Jak widzę, coraz więcej osób zaczyna to komentować. I dobrze - róbcie to dalej. LadyyJ tak po prawdzie, to zostało nam 5 dni. Zresztą, jak przemówisz do Sherlocka, że powinien chronić mózg - jak się uprze, to nikt go nie przekona. Auvrea - miło mi :)

Day Twenty Five - Holidays

Sherlock znikał często. Bywały dnie, gdy wieczorami siedziała w domu sama, bo detektyw wałęsał się po Londynie. Na dłuższe wyprawy również się udawał, zawsze jednak uprzedzał odpowiednio wcześniej Molly - chociaż na początku bywały to po prostu karteczki przyczepione do lodówki lub sms wysyłany już, gdy był na miejscu. Wyjeżdżał samotnie albo w towarzystwie Johna. Molly nie wchodziła najczęściej w rachubę z prostej przyczyny - szpital Świętego Bartłomieja krzywym okiem patrzył na wszystkie wnioski o urlop. Dotychczas więc brała pojedyncze dni, by odespać lub obejrzeć kolejny odcinek Glee. Cóż, tak przynajmniej było do czasu, gdy wprowadziła się do Sherlocka. Obecnie w nieliczne wolne dni, które nie były weekendem, była wyciągana przez niego na różne śledztwa. Ku jej większemu lub mniejszemu entuzjazmowi.

Wzięła do ręki kubek i upiła łyk herbaty, czytając gazetę. Gdyby podniosła wyżej głowę, zobaczyłaby Sherlocka, który chyba za obecny cel życia, obrał zniszczenie ściany. Tej, na której już teraz widniał uśmieszek zrobiony pocisków pistoletu i puszki spray'u - do dzisiaj nie zrozumiała, w jaki sposób się on tam znalazł, ale podejrzewała, że to za sprawą wiele mówiącego słowa nuda. Młodszy z Holmesów rozwieszał właśnie na owej ścianie zdjęcia, mapy i inne tropy, które dostał od szkockiej policji. Wyjeżdżał jutro. Na kilka dni, jak powiedział.

- To niesprawiedliwe - stwierdziła - Ciągle gdzieś wyjeżdżasz, a ja tkwię w tym Londynie.

Nie odwrócił się, nie dał poznać żadnym gestem, że to słyszał.

- Pałac Myśli - mruknęła do siebie i wróciła do czytania. Miała jeszcze około dwudziestu minut zanim będzie musiała pójść do pracy. Przeczytała dwa, trzy artykuły i była na pochłanianiu informacji o kolejnych odcinkach Glee, gdy Sherlock znienacka przemówił.

- Nikt nie każe ci tam pracować.

- I gdzie mądralo byś chodził po zwłoki? - spytała trzeźwo.

- Załóż własną kostnicę - zaproponował.

- Oczywiście zakładanie kostnicy to bardzo pewny biznes - uśmiechnęła się - Przekup Lestrade'a, by podsyłał mi zwłoki, to zmienię pracę.

To było miesiąc temu, jeszcze zanim Sherlock jej się oświadczył.


- Molly..- głowa jej przełożonego wyjrzała zza drzwi kostnicy - Kiedy znajdziesz wolną chwilę, wstąp proszę do mnie, do gabinetu.

Kiwnęła na znak, że zrozumiała. Gdy usłyszała oddalające się kroki, zwróciła się do studenta, który cały zestresowany robił wstępne oględziny zwłok. Nie były jeszcze umyte i oczyszczone, zatem ich widok przyprawiał o mdłości. Choć te oględziny nie zajmują wielu godzin, Sherlock zdążył już przybyć do kostnicy i ogłosić po zobaczeniu zwłok, kto zabił. Ponoć miało to związek z jakimiś czerwonymi drzwiami. Oczywiście musiała i tak sekcję przeprowadzić, chociaż wstępnie Lestrade uznał wersję Holmesa.

- Martin, nie sprawiłeś ostatnio żadnych problemów?

Nerwowo pokręcił głową.

- To mnie nie pociesza. Zatem chodzi o mnie - ruszyła w stronę gabinetu szefa - Poradzisz sobie na razie?

- Tak - mruknął bez przekonania.


W gabinecie dowiedziała się, że w przyszłym tygodniu ma przyjechać jakiś urzędnik do spraw warunków pracy. Ponoć głównym powodem jego przyjazdu miało być sprawdzenie czy pracownicy dostają urlopy. Dlatego też Molly przydzielono tygodniowy wypoczynek, o który od dawien dawna wnioskowała. Hooper choć lekko zniesmaczona faktem, że dostała go ze względu na to, by wszystko się w papierach zgadzało, to jednak nie narzekała. W końcu za dwa dni mogła zacząć cieszyć się urlopem. Zwłaszcza, gdy kilka godzin później dowiedziała się, że Sherlock ma kolejne śledztwo, tym razem związane z Golemem - mitycznym stworzonym ponoć przez praskiego rabina, w Pradze. Toby po długiej dyskusji znalazł lokum u pani Hudson i Molly mogła zacząć się pakować.


Co prawda te krótkie i nagłe wakacje nie były idealne tak jak by to zaplanowała kilka lat temu. Ona zwiedzała miasto, on rozwiązywał kolejne zagadki. Czasem dostawała sms-a, by coś kupiła, przyniosła lub dokądś poszła. Dwa dni razem przebiegali po Pradze - jeden w finalnym etapie śledztwa - drugi spędzili na zwiedzaniu. Choć ich pod tym pojęciem dla obojga tliły się zupełnie dwie różne sprawy i tym samym Molly dowiedziała się, gdzie żyli kolejni genialni psychopaci.

Pewnego wieczoru, gdy jedli razem kolację w jednej z praskich knajp - będąc bardziej ścisłym - gdy Molly jadła tradycyjne czeskie dania, a Sherlock siedział i opowiadał o czymś nad pełnym talerzem i tylko od czasu do czasu podskubywał coś z dania, pod presją uporczywego spojrzenia panny Hooper ( a przynajmniej chciała wierzyć, że dlatego to jadł). Zatem jednego z tych wieczorów, Sherlock zdradził, w jaki sposób dostała urlop:

- Lestrade nie zgodził się.. Mają jakiś papierek, który wiąże Scootland Yard z St Barths - wywrócił oczyma, na znak ile te urzędowe papierki dla niego znaczą - No ale, w poniedziałek dostaniesz awans. Dzwoniłem do Spencera...

- Smitha - poprawiła go Molly.

-... i przedstawiłem się jako urzędnik ministerstwa pracy. Przekazałem mu szczegółowe instrukcje, ten zaś samozwańczo dał urlop połowie szpitala na ten tydzień. The Times już informował o hucznym zwolnieniu. Zdajesz sobie sprawę z tego, co to oznacza?

- Zgaduję, że nie chodzi ci o to, że będę mogła w końcu kupić wszystkie wydane płyty z soundtrackiem z Glee.

- Nie. Będziesz mogła mi umożliwić obejrzenie wszystkich zwłok. W końcu to ty będziesz układała grafik - uśmiechnął się złowieszczo.