Dzień dwudziesty piąty - Making up afterwards

W nocy John nie mógł spać. Zastanawiał się, czy swoim pomysłem (decyzją, to nie pomysł, to decyzja – huczało mu w głowie) nie zniszczył wszystkiego, co budowali z Sherlockiem przez ostatnich kilka lat. Gdyby jednak musiał wybierać, to zawsze wybrałby Sherlocka, jednak miał świadomość, że o ile nie żałowałby tej decyzji, to na pewno jakaś jego część zastanawiałaby się, co by było gdyby...

Nie próbował kontaktować się z Sherlockiem. Głównie dlatego, że nie wiedział, co mógłby powiedzieć, aby naprawić to, co zrobił. Bał się, że Sherlock pomyślał, że John jest znudzony nim, co było oczywiście kompletną bzdurą. John po prostu był zachłanny i chciał czegoś więcej.

Poranek po nieprzespanej nocy był okropny. Rodzice zauważyli jego zły humor, jednak nie zadawali pytań, wiedzieli, że John powie, co mu jest, kiedy będzie na to gotowy.

John miał już wychodzić na praktyki, kiedy w drzwiach stanął Sherlock.

- Musimy porozmawiać – powiedział i John pomyślał, że te słowa nie wróżą nic dobrego.

Usiedli razem w salonie, zupełnie tak jak wczoraj.

- Sherlock... - zaczął John, ale nie wiedział, co ma powiedzieć dalej.

- John, długo nad tym myślałem i zrozumiałem, że nie jestem w stanie zatrzymać cię tutaj na siłę. Co więcej – nie chcę tego robić, bo wiem, że to tylko by cię unieszczęśliwiło. A twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. Nie jestem jednak w stanie pogodzić się z myślą, że wojsko zabrałoby mi cię na kilka lat. Mama od zawsze powtarza, że nie lubię dzielić się tym, co moje, a ty... Ty jesteś mój. Tata natomiast uważa, że życie jest sztuką kompromisów. I myślę, że ma rację. Więc... Co powiedziałbyś na to? - Sherlock podał mu papiery, które przyniósł ze sobą.

- Lekarze bez Granic – przeczytał na głos John.

- Wiem, że to nie to samo, co wojsko, ale też może być niebezpiecznie. No i mógłbyś pomagać innym. A co najważniejsze mógłbyś wyjechać maksymalnie na rok. Tyle jeszcze będę w stanie przeżyć.

- Sherlock... - John złapał się na tym, że ostatnio jedyne, co mówi to to imię.

- Po prostu... Pomyśl o tym, dobrze? Nie chcę cię stracić.

John nic nie odpowiedział, tylko przytulił Sherlocka i zaczął obsypywać jego twarz pocałunkami.

Przepraszam za wczoraj. Przepraszam.

- Już wszystko dobrze – powiedział Sherlock.

I tak właśnie było.