"Dni znużone jak muły wloką się po wybojach.

W żaluzje pukają kanikuły...

Upał przyszedł z ogrodu i zamieszkał w pokojach.

Ach, jak pragnę twego serca z lodu…"

"Upał" Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Xxx

Draco, minęły już prawie dwa tygodnie! – syknął Harry.

Nie sycz na mnie, nie jestem bazyliszkiem! – odburknął Draco, zerkając na Gryfona siedzącego na łóżku. – I co twoim zdaniem mamy zrobić z faktem upłynięcia dwunastu dni? Cofnąć je?

Powinniśmy jakoś zareagować! – orzekł zdecydowanie Potter. – Hermiona chodzi jak struta! Nawet nie da się z nią normalnie pogadać!

Draco odwrócił się od biurka i kierując się w stronę okupującego jego pokój Harry'ego. Ich niespodziewana wycieczka w głąb umysłu i wspomnień miała tę jedną zaletę, że na jakiś czas zapomnieli o wzajemnej wrogości i oziębłym traktowaniu.

Wiesz, ostatnio jak chciała zostać z tobą sam na sam, żeby pogadać, to się skrzywiłeś, zaczerwieniłeś i praktycznie wybiegłeś z pokoju – odparł w końcu.

Och, przykro mi bardzo! – rzucił ironicznie Harry. – Jakoś jednak nie jestem w stanie tak szybko przyzwyczaić się do myśli, że moja najlepsza przyjaciółka spała z nauczycielem! Ze Snapem!

Nie przesadzaj, zrobili to tylko w swoich umysłach.

To nawet jeszcze gorzej! Ciałem mogą kierować hormony, eliksiry miłosne, Imperius! A co ją opętało w jej własnym umyśle?

Żądza?

Draco proszę cię, przestań – odparł Potter przez zaciśnięte zęby. – Niedawno jadłem.

I właśnie o tym musimy porozmawiać – rzekł zdecydowanie Malfoy.

Harry spojrzał na niego nieco zbity z tropu. Powinien już dawno się nauczyć, jak rozmawia się z Draco, ale jakoś nigdy nie opanował tego do perfekcji i niektóre zwroty akcji w jego dialogach wciąż wytrącały go z umysłowej równowagi.

O moim obiedzie?

Nie, kretynie! O twoim nastawieniu do nich. Musisz się zastanowić, czy naprawdę chcesz, żeby Hermiona przestała być "struta". Bo jeśli tak, to moim zdaniem jedynym wyjściem jest wyswatanie jej z moim niesamowicie uroczym ojcem chrzestnym.

Harry westchnął cicho.

Nie podoba mi się to. Ani trochę, ale… Ale chcę, żeby była szczęśliwa, a… Nie obrażając Hermiony i w niczym jej nie uwłaczając, ale sądzę, że ona i Snape w jakiś dziwy, wręcz chory sposób… pasują do siebie.

Hm – mruknął Draco z lekkim, zamyślonym uśmiechem. – A ich dzieci pobiją wszelkie rekordy w zakuwaniu do egzaminów…

Taa – zaśmiał się Harry. – Spójrz na to z tej strony, jak ich związek zacznie się walić, to zawsze możemy zadbać o umieszczenie w ich domu ogromnej biblioteki i będą zbyt zajęci, żeby się kłócić.

Taa... Idealna para skujonizowanych i zakompleksionych samotników... Oni sobie w życiu bez nas nie poradzą!

Harry ponownie tylko westchnął i pokiwał głową z wyrazem smutnej determinacji na twarzy.

To, jaki jest plan?

Xxx

Czasami miała wrażenie, że jej największą wadą jest perfekcjonizm i jednotorowość. Kiedy już się na czymś skupiła musiała doprowadzić to do takiego końca, jaki zaplanowała. I przez to często nie potrafiła po prostu rozejrzeć się i zrozumieć, że jej plany straciły sens i nawet ona sama nie pragnie już ich spełnienia. A czasem plany wciąż warte były tyle samo, ale nie wystarczająco wiele, żeby mogła pozwolić sobie na utratę wszystkiego tego, co przegapiała przez swoją jednotorową uwagę.

Pamiętała jak centrum jej uwagi stanowiła nauka. Jej znajomi tego nie rozumieli, ale kiedy ona skupiała się na nowych książkach, nowych informacjach, po prostu nie była w stanie jednocześnie utrzymać drugiej równie zajmującej pasji. Może dlatego nigdy nie mogła zostać fanką Quidditcha? A może właśnie dlatego to ona musiała stanowić tę rozsądną część ich grupy, gdy jej przyjaciół ponosiła żądza przygody?

Wiedziała jedynie, że jej skupienie na celu planów i próba zrealizowania ich za wszelką cenę sprawiły, że siedziała tutaj, w opuszczonej komnacie, patrząc na jezioro widoczne w dali za oknem i usilnie powstrzymując łzy. Usiłowała zmusić się do myślenia o swoich planach, bo tylko one były ważne w momencie, w którym usiłowała raz jeszcze zacząć to, co kiedyś wydawało jej się wspaniałym, pełnym zrozumienia i przyjaźni związkiem.

Hermiono… Ja… Ja wiem, że inaczej to sobie obmyśliłaś, ale… Ale ja nic na to nie poradzę!

Nie poradzisz, bo nie chcesz poradzić! – Hermiona wściekła odwróciła się od okna i wpatrzyła w towarzyszącego jej rudzielca.

Hermiono! To nie tak! Ale sama widziałaś, że się ze sobą nie dogadujemy jako para. Merlinie, było nam trudno utrzymać przyjaźń, a co już mówić o czymś więcej! A z Monicą… Z nią się rozumiem, wiesz? Ona jest taka…

Łatwa? – rzuciła z niesmakiem dziewczyna, ze złością ocierając kilka zdradzieckich łez.

Ron spojrzał na nią z wściekłością, a Hermiona przysięgła sobie, że jeśli zacznie zaprzeczać to osobiście mu przyłoży. Na szczęście jego niepohamowany rumieniec nieco ją spacyfikował, choć nie mogła być pewna, czy wynika on z zawstydzenia, czy wściekłości.

To nie tak! Owszem, pociąga mnie, i nie będę ukrywał, że moje, że… - Znów się zarumienił. – Że… niektóre sfery naszego związku układają nam się znacznie lepiej niż inne…

Nie wytrzymała. Nie wytrzymała tego tonu, tego rumieńca i tego błąkającego się w kącikach jego ust uśmiechu. Nie wytrzymała tego niedopowiedzianego "znacznie lepiej niż układały się z tobą".

Dopiero kiedy zobaczyła jeszcze czerwieńszy od rumieńca ślad na jego policzku i jego zszokowane spojrzenie, zrozumiała, że naprawdę to zrobiła. Zaciskając zęby z wściekłości na niego i na własną impulsywność, pozwoliła swojej ręce opaść.

Nie rób tego więcej – rzucił przez zaciśnięte szczęki, wyraźnie wściekły. – Nie masz do tego prawa. Nie jesteśmy razem i od bardzo dawna nie byliśmy. I choć może moja znajomość z Monicą zaczęła się w nieodpowiednim momencie, to nie mam zamiaru teraz z niej zrezygnować. Ta dziewczyna naprawdę wiele dla mnie znaczy i sądzę, że jestem w stanie się z nią porozumieć, jak nie byłem w stanie z tobą. Ja… Ja mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto będzie do ciebie bardziej pasował – rzucił, spoglądając na nią raz jeszcze zanim całkiem zniknął za drzwiami.

Hermiona opadła na parapet, o który wcześniej się opierała i z wściekłością ukryła twarz w dłoniach. Nie była do końca pewna, czy bardziej jest zła, smutna, czy może po prostu zdezorientowana. I jak wiele miało z tym wspólnego jej już oficjalne i niemożliwe do cofnięcia zerwanie z Ronem, a jak wiele utracenie błogiej pewności związanej z zaplanowaną przyszłością.

Xxx

Nie uważam, żeby to był taki znowu genialny pomysł… - powiedział niepewnie Harry.

Jesteś Gryfonem i nic o genialnych pomysłach nie wiesz. Nic dziwnego, że go nie rozpoznajesz, choć praktycznie tańczy przed tobą na rurze.

Potter z powątpiewaniem spojrzał na blondyna pogrążonego w przepisywaniu przepisu z opasłego tomiska na nieco bardziej poręczny i nieco mniej-zakazano-działowy zwój pergaminu.

Ale żeby Veritaserum…

Czy z twoimi uszami jest coś nie tak, czy może to mózg dysfunkcjonuje i nie przetwarza informacji? – rzucił Draco, spoglądając z zainteresowaniem mieszającym się z irytacją.

Dobrze, więc z tym Nie-Do-Końca-Ale-Tak-Jakby-Veritaserum… Jesteś pewien?

Draco westchnął teatralnie, najwyraźniej chcąc podkreślić, że nie podoba mu się fakt, że musi się po raz kolejny powtarzać.

Nie, nie jestem. Ale to był najgenialniejszy pomysł jaki miałem, a ty nie zaoferowałeś niczego bardziej błyskotliwego, więc milcz maso nieczysta i kombinuj skąd weźmiemy składniki.

Harry westchnął cicho, zastanawiając się, czy kiedy zostanie złapany przez Snape'a na podkradaniu z jego zapasów, to wytłumaczenie "To dla pana dobra, profesorze", wybawi go od szlabanu. Szczerze w to wątpił, choć Malfoyowi mogłoby się upiec.

Xxx

W takich chwilach zastanawiała się jaki sens miało chodzenie z Ronem, zrywanie z nim, czy cokolwiek innego w jej życiu. Wszystko niby się zmieniało, ale ona wciąż wymykała się by posiedzieć na oknie w rzadziej uczęszczanym korytarzu, żeby poczytać. Uciec z dala od rozbawionego zgiełku Pokoju Wspólnego. Uśmiechnęła się lekko do siebie, wyglądając za okno. Niektóre zwyczaje, czy tradycje zdawały się wieczne i niezmienne, a przecież i to nie było prawdą. Trwała już druga połowa jej ostatniego roku w Hogwarcie, nie było mowy, żeby za rok też miała się jak wymykać na to okno, żeby poczytać. Nie ma rzeczy niezmiennych, wiecznych tradycji, nieśmiertelnych miłości…

Słyszała ich śmiech na długo zanim ich zobaczyła. Usiedli na schodach i żaden z nich nie spojrzał w górę, gdzie za barierką, w wąskim korytarzyku siedziała Hermiona z pewnym fatalistycznym zainteresowaniem obserwująca obu chłopców. Najwyraźniej wykorzystał przejście za posągiem jednookiej wiedźmy i teraz dzielił się swoimi zdobyczami z Hogsmeade z Deanem.

"Dietetyczne Czekoladki Sojowe"? – zdziwił się Thomas. – Na Merlina, na co ci to?

Monica je lubi – odparł szybko rudzielec, chowając z powrotem do torby wspomniany produkt.

Pantoflarz – mruknął Dean i roześmiał się. – Szczęśliwy i zakochany, ale nadal pantoflarz.

Weasley również roześmiał się i obdarował przyjaciela połowa opakowania czekoladowych żab. Przez chwilę Hermiona zastanawiała się, czy taka była umowa, czy też Ron starał się okazać, że docenia dowcip i nie jest obrażony. Podobno wiele osób w Gryffindorze nie traktowało go najprzyjaźniej odkąd zerwał znajomość z Hermioną, czy tym bardziej Chłopcem-Który-Przeżył. Ron wydawał się chcieć utrzymać wszystkich pozostałych mu przyjaciół jak najdłużej.

Więc jak tam pożycie z Monicą? Inne niż z Hermioną?

Cóż, na pewno zdecydowanie… łatwiejsze – odparł z lekkim zamyśleniem uśmiechnięty rudzielec, a jego przyjaciel parsknął wesoło.

Przestań… Brzmisz jakbyś twierdził, że twoja dziewczyna puszcza się z każdym…

Nie! – odparł zdecydowanie Ron, a Hermiona tylko parsknęła cicho, słysząc naiwną pewność w jego głosie. – Po prostu przy Hermionie zdobycie Troi wydaje się banalną igraszką.

Hermiona z niedowierzaniem zdała sobie sprawę z łez zbierających się w jej oczach. Czuła się upokorzona… Porzucona tylko dlatego, że nie była wystarczająco łatwa… Merlinie, to takie żałosne.

Nie zrozum mnie źle… Hermiona to świetna przyjaciółka... A przynajmniej kiedyś nią była, ale po prostu nie nadaje się na dziewczynę. Niczyją! No chyba, że ktoś jest aż tak zdesperowany jak Neville i gotowy by był na nią czekać do przyszłego tysiąclecia. Ona jest taka sztywna, taka…

Mroźna Królowa?

Ta… Nie mylić z Lodową Królową – zarechotał Ron. – Chwilami mam wrażenie, że to może jakaś wrodzona wada żelaznej dziewicy…

Ta, McGonagall też ją ma – poparł teorię Dean.

To znaczy, co jest z tymi niektórymi dziewczynami? Nie tak trudno iść z facetem do łóżka… Chociaż nie wiem, nie próbowałem.

Dean parsknął śmiechem wraz ze swym przyjacielem, udowadniając mu tym samym, że właśnie powiedział coś ultra przezabawnego.

Spytaj Harry'ego…

Ta… On by wiedział jak to jest…

Ale w gruncie rzeczy masz rację… To nie może być takie trudneł… to znaczy to i tak facet robi wiekszość rzeczy, nie? Ona tam tylko leży i rozkłada nogi, tak, czy nie?

Dokładnie! Więc co może być w tym zbyt skomplikowanego dla dziewczyn jak Hermiona, hę?

Może nie ma o tym podręcznika? – zastanowił się Dean, powodując kolejny wybuch śmiechu i kolejnych kilka zdradzieckich łez.

Taa… Może one potrzebują literackiego, fachowego języka, żeby zrozumieć o co chodzi, żeby mogły się zachowywać jak normalne dziewczyny… Merlinie, to musi być straszny defekt… Ktoś kiedyś zbije majątek odkrywając co tkwiło w głowie Hermiony, czy McGonagall, co stworzyło je takimi żelaznymi dziewicami…

To "coś" określa się powszechnie mianem inteligencji, panie Weasley – powiedział nagle głos znacznie głębszy niż dowcipkujących dotąd chłopców.

Hermiona szybko oderwała wzrok od okna i zwróciła zapłakaną twarz w stronę z której dochodziły do niej głosy. Wszędzie poznałaby ten głos.

Minus dziesięć punktów za obrazę nauczycielki – oznajmił chłodno profesor Snape, patrząc z góry na uczniów, którzy zerwali się na równe nogi i teraz stali kilka stopni pod nim, patrząc to na niego, to na korytarz z którego wyszedł, zaskakując ich kompletnie.

Ale panie profesorze… - zaczął Dean.

Oraz minus pięćdziesiąt za nielegalne wyjście do Hogsmeade.

Nie może pan tego udowodnić! – oburzył się Ron. – Mogliśmy to wszystko kupić na poprzedniej wycieczce.

Snape uśmiechnął się zimno, skupiając swoje spojrzenie na rudym Gryfonie, który śmiał mu się przeciwstawiać i którego wręcz uwielbiał karać.

Aczkolwiek powątpiewam, że pańska niepohamowana żarłoczność pozwoliłaby panu zachować tyle słodyczy przez prawie cały miesiąc, to z pewnością możemy zafiukać do Miodowego Królestwa i zapytać ekspedientkę, czy cię nie pamięta. Wierz mi, Weasley, kiedy nie ma wycieczki i sklep odwiedza zaledwie kilku klientów, nie trudno zapamiętać osobę tak… charakterystyczną.

Ron spojrzał gniewnie na profesora, ale zamilkł, wiedząc, że zapewne Mistrz Eliksirów ma rację.

Nie masz już nic do powiedzenia? Tak myślałem… Minus dziesięć punktów za próbę oszukania nauczyciela. I obaj macie szlaban jutro wieczorem, ze mną. Zrozumiano?

Tak, panie profesorze – wymamrotali uczniowie i szybko wykorzystali wydane przez profesora zezwolenie na odejście.

Hermiona ze złością otarła łzy z zaróżowionych policzków i wstrzymała oddech, modląc się w duchu, żeby profesor Snape nie podniósł wzroku i jej nie zobaczył. To by było jeszcze bardziej upokarzające… Ale odkąd profesor Snape robi to, czego chcą jego uczniowie?

Nie odwróciła wzroku przed nieco zdziwionym spojrzeniem swojego profesora, usiłując zachować resztki godności. Nie powinna jednak obawiać się uszczypliwych komentarzy. Sam fakt, że Mistrz Eliksirów patrzył na nią tak długo musiał być spowodowany głównie tym, że nie spodziewał się jej tam zobaczyć. Po chwili skinął jednak nieznacznie głową i podążył schodami w dół, zapewne kierując się do swoich lochów.

Gryfonka westchnęła cicho, nie bardzo wiedząc, co ma myśleć. Czy dziękować Merlinowi za ten niespodziewany ratunek przed podsłuchiwanymi obelgami, czy przekląć go za to, że śmiał znów pokazać jej o ile lepszy jest od Weasleya. O ile bardziej wart zainteresowania.

Xxx

Dobra… Zamówiłem resztę składników z apteki w Hogsmeade – oznajmił Draco, zamaszyście podpisując się pod właśnie skończonym zamówieniem.

A nie możemy zamówić całego eliksiru? – spytał bezradnie Harry.

Nie. Zaczną zadawać pytania. I co im wtedy powiesz?

Że potrzebuję tego do ratowania świata.

Malfoy spojrzał z pewnym zainteresowaniem na Gryfona, który najwyraźniej czuł się dość swobodnie, w niefrasobliwej pozie ułożony na łóżku Ślizgona.

Merlinie, zepsułem cię…

Żałujesz?

Nie. Jesteś jak ser pleśniowy – im bardziej zepsuty tym sm… lepszy.

Xxx

Jedną z wielu zalet prywatnego pokoju było to, że kiedy akurat natrętne myśli nie pozwalają ci spać, to nie dręczysz swoją bezsennością współlokatorek. Z drugiej strony, kiedy leży się samemu w ciemności, w środku nocy, człowiek czuje się chwilami jakby był całkiem sam na świecie.

Hermiona uśmiechnęła się do tej myśli. Życie byłoby o tyle prostsze, gdyby faktycznie tak było. Niestety, nawet tutaj w tym błogosławienie prywatnym odosobnieniu nie mogła zapomnieć o innych. O Ronie, Harrym, Draco, Severusie… O plotkach krążących przez cały dzień w Pokoju Wspólnym. Najwyraźniej wieść, że Snape odjął punkty za obrazę opiekunki Gryffindoru obiegła już cały dom i wszyscy zastanawiali się, co może z tego wynikać. Czy Snape bał się, że sam zostanie posądzony o żelaznowdziewictwo, czy też zależało mu na żelaznej Minerwie? Hermiona parsknęła śmiechem, kiedy pierwszy raz usłyszała zwłaszcza tę drugą teorię. Nie miała się jednak czemu dziwić… Nikt poza osobami słyszącymi całą konwersację na własne uszy, nie wiedział, że i Hermiona została w niej wspomniana. A nawet jeśliby wiedział, to i tak nikt nie pomyślałby, że to Hermiona mogła być motywem działań Mistrza Eliksirów.

Ona sama miała problemy z uwierzeniem w to. Rozumiała jednak, że tak naprawdę tylko to miało sens. Ten podstarzały nietoperz ubzdurał sobie, że będzie ja chronił i bronił jej honoru, jakby była jakąś średniowieczną damą. Nie potrzebowała tego, była dorosła i samodzielna. W momencie, kiedy zaczęła go ignorować powinien zrozumieć, że go nie potrzebuje, że powinien odejść, jak każdy inny. Powinien dobrze wiedzieć, że Hermiona nie jest jakąś małą dziewczynką, która przejmie się jakimiś głupimi uwagami dwóch wyrostków! Powinien być wystarczająco rozsądny i dojrzały, żeby to wszystko zrozumieć, a nie zachowywać się jak jakiś jej anioł stróż. Nie miała bladego pojęcia co nim kierowało, ale doskonale rozumiała, że miała święte prawo być na niego wściekła.

Wtuliła twarz w poduszkę, uśmiechając się szeroko. Jej własny prywatny anioł stróż… Cholera, naprawdę powinna być wściekła.

Xxx

Cdn.

Xxx