Blizny

XIII. Sekwencje weryfikujące

Część B

Umilkł potem na dłuższą chwilę i Severus myślał, że ten zasnął. Przekraczając prób skrzydła szpitalnego zauważył, że chłopak drgnął.

― Bariera mentalna ― mruknął cicho i nagle, strasząc Severusa, zwiotczał, tracąc przytomność.

Pielęgniarka pojawiła się przy nich natychmiast. Ułożyli Pottera do łóżka i zbadali stan.

― Trening? ― spytała, obserwując wyniki.

Severus zaprzeczył.

― Jest wyczerpany, ale nie mocno. Dobry sen wyrówna poziom. Znowu mało je. Przyda mu się kilka eliksirów wzmacniających. Wyniki przypominają te uczniów zdających OWUTEMY. Jest zestresowany. Nawet nie pytam czym, macie pewnie mnóstwo spraw na głowie. Ale musi odpocząć, inaczej upadnie w najważniejszym momencie ze zmęczenia.

― Proszę nie przesadzać, pani Pomfrey. Poskłada mnie pani jak zawsze.

Potter musiał przed momentem odzyskać przytomność i próbował rozśmieszyć Poppy. Bez powodzenia.

― Śpij. Może i nie możesz brać eliksiru bezsennego snu, ale melisa zawsze się znajdzie. Nawet całe wiadro, jeśli będzie taka potrzeba.

Uśmiechnął się do niej słabo, ledwo unosząc kąciki ust. Opiekuńcza pielęgniarka westchnęła na ten widok.

― Jesteś beznadziejnym przypadkiem, kochanieńki. Gryfon w każdym calu. Odpocznij. Zakaz treningów z kimkolwiek przez co najmniej tydzień.

Dobrze, że nie oczekiwała potwierdzenia, bo Potter z całą pewnością jej nie udzieliłby. Nie lubił kłamać. Po prostu przemilczał wszystko, co ważne. Chłopiec sięgnął po szklankę z wodą i opróżnił ją w kilku łyżkach.

― Czy odpoczniesz przynajmniej do rana? Pomfrey ma rację ― zapytał Severus, znając podejście do sprawy tego młodego człowieka.

― Muszę zrobić jak najwięcej zaklęć.

Co on ma począć z tym Gryfonem?

― Jeżeli porozmawiam z dyrektorką i zwolnimy cię z zajęć, byś mógł robić te swoje zaklęcia, odpoczniesz?

Chłopak milczał, zastanawiając się.

― Ale musi być koło ciebie Draco ― od razu zaznaczył Snape. ― W tamtej sali nie ma bariery.

Harry uniósł głowę i mężczyzna dostrzegł, że ten punkt mu się nie podoba.

― Albo zaczniesz tworzyć zaklęcia w barierze, albo w obecności swoich protektorów.

― Albo? Zostawisz mnie samego? ― zaśmiał się.

― Tu jest Pomfrey, gdyby ci to wyleciało z tego gryfońskiego łba ― rzucił już rozeźlony.

Ten chłopak wcale nie brał pod uwagę niebezpieczeństwa. Wolał zamęczyć się, nic nikomu nie mówiąc, niż poprosić o pomoc.

― Wybieram obecność Draco. Stworzenie nowego kręgu wstrzymującego zajmie zbyt dużo czasu i mocy ― zdecydował.

― Nie tworzysz go za każdym razem od nowa? Pęknięcia w strukturze czaru mogą spowodować, że zaklęcie cię zrani lub zabije.

Harry uśmiechnął się. Tematy nowych, a tak naprawdę tych dawnych zaklęć, intrygowały Severusa. Potrafili o nich dyskutować bez przerwy.

― Za każdym razem, nim rozpocznę nowy czar, sprawdzam ryfty kręgu. Zabiera mniej czasu i mocy, a naprawienie pęknięć jest banalnie proste. Magnifikacja potwierdza strukturę i jest bezpieczna.

― Nie zaoszczędziłbyś sił, gdyby ktoś inny sprawdzał ryfty?

― Inna magia mogłaby wpłynąć na krąg. W miejscach, gdzie ktoś użyłby swojej mocy, zagrożenie nagłego pęknięcia zwiększyłoby się ― wytłumaczył dokładnie zagadnienie.

― Czy Draco nie mógłby stworzyć własnego kręgu i także tworzyć to zaklęcie? ― spytał.

― Nie wiem ile zajęłaby mu nauka. Robię to intuicyjnie. Konstruuję każde od podstaw.

― Nie są identyczne? ― zdziwił się.

Harry zaprzeczył.

― Nie potrafię powielić zaklęć. Nigdy nie wychodzą tak samo, choć działanie pozostaje bez zmian.

― Nie prościej byłoby…

― Tworzę według obrazu, który w danej chwili ukazuje mi się przed oczami. Podążam za magią. Nie wymuszam na niej danego działania jak obecne zaklęcia. Dlatego nie potrzebuję ani inkantacji, ani różdżki. Przypomina to trochę tresurę psa. Na początku potrzebuje polecenia i smakołyku. Potem wystarczy, że pan zagwizda lub klepie się w udo i pies wie o co chodzi.

― Wytresowałeś zaklęcia?

― Raczej one tresują mnie ― uśmiechnął się słabo.

Ta rozmowa jeszcze bardziej go zmęczyła.

― Powinieneś już spać. ― Przykrył go dokładniej kocem. ― Po śniadaniu przyślę Draco. Dostanie dokładną instrukcję twojej obsługi. ― Pogroził mu palcem, gdy ten uniósł zdziwiony brwi. ― Dokładnie. Jeśli uzna, że jesteś zmęczony, nie pozwoli ci tworzyć zaklęć, aż nie odpoczniesz. Czy bariera mentalna wpłynęłaby na krąg?

― Nie powinna.

― Draco potrafi postawić barierę, co prawda nie porównywalna do tej tutaj, ale pomoże. I przestań stosować Glamour. Musi wiedzieć, kiedy coś się z tobą dzieje. Uprzedzę, by nie przekraczał kręgu ― dodał, gdy Harry chciał się odezwać. ― A teraz spróbuj odpocząć.

― Dobrze, Severusie.

OOO

Jeszcze przed śniadaniem do skrzydła szpitalnego wpadła Hermiona z Ronem. Zatrzymała się przy łóżku, gdy zaczynał właśnie jeść.

― Chyba właśnie przestałam żałować, że przypadkiem zdradziłam twoje nieobecności w dormitorium. Wyglądasz okropnie, Harry.

― Miło to usłyszeć od dziewczyny. ― Przewrócił oczami, nie przerywając posiłku.

― O co chodzi z tą przerwą w zajęciach? Źle się czujesz? ― spytał Ron. ― To coś związanego ze śmiercią Toma? Snape powiedział, że mamy ci później nie przeszkadzać.

― Będę z Draco trochę zajęty ― rzekł, spoglądając na nich.

― Dlaczego nie możemy być z tobą? ― zapytała Granger.

― Moglibyście, ale i tak nic nie moglibyście zrobić. ― Odłożył tacę na stolik.

― Ćwiczycie z tutorem?

Jak na zawołanie pojawił się Fawkes, zajmując ramię Harry'ego i pocierając głową jego policzek.

―Odpocząłeś?

Ptak zaśpiewał krótko z wyraźnie słyszalną urazą.

― Przestań, Fawkes. ― Zburzył mu pióra na głowie, za co feniks dziobnął go w dłoń i przeleciał na ramę.

― Harry, nie odpowiedziałeś na pytanie ― drążyła Gryfonka.

― Bo nie miałem zamiaru. ― Nawet nie próbował spojrzeć im w oczy.

― Odsuwasz się.

― Może tak będzie lepiej. ― Uniósł twarz. ― I tak nie mam dla was czasu. Wy musicie się uczyć, ja przygotować do walki ― dodał ostro.

― Tom nie żyje. Dumbledore nie jest twoim problemem! ― krzyknął Ron.

― Nie krzycz, Wiewiór. ― Przybył wybawca.

Dołączenie Draco było nagłe, ale Harry był za to wdzięczny. Wstał i skierował się do łazienki.

― Tylko się przebiorę i możemy iść.

― Co wy kombinujecie, Malfoy? ― Ron skierował swoją złość na nową ofiarę.

― Ja? Kombinuję? Zamierzam uwieść Harry'ego i mam na to zgodę samej dyrektorki. Przeszkadzacie nam. Spadajcie!

― Chodź, Ron. I tak nie powie nam prawdy.

Harry westchnął, słysząc wszystko przez drzwi. Ubrał koszulę i spodnie, nie kłopocząc się nawet włożeniem tej pierwszej za pasek. Krawat tylko zarzucił na szyję, gdyby spotkali Severusa. Znając Snape'a i tak każe mu się poprawić. Zignorował fakt, że wyglądał w tym momencie jak po dobrym stosunku z Draco.

Przeczesał mokrą dłonią włosy i spojrzał w lustro.

Pomimo snu nadal czuł się zmęczony. Niewiele pomógł nawet eliksir od Pomfrey. Czas teraz był na wagę złota. Skinął na Draco, gdy wyszedł z łazienki i opuścił skrzydło szpitalne, żegnając pielęgniarkę przy biurku.

― Dokąd idziemy? ― spytał Malfoy, podążając za Potterem.

― Co powiedział ci Severus?

― Że mam cię pilnować i słuchać. Jeśli tego nie zrobię, nie dożyję urodzin. I był strasznie poważny.

― Zawsze jest poważny ― stwierdził Harry.

― Gdy jest poważnie poważny, robi mu się zmarszczka pomiędzy brwiami. Zwykle jest zwyczajnie poważny. Dokąd ty mnie ciągniesz? Tu jest brudno. ― Otarł dłoń o spodnie, gdy natrafił na pajęczynę.

Fawkes już siedział na oparciu fotela i zaśpiewał, gdy Harry zablokował drzwi wężomową.

― Żartowałem z tym uwiedzeniem, ale chyba wziąłeś to sobie do serca ― zażartował Draco, rozglądając się.

― Nie zbliżaj się do kominka ― nakazał Gryfon, łapiąc go za ramię i zatrzymując zwiedzanie. ― Oto zasady: możesz wyjść i wejść w każdej chwili, kobra cię przepuści. Severus powiedział, że możesz postawić barierę mentalną. Zrób to, jeśli mogę cię o to prosić. ― Odetchnął głęboko. ― Ja zajmę się swoją częścią. Nie możesz pod żadnym pozorem do mnie podejść, bo umrzesz.

― Co? Severus wie, że robisz tu… No tak. Wie. ― Sam wpadł na odpowiedź. ― Stąd ta powaga. To po co tu jestem, skoro nic nie mogę zrobić?

Harry prychnął.

― Miał ci powiedzieć. Wredny nietoperz ― warknął i rozpalił ogień w kominku. ― Masz mnie powstrzymać przed zamęczeniem się podczas tworzenia kolejnych zaklęć.

Uniósł fiolkę, a rozświetlający z nich blask rozbłysł na piórach Fawkesa.

― Po co ci one? Fajerwerki na Halloween?

Harry spojrzał na niego pobłażająco i pokiwał głową.

― To zaklęcie blokujące. Po trafieniu osoby z Eliksirem Życia we krwi spetryfikuje ją.

Malfoy zmarszczył brwi i rzucił spojrzeniem w stronę stolika, na które Harry odkładał fiolkę.

― Coś wiesz? Przygotowujesz się. Powiedziałeś o tym tylko Severusowi albo cię nakrył, bo ostatnie trzy dni chodzisz jak bogin.

― Jak chodzi bogin? ― zdziwił się na to określenie.

― Dopasowuje się do zachowań otoczenia.

Harry zamknął oczy i palcem nakazał Draco ciszę. Po omacku dotarł do fotela i opadł na niego, zasłaniając dłońmi twarz.

Przez palce Malfoy dostrzegł strużkę krwi. Gdy tylko wziął wdech, by spytać, Potter znów nakazał mu milczeć. Nie miał zamiaru stać bezczynnie. Co prawda nie miał tu wzoru z domu Snape'a, ale feniks pokazał mu inne sposoby. Nawet już nie musiał rzucać inkantacji, czy wyciągać różdżki. Nie dysponował może mocą Harry'ego, ale coś tam potrafił. Mógł gwizdać jak on, ale podczas ćwiczeń z tutorem odkrył, że lepiej mu wychodzi, jeśli elementy zaklęcia wpierw przeistoczy z mocy w muzykę. Grał od dziecka na pianinie i słyszał dysonans, gdy czar był źle tworzony.

Odsunął się od fotela i prewencyjnie nie zbliżając się do kominka, skupił się na zadaniu. Pierwsze tony odrzucił ruchem dłoni, zbyt fałszywe. Nawet nie patrzył, jak zbierał kolejne. Układał je przed sobą niczym puzzle, którego obraz dostrzegał jedynie on. Gotowe przesuwał w bok, nie pozwalając im jednak odpłynąć. Kolejne łączone takty, nuty, najmniejszy dźwięk dokładał w idealne dla niego miejsce. Ktoś, stojący z boku, słyszał tylko muzykę i, powstającą pod palcami Draco, zieloną wstęgę pełną drobnego, skomplikowanego wzoru.

Uwierzytelnione zaklęcie, przesuwając się spod palców Malfoya nabierało barwy zielonego ognia. Mieniło się nim bez przerwy, niezależnie czy się poruszało, czy wisiało w miejscu.

Draco nie widział, zajęty układaniem sekwencji, ale Harry odprężał się z każdą utworzoną nutą czaru. Nie mógł obserwować jego działań, by patrzący jego oczami nie dowiedział się co robi Draco. Słyszana muzyka nic mu nie powie, nie znając jej serca.

Po dłużących się minutach muzyka zaczęła przycichać, a czar był prawie gotowy. Trzy wstęgi wirowały we własnych zamkniętych kręgach, nie stykając się nigdzie, jednak przeplatając się między sobą. Ostatnimi taktami Draco rozszerzył czar na cały pokój.

W tej samej chwili Harry westchnął z ulgą.

― Dzięki, Draco.

Ślizgon otarł pot z czoła aksamitną chusteczką i z marsem na twarzy podszedł do drugiego chłopaka.

― Jakim sposobem, gdy Czarny Pan w końcu zdechł, masz wizje albo coś, co wygląda jak one?

Harry jęknął załamany.

― Czy on naprawdę kazał ci tylko przyjść bez najmniejszego słowa wyjaśnienia?

― Tak ― odparł tylko.

― I to ma być protektor. Fawkes, musiałeś właśnie Severusa? ― zwrócił się do ptaka nad swoją głową. Gdy odpowiedział, Harry zmarszczył brwi. ― Opiekował się mną i bez protektoratu. Przyznaj się, że byłeś na niego obrażony i tyle. ― Kolejna tyrada była dłuższa. ― Tylko spróbuj! ― ostrzegł Harry.

Fawkes, urażony, odwrócił się do niego plecami.

― Grozisz swojemu tutorowi?

― Zamknij się, Draco! ― Zerwał się z fotela i chciał ruszyć w stronę kominka.

Draco zastąpił mu drogę.

― Jesteś zmęczony.

― Daruj sobie. Raczej sfrustrowany. Nawet jeszcze nie zacząłem pracować nad zaklęciem, więc jak mógłbym być zmęczony.

Ślizgon ujął jego dłonie i pchnął na najbliższą ścianę.

― Chwila relaksu po nieprzyjemnościach dobrze ci zrobi.

Pocałował go zachłannie, ale jedynie na początku. Gdy Harry uległ, stał się delikatniejszy, czulszy. Chłopak rozluźnił się pod jego ustami, dłońmi, a nawet rozsunął nogi, by mógł przysunąć się jeszcze bliżej. Reakcje ciała były wyczuwalne przez materiał spodni, ale Draco zajmował się jedynie ustami Gryfona oraz głaskaniem pleców. Nic więcej, choć Merlinie żeby kłamał, chciał dużo więcej. Oderwał się na moment, by złapać oddech.

― Przestań mnie drażnić, Harry. Jeszcze raz zrobisz coś niebezpiecznego, a obiecuję, że przykuję cię do swojego łóżka i pokażę, co tracisz, zachowując się jak bohater.

― Martwisz się o mnie, Draco. ― Spojrzał na niego podnieconymi pocałunkami oczami i Malfoy przełknął, ocierając się o niego biodrami.

Te oczy robiły coś niesamowitego z jego ciałem.

― Nic innego ostatnio nie robię, Harry. Doprowadzasz mnie na skraj. ― Oparł głowę na jego barku, ciężko wzdychając.

Sapnął, gdy poczuł jak Potter rozpina zamek jego spodni i delikatnie ujmuje nabrzmiały wcześniejszymi poczynaniami członek.

― Harry, nie musisz… ― Chciał się odsunąć, ale nie potrafił, gdy Gryfon zaczął poruszać dłonią.

Potter zagwizdał delikatnie i uczucie spotęgowało się niesamowicie. Cokolwiek wyczarował, otoczyło penis śliskością i stymulującym jeszcze bardziej odczuciem. Gdy przy którymś wyciskającym z niego siły ruchem Harry musnął czubek główki, Draco doszedł z cichym krzykiem. Nogi ugięły się po nim, a gorąca dłoń doprowadziła go na skraj. Druga przytrzymywała w pasie, aby nie upadł.

Chwilę trwało, nim zdołał odegnać oszołomienie spełnienia i odsunął się. Zafascynowany obserwował jak Harry unosi dłoń do ust i zlizuje kilka jasnych kropel. Migotały powoli, znikając.

― Co zebrałem, to moje. ― Wskazał mu fotel. ― Nie przeszkadzaj.

Draco opadł zupełnie bez sił, a feniks zaśpiewał wesoło.

― Bardzo zabawne, Fawkes ― rzucił, a do Harry'ego dodał: ― Zemszczę się. Zbieranie w ten sposób magii jest karalne.

Harry zaśmiał się, rzucając w niego swoją koszulą. Krawat zgubił gdzieś pomiędzy wizją, a tą lepszą częścią dzisiejszego dnia.

― Co teraz zrobisz? I dlaczego nie mogłem podchodzić do kominka?

― Ponieważ mam tu krąg wstrzymujący i mógłbyś uszkodzić krawędzie ryftów.

Ślizgon natychmiast wrócił do zajęć z tutorem.

― Czyli teraz zrobisz weryfikację czy magnifikację także?

― Tak.

Od tego momentu Malfoy zamilkł. Zbyt wiele skupienia potrzeba było do tych działań. Wcale się nie dziwił, że czarodzieje zrezygnowali z tej formy. Harry korzystał z niej, bo był potężny i wykorzystywał ją intuicyjnie. Innemu czarodziejowi tworzenie tych bardzo skomplikowanych czarów zabrałoby kilka dni i mnóstwo mocy.

To, do czego teraz używali różdżek, Harry aktywował krótkim gwizdem. Mógł nawet przypuszczać, że nawet Avada brzmiałaby na tyle krótko, że ofiara nie dostrzegłaby zagrożenia. W inkantacji może i był urok, ale przy pierwszych sylabach wiadomo było, co nadleci i wystarczyło zareagować chociażby unikiem.

Harry już nie dawał takiej szansy.

Weryfikacja nie była skomplikowana.

Harry kilkoma gwizdami aktywował krąg, stojąc po zewnętrznej stronie i dotykał linii. Widać było, że nie robi tego pierwszy raz. Jego ruchy były precyzyjne i spokojnie. W kilku miejscach spod palców unosiły się złote taśmy, wplatając się w czar i wyrównując linie, do takich, jakich potrzebował czarodziej. Harry wstał i uniósł dłonie nad krąg.

Teraz zaczynała się magnifikacja, czyli ujawnienie całościowego obrazu zaklęcia. To, co normalnie widoczne było jako krąg, tak naprawdę było barierą przestrzenną, tak jak jego tarcza mentalna.

Kręgi uniosły się w powietrzu, swym ruchem tworząc kulę. Każdy krąg kołował inaczej, w tej sposób blokując to, nad czym pracowało się wewnątrz.

Harry cierpliwie sprawdzał każdy rys sekwencji. Nie dostrzegając pęknięć, wkroczył do środka i krąg opadł na podłogę. Nie musiał być widoczny, by spełniać swoje zadanie.

Gryfon rozpoczął swoje główne założenie.

Draco patrzył zafascynowany, gdy wraz z gwizdnięciami ukazywały się kolejne linie wzoru, który wybrał Harry. Niepowtarzalne. Nie spuszczał go z oczu przy dwóch kolejnych zaklęciach poprzedzonych weryfikacjami. Po trzecim wstał i podszedł bliżej, czekając aż Harry bezpiecznie wyjdzie z kręgu.

― Przerwa ― nakazał, ciągnąć go w stronę fotela.

― Nie jestem zmęczony ― sapnął Potter.

― Drżą ci nogi i ręce. Jesteś blady i sapiesz jak hogwardzki ekspres. Wcale nie jesteś zmęczony. Kogo ty próbujesz oszukać.

― Ciebie.

― Bwuhahahaha! ― zaśmiał się sztucznie Malfoy i popchnął go na fotel.

Oparł głowę o oparcie i przymknął oczy.

― Mogę wezwać skrzata?

― Tak. Już wiedzą, że do kręgu nie mogą podejść.

Draco zamówił lekki posiłek i skrzat skrzętnie go przygotował na dwóch tacach. Jedna została ustawiona na kolanach Pottera, skoro stolik był zajęty przez fiolki.

― Kiedy dokładnie spodziewasz się ataku śmierciożerców Albusa? ― zadał pytanie Draco, rozsiadając się w drugim fotelu.

Harry rzucił mu nieodgadnione spojrzenie.

― Masz wizje. Wiesz dokładnie, co planuje Albus. Wiesz, na jakim etapie warzenia jest Slughorn ― wymieniał, odginając palce. ― Tworzysz zaklęcia, odrzucasz przyjaciół, zaharowujesz się na śmierć, czyli coś wiesz. Coś pominąłem? ― spytał na koniec.

Harry warknął przez zęby, uderzając kubkiem o tacę.

― Severus jednak z tobą rozmawiał.

― Oczywiście, że rozmawiał. A co miał zrobić, skoro gryfoniejesz z każdą minutą coraz bardziej i mózg ci sercem wypływa. Zacznij też myśleć o sobie ― wkurzył się Ślizgon, ale nie podniósł głosu. ― Jeśli planujesz samotną walkę, to od razu ci to wybiję z tego kudłatego łba. Jestem twoim protektorem. Sam mnie wybrałeś, więc bądź łaskaw, na gacie Merlina, tratować mnie jak protektora! Stanę u twojego boku w najważniejszej chwili i nic mnie nie powstrzyma.

― Chyba, że fryzura ci się zburzy ― rzucił wesoło Gryfon, starając się ukryć, jak wiele znaczyła dla niego ta nagła deklaracja Draco.

― Nawet gdybym miał umrzeć, to zdążę się uczesać chwilę wcześniej. Jestem Malfoyem, racz to zapamiętać. Nazwisko zobowiązuje.

OOO