Młody blondyn wrzasnął.
I znowu.
Teraz jednak krzyki były cichsze. Na początku brzmiały głośno, opętańczo… Wdzierając się gwałtownie w uszy, jak ostrze w ciało. Teraz ostrze straciło trochę połysku… lecz nic ze swojej skuteczności. Wrzaski stały się głębsze i chrapliwsze, lecz wciąż były efektywne. Teraz może nawet bardziej, niż wcześniej.
Członkowie Wewnętrznego Kręgu stali w bezruchu, obserwując, jak młody Malfoy zwija się na ziemi, jego dłonie – obie, zdrowa i zabandażowana – zacisnęły się w pięści, zanim palce wygięły się błagalnie… jeszcze raz i jeszcze. Poza Wewnętrznym Kręgiem, zgromadzenie Śmierciożerców zadrżało niepewnie… zwracając na moment oczy w kierunku sąsiadów, zanim z powrotem spojrzeli na źródło krzyku.
Poza jednym.
Stojąc nienaturalnie sztywno, wysoki, ciemnooki Śmierciożerca patrzył na Malfoy'a bez mrugnięcia okiem. Napięcie jego mięśni było zbyt wyraźne i Severus dostrzegł, iż obie ręce zacisnął w pięści. Nagle mężczyzna uniósł twarz i czarne oczy napotkały czarne.
Wiktor Krum.
Intrygujące, pomyślał Snape. Taki gniew… ale to gniew przemawiający za, czy przeciw Malfoy'owi? Ciemne źrenice Severusa zwęziły się, kiedy przygotowywał się do wtargnięcia do umysłu Kruma, lecz ten z powrotem zaczął wpatrywać się w scenę przed nim, uniemożliwiając Snape'owi poznanie prawdy.
W końcu Czarny Pan opuścił różdżkę i przemówił. – Niech to będzie lekcja dla wszystkich. Zew domaga się nakarmienia. Jest silny – Przez zgromadzonych przetoczył się potakujący pomruk, a oczy Lorda błysnęły. – Lecz wasza lojalność wobec braci musi być silniejsza. Jesteście związani razem, przeze mnie, w jednym celu. Nie pozwólcie swoim nic nieznaczącym prywatnym dążeniom przysłaniać tego celu. Inaczej doświadczycie mojego gniewu.
- Tak, panie – odrzekli jednym głosem. Nawet Draco, drżąc na całym ciele, zdołał wypowiedzieć wymaganą odezwę.
Władczym gestem Czarny Pan nakazał Glizdogonowi odciągnąć Draco poza Wewnętrzny Krąg. Srebrnoręki czarodziej rzucił Malfoy'a na ziemię i obserwował – z nieskrywanym rozbawieniem – jak młodzieniec ciężko podnosi się z miejsca. Kiedy wstał, kołysząc się na nogach, Pettigrew wrócił na swój posterunek za Voldemortem.
- Moi lojalni Śmierciożercy – szybko idziemy naprzód z naszymi planami. Potter jest słaby, przerażony… nie spodziewa się ataku tak wcześnie. I dlatego – zaskoczymy chłopaka, zanim będzie miał szansę zebrać swą gryfońską odwagę – rzekł Czarny Pan, ostatnie dwa słowa wypowiadając z pogardą zabarwioną rozbawieniem, co wywołało chichot wielu Śmierciożerców. – Nadchodzi czas, moi słudzy. Zanim upłyną puste dni, zostaniecie wezwani, by przynieść śmierć naszym wrogom.
Czarny Pan zamilkł, a jego wzrok ślizgał się po zebranych, niektórym zaglądając głębiej w oczy. Kwestią kilku minut było, zanim czarnoksiężnik spojrzał na Severusa – natychmiast wyczuł sondowanie swego umysłu i wypełnił go uczuciami ekscytacji, niecierpliwości i lojalności. Zaspokojony, Voldemort przeszedł dalej. W końcu, kiedy myśli każdego Śmierciożercy zostały sprawdzone, powiedział. – Gdy wasze Znaki zapłoną zielenią – przybądźcie do mnie natychmiast. Przybądźcie przygotowani na bitwę.
I wtedy zniknął.
Zwyczajowe pomieszanie nastąpiło sekundę później. Przepychając się przez irytujący go tłum, Severus musiał przyznać, że takie spotkania mają jednak nieco więcej zalet, niż małe spotkania Wewnętrznego Kręgu. Po pierwsze, będzie mu dużo łatwiej rozmawiać z Rudolfusem nie wzbudzając jakichś podejrzeń. I… uniósł brew pod maską, zauważając Kruma podążającego swoim typowym, kaczkowatym krokiem w stronę młodego Malfoy'a.
Wydawało się, że jego ciekawość odnośnie gniewu Bułgara zostanie jednak zaspokojona.
Na początku Severus nie słyszał, o czym rozmawiali, ale przysunął się bliżej, kiwając głową do Śmierciożerców, których mijał po drodze. Szybkie zerknięcie wokoło upewniło go, iż Lucjusz był zajęty po drugiej stronie Kręgu, rozmawiając z Macnairem. Zadowolony, podszedł bliżej, zatrzymując się dopiero wtedy, gdy zauważył, jak Krum złapał Malfoy'a za kołnierz. Dłonie wyższego mężczyzny zacisnęły się, przyciskając blondyna do siebie.
Severus był wystarczająco blisko, by usłyszeć syk. - Nigdy więcej jej nie tkniesz. Albo ta dziura w twoi ręce będzie wyglądać jak małe zadraśnięcie, jak ja z tobu skończę.
- Co cię to w ogóle obchodzi? – Arogancki ton byłby dużo efektowniejszy, gdyby głos chłopaka tak nie drżał.
- Ty nie martw się o to, Draco. Tilko pamiętaj, jak ją znowu tkniesz… Zabije… cię. – Krum rozluźnił uścisk i odwróciwszy się na pięcie zniknął w tłumie.
Severus zmarszczył w zamyśleniu brwi. Kim dla Kruma była Hermiona? Czyżby żywił względem niej jakieś przyjazne uczucia? A może coś więcej? Może… Dobrze pamiętał złość Karkarowa, kiedy Bułgar zaprosił Hermionę na ten śmieszny Bal Bożonarodzeniowy podczas Turnieju Trójmagicznego. Krum widocznie nie zrobił tego na rozkaz swojego dyrektora, a Severus, uznawszy wtedy, że to zwykły pokaz młodzieńczego buntu… mógł się mylić.
Jego rozmyślania zostały szybko przerwane przez Rudolfusa. – Interesujące.
- Całkiem.
- Chodź ze mną, przyjacielu.
Rzucając szybkie spojrzenie dookoła, Rudolfus i Severus oddalili się od innych członków Wewnętrznego Kręgu. – Więc… zbliża się bitwa.
- Tak – odpowiedział spokojnie Snape. Zanim Voldemort wezwał pozostałych Śmierciożerców, udzielił swojemu Kręgowi informacji o nadchodzącej bitwie. Mniejsza część Śmierciożerców zostanie wysłana do Hogsmeade, by odciągnąć uwagę od prawdziwej walki toczącej się w Hogwarcie. Czarny Pan będzie trzymał się z dala, dopóki Wewnętrzny Krąg nie zmniejszy wytrzymałości zamku, a potem aportuje się między gruzami, by stanąć twarzą w twarz z Dumbledorem (jeżeli będzie żył) i ostatecznie z Potterem. Czarny Pan widocznie traktował Gryfona, jak dodatkowy szczegół.
Severus musiał przyznać, że właściwie był to bardzo dobry plan… gdyby nie mieli szpiega.
Rudolfus szybko rzucił wyciszający czar i powiedział. – Lucjusz patrzył na ciebie przez cały czas, kiedy jego syn był karany. Nie mogłeś tego widzieć, lecz to chyba oczywiste, że ciebie obwinia za całą tę sytuację.
Snape odwrócił się do niego. - Słyszałeś jakieś nowe informacje od czasu naszej ostatniej rozmowy?
- Nie, przyjacielu. Była kolejna wizyta, ale nie mogłem nic wydusić z Belli. Nie zawsze jest… zrozumiała, rozumiesz, jej słowa nie mają sensu. Wyślę ci sowę tak szybko, jak tylko dowiem się czegoś nowego.
- Dziękuję ci, bracie – lecz strzeż się… są oczy mogące wyśledzić i przechwycić sowę.
Lestrange zerknął na Severusa. – Zapomniałeś z kim rozmawiasz, przyjacielu? Informacje przekażę ci osobiście. Sowę wyślę jedynie z miejscem spotkania, jeżeli uda mi się zrozumieć coś z bredzenia Bellatrix.
- Rozumiem – Snape zauważył napięcie jego rozmówcy. – To naprawdę nieszczęście, iż nie mogła przeciwstawić się Zewowi… choć mnie to nie zaskakuje. Była silną kobietą, ale połączenie przez Rytuały Krwi…
Rudolfus przytaknął krótko. – Tak. Rozumiesz to lepiej, niż większość ludzi, nieprawdaż? – Lestrange westchnął i powiedział. – Najgorsze momenty… ciężko jest, kiedy ma okresy jasności. Mam ją z powrotem na krótki czas… a potem to znika. Jednak wciąż jest miło mieć kogoś, z kim można porozmawiać – jego oczy błysnęły. – Nieprawdaż, bracie?
- Ja… nie jestem pewien, o czym mówisz.
- Daj spokój, Severusie… Coraz bardziej lubisz swoją żonę, prawda? Nie mogę sobie wyobrazić, byś naznaczył ją, gdybyś nie żywił względem niej jakiegoś… sentymentu. To wspaniała czarownica.
- Tak, masz rację – odparł ostrożnie Severus.
Rudolfus skinął i rozejrzał się. – Muszę przyznać, bracie, że lubię ją bardziej, niż się tego spodziewałem. Czułem silne… pokrewieństwo, można by rzec. Na początku myślałem, że to twój wpływ, ale potem… im dłużej się nad tym zastanawiałem… miała styczność z Zewem, prawda? – Severus zamarł obok niego, a Rudolfus się roześmiał. – Nie martw się, przyjacielu – twój sekret jest bezpieczny. Połączenie jest niekompletne, więc inni dojdą do wniosku, że poczuli twój wpływ. Podziwiam twoją przebiegłość, przyjacielu. Jeśli będziesz chciał ją zatrzymać po zwycięstwie Czarnego Pana – a taki wydaje się być twój zamiar – jej połączenie z Zewem będzie działało na twoją korzyść.
- Przejrzałeś mnie, bracie – odpowiedział Severus, czując, jak ogarnia go ulga, gdy dopatrzył się prawdy w słowach Rudolfusa. Nawet jeżeli przegrają, nawet, jeżeli Czarny Pan zatriumfuje… dzięki swojemu wpływowi, będzie mógł ochronić Hermionę.
Oczywiście, jeśli jego rola szpiega nie zostanie odkryta.
-
- Potrzebujemy planu, dyrektorze. Nie możemy pozwolić sobie na zwłokę aż do końca ferii.
Albus westchnął i rozsiadł się w swoim fotelu. – Masz rację, Severusie. Zawiadomimy podstawową grupę członków Zakonu i rano zaplanujemy naszą obronę.
Severus przytaknął i bijąc się z własnymi myślami przez chwilę, rzekł. – Potter powinien dowiedzieć się o wszystkim – Albus uniósł brwi, a Snape uśmiechnął się drwiąco widząc delikatny szok w jego oczach. – O Zewie. Hermionie. Zaklęciach. Rytuałach Krwi. Musi wiedzieć, co się szykuje. Musi wiedzieć wszystko.
Dumbledore przyglądał się swojemu podwładnemu przez kilka chwil. – Myślisz więc, że jest już tak blisko? – Snape przytaknął, wzdychając głośno. – Bardzo dobrze. Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji? Raczej nie przyjmie tego dobrze.
- To ty zdecydowałeś, by ukryć przed nim informacje, dy…
- A ty się zgodziłeś, Severusie – zawołał gorąco dyrektor, w końcu okazując zdenerwowanie wywołane ostatnimi rewelacjami.
Severus uśmiechnął się wrednie, zadowolony, iż może złamać fasadę spokoju na twarzy starca. – Oczywiście, że się zgodziłem. To był dobry wybór, trzymać wszystko z dala od tępej głowy chłopaka, jednakże nie będzie to łatwe zadanie. Dlatego uważam, iż powinien dowiedzieć się najszybciej, jak to tylko możliwe.
Albus patrzył na niego zirytowany, a Snape był niemal pewien, że stary wyznaczy go do tego w zemście za drażnienie go. Dyrektor jednak pokręcił głową i uśmiechnął się lekko. – Myślisz, by powiedzieć mu najszybciej, jak to tylko możliwe? Dać mu czas ochłonąć, zanim Tom zaatakuje?
- Właśnie.
Dumbledore przytaknął powoli. – Zgadzam się z tobą – Rozsiadł się w swoim krześle, przyszpilając Severusa swymi błękitnymi, czystymi oczyma. – Po jutrzejszym spotkaniu, razem z twoją żoną i Harrym omówimy ostatnie… wydarzenia.
- Świetnie. Jeżeli to wszystko…
Albus machnął ręką w kierunku drzwi. – Idź, synu.
Severus szedł lochami, zwalniając, gdy zbliżył się do drzwi ich mieszkania. Udało mu się – z konieczności – wypchnąć to z umysłu podczas zebrania Śmierciożerców, ale teraz… będzie musiał spotkać Hermionę po swym… odkryciu. Chociaż nie żałował tego, co zrobił, to nie był pewien, co ma jej teraz powiedzieć.
Biorąc głęboki oddech pchnął drzwi.
-
Hermiona gapiła się w ogień, siedząc na kanapie z rękami mocno ściśniętymi na podołku. Słowa Severusa wciąż ślizgały się przez jej myśli i była przerażona, iż coś może się stać na zebraniu Śmierciożerców… no, co prawda zawsze była przerażona, kiedy wychodził, ale tym razem z jakiegoś powodu strach był dotkliwszy. Dlaczego? Dlaczego został wezwany właśnie w tej chwili? W momencie, gdy powiedział mi…
Skrzypniecie drzwi przerwało jej rozmyślania i podskoczyła na kanapie, serce tłukło się jej w piersi, jak oszalałe. Widziała go stojącego w progu, czerń jego szaty odcinała się na tle szarego mroku wydobywającego się z przejścia. Tłumiąc chęć podbiegnięcia do niego, obserwowała go przez chwilę, niepewna jego nastroju. Zazwyczaj po spotkaniach czekała cichutko, aż się przebierze i ochłonie.
Nie dziś, zdecydowała.
Podeszła do niego powoli, wypatrując w ciemnych oczach tego nieprzystępnego błysku. Nie pojawił się. Stał sztywno wyprostowany; patrzył, jak podchodzi i zarzuca mu ręce na szyję. – Severus.
Otoczył ją ramionami w zadowalająco mocnym uścisku i podniósł ją lekko, łącząc razem ich usta. Nie wiedziała, czy to tylko jej wyobraźnia, czy naprawdę było coś innego w tym pocałunku, jak gdyby ich wcześniejsze wyznania wprowadziły między nich jakąś dynamikę. Zastanawiała się nad tym przez chwilę, dopóki dotyk jego dłoni na jej skórze nie zmył wszystkich myśli.
Prawie wszystkich. Jedna rzecz pozostała nieusuwalna z jej umysłu i lekko wypłynęła z ust. – Kocham cię.
Patrzył na nią, jego oczy migotały w świetle płomieni, a jej żołądek ścisnął się, kiedy ogarnęła ją intensywność tego spojrzenia. Pożerało ją, lecz dawało coś w zamian… wydawało się, jakby między nimi była jakaś energia i z opóźnieniem zdała sobie sprawę, że to naprawdę była energia… przez więź… emocja… jej krew zaśpiewała, gdy ją rozpoznała.
Nic nie mówił; nawet tego nie oczekiwała. Lecz kiedy przycisnął ją do dywanu, jego oczy to powiedziały… jego dłonie… i jego ciało powiedziały jej…
Kochał ją.
-
Hermiona, spojrzawszy na Severusa, dostrzegła jak mocno zaciska zęby. Już za chwilę straci nad sobą panowanie. – Tak, Fletcher. Nadchodzi ten czas. Kiedy Mroczny Znak zapłonie na zielono mamy aportować się przy jego boku i przygotowani do walki. – Mundungus zadawał jedno pytanie za drugim, często się powtarzając i Severus był na skraju cierpliwości. Hermiona także, prawdę powiedziawszy.
Na szczęście, zanim Mundungus mógł bardziej zirytować Severusa, przemówił Dumbledore. – I my także musimy przygotować się na bitwę, przyjaciele. Dlatego zostaliście tu dziś wezwani. Musimy zaplanować naszą obronę… a mamy pewne powody, by wierzyć, iż to właśnie na Hogwart uderzy Voldemort.
- Co zrobimy z uczniami, Albusie? – zapytała Minerwa. – To najważniejsze zmartwienie.
Dyrektor przytaknął. – Masz rację, Minerwo. Proszę cię, byś poprowadziła ewakuację, kiedy tylko Severus zawiadomi nas, iż jego Znak zapłonął – Rozpoczęła się dogłębna dyskusja na temat wszystkich istniejących wyjść z Hogwartu i Hermiona musiała przygryźć wargę, by nie wybuchnąć śmiechem na widok miny Harry'ego, gdy usłyszał, że jest kilka niezaznaczonych na Mapie Huncwotów.
Severus wtrącił się nagle. – Nie zapominajmy, że w Hogsmeade będą mniejsze oddziały Śmierciożerców. Wydaje mi się niemądrym posyłać studentów tymi przejściami, aż do momentu zakończenia bitwy.
- A może Świstokliki? – zapytała podekscytowana Tonks, a Hermiona uniosła brew.
- Wspaniały pomysł, Tonks – rzuciła Minerwa z uśmiechem i Hermiona przytaknęła powoli. To miało sens… ale jej logika wydawała się nieprzekonana. Z pewnością nie mogli wierzyć uczniom, że będą ich pilnować.
- A może mieszanina obu pomysłów? – Remus rozsiadł się w swoim krześle. – Możemy ukryć wystarczającą ilość Świstoklików w przejściach. W ten sposób uczniowie będą bezpieczni, kiedy będą je aktywować.
- I powstrzyma to dzieciaki przed zgubieniem ich, zanim nie będą potrzebne – zaznaczyła Hermiona i zerknęła na Harry'ego, zanim dodała. – Nie będą mogli także… eksperymentować z nimi, zanim nie nadejdzie czas.
Severus spojrzał na nią chłodno.
- Dobre rozwiązanie Remusie, Hermiono – rzekł Dumbledore, a jego niebieskie oczy błyszczały wesoło. – Teraz… Zawiadomię Zakon, kiedy tylko Severus zostanie wezwany… - I rozpoczęła się prawdziwa dyskusja na temat obrony zamku.
Hermiona słuchała procedur jednym uchem, niezdolna przestać myśleć nad słowami dyrektora… Kiedy tylko Severus zostanie wezwany… Bogowie… Gra w tak niebezpieczną grę… To, że wyjdzie z tego żywy przechodzi wszelkie pojęcie. Zerknęła na męża, jego twarz była spięta w koncentracji podczas omawiania najróżniejszych możliwości strategii obronnej. Poczuła, jak zimne, srebrne ostrze strachu przeszywa jej serce. Dlaczego teraz? Dlaczego teraz, kiedy dopiero co odkryliśmy swoje uczucia? Wtedy odezwała się jej logika. No a niby kiedy nadejdzie bardziej odpowiedni moment? Wiedziałaś, co czułaś już od dawna, i prawdopodobnie on też, tylko nigdy się do tego nie przyznał przed samym sobą. Mówienie o tym nie powinno niczego zmieniać.
Ale zmieniło.
Kiedy odezwał się Bill Weasley, jej uwaga z powrotem skupiła się na rozmowie. – Mówisz, że niedługo. Ale kiedy dokładnie? – Jego niebieskie oczy – bogowie, tak podobne do Rona – błyszczały troską. – Mamy na ten temat jakiekolwiek pojęcie?
Severus pokręcił głową. – Dwa razy Czarny Pan wspominał, że nadchodzi czas. Kiedy puste dni przeminą, powiedział, wtedy zaatakujemy i zmusimy czarodziejski świat, by upadł przed nami na kolana… i tak dalej, i tak dalej – powiedział, machnąwszy lekceważąco dłonią.
Hermionie zabrakło nagle powietrza.
- Typowe megalomańskie bzdury, co, Severus? – rzuciła Tonks, jej oczy wypełniły się rozbawionymi iskierkami.
Hermiona pewnie by się uśmiechnęła, ale jej umysł pracował na pełnych obrotach… puste dni… co, jeśli znaczyło to więcej, niż myślał?
- Powiedział puste dni? Dwukrotnie? – zapytała, a Severus spojrzał na nią marszcząc pytająco brwi. – Severus? Dwa razy powiedział, że kiedy przeminą puste dni zaatakują?
- Tak, ale nie jestem w stanie p…
- Ferie – wyszeptała. – Zaatakuje podczas ferii. Merlinie… - W pokoju zaległa cisza, a ona poczuła na sobie ciężar wielu spojrzeń.
- Hermiono? Co… - zaczął Severus.
Pokręciła głową. – Eee… przyjaciel… powiedział mi kiedyś, że Tom Riddle zwykł nazywać ferie świąteczne pustymi dniami. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, jednak…
Albus westchnął i wyprostował się. – Nie przypomniałbym sobie o tym bez twojej pomocy, Hermiono, ale teraz pamiętam, że nasz… wspólny przyjaciel wspominał o tym raz, czy dwa – Hermiona zerknęła na Remusa, na którego twarzy zakwitło w końcu zrozumienie.
Znowu pokój pogrążył się w ciszy, dopóki Albus nie wstał z miejsca. – Tak czy tak, nie zmienia to niczego w naszym panie, kiedykolwiek atak nastąpi. Bądźcie gotowi. Strzeżcie się.
Kiedy członkowie Zakonu powstawali z miejsc, powstał zwyczajowy harmider i hałas towarzyszący ich wychodzeniu. Dumbledore poprosił Harry'ego, by został i cała czwórka razem opuściła pokój, żeby porozmawiać w gabinecie dyrektora.
Jak się spodziewali, Harry wcale nie przyjął dobrze tych rewelacji. Gdy Dumbledore skończył mówić, siedział spokojnie wbiwszy wzrok w podłogę. – Nie powiedzieliście mi – stwierdził, nie pytał.
- Niebezpieczeństwo było zbyt wielkie, Harry – odezwał się poważnie Albus.
Potter pokręcił głową. – Niebezpieczeństwo? A co z niebezpieczeństwem, w które pan mnie wciąga nie mówiąc mi prawdy? Co z tym?
- Nikt cię nie okłamał, Potter – warknął zirytowany Severus. Hermiona posłała mu mroczne spojrzenie – tylko bardziej zrazi Harry'ego.
- Harry, przykro mi. Nie uważaliśmy, by było bezpiecznym dla ciebie, gdybyś dowiedział się o mnie. A nawet gdyby było bezpieczne…
- Bezpieczne? Bezpieczne? Co by było, gdyby Voldemort zaatakował wcześniej? Co wtedy? A ja bym poszedł ślepy i głupi… myśląc, że to ty jesteś kluczem-
- To nie jest coś, z czego jestem dumna, jasne? – warknęła Hermiona, natychmiast wstydząc się, gdy ujrzała ból w zielonych oczach. – Harry… przepraszam. Ja nie… to krępujące. Byłam słaba. A teraz… hmm. Pomyślałam, że to był klucz.
Severus wstał i podszedł do okna. – Potter, są trzy osoby, które mogą przeprowadzić Rytuały Krwi podczas ostatecznej bitwy – rzekł dziwnym głosem, cały spięty. – Dwie są w tym pokoju.
Harry zmarszczył czoło. – Ty… ty musisz być-
- Tylko ktoś otwarty na Zew wykonuje Rytuały. Ja i Hermiona możemy je przeprowadzić – Jego ton był zimny i oschły i jedynie Hermiona zdawała sobie sprawę z tego, jak dużo kosztuje go ta samokontrola… emocje płynące przez więź krwi prawie ją przytłaczały.
- Ale Severus nie może. Nie przeciwko Czarnemu Panu. To dlatego jestem gotowa, dlatego wciąż mogę być kluczem. W pewien sposób – Widząc rosnącą dezorientację na twarzy chłopaka, Hermiona szybko wyjaśniła mu znaczenie przysięgi Wierności Krwi.
- Widziałem to. Widziałem, jak ją raz przeprowadzano – powiedział Potter osobliwym głosem. – Ty… to zrobiłeś tak?
Severus odwrócił się od okna i popatrzył na Harry'ego. – Dwa razy. Raz, kiedy zażądał tego Czarny Pan – Czarne oczy utkwiły w dyrektorze. – Za drugim razem była to moja własna decyzja.
- I nie była konieczna, Severusie. Ufam ci i bez tego.
Severus z powrotem zapatrzył się na widok za oknem. – Była konieczna, dyrektorze.
- Merlinie – westchnął Harry. – Wyglądało to… eee, boleśnie…
Odpowiedział mu miękki chichot. – I takie było, Potter. Ale ty powinieneś wiedzieć, że mężczyzna robi to, co musi.
Harry zapatrzył się w zamyśleniu na czarnowłosego czarodzieja. Złość całkowicie zniknęła z jego twarzy. – No, wygląda na to, że jesteśmy gotowi. Mam ostrze Patronusa- Poklepał się po kieszeni swojej szaty, uśmiechając się i patrząc na Hermionę. Podzielili się swoimi odkryciami już na samym początku zebrania i reszta członków Zakonu była pod wrażeniem, odczuwając równocześnie ulgę. – Mamy też zaklęcia, które wiążą duszę z przedmiotem i wiemy, kto przeprowadzi Rytuał Krwi.
- Chciałbym, żeby to było takie proste, Potter. Musimy uniknąć zaangażowania w to Hermiony za wszelką cenę – warknął Severus, odsuwając się od okna.
- Severusie…
- Nie! Powiemy mu wszystko. Potter – Zew nie staje się trwałą częścią ludzkiej duszy, dopóki nie zaistnieją dwie okoliczności: rzucenie Avady Kedavry na inną osobę, albo przeprowadzenie Rytuałów Krwi. I Avada Kedavra tworzy połączenie bardziej możliwe do kontrolowania.
Harry obrócił się, by na nią spojrzeć, lecz ona utkwiła oczy w mężu.
- Cytując ciebie, Severusie – zrobię, co będę musiała. Zostanę blisko przy Harrym podczas bitwy.
- I tu możesz być świadkiem jej upartości, Potter.
Harry wyszczerzył się. – Przywykłem, proszę pana.
Prychnięcie było jedyną odpowiedzią.
-
Następne dni płynęły szybko. Wśród bożonarodzeniowej wesołości, członkowie Zakonu wyczuwali w powietrzu wyraźne napięcie. Uczucie niepewności. Wyczekiwania.
Stworzono Świstokliki – wystarczająco, by zabrać wszystkich uczniów, gdyby teoria, iż Czarny Pan zaatakuje podczas ferii okazała się nieprawdą. Ukryto je w przejściach i zaplanowano ewakuację. Lupin, Moody i kilku innych członków Zakonu zamieszkało w zamku, by pomóc w przygotowaniach.
A poziom irytacji był wysoki.
- Mówiłam ci, Severusie, nie ma sensu się o to wykłócać. Zostaję przy Harrym – Wałkowali to w nieskończoność i Hermiona zaczynała mieć tego dość. Zerknęła na niego z kanapy. Siedział w fotelu naprzeciwko niej.
- Dlaczego? Dlaczego nie pójdziesz z Minerw-
- Minerwa nawet nie wychodzi, ty irytujący nietoperzu! Zaprowadzi uczniów do przejść, upewni się, iż prefekci wiedzą, czego się spodziewać i da im Świstokliki!
Popatrzył na nią gniewnie. – Jednakże byłoby bezpieczniej…
- Tak myślisz? Daj spokój, Severusie. Nikt tak naprawdę nie zaatakuje Harry'ego. Będą go unikać, oszczędzając go dla Czarnego Pana. Poza tym, rzucę na siebie Zaklęcie Kameleona oraz…
- Co?
Hermiona wywróciła oczyma. – Fawkes będzie z nami. Wiesz, Dumbledore poprosił go, by trzymał się blisko Harry'ego.
Severus uniósł brew. – Naprawdę? – Długim palcem trącał w zamyśleniu wargę. – To ma nawet sens…
Powstrzymując tryumfalny uśmiech, Hermiona wstała i wśliznęła się na kolana męża, siadając na nim okrakiem. – Pewnie, że ma. Przemyślałam to.
Odpowiedziało jej parsknięcie. – Chcę, żebyś była bezpieczna.
- A ja chcę, żebyś ty był bezpieczny. Ale oboje musimy się z tym zmierzyć… to wojna. Wiedzieliśmy to, zanim się pobraliśmy. To dlatego w ogóle się pobraliśmy – Leniwie sunęła palcem bo jego szczęce i uchu, zanim wbiła paznokieć w skórę jego karku.
- Mmm – mruknął, przymykając oczy. – Tak, to był początkowy powód, ale znalazłoby się kilka innych, które przekonałyby mnie, gdyby miało się to stać teraz.
- Och?
- Tak. A teraz – lepiej przestań robić to, co robisz, bo spóźnimy się na lunch bardziej, niż tłumaczyłaby to mała sprzeczka. – Z tak niewieloma profesorami w zamku podczas przerwy świątecznej, wszyscy musieli uczestniczyć w popołudniowych i wieczornych posiłkach w Wielkiej Sali. Hermiona przytaknęła niechętnie i wstała, całując go szybko.
Flitwick i McGonagall byli jedynymi obecnymi profesorami, kiedy weszli do Wielkiej Sali kilka minut później. Na szczęście, podczas ferii przy nauczycielskim stole nie było wyznaczonych miejsc, więc Hermiona mogła swobodnie usiąść obok męża. Czuła, jak jakiś ciężar opada z jej barków, kiedy rozmawiała z Minerwą o planach lekcji na przyszły semestr. Gdy większość uczniów wróciła do swoich dormitoriów, Minerwa pochyliła się i powiedziała.
- Prawie chciałabym, by to się stało teraz. Zanim wróci reszta uczniów. Taką małą grupkę łatwiej będzie opanować.
- Wiem, co masz na myśli – mruknęła Hermiona, spychając widelcem jedzenie. Obok niej, przed Severusem wylądowała sowa. Zerknęła na niego, lecz on potrząsnął głową łamiąc pieczęć. – Też mam nadzieję, że nastąpi to wcześniej… nie mogę znieść tego czekania.
Severus zesztywniał nagle i wepchnął list do kieszeni szaty. Przysunął się do Hermiony i wyszeptał. – Muszę iść. Zawiadom dyrektora, że Rudolfus chce się ze mną natychmiast widzieć… ma informację o Malfoy'u.
- Co...? - Severus opowiedział jej o swojej rozmowie z Rudolfusem, która ją zmroziła. Malfoy chce wystąpić przeciw Severusowi… jeśli Rudolfus dowiedział się czegoś nowego, będzie to bezcenna informacja.
- Nie wiem, Hermiono. Nie oddalaj się od naszego mieszkania, zafiukam, jak będę mógł. W przeciwnym razie – zobaczymy się, kiedy wrócę. Uważaj na siebie.
- Ty też – wyszeptała, kiedy wstał i wyszedł z Wielkiej Sali. Hermiona siedziała przez chwilę w ciszy, próbując uspokoić swe rozszalałe serce, zanim złożyła serwetkę. Wstała, położyła ją nieśpiesznie obok talerza i grzecznie pożegnała się z Minerwą.
Kiedy tylko wyszła na korytarz, pobiegła do ich komnat i zafiukała do Albusa. Odpowiedział natychmiast i przytaknął w zamyśleniu, po tym, jak przekazała mu wiadomość. – Jak dziwnie może to zabrzmieć, Hermiono, są starymi przyjaciółmi. Z nich wszystkich Rudolfusowi może ufać najbardziej.
- Tak, Albusie, wiem.
- Dobrze. A teraz odpręż się, dziecko – Wyciągnęła niechętnie głowę z kominka i usiadła sztywno na kanapie. Coś wydawało się z tym nie tak, lecz nie wiedziała co.
I teraz zostało jej tylko czekanie.
Dwie godziny później usłyszała skrzypnięcie drzwi i wołanie. – Przyniosłem ci prezent, żono.
Dziewczyna poczuła wielką ulgę, słysząc znajomy głos… wstała, odwróciła się… i zobaczyła go. Zobaczyła ich. Jej mąż popychał przed sobą innego mężczyznę. Dojrzała błysk blond włosów… długich blond włosów… i serce podskoczyło jej do gardła. Czemu?
Severus uprzedził jej pytanie. – Prezent… zadowala cię? – Gwałtownie pchnął Lucjusza Malfoy'a na podłogę. Wzrok mężczyzny był odległy, co dało Hermionie do zrozumienia, dlaczego Śmierciożerca był tak spokojny. Imperius…
- Severus, ja…
- Próbował mnie zaatakować po moim spotkaniu z Rudolfusem. Ale zdołałem wygrać… i teraz… jestem już zmęczony jego zamachami na mnie.
- Czemu… czemu przyprowadziłeś go tutaj? – wymamrotała, gapiąc się szeroko otwartymi oczyma na Lucjusza Malfoy'a… Zew zaczął burzyć jej krew, kiedy niechciane wizje ciała Rona migotały jej przed oczami.
Głos Severusa brzmiał bardzo odlegle. – Zaspokój Zew, sz-Hermiono.
Nie, to nie w porządku… co… Nie mogła myśleć… czerwona mgiełka napierała na brzegi jej wzroku… To nie ma sensu…
- Ale Severusie…
Przerwał jej dziko. – Przyznał się, Hermiono… Podałem mu Veritaserum i przyznał się. Powiedział, co zrobił z twoją matką, zanim ją zabił. Uśmiechał się… myślał może, że mnie to zrani… Zabiłbym go osobiście, ale to tobie należy się ten zaszczyt – Gapiła się na jego twarz, lecz jego oczy były jak lustro… nic nie wpuszczały, odbijając wszystko.
Umysł Hermiony wirował. Powiedział, co zrobił z twoją matką… Ale co? Co mogło być tak straszne, że Severus przyprowadził go tu i pozwolił – nie, zachęcał ją - by się zemściła? Musiało to być coś przerażającego… coś okropnego…
Jakby morderstwo nie było wystarczająco złe.
Jej oddech przyśpieszył, kiedy gapiła się na mężczyznę klęczącego przed nią. To tak niewiele… tak niewiele… Wyciągnąć różdżkę i wyszeptać dwa słowa… Avada Kedavra… ale to nie byłoby sprawiedliwe.
Nie, nie byłoby sprawiedliwe… Chcę, by zapłacił… i zapłaci…
Zapłaci… sprawię, że zapłaci
Czerwona mgiełka rosła, jej dłoń trzęsła się, gdy sięgała po różdżkę. Wiedziała… wiedziała, że Severus nie pozwoliłby jej rzucić zaklęcia, którego tak pragnęła… ale są inne. Och, tak, są inne. Crucio, klątwy tnące, cała masa mrocznych uroków… tak wiele. Tak wiele.
Uniosła różdżkę, czując, jak Zew w niej pulsuje. Głos wrzeszczał w jej głowie… Zrób to! O tym marzyłaś… twój mąż daje ci prezent! Zrób to! Spraw, by krzyczał! Spraw, by czuł choć część bólu, który ty czujesz…
Jej ręka drżała. Inny głos odezwał się w jej umyśle: Ale dlaczego? Jak? Tak zimny… jak może być taki zimny… co Malfoy zrobił… co zrobił… co powiedział będąc pod wpływem Veritaserum?
Pierwszy głos powrócił. Jak strasznie powinien cierpieć za to, co zrobił?
Pokręciła głową, ocierając pot z twarzy. Ale jeżeli to, co usłyszał Severus, jest takie straszne… dlaczego nie czuję nic przez więź? Odrazy, obrzydzenia… czegokolwiek? Nie ma nic… tylko… pustka…
Coś było nie tak.
Musiała wiedzieć.
- Severus… odczaruj go. Chcę wiedzieć. Muszę wiedzieć. Chcę usłyszeć to z jego sprośnych ust – jej głos był zimny, ale czysty.
Severus gapił się na nią zwężonymi oczyma przez chwilę, zanim przytaknął i zdjął z niego Silencio ostrym ruchem różdżki. Zanim mogła się w ogóle odezwać, złapał Lucjusza za włosy i zażądał. – Powiedz jej to, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Jak Lucjusz Malfoy zniszczył ciało jej matki. Powiedz jej.
Lucjusz zakołysał się, na jego czole wyrosła zmarszczka i Hermiona przyjrzała mu się bliżej. Facet właściwie wyglądał na winnego! Czy to możliwe?
Usta Severusa uformowały się w szyderczy grymas. – Zrób to, Hermiono. Zaufaj mi… zasługuje na to. Crucio, Avada Kedavra.
- Avada Kedavra? – Hermiona zmarszczyła brwi. Po tych wszystkich tyradach, że powinna tego unikać? Coś tu nie miało sensu… i jeszcze… jej wróg klęczał przed nią… to byłoby takie łatwe, takie proste…
Severus spojrzał na nią dziwnie. – Czy nie tego pragniesz? Po tym, co zrobił, jaki żal wywołał? – Wzruszył spokojnie ramionami. – Bardzo dobrze. Ja mogę rzucić ostateczną klątwę. To będzie przyjemność, uwierz mi. Lecz – ostateczną zemstą byłoby dla niego poczuć Crucio z twej ręki, żono.
Hermiona utkwiła oczy w Lucjuszu, patrząc na jego zimne, niebieskie oczy. Ale… nie były zimne… płonęły niezwykłym wewnętrznym płomieniem… coś… było coś, co chciał jej powiedzieć.
Co mógł jednak powiedzieć, by poprawić swą sytuację? Był jej podarunkiem… jej prezentem od męża, z którym mogła zrobić, co chciała…
Zrób to.
Spraw, by zapłacił.
Uniosła różdżkę i skierowała ją na blondyna. Lucjusz pokręcił głową i sapnął.
Nie możesz wskrzesić umarłych.
Nagle poczuła przez więź… strach, gniew… i tę inną emocję… była tak silna, że ją dusiła… Z największym wysiłkiem oparła się Zewowi. Zerkając szybko na Severusa, z ogromną dezorientacją zauważyła, iż jego twarz nie zawierała żadnego ostrzeżenia. Żadnej szczeliny w tych błyszczących, ciemnych oczach…
Marszcząc brwi, ponownie popatrzyła na Lucjusza. Wciąż celowała w niego różdżką. Na jego twarzy widziała jednak walkę… nic prawdziwie widocznego, tylko wrażenie napięcia… Nagle blondyn krzyknął i przeturlał się na bok.
Merlinie.
Imperius został złamany.
Lucjusz leżał sekundę spokojnie, jego pierś falowała od nabierania ogromnych haustów powietrza. Cofnęła się w szoku. Severus zrobił krok w przód, z różdżką w dłoni, jednak zanim mógł wypowiedzieć zaklęcie, Malfoy wrzasnął. – Eastenders!
Hermiona w mgnieniu oka poderwała różdżkę. – Drętwota!
Mina ciemnowłosego mężczyzny wyrażała całkowite zdziwienie. Kiedy upadł ciężko na podłogę, dziewczyna spiesznie podbiegła do Malfoy'a. – Finite Incantantum – wyszeptała, klękając obok blondyna. Zalała ją nieopisana fala ulgi, kiedy zarzuciła mu ramiona na szyję. Pierś była szersza, niż do tego przywykła, lecz przyciskała go tak mocno, jak zwykle.
- Severus? – Blondyn przytaknął i oparł się o nią. Zamknęła oczy i próbowała przestać się trząść. – Jesteś ranny? Bogowie… powinnam wiedzieć…
- Wiedziałaś – widziałem to. Wiedziałaś, że coś jest nie tak – powiedział, kaszląc.
- Wielosok.
- Tak – westchnął, a ona wzmocniła uścisk.
- Sprytne, przyprowadzić was obu…
- Zaiste.
- Ile jeszcze zostało?
Ramiona, które obejmowała, drgnęły, gdy rozluźniła uścisk. – Nie jestem pewien… ale na pewno niedługo. Miał trochę… trudności… zmuszając mnie do złamania zaklęć chroniących nasze mieszkanie.
- Więc to tak… Imperius.
- Dał mi wcześniej Veritaserum, ale już się zużyło… Tak dowiedział się o Zewie. Twoim Zewie. I o wielu innych rzeczach.
- Musimy go zabić.
Pokręcił gwałtownie blond czupryną. – Nie – nie. Nie możemy. Czarny Pan od razu będzie wiedział… i wypróbuje mnie, by dowiedzieć się prawdy. Crabbe i Goyle widzieli mnie z nim jako ostatni.
- Co się stało?
- List od Rudolfusa był podrobiony. Lucjusz musiał usłyszeć – lub może… może Narcyza usłyszała to od Belli…
- Czy Bella nie jest obłąkana?
- Ma chwile jasności, z tego, co mówił Rudolfus. I wspominał, że wciąż z nią rozmawia… jest jedyną osobą, z którą czasem może porozmawiać w domu.
- Och – Hermiona przygryzła wargę. – Więc co się stało?
- Nie ma czego opowiadać, moja droga. Trzech przeciw jednemu, a ja okazałem się głupi. Dałem się wziąć z zaskoczenia – rzekł, marszcząc czoło. – Chciałbym móc go zabić…
- Ale nie możesz… jeszcze nie. Więc zostanie tutaj.
- Nie. Nie tutaj – Jego włosy zaczęły ciemnieć i Hermiona uśmiechnęła się z ulgą. Ciężko było z nim rozmawiać, kiedy miał twarz Lucjusza Malfoy'a. Odsunął się od niej z jękiem i wstał. – W jednej z zamkniętych klas… Zaczaruję drzwi i zwiążę go – W kilka chwil ponownie stał przed nią jej mąż.
- Dużo bardziej wolę cię takiego – powiedziała z ulgą, oczami chłonąc jego znajomą postać.
Mężczyzna leżący na ziemni także się zmieniał. Włosy się wydłużyły i zjaśniały, nos skrócił… choć Hermiona wiedziała, że z nich dwóch, to właśnie Malfoy był klasycznym przykładem piękna, nie mogła powstrzymać się przed wpatrywaniem się w postać Severusa. I, tym razem, za ciemnymi oczyma zobaczyła jego.
Severus wyciągnął swoją różdżkę z kieszeni nieprzytomnego faceta i rzucił szybkie Mobilicorpus. Udali się do najbliższej opuszczonej klasy i położyli go na ziemi – niezbyt delikatnie – zanim Severus związał go czarnym sznurem. Hermiona wyszczerzyła się i już miała skomentować to brutalne traktowanie, kiedy ze ścian pokoju dobył się dziwny, posuwisty chrzęst. – Co…?
Nagle, okropny, skrzekliwy hałas rozległ się w całym zamku. Hermiona zakryła dłońmi uszy, daremnie usiłując zablokować ten dźwięk… brzmiał tak, jakby zamek zaczął wrzeszczeć…
- Co się dzieje? – Próbowała przekrzyczeć rozdzierający uszy odgłos.
Severus nie radził sobie lepiej. Wykrzywił się i złapał nagle za przedramię. – Zabezpieczenia padły! Idź, biegnij, szybko! Zawiadom Dumbledore'a i Minerwę! Zostałem wezwany!
- Teraz? – Zapytała głupio, kiedy chwycił jej ramię i wywlókł ją z klasy. Odwrócił się, zablokował zaklęciem drzwi, żeby zatrzymać Malfoy'a w miejscu.
- Biegnij, już! – Zrobił krok w tył, by odejść, a ona kątem oka dojrzała jego rękę, zanim opuścił rękaw. Mroczny Znak płonął wściekłą zielenią. Przełknęła ciężko ślinę. To jest to. Rzuciła się w jego ramiona, sięgając warg i całując go mocno.
- Kocham cię – wyszeptała w jego usta. – Bądź ostrożny.
- Będę – Ich czoła oparły się o siebie, a czarne oczy wpatrywały się w nią… nieprzeniknione, głębokie. – Rób, co musisz. Ale musisz żyć, Hermiono. Musisz – wwiercał się w nią spojrzeniem, a jej brakowało oddechu. – Wrócę najszybciej, jak będę mógł. Trzymaj się blisko Pottera, nie zapomnij pl…
- Wiem, Severusie… idź!
Kolejny kurczowy uścisk, podczas którego usłyszała z jego ust najlżejszy szept… - Ukochana.
Powstrzymując łzy, patrzyła, jak się odsuwa i machnąwszy różdżką, aportuje się z łatwością przez nieistniejące już zabezpieczenia. Obróciła się i wyciągnęła własną różdżkę. Pobiegła do biura dyrektora, mając nadzieję, że on wciąż tam jeszcze jest.
I się zaczęło.
