Minerwa McGonagall z ponurą miną wpatrywała się w ogromne ogłoszenie wywieszone w pokoju wspólnym Gryffindoru. Jej zaciśnięte usta i ułożone na biodrach ręce zdradzały irytację, choć dopiero wściekłe spojrzenie jej zielonych oczu zza surowych prostokątnych okularów zdradzało rozmiar jej gniewu. Nie potrzebowała słów, zbędnych gestów – choć wielu Gryfonów podchodziło, by przeczytać obwieszczenie, szybko odsuwali się od niej, wyczuwając jej silną aurę i nieprzychylny nastrój. Tylko najbliżsi przyjaciele, jak Poppy Pomfrey, mogli liczyć na łaskawsze spojrzenie, gdy prefekt była w tak podłym nastroju.

- Przecież wiedziałaś, że może to zrobić. – Poppy uspokajająco położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.

- Nie rozumiesz. To jest otwarte faworyzowanie.– Minerwa miała bardzo wyczulone poczucie sprawiedliwości.

- McGonagall? Co się stało? – przez dziurę portretu przelazł Alastor Moody, jego kroki sprężyste, a postawa czujna. Minerwa jedynie wskazała ręką na ogłoszenie. Zebrani obok Gryfoni na chwilę wstrzymali oddech, gdy oczy Alastora śledziły tekst. Gdy skończył, wzruszył ramionami, jednocześnie obrzucając ostrzegawczym spojrzeniem wszystkich. Widać było jego złość i rozczarowanie, ale podobnie jak Minerwa, jeszcze trzymał je na wodzy.

- Masz ochotę na spacer, McGonagall? – zapytał nieoczekiwanie. Minerwa, choć początkowo zbita z tropu, szybko pojęła jego intencję.

- Jasne. Doskonały pomysł. – rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na Poppy i podążyła za opuszczającym wieżę chłopcem.

W zaciszu mniejszego dziedzińca, Moody pozbywał się gwałtownie swoich żalów, nerwowo chodząc w tę i z powrotem. Minerwa, siedząca nieruchomo na ławce, częściowo skupiała się na jego słowach, częściowo na ostrożnym przycinaniu zaklęciem wybujałego bluszczu.

- Dlaczego to zrobiła? Bała się, że jej ulubieniec ze mną przegra? Że nie daj Merlinie w finale spotka się dwójka Gryfonów? – w tym momencie Minerwa z ulgą pogratulowała sobie przezornego rzucenia zaklęcia wygłuszającego.

- Myślisz, że byś z nim wygrał? – zapytała cicho, jej ton głosu napięty, choć obojętny.

Moody na chwilę się zatrzymał, by zmierzyć ją wzrokiem.

- Nie wiem, ale bardzo bym chciał. Tak zedrzeć ten uśmieszek z jego parszywej gęby, pokazać temu wstrętnemu Ślizgonowi, gdzie jego miejsce!

Minerwa syknęła cicho. Choć jej własny temperament był na granicy wybuchu, to nigdy nie posuwała się do wyzwisk i wulgaryzmów.

- Riddle jest niebywale potężny, a Merrythought na pewno go specjalnie szkoli. – zauważyła. Nauczycielka obrony przed czarną magią już dawno przestała kryć się ze swoją niechęcią wobec Minerwy. Dziewczyna miała wrażenie, że jej indywidualne lekcje nie rozwijają należycie jej umiejętności. Nie chodziło już nawet o ten turniej, ale o jej karierę aurora. Dlatego tak cenne okazywały się…

- Ty za to masz lekcje z Dumbledore'm. To najpotężniejszy mag w Wielkiej Brytanii, jeśli nie na świecie. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w finale pokonasz Toma. – Moody próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu zaledwie grymas.

- Tom jest bardzo pewny siebie, a Merrythought dodatkowo w niego wierzy. To nie będzie dziecinna zabawa. Poza tym, wiedźma postawiła mi na drodze jeszcze jedną przeszkodę. – Minerwa wyszczerzyła zęby w ironicznym uśmiechu.

- Nie zamierzam dać ci forów, McGonagall. Lestrange skicha się w majtki ze strachu przed swoim lordem. Nasz pojedynek zapamiętają jako epickie starcie, w którym McGonagall o mało nie ustąpiła pola dużo słabszemu Alastrowi Moody! – chłopak mrugnął do niej.

- Alastor? – Minerwa odwróciła się do niego, już z poważną twarzą. Uśmiech na jego twarzy zbladł, ale pokazał jej ręką, by mówiła.

- Przykro mi, że tak zdecydowano. I najchętniej pozwoliłabym ci wygrać, ale.. – urwała, szukając słów.

- Przestań. Przecież od początku wiadomo było, do czego wszystko się sprowadza. Rozgrom jego lordowską mość w finale, a będę zadowolony. Riddle pozwala sobie na zbyt wiele. Minnie, to ty tu rządzisz. – Moody usiadł koło niej i ścisnął jej rękę. Jego dłoń była kojąco ciepła.

- Jesteś pewien? Zawsze chciałeś zaleźć za skórę Tomowi. I nie chciałabym, żebyś czuł się upokorzony, tylko dlatego, że sama muszę wyrównać z nim rachunki.

- Chyba powinnaś iść do profesora Dumbledore by ci wybił z głowy tę niepewność. Nie będę upokorzony, każde starcie z tobą, szczególnie magiczne, to czysta przyjemność. O ile oczywiście nie rozłożysz mnie na łopatki po dwóch minutach. – w jego oczach błysnęło szelmowskie wyzwanie. Minerwa lekko się zarumieniła, choć nie wiedziała, czy na wspomnienie pewnego nauczyciela transmutacji czy na komplement pod swoim adresem.

- Zobaczysz, naszą bitwę zapamiętają na długo. I myślę, że powinniśmy szepnąć słówko Rolandzie, a Merrythought pożałuje swojego wyróżniania Toma.

- Lepiej nie, ja jeszcze będę musiał się tu trochę z nią pomęczyć. Ale postawienie nas przeciwko sobie to było czyste chamstwo.

Minerwa kiwnęła głową. Do półfinałów przeszły cztery osoby: ona, Moody, Lestrange ze Slytherinu i Riddle. Wszyscy obstawiali, że w półfinale ona zmierzy się z Lestrange'm, a Tom z Alastorem. Ale profesor Merrythought postanowiła oszczędzić siły Toma na finał. Minerwa wiedziała, że jej pojedynek z Alastorem będzie wyczerpujący, bo Alastor nigdy nie ustępował pola. Jednak nie zamierzała pozwolić, by Riddle i jego gierki zniszczyły braterstwo panujące w Gryffindorze.

- Jakikolwiek będzie wynik naszego starcia, przysięgam, że zrobię wszystko, by Gryffindor zwyciężył. Jeśli mnie pokonasz, nocami będę z tobą trenować, byś pokonał Toma.

Alastor uśmiechnął się. Wyciągnął różdżkę.

- Za Gryffindor! – z jego różdżki poleciały szkarłatne iskry, rozjaśniając dziedziniec, na którym powoli zapadał zmrok.

- Ku chwale domu lwa! – odpowiedziała Minerwa, wyczarowując swoją różdżką deszcz złotych iskier.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Albus Dumbledore z niepokojem krążył po swoim gabinecie, starając się powstrzymać gonitwę myśli. Za godzinę miał pojawić się na pojedynku najlepszych uczniów swego domu.

Gdy dowiedział się, że losowanie postawiło naprzeciw siebie Minerwę i Alastora, oraz Riddle'a i Lestrange'a, ledwo powstrzymał wybuch złości. Był przekonany, że losowanie było sfałszowane, że Galatea, całkowicie zmanipulowana przez Toma, robi wszystko, by Ślizgon wygrał. Pojedynek z Lestrange'm, który odbył się wczoraj, pozostawił wszystkich z poczuciem niechęci i rozczarowania. Riddle próbował ratować twarz, nie śpiesząc się z atakiem, jakby nawet zachęcając swojego przeciwnika do silniejszych ciosów. Jednak Lestrange, od lat przyzwyczajony do ślepego czczenia Toma, nie mógł przełamać swojej psiej wierności i zaatakować swojego mistrza. Należał do grupki chłopców ze Slytherinu, którzy bez szemrania wypełniali wszystkie rozkazy Toma, tytułowali go nawet ,,lordem Voldemortem", co na początku wydawało się Albusowi śmieszne, ale widząc bezgraniczne oddanie na ich twarzach, zaczynał się trochę martwić. To samo oddanie sprawiło, że po pierwszym silniejszym zaklęciu Riddla, po niespełna dwóch minutach pojedynku, różdżka Lestrage'a wyleciała z jego ręki. Nawet Ślizgonom trudno było ustosunkować się do tego żałosnego widowiska. Inne domy otwarcie szydziły z Lestrange'a, nieliczni Gryfoni pozwalali sobie na żarty z Toma. Sam Riddle zachowywał niezmącony spokój, poza tym Albus podejrzewał, że jak dla każdego Ślizgona, honor ma dla niego małe znaczenie. Dlatego tak bardzo bał się o osobę, która miała zmierzyć się z Tomem w finale.

Dla całej szkoły było oczywiste, że gryfoński półfinał będzie o wiele bardziej interesujący. Większość stawiała na Minerwę , ale nikt nie lekceważył Alastora. Sam Albus, który przygotowywał Minerwę do pojedynkowania się podczas prywatnych lekcji, wiedział, że ona sama miała wątpliwości. Chciała, by ten pojedynek był wyszukany i widowiskowy, ale by jednocześnie nikt nie uświadomił sobie rozmiarów jej mocy. Riddle nie zdradził swoich mocnych i słabych stron, ona też nie zamierzała. Jednak Moody był bardzo utalentowanym młodym czarodziejem i zarówno Albus, jak i Minerwa byli świadomi tego, że mając rodziców za aurorów, Moody mógł nauczyć się wielu ciekawych technik. Albus jednak wiedział, że Minerwa ma mimo wszystko zimniejszą krew, potrafi kalkulować i jest mistrzynią taktyki. Moody był młodszy i w gorącej wodzie kąpany. Albus podejrzewał, że to może zadecydować o wyniku tej bitwy.

Nauczyciel nie zapominał o jeszcze jednej kluczowej kwestii – osobliwej relacji dwojga Gryfonów. Nawet jeśli po Balu Noworocznym ich stosunki uległy ochłodzeniu, to tylko chwilowo. Teraz znów droczyli się ze sobą, przekomarzali, ale jednocześnie wspierali. Albus kilkakrotnie tłumił uśmiech, sprawdzając eseje Alastora. Styl był zaskakująco znajomy. Profesor znał Minerwę na tyle, że wiedział, że pisze wypracowania tylko za najbliższych przyjaciół. Moody był jednym z nich. Jeśli Riddle chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i skłócić dwójkę przyjaciół, to nie uwzględnił jednej ważnej rzeczy – gryfońskiego braterstwa. Honor i radość z rywalizacji na pewno sprawią, że pojedynek Alastora i Minerwy będzie zacięty, ale jego wynik nie powinien wpłynąć na ich relacje. Albus nie musiał pytać, wiedział, że Minerwa się tym martwi. A jeśli się martwiła, to miał również pewność, że zrobi wszystko, by ten pojedynek nie był dla kolegi upokorzeniem.

Nie spodziewał się jednak, by dziewczyna dała się pokonać. Coś się zmieniło po tym balu. Dwójka prefektów naczelnych traktowała się z lodowatą obojętnością i wymuszoną uprzejmością. Wszyscy to zauważyli. Dlatego też łatwo było założyć, że ewentualny pojedynek między Minerwą a Tomem byłby okazją do wyrównania rachunków. Albus nigdy nie zapytał o to Minerwy, ale była bardzo zdeterminowana, by zmierzyć się z Riddle'm. To jednak nie zaślepiało jej rozsądku. Riddle zrobił pierwszy krok w kierunku konfrontacji, musiał mieć zatem pewność, że wygra. Zarówno Albus, jak i Minerwa spędzili wiele godzin, zastanawiając się co to może być, ale nie doszli do żadnych wniosków. Riddle nie mógł uciec się do czarnej magii na oczach całej szkoły i to było zasadniczym pocieszeniem.

Albus spojrzał w lustro. Na ten dzień wybrał szkarłatne szaty, by dodać otuchy obydwojgu swoim uczniom. Ubranie dziwnie zlewało się z jego kasztanową brodą i włosami, ale oczy odcinały się niebieskim migotaniem. Zaciskając palce na różdżce, Albus ruszył ku drzwiom.

Tak jak przypuszczał, gryfoński pojedynek miał przyciągnąć o wiele więcej osób niż ślizgoński półfinał. Zamkowe korytarze były prawie puste, a ci uczniowie, których Albus dostrzegł, biegli w kierunku stadionu quidditcha, na czas pojedynków zamienianego w arenę. Gdy Albus go zobaczył, błyszczał w blasku wiosennego słońca, ozdobiony złoto szkarłatnymi proporcami. Albus szedł w jego kierunku sprężystym krokiem, starając się ukryć zdenerwowanie. W wejściu na trybuny minął Galateę Merrythought, pozdrawiając ją uprzejmie. Od momentu ogłoszenia turnieju ich zawsze profesjonalna relacja uległa oziębieniu. Albus nie ufał dawnej przyjaciółce, nie rozumiał jak mogła dać omamić się Tomowi i jeszcze zaprosić dyrektora do spisku.

Dyrektor i inni nauczyciele już czekali w specjalnej loży. Był tam też filigranowy Filus Flitwick, jeden z najbardziej utalentowanych czarodziejów, jakich Albus miał przyjemność uczyć. Ukończył Hogwart kilka lat temu, został Mistrzem Świata pojedynków magicznych i obecnie prowadził badania nad teoriami zaklęciowymi. Albus powitał go serdecznie.

- Profesor Dumbledore! Mam nadzieję, że Gryfoni pokażą coś więcej niż ta żałosna wymiana zaklęć wczoraj. – maleńki czarodziej żarliwie ścisnął dłoń profesora. Albus wzruszył ramionami, świadom świdrującego wzroku Dippeta. Dyrektor wielokrotnie oskarżał Albusa o faworyzowanie Minerwy, nauczyciel transmutacji musiał uważać na słowa. Jednak czuł zadowolenie, wiedząc, że Filius bez skrępowania mówi głośno o rozczarowaniu, jakie sprawił pierwszy półfinał.

Profesor Beery, mistrz ceremonii, rzucił na siebie zaklęcie zgłaśniające i poprosił o ciszę. Gdy szum na stadionie trochę ucichł, oznajmił:

- Za chwilę będziemy świadkami drugiego półfinału turnieju o tytuł szkolnego mistrza pojedynków. W szranki staną: pan Alastor Moody, z Gryffindoru…

Mowę Beerego przerwały ogłuszające wiwaty, gdy Moody wyszedł z jednego z namiotów. Był pewny siebie, z szelmowskim uśmiechem machał do przyjaciół. Albus przez chwilę zastanawiał się jak wiele z tego to maska.

- Zaś jego przeciwniczką będzie panna Minerwa McGonagall, także z Gryffindoru!

Tym razem ryk na trybunach był ogłuszający. Albus z radością zobaczył stojących i klaszczących Gryfonów, Krukonów i Puchonów, a nawet kilku młodszych Ślizgonów. Ale potem jego uwaga skupiła się na smukłej figurze, która wyłoniła się z drugiego namiotu.

Minerwa, smukła i wyprostowana, z wysoko uniesioną głową, weszła na boisko. Była wyższa od Alastora, szkolne szaty wirowały za nią, gdy majestatycznie zmierzała do środka wyznaczonego miejsca. Włosy miała upięte w rodzaj czarnej korony. Albus otworzył szeroko oczy z zachwytu – z każdym rokiem piękno Minerwy dojrzewało – coraz bardziej upodabniając ją do ciemnej willi.

Jej oczy szybko przeczesały wzrokiem tłum. Błysnęły, gdy przez chwilę zatrzymała spojrzenie na Albusie. On uśmiechnął się uspokajająco. Automatycznie na jej twarzy malował się już półuśmiech, gdy odwracała się do Alastora.

Zgodnie z zasadami, dwójka pojedynkujących pokłoniła się. Alastor wykonał głęboki, dworski ukłon, nie przestając się uśmiechać. Minerwa dygnęła z gracją, promieniując wyraźną królewską godnością. Gdy zajęli swoje miejsca, na stadionie zapadła cisza. Przez krótką chwilę nic się nie działo, choć obydwoje mieli różdżki w rękach. Ale potem…

Z różdżki Alastora wystrzelił żółty promień zaklęcia ogłuszającego, ale wystarczył ruch nadgarstka, by Minerwa zmieniła bieg promienia na przeciwny – zaklęcie odbiło się od błyskawicznie postawionej tarczy chłopaka. Rozległy się pierwsze oklaski. Czar Minerwy należał do bardzo zaawansowanej magii, publiczność była zdumiona, że dziewczyna na samym początku wytoczyła tak ciężkie działa. Na tym poziomie magia była całkowicie niewerbalna, choć Albus przypuszczał, że Alastor zacznie używać formuł uroków, gdy już straci sporo sił.

Potem przed dwie minuty Gryfoni po prostu wymieniali się kolorowymi promieniami. Alastor atakował energicznie, zaś Minerwa jakby od niechcenia odbijała, zmieniała lub unikała jego zaklęć.

Przez kolejne pięć minut zaklęcia Moody'iego zaczęły być bardziej wyszukane, więc Minerwa również zaczęła używać bardziej zaawansowanych formuł. To była epicka wymiana. Widzowie kilkukrotnie wstrzymywali oddech, rozpoznając szczególnie trudne zaklęcia. Sam Albus jednak dostrzegł coś jeszcze.

- Dziewczyna jest fenomenalna. Ani trochę nie spuszcza z tonu. Chłopakowi po prostu zaczyna brakować zaklęć. Ona nie powtórzyła jeszcze żadnego ataku, zawsze wymyśla coś nowego. – mruknął Filius, nie mogąc powstrzymać się od komentarza.

- Minerwa ma ogromny zasób zaklęć i oczywiście przewagę dwóch lat doświadczenia. – odpowiedział, patrząc z satysfakcją na Armando, który wymienił ponure spojrzenie z Galateą.

- Zasób to jedno, ale niewerbalne posłużenie się niektórymi z tych uroków wymaga ogromnej mocy. Ona albo ryzykuje, albo to u niej norma. Moody zaraz przejdzie do defensywy, zobaczysz. – Filius z uwagą śledził pojedynek.

Oczywiście mały czarodziej miał rację. Minerwa wyczarowała potężnego upiorogacka, a Moody, jako że nie zdołał wyczarować odpowiedniej obrony, po prostu odskoczył w bok. Na trybunach rozległ się jęk. Chłopak zacisnął zęby i posłużył się zaklęciem rozbrajającym, które Minerwa z łatwością odparowała zaklęciem Expulso. Moody znów musiał zrobić unik.

Wtedy zaczęła się kolejna faza pojedynku. ,,Taniec." – jak mruknął Filius. Przeciwnicy zaczęli poruszać się po okręgu, cały czas wymieniając zaklęciami. Widać było, że to Minerwa nadaje rytm – stawiała kroki z kocią gracją, jej różdżka śmigała w powietrzu. Moody i tak według Albusa trzymał się świetnie – starał się atakować, by nie przejść do całkowitej defensywy. Mimo to Albus słyszał szepty wokół siebie, że to tylko kwestia czasu.

- Protego! – wykrzyknął Gryfon, na jego twarzy już widać było zmęczenie, a pot ściekał z jego skroni. Widownia wstrzymała oddech na chwilę – defensywne zaklęcie werbalne było wyraźnym sygnałem, że walka nie potrwa już długo. Sam Moody też był tego świadomy, bo uśmiech zniknął z jego twarzy, zastąpiony przez grymas wyczerpania. Minerwa, idealnie skupiona, nie zdradzała oznak znużenia. Z kamienną twarzą atakowała przyjaciela, którego obrona coraz bardziej przypominała miotanie się. Przez kolejne minuty Moody po prostu unikał jej zaklęć, z zaskakującą szybkością uchylając się od kolejnych wibrujących w powietrzu promieni.

- Zastanawiam się, czego użyje w fazie desperackiej. – powiedział Filius, na jego twarzy pojawiły się wypieki. Albus westchnął. Gdy czarodziej czuł, że przegrywa pojedynek, decydował się na najbardziej desperackie czary, często skrajnie wyczerpujące. Moody, z jego charakterkiem, był w tej materii szczególnie nieprzewidywalny.

Minerwa uniosła różdżkę i wystrzeliła niezwykle potężną Drętwotę w postaci czerwonego promienia. Moody ryknął na cały głos:

- Rictusempra!

Albus wydał z siebie cichy okrzyk, gdy dwa zaklęcie, dwa promienie: czerwony i żółty zderzyły się w locie. Ogromna kula energii, która powstała z połączenia, przez chwilę zadrgała w powietrzu, by zaraz zacząć powoli sunąć w kierunku Alastora. Ale Moody zacisnął zęby, chwytając różdżkę w obie dłonie. Moc, która się wydzielała, rosła, powiększając kulę energii. Albus poczuł lodowate ukłucie – taka dawka wystarczyła, by powalić Minerwę. I ku jego przerażeniu, rozległ się świst, gdy kula wystrzeliła w jej stronę.

Albus krzyknął, razem z setką uczniów na widowni.

Ale zaklęcie nie uderzyło w Minerwę.

W ułamku sekundy zmieniła się w burą kotkę, a kula przeleciała nad jej głową i uderzyła w drewniane ramy okalające pole. Trybuny Krukonów, znajdujące się powyżej, zatrzęsły się niebezpiecznie.

A Moody był tak zdumiony, że nie zareagował.

I Minerwa wykonała skok godny tygrysicy, po czym wylądowała za zdumionym chłopakiem. Zmieniła się z powrotem, gdy Alastor się odwracał. Uśmiechnęła się do niego słodko i powiedziała:

- Expelliarmus!

Różdżka Moodiego wyleciała mu z ręki. Minerwa złapała ją lewą ręką.

Przez chwilę panowała cisza. A potem Moody wybuchnął śmiechem, a na trybunach rozległy się gromkie wiwaty. Wszyscy wstali, gromko oklaskując Minerwę.

-Gryffindor! Gryf –findor! – skandowano.

Albus dopiero w tym momencie pozwolił sobie na westchnienie ulgi. Nie był pewien, w jakim stopniu to zostało zaplanowane przez Minerwę, ale miał ochotę skarcić ją, że tak go przeraziła. Nie mógł jednak powstrzymać dumy, słysząc:

- Niesamowite. Użycie zdolności animagicznych w pojedynku. Nigdy czegoś takiego nie widziałem! - Filius klaskał, z uznaniem kiwając głową.

Albus z radością zobaczył jak Minerwa oddaje różdżkę Alastorowi, a ten chwyta ją w objęcia, dalej się zaśmiewając. Gryfoni zalali pole, chcąc koniecznie pogratulować obydwojgu. Nauczyciel transmutacji z triumfem zobaczył plecy Toma Riddle opuszczającego stadion. Ślizgon z pewnością nie tego się spodziewał. Galatea wyraźnie też nie, co Albus wnioskował z jej posępnej miny.

- Albus, panna McGonagall pojedynkuje się jak prawdziwa profesjonalistka, to twoja zasługa jak mniemam? – Filius pociągnął Albusa za rękaw.

- O nie, ja tylko uczę ją transmutacji, a przyznam ci, że sam nie wpadłbym na ten unik z zmianą animagiczną. Zaś zaklęcia pojedynkowe to specjalność Galatei i Herberta. – Albus uśmiechnął się do małego maga.

- Proszę, przekaż jej moje gratulacje i że z niecierpliwością będę wyczekiwał finału.

- Tak zrobię. – Albus uścisnął rękę Flitwicka, choć ponad jego głową już szukał wzrokiem Minerwy.

Była otoczona przez tłum podekscytowanych Gryfonów, którzy unieśli ją w górę i podrzucali, skandując jej imię. Albus pokręcił głową, widząc, jak w locie zmienia się w kotkę, by opaść na wyciągnięte ręce znów jako dziewczyna. Ona pochwyciła jego spojrzenie i mrugnęła, szczerząc perłowo białe zęby. Albus wywrócił oczami i postanowił opuścić stadion.

Jutro omówi z Minerwą szczegóły pojedynku z Alastorem.

Miał silne podejrzenia, że w wieży Gryffindoru będą tego wieczoru szalone zabawy.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Świst, zgrzyt, hałas odbijającego się od ściany zaklęcia. Minerwa McGonagall, w postaci burej kotki robiła uniki przed serią zaklęć wyczarowywanych przez Albusa. Kolorowe promienie raz za razem wystrzeliwały z jego różdżki, a Minerwa odskakiwała, padała do ziemi, turlała się po niej, biegała po całej klasie. To była piąta minuta tego ćwiczenia, zmęczenie powoli odbierało jej siły. W pewnym momencie zaklęcie spowalniające okazało się szybsze i uderzyło w nią, gdy była w półobrocie. Unieruchomiona, rzuciła błagalne spojrzenie Albusowi, który czym prędzej przerwał działanie czaru i pozwolił jej wrócić do ludzkiej postaci.

- Wszystko w porządku? Tym razem czas był gorszy o prawie pół minuty. – nauczyciel z zatroskaną miną podał jej rękę. Minerwa wstała i otrzepała szaty z kurzu, dysząc ciężko.

- To musiało nastąpić, trenujemy nieprzerwanie od godziny. Podczas pojedynku będę jeszcze bardziej wykończona. – wyrzuciła z siebie. Albus natychmiast wyczarował szklankę wody i podał jej. Przyjęła naczynie z wdzięcznością, rozglądając się po częściowo zdemolowanej klasie.

- Zatem na dziś koniec. Chodź, skrzaty zaraz przyniosą ci jakieś kanapki. – Albus delikatnie ujął ją pod ramię i przez gabinet doprowadził do swojego saloniku. Na małym stoliku już czekały kanapki. Minerwa z grzeczności wzięła jedną – była bardziej zmęczona niż głodna.

- Nie wiem, czy przemiana w przypadku tego pojedynku będzie mądrym posunięciem. Tom wie, że mogę to wykorzystać i na pewno się do tego przygotuje. W kociej formie nie mogę się bronić magią, nie zdradzając moich umiejętności w magii bez użycia różdżki. – wyjaśniła, gdy już jej oddech wrócił do normy.

- Masz rację, to może okazać się zbyt ryzykowne. Masz jakąś taktykę na to starcie? – Albus splótł ręce na kolanach.

Minerwa zastanowiła się. Widziała wszystkie pojedynki Toma, ale on zawsze trafiał na tak łatwych przeciwników, że nie ujawnił w pełni swoich umiejętności. Musiała być gotowa na wszystko.

- Ostatecznie wszystko sprowadzi się do jednego – to będzie zderzenie mocy, silniejszy wygra. Kluczowe jest to, w którym momencie to nastąpi.

- Zgadzam się. Jeśli na początku wyczerpiesz moc na wyszukane ataki, może ci jej zabraknąć w ostatecznym starciu.

- Dokładnie. Dlatego na wstępie zamierzam unikać wyczerpujących zaklęć i niepotrzebnych tarczy. Będę transmutować jego ataki – w końcu w transmutacji jestem najlepsza. – mrugnęła do Albusa, a on kiwnął głową z uśmiechem.

- To dobra taktyka. Pamiętaj, że to Ślizgon – jest duże prawdopodobieństwo, że zagra nieczysto. Nie możesz tracić czujności.

- Wiem, Alastor też ciągle to powtarza. Tylko Riddle jest tak pewny siebie… strasznie mnie to niepokoi. – wyznała Minerwa, nieśmiało podnosząc wzrok na nauczyciela transmutacji.

- Nie będę udawał, że mnie nie, Minerwo. Lecz wierzę w twoją moc, w ciebie – on po prostu nie zasługuje by cię pokonać. Będę tam na trybunach, więc jeden fałszywy ruch z jego strony i zainterweniuję. – Albus uspokajająco chwycił ją za rękę. Była kojąco ciepła i Minerwa poczuła dreszcz, taki jak…

Czarodziej chyba też przypomniał sobie tamten moment, bo szybko cofnął dłoń, jego policzki były lekko różowe. Minerwa skupiła się na talerzu z kanapkami i odpowiedziała:

- Zanim cokolwiek zrobisz, pomyśl. Riddle na pewno chętnie pozbyłby się ciebie ze szkoły.

Minerwa westchnęła, widząc zdumienie na twarzy Albusa. Ten genialny czarodziej zbyt często pozostawał ślepy na najbardziej przyziemne sprawy.

- Musiałoby się wydarzyć coś naprawdę okropnego, by zdołali usunąć mnie ze szkoły. – odpowiedział, a potem zakrył dłonią usta. Minerwa udała że nie dosłyszała, choć w jej oczach błysnęła iskra irytacji. Przed chwilą napominała go, by uważał na słowa. ,,Coś okropnego'' – te słowa wywołały u niej bolesny skurcz w klatce piersiowej.

- Jakie zaklęcia ćwiczymy jutro? – zapytała, zmieniając temat.

- Prawdę mówiąc, to myślę, że powinnaś jutro cały dzień odpoczywać. Masz w planie tylko lekcje z drugorocznymi i zielarstwo. Zastąpię cię przy drugorocznych, powinnaś wyspać się porządnie, pójdziesz jedynie na zielarstwo, a po południu możesz się zrelaksować – odradzałbym quidditch.

- Mam siedzieć i nic nie robić? – Minerwa zmarszczyła czoło. Albus uśmiechnął się delikatnie.

- Musisz się wyciszyć przed pojedynkiem. Poza tym mnie i tak nie ma po południu – mam coś do załatwienia w ministerstwie. Zobaczymy się pewnie dopiero przed finałem. – odpowiedział ze smutkiem.

- No dobrze, może masz rację. Tylko zanim wpadniesz do mojego namiotu by życzyć mi powodzenia, upewnij się, że nie ma tam mojej babki. Postanowiła przyjechać, choć usilnie jej to odradzałam. – Minerwa przewróciła oczami, powoli zbierając się do wyjścia. Albus zachichotał.

- Spotkania z lady McGonagall zawsze są źródłem ogromnej przyjemności dla dyrekcji Hogwartu. – mrugnął do niej. Minerwa lekko pokręciła głową.

- Muszę iść. Widzimy się przed ostateczną rozgrywką, Albusie.

- Oczywiście. Dobrej nocy, Minnie.