przez cztery rundy, stale wygrywając. Od razu mówię, co następuje: Wypadki losowe znikają, ale zostają zastąpione walkami w plenerze! - Na trybunach zapanowało poruszenie. - Bez obaw, wszyscy będą wszystko świetnie widzieć, dzięki naszej profesjonalnej obsłudze kamerowej! - Do kabiny komentatorskiej wkroczyły kolejne trzy osoby: Skrash, Pip i Nehr'zul. Ten ostatni mamrotał pod nosem "Cholerny drobny druczek". W kabinie zaczęło brakować miejsca.
- Wypadałoby więc podać rozpiskę na ćwierćfinały! - Zakrzyknęła Luna. - Ale najpierw podamy imiona tych, którzy przeszli do ćwierćfinałów!
1. Balor
2. G'narl
3. Katheelen Vance
4. Grom Hellscream
5. Casper/Daeva
6. Night Shooter
7. Augustus Brimstone
8. Cassandra the Vixen
- Czas na rozpiskę! Walki odbędą się za godzinę! - Dodał Art, wciskając odpowiedni guziczek na panelu kontrolnym. Błysnęło:
Malował się taki oto rozkład walk:
1. Casper/Daeva vs G'narl
2. Augustus Brimstone vs Cassandra the Vixen
3. Grom Hellscream vs Balor
4. Night Shooter vs Katheelen Vance
