Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Autor oryginału: Jpena
Link do oryginału: s/8550456/1/Green–Eyes
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: SS / OC
Rozdział 25
Hagrid akurat karmił wielkiego psa, który – jak już Amelia wiedziała – nazywał się Kieł.
– Dobrze, żeście przyszli. Skończę karmić tę bestię i możemy iść do lasu – odezwał się półolbrzym, gdy ich zobaczył.
Nie trzeba było jej powtarzać dwa razy. Złapała dłoń Severusa i pociągnęła go w stronę rozłożystych drzew.
– Spotkamy się przy polanie nad rzeką, Hagridzie – stwierdził Mistrz Eliksirów. Miał wielkie plany. Chciał pokazać Amelii wszystkie składniki, jakich wcześniej używał do tworzenia najróżniejszych mikstur.
Spacerowali na obrzeżach, a Amy już była zachwycona – nigdy wcześniej nie widziała lasu, w którym ponoć żyją niesamowite magiczne zwierzęta. Jakie one były? Jak się nazywały poszczególne gatunki? Czy naprawdę istnieją, czy są tylko ludzkimi wymysłami? Pytań było mnóstwo. Severus, z anielską cierpliwością, odpowiadał wyczerpująco na każde z nich. Co więcej, wydawał się zadowolony z takiego zainteresowania. Amelia nie wiedziała, że jedynymi osobami, które z zapartym tchem słuchały jego wykładów, gdy był jeszcze hogwardzkim nauczycielem, był Draco Malfoy, Hermiona Granger i Percy Weasley; jego najzdolniejsi (choć nie przyznałby się do tego głośno) uczniowie.
W pewnym momencie zauważyli zbliżającego się do nich, uśmiechniętego od ucha do ucha, Hagrida.
– Wszystko ci pokażę, Amy! – zawołał podekscytowany, przystając w miejscu. – Najpierw nieśmiałki i jednorożce! W tych czasach to rzadkie stwory. Mieszkają se w głębi lasu.
– Nie sądzę, by było to rozważne – skontrował Severus. – Las zamieszkują też centaury, które nie do końca potrafią dojść do porozumienia z czarodziejami.
– W porząsiu, panie psorze. Dogadalimy się. Zawiesilimy broń. Uciąłem se pogawędkę z ich szefem – wyjaśnił półolbrzym.
Mistrz Eliksirów odetchnął po kryjomu. Wygląda na to, że wycieczka sprawiała wrażenie bezpiecznej. I ciekawej. Amelia miała mnóstwo pytań, a Hagrid pękał z dumy, móc na nie odpowiedzieć. Stanowili idealny zespół naukowy.
Do zamku wrócili dopiero po południu.
– Jestem piekielnie zmęczona – zakomunikowała głośno Amy, kiedy maszerowali po korytarzach Hogwartu. – Idę się wykąpać i kładę się spać. – Ziewnęła.
– Zgarnę chłopców, a ty pójdziesz już do lochów – zaproponował z uśmiechem Severus.
Jak powiedział, tak zrobił. Wychodząc, podziękował Minerwie za opiekę nad maluchami. Przez całą drogę do komnat Draco bełkotał po swojemu, najprawdopodobniej opisując mu swój dzień, a Harry oparł mu głowę na ramieniu i z zamkniętymi oczami słuchał brata.
– Czas na kąpiel – zarządził, gdy wkroczyli do swoich pokoi. Nalał do wanny wody i wyjął zabawki. Dzieci rozebrał w łazience.
– Dopilnuj, żeby nie popijali wody, kochanie! – Usłyszał głos Amelii, dobiegający z sypialni.
Co za kobieta. Severus przewrócił oczami. Zdarzyło mu się to tylko raz, kiedy sama go rozproszyła. To nie była jego wina.
– Nie ważcie się bałaganić, chłopcy – upomniał surowo dzieci, które spojrzały na niego i wyszczerzyły się radośnie. Potem pokiwały zgodnie głowami i kontynuowały swoją kąpiel.
Amelia przekroczyła próg łazienki jakieś dwadzieścia minut później. Nie spodziewała się zobaczyć takiego widoku. Cała podłoga była zalana, a cała trójka mężczyzn mokra od stóp do głów i śmiała się ile sił w płucach.
– Powinnam się domyślić – stwierdziła z założonymi na biodra rękoma. Na twarzy miała złośliwy uśmiech.
Usłyszawszy ją, dzieci spojrzały do góry. Draco wyciągnął rączki i krzyknął „mama!".
– Tak, skarbusiu. Pozwól, że cię wyjmę z wody i wytrę – powiedziała, po czym wzięła się do pracy. W międzyczasie chłopczyk próbował się do niej przytulić, szukając ciepła. Ewidentnie było mu zimno.
– Mały zdrajca – wymamrotał Severus, rzucając mu zajadłe spojrzenie. Sam zajął się wycieraniem drugiego malucha. – Nie martw się, Harry. Dopadniesz go potem – dodał cicho i pocałował go w policzek.
Po przebraniu się w piżamkę Amy uśpiła Draco. O dziwo, nie stawiał żadnego oporu. Grzecznie ułożył się w łóżku i przyłożył głowę do poduszki. Potem zamknął oczy i nie czekając na buziaka od mamy, zaczął cicho pochrapywać. Harry skorzystał więc z okazji i wbił w kobietę znaczące spojrzenie.
– Ma… – szepnął.
– Ciiii. Dobranoc, kochanie – odszepnęła i pogłaskała go po brzuszku.
– Nox – dodał Severus, gasząc światła. Amelia złapała go za rękę i razem wyszli z pokoju.
Do niedzieli Amelia znacząco poszerzyła wiedzę na temat magii i magicznego świata. Zwiedziła szkołę, pobliski las i czarodziejską wioskę, zwaną Hogsmeade. Z miejsca pokochała Miodowe Królestwo i Pub pod Trzema Miotłami. Samo wspomnienie istnienia takiego miejsca, jak Wrzeszcząca Chata z kolei wywoływała u niej tylko ciarki i strach. Mimo że było to całkowicie irracjonalne, nie chciała nawet znaleźć się w pobliżu nawiedzonego budynku. Severus, widząc jak blednie, jedynie skinął głową i pociągnął ją gdzie indziej. Szybko też przekierował jej uwagę na chłopców. Obaj siedzieli w wózku przeznaczonym dla bliźniąt i zabawiali się swoimi butami.
– Nie mogę się doczekać powrotu do domu – powiedziała, gdy wrócili do szkolnych komnat. Przebierała akurat niechętnego Harry'ego. Chłopiec siedział na kocu w samej pieluszce i bawił się Scooby Doo brata, kierowanym przy pomocy magii przez Severusa. Mały był zmęczony a przez to i zgryźliwy. Z całą pewnością nie doceniał też zaczepek Draco.
– Mój hał, hał! – Blondynek odepchnął od siebie ramiona matki.
– Zachowuj się młody człowieku albo pożegnasz się ze Scoobym na dłużej. – Amelia rzuciła maluchowi twarde spojrzenie. Widząc je, Draco zaczął płakać. – Nie jestem twoim tatą, kochanie. Nie zmięknę tak łatwo.
Chłopiec raz jeszcze odepchnął jej ramiona, prawie że zanosząc się płaczem. Była jednak nieugięta. Wyczekała odpowiedniego momentu, po czym rzuciła się na niego i szybko przebrała.
– I jesteśmy już gotowi, skarbie! – zakomunikowała. Była taka znużona – wcześniejszy pożegnalny obiad z Minerwą również dołożył do tego swoje trzy grosze. Severus znalazł sposób na uspokojenie Draco – Amelia go nie pochwalała. Przekupił go! W zamian za milczenie dał mu więcej pluszowych maskotek.
Potem, korzystając z tego, że chłopcy byli wyczerpani i senni, deportowali się ze szkoły. Zanim jednak do tego doszło, Severus, oczywiście, zdążył ją jeszcze pouczyć, żeby mocno trzymała dzieci. Harry był na tyle padnięty, że nie poczuł nawet, że znaleźli się w domu. Draco na szczęście był zbyt skoncentrowany na prezentach.
Severus bał się powrotu. Próbował go jakoś opóźnić, ale Amelia nalegała. Twierdziła, że chciałaby wrócić i położyć się spać we własnym łóżku. Chciała odpoczynku.
– Położę dzieci – zaproponowała na miejscu.
Skinął głową i poszedł wziąć prysznic. Weekend był męczący – chłopcy byli rozdrażnieni, bo nie poświęcali im stop procent uwagi. Amelia koncentrowała się głównie na uzupełnianiu swojej wiedzy, oczekując przy tym szczegółowych odpowiedzi, a Severus poniekąd popadł w nostalgię.
Myślami wrócił do wszystkich rzeczy, jakie zrobili i zobaczyli w Hogwarcie, i właśnie wtedy poczuł dotyk na ramieniu.
– Myślałem, że chciałaś wrócić do swojego domu – powiedział, wciągając Amelię pod prysznic.
– Jestem w domu – odpowiedziała z zawadiackim uśmiechem. – No chyba że bardzo nalegasz, żebym się ubrała i poszła hen daleko…
Nie mogąc się powstrzymać, wybuchnął śmiechem.
Byli tak padnięci, że usnęli, gdy tylko położyli się na łóżku.
– Pójście w takim stanie do pracy byłoby czystą głupotą. Zostanę w domu. Chyba mam gorączkę…
Severus sprawdził jej czoło.
– Nic ci nie dolega. Nie próbuj się wymigać od obowiązków. – Pocałował Amelię. Minął tydzień od wizyty w Hogwarcie. Dzisiaj był jej pierwszy dzień roboczy po urlopie. To naturalne, że nie czuła się szczególnie zmotywowana do powrotu do świata „realnego".
– Wychodzę pod przymusem! Zapamiętaj to sobie! – stwierdziła, po czym z niechęcią wstała z łóżka i wyciągnęła z szafy odpowiednie ubrania. Tak im szybko czasz minął, że żadne z nich nawet nie zarejestrowało faktu, że Amelia ani razu nie zajrzała nawet do własnego mieszkania.
Kobieta wzięła prysznic i ubrała się. Potem poszła sprawdzić jeszcze chłopców.
– Nadal śpią. Kiedy przyjdzie Hermiona? – spytała ze zmarszczonymi brwiami. Koniecznie chciała jej przekazać, żeby uważała na Draco. Mały znalazł sobie nowe hobby – całował prosto w usta, kto się tylko napatoczył. Wyglądał, jakby ćwiczył pocałunki.
– Będzie tu za jakieś pięć minut. – Severus włożył ciemnozielony sweter. – Pospiesz się. Jeśli zaraz nie wyjdziesz, będziesz spóźniona. – Pogonił lekarkę.
– Gdzie zapodziałeś swoje serce? Bo kiedyś je miałeś, prawda? – spytała, po czym pomalowała usta krwistoczerwoną szminką.
– Musisz to robić? – westchnął.
– Podoba ci się? – Uniosła brew i posłała mu buziaka. Potem puściła oczko. – Och, nie, mój panie. Ani kroku bliżej. Rozmażesz mi szminkę! – krzyknęła, gdy do niej doskoczył. Następnie klepnęła go w tyłek.
– Spokojnie. Wszystko będzie dobrze – zapewnił ją i pocałował.
– No przestań! Mówię poważnie! Zniszczysz mi cały makijaż! – zachichotała, gdy zaatakował jej szyję.
– Wystarczy jedno zaklęcie, żeby naprawić wyrządzone szkody – mruknął uwodzicielsko, wyłudzając jeszcze jeden pocałunek.
– Nagle stałeś się niesłychanie uczynny. – Uśmiechnęła się, kiedy poczuła dłonie mężczyzny na swoich plecach.
Oderwali się od siebie, dopiero gdy do ich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk towarzyszący aportacji czarodzieja.
– Odbijemy to sobie, jak wrócę z pracy – szepnęła Amelia, już wychodząc z pokoju. Chciała złapać Hermionę jeszcze w przedpokoju.
– Dzień dobry! – przywitała się radośnie i zaproponowała dziewczynie na herbatę.
Młodsza kobieta także się uśmiechnęła i weszła do salonu.
– Mam ci tyle do opowiedzenia, Amy! – powiedziała z widocznym na twarzy podekscytowaniem. – Ron w zeszłym tygodniu zaczął swoje szkolenie aurorskie. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby jednocześnie był tak zmęczony i ożywiony. Takie coś nie powinno mieć nawet miejsca! – trajkotała czarownica. Amy wcale jej się nie dziwiła – wspólne mieszkanie z chłopakiem jest czymś wyjątkowym. – Nie zrozum mnie źle. Kłócimy się praktycznie cały czas! Ron jest wielkim bałaganiarzem. Całe szczęście, że możemy posprzątać przy pomocy magii, ale to nie zmienia faktu, że jest strasznie niezorganizowany. – Uśmiechnęła się Hermiona.
– Wybacz, ale muszę zapytać. Nie miej mi tego za złe. Czemu tak się szczerzysz? Jest coś jeszcze? – Amy zmarszczyła brwi.
Czarownica zarumieniła się gwałtownie i spuściła wzrok. Widać było, że to pytanie wytrąciło ją z równowagi i była niepewna, czy udzielić na nie odpowiedzi.
– Z Ronem kłóciliśmy się praktycznie od samego początku naszej znajomości – zaczęła, przełamując lody. Nie miała z kim na ten temat porozmawiać – zbyt krępująco byłoby wyznanie prawdy Ginny. – Strasznie mnie irytował. Byliśmy w stanie sprzeczać się godzinami. Harry zawsze interweniował, zanim sprawy zachodziły za daleko – praktycznie musiał nas od siebie odciągać…
Amelia uśmiechnęła się i kiwnęła głową, dając znak, żeby Hermiona kontynuowała. Potrafiła sobie to wszystko wyobrazić.
– W zeszły piątek Ron wrócił do domu naprawdę późno. Miałam za sobą ciężki dzień i oboje byliśmy zmęczeni. Nie było nic do jedzenia, byliśmy głodni i oczywiście zaczęliśmy kolejną kłótnię. Ron chciał zjeść jakąś chińszczyznę a ja miałam ochotę na coś indiańskiego. Wrzeszczeliśmy na siebie przez dobrą godzinę – westchnęła młodsza kobieta.
Amelia uniosła brwi, zauważając pogłębiający się rumieniec koleżanki.
– Tym razem nie było koło nas Harry'ego, który by nas powstrzymał. Ron wyglądał inaczej niż zwykle – był cały czerwony, ciężko oddychał i miał coś w oczach. Miałam wrażenie, że ogień, który w nich widzę, zaraz mnie poparzy. Nie pomyślałam – ponownie westchnęła. – Praktycznie się na niego wskoczyłam. I zaczęłam całować.
Amy wybuchnęła śmiechem.
– Więc w końcu znaleźliście inny sposób na rozładowanie napięcia!
Hermiona pokiwała głową.
– To był nasz pierwszy raz. Nie mam żadnego porównania, ale to była najlepsza noc w moim życiu – wyznała cicho, zażenowana.
Amelia otworzyła usta, żeby zadać jeszcze kilka pytań, ale zdecydowała się tego nie robić, ponieważ do pokoju właśnie wszedł Severus. Na rękach miał Harry'ego.
– Draco wciąż śpi. Udało mi się zabrać tego tutaj, zanim obudziłby brata – zakomunikował.
– Cześć, Harry! – przywitała się z dzieckiem Hermiona. Potem odebrała go od Mistrza Eliksirów i przytuliła mocno. Chłopczyk dał jej buziaka w policzek. Zawsze się tak w stosunku do niej zachowywał.
– Mona! – powiedział i złapał ją za wiszący na szyi srebrny wisiorek. Przyozdobiony był szkarłatnym rubinem.
Amelia zmarszczyła brwi i przypomniała sobie, że także dostała w prezencie naszyjnik – od Severusa na Boże Narodzenie. Chciała go zdjąć, kiedy pojechała do rodziców, ale nie zdobyła się na to. Wisior był ostatnim łączących ich ogniwem i nie mogła się go, ot tak pozbyć. Nie miała do tego serca. Tak jak jej poradziły przyjaciółki, nigdy go nie ściągała.
– Och, jestem już spóźniona do pracy! – Nagle sobie uświadomiła. – Z góry dziękuję za opiekę nad chłopcami – dodała, po czym ucałowała Hermionę i Severusa.
– Jesteś pewna, że nie chcesz się aportować na miejsce? – Czarodziej otworzył jej drzwi.
– Podziękuję. Pojadę autem. – Jeszcze raz pocałowała Severusa a potem wyszła z domu. Kiedy była już przy samochodzie, pomachała jeszcze ręką.
– Wrócę o piątej, Hermiono – powiedział mężczyzna, gdy z powrotem weszli do mieszkania. – Amelia powinna wrócić wcześniej ode mnie. Przeczytałem twój esej na temat wilkołaków i ich małym udziale w czarodziejskim społeczeństwie – przerwał na moment. – Nie powinnaś pisać aż tyle. – Dopił ostatniego łyka kawy, po czym deportował się, zanim kobieta otworzyła w ogóle usta.
– Dlaczego zawsze musi mnie tak irytować? – westchnęła, nawet nie licząc na jakąkolwiek odpowiedź. Zawsze było tak samo – Severus mówił coś, a następnie znikał.
Harry także zmarszczył brwi, imitując jej wyraz twarzy.
– Och, nieważne. Chodźmy zjeść śniadanie, mały. – Skierowała się do kuchni i naszykowała mu mleko z płatkami. Starała się cieszyć tą chwilą. Wiedziała, że nie minie długo, zanim Draco się obudzi i obaj chłopcy zaczną szkucić.
Jeśli miała być szczera, wspólne zabawy sprawiały jej wiele przyjemności. Dzisiaj bawili się na śniegu przed domem. Zawczasu rzuciła na dzieci zaklęcie ocieplające, żeby nie zmarzły. Draco próbował skakać, ale za każdym razem przewracał się na pupę i wręcz zanosił śmiechem.
– Mona, mona, mona! – powtarzał Harry, co chwilę uklepując śnieg zabawkową łopatką.
Zaczęło prószyć. Obaj chłopcy przerwali swoje zajęcia i wyciągnęli ku niebu ręce. Byli zafascynowani.
– Jesteście razem tacy słodcy! – zapiszczała Hermiona. – Nie wiem, jak wasza mama to znosi! – zaśmiała się, po czym zagoniła dzieci do domu.
W środku przygotowała im po kubku gorącej czekolady. Potem – zgodnie z wypracowaną dotąd metodą – całą trójką usadowili się na kanapie w salonie. Hermiona wyciągnęła bajkę (tym razem był to „Kopciuszek") i zaczęła czytać na głos.
– I żyli długo i szczęśliwie… – zakończyła z uśmiechem na twarzy. Harry zasnął mniej więcej w połowie, zaś Draco sennie tulił się do niej podczas całej czytanki. Delikatnie wzięła ich po kolei na ręce i ułożyła w kojcu. Potem przykryła ich kocami i zgasiła światło.
Severus i Amy wrócili o piątej trzydzieści. Chłopcy już nie spali. Zamiast tego bawili się swoimi psami.
– Wszyscy gotowi na kolację? Zjedzmy w spokoju, zanim chłopcy się znudzą i zaczną domagać uwagi – zaproponował Severus, otwierając butelkę wina. Rozmowa przy posiłku dotyczyła badań Mistrza Eliksirów. – Amelia była pomysłodawczynią tej idei. Wpadła na to kilka tygodni temu. Podszedłem do zagadnienia od trochę innej perspektywy. Skupiałem się na intencji czarodziejów rzucających zaklęcie. Są one ważne, owszem, ale to nie jedyny determinant. Na odczuwane potem konsekwencje wpływają też inne – przerwał na moment, mile połechtany. Obie kobiety słuchały jego wykładu z widocznym zaciekawieniem. – Przyjrzałem się bliżej fizjonomii torturowanych. Na jej podstawie wysnułem pewną teorię. – Oblizał spierzchnięte wargi. – Intencja wciąż ma kluczowe znaczenie dla siły zaklęcia, ale nie ma większego wpływu na zdrowie fizyczne i psychiczne ofiary. Wszystko zależy od biologii.
Severus upił łyk wina i wznowił monolog, widząc, że młodsza kobieta już otwierała usta, żeby zadać pytanie.
– Weźmy na przykład naszą dwójkę. Jestem czarodziejem półkrwi, podczas gdy Hermiona jest mugolaczką. Biorąc pod uwagę ludzką biologią, nic, nie licząc oczywistości, nas od siebie nie różni. Patrząc jednak na nasze magiczne sygnatury, są pewne różnice; wcale nie jesteśmy do siebie podobni. Jesteś ode mnie silniejsza, Hermiono. Cechuje cię większa odporność na zaklęcia i klątwy. Dlaczego? To bardzo proste. Ja od urodzenia byłem wystawiony na magię mojej matki, która była czarownicą. Dzięki temu byłem bardziej świadomy tego, kim jestem, niż ty, urodzona pośród mugoli – westchnął. – I właśnie przez to jestem bardziej podatny na uroki.
Kobiety pokiwały głowami. Wszystko zrozumiały.
– Twierdzisz więc, że czystokrwiści mają mniejsze szanse na odzyskanie sił po klątwie Cruciatus? Z racji tego, że wychowani są przez dwójkę czarodziejów? – spytała zdziwiona Hermiona.
– Moje badania zdają się potwierdzać tę hipotezę. – Uśmiechnął się Severus.
– Niesamowite! Kiedy zamierzasz ogłosić to odkrycie? Czy będę mogła przeczytać projekt? – drążyła podekscytowana czarownica.
– Święty Mung dał mi już zielone światło, co do publikacji badań. W gabinecie mam kopię moich notatek. Dam ci je jeszcze dzisiaj, zanim wyjdziesz.
Amelia zmarszczyła brwi i w zamyśleniu przygryzła dolną wargę.
– Kochanie? Czy to znaczy, że będziesz mógł zacząć teraz badania nad lekarstwem na efekty uboczne? – zapytała.
– Mam już lekarstwo. Problemem jest podanie go na czas. Jeśli będzie zbyt późno, nie przyniesie żadnych rezultatów – westchnął Severus.
– Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie interesuje. Dlaczego skoncentrowałeś się akurat na tym zaklęciu? – Amelia upiła łyk wina.
Mężczyzna skrzyżował ręce i odchylił się lekko na krześle. Nie dane mu było jednak odpowiedzieć na to pytanie.
– Wielu czystokrwistych wierzy, że klątwa Cruciatus jest o wiele skuteczniejsza, kiedy jej ofiarami są mugole. Twierdzą, że to przez „niemagiczną krew" i „słabość fizyczną" – wtrącił się do rozmowy Ron, który pojawił się znikąd w salonie.
– Ronald opanował cichszą aportację i zaklęcie kameleona – pospieszyła z wyjaśnieniem Hermiona.
– Aurorzy nie próżnują, a z tego, co mi wiadomo, to dopiero twój drugi tydzień szkolenia, prawda? – Severus nalał wina do kieliszka i podał go nowoprzybyłemu. – Nigdy więcej tak nie rób – warknął rozdrażniony.
– Przepraszam, profesorze. Chciałem zobaczyć, czy faktycznie to zadziała – wymamrotał zawstydzony Ron.
– Byłeś niesamowity. – Hermiona dała mu buziaka w policzek.
– Zawsze to jakaś niespodzianka – zaśmiał się młodszy czarodziej i pocałował swoją dziewczynę w czoło. Potem zajął miejsce obok niej. – Pańskie badania mogą dać niezłego kopa czarodziejskiej społeczności. Każdy zatwardziały fanatyk o tym przeczyta! Wyobrażacie sobie reakcję ciotki Muriel, kiedy dowie się, że tak naprawdę mugolaki są od niej silniejsze, jeśli chodzi o opór wobec klątw? – roześmiał się Ron. Oczy mu błyszczały i wyglądał, jakby ledwo mógł usiedzieć w miejscu.
Kiedy wszyscy trochę ochłonęli, rozmowa znowu skupiła się na korzyściach, jakie niesie ta nowina dla społeczeństwa.
– Myślałam, że pójdziesz dzisiaj prosto do domu – powiedziała w pewnym momencie Hermiona, patrząc znacząco na Weasleya.
Chłopak wzruszył ramionami.
– Chciałem po ciebie wpaść. Nie podoba mi się to, że sama aportujesz się o tak późnych godzinach. No i mama chciała pogadać o przyjęciu urodzinowym chłopców. – Odwrócił głowę w kierunku Amelii. – Tata kazał mi się ciebie zapytać o obrazki na tortach.
– Aa, no tak. Miałam wysłać Molly sowę, ale wypadło mi to z głowy. – Lekarka wstała od stołu i poszła do pracowni Severusa. Wróciła stamtąd z dwoma zdjęciami. Wręczyła je Ronowi. – To ciasto ze Scoobym będzie dla Dracona, a ze Snarfem* dla Harry'ego – wyjaśniła. – Przekaż, proszę Molly, że dziękuję jej bardzo i naprawdę jestem jej za to wdzięczna.
Amy zapoczątkowała temat zbliżających się urodzin dzieci. Przyjęcie zostało zaplanowane na piątego lutego i miało się odbyć w Norze. Mimo że w rzeczywistości obaj chłopcy urodzili się w zupełnie innym terminie, a zostali odmłodzeni około piątego lipca, Severus zdecydował się właśnie na tę datę. Stwierdził, że tak będzie pośrodku.
Za przygotowania (które rozpoczęło się już miesiąc temu) były odpowiedzialne Andromeda i Molly. Kobiety oszalały na tym punkcie. Od czasu do czasu Amelia dorzucała do ich pomysłów swoje trzy grosze. Najczęściej jednak przypatrywała się temu z boku. „Sprytne zagranie, Amelio" – chwalił ją Severus za każdym razem, gdy udawało jej się wyłgać od planowania.
– Mionka? Helen i Edward też wpadną? – zapytał Ron.
– Tak. Już od jakiegoś czasu mówili o odwiedzinach chłopców – odpowiedziała Hermiona.
Po chwili zboczyli z tematu i zainteresowali się próbami ulepszenia asortymentu sklepu George'a.
– To będzie fantastyczne… – Ron pokrótce wyjaśnił zasady funkcjonowania najnowszej magicznej gry. – Zakładam, że nadal asystujesz mojemu bratu. – Zwrócił się do Mistrza Eliksirów.
– Owszem, dopóki nie stanie na nogach. Teraz idzie mu całkiem dobrze. Panna Johnson dużo mu pomaga – odpowiedział Severus.
Ron posmutniał – zawsze tak reagował, kiedy ktoś specjalnie bądź nie, wytykał nieobecność Freda.
Po skończonym posiłku wszystkie naczynia wylądowały w zmywarce.
– Jestem piekielnie zmęczony. – Ziewnął Weasley. – Te szkolenia są po prostu straszne. Z dnia na dzień jest coraz ciężej.
– W takim razie zbierajmy się już do domu – stwierdziła Hermiona, po czym zwróciła się do Amelii i Severusa: – Dziękujemy za pyszną kolację. – Włożyła płaszcz i szalik. Potem, zgodnie z obietnicą, Mistrz Eliksirów podał jej notatki, o których wspominał wcześniej.
– To my dziękujemy za opiekę nad chłopcami. – Amelia ucałowała młodszych czarodziejów w policzek. – Są pełni energii i potrafią być niezłymi urwisami. – Jak na zawołanie z kojca dobiegł radosny pisk i śmiech jednego z nich.
– Przynajmniej nigdy się nie nudzą. Mogą się razem bawić. – Uśmiechnął się Ron. Z doświadczenia wiedział, że zabawa w pojedynkę, a zabawa z rodzeństwem, to dwie różne rzeczy.
Gdy nastolatkowie się deportowali, Severus objął Amelię.
– Więc jak ci minął dzień? – zapytał, kiedy usiedli na kocu naprzeciwko kojca.
– Cóż, zaliczyłam dzisiaj trzy kolki i cały tuzin dzieci, potrzebujących szczepień – westchnęła, a potem cicho jęknęła. Uwielbiała, jak Severus masował jej plecy. – A u ciebie co tam?
– Posprawdzałem notatki i porozmawiałem z szefostwem szpitala – powiedział, a potem zaczął się rozwodzić na temat próśb Munga. Kierownik chciał, żeby ulepszył co poniektóre eliksiry.
– Wydawało mi się, że zależy ci tylko na badaniach – odpowiedziała ze zmarszczonymi brwiami.
– Tak jest, ale myślałem, że najlepiej będzie, jak przerzucę się na mikstury. Tęskniłem za warzeniem i wiem, że jestem w stanie co nieco udoskonalić. – Przygryzł wargę. – Mógłbym dzięki temu spędzać więcej czasu w domu, z tobą i dziećmi – dodał ostrożnie.
Amelia uśmiechnęła się promiennie.
– Byłoby wspaniale – stwierdziła i cmoknęła go w nos.
Harry, dostrzegając ich tymczasowy brak zainteresowania nim, postanowił to zmienić.
– Tata, tu! Tata, tu! – Wskazał na siebie, po czym zrobił nadąsaną minę.
Severus uniósł brew i wyjął go z kojca.
– Widzę, że stałeś się okropnym chłopcem. – Pocałował dziecko w czoło. – Och, chcesz się przytulić? Ale stałeś się potrzebujący… – zaśmiał się, a Amy zmarszczyła na ten widok brwi. – Kocham cię.
– Rezerwuję więc sobie Draco – oświadczyła, po czym usiadła na kanapie i posadziła sobie malucha na kolanach. – Jak ci minął dzień, skarbeńku?
– Hały, Mona, siek. Siek z góly – wybełkotał blondyn, wyciągając rączki ku sufitowi. Chciał w ten sposób pokazać, jak padał dziś śnieg.
– Widzę, że bardzo ci się podobało. – Urocze. Uśmiechnęła się, gdy chłopiec przytulił się do jej piersi i nie przestawał paplać po swojemu. Na spokojnie wstała i poszła na górę.
– I jeden z głowy – szepnął Severus, siadając na miejscu kobiety. Draco usnął, podczas gdy Harry bawił się palcami mężczyzny – zginał je wedle własnego uznania i prostował. Bardzo go to cieszyło. Z niewiadomych przyczyn wyglądał na bardzo na tym skoncentrowanego.
Tę zabawę koniecznie trzeba było urozmaicić.
Severus na czubku swojego palca stworzył małą kulkę świetlną. Chłopiec próbował je złapać, ale wtedy światełko zniknęło. Harry rzucił tacie zdziwione spojrzenie.
– Siato! Siato! – powiedziało dziecko, chcąc wznowić zabawę.
– Przestań się z nim drażnić. Miałeś go zmęczyć, a nie rozochocić. – Amelia weszła do salonu. – Chodź do mamusi, kochanie – dodała w kierunku szkraba. Mały automatycznie owinął ręce wokół jej szyi. – Zobaczymy się w sypialni, Severusie. – Uśmiechnęła się zadziornie, po czym szybko pocałowała mężczyznę i weszła na pierwszy stopień.
* Snarf – postać z kreskówki ThunderCats, którą lubi Harry. Wygląda na to, że to jeden z jego ulubionych bohaterów. W 1985 r. głos podkładał mu Bob McFadden, zaś w 2001 r. Kōrogi Satomi
