Mówi się, że człowiek wyśpi się dopiero po śmierci. Ariel musiała stanowczo temu zaprzeczyć. Jej niedane było zmrużyć oka od dwudziestu ośmiu godzin, a kiedy zdołała doczłapać się do łóżka, ktoś uznał za genialny pomysł wejście do jej komnaty, zanim jeszcze zdążyła przekręcić się na drugi bok. Musiała być przy tym ostrożna. Po ostatniej drzemce, na którą sobie pozwoliła niemiłosiernie bolały ją plecy. Wyrzuciła nawet budzik za okno, by jej nie obudził. Piąty już w tym miesiącu.
- Oby to było ważne, Sui-Feng - wysyczała, mocniej wtulając twarz w poduszkę.
- Chodzi o kapitana głównodowodzącego. Jest niezadowolony.
- Dajcie mu zastrzyk uspokajający albo nieco maryśki - zaproponowała, przykrywając się na głowę kocem. - Muszę się przespać.
- Powiedział, że jeśli pani nie przyjdzie z własnej woli, to mam ją zawlec do pierwszej dywizji siłą - wyjaśniła kapitan drugiego oddziału, która nie do końca wybaczyła młodej Shihoin jej ostatnie wybiegi.
- Tysiące kilometrów od domu i inny wymiar, a wciąż jestem bezustannie nękana. Czasami mam wrażenie, że moja matka kieruje Yamamoto zdalnym sterowaniem.
- To co mam mu powiedzieć? - zapytała, przyglądając się karmelowej głowie wyłaniającej się spod pledu.
- Że umarłam i nie zostawiłam nowego adresu.
- Ariel-sama!
Dziewczyna usiadła i wyprostowała się tak, by móc spojrzeć prosto w oczy niskiej brunetce.
- Idź do kapitana Yamamoto, zaciśnij zęby, spójrz mu w te zimne zabójcze oczy i powiedz, że - zrobiła efektowną pauzę. - Zaraz przyjdę.
Kapitan mrugnęła kilka razy, nim dotarło do niej co usłyszała.
- Tak jest.
- Posłuchaj mnie ty hermafrodytyczny klaunie, jeśli sądzisz, że…
- Skończyłaś już swoje wynurzenia, kobieto? - zapytał znudzony Kurotsuchi. - I czemu stawiłaś się na wezwanie generała ubrana jedynie w szlafrok?
- Uważasz, że będzie lepiej jak go zdejmę? - dziewczyna zakręciła paskiem grożąc pozostaniem jedynie w skąpej nocnej koszuli.
- Jeśli nie byłoby to tak czasochłonne złożyłbym na ciebie skargę za obrazę jednego z kapitanów Gotei.
- A ja złożę na ciebie donos, za podszywanie się pod naukowca i ludzką istotę.
- Masz natychmiast mnie przeprosić ty kupo śmieci! - zażądał, szaleńczo przebierając palcami, jakby pisał na klawiaturze w zawrotnym tempie.
- Mam przeprosić? - niedowierzała. - Na przykład: „Sorki Mayuri. Jesteś świetnym facetem i wybitnym uczonym"? Gdybym spróbowała to powiedzieć język wypadłby mi z zawiasów.
- Ty…
Przerwało im nagłe stukanie drewnem o posadzkę. Przez próg przeszedł Yamamoto przyglądając się dwóm okupantom pokoju z rozczarowaniem.
- Opanujcie się oboje. To nie czas na dziecinne kłótnie. Mamy wojnę.
- Nic nie umknie twej uwadze, staruszku - wymamrotała pod nosem zyskując sobie zaintrygowane spojrzenie Kurotsuchiego. Nie sądził, że miała w sobie tyle impertynencji by odgadywać się generałowi.
- Ktoś powinien wiedzieć, kiedy przestać paplać nonsensy. Bez obrazy rzecz jasna - dodał pomalowany mężczyzna widząc minę kapitana pierwszej dywizji.
- Ktoś powinien wiedzieć, że jest niezdyscyplinowany, arogancki, obraża podwładnych, zbyt wiele wymaga, rozprasza uwagę swymi zębiskami i jest głupi. A to tylko jego dobre cechy. A zapomniałam, jest też niekompetentny jako naukowiec. Wszelka obraza jak najbardziej zamierzona.
- Ja cię…!
- Nie powierzyłabym ci nawet zmierzenia psu temperatury.
- Shihoin hime, nie zostałaś wezwana aby ubliżać kapitanowi dwunastego oddziału.
- Generale, gdym nie musiała czekać na ciebie piętnaście minut skazana wyłącznie na jego towarzystwo ubliżanie mu byłoby maksimum jedną trzecią moich obecnych działań.
- Jak już wspomniałem jesteśmy w stanie wojny - powtórzył uznawszy, że lepszą taktyką będzie niezwracanie na nich uwagi. - Zatem jesteśmy zmuszeni się do niej przygotować. Aby to zrobić ktoś musi zebrać od Urahary Kisuke dane dotyczące Hogyoku, które przed nami zataił.
Ari nie wiedziała czemu mówiąc to bardzo wymownie się na nią spojrzał. Przecież to nie była jej broszka.
- To działka Kurotsuchiego, czemu mnie w to mieszasz?
- Ponieważ choćbym miał czas na tak trywialne sprawy to nie zniżyłbym się do współpracy z tym degeneratem. Nie mogę też sobie pozwolić na posłanie tam kogoś na tyle kompetentnego, kto mógłby to zrobić - wyjaśnił żółtooki shinigami.
- Nie lubicie się. To chwytam, ale co ja mam z tym wspólnego? Nie znam się na pozaziemskim bełkocie technicznym. Nie wiedziałabym co jest istotne.
- Kapitan Kurotsuchi uważa, że zdoła cię wtajemniczyć w „pozaziemski bełkot techniczny" na zadowalającym poziomie w przeciągu tygodnia - oznajmił Yamamoto.
Dziewczyna zarejestrowała kilka faktów. Po pierwsze pomalowany maniak przyznał, że jest inteligentna, a to było znamiennym znakiem nadchodzącego końca świata. Po drugie miała spędzić z nim cały tydzień, przez co sama wysadziłaby ten świat. Trzeciego faktu nie potrafiła do końca pojąć.
- Uno momento - zakomenderowała, wznosząc w górę rękę w geście frustracji. - Te wyciągnięcie informacji wymaga wiedzy, które informacje są warte wyciągania, ale te informacje znajdują się, tak jak Urahara w prawdziwym świecie zatem, by je wyciągnąć osoba wyciągająca także musiałaby się tam udać, tak?
Słysząc jej pytanie Kurotsuchi prychnął.
- A niby, jak inaczej ma się to odbyć?
- I to niby ty mnie do tego zgłosiłeś?
Naukowiec uśmiechnął się słysząc podejrzliwość w jej głosie.
- Najchętniej wymazałbym Uraharę z tego świata lub nasłał na niego wszystkie plagi egipskie, ale ty musisz wystarczyć.
- Wysyłasz mnie, bo jestem irytująca?
- Bardziej wkurwiająca.
Yamamoto znów stuknął laską by zwrócić na siebie ich uwagę i przerwać kłótnię, której coraz bliżej było do rękoczynów.
- Dosyć!
- Tylko jeszcze jeden wtręt, panie generale. Tydzień nie wystarczy, jeśli mam się z nim uczyć.
- Przyznajesz, że jesteś za głupia? - zapytał z udawaną niewinnością Mayuri.
- Przyznaję, że będąc z tobą całą mą uwagę pochłonie wyobrażanie sobie najrozmaitszych sposobów ukatrupienia cię.
- Jesteś za cienka w uszach.
- Dosyć! - huknął głośniej niż do tej pory starzec. - Shihoin ma rację. Wyznaczysz kogoś innego, by ją przygotował, a siódmego dnia przeegzaminujesz ją w mojej obecności. Jeśli jej się powiedzie zostanie wysłana do prawdziwego świata.
- Phi, ta kobieta…
- Jeszcze jeden szowinistyczny komentarz, Mayuri, a zawiążę ci plomby na supeł.
Ariel idąc korytarzem ku wyjściu starała się nie zerkać na idącego z boku klauna. Miała z nim na pieńku od samego początku, a po historii z Aizenem postanowiła dłużej nie ukrywać swych animozji. Szli zatem obok siebie starając się wyprzedzić jedno drugiego, chociaż o pół kroku, a przy tym nie zacząć biec, by nie wydać się nazbyt zdesperowanym. Dopiero, kiedy korytarz rozwidlił się i Kurotsuchi znikł za rogiem Ari mogła spokojnie odetchnąć. Gdy to zrobiła mimowolnie usta uśmiechnęły się jej tak szeroko, że sądziła iż nie zmieszczą jej się na twarzy. Nie mogła się dłużej powstrzymać zaczęła biec przed siebie z tym durnym uśmiechem. Musiała wykrzyczeć to całemu światu! Dlatego pewnie nawet nie zastanowiła się widząc idącego spokojnie kapitana i porucznika szóstej dywizji. Dziewczyna bez namysłu wskoczyła na plecy niespodziewającemu się niczemu brunetowi i oplotła się wokół niego niczym wąż, śmiejąc się przy tym jak ostatni wariat.
Renji odskoczył nie wiedząc co ma zrobić. Nie wyczuł nikogo, nim agresor nie wpadł na kapitana Kuchiki. Dobrze, że zorientował się, kto ich zaatakował wcześniej niż wyciągnął Zabimaru.
- Co robisz, Shihoin? Zejdź ze mnie - zakomenderował wytrącony z równowagi arystokrata. Przynajmniej na tyle, na ile potrafi być wytrącony Byakuya.
- Jestem zbyt szczęśliwa - znów roześmiała się zaciskając ręce wokół jego szyi jeszcze mocniej. - Roztacza się przede mną wizja powrotu do kraju lat dziecinnych. Do świata wolności, sukcesu, choroby wrzodowej, dostatku, wzdęcia, tasiemcowej telewizji, stresu, świata z nieodzownym prawem do przedwczesnego zawału podczas siedzenia za burkiem i kombinowania, jak wbić zwierzchnikowi nóż w plecy.
- Jesteś szalona.
- Yup! Zgadza się w stu procentach, a teraz do przodu mój wierny rumaku w stronę zachodzącego słońca - spięła go mocniej kolanami owiniętymi wokół jego torsu. - Wiśta wio!
Renijemu opadła szczęka. Ariel-sama siedziała na barana kapitanowi Kuchiki i traktowała go jak konia, a on jedynie stał w bezruchu. Gdyby śmiał zrobić to, kto inny już dawno by nie żył. Mężczyzna odsunął się jednak od swego szefa na wszelki wypadek. Byakuya wciąż mógł w każdej chwili wybuchnąć.
Brunet nie zrobił tego. Miał ochotę wywrócić oczyma, nie mógł jednak sobie na to pozwolić w obecności swego zastępcy. Shunpnął z objęć kobiety, lecz złapał ją przed tym jak ta zdążyła upaść na ziemię. Niemal podskakiwała w jego ramionach z ekscytacji. Nigdy nie wyobrażał sobie jej jako dziecka. Nie mógł zrozumieć jak ktoś tak wyrachowany i cyniczny jak Ariel mógłby być w pewnym okresie swego życia naiwny i szczery. Teraz, patrząc się w jej skrzące oczy i uśmiechniętą twarz, potrafił sobie to wyobrazić.
- O czym znowu pleciesz, Shihoin?
- Wracam do domu!
Akon przyznawał bez wahania, że w chwilach takich jak ta nietrudno było bać się Shihoin. Nigdy nie skatalogowałby jej jako osoby normalnej, ale przez ostatnie trzy dni była nienormalna nawet jak na siebie. Cały czas podśpiewywała sobie i bębniła palcami o wszystko, co tylko nasunęło jej się pod rękę. Śpiewać w szczególności zaś nie powinna, gdyż nie miała do tego ni grama talentu. Sama zresztą przyznawała się do tego mówiąc, że ma głos niczym kastrowany pawian. Wszystko to jednak mógł znieść bez większego problemu. Pierwszy raz widział Ariel tak szczęśliwą i podobał mu się ten widok. Robił, więc wszystko, by móc go podziwiać jak najdłużej.
Dziewczyna przyswajała wszystko bardzo szybko, co nie było dla niego żadnym zaskoczeniem. Główna różnica w nauce w ich świecie i tej w realnym polegała na uwzględnieniu reiryoku. A zważywszy, że Ariel w kwestii kido mogła konkurować z wieloma mistrzami Seireitei miała ułatwione zadanie. Nie wspominając, że sama powiedziała, że mogłaby w tydzień nauczyć się nawet chińskiego, byle tylko wrócić do domu.
- Akon? - zapytała, przestawszy stukać ołówkiem w zeszyt w rytm czegoś co nazwała „We are the champions". - Co mam ci przywieść?
- Przywieść?
- Ze świata żywych. Postanowiłam, że przywiozę coś każdemu byście pojęli wreszcie bezmiar swej ignorancji wobec ludzi.
- Rozumiem, że Rin przywieziesz słodycze.
- Skąd wiesz? - zaintrygowała się spuszczając nogi z blatu i w końcu obdarzając go spojrzeniem.
- Wczoraj, gdy mu o nich opowiadałaś zaślinił całą konsolę zawiadującą spektrometrami reiatsu w prawdziwym świecie. Nie wiedziałem, że istnieje tyle słów, którymi można opisać czekoladę.
- Nie zrozumiesz Akon. Nikt, kto choćby raz nie miał w ustach kawałka Delafee nie zrozumie subtelnej sztuki smakowania delicji życia jakimi są słodycze - tłumaczyła mu rozmarzonym głosem.
- Jesteś idealnym przykładem chciwości, pychy i pożądania.
- I to wszystko dla doustnej rozkoszy. Oto me prawdziwe oblicze.
- Akurat to masz wspólne z Kurotsuchim.
- Słucham?
Mężczyzna prawie roześmiał się widząc jej oburzenie.
- Taichou także bardzo lubi słodycze. Z tego co pamiętam Urahara też miał do nich słabość. Jak ci idzie rozdział o gigai?
- Dobrze, nie ma innego wyjścia. Na serio ten klaun lub…
- Ari! - przerwał jej zadyszany Rin, który właśnie wpadł do gabinetu - Kuchiki chce się z tobą widzieć.
- Znowu? - Akon spojrzał pytająco na swą przyjaciółkę, którą wczoraj kapitan szóstego oddziału niemal wywlekł z baraków dwunastej dywizji. - Ten facet naprawdę cię polubił.
- To nie ten Kuchiki - sprostowała dziewczyna rozciągając zesztywniałe kości. - Sądzisz, że Rin wyrażałby się tak nieoficjalnie o Byakuyi? To pewnie Rukia.
- Zgadza się - potwierdził Rin.
- A ona czego chce? Swoją drogą, nie powiedziałaś o czym chciał rozmawiać wczoraj Kuchiki.
- Racja nie powiedziałam - rzuciła mu swe notatki i podążyła za nieśmiałym shinigami mającym ją zaprowadzić do niskiej brunetki.
- Shihoi…
- Ari - poprawiła odruchowo Rukię, nim ta zdążyła dokończyć powitanie. - Czym mogę służyć?
- Chciałam podziękować i prosić byś przemyślała swój powrót do realnego świata.
Rukia wcześniej postanowiła prosto z mostu powiedzieć, o co jej chodzi, ale może nie powinna być aż tak bezpośrednia? Shihoin stojąc w jednym z zawiłych korytarzy laboratorium Kurotsuchiego cała dygotała. Aż tak się zdenerwowała jej słowami?
- Proszę się na mnie nie denerwować. Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się za pomoc mi udzieloną, ale chcę spróbować.
Ari nie wytrzymała. Widok niziutkiej kobietki, będącej poważną niczym przysięgli w Norymberdze był absurdalny ponad jej siły. Wybuchła gromkim śmiechem.
- Gdybym lepiej nie wiedziała powiedziałabym, że jesteś naprawdę spokrewniona z Byakuyą. I nie masz za co dziękować. Nie zrobiłam dla ciebie nic specjalnego.
- To nieprawda - zaprzeczyła stanowczo. - Renji, kapitan Ukitake i Nii-sama wszystko mi powiedzieli. Jak wstawiłaś się za mną w centrali, nawrzeszczałaś na brata, pomogłaś Renjiemu, powstrzymałaś Sokyoku. Wtedy na wzgórzu słyszałam nawet jak zmuszałaś go, by powiedział mi prawdę.
Ariel westchnęła. Miała jej powiedzieć, że przez całą aferę właściwie o niej nie pomyślała? I tak, by jej nie uwierzyła. Ariel robiła to dla innych, głównie jednak dla siebie i swej wrodzonej potrzeby pojmowania wszystkiego wokół. Jednego nad wyraz wdzięcznego Kuchiki mogła znieść, ale dwójka to już stanowczo za dużo.
- Słuchaj Rukia. Nie musisz mi dziękować. Możliwość nawrzeszczenia na pana nabzdyczonego była wystarczającym podziękowaniem. Jeśli chcesz okazać mi wdzięczność to w końcu zlituj się nade mną i mów mi po imieniu. Inaczej czuję się staro. A co do powrotu do…
- Nie rozumiesz! - głos Kuchiki stawał się wyraźnie coraz bardziej poirytowany przez brak współpracy ze srtony dziewczyny. - Wiem, że chcesz wrócić do domu, ale Aizen jest niebezpieczny. Nie będziesz miała tam należytej ochrony, a tutaj…
- Jestem w takim samym niebezpieczeństwie jak i tam.
- Nie prawda! Ja i Nii-sama nie pozwolimy, żeby coś ci się stało!
Ari przyglądając się wzburzonej shinigami nie wiedziała czym zyskała sobie takie oddanie. Rukia była na nią zła za to, że nie pozwala się im chronić. Nie rozumiała, że nie licząc narażania się nic, by nie osiągnęli?
- Gdyby Aizenowi naprawdę na mnie zależało zabrałby mnie ze sobą. Nie zrobił tego, ergo nie jestem niezbędna w jego dalszych knowaniach. Wyjaśnijmy sobie jedno Rukia. Ten parszywiec latał wkoło mnie tylko dlatego, że widział przy tym mój dyskomfort, który przemożnie go bawił. Nigdy nie patrzył na mnie, jak na kobietę, ponieważ musiałby spojrzeć na mnie jak na kogoś równego sobie, a nikt, kto na głos porównuje się do boga tego nie zrobi. Dla niego jestem jedynie eksperymentem do przeanalizowania i źródłem rozrywki.
- Czyli nic co powiem nie zmieni twej decyzji? - zmrużyła niebieskawe oczy dając do zrozumienia, że jej rozmówczyni powinna poważnie przemyśleć swe następne słowa.
- Nope - Ari przeciągnęła „o" i pyknęła „p". - Jestem upartym stworzeniem Kuchiki. Jak nie wierzysz zapytaj Byakuyę.
- Nii-sama martwi się twoją wizytą w prawdziwym świecie.
- Nie bardziej niż o ciebie, kiedy się tam wybierałaś.
- Jak to? - zapytała z niedowierzaniem.
- Przez cały czas, wtedy miał minę jakby nękało go zatwardzenie - robiła się poirytowana na samą myśl o ówczesnych humorach ciemnowłosego arystokraty. - Szczerze to nie wiem jak z nim wytrzymałam. Chyba za bardzo lubię tego ćwoka.
Rukia chciała już zaprotestować przeciwko nazywaniu jej brata ćwokiem, ale przypomniała sobie inne epitety jakimi Ari go określała, nawet w jego obecności i stwierdziła, że ćwok nie jest jeszcze niczym złym. Przypomniała sobie, o co jeszcze chciała zapytać dziewczynę.
- Na wzgórzu Sokyoku słyszałam jak namawiałaś Nii-sama, by powiedział mi prawdę. Skąd wiedziałaś o Hisanie?
Ariel słysząc jej pytanie jedynie podrapała się w policzek.
- Kiedy ktoś naopowiada się w życiu tyle kłamstw co ja umie wybierać ziarna prawdy z usłyszanych historii, segregować je i układać w całość. A nikt nie lubi tak plotkować, jak magnateria.
- Jesteś aż taką kłamczuchą? - brunetka nie rozumiała dwudziestoczterolatki. Jeśli była to prawda, to kto przy zdrowych zmysłach przyznawałby się, że jest kłamcą?
- Zarabiałam na życie wymyślając historie. To jak ładnie potrafiłam je owinąć w słowa i wcisnąć ludziom stanowiło o wysokości mego przychodu - wzruszyła ramionami. - Zarabiałam na kłamstwach. Ale teraz to nieważne. Muszą wrócić i dokończyć robić notatki o gigai, jeśli chcę zdać ten głupi test. Na razie Kuchiki.
Rukia w milczeniu przyglądała się odchodzącej kobiecie. Cały czas wątpiła aby wysłanie jej do świata żywych było dobrym pomysłem. Jeśli coś jej się stanie Nii-sama się wścieknie. Musiał uważać Shihoin za przyjaciółkę i to bardzo dobrą. Inaczej nie wyobrażała sobie by to, co mówił Renji było prawdą. Rudzielec może i był napity jak stary marynarz dwa dni wcześniej, kiedy musiała go podtrzymywać, by się nie wywrócił, ale nie miał tak bogatej wyobraźni by wymyśleć Ariel siedzącą Byakuyi na baranach.
Tydzień minął szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Ari niemal wszystkie jego minuty spędziła z książką lub swymi notatkami. Jej mózg zmienił się w sieczkę grożącą wykipieniem, jeśli wsadziłoby się do niego, choćby jeszcze jedną myśl. Mógł sobie kipieć do woli, ale, dopiero kiedy skończy odpowiadać na wszystkie pytania, które miała właśnie przed sobą. Czuła się, jak podczas egzaminu na kapitana. Obserwowali ją Yamamoto, Kurotsuchi i Ukiatake, który zerkał w jej stronę z obawą, że zaraz spadnie z krzesła. Na trzydzieści zadań miał trzy godziny dokładnie od teraz.
- Nie sądzisz Genriusay sensei, że powinniśmy sprawdzić, czy nic jej nie jest? - zapytał zaniepokojony Ukitake.- Przez godzinę pisała bez zastanowienia, ale już od ponad czterdziestu minut leży nieprzytomna.
- Śpi - zauważył ze wstrętem kapitan dwunastego oddziału. - Jeśli obślini kartki to nie mam zamiaru niczego sprawdzać. Powinniśmy przerwać test.
- Co o tym myślisz sensei?
Yamamoto im nie odpowiedział, ponieważ chrapał równie smacznie co Ariel, która przez ostatnie cztery doby nie zmrużyła oka. Ukitake wstał najciszej jak potrafił i podszedł do dziewczyny. Ostrożnie wyjął jej spod twarzy kartki i okrył ją swym haori.
- Spójrz - zwrócił się do swego kolegi po fachu. - Odpowiedziała na wszystkie pytania z wyjątkiem dwóch ostatnich.
Kurotsuchi wyrwał mu z rąk arkusz i nerwowo począł go przeglądać trzymając strony w dwóch palcach by nie dotknąć zaślinionych obszarów. Oczywiście, że wszystko napisała mniej więcej dobrze. Jak, inaczej miałaby odpowiedzieć, kiedy tak bardzo jej na tym zależało? Dziewczyna wkurzała go, ale jednocześnie cieszył się, że zdołał nasłać ją na Uraharę. Już wyobrażał sobie jego jęki, gdy Shihoin się rozkręci. Najbliższe wydarzenia zapowiadały się nad wyraz ciekawie.
Ariel przypuszczała, że stojąc przed bramą senkai będzie miała motyle w brzuchu, a nie pulsującą żyłkę na czole. Akon już wcześniej uprzedził ją o swej obecności przy portalu. Spodziewała się również Sui-Feng, ale cała reszta towarzystwa była stanowczo nadprogramową uciążliwością. Ukitake postanowił ją pożegnać, co samo w sobie mogła przełknąć, ale po co przytaskał za sobą Rukię i Shunsuia z Nanao, którzy jak zwykle wprowadzali zamieszanie? Należy jeszcze wspomnieć Byakuyę, który spokojnie stał z boku i zdawał się zupełnie nie zauważać panującego wokół pandemonium.
- Podążaj za piekielnym motylem i uważaj na Kototsu.
Akon z rozbawieniem przyglądał się dziewczynie wznoszącej oczy ku niebu. Ukiatke ostrzegał ją od piętnastu minut wystawiając jej cierpliwość na próbę. Naukowiec miał wrażenie, że białowłosy kapitan traktuje Ari jak córkę bardziej niż zwykłą przyjaciółkę. Rukia i Nanao jeszcze pogarszały sprawę wtrącając co chwila swoje trzy grosze. Porucznik w okularach przytaczała różne informacje, które przeczytała w przewodnikach po świecie żywych, a Kuchiki dawała jej rady, jako że ostatnio spędziła tam sporo czasu. Wszyscy zdawali się zapomnieć, że Shihoin oryginalnie pochodziła z prawdziwego świata. Naukowiec postanowił ulżyć jej cierpieniu.
- Chyba pora ruszać.
- Racja Akon - zgodziła się momentalnie.
- Jeszcze nie - zaprzeczył Byakuya, który shunpnął tuż za nią zyskując sobie sceptyczne spojrzenie.
- A niby czemu nie?
Zanim zdążył odpowiedzieć poczuła zbliżające się czerwone raiatsu należące do Renjego, który chwilę później wpadł na plac przed bramą.
- Przepraszam za spóźnienie, taichou - wyziajał. - Możemy ruszać.
- Nie! - zaprotestowała gwałtownie zwracając się do wysokiego Kuchiki. - Nawet mowy nie ma. Wybij to sobie z głowy. Nie potrzebuję niańki.
- Renji nie ma cię niańczyć tylko bronić miasta przed Pustymi, których populacja ostatnio w tym regionie znacząco wzrosła. Zapewne, przez energię Kurosakiego i jego przyjaciół - odpowiedział nie zająknąwszy się ani razu pomimo jej lodowatego spojrzenia. - Kapitan głównodowodzący wyraził już zgodę.
- Rozumiem, że jesteś z siebie dumny? - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Na moment uniósł kąciki ust tak, by mogła zobaczyć jak bardzo jest z siebie zadowolony. Ariel z jękiem złapała Renjiego za rękę i zniknęła z nim za drzwiami. Smagły dupek dopiął swego, ale ona nie pozwoli by coś zakłóciło dziś jej święto. Nawet czerwonowłosy tępak, który przysporzy jej masy kłopotów. Z drugiej strony wkręcanie Renjiego może nie być takie złe. A Byakuya właśnie dał jej pretekst, by mogła się na nim zemścić. Nic tak nie koi jej udręczonej duszy jak planowanie wendetty.
Akon postanowił trzymać się, jak najdalej od kapitana szóstego oddziału po powrocie Ariel. Tuż przed zamknięciem senkaimon zauważył makiaweliczny uśmiech na twarzy kobiety. Znał ją już na tyle dobrze, by wiedzieć, że ten uśmiech nie zwiastował niczego dobrego.
Czarny tunel, który zdawał się ciągnąć bez końca może nie byłby jeszcze taki zły, gdyby jego ściany nie zdawały się poruszać. Dziewczyna nie wiedziała na czym ma się skupić. Na przerażającym otoczeniu, czy na lecącym przed nią owadzie? Czuła się niczym w dantejskim piekle. Brakowało jej tylko tabliczki z napisem „Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate". Ariel jednak nie wchodziła do piekła, a z niego wychodziła i na pewno nie miała zamiaru porzucać nadziei. Nie, kiedy zobaczyła przed sobą panele shoji stanowiące wejście do prawdziwego świata.
Drzwi odsunęły się, a światło wydobywające się z nich oślepiło ją. Nie zdążyła wyhamować, nim przekroczyła próg senkaimon. Należy wspomnieć, że wrota po drugiej stronie znajdowały się w powietrzu zatem kosztowało ją to upadek z kilku ładnych metrów. Podnosząc się z skalistej ziemi i masując obite kolana i łokcie musiała przyznać, że kto jak kto, ale ona potrafi robić niezapomniane pierwsze wrażenie.
- Nic ci się nie stało? - dobiegł ją z góry zatroskany głos Renjego.
Mężczyzna przestraszył się nie na żarty widząc, że Ariel nie zdąży się zatrzymać. Słysząc gruchnięcie z jakim spadła aż się skulił. Nawet jeszcze na dobre nie wszedł do świata żywych, a dziewczyna już zdążyła zrobić sobie krzywdę. Kapitan zaś bardzo wyraźnie dał mu do zrozumienia, że jeśli Shihoin spadnie, choćby włos z głowy to rudzielec nie będzie miał już swojej, o którą mógłby się martwić. Renji wierzył, że opieka nad dziewczyną nie będzie taka trudna. Była przecież jedną z najrozsądniejszych osób jakie znał, ale widocznie problemy miał gdzieś jej rozsądek i postanowił spotykać ją przy każdej możliwej okazji.
Podniósł ją i chciał pomóc otrzepać z kurzu czym zasłużył sobie jedynie na syk dezaprobaty. Najwyraźniej nie była zadowolona z jego obecności. Abarai miał tyle przytomności umysłu, by zejść z drogi niezadowolonej kobiecie. Dopiero, wtedy dostrzegł mieszkańców sklepu Urahary bacznie im się przyglądających.
- Porucznik szóstego oddziału, Abarai Renji, melduje swe przybycie wraz z dwudziestą trzecią głową rodu Shihoin, Ariel-sama.
Dziewczyna westchnęła i minęła Renjiego kręcą z powątpiewaniem głową.
- Nie musisz być tak oficjalny. Urahara nie jest już dłużej kapitanem nie mówiąc, że jest tak wyluzowany, że podchodzi to już pod niechlujstwo.
- No, no, no nie sądziłem, że wywarłem na tobie aż tak nieprzychylne wrażenie Black-san - zaśmiał się mężczyzna chowając wachlarz, za którym do tej pory ukrywał twarz. - A może powinienem zwracać się per księżniczko?
Renji patrzył z niedowierzaniem jak zaniedbany mężczyzna ukłonił się i pocałował ją w rękę, którą Ari oczywiście momentalnie wyrwała. Nie zdziwiłby się, gdyby dostał za to w zęby.
- Daj jej spokój Kisuke - poradziła Yoruichi wyłaniając się zza wielkiego mężczyzny. - Uważasz, że to dobry pomysł wkurzać ją tak od samego początku?
- Chciałem się tylko odpowiednio przywitać. Czy to źle, że chcę się zachować wobec Black-san jak gentelman?
- A propos odpowiedniego powitania…
Ariel uniosła rękę przed twarz Urahary, a z jej palców błysnęła mu w oczy mała kula białej energii. Nim ktoś zdołał zareagować w następnej chwili zaserwowała mu prawy sierpowy prosto w szczękę. Mężczyzna odleciał do tyłu około dwóch metrów, ale przez cały czas jego ciało pozostało w tej samej pozycji.
- To za wysłanie na misję samobójczą bandy szczyli - warknęła i pstryknęła palcami uwalniając kapelusznika z bakudo, obróciła się na pięcie i zaczęła iść w stronę wyjścia, które, jeśli ta podziemna baza przypominała, choćby trochę tę w Seireitei znajdowało się u góry drabiny widniejącej w oddali.
- Imponujące - przyznał Tessai. - Shibireiubi utkane tak szybko, a, pomimo to tak silne.
- Sam się o to prosiłeś, Kisuke - stwierdziła mulatka rozbawiona niedolą przyjaciela, który właśnie masował obolałą szczękę.
- Jesteś okrutna, Yoruichi-san - przerwał zerkając na porucznika, który nie wiedział jak powinien się zachować w zaistniałej sytuacji. - Ona ma znacznie więcej siły niż na to wygląda, nie uważasz Abarai-san? Jinta, Ururu zajmijcie się naszym gościem. Ja pójdę poszukać Black-san.
Nim Renji zdołał mrugnąć pozostał na pustkowiu z dwójką dzieci. Dziewczynka ukłoniła się.
- Witamy gościu. Proszę iść za nami.
Abarai miał wrażenie, że pobyt w domu Urahary przyprawi go o wiele siwych włosów.
Wspiąwszy się na powierzchnię pierwszym co zrobiła Ari było zgięcie się wpół i głośne wysyczenie „kurwa" . Obejrzała rękę, która miał kontakt z szczęką sklepikarza. Musiała sobie coś złamać i to w kilku miejscach. Z czego ten facet był zrobiony? Wsadził sobie adamentium w szkielet i postanowił udawać Wolverina? Użyła łagodnego zaklęcia leczącego by uśmierzyć ból. Powinna zanotować sobie by nie koncentrować zbyt wiele reiryoku w kończynach, gdy uderza w coś z większą energią duchową, bo te odbija się i wraca do niej rykoszetem. Dorobiła się już zadrapań, siniaków i stłuczeń, a nie była w prawdziwym świecie dłużej niż piętnaście minut. Zapowiadało się wręcz fantastycznie.
Uspokoiła się. Była w świecie żywych. Wróciła do domu! Myślała, że oddychając tutejszym powietrzem poczuje się wolna, że zapomni choć na trochę ostatni rok, ale czuła jedynie pustkę spowodowaną brakiem otaczającej ją energii. Nie było tu cząsteczek ducha mieniących się błękitem, kiedy zamknęła oczy. Nie było tysięcy czerwonych duchowych wstęg otulających ją ze wszystkich stron, by nigdy nie czuła się samotna. Wyczuwała nieliczne dusze z energią duchową, ale przerażającą większość stanowiły dusze zwykłych ludzi, którzy wydawali jej się być jedynie cieniami mknącymi gdzieś w tle. Pustymi skorupami nieistotnymi dla kursu świata.
Rozczarowana poszła do pokoju, w którym ponad dwanaście miesięcy temu Kisuke uświadomił ją o istnieniu shinigamich. Usiadła przy stoliku czując jakby cofnęła się w czasie. Mały, skromny pokoik nic się nie zmienił. Mogłaby przysiąc, że porcelana stojąca na półce poukładana była, wtedy identycznie w ten sam sposób. Jedynym co się zmieniło była ona. Czuła się przynajmniej dwadzieścia lat starsza i całkowicie inna. Może Byakuya miał rację odradzając jej powrót? Świat ludzi wciąż tu był, ale ona już nie była jego częścią.
Ari rzuciła Byakuyi grubą księgę, której prawie nie mogła utrzymać.
- Widzisz ten kloc, Kuchiki? Muszę się go dzisiaj nauczyć, zechciej mi zatem wyjaśnić czego chcesz?
Miała nadzieje, że brunet miał dobry powód, by bez ostrzeżenia niemal wywlec ją z dwunastego oddziału i przeszkodzić Akonowi w wyjaśnieniach zawiłego mechanizmu utrzymywania homeostazy reishi w Społeczności Dusz. Jego mina wydała jej się znajoma. Już ją kiedyś widziała. Większość osób uważało, że Kuchiki ma tylko jedną minę, a jego mięśnie twarz są niezdolne do bardziej skomplikowanych przykurczów, ale dziewczyna spędziła z nim już wystarczająco wiele czasu, by nauczyć się rozpoznawać najmniejsze nawet zmiany. Ułatwiało jej to lekkie falowanie reiatsu odpowiadające za stan ducha. Teraz reiatsu Byakuyi drgało tak jak kilka miesięcy wcześniej przed katastrofalną misją Ruki. Teraz wiedziała już, że zechce powstrzymać ją przed wyprawą. Zaskoczył ją jednak.
- Naprawdę chcesz wrócić? Generał chce cię wykorzystać.
- Żartujesz? Dobrze o tym wiem, ale mam to gdzieś. Od momentu pojawienia się tutaj niczego bardziej nie pragnę. Mogą wrócić do domu? Rozumiesz Byakuya, do domu?
- Nie jestem pewny, czy wciąż się tam znajduje.
- Co? Oczywiście, że się tam znajduje. Nawet z mieszkania pewnie mnie nie wykopali, bo na samym początku zrobiłam stałe zlecenie, by nie zapomnieć zapłacić czynszu. A anulowanie tego, mimo że oficjalnie nie żyję, zajmie mojej rodzinie minimum trzy lata. Biurokracja na ziemi to prawdziwa katorga.
- Tamto miejsce się nie zmieniło, ty tak. Ale widzę, że nie zrozumiesz, póki nie przekonasz się na własnej skórze - powiedział, uznając swoją porażkę.
- I już, to wszystko? Żadnych gróźb przywiązania mnie do kaloryfera? Nasłania na mnie Sui-Feng itd.? Zręcznego fortelu, by upewnić się, że jestem bezpieczna?
- To czy ja chcę byś się tam udała nie jest istotne. Chodzi mi głównie o twoje bezpieczeństwo, ale jesteś zbyt uparta, by się mnie posłuchać. Jako przywódca Kuchiki troszczę się o naszych sprzymierzeńców. Tak nakazuje moja duma.
Ari z powątpiewaniem spojrzała na szarookiego mężczyznę. Jeśli chciał poprawić kontakty z Rukią musiał lepiej wyrażać swoje emocje.
- Jednym słowem powiedziałeś, że nie chcesz bym nigdzie jechała, bo martwisz się o mnie, ale nie masz siły ani cierpliwości, by się ze mną użerać, bo i tak zrobię wszystko po swojemu. Dodałeś także, że jesteś mi wdzięczny za pomoc i że jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Uważaj Byakuya-kun, bo ludzie pomyślą, że robisz się miękki.
Kapitan bez słowa oddał jej księgę i odwrócił się, żeby shunpnąć z powrotem do swej dywizji. Nim to zrobił powiedział jeszcze jedno.
- Kurosaki Ichigo ma w sobie więcej z shinigami niż ty.
Po tych słowach w miejscu, z którego zniknął pozostały po nim jedynie odciski stóp na piasku.
Kuchiki miał rację. To nie było już jej miejsce. Trudno było się jej do tego przyznać, ale minione wydarzenia sprawiły, że nie była już tym niezdolnym nikomu zaufać, aspołecznym tchórzem. Wcześniej skupiła się jedynie na powrocie, nie na tym z czym się on wiąże ani co chciała zrobić będąc tu. W pogoni za cieniem przeszłości dała się wkręcić w środek wojny z Aizenem. Miała być łącznikiem między Uraharą i Gotei, ale wiedziała, że na tym się nie skończy. Zbyt wiele mogła stracić, by bezczynnie się przyglądać nadchodzącym wydarzeniom.
- Oj, tu jesteś Black-san - zawołał Urahara klaszcząc w dłonie. - Już myślałem, że sobie poszłaś.
- Bzdura.
- Fakt - ostatni raz się uśmiechnął, nim spoważniał. - Mogłem rzeczywiście sobie na to zasłużyć.
- Mogłeś? Gdyby nie ja złapano, by ich pierwszego dnia. Nie mówiąc, ile razy później ratowałam im skórę. Byłeś zdesperowany, rozumiem, ale i tak nie pochwalam. Ale korzystając z okazji, że przestałeś robić z siebie debila porozmawiajmy poważnie. Wiesz, po co przysłał mnie tu Genryusai? - zapytała. Jeśli miała wziąć sprawy w swoje ręce to właśnie nadeszła ta chwila.
- Masz mnie szpiegować - wzruszył ramionami jakby nie miał nic przeciwko.
- Jedyny problem w tym, że cele Yamamoto nie pokrywają się z moimi. On chce wygrać za wszelką cenę. Ja, by ci, którzy są dla mnie ważni przeżyli.
Na ustach Urahary zagościł szeroki uśmiech.
- Co chcesz zatem zrobić?
- Jeszcze nie wiem, ale na pewno coś wymyślę.
