24. Przygotuj się na dziwne odkrycia.

Tydzień po wiadomym zdarzeniu między Sui i Kaoru, wszystko szło dobrze. Wszyscy powoli szykowali się na wielką imprezę u Kazekage, o którym wiedziała już cała wioska, choć zaproszone były jedynie wybrane osoby. Ja właśnie zastanawiałam się, co ubrać i przetrząsając szafę nuciłam piosenkę Access – Doubt & Trust.

-Cholera! – Zaklęłam. – Tu nic nie znajdę.

Lekko opadłam na podłogę i do góry nogami wyglądałam przez okno. Myśli luźno przepływały przez moją głowę. „Kto tu może mieć fajne ciuchy…?" – Zastanawiałam się. Drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem.

-Ayremi, Hokage-sama…

-Tsunade! – Przerwałam mu. – Arigato braciszku!

I żeby nie tracić czasu, wyskoczyłam przez okno, nie zwracając uwagi na Naruto, który najwidoczniej miał potrzebę przekazania mi jakiejś informacji. Nie wiem dlaczego, ale mój umysł tak jakby nie zarejestrował tego. Postanowiłam pobiec przez park, tylko że już na samym początku wpierniczyłam się w drzewo i postanowiłam po prostu się przejść.

Gdy tak powoli spacerowałam sobie wąską, brukowaną ścieżką, nagle coś skłoniło mnie do podniesienia wzroku na pobliską ławkę. No i oczywiście akurat kiedy się spieszę (bardzo powili, ale spieszę ^^") musiałam wpaść na kogoś znajomego. Lu czytała sobie spokojnie siedząc wśród soczystej zieleni drzew.

-Cześć Lu! Co tam czytasz? – Spytałam dosiadając się. Akurat wścibska względem mojej kochanej Sempai to byłam cholernie.

-A takie tam romansidło yaoi.

-Od kiedy ty lubisz yaoi? – Wykonała nieokreślony gest ręką. - Kto to napisał? - Męczyłam.

-Jakiś Usami Akihiko.

-Acha. A poczytasz na głos? – Powiedziałam robiąc maślane oczka. Zawsze im ulegała. No, zwykle. Czasami. W sumie to nigdy.

-No dobra. – Zgodziła się. – A więc zacznę tam, gdzie czytałam zanim mi przerwałaś. „Pocałował go namiętnie i wsadził mu dwa palce w…" NIE NO JA NIE BĘDĘ TEGO CZYTAĆ!

Ja wybuchłam głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Douhito po chwili też.

Dopiero po chwili, gdy już zdążyłyśmy trochę się ogarnąć, spytała:

-Gdzie lecisz? Bo chyba cię zatrzymałam.

-Do Hokage.

-No to nie przeszkadzam. Idź. Ja też się będę zbierać, chyba będzie padać. – Mówiła , ukradkiem spoglądając na niebo. Wcześniej świeciło słońce, nawet nie zauważyłam kiedy nadciągnęły ciemne, ciężkie chmury zasnuwając pogodny błękit.

Gdy wchodziłam do gabinetu Czcigodnej, słyszałam już w oddali ciche pomruki nadchodzącej burzy.

-Konichiwa – przywitałam się.

-Ayremi, miło cię widzieć. Właśnie miałam do ciebie taką sprawę.

-W sumie ja też przychodzę z prośbą. Ale ty zacznij.

-No dobrze, więc chodzi o to Sasuke.

-Słucham uważnie – zapewniłam.

-W jego ciele wykryliśmy wirusa, a jedynym znanym lekiem jest jad samicy pewnego gatunku jaszczurki. W sobotę przybędzie do nas specjalistka, którą masz się zająć.

-Brzmi poważnie. – Oceniłam. – Tylko jest mały problem. W sobotę już jestem umówiona. I z tym właśnie wiąże się moja prośba. Chciałam pożyczyć od ciebie jakieś ciuchy.

-Idziesz do Gaary? Nie ma problemu. Dziewczyna przyjedzie z Suny razem z nim. A jeśli chodzi o sukienkę, to chyba coś znajdę.

Tak się składa, że Tsunade wręcz mieszkała w swoim gabinecie, więc miała tam i swoją garderobę. Otworzyła ją i zaczęła grzebać. Coś przykuło moją uwagę i też podeszłam.

-Może coś takiego? – Odezwała się z drugiego końca pomieszczenia. W rękach trzymała kilka kreacji.

Po pobieżnym ich obejrzeniu, przecząco pokręciłam głową. Wzięłam w dłoń jeden z wieszaków. Coś przyciągało mnie w tym błyszczącym, czarnym materiale. Nagle jakbym doznała olśnienia.

-Mogę to?

-A dlaczego akurat ta?

-Bo… Nie ważne. To długa historia. Pożyczysz? – Nie miałam ochoty jej mówić, że właśnie w takiej sukience stałam na obrazie w pokoju Akihiro.

-Jasne, bierz. – Powiedziała trochę skołowana.

-Arigato! – Krzyknęłam uradowana przytulając blondynkę.

Zabrałam ciuch i wytoczyłam się niespiesznie z gabinetu Hokage. Szłam zamyślona powłócząc nogami. Zastanawiałam się nad tym obrazem.

-Muszę go zapytać.

I biegiem puściłam się w stronę mieszkania przyjaciela.

Gdy stanęłam pod drzwiami domu blondyna, z chmur lały się już zimne strugi deszczu, a niebo raz po raz przecinały błyskawice.

*Puk, puk*

-Ay? Wbijaj. Dawno się nie widzieliśmy.

Przywitałam go całusem w policzek. Weszłam do środka bez słowa. Od razu udałam się do salonu, w którym, ku mojemu zdziwieniu, siedział Sasuke. Zupełnie o nim zapomniałam. Na szczęście zaraz, gdy mnie zobaczył, podniósł się i wyszedł w ogóle się nie odzywając. Odruchowo zawarczałam na jego ignorancję. Usiadłam na kanapie, podczas gdy Akihiro rzucił mi ręcznik i poszedł zrobić herbatę. W ciszy wycierałam włosy kiedy przyszedł z kuchni z dwiema filiżankami parującego napoju i podając mi jedną usiadł obok ze swoją. Pociągnął łyk, ja tylko tępo wpatrywałam się w swoje odbicie.

-Miętowa, twoja ulubiona – zachęcał.

Brak reakcji.

-Remi? Emm… halo?

Pomachał mi ręką przed oczami.

W końcu jakaś reakcja.

-Eto… Sukienka… Obraz… - czyli tradycyjny bełkot w moim wykonaniu.

-Hę? O czym ty gadasz?

-Poczekaj, zaraz wszystko zrozumiesz. Tylko się przebiorę. – Powiedziałam i ruszyłam do łazienki.

5 minut późnie j stanęłam przed chłopakiem. Zaniemówił.

-Skąd masz tę sukienkę? – Wyjąkał.

-Pożyczyłam od Tsunade. Bardziej mnie zastanawia skąd ty ją znasz. Namalowałeś ją na obrazie, prawda?

-No tak. – Przyznał. – Ale nie mam pojęcia, dlaczego akurat tę. Taką sobie wyobraziłem – wytłumaczył.

-Dziwne – mruknęłam. Przysiadłam się koło niego i tak się składa, że akurat zahaczyłam o książkę, która leżała na poręczy fotela, gdzie wcześniej siedział brunet.

-Sumimasen – rzuciłam podnosząc ją.

„Chłopiec z latawcem" – przeczytałam w myślach. Otworzyłam na przypadkowej stronie, gdzieś w środku. Doznałam lekkiego szoku.

-Mogę pożyczyć? – Spytałam entuzjastycznie.

-Przecież już to czytałaś.

-Chłopca z latawcem tak, ale to nie.

Wskazałam mu PRAWDZIWĄ okładkę lektury czytanej przez wielkiego Uchiha.

-Manga yaoi! – Wykrzyknął cały się czerwieniąc.

-Oj nie ładnie Sasuke, nie ładnie. – Zaśmiałam się.

Zapanowała dość niezręczna cisza.

-Wiesz, dawno się nie wiedzieliśmy, wiec chyba nie wiesz. – Głęboki wdech. – Akihiro, mam chłopaka.

-To bardzo fajnie. Cieszę się.

-Pewny jesteś? No bo ty…?

-Nie, już mi… yyy… przeszło.

-Naprawdę? A tak swoją drogą: masz kogoś na oku? – Na szczęście rozmowa zeszła na luźniejsze tematy. Albo mi się tylko tak wydaje?

-No… mam. I jeśli o tym mowa, to muszę ci coś powiedzieć.

-A więc słucham.

Chłopak zebrał całą swoją odwagę i zaczął z niepewną miną.

-Jestem gejem.

-WOW! No to gratulacje!

-Emm… Dlaczego? o.O"

-No wiesz, ja yaoistką jestem.

-Kim? ^^"""

-Nieważne. =.=