A/N: Droga Aisha, zapewniam, że to jeszcze nie finał, więc spokojnie, mam jeszcze co nieco w zanadrzu!
Kochana Perfectly, Twój entuzjazm mnie uskrzydla!
Zoja, Słonko- jeśli nie byłam dość dokładna, wybacz. Myślałam, że wyraziłam się jasno, opisując „wizję" Sue…
Dear 71cottes, Maybe it wasn't very romantic, but you do know our Jack, he's very shy when he's around women, especially Sue. He has a tendency to become a babbling idiot when she's near. Anyway, she said "yes", so Jack still has time to make it up to Sue! lol
25.
To było dziwne, tak trwać w jego ramionach, dziwne, a jednak przyjemne, bardzo przyjemne.
Kiedy ją trzymał, o dziwo nie czuła żadnych obaw. Nie wzdrygała się, kiedy jego dłoń delikatnie gładziła jej plecy, jak Sue robiła to za każdym razem, gdy dotykał jej inny mężczyzna. Nie, żeby było ich wielu… Oprócz jej braci i ojca, pozwoliła na to chyba tylko swemu lekarzowi, no i Bobby'emu, kiedy już do niego przywykła. Dotyk całej reszty, nawet nie zamierzony, napawał ją strachem. Tymczasem dotyk Jacka okazał się dla niej … naturalny. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś podobnego, już od początku ich znajomości, a teraz w jego objęciach, była po prostu w domu. Co więcej, myśl ta napełniała ją prawdziwą nadzieją na przyszłość. Jeśli bowiem teraz nie miała problemu z fizyczną bliskością, to może kiedy już przyjdzie co do czego, strach nie zmrozi jej w czasie nocy poślubnej? Jack, jako jej mąż (lub raczej PRZYSZŁY mąż), miał do niej prawo. Zasłużył na to, by móc kochać się z żoną i prawdę powiedziawszy, Sue również nie uważała tego momentu tylko za swój małżeński obowiązek. Przynajmniej nie, jeśli chodziło o tego właśnie mężczyznę. Część niej wręcz wyczekiwała tej chwili z cichą ekscytacją i… ciekawością.
Jej pierwsze doświadczenie seksualne było ohydne, brudne i panna Thomas dziękowała Bogu za to, że nie pamięta tej chwili, nawet, jeśli gdzieś w jej podświadomości pozostawiła ona po sobie ów strach. Z Jackiem chciała jednak poczuć, jak to jest stawać się jednym z drugą osobą, łączyć się z nią w najintymniejszy z intymnych sposobów. Fizycznie była już w pełni kobietą, lecz skradziono jej ten magiczny moment, w którym powinna się nią stać za sprawą człowieka, którego wybrała, kochała, którego poślubiła, i blondynka bardzo pragnęła, aby jej przyszłe zjednoczenie z Hudsonem choć w części zrekompensowało jej (im obojgu) tę stratę, zmazało czyn, którego dopuścił się TAMTEN człowiek.
Naprawdę chciała być dobrą żoną dla Jacka, żoną, która, jak on, mogłaby cieszyć się wszystkimi aspektami małżeńskiego życia. Chciała być… normalna.
Co jednak, jeśli mimo wszystko taka nie będzie?
- Za dużo myślisz, Sue.- powiedział brunet, delikatnie uniósłszy palcem jej podbródek tak, by na niego spojrzała.
Trzymając ją blisko, praktycznie czuł jej wewnętrzną walkę, jej rozterki, i nie musiał być geniuszem psychologii, żeby rozumieć, co kotłowało się w jej głowie.- Zrelaksuj się. Przestań się zastanawiać, co będzie.- zachęcał z łagodnym uśmiechem na twarzy.- Przekroczymy ten most, kiedy już do niego dotrzemy. Razem.- dodał miękko, acz stanowczo.
Kiedy nie odpowiedziała, tylko popatrzyła na niego niepewnie, kontynuował:
- Sue… Ja wiem, że to, co przeszłaś, odcisnęło silne piętno na twojej egzystencji, na twojej osobowości, ale chcę ci powiedzieć, że to w niczym nie zmienia tego, jak ciebie postrzegam, ani też nie determinuje mojej decyzji.- powiedział.- Chcę być z tobą i z Andy'm. Nieważne, jak długo zajmie nam dopasowanie się do siebie. Mamy na to całe życie, wiele wspólnych lat. Jestem cierpliwy, Sue.- szepnął.- Mogę czekać na ciebie bardzo długo, a nawet jeśli nigdy nie poczujesz, że jesteś gotowa na tego rodzaju intymność, to nic. Nie jestem jednym z tych facetów, którzy żyją dla seksu i traktują swoje żony jako przedmiot seksualny.- mówił, a ona się zaczerwieniła.- Szanuję kobiety. Co więcej, szanuję ciebie, Sue. Twój komfort i twoje potrzeby, są dla mnie równie ważne, co moje własne.- zapewnił, po czym dorzucił ciepło:- Tam gdzieś z pewnością istnieje małżeństwo, które nie współżyje ze sobą na tej płaszczyźnie, a jednak jest szczęśliwe i spełnione. Jeśli taka jest wola Boga, będziemy jednym z nich.- dokończył, poruszając ją do głębi.
- Jack…- odparła cicho.- Ja… Ty nie zasługujesz na coś takiego, na kogoś z moimi problemami. Jesteś wart o wiele więcej!- zaprotestowała.
- Sue…- przerwał jej łagodnie.- Przestań, proszę! Już o tym rozmawialiśmy i jasno ci powiedziałem, co na ten temat myślę. Jeśli jednak wciąż cię to tak martwi, to powiem ci, na co zasługuję…- rzucił z determinacją.- Zasługuję na kobietę szczerą, mądrą, łagodną, dobrą, kochającą i wierną, i tak się składa, że wszystkie te cechy odnalazłem w tej, na którą właśnie patrzę. Chcę być z tobą dlatego, że jesteś właśnie taka, jaka jesteś. Chcę być z tobą, bo różnisz się od znanych mi kobiet, a zwłaszcza od mojej byłej żony, która przez tyle lat pokazywała mi i światu tylko fasadę, którą chcieliśmy zobaczyć, skrzętnie skrywając swoje prawdziwe ja, podczas gdy ty otwarcie pokazujesz, co kryje twoje serce. Chcę być z tobą…- ciągnął:- …ponieważ przedkładasz potrzeby innych ludzi ponad swoje i jesteś najmniej samolubną osobą, jaką znam. Żałuję tylko, że nie poznaliśmy się wcześniej, zanim Allie i ja zostaliśmy parą, zanim tamten człowiek cię skrzywdził.. Wiem, czuję, że wtedy wszystko byłoby inaczej.- powiedział z ogniem w oczach.- Czy wiesz, co czuję, gdy na ciebie patrzę?- spytał ciepło.
- N- nie.- zająknęła się zawstydzona.
- Dom, Sue.- odpowiedział.- Czuję, jakbym był w domu, gdy jesteś obok mnie.- dodał.- Zabawne, że nie czułem tego, kiedy po raz pierwszy się ożeniłem.- uśmiechnął się z grymasem.- Właściwie wtedy nawet o tym nie myślałem. Nie, dopóki nie spotkałem ciebie. Dziś już wiem, jak to jest i myśl, że tak już pozostanie, gdy się pobierzemy, napełnia mnie ciepłem, radością, spokojem. Nareszcie znalazłem swoje miejsce na Ziemi, Sue. Nie zrezygnuję z tego za żadne skarby. Potencjalny celibat to mała cena za to uczucie.- stwierdził.
- Teraz tak mówisz, ale jesteś mężczyzną, Jack. Masz swoje potrzeby i jako żona, powinnam im sprostać.- szepnęła czerwona niczym piwonia.- Jestem ci to winna!
- Nic nikomu nie jesteś winna!- zawołał brunet.- Nie rozumiesz? Dajesz mi więcej, niż mógłbym marzyć, Sue. Dajesz mi wszystko, czego potrzebuję już przez samo to, że jesteś. Cała reszta, to tylko dodatki. Bądź przy mnie. Po prostu bądź. Niczego innego nie żądam i nie zażądam. Tyle ci mogę przyrzec i przyrzekam.- wyszeptał.
Przez chwilę nic nie powiedziała. Patrzyła tylko na niego tymi głębokimi, orzechowymi oczami, które tak głęboko zapadły mu w serce, a potem znów wtuliła się w jego tors i wymamrotała:
- Nadal myślę, że stać cię na więcej, Jack, ale jeśli z własnej woli chcesz się męczyć z takim wybrakowanym towarem, jak ja, nie mogę cię powstrzymać. Mogę ci tylko przysiąc, że spróbuję. Dla ciebie. Dla nas. Dla naszej rodziny.
Hudson westchnął ciężko, uścisnął ją mocno i znów skłonił, by spojrzała mu w oczy.
- Dla mnie nie jesteś i nigdy nie byłaś wybrakowanym towarem, Sue. Kiedyś w to uwierzysz.- powiedział.- Do tego zaś czasu wbij sobie do głowy, że jesteś jedyną kobietą, z którą chcę być. Moją kobietą, nawet, jeśli tylko na papierze.- dodał, pogłębiając jej rumieńce.
Poczuła żar na ciele, kiedy zobaczyła te słowa, ale z wrodzonej nieśmiałości nie potrafiła mu odpowiedzieć. Ukryła więc płonącą twarz w zagłębieniu jego karku z ulgą czując, jak Jack znów ją przytula.
Niedługo potem zaczął się dziwnie trząść, więc zaciekawiona spojrzała w górę i napotkała jego roześmianą twarz.
Chichotał!
- Co?- zapytała zdezorientowana.
- Właśnie wyobraziłem sobie minę naszych rodziców, gdy powiemy im o ślubie.- odparł szelmowsko.
- Oj!- jęknęła blondynka, myśląc o reakcji matki i reszty rodziny, ale już po chwili i ona się śmiała.
Co by nie mówić, to będzie interesująca rozmowa…
TBC
