Freja: Harry to urodzony wojownik :) Jego kanoniczne "saving people thing" jest tu doskonale widoczne. Dziękuję za pochwałę – sama spędzam nad tym tłumaczeniem zbyt dużo czasu, by umieć ocenić, czy w ogóle jeszcze nadaje się do publikacji ;) Jeśli wciąż tak, to bardzo się cieszę!

MadWoman98: Dzięki! Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań :]

Mahakao: Tak, coś w tym stylu... ale nie do końca i jeszcze nie teraz! :D

Forteca cz. II

Dźwięk był pierwszym bodźcem, jaki odnotował Harry; jego głowa była jak wypełniona watą, w uszach wciąż mu dzwoniło, a w palcach rąk i stóp czuł dziwne odrętwienie.

- Harry?

Ktoś przyłożył do jego czoła chłodną dłoń.

- Słyszysz mnie?

Chłopiec z trudem otworzył oczy. Niebo było czarne, a między wierzchołkami drzew prześwitywały gwiazdy. Nagle przed jego nosem pojawiła się fiolka wypełniona jakimś cuchnącym płynem. Harry odsunął się gwałtownie czując ten zapach, ale jednocześnie poczuł się o wiele bardziej przytomny.

- Co to jest, u licha? - wybełkotał pozwalając, by Remus pomógł mu się podnieść. Obok niego Snape uśmiechnął się krzywo, zakorkował fiolkę i schował ją do kieszeni szaty.

- Moja własna receptura - powiedział.

- Jak się czujesz, Harry? - spytał Bill, który podszedł do niego razem z Charliem i Kingsleyem.

- Dobrze - odparł chłopiec szybko. - Nic mi nie jest.

Zauważył, że Remus wyciąga coś z kieszeni i podaje mu; chłopiec ścisnął opakowanie w ręku.

- Zjedz to - powiedział Remus surowo, kiedy Harry spróbował schować je do kieszeni jeansów.

- Zabrałeś ze sobą czekoladę na misję ratunkową? - spytał Charlie z niedowierzaniem.

- Nigdy nie wiadomo, kiedy może być potrzebna... całą, Harry - powiedział Lupin. - Nie chcemy, żebyś znów nam zemdlał.

Harry zarumienił się, wsadził resztę czekolady w usta i szybko ją połknął. Remus, usatysfakcjonowany, odwrócił się do Kingsley'a.

- Voldemort na pewno już wie o naszej obecności tutaj.

Auror milczał przez chwilę; wymienił spojrzenia ze Snape'em i dopiero wtedy się odezwał.

- Powinniśmy nadal postępować według planu; wciąż mamy po swojej stronie element zaskoczenia – Śmierciożercy nie domyślają się, że wiemy o wszystkich wejściach.

- Ale będą na nas czekać - zauważył Bill. - Nie ma szans, by zostawili bez ochrony którąkolwiek część fortecy.

- Nie - zgodził się Kingsley. - ale zamiast walczyć z całą armią Śmierciożerców, będziemy musieli stawić czoło najwyżej dwóm, trzem naraz, bo Voldemort rozdzieli ich, by chronili cały budynek.

Wszyscy skinęli głowami.

- To brzmi rozsądnie - stwierdził Charlie.

- Wszyscy wiemy, kto obstawia jakie wejście - auror wyciągnął z kieszeni szaty mapę fortecy. - Pamiętajcie – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem spotykamy się tutaj... - wskazał punkt oddalony mniej więcej o milę od miejsca, w którym się teraz znajdowali. - Stąd aportujemy się z powrotem do Hogwartu. Jeżeli cokolwiek się nie uda...

- … a to jest bardziej niż prawdopodobne... - wtrącił Charlie.

- … starajcie się wydostać z budynku tak szybko, jak to możliwe - kontynuował Kingsley rzucając ostre spojrzenie chłopakowi. - Czerwone iskry jeżeli wpadniecie w poważne tarapaty, zielone jeśli znajdziecie Tonks - odwrócił się do Weasley'ów. - Bill, Charlie, odbicie Tonks to wasze zadanie; będziemy starali się trzymać Śmierciożerców na dystans dopóki jej nie uwolnicie – zrozumiano?

Bracia potrząsnęli głowami nerwowo, ale w ich oczach Harry zauważył błysk determinacji i zrozumiał, że żaden z nich nie opuści fortecy bez młodej aurorki; ciekaw był, czy to właśnie dlatego Kingsley przydzielił im to zadanie.

- Harry – trzymaj się Remusa, jasne? - teraz Kingsley patrzył na niego; jego twarz była śmiertelnie poważna. - Masz nie schodzić mu z oczu i wykonywać każde jego polecenie.

Chłopiec odwrócił się do Lupina i skinął głową.

- Oczywiście - zapewnił, ale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że nie uda mu się dotrzymać słowa. Snape, który milczał przez ostatnie kilka minut, nagle przypomniał im o sobie wyciągając różdżkę i oświetlając rozpościerający się wokół nich las. Harry obserwował z zaciekawieniem, jak mężczyzna odbiera mapę Kingsley'owi i mamrocze pod nosem jakieś długie zaklęcie. Pergamin jarzył się przez moment, po czym tunele i korytarze fortecy zaczęły obracać się i zmieniać kierunki. Billowi i Charliemu opadły szczęki – najwyraźniej zrozumieli coś, co dla Harry'ego wciąż było zagadką.

- Żartuje pan? - sapnął Charlie obserwując jeden z korytarzy, który to pojawiał się, to znikał na mapie.

- Oczywiście, że nie, panie Weasley - odparł Snape. - Chyba nie myślał pan, że to zadanie będzie łatwe? - zerknął na twarze najmłodszych uczestników wyprawy. - To jest forteca Czarnego Pana – pełna zaklęć i pułapek.

- Zupełnie jak Hogwart - stwierdził Harry przyglądając się mapie w skupieniu. Voldemort najwyraźniej podpatrzył w zamku kilka oryginalnych pomysłów, kiedy był uczniem. Spojrzał w górę i zauważył, że Snape i Kingsley patrzą na niego z dziwnymi minami.

- Co masz na myśli? - spytał Bill.

- No cóż... - odparł Harry wskazując przemieszczające się korytarze. - W Hogwarcie trzeba czekać, by schody przeniosły cię tam, gdzie chcesz dotrzeć; tutaj mamy to samo – spójrzcie - stuknął palcem w jedną ze ścian fortecy ukazaną na mapie. - Korytarz trzykrotnie znika, a potem znów się pojawia – to schemat.

- Racja, ale mógłbym przysiąc, że schody w Hogwarcie działały czasem według własnego widzimisię; były kompletnie nieprzewidywalne!

Harry pokręcił głową.

- Voldemort by się z tobą nie zgodził; dla niego na pewno istniał w ich ruchach jakiś stały wzór.

Doczekał się tylko kolejnych dziwnych spojrzeń. W końcu Snape przerwał ciszę i odchrząknął.

- Myślę, że powinniśmy już ruszać.

- W porządku - zgodził się Kingsley; wymamrotał Incendio i mapę z sykiem pochłonęły płomienie, a po chwili jej resztki spadły na ziemię. - Do zobaczenia po drugiej stronie.

Harry i Remus patrzyli, jak Snape, Kingsley, Bill i Charlie znikają wśród drzew; światło zaklęcia Lumos z ich wyciągniętych różdżek stopniowo bladło w ciemności i w końcu dwaj przyjaciele zostali sami. Przez moment stali w ciszy, po czym Remus skinął na Harry'ego i zaczął iść w przeciwnym kierunku. Chłopiec uniósł różdżkę, by oświetlić sobie drogę przez gęsty las; kilka razy potknął się o wystające korzenie i schowane pod liśćmi kamienie, ale szybko odzyskiwał równowagę widząc, jak Remus znika w ciemności. Nie miał pojęcia, ile minęło czasu; jego szaty były suche (pewnie Remus wysuszył je, kiedy Harry był nieprzytomny), ale zimne nocne powietrze nadal mroziło jego skórę i utrudniało myślenie.

Przytłaczająca sylwetka fortecy pojawiła się przed nimi zupełnie nagle – zbudowana z pokrytych mchem cegieł, opleciona bluszczem i winoroślą wystającymi nawet z rozbitych szyb w oknach i wyłomach w ścianie. Z bliska nie wydawała się tak wielka, ale lekki uśmiech na twarzy Remusa uświadomił Harry'emu, że za niepozorny zewnętrzny wygląd budynku najprawdopodobniej odpowiada magia.

- Nie robi specjalnego wrażenia - odezwał się chłopiec. - Założę się za to, że w środku Voldemort przygotował prawdziwe pole minowe.

Remus przytaknął i obaj ruszyli wzdłuż ściany. Harry spodziewał się, że za pobliskim rogiem natkną się na Billa i Charliego, ale kiedy tak szli, forteca zdawała się wydłużać w nieskończoność, a ściana ginęła w ciemności lasu. Harry, totalnie zdumiony, zaczął biec.

- Wszyscy gotowi? - rozległ się w ciemności głos.

- Co do... - wymamrotał chłopiec wciąż starając się dotrzeć do zakrętu. W końcu potrząsnął głową i wrócił do Remusa, a wtedy ściana wróciła do swojej normalnej długości, a forteca – do normalnego kształtu.

- Na trzy! - zawołał głos. Harry odwrócił się; miał wrażenie, że Kingsley stoi tuż obok niego.

- Skup się, Harry - upomniał go pospiesznie Remus ściskając różdżkę w gotowości. Chłopiec wygrzebał swoją z kieszeni jeansów i obrócił się twarzą do ściany, chociaż nie był pewien, na co tak właściwie ma patrzeć.

- Voldemort niczego nam nie ułatwi - przypomniał mu Lupin. - Tam w środku mogą się dziać naprawdę dziwne rzeczy... - urwał cicho. - Mam wrażenie, że to zadanie będzie o wiele trudniejsze, niż sądzi Kingsley.

- Dlaczego? - spytał Harry. Remus uśmiechnął się.

- Odbyłem całkiem ciekawą rozmowę z Severusem... - znów urwał, kiedy rozległ się wokół nich głos Kingsley'a.

- Raz!

Harry i Remus przygotowali się.

- Dwa!

Mur przed nimi zaczął drżeć; cegły odpadały lawiną ze ściany wśród tumanów pyłu i ich oczom zaczęło ukazywać się wejście.

- Trzy!

- DRĘTWOTA!

Harry nawet nie zdążył zareagować – to Remus pociągnął go na ziemię. Chłopiec poczuł, jak zaklęcie obezwładniające przelatuje mu koło ucha, i natychmiast znów skoczył na nogi. Tam, gdzie przed chwilą był mur, teraz znajdowało się przejście podobne do tego, które prowadzi na ulicę Pokątną. Przed nimi rozciągał się wielki, biegnący w nieskończoność ciemny korytarz, oświetlony jedynie kilkoma pochodniami.

- Drętwota! - kolejny oszałamiacz, tym razem fatalnie wycelowany, przeciął powietrze; Harry z łatwością go zablokował. Blask jego tarczy ochronnej oświetlił kryjącą się w mroku pod ścianą postać, ledwie widoczną z powodu zaklęcia maskującego. Harry i Remus obrócili się i jednocześnie posłali w jej stronę dwie silne Drętwoty. Śmierciożerca wydał zduszony okrzyk, upadł na ziemię i stopniowo zaczął być coraz bardziej widoczny. Remus jednym spojrzeniem ostrzegł Harry'ego, by nie ruszał się z miejsca, i wszedł do korytarza. Serce chłopca załopotało boleśnie, kiedy Lupin nagle rozpłynął się w powietrzu; wpatrywał się w tunel szeroko otwartymi oczami szukając choćby najmniejszego śladu swojego byłego nauczyciela.

- Możesz teraz wejść, Harry.

Harry zrobił krok do przodu i pomieszczenie wokół niego natychmiast z głośnym jękiem zmieniło kształt; chłopiec odwrócił się szybko do wejścia, ale okazało się, że już zniknęło – mur znów się połączył. Z zewnątrz korytarz wyglądał na oświetlony, ale wewnątrz okazało się, że pochodnie są w większości zagaszone, a korytarz pogrążony jest w niemal całkowitej ciemności. Harry ostrożnie podszedł do Remusa, którego twarz oświetlał promień Lumos wypływającego z końca jego różdżki. Chłopiec również rzucił to zaklęcie i w jego świetle zauważył skrzyżowanie – po obu stronach rozciągały się jeszcze dwa korytarze, skręcające za rogiem w nicość tak ciemną, że Harry z trudem dostrzegał mury. Przełknął z trudem i poczuł ogarniający go niepokój.

- Nigdy się stąd nie wydostaniemy – wymamrotał. Remus uśmiechnął się do niego.

- Musimy iść prosto - odparł i lekko popchnął chłopca do przodu. - Idź pierwszy; chcę cię widzieć przez cały czas.

Harry zdusił w sobie narastającą irytację; Remus i Kingsley już tyle razy przemawiali do niego jak do dziecka tego wieczoru, że zaczynał tracić rachubę.

- A co, jeśli nagle znikniesz? - spytał. - W horrorach potwory zawsze porywają tych, którzy idą na końcu!

Remus zachichotał i ścisnął delikatnie ramię Harry'ego, by nakłonić go do marszu.

- Jeśli porwie mnie potwór - powiedział wesoło. - masz się nie zatrzymywać, rozumiesz?

Chłopiec pokiwał głową, chociaż niezbyt przemawiała do niego perspektywa samotnego przedzierania się przez twierdzę Voldemorta.

Przez jakiś czas szli w ciszy; Harry szeroko otwartymi, czujnymi oczami skanował otaczającą ich ciemność. Ręka, w której trzymał różdżkę, drżała nieco, jednak jego Lumos pewnie oświetlało kamienne mury. Adrenalina krążyła w jego ciele, jakby za każdym kolejnym zakrętem spodziewała się atakującego Śmierciożercy. Harry słyszał za sobą ciche kroki i miarowy oddech Remusa, które uspokajały go nieco.

Kiedy wreszcie dotarli do końca tunelu, korytarz odchylił się tak gwałtownie, że Harry prawie wpadł na ścianę. Remus pociągnął go za kołnierz i skierował w stronę kilku par drzwi na zardzewiałych zawiasach, które pojawiły się nieco dalej.

- Gdzie teraz jesteśmy? - zapytał chłopiec.

- Nie mam zielonego pojęcia - mruknął Remus. - Podążam tylko za instrukcjami Severusa.

Harry zawahał się i opuścił różdżkę, by na niego spojrzeć.

- Instrukcjami Snape'a? Myślałem, że to Kingsley dowodzi...

- Kingsley jest doświadczonym aurorem, ale nie posiada tak szczegółowej wiedzy, jak Severus; zaufaj mi – lepiej, żebyśmy w tej sytuacji posłuchali jego rad.

Harry uniósł sceptycznie brew.

- Nie byłbym tego taki pewien...

Jego dalsze słowa zagłuszył huk wybuchu gdzieś za ich plecami; w korytarzu pojawiła się znikąd pomarańczowa kula i zaczęła toczyć się w ich stronę. Remus ze zdumiewającą szybkością wyczarował tarczę ochronną – jego ręce zadrżały, kiedy ogień rozpraszał się wokół nich i szybował dalej w ciemność. On i Harry nie zdążyli się jeszcze pozbierać po tym ataku, gdy po chwili rozległa się w pobliżu kolejna eksplozja. Chłopiec zatoczył się na ścianę; Remus na widok drugiej toczącej się w ich kierunku kuli ognia wzniósł kolejną tarczę.

- Schowaj się za mną! - krzyknął do Harry'ego, wciąż opierającego się o drżący mur.

Nagle rozległ się grzmiący okrzyk Reducto! i ściana za plecami Harry'ego runęła; chłopiec wrzasnął i upadł na plecy wymachując rękoma. Zauważył stertę cegieł, ale nie zdążył nic zrobić i boleśnie na nie upadł, a cios w głowę sprawił, że zaczął widzieć podwójnie. Jakaś część jego umysłu zarejestrowała postać Remusa, który pojedynkował się zawzięcie z kimś, kto przed chwilą wychynął z ciemności, ale Harry nie był w stanie skupić na nich wzroku. Śmierciożerca atakował wycelowanymi byle jak ognistymi kulami, które Lupin bez problemu odbijał – najwidoczniej posiadał w arsenale tylko taką broń. W końcu Remus pokonał go wykonując szybki unik w lewo, a następnie rzucając groźne zaklęcie tnące. Mężczyzna natychmiast padł na ziemię, a wokół niego zaczęła się tworzyć kałuża krwi. Remus natomiast podbiegł do Hary'ego i wymamrotał pod nosem zaklęcie, dzięki któremu jego wzrok powrócił do normy. Chłopiec westchnął z ulgą i podziękował Lupinowi dźwigając się na nogi.

- W porządku? - spytał mężczyzna.

Harry przytaknął, chociaż czuł w głowie tępy, przesuwający się w stronę nowej blizny ból.

- Tak... lepiej nie wspominać o tym pani Pomfrey.

Remus przez chwilę przyglądał mu się uważnie.

- Nie czujesz mdłości ani zawrotów głowy?

- Nie - Harry potrząsnął głową. - Tylko normalny ból.

- Miałeś wyjątkowe szczęście - Remus wypuścił powoli powietrze z płuc; wydawał się porządnie zdenerwowany. - Jeśli znów uderzysz się w głowę...

- Od wypadku minęły miesiące - przypomniał mu Harry otrzepując się z pyłu. - Teraz na pewno wszystko jest już w porządku.

Lupin nie wyglądał na przekonanego.

- Mimo wszystko - powiedział. - Musimy być bardzo ostrożni... - urwał, a jego oczy błysnęły zaciekawieniem, kiedy przyjrzał się drzwiom, które wciąż tkwiły w ścianie na końcu korytarza, w którym stali. Razem z Harry'm wyciągnęli różdżki i ruszyli do przodu mijając po drodze nieprzytomnego Śmierciożercę.

Rdza na zasuwach uniemożliwiała ręczne otworzenie, ale szybkie Alohomora sprawiło, że pierwsze drzwi po prawej stronie rozwarły się na oścież. Pierwszą rzeczą, jaką odnotował Harry, był zapach. Pomieszczenie było pogrążone w zupełnej ciemności, ale Remus i tak do niego wszedł; uniósł różdżkę i omal się nie cofnął na widok, który tam zastał – promienie światła oświetliły skurczoną figurę leżącą bezwładnie w kącie. Nadgarstki i kostki mężczyzny – a raczej to, co z nich zostało – przykuwały do ściany grube łańcuchy. Ściany i podłoga umazane były krwią. Remus wyszedł z pomieszczenia, zamknął za sobą drzwi i spojrzał na Harry'ego, który miał wciąż wypisany na twarzy szok.

- Cokolwiek się tam wydarzyło, nie było rezultatem użycia magii... - spróbował wyjaśnić, ale chłopiec potrząsnął głową.

- Śniłem... - zaczął niezdarnie. Remus zmarszczył brwi i gestem poprosił, by Harry kontynuował.

- Tej nocy, kiedy zostałeś zaatakowany... kiedy ja ciebie zaatakowałem, miałem sen - powiedział mu chłopiec cicho. - Śniło mi się, że byłeś zamknięty w lochu, że byłeś przykuty do ściany – do tej ściany.

- Widziałeś wcześniej to miejsce?

Harry potrząsnął głową.

- Nie, nie fortecę; ale widziałem to pomieszczenie... - Harry spojrzał na mężczyznę z bolesną miną. - Remus, wydaje mi się, że ten loch jest przeznaczony dla ciebie.

- Bardzo słusznie, panie Potter - rozległ się nagle głos w ciemności.

Harry poczuł, jak krew ścina mu się w żyłach. Uniósł różdżkę drżącą dłonią i zatoczył się do tyłu.

Śmierciożercy. Trzech Śmierciożerców szło powoli w ich stronę z podniesionymi kapturami i zasłoniętymi twarzami. Remus położył dłoń na ramieniu Harry'ego, by powstrzymać go przed ruszeniem w głąb korytarza. Za ich plecami rozległ się świszczący śmiech; Harry odwrócił się i dostrzegł dwóch kolejnych Śmierciożerców blokujących ich jedyną drogę ucieczki. Byli uwięzieni.

- Expelliarmus!

Harry z okrzykiem zaskoczenia poczuł, jak różdżka wymyka się z jego uchwytu i ląduje w ręce jednego z zakapturzonych mężczyzn, który przez moment gładził ją delikatnie palcami, jakby podziwiając rzemiosło jej twórcy, po czym przyjrzał się jej w świetle własnej różdżki, a w końcu z okrutnym śmiechem złamał na pół jak wierzbową witkę. Harry poczuł się w tym momencie tak, jakby cały świat zawalił się wokół niego; ten ciężar niemal przygniótł go do ziemi.

Jego różdżka. Ten Śmierciożerca zniszczył jego różdżkę.

Był teraz bezbronny.

Mężczyzna podniósł ręce i ze stukotem upuścił bezużyteczne teraz kawałki drewna na ziemię. Harry odwrócił się z rozpaczą do Remusa, ale jego towarzysz w ogóle chyba nie zauważył, co się wydarzyło; wpatrywał się w stojącego na czele grupy Śmierciożercę z taką nienawiścią, że Harry od razu domyślił się, kto to taki.

- Kopę lat, Lupin - syknął mężczyzna.

Ten głos.

- On był jednym z was - odezwał się Remus spokojnym tonem.

- Zrobiłem to, co trzeba było zrobić. Musiałem wypełnić rozkaz.

- Są inne sposoby; nie musiałeś zabijać tego człowieka, Fenrir.

Greyback zaśmiał się, a był to dźwięk tak ostry, że Harry aż się skrzywił. Mężczyzna zdjął kaptur i ukazał zabranym swoją koszmarnie pooraną bliznami twarz – przypominał bardziej wilkołaka, niż człowieka. Przeczesał zakończoną pazurami łapą swoją gęstą grzywę.

- Ale smakował tak wyśmienicie - szepnął podchodząc bliżej. Jego oczy spoczęły na Harry'm i przybrały niemal głodny wyraz. Remus natychmiast przesunął się tak, by stanąć przed chłopcem.

- Nawet o tym nie myśl - ostrzegł ostro. - Jeśli się zbliżysz, zabiję cię tu i teraz, przysięgam.

Fenrir zaśmiał się złośliwie.

- Bez różdżki? - zadrwił. - Jak chciałbyś to zrobić...? - nagle w jego oczach błysnęło podekscytowanie. - Stara, dobra psia walka - warknął odsłaniając żółte zęby – Co ty na to, Lupin?

Pozostali Śmierciożercy zacieśnili krąg. Remus rozejrzał się – wyraz jego twarzy kompletnie nie zdradzał jego myśli.

- Zabij mnie, jeśli musisz, ale Voldemort będzie chciał Harry'ego dla siebie.

- Uwierz mi, Lupin, że zrobię to z najwyższą przyjemnością.

Zanim Harry zdołał zauważyć, co się dzieje, Greyback z wściekłym warkotem rzucił się do przodu.