Obudziła go anormalna cisza panująca w pomieszczeniu. Severus usiadł gwałtownie, odruchowo sięgając po różdżkę.
- Lumos – mruknął, mrużąc oczy przed nagłym światłem.
Druga strona łóżka była pusta, jeśli nie liczyć odrzuconej na bok pościeli. Dotknął odsłoniętego prześcieradła, które było zimne. Wyglądało na to, że nie było jej już od jakiegoś czasu. Zmarszczył brwi i położył się z powrotem, wpatrując się w sufit.
To była piąta noc z rzędu. Pierwszej nocy, prawie tydzień po ataku i kilka dni po tym, jak Poppy wreszcie wypuściła go ze skrzydła szpitalnego, obudziła go, wspinając się z powrotem na łóżko po prawie godzinnej nieobecności. Trzeciej nocy znalazł ją w salonie, kiedy to drżąc, przycupnęła na krześle przy kominku i chociaż namówił ją do powrotu do łóżka, do tej pory nie zdradziła mu, dlaczego tam była. Jednakowoż drugiej i czwartej nocy w ogóle nie wróciła i wyglądało na to, że tym razem będzie tak samo. Jeśli to była jakaś gra, Severus miał już jej całkowicie dość.
Chwycił szatę, czekającą w nogach łóżka, zarzucił ją na siebie i skierował się do łazienki. Zmarszczył brwi, gdy dotarł do niego dźwięk płynącej wody i zauważył światło wylewające się ze szpary pod drzwiami.
Może po prostu chciała wziąć prysznic o czwartej nad ranem. Dlaczego nie, do cholery?
Para uderzyła w niego, gdy otworzył drzwi i wkroczył do łazienki tymczasowo przypominającej saunę.
- Jeśli nie będziesz bardziej ostrożna – powiedział na tyle głośno, by było go słychać pomimo szumu lejącej się wody – zużyjesz całą gorącą wodę i zabraknie jej dla wszystkich, którzy chcieliby się odświeżyć z rana.
Rozsunął zaparowane drzwi prysznica. Hermiona siedziała w kącie, pozwalając, by gorąca woda spływała po jej ciele. Do piersi przyciągnęła kolana, na których oparła podbródek i spoglądała na niego pustym, zaszczutym wzrokiem. Nie wiedział, co powiedzieć, więc usiadł na kamiennej podłodze, dziwnie zimnej pomimo gorąca, panującego w pomieszczeniu. Skrzyżował nogi i nachylił się, wpatrując się w nią uważnie, gdy oparła policzek na kolanach i odwróciła wzrok.
Po kilku minutach ciszy podniosła się na nogi i zakręciła wodę. Severus przywołał ręcznik, spoglądając na nią, gdy woda spływała po jej szczupłym ciele, między pełnymi piersiami i po gładkim brzuchu. Czul wyraźnie rosnące w nim podniecenie.
- Dziękuję – wymamrotała, gdy wstał i podał jej ręcznik. Kącik jej ust uniósł się nieznacznie, gdy dostrzegła wybrzuszenie w jego szacie. – Przepraszam, że cię obudziłam.
Zmarszczył brwi, gdy zaczęła się wycierać i odwrócił wzrok. Od czasu, gdy wyrwał się spod opieki Poppy, większość wolnego czasu spędzał poza klasami właśnie z nią i prawdę mówiąc, prawie przez cały ten czas pracowali wspólnie nad eliksirem Mortalis fallax. Wciąż czuł się trochę skrępowany, gdy rozmowa schodziła na inne tematy niż eliksiry.
- Myślałem, że znowu wyszłaś.
Zawinęła włosy w ręcznik i dopiero wówczas odpowiedziała:
- Przepraszam, musiałam się na chwilę wyrwać.
- Ja… rozumiem, jeśli nie chcesz tutaj zostawać – powiedział powoli, ale jego oczy zdradzały kłamstwo i w ich głębi Hermiona dostrzegła zranienie.
- Severusie, ja chcę zostawać – zawołała, wychodząc spod prysznica i zarzucając mu ręce na szyję. – W tamte nocy nie wracałam do moich kwater. Chodziłam po korytarzach, aż do śniadania.
Objął ją mocno, zaskoczony, jak jego ciało dokładnie pamięta każdą jej krągłość. Wciąż była wilgotna i czuł kropelki wody przez cienki materiał swojej szaty, co znów powodowało, że stwardniał, ale się nie odsunął.
- Mogłabyś powiedzieć mi, dlaczego? – zapytał w końcu, opierając głowę o jej głowę owiniętą ręcznikiem.
Wtuliła się w niego mocniej, zanim odpowiedziała.
- Powiem, obiecuję, ale nie teraz. W tej chwili po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
Westchnął cicho.
- W porządku.
Hermiona pociągnęła jego głowę w dół, by pocałować go głęboko, zanim się odsunęła.
- Obiecuję, porozmawiamy o tym jutro – powiedziała, a w jej oczy niespodziewanie wkradł się tajemniczy błysk, powodując u Severusa dziwny ucisk w brzuchu, gdy odpięła jego szatę i przesunęła dłońmi po jego piersi. – A teraz wracajmy do łóżka.
Kiedy skończyli się kochać, Hermiona błyskawicznie usnęła, za to Severus nie mógł zmrużyć oka. Przez chwilę obserwował ją, jak spała, zanim dał sobie spokój z planami zdrzemnięcia się do szóstej.
Po szybkim prysznicu ubrał się i wezwał skrzata, by ten przyniósł mu Proroka i poranną herbatę, po czym usiadł przed kominkiem, sącząc napój i przeglądając gazetę. Ze szczególną uwagą szukał jakiejkolwiek wzmianki o tamtym ataku po meczu quidditcha, ale jak do tej pory pojawił się tylko jeden, mały artykuł, zakopany pośród innych mało ważnych tekstów na tyle gazety. Dodatkowo, co w ogóle go nie dziwiło, nie było tam wspomniane nic istotnego, żadnych nazwisk, ani szczegółów. Informacja, że Harry Potter nie uchronił się przed pułapką Śmierciożerców z pewnością nie wpłynęłaby pozytywnie na społeczeństwo. Starannie złożył z powrotem gazetę, jako że Hermiona lubiła przeczytać wiadomości, zanim udawała się na śniadanie w Wielkiej Sali.
Nachmurzył się, zastanawiając się nad zachowaniem Hermiony w ciągu ostatnich dni. Przypuszczał, że miało to jakiś związek z nim samym. Kiedy jednak przypomniał sobie, że nie wracała do swoich kwater w te noce, gdy znikała, w jego głowie pojawiła się myśl, że może jednak to, co ją dręczyło, nie dotyczyło jego. Uniósł brew, zastanawiając się nad tym i poczuł się dosyć głupio, że nie pomyślał o tym wcześniej.
Bardziej się nachmurzył, gdy zaczął myśleć, co zrobić. Obiecała, że mu dziś to wytłumaczy, ale nie był pewien, czy powinien sam do tego nawiązać, czy poczekać, aż Hermiona to zrobi. Zdecydował się zaczekać, aż ona coś powie, zamiast wykazywać się apodyktycznością i naruszać jej poczucie niezależności. Irytowało go, że czuł się tak nerwowo, jeśli chodziło o ich świeży związek, ale nie mógł przestać się martwić.
Uświadomił sobie, że zrobiła się już ósma, a Hermiona będzie przez cały dzień nie do zniesienia, jeśli nie wypije swojej porannej kawy przed pierwszymi zajęciami, więc wrócił do sypialni, żeby ją obudzić. W czasie jego nieobecności zagarnęła na własność całe łóżko, zostawiając jedynie mały kawałek. Zamrugała i otworzyła oczy, gdy usiadł, a na jej twarzy pojawił się zaspany uśmiech, kiedy pogładził jej policzek opuszkami palców.
- Która godzina?
- Prawie ósma.
- Dlaczego pozwoliłeś mi spać tak długo? – zapytała, a zaraz po tym ziewnęła i przeciągnęła się. – Mam jeszcze testy, które powinnam sprawdzić.
- Dopóki w Hogwarcie nie ma twojego sobowtóra, Hermiono – zaczął Severus szyderczo, a jego usta wygięły się lekko w uśmiechu – wydaje mi się, że uczniowie przeżyją jeszcze jeden dzień bez tych testów.
- Ha ha – mruknęła, odrzucając na bok pościel, by wstać.
Przycisnęła usta do jego warg i wyślizgnęła się z jego objęć, wciągnęła jeansy i sweter, a bieliznę wcisnęła do kieszeni szaty, którą zarzuciła sobie na ramię. Wszystko to zrobiła, podążając w stronę drzwi.
- Obiecałam, że sprawdzę je dzisiaj, więc nie będzie mnie na lunchu – zawołała z drugiego pokoju. – Zobaczymy się po zajęciach.
- Na stole masz gazetę, jeśli chcesz.
- Dzięki, już ją znalazłam!
Drzwi trzasnęły, a Severus westchnął, wciąż siedząc na łóżku. Potarł palcami skronie, zanim przeczesał dłonią tłuste już włosy. Nachmurzył się, czując jak jego dobry nastrój się rozwiewa. Wyjął z szafy czyste szaty i skierował się do tylnego wyjścia z kwater, by przed zajęciami sprawdzić eliksiry.
- O, Severusie! Miałam nadzieję, że cię tu znajdę! – zawołała Pomona Sprout, gdy wsunęła głowę do pokoju nauczycielskiego. – Chciałam cię poinformować, że tegoroczne mandragory dojrzewają dużo szybciej i będą w pełni rozwinięte już za kilka tygodni.
- Nie są mi w tej chwili potrzebne – odparł Severus, spoglądając na nią sponad książki – ale mogę wziąć kilka na zapas. Może przydałyby się Poppy.
- Oczywiście, zapytam ją. – Sprout zmrużyła oczy, a jej głos nabrał konspiracyjnego tonu. – Moi trzecioroczni powiedzieli mi, że odebrałeś im dzisiaj nadmierną ilość punktów.
- Gdyby nie zachowywali się, jak imbecyle, nie byłoby takiej potrzeby. Może pocieszy cię fakt, że Krukonom odjąłem dokładnie tyle samo punktów.
- Severusie! – zbeształa go. – Spodziewałabym się, że będziesz łagodniejszy!
- A niby dlaczego się tego spodziewałaś? – warknął, a Sprout cofnęła się o krok, gdy wstał i spojrzał na nią z góry. – Jeśli chciałabyś mnie o coś zapytać, proponuję zrobić to od razu, a nie marnować dłużej mój cenny czas.
Spojrzała na niego jedynie z uniesionymi brwiami, gdy skierował się do drzwi i szarpnął za klamkę. Zatrzymał się w połowie drogi na korytarz, pozostając tyłem do niej, gdy zawołała go po imieniu.
- Severusie, chciałabym, żebyś wiedział, że pomimo wszystkiego, wszyscy cieszymy się razem z tobą.
Spojrzał przez ramię, by potraktować Sprout wyjątkowo morderczym spojrzeniem, zanim wyszedł na korytarz szybkim krokiem, a jego szata ledwie się otarła o trzaskające za nim drzwi. Sprout uśmiechnęła się do siebie i wyszła, by udać się do Pomfrey, poinformować ją o mandragorach i poplotkować o Severusie.
Słowa Sprout wciąż odbijały się echem w jego głowie, gdy szedł korytarzami. Bezgranicznie go irytowało, że nauczyciele wiedzieli już o jego uczuciu do Hermiony, ale z drugiej strony cieszył się, że informacja ta nie dotarła jeszcze do grona uczniów. O ile tolerował uśmiechy, spojrzenia i szepty ze strony profesorów, o tyle nie zniósłby ich od uczniów.
Od początku semestru do czasu pobytu w skrzydle szpitalnym, Severus rozdał więcej szlabanów – głównie u Filcha czy Hagrida, oczywiście, żeby mógł mieć czas na zajmowanie się eliksirami – i odjął więcej punktów w tym krótkim czasie niż w całej swojej karierze nauczyciela. Dzięki temu mógł wyładować swoją złość i frustrację, spowodowane zachowaniem Hermiony w czasie świąt. To naprawdę go zabolało, a jedynym sposobem, by móc pracować razem z nią nad eliksirem, co było konieczne, było wyładować ten ból na kimkolwiek innym czy to nauczycielu, czy uczniach. Kontynuował karanie studentów po opuszczeniu skrzydła szpitalnego, gdyż niespodziewanie zaczął się obawiać, że zmieni się we Flitwicka i podzieli jego miłość do wszystkich uczniów bez wyjątku. Na całe szczęście tak się nie stało i wciąż nienawidził wszystkich bachorów, z kilkoma drobnymi wyjątkami wynikającymi tylko z niebywałego talentu do eliksirów.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się paskudnie, gdy usłyszał głośną rozmowę zza rogu. Zatrzymał się na środku pustego korytarza, skrzyżował ręce na piersi i przywołał najbardziej przerażające spojrzenie, na jakie było go stać, w oczekiwaniu na niczego niepodejrzewających uczniów.
Trójka trzeciorocznych Gryfonów, na których składało się dwóch chłopców i dziewczyna, wyszła zza rogu i zatrzymała się w pół kroku na widok wpatrującego się w nich morderczo Mistrza Eliksirów. Jeden z chłopców z zaskoczenia upuścił niesione książki, ale zaraz przykucnął, by je pozbierać.
- Możecie mi wyjaśnić, cóż takiego wyczyniacie?
Każde z uczniów rzuciło szybko swoją odpowiedź w tym samym momencie, ale Severusa właściwie nie interesowały żadne wyjaśnienia. Przyjrzał im się po kolei akurat w chwili, gdy Hermiona wyszła zza rogu.
- Co tu się dzieje? – zapytała, unosząc brwi.
- Ta trójka powodowała nadmierny hałas na korytarzu.
- Och, daj spokój, Severusie, nic takiego nie robili, szłam tuż za nimi.
- To będzie po dziesięć punktów od Gryffindoru za każde z was – warknął, nie spuszczając wzroku z Hermiony. Jak ona śmiała? – I proponowałbym, pani profesor – ton jego głosu aż nazbyt wskazywał, że nie było to jedynie propozycja – byś w przyszłości zwracała się do mnie bardziej formalnie.
Hermiona wyraźnie najeżyła się i już otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale ugryzła się w język, zanim wyrwało jej się coś niewłaściwego przy przerażonych Gryfonach, których wzrok wędrował między wściekłymi nauczycielami.
Severus błyskawicznie odwrócił się do nich i warknął niebezpiecznie niskim głosem:
- Więc? Na co jeszcze czekacie?
Uczniowie czmychnęli czym prędzej, mijając Severusa i już po chwili znikając z pola widzenia, dzięki czemu mógł z powrotem spojrzeć na Hermionę. Ledwie powstrzymała się od cofnięcia o krok, gdy ujrzała w jego oczach siłę i mrok, którego nie mogła rozpoznać.
- Jak śmiesz zwracać się do mnie w ten sposób przy uczniach! – syknął Severus.
- Nie robili nic złego, a ty doskonale o tym wiesz – odparła.
- Zakłócali mój spokój.
- Zakłócali twój spokój? Czy ty sobie żarty stroisz? – zapytała z niedowierzeniem. – Raczej czekał tutaj na jakiś niewinnych uczniów, a szczęściem dla ciebie, to byli akurat Gryfoni!
Miała wrażenie, że kąciki jego ust uniosły się lekko, ale nie była całkowicie pewna. Wzruszył ramionami i odparł:
- Ślizgonom również odjąłbym punkty.
- Nie wciskaj mi takich bzdur! Wszyscy doskonale wiedzą, że faworyzujesz swoich małych Ślizgonów, a wszystkich pozostałych nienawidzisz.
- Muszę bronić mojej reputacji.
- Co jest z tobą i tą twoją przeklętą reputacją? Dlaczego jesteś taki cholernie dumny z bycia szkolnym dupkiem?
- Ponieważ to wszystko, co mam. Bez tego, nie otrzymałbym żadnego szacunku.
- Czy do ciebie naprawdę nie dociera, że nikt cię nie szanuje? Wszyscy się ciebie boją, a nie szanują, bo obawiają się, że odejmiesz punkty, przyznasz szlaban, albo sprawisz, że bez powodu będą czuć się jak idioci!
- Strach, czy szacunek, nie robi mi to żadnej różnicy.
- A co z nauczycielami? – Uniósł jedynie brew, a na twarzy Hermiony wyraźnie pojawił się gniew. – Co ze mną? Chcesz, żebym też się ciebie bała?
Zmrużył oczy, wpatrując się w nią, ale nie odpowiedział.
- Zbyt długo byłam przez ciebie zastraszana za czasów szkolnych, a te siedem lat starczy mi na całe życie.
Odwróciła się na pięcie i odeszła szybko, całą swą postawą wyrażając wściekłość. Severus przez chwilę wpatrywał się w jej plecy, gdy odchodziła, po czym ruszył do lochów, rozważając jej słowa.
Może i miała rację i mimowolnie chciał, by obawiała się go, pomimo wszystkich tych lat. Sądził jednak, że to jakaś cząstka jego podświadomości starała się trzymać ją na dystans. Nachmurzył się, gdy uświadomił sobie, że prawdopodobnie miała również rację, co do ukarania Gryfonów. Prawdopodobnie nie odjąłby tych punktów, gdyby nie nazwała go po imieniu przed uczniami. Wiedział, że będzie musiał przeprosić ją za swoje zachowanie.
Cholera!
Jeśli już miał ją przeprosić, zrobi to dopiero, gdy będzie gotów. W związku z tym, zabarykadował się w swoich lochach aż do kolacji.
Zbliżała się dziesiąta wieczorem, gdy Severus pojawił się przed wejściem do kwater Hermiony i zaczął wykłócać się z portretem, pilnującym drzwi.
- Jestem niemal pewna, że nie będzie chciała cię widzieć – oznajmiła twardo Lucinda, spoglądając na niego z wyższością.
Zacisnął zęby, zwalczając chęć wyciągnięcia tej wiedźmy z obrazu, by skręcić jej kark.
- Powiesz jej chociaż, że tutaj jestem? – wycedził ze złością.
Czarownica przyjrzała mu się niechętnie i zniknęła z obrazu. Severus skrzyżował ręce, niecierpliwie czekając na korytarzu. Po kilku chwilach wróciła.
- Hmmph.
- Więc? – warknął. – Przyjdzie?
Lucinda wzruszyła ramionami akurat, gdy portret przesunął się na bok, ukazując Hermionę, stojącą w wejściu. Przyjrzał jej się, gdy przesunęła się, by mógł wejść. Miała na sobie jednolity t-shirt i jeansy, była boso, a włosy luźno związała na karku.
- Chociaż jedna miła czarownica – mruknął, zauważając jednocześnie nikły uśmiech na jej twarzy.
- Chcesz herbaty? – zapytała, wskazując ręką parujący dzbanek na stoliku przed sofą. Kiwnął głową.
Podążył za nią i bez słowa usiadł w odległości kilku stóp od niej, gdy napełniała filiżankę herbatą, by po chwili mu ją wręczyć. Podziękował jej i ostrożnie upił łyk, starając się nie poparzyć języka gorącym płynem. Przez kilka minut pili w całkowitej ciszy, zanim Severus odchrząknął.
- Chciałem przeprosić za moje zachowanie dzisiejszego popołudnia – powiedział rzeczowo.
- A ja postąpiłam źle, zwracając się do ciebie po imieniu przy uczniach. – Przechylił głowę, ale nic nie powiedział. – Zwróciłeś te punkty Gryfonom?
- Dlaczego miałbym to zrobić?
- Bo nie powinieneś był ich odejmować!
Istotne było, by przeprosił kobietę, na której mu zależało, ale nie zamierzał zniżyć się do takiego poziomu, gdzie błagałby o wybaczenie trzynastolatków.
- Bez wątpienia zapewnisz im specjalną okazję, żeby odrobili te punkty na twoich zajęciach.
- Jeśli ty nie zwrócisz im tych punktów, wygląda na to, że ja będę musiała. Tu znowu chodzi o tą twoją reputację?
Severus zauważył nacisk, jaki położyła na tym ostatnim słowie i pozwolił sobie na drobny uśmieszek.
- Tak. Możesz nie zrozumieć, dlaczego zależy mi na tym, by uczniowie obawiali się mnie, ale w ten sposób zawsze pracowałem i mogę cię zapewnić, że to się nie zmieni.
Hermiona wzruszyła ramionami, nie chcąc ciągnąć tego wątku.
- Jeśli Dumbledore'owi to nie przeszkadza, zgaduję, że nie do mnie należy mieszanie się w to wszystko.
- W rzeczy samej.
Grymas niezadowolenia, który pojawił się na jej twarzy na dźwięk jego protekcjonalnego tonu, zniknął, gdy Severus objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie, całkowicie ignorując filiżankę, która spadła na podłogę i herbatę, która rozlała się na nich, na sofę i dywan.
Pocałował ją głęboko, językiem badając uważnie wnętrze jej ust. Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i wsunęła dłonie w jego przetłuszczone włosy, wtulając się mocniej w niego. Po kilku minutach pełnych pasji wstała i pociągnęła go za sobą do sypialni, nie napotykając z jego strony żadnych sprzeciwów.
Pół godziny później leżała z głową na płaskim brzuchu Severusa, obejmując jego tors, podczas gdy on oparł ręce na wezgłowiu.
- Chyba czas porozmawiać o tym, co się dzieje. Dlaczego ciągle wstaję w środku nocy.
Odezwała się nieśmiało. Severus pogłaskał ją po włosach, nic nie mówiąc. Po chwili kontynuowała.
- Od Nowego Roku mam wciąż ten sam sen. Nigdy się nie zmienia, zawsze tylko Harry i Draco, przy czym Draco umiera. Zaczyna się, jak gonię Harry'ego, a on wciąż powtarza, że Draco umiera, aż w końcu znajduję go w wielkim łóżku. Draco też mi mówi, że umiera, a potem na moich oczach zaczyna się rozpadać.
Severus uniósł jej głowę, by przyjrzeć się jej uważnie.
- Codziennie ci się to śni?
- Od czasu ataku, tak. Wcześniej tylko jakoś raz w tygodniu, ale te sny nie miały takiej intensywności. Teraz nie mogę po nich spać, dlatego nie kładę się z powrotem.
- Mówiłaś o tym Albusowi?
Pokręciła głową.
- Nie, tylko Harry'emu, no i teraz tobie.
- Powiedziałaś Potterowi?
- Był w zamku po ataku, jak ty byłeś jeszcze nieprzytomny w skrzydle szpitalnym i mimochodem mu o tym wspomniałam. Coś nie tak?
- Nie, nie sądzę. – Przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu, zanim dodał: - Może to jakieś wspomnienia wracają do ciebie podczas snu?
Odwróciła wzrok, by spojrzeć na obraz, przedstawiający owcę pasącą się na wzgórzu i nie spoglądając na niego, zapytała:
- Możesz… mógłbyś znaleźć w moich wspomnieniach to, czego nie pamiętam?
Po ostrym wciągnięciu powietrza poznała, że zaskoczyła go tym pytaniem.
- Chcesz, żebym zajrzał do twojego umysłu? – zapytał Severus, jakby niepewny właściwego sensu jej pytania i zdumiony, że w ogóle coś takiego jej przyszło do głowy. – Jak sobie życzysz – mruknął, gdy kiwnęła głową.
- Możemy to zrobić nawet teraz – powiedziała, siadając i odwracając się do niego. Zmarszczył lekko brwi, więc szybko dodała: - Albo później, jeśli woli.
Severus pochylił głowę, by spojrzeć na swoje dłonie. Przez niemal minutę siedział w milczeniu, zanim w końcu się odezwał.
- Jeśli chciałabyś zająć się tym teraz, to tak zrobimy.
Wstał z łóżka i podszedł do ubrań porozrzucanych na podłodze. Pogrzebał chwilę w kieszeni szaty, po czym wrócił do łóżka z różdżką w ręku.
- Powinniśmy się gdzieś przenieść?
- Nie tutaj będzie dobrze. Czy ktoś już wcześniej grzebał ci w umyśle?
- Nie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – odparła, kręcąc głową.
- Zdajesz sobie pewnie sprawę, że Potter jest legilimentą? – Oczy Hermiony rozszerzyły się w szoku. Pokręciła przecząco głową. – Zauważyłem to, kiedy udzielałem mu lekcji oklumencji. Spodziewam się więc, że jego talent został też odkryty na szkoleniu aurorskim i zapewne dostał kilka dodatkowych lekcji.
- Jeśli nawet miał te lekcje, to nic mi nie powiedział. Chociaż nie wydaje mi się to takie zaskakujące. Wygląda na to, że wcale nie wiem tak dużo o Harrym, jak mi się wydawało.
- Tak, jest jak szyfr – zażartował, ignorując jej spojrzenie. – Możemy zaczynać, jeśli jesteś gotowa.
- To nie będzie bolało, prawda? – zapytała nagle. Wysoki ton głosu zdradzał jej nerwowość.
- Nie, właściwie to nawet nie poczujesz mojej obecności w swojej głowie. Aczkolwiek, jeśli cokolwiek ci nie będzie odpowiadało, możemy zawsze przerwać.
- Nie, w porządku. – Wzięła głęboki oddech. – Jestem gotowa.
- Utrzymanie kontaktu wzrokowego może pomóc – poinstruował ją. Hermiona kiwnęła głową i wbiła wzrok w jego obsydianowe oczy. – Legillimens.
Pomieszczenie niespodziewanie zniknęło, a Hermiona poczuła się, jakby była uwięziona we własnej głowie. Wspomnienia mknęły przed jej oczami zbyt szybko, by im się przyjrzeć dokładnie. Gwałtownie wciągnęła powietrze, szybując w przeszłości. Miała cztery latka i bawiła się w pomalowanej na niebiesko poczekalni w klinice dentystycznej rodziców – była ośmiolatką jedzącą samotnie lunch w szkole – kibicowała Harry'emu, Ronowi i Ginny podczas meczu quidditcha – pomagała Neville'owi odnaleźć Teodorę – Snape szydził z niej, gdy nie znała odpowiedzi na jakieś pytanie dotyczące zapomnianych już eliksirów – Gwiazdkowy poranek, musiała mieć siedem lat, jako że jej babcia z dziadkiem jeszcze żyli – wybiegła na słońce ze świeżo kupionym Krzywołapem – dementorzy otaczali ją i Harry'ego –
Nagle świat wywrócił się do góry nogami i niespodziewanie wylądowała z powrotem na łóżku w swoich kwaterach z Severusem przed sobą. Położył rękę na jej ramieniu, gdy starała się uspokoić oddech.
- Wszystko w porządku? – Kiwnęła głową, więc kontynuował. – Musisz skupić się na Potterze i Malfoyu. Będzie łatwiej dla nas obojga, jak się skoncentrujesz na tym śnie. Odpocznij przez chwilę i powiedz mi, jak będziesz gotowa.
Hermiona zamknęła oczy, by przywołać każdy, drobny szczegół, jaki tylko pamiętała. Skupiła się na obrazie Harry'ego i Dracona, po czym otworzyła oczy, by spojrzeć na Severusa.
- Gotowa.
- Legillimens – mruknął, a ona poczuła, jak świat znów wywija fikołka.
Draco nazywający ją szlamą przed całą drużyną quidditcha i Ron wymiotujący ślimakami – fałszywy Moody zmieniający Malfoya we fretkę i podrzucający go, podczas gdy Harry z Ronem tarzają się ze śmiechu – Harry przytrzymujący Rona przed znokautowaniem Dracona – Draco sabotujący jej eliksir – chwila, w której oberwała zaklęciem podczas pojedynku między Harrym, a Draconem, Snape wpatrujący się w nią szyderczo ze słowami „Nie widzę żadnej różnicy" i łzy płynące jej po policzkach, gdy biegła korytarzem z zasłoniętą twarzą –
Rzeczywisty świat zmaterializował się przed nią z powrotem, a gdy skupiła wzrok na Severusie, ujrzała, że opierał się o wezgłowie, trzymając się za nos, z którego spływała strużka krwi. Spojrzała w dół na swoją rękę zaciśniętą w pięść i z pulsującymi knykciami.
- O bogowie! – wykrzyknęła i przywołała szybko ręcznik. Zawinęła w niego wyczarowane kostki lodu i przycisnęła go w rękę Severusa. – Przepraszam za to.
- Żadnych zaklęć leczniczych?
- Niczego ci nie złamałam, więc nie mogę za dużo zrobić – odparła, a Severus zaczął się zastanawiać, czy faktycznie mówiła prawdę, czy może chciała dać mu trochę pocierpieć za jego dawne zachowanie. Nos bolał go zbyt mocno, żeby mógł się skoncentrować – w przeciwnym razie upewniłby się, czy kłamała.
Wpatrywał się w nią w milczeniu, czując przyjemny chłód na nosie. Pamiętał doskonale ten dzień, kiedy to natknął się na dwóch młodych czarodziei wygrażających sobie różdżkami na korytarzu. Wiedział, że to Malfoy zaczął, jako że takie sprzeczki zawsze zaczynały się przez niego. Pamiętał też jak przerwał to starcie, chłodnym głosem przydzielając szlabany i odejmując punkty i jak nie poświęcił Hermionie ani grama uwagi.
Po tym, jak niezamierzenie go zaatakowała, nie był do końca zdziwiony, że wciąż żywiła do niego urazę za to, jak ją wtedy potraktował, nawet jeśli to wynikało tylko z podświadomości.
- Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie – powiedział w końcu, nieco nienaturalnym głosem, wynikającym ze stłuczonego nosa.
Hermiona zamrugała kilkukrotnie, jakby miało jej to pomóc w przyswojeniu sobie jego słów.
- Po prostu starałeś się utrzymać swoją reputację.
Jej słowa uderzyły w Severusa z dużo gorszym skutkiem niż się spodziewała czy chciała, a widząc jego spojrzenie zapragnęła je cofnąć.
- Oczywiście, masz rację – przyznał łagodnie.
Znów zamrugała, po czym odsunęła delikatnie jego rękę, by obejrzeć nos.
- Nie jest tak źle, już nie krwawisz. Czy to boli? – Skrzywił się, gdy ścisnęła lekko jego nos. – Nie umrzesz. Ale jeślibyś chciał, mam coś przeciwbólowego.
Severus przyjrzał jej się nerwowo, gdy zeskoczyła z łóżka i poszła do łazienki.
- Czy to jakiś eksperyment? – zapytał ostrożnie.
Zmarszczyła brwi, wracając po chwili do łóżka z małą, pomarańczową fiolką.
- Nie, nie jest – mruknęła – co cię pewnie bardzo cieszy.
Przełknął szybko eliksir i momentalnie poczuł, jak cały ból znika.
- Dziękuję – powiedział, odstawiając pustą fiolkę na stolik nocny. – Proponuję, żebyśmy jutro spróbowali znowu. Eliksirami nie musimy się zajmować aż do południa, więc będziemy mieć cały ranek dla siebie.
- Dzięki Merlinowi, że ten tydzień już się skończył – westchnęła Hermiona, wspinając się z powrotem na łóżko, żeby wślizgnąć się pod kołdrę. – Strasznie się dłużył.
Severus prychnął, układając się koło niej.
- Poczekaj do maja i czerwca, wtedy naprawdę zrozumiesz jak długi może być tydzień. Szczególnie przed SUMami i OWUTEMami.
- Dziękuję za przypomnienie – odpowiedziała z jęknięciem.
- Przestań się martwić, przygotowywanie uczniów do egzaminów jest dużo prostsze niż zdawanie ich samodzielnie.
- To dobrze, inaczej bym się chyba zabiła.
- Zapewniam, że to by było całkowicie zbędne.
- Nox – wymamrotała Hermiona, a świece w sypialni momentalnie pogasły. Wtuliła się w jego ramię, opierając głowę na jego klatce piersiowej. – Dziękuję, że pomogłeś mi z tym snem.
- Nie powiedziałbym, że już ci pomogłem. Niemniej jednak rozwiążemy ten problem.
- I tak dziękuję. Dobranoc.
Severus pocałował czubek jej głowy i wpatrzył się w ciemność, pozwalając myślom błądzić, jednocześnie słuchając zwalniającego oddechu Hermiony, gdy zasypiała. Niepokoiło go, że te sny zaczęły się właściwie po ataku na stadionie, ale nie wiedział, czy miało to jakieś znaczenie, czy nie. Jego umysł stał się ociężały i coraz trudniej było utrzymać je na jednym torze, więc pozwolił im odpłynąć i po chwili zasnął z Hermioną w ramionach.
Harry wspiął się powoli po schodach, potykając się na ostatnim stopniu, przez co wylądował z hukiem na podłodze. Przez chwilę jedynie leżał, dysząc ciężko, zanim się zmusił, by się podnieść – najpierw na kolana, a dopiero później stanął. Na chwilę oparł się o ścianę, próbując uspokoić oddech, zanim ruszył dalej korytarzem.
Ręce mu się trzęsły, gdy ściągał zabezpieczenia z drzwi i musiał powtórzyć proces dwa razy, zanim w końcu mu się udało. W mieszkaniu było ciemno, jedyne oświetlenie dawała latarnia uliczna za oknem. Uderzył piszczelem o krzesło, by starał się przejść w ciemności do sypialni.
- Lumoc – mruknął, pocierając obolałą nogę, a dzięki światłu z różdżki zatrzymał się w ostatniej chwili, zanim wszedł do kuchni.
Gdy wkroczył w końcu do sypialni, zatrzymał się, obserwując uważnie łóżko w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak ruchu. Gdy dostrzegł delikatne uniesienia klatki piersiowej Dracona w myślach podziękował Merlinowi, że ten wciąż żyje. Poszedł dalej, do łazienki, gdzie zapalił światło, gdy tylko zamknął drzwi. Uważnie unikał spoglądania w lustro, gdy ściągał płaszcz i nie zatrzymał się, zanim nie pozostał całkowicie nagi. Wówczas odkręcił wodę pod prysznicem i czekał, aż się nagrzeje.
Powoli odwrócił się do lustra, obejmując się ramionami, by zachować ciepło, gdy spojrzał na swoje odbicie. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do spoglądających na niego z lustra stalowoszarych oczu tkwiących w bladej, wąskiej twarzy, na którą opadały platynowe włosy. Cieszył się, że eliksir przestanie działać za kilka godzin. Naprawdę nienawidził tak wyglądać w domu, tym bardziej, że prezentował się lepiej niż prawdziwy Draco.
Powierzchnia lustra pokryła się parą, zasłaniając tym samym odbicie zdrowego Dracona, więc Harry odwrócił się, by wejść pod prysznic z gorącą wodą. Z początku stał jedynie, pochylając głowę z jedną ręką na metalowym kranie, a drugą na szklanych drzwiach kabiny, podczas gdy woda spływała po całym jego ciele.
Całe spotkanie było beznadziejne, a on sam oberwał kilkoma Cruciatusami dla samej rozrywki Voldemorta. Ramiona mu opadły, gdy potarł dłonią oczy. Teraz już rozumiał, jak Snape musiał się czuć przez te wszystkie lata.
Chwycił mydło i szybko się nim natarł, nie ufając swoim nogom, które mogłoby go długo nie utrzymać. Kiedy umysł również włosy i spłukał je dokładnie, sięgnął po brązowy ręcznik, wiszący obok kabiny i wytarł się szybko. Pozbierał z podłogi porozrzucane rzeczy i wrócił do sypialni, świecąc sobie różdżką, by nie wpaść na kolejne meble. Ubrania wrzucił do kosza z brudnymi rzeczami, po czym wciągnął czyste bokserki i wślizgnął się do łóżka.
Objął ramieniem Dracona, który jęknął przez sen, gdy Harry przyciągnął go do siebie. Nie był pewien, jak długo zniesie jeszcze odgrywanie dwóch ról i obserwowanie, jak jego ukochany z dnia na dzień odchodzi. To zaczynało być dla niego zbyt wiele i jeśli miał być szczery, mało go już obchodziło, która strona wygra. Czy to robiło jakąś różnicę, skoro Draco umrze bez względu na to, kto okaże się być zwycięzcą? Harry westchnął i wtulił się mocniej w plecy Dracona, zamykając oczy i wyrzucając z głowy wszystkie myśli, prócz jednej, której nie mógł się pozbyć.
Draco umiera, pamiętasz o tym?
