Derek otworzył oczy, gdy tylko poczuł, że jest obserwowany. Stiles stał nie dalej jak metr od niego i wpatrywał się w nich z pewną dozą zaskoczenia. Jakby nie miał pojęcia, dlaczego dwóch dorosłych mężczyzn czuwało przy nim.
Szeryf chrapał, co powinno być zabawne, ale Derek nie potrafił odnaleźć nic humorystycznego w tej sytuacji. Zerwał się z fotela nie do końca pewien czy jego omega nie lunatykuje – to zdarzało się nawet jemu, kiedy miał zbyt wiele na głowie. Laura mogła nadal z tego powodu z niego żartować, ale nie chciał, żeby Stiles spadł ze schodów albo na coś wpadł.
- Dobrze się czujesz? – spytał, nie wiedząc, co jeszcze powinien dodać.
Do tej pory odsuwał od siebie wspomnienia walki Stilesa. Nigdy nie powinno do niej dojść, ale omega nie wydawał się nawet zaskoczony, że Peter sprowadził druida. Jego matka podejrzewała, że mężczyzna został przysłany przez Deucaliona.
Szeryf otrząsnął się i rozejrzał niepewnie, nie wiedząc w pierwszej chwili, gdzie się znajduje. Kiedy jego wzrok skoncentrował się na synu, na jego twarzy zagościła cholerna ulga, której Derek po prostu nie mógł znieść.
- Stiles? – spytał Stilinski trudnym do rozszyfrowania tonem.
Tam po prostu kłębiło się o wiele za dużo emocji.
- Dlaczego śpicie na fotelach? – spytał w końcu jego omega, a Derek miał ochotę parsknąć.
- Byłeś nieprzytomny – rzucił szeryf.
I Stiles wydawał się nawet zaskoczony.
- Tak długo? – zdziwił się omega i spojrzał przez okno na niebo, które zaczynało nabierać szarej, nieprzyjemnej barwy. – Chyba trochę przesadziłem – dodał, marszcząc brwi.
- Tak sądzisz? – spytał Derek.
Stiles spojrzał na niego i przewrócił oczami. A potem między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka, która od dłuższego czasu zajmowała tamtą przestrzeń. Derek jej nie lubił. Ani tego, co przychodziło, gdy się formowała.
- Peter? – spytał cicho Stiles.
- Peter nie jest twoim zmartwieniem – wtrącił ostro Stilinski.
- Martwy – odparł w tej samej chwili.
- Powinniśmy się przespać – stwierdził omega, co byłoby nawet zabawne, gdyby jego własne mięśnie nie wołały o pomstę do nieba.
- Powinniśmy zadzwonić do Alana – stwierdził szeryf, ale Stiles potrząsnął przecząco głową.
- Odespałem, naładowałem baterie, i to jest wszystko, co Alan może ci powiedzieć – odparł chłopak. – To część bycia Iskrą. My też potrzebujemy czasem chwili.
- Stiles… - zaczął szeryf.
- Tato, Melissa nosi drugą Iskrę, którą będziesz wychowywał. Niedługo czeka cię powtórka z rozrywki, więc raczej musimy się zacząć przyzwyczajać – odparł omega i chyba to miało brzmieć jak żart, ale kąciki ust Dereka nie drgnęły.

ooo

Szeryf wrócił do swojego domu, gdy Melissa wpadła upewnić się czy stan Stilesa faktycznie jest w normie. I pomimo podniesionego ciśnienia omega wydawał się w porządku. Derek nie mógł jednak zrozumieć ciszy, która zapadała raz po raz, kiedy zamieniali z sobą jedno zdanie, które nie znajdowało kontynuacji zbyt szybko.
- Co ci chodzi po głowie? – spytał wprost, przygotowując makaron, bo to była jedna z nielicznych rzeczy, które nie doprowadzały go do szału.
- Anna – odparł krótko Stiles i zaschło mu w ustach.
Nie chciał myśleć o partnerce Petera. Wyrzucił ją ze swojej głowy, gdy tylko mógł. Stiles był ważniejszy. Teraz jednak, kiedy jego omega o niej wspomniał, poprzednie lęki wróciły.
- Talia miała jej powiedzieć, że wyjść jest dwa. Nie wiem czy została – dodał omega i Derek wpatrywał się w niego w szoku.
- Wiedziałeś, że Peter cię zaatakuje? - spytał z niedowierzaniem, ponieważ nie mieściło mu się to w głowie.
Stiles spojrzał na niego ze stoickim spokojem, jakby chciał mu powiedzieć, że to przecież całkiem oczywiste.
- Ten przebłysk przyszłości – odgadł Derek i potrząsnął głową, chcąc pozbyć się nieprzyjemnych myśli, ale one nadal wracały jak bumerang.
- Sprawdził się jak wszystkie inne – odparł Stiles i zamarł, gdy te słowa opuściły jego usta.
I Derek wiedział, że jedna rzecz nadal nad nimi wisiała. Stiles nie stracił przez niego swojej magii, ale to zaczynało być powoli coraz bardziej oczywiste. Derek widział z jak wielką dokładnością wizje rzeczywistości przedstawiały te przebłyski i zaczynał je nienawidzić. Jego dłonie zadrgały, gdy kroił pomidora i spojrzał w dół, chcąc nad nimi zapanować, ale nie mógł. Stiles nadal był nienaturalnie cichy, chociaż z jego ciała biło poczucie winy, jakby nie chciał o tym wspominać.
I Derek musiał chociaż na chwilę usiąść, bo od ponad doby jego umysł pracował na wysokich obrotach. Jego ciało wcale nie zwalniało, dotrzymując kroku głowie.
Odłożył nóż na deskę i ruszył w stronę swojego pokoju, ale omega był tuż przy nim i zaskakująco mocno pchnął go na ścianę, zmuszając go, aby Derek spojrzał na niego. Policzki Stilesa były pokryte nieprzyjemnym rumieńcem, chłopak oddychał przez rozchylone usta, a jego oczy były dziwnie błyszczące, co pewnie oznaczało, że walczył z sobą. Jego zimne palce zaciskały się na bicepsie Dereka przez sekundę albo dwie, a potem chłopak kciukiem zaczął gładzić jego skórę. Czuł jak się powoli rozluźniał i może dłonie Stilesa były po prostu magiczne. Albo zaczynał się powoli uzależniać od dotyku, który był z pozoru delikatny i ostrożny, ale gdzieś tam w tle czaiła się siła, której był całkiem świadom. Stiles obserwował go przez chwilę, jakby nie był pewien, gdzie się w tym momencie znajdują. Czy Derek nie odejdzie, kiedy jego ręce zsunął się w dół, a ich ciała nie będą tak z sobą zespolone.
Objął, więc omegę z westchnieniem – nie do końca ulgi. Na to miał jeszcze przyjść czas, ale chciał ciepła, a Stiles mógł mu je dać. Podobnie jak pewność, że jest cały i zdrów. W jednym cholernym kawałku. I nie mógł nie zastanawiać się czy poprzednim razem, gdy omega walczył z Peterem, nie było to zaplanowane pod późniejsze wydarzenia. Czy Stiles nie wiedział już wtedy, że ten alfa stanie naprzeciwko niego z zamiarem pozbawienia go życia.
I Derek nie był pewien jak przegapił symptomy. A musiały jakieś być.
- Spokojnie – powiedział Stiles, rozkładając szerzej ramiona, w których się schował.
Szczupłe ręce oplotły go, jakby omega chciał faktycznie stworzyć z nich jedność. I jeszcze nigdy tak bardzo nie chciał wziąć Stilesa jak teraz, a cholerna niemoc zaczynała go dusić na samo wyobrażenie tego, co mogłoby się stać, gdyby przekroczyli tę linię. I to jeszcze nigdy nie bolało tak bardzo, ale najwyraźniej skazani byli na podobne emocje. I wątpliwości. I obawy.
Derek zmienił trochę ich pozycję, obracając omegę tak, aby to Stiles był uwięziony w klatce z jego rąk, dociśnięty do ściany jego twardym ciałem, które wydawało się za duże. Omega uśmiechnął się do niego lekko wyciągając szyję, więc skorzystał z zaproszenia i zaczął ssać cienką skórę jego karku, nie zastanawiając się nawet, czy to zostawi ślad. Nie zamierzał wypuścić Stilesa z mieszkania w najbliższej przyszłości i Deucalion mógł iść się gonić. Na równi z szeryfem Stilinskim. Derek jeszcze nigdy nie czuł się tak wszechwładny, a przede wszystkim zdolny do wszystkiego. Wspomnienie walczącego Stilesa wryło mu się w mózg i dotknął ramienia chłopaka, na którym powinny być wąskie rany od pazurów Petera. Zaczął szarpać za koszulkę chłopaka, ponieważ to był dobry pomysł, aby się rozebrać, ale omega powstrzymał go.
I Derek ciężko przełknął, nie wiedząc jak to odebrać. Od wielu dni nie byli w sytuacji, w której Stiles nie chciał. W tym momencie nie wiedział, co prawda do czego dążył; może chodziło tylko o to, aby sprawdzić rany omegi. Albo o nagość po prostu. Stiles jednak go powstrzymał, więc odsunął się pospiesznie, nie zabierając Iskrze całej dostępnej przestrzeni. I omega uśmiechnął się krzywo, jakby jednocześnie chciał zakpić jak i doceniał uszanowanie jego życzeń.
- Musimy zjeść obiad – powiedział Stiles spokojnie. – Bo nie będziemy mieli na nic siły – dodał i mrugnął do niego porozumiewawczo.

ooo

Namówił Stilesa do ściągnięcia koszulki podczas obiadu i od czasu do czasu, gdy jego dłoń nie była zajęta widelcem – sunął palcem po odsłoniętej skórze. Uderzało go jak bardzo drobny był jego omega. I to tylko podkreślały spodnie zwisające tak nisko na biodrach chłopaka, że widział jego wystające kości. Gdyby nie wiedział jak wiele Stiles potrafił zjeść, zastanawiałby się czy omega nie głodzi się, aby specjalnie nadać swojemu ciału szczupłość, która podobno przyciągała alfy. Nigdy nie czuł się za bardzo zainteresowany podobnymi sylwetkami, ale Stiles miał w sobie siłę, której nie było widać na pierwszy rzut oka. Moc, która tkwiła głęboko w nim, a którą Derek miał okazję podziwiać wielokrotnie.
Jego kciuk zatrzymał się na przebijającej się przez skórę kości i potarł to miejsce nawet nie zastanawiając się co robi. Stiles zamarł z widelcem przy ustach i zesztywniał, a na jego ciele pojawiła się dobrze zapowiadająca się gęsia skórka. Nigdy nie widział u niego podobnej reakcji, więc wyznaczył palcem linię od bioder w górę poprzez żebra, wiedząc, jak wrażliwy Stiles był w tamtych rejonach i nie zawiódł się.
Omega zadrżał i spojrzał na niego z ukosa, jakby nie wiedział do czego to wszystko prowadzi. A Derek był cholernie oczywisty jeśli chodziło o kwestie zaciągnięcia go do łóżka. Nawet tylko po to, aby mógł całować jego ramiona.
- Derek – powiedział Stiles, i to było coś nowego.
Bardzo rzadko używał jego imienia. W zasadzie nie pamiętał, kiedy ostatnio słyszał je wypowiedziane w ten sposób. Może jeszcze pod prysznicem, gdy po ich małym nieporozumieniu, wziął do ust Stilesa. Może trochę złośliwie i zbyt agresywnie, ale życie nie składało się z samych pozytywnych emocji i wydawali się obaj to pojmować.
- Derek – powtórzył Stiles bardziej uparcie, więc skoncentrował swój wzrok wyżej.
Z dala od różowych sterczących skutków, które wydawały się twardnieć pod wpływem jego spojrzenia. Jakby sam miał jakąś cholerną moc. I nawet jeśli polegała na doprowadzaniu Stilesa do stanu, w którym omega oddychał ciężko, unosząc swoją klatkę piersiową z takim wysiłkiem, jakby coś mocno zaciskało się wokół niej – i tak było warto.
- Stiles – odparł zastanawiając się, kto się złamie jako pierwszy.
Obiad dawno zapomniany leżał na stole przed nimi i wydawać by się mogło, że czas stanął w miejscu. Czuł na policzku ciepły oddech chłopaka, ale nie potrafił poruszyć się, bojąc się poniekąd, że jeśli ten czar pryśnie, stanie się coś złego. Znajdowali się w tak cudownym prywatnym bąblu, że zmarnowanie nawet kilku minut byłoby tragedią. Świat poza po prostu nie istniał i może potrzebowali czegoś podobnego. Stiles zresztą wpatrywał się w niego w zaskoczeniem, jakby sam pojęcia nie miał, co się dzieje.
Wzrok Derek zsunął się w dół po jego szczupłym ciele i zatrzymał się dopiero w miejscu, gdzie spodnie omegi wydawały bardziej ciasne. Stiles prawdopodobnie nie założył bielizny. Widział główkę jego penisa, wbijającą się w materiał, tworzącą dość charakterystyczny kształt, który trudno było pomylić z czymkolwiek innym.
W zasadzie nie był pewien, który z nich poruszył się jako pierwszy, ale to nie miało znaczenia. Ciepłe usta omegi odnalazły jego wargi i ten pocałunek był dziwnie rozciągnięty. Czuł wyraźnie jak ciało Stilesa przylega do jego własnego i nie mógł nie objąć omegi, upewniając się, że zaraz nie spadną. To byłoby cholernym niedopatrzeniem. Chociaż spodziewał się, że Stiles zacząłby się śmiać, rozbawiając i jego. I to było dziwne wiedzieć coś takiego o drugiej osobie, ale może właśnie tak wyglądała miłość. Tak odbierano mu powoli rozum z każdym dniem.
I bynajmniej nie zamierzał się buntować.
Stiles oddychał w jego usta, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, w których od dobrych kilku minut gościło zaskoczenie. I nagle nieprzyjemna myśl zakwitła w jego głowie i nie potrafił się jej pozbyć. Oderwał od siebie omegę niemal siłą, a potem spojrzał Stilesowi prosto w twarz zastanawiając się czy wyobraźnia nie płata mu figli.
- To nie więź, prawda? – spytał, nie mogąc powstrzymać drżenia w głosie.
Stiles uśmiechnął się do niego lekko, nieśmiało, powoli nabierając jednego z tych rumieńców, które zaczynały się na jego policzkach, a kończyły za linią spodni. I Derek wiedział, że będzie mógł śledzić to zawstydzenie od nosa przez szyję, aż na sam dół.
- Nie – odparł omega, chociaż nie potrzebował, aż tak werbalnej odpowiedzi.
Wziął głębszy oddech, chcąc się jakoś pozbierać, ale to nie było łatwe, gdy Stiles wpatrywał się w niego w ten sposób. Iskra miał tendencje do poruszania się według własnych planów, które notorycznie zaskakiwały Dereka. Jak wtedy, gdy postanowił, że całowanie było dobre i ich związek ewoluował w takim kierunku, w którym jego własne myśli nie podążyłyby w tym okresie. I teraz wydawać by się mogło, że Stiles znowu był krok przed nim, wiedząc doskonale czego chce, więc Derek pozwolił mu po prostu sięgnąć do paska jego spodni i wyciągnąć go ze szlufek, chociaż to nie było konieczne.
Jeśli jednak omega chciał go uwieść w ten lekko niewinny sposób, był jak najbardziej za.
- Sypialnia? – zaproponował, starając się, aby jego głos nie drżał.
Stiles kiwnął głową, nie spuszczając z niego wzroku.