To stało się kolejny raz jakieś dwa tygodnie później. Nie wiedział, jak Cath zaszła go od tyłu, ale prawie dostał zawału, a przeważnie jego pierwszym odruchem była walka. Tym razem po prostu się wzdrygnął i prawie upuścił miskę z popcornem.

- Wszystko w porządku? – krzyknął z salonu Steve, zapewne słysząc, jak jego serce galopuje.

- W jak najlepszym – odpowiedział, starając się unikać wzroku Cath.

Doktor Carol twierdził, że to efekt stresu, ale coraz mniej w to wierzył. Nie był w stanie funkcjonować w ten sposób w jednostce i dotarło do niego, jak poważny może mieć problem. Koniec z pościgami i ufaniem sobie w kwestii strzelania do ludzi. Nie chciał znaleźć się w sytuacji, że zesztywnieje pod gradem kul. Co gorsza bez wsparcia w postaci niechętnego im SWATu. Zapewne mógłby wytłumaczyć Carolowi, że potrzebuje na to leków, ale wątpił, aby lekarz miał cokolwiek. Nawet wiarygodne informacje, kiedy to się skończy. Nie chciał się dowiedzieć, że odkąd będzie odpowiedzialny za dwoje – gdy urodzi i będzie trzymał córkę w ramionach – jego kariera policyjna się skończy. Miał plany. A one zakładały bardzo długie godziny pracy. Nie za biurkiem – bynajmniej.

Cath przyglądała mu się podejrzliwie, więc uśmiechnął się sztucznie.

- Cholerne zakradające się alfy. Chyba przyzwyczaiłem się do twojej obecności, tak jak do Steve'a – skłamał gładko.

Orientował się dokładnie , gdzie znajduje się Cath. Po prostu ten jeden raz zamyślił się za bardzo, próbując jakoś wyłączyć się. Czasami wsłuchiwał się w ten nieustannie towarzyszący mu dźwięk i wiedział doskonale, do kogo należał. Słyszał swoją córkę coraz głośniej i coraz wyraźniej nawet bez tego okropnego żelu, po którym nie mógł doczyścić całego brzucha.

Jego córka rosła coraz silniejsza.

Zabrał miskę z prażoną kukurydzą i usiadł na swoim zwyczajowym fotelu, chociaż dzisiaj nie towarzyszyli im Chin i Kono. Najnowsza sprawa dotyczyła kradzieży broni z bazy Pearl, więc Cath została oddelegowana do pracy z Five Oh. Już podczas pierwszych oględzin zdał sobie sprawę, że kobieta jest równie skuteczna co Steve. A jej inteligencja była nie do zakwestionowania. Nie wiedział, czy alfy specjalnie hodują na superżołnierzy, ale jej palce śmigały po klawiaturze komputera z taką sprawnością, że Kono oddała jej swój sprzęt. W końcu Cath była naprawdę dobra w tym, co robiła. Danny nigdy nie był fanem nowoczesnych metod dochodzeniowych, ale teraz wszystkie skrzynie z bronią miały nadajniki GPS, fluorescencyjną farbę i inne takie. On skupiał się głównie na śledzeniu tych, którzy ładunek przewozili, na swojej komórce, którą Kono wyposażyła w dodatkową aplikację.

Ku jego zaskoczeniu, Steve okazał się nie takim całkiem neandertalczykiem. Cath nie musiała mu niczego tłumaczyć dwa razy i wydawali się działać jak doskonale zbudowany mechanizm. Nie mógł nie zauważyć, że oboje czasem tak skupiali się na pracy, że nie zauważali nawet, jak późno się zrobiło.

ooo

Doktor Carol ponownie okazał się nieprzydatny. Jego jedyną radą było pogadanie ze Stevem, a to nie wchodziło w grę. Danny chciał brać udział w śledztwach i sama myśl o tym, że to McGarrett wyrzuci go z jednostki, była upokarzająca. Jeszcze niedawno chciał wrócić do New Jersey, ale to nie była odpowiednia droga. Nie chciał być zapamiętany w ten sposób. Jako omega, którego cholerna ciąża wyeliminowała z gry, bo nie potrafił zapanować nad instynktami. Nienawidził prymitywnej strony swojej natury i nie rozumiał, jak biolodzy mogli twierdzić, że ludzkość robiła krok naprzód. Widział to na przykładzie Steve'a, który z łatwością dostosowywał się do sytuacji, a jego siła przydawała się nie raz. Jednak Danny coraz rzadziej odnajdywał plusy w byciu omegą, za co Kono zapewne zmyłaby mu głowę.

- Jeden dzień na plaży – powiedziała dziewczyna zresztą, przysuwając mu pod nos pudełko z malasadas.

Jakimś cudem zawsze jedno było pod ręką i Danny nie rozumiał tego fenomenu.

- Nie – odparł krótko. – Masz te dane od techników? – spytał, chcąc zmienić temat.

- Danny – zajęczała Kono. – Każdego wieczoru siedzisz ze Stevem i Cath. Jesteśmy omegami, zróbmy coś razem – poprosiła.

Zamarł, ponieważ to była cholerna prawda. Cath była na wyspie od dobrych dwóch tygodni, a on monopolizował ich czas dokładnie tak samo, jak było w przypadku Rachel i Dennisa. W zasadzie nie wyobrażał sobie spędzenia wieczoru z kimś innym.

- Wiem, że się wkurzasz, gdy wspominam, że nie spotkałam żadnego omegi faceta… - zaczęła Kono.

- Dzikusy – wtrącił Danny.

- Ale nie złożę cię w ofierze żadnym bogom morza. Do tego musiałbyś być dziewicą – zakończyła omega i spojrzała na niego z krzywym uśmieszkiem.

- I nie przeszło ci przez myśl, że może nie chcę się rozbierać? – spytał Danny obniżając głos.

Steve i Cath siedzieli w gabinecie McGarretta, ale nigdy nie było wiadomo, jak dobry słuch mają alfy. Był przekonany, że Steve ukrywał nawet przed nimi wszystkie swoje możliwości. Danny robił tak na samym początku, żeby McGarrett nie poczuł się zbyt pewnie i nie zabił ich obu. Nie chciał skakania z budynków i pościgów po zaminowanym polu. Wystarczyło mu, że Steve wysadzał drzwi granatami, zamiast pukać. Facet miał poważny problem.

Kono spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami, a potem jej usta trochę się rozchyliły.

- Widać już? – spytała ciekawie.

- Ciszej – powiedział szybko, zerkając nad komputerem na rozmawiającą parę.

- Co na to McGarrett? – zaciekawiła się Kono.

- Raczej trudno, żeby uprzykrzał mi życie z powodu wzrostu wagi, gdy sam partycypował we wprowadzaniu mnie w ten stan – zakpił Danny, wiedząc doskonale, że nie o taką odpowiedź jej chodziło.

Steve nie wiedział, że jego brzuch zaokrąglał się w charakterystyczny sposób. A jeśli dostrzegł zmiany – na szczęście milczał. Możliwe, że cholerne pączki przyczyniły się do tego, że tył za wcześnie, ale nie był też najmłodszy. Jego metabolizm szalał od samego początku.

- Nie musisz się rozbierać – powiedziała Kono z przekonaniem. – Chociaż jestem pewna, że i tak świetnie wyglądasz. Przejdziemy się po plaży, pogadamy. Opowiesz mi, jak wygląda wasze centrum…

- Nie mamy centrum – odparł Danny i westchnął. – Nigdy nie było potrzebne. Jest nas sześcioro w okolicy – przyznał niechętnie. – Nasz patolog informuje mnie o tym dostatecznie często, abym nie zapomniał, że jestem mu winien zwłoki.

Kono zamrugała oczami, a potem zaczęła się śmiać jak opętana.

- Tak, tak. Świetny koleś – prychnął Danny. – Mamy własnych lekarzy. Wybieraliśmy ich dość wcześnie i każdy jest do swojego dość przywiązany. W zasadzie aż do niedawna nie wiedziałem, że ufam swojemu tak bardzo – przyznał, starając się brzmieć na nieporuszonego.

- Przez ciążę? – upewniła się Kono.

- Dokładnie – potwierdził z kwaśną miną i zdał sobie sprawę, że Chin uniósł głowę znad papierów i wpatruje się wprost w ich stronę. – W sumie może masz rację. W zasadzie głupio będzie powiedzieć kumplom, że byłem przez kilka tygodni na Hawajach i nigdy nie wyszedłem na plażę… Tylko trzymaj ode mnie z daleka rozgwiazdy i rekiny – poprosił, a Kono położyła mu uspokajająco rękę na ramieniu.

- Rozgwiazdy i rekiny. Przy mnie będziesz bezpieczny – zapewniła go dziewczyna.

ooo

Tym razem Carol zadzwonił do niego sam i w zasadzie od razu wiedział, że ten telefon mu się nie spodoba. Lekarz przez chwilę wypytywał go o stan zdrowia, więc Danny cierpliwie odpowiadał, aż w końcu nie wytrzymywał.

- Czy to będzie jedna z tych rozmów, gdzie mówisz mi, doktorku, że w związku z cholerną mutacją i ciążą mam jednak raka i umieram, a te urojenia są efektem tego, że to dziadostwo pożera mi mózg? – spytał wprost.

W słuchawce zaległa nieprzyjemna cisza.

- Znam cię tak długo, a nadal mnie zastanawia, skąd bierzesz te głupoty – odparł Carol. – Nie. Nie umierasz. W zasadzie zaciekawiło mnie to, co mówiłeś o wariującym instynkcie. Popytałem, gdzie mogłem i okazało się, że nie jesteś jedynym, który to zauważył.

- Okej. Jak to zwalczyć? – spytał Danny wprost, czując przypływ nadziei.

- Nie da się zwalczyć instynktu, tego się chyba już nauczyłeś, Danny – westchnął Carol, ale on nie mógł poradzić nic na to, że był facetem od prostych rozwiązań. – Omega, która miała podobny problem, pracowała na pogotowiu. Jej partner zostawił ją i gdy byli odseparowani, dziecko miało na nią podobny wpływ.

- Przeszło jej to? – spróbował Danny jeszcze raz.

- Tak, oczywiście – odparł Carol. – Gdy znalazła nowego partnera – przyznał.

Danny połknął 'cholerę', która cisnęła mu się na usta.

- Mówiłeś, że pracujesz z tym alfą, który jest ojcem – podjął Carol. – Rozmawiałeś z nim?

- Lubię moją pracę – przyznał Danny.

- Sugerowałbym, żebyś z nim jednak porozmawiał. Może moglibyście spędzać razem więcej czasu albo… - Carol ewidentnie celował na ślepo.

- Nie mogę spędzać z nim jeszcze więcej czasu. Pracujemy razem i nawet po godzinach przeglądamy akta. On ma dziewczynę – dodał Danny, bo już słyszał, jak szare komórki Carola pracują.

- Sugeruję zatem innego alfę. Nie widziałeś kogoś jeszcze? To Hawaje, powinni mieć całe centrum… - odparł lekarz.

- Jedna alfa to jego dziewczyna, drugi próbował mnie zabić, a trzeci jest ojcem ojca dziecka – powiedział przez zęby.

- Dziadkiem? – upewnił się Carol.

- To się jeszcze okaże – odparł Danny.

Carol westchnął.

- Nie sądzisz, że twoim problemem jest wrogie nastawienie? – spytał lekarz, sprawiając, że dawno zwalczana migrena powróciła.

Przestał pić sok, który przynosił mu McGarrett i Steve po prostu bez słowa zaniechał prób podsyłania mu zdrowotnej dawki kofeiny. Czuł, że jeśli nie dostanie czegoś na podniesienie ciśnienia, zaraz coś rozwali. Co wydawało mu się całkiem zabawne, bo padał z nóg, a jednak miał energię na złość . Jego ciało wszystko przetwarzało na adrenalinę i pewnie powinno go to martwić. Jednak jego dziecko podobno właśnie tak uczyło się obchodzić z tego typu hormonami.

- Staram się podchodzić z uśmiechem do każdego dnia – zakpił i Carol ponownie westchnął.

- Znalazłem informacje, ale na to nie ma leku. Musisz sam coś wymyślić – poinformował go lekarz, jakby to nie było oczywiste.

ooo

Kono czekała na niego przed wejściem do budynku i przyglądała się kilku zabitym dechami oknom w sąsiedztwie. Antynarkotykowi zrobili nalot kilka nocy wcześniej, budząc go.

Okolica może nie był najbezpieczniejsza, ale czuł, że przestępczość się zmniejszyła, odkąd się wprowadził. A przynajmniej tak twierdziła matka z dzieckiem, którą tłukł mąż, dopóki Danny nie mignął mu przed oczami odznaką Five Oh. Nie miał ochoty bić się z facetem, ale tacy bywali tchórzami. Ten też znikł niemal od razu, a Danny dostał ciasto.

Z ananasem. Które zjadł z przyjemnością i nie zamierzał tego nigdy powiedzieć Steve'owi. McGarrett już uważał się za wszystkowiedzącego, a podbudowywanie ego u alf nigdy nie leżało w stawiku jego zainteresowań.

- Coś się stało? – spytała Kono, patrząc wymownie na dziury po kulach.

- Antynarkotykowi – odparł Danny i wzruszył ramionami.

- Steve wie? – spytała omega.

- Mam nadzieję, że nie. W innym wypadku byłbym wściekły, że mi nie powiedział. Obudzili mnie – oświadczył jej, lekko zirytowany.

Kono przyglądała mu się przez chwilę, ale w końcu zmarszczka między jej brwiami zniknęła.

- Idziemy na plażę! – ucieszyła się i niemal natychmiast zawinęła swoją wyjątkowo chudą rękę wokół jego przedramienia.

W końcu miał okazję włożyć to, co kupili z Rachel na jedynych zakupach, na które zdążył się wybrać. Spodenki nieprzyjemnie opinały go w pasie, ale na szczęście były na gumce, czego nie zamierzał nigdy nikomu powiedzieć. Cienka koszulka na pewno lepiej nadawała się do chodzenia po hawajskich plażach niż to, co przeważnie nosił do pracy. Radość Kono powoli zaczęła mu się udzielać. Sądził, że dziewczyna chce zabrać go w jakieś specjalne miejsce, ale jechali bardzo krótko. Ocean był wyjątkowo spokojny i Danny nauczył się, że tak wyglądały wieczory na Oahu. Każdy surfer pojawiał się na plaży o poranku, gdy przypływ oznaczał większe fale. Był pewien, że Kono wzorem Steve'a wstawała o piątej, aby złapać kilka chwil dla siebie.

Tworzyli na pewno dziwną parę, bo dziewczyna była od niego wyższa o dobre kilka centymetrów. Jej szczupła sylwetka była kwintesencją budowy omeg. Nigdy jednak nie narzekał, że w jego przypadku natura nie skorzystała z przyjętego schematu. Gdyby nie waga, którą posiadał, przestępcy robiliby z nim, co chcieli. Nie miałby siły, aby zatrzymywać ludzi i zakuwać ich w kajdanki. Był za niski, a policjanci w Newark nie przechodzili specjalnych kursów sztuk walk dla jednostek specjalnych. Nie chciał nawet wiedzieć, gdzie Kono nauczyła się tych ruchów.

Plaża nie była zatłoczona. Najwyraźniej turyści uznali, że czas zapełnić bary hotelowe i restauracje. Nie mógł narzekać. W końcu miał kilka chwil spokoju. Nie mógł nie zacząć zastanawiać się nad tym, co powiedział mu Carol.

- Jak wiele alf jest na wyspie? – spytał ciekawie.

- W tej chwili czy ogólnie? Powiedziałabym, że w bazie mogą stacjonować ich dziesiątki. Była jednostka Steve'a, koledzy Cath. Jednak mieszkających na Oahu na stałe… Najwyżej pięć osób – odparła Kono. – Podobno na kontynencie jesteście w miarę w tym samym wieku.

- Jedno pokolenie, tak – przyznał Danny. – Nie ujawniamy na razie tego, jak wiele jest nieletnich mutantów.

- Mutant to fatalne słowo – prychnęła Kono.

- Naukowo poprawne. Czym bowiem jesteśmy? – spytał ją całkiem szczerze.

- Darem od bogów – odparła i wzruszyła ramionami. – Otaczają nas wody bogów i jesteśmy darem od nich. Tak sądzą mieszkańcy. Nigdy nie traktowano nas inaczej – przyznała. – Dlatego zawsze mnie dziwi, gdy przyjezdni mówią o tym, że są mutantami. Dlaczego wszyscy nie osiedlicie się tutaj, gdzie wydają się naprawdę doceniać to, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla społeczeństwa?

- Bo mamy rodziny na kontynencie – poinformował ją gorzko.

- Masz na myśli swoją byłą żonę? – zainteresowała się Kono. – Nie obraź się, ale nosisz aktualnie swoją rodzinę i cały czas mówisz o powrocie do miejsca, gdzie lekarze chcą twojego ciała do badań po śmierci. Naprawdę chcesz tego dla swojej córki? – spytała i zamarł, bo nigdy jakoś nie patrzył na to w ten sposób.

Jednak wybór został mu już dawno odebrany. Nie chodziło tylko o Hesse'a czy Steve'a, który chodził z nim na wszystkie badania, ale nigdy nie spytał, co Danny zrobi z dzieckiem. Co planuje. Po prostu Hawaje były obce, a wbrew pozorom w New Jersey ktoś faktycznie na niego czekał. Pozostawał w stałym kontakcie z rodzicami, a Dennis i Karen zdecydowali się na dziecko, żeby jego córka miała towarzystwo. To był zresztą genialny czas i wiedział, że jego przyjaciel bardzo docenia fakt, że jednak nie zamieszka z nimi pies.

- New Jersey bywa nietolerancyjne, ale uwierz mi, że to żadna przyjemność, gdy ludzie wokół patrzą na ciebie jak na wybryk natury. Jestem tutaj jedynym omegą płci męskiej i nie umknęło to policji w Honolulu – przypomniał jej. – W zasadzie jestem zaskoczony, że mojej twarzy nie ma w miejscowych gazetach. W końcu wiedzą doskonale o tym, że jestem w ciąży. Dennis nie był na ten temat specjalnie subtelny.

- McGarrett im zabronił – poinformowała go Kono.

- Och, świetnie. Zastraszył ich? Powkładał im granaty pod samochody, żeby zrozumieli aluzję? – zakpił.

Kono jednak pokiwała przecząco głową.

- Nie Steve, ojciec Steve'a – uściśliła. – McGarrettowie są… - zaczęła i urwała.

- Tak, tak. Bogami, mówiłaś – przypomniał jej, ale ona przewróciła oczami.

- McGarrettowie są obrońcami wyspy – podjęła. – Dziadek Steve'a zginął na Arizonie podczas bombardowań w czasie II wojny światowej. Ojciec Steve'a walczył z mafią przez cały czas służby na wyspie. Zabito przez to jego żonę – poinformowała go i Danny'emu nagle zrobiło się nieprzyjemnie. – A potem wyłowiono cię z wody. Ludzie potrafią milczeć, gdy faktycznie istnieje taka potrzeba. Widziałam, jak patrzysz na kolejnych policjantów, którzy do nas przychodzili. Zaczynasz mówić jak my, zaczynasz zachowywać się jak my, ale czują, że nie chcesz być jak my. Możesz być dalej haole i uważać, że plaża jest zbyt mainstreamowa jak dla ciebie, chłopca z miasta…

- Nie lubię piasku – wszedł jej w słowo Danny. – I gdybym myślał o was jak o dzikusach, nigdy bym ci tego nie powiedział w twarz.

- Ja to wiem, ale oni cię nie znają, prawda? – odparła Kono i wzruszyła ramionami.

A potem między jej brwiami pojawiła się zmarszczka.

- Więc to znaczy, że nie uważasz Steve'a za neandertalczyka? Cały czas mu to mówisz – przypomniała sobie nagle i Danny nie mógł się nie roześmiać.

- Nie, Steve jest neandertalczykiem. Jemu mówię prawdę prosto w twarz – przyznał złośliwie i Kono wyglądała na przednio rozbawioną.