Gomene że tak długo ale nie miałem czasu w tygodniu ( mnóstwo roboty związanej z założeniem konta bankowego i sprawdzianami w szkole. ) ale mam nadzieję że rozdział się wam spodoba bo chodził mi on po głowie już od dłuższego czasu. Pod koniec kilka wiadomości, może smutnych, może nie, tak czy siak, ZAPRASZAM DO LEKTURY!
***Kraj Żelaza***
Po kilku godzinach Naruto, Karui, Yamato i Kakashi dotarli do najbliższej wioski gdzie znaleźli izbę w której się zatrzymali. Karui i Yamato ulokowali się w jednym a Kakshi i Naruto w drugim jednak oboje joninów uznało że młodzi potrzebują czasu by wszystko przemyśleć i zostawili ich samych w pokojach, udając się na oględziny wioski.
Oboje Uzumakich leżało bezwładnie w swoich pokojach, nie mogąc uwierzyć w to co się wydarzyło.
***Pokój Karui***
Dziewczyna leżała bezwładnie na łóżku, zdjęła swoją białą kamizelkę, bandanę i buty i patrzyła przez okno na padający śnieg. W ciągu kilku sekund z dumnej Kunoichi Kumogakure stała się Kunoichi bez wioski. Tylko dlatego że pomogła swojej rodzinie, swojemu klanowi. Dlaczego? Czuła wściekłość, bezsilność, żal i chęć rozwalenia czegoś. Jednocześnie też czuła że zrobiła dobrze. Dlaczego więc nie mogła się uspokoić? Zaczynało ją nosić, chodziła po pokoju warcząc, prychając i wymachując dłońmi.
Czy ja zgłupiałam do reszty?! Trzeba było spędzić całą noc w bibliotece a nie dać się przekupić! Kami, straciłam dom, rangę, dobre imię, nie mam nic! Karui, ty debilko! Ty durna cipo, co teraz?! Nie masz dokąd pójść! Nie masz dachu nad głową, nie masz nic!
'Karui-san, mam nadzieję że nie sprawiłam ci żadnego kłopotu'
Grr…cholera jasna, czemu właśnie teraz wyskakujesz?! Warknęła czarnoskóra słysząc w głowie głos Kushiny. W tej chwili chciała ona chwycić czerwonowłosą kobietę i roztrzaskać jej czaszkę o najbliższy krawężnik jednak w tym samym momencie przypomniała sobie widok Naruto klęczącego przed jej byłym przełożonym. Jego smutny, przepełniony żalem głos który błagał o wybaczenie dla jego kompana. Dlaczego Naruto chciał bronić kogoś takiego jak Sasuke? Przecież to morderca, zamachowiec i terrorysta a on nazywał go przyjacielem. O co tutaj chodziło?
Dziewczyna opadła na łóżko klepiąc się po policzkach po czym uspokoiła się na moment. Wyjrzała przez okno. Biały puch leniwie spadał z nieba, jakby od niechcenia. Zamiast się wnerwiać, musi teraz serio pomyśleć. Co dalej? Ma zamieszkać z rodziną Uzumakich? To jedyne sensowne wyjście, musi mieć jakąś bazę do czasu aż wykombinuje jak wrócić do łask Raikage ale pewna część niej nie chciała aprobaty tego czarnego durnia. Czym był ten nowy głos w jej głowie?
Wtedy jednak poczuła coś dziwnego. Niedaleko wylądował ktoś z ogromnymi pokładami chakry, usłyszała jak ktoś siada w oknie pokoju obok, po jej karku przeszedł dreszcz. Wtedy też usłyszała głęboki, męski głos.
-Jak się masz, Uzumaki Naruto?
*BUM*
***Konoha, Pole treningowe***
-KUSO!
Kolejny nieudany Rasengan wybuchł Kushinie w dłoni odrzucając ją od miejsca w którym stała. Jej ręka krwawiła z różnych cieć na skórze i była pełna siniaków. Jej irytacja sięgała zenitu. Kuso! Dlaczego?! Dlaczego nie mogę się skupić!? Powinna opanować techniki Minato z marszu a wciąż nie mogę ustabilizować Rasengana!
Tori obserwowała bacznie swoją uczennicę. Gonił ich czas i dobrze o tym wiedziała, jednak nie może ona ruszyć dopóty nie opanuje tych technik jednak w tym tempie nic nie zdziałają.
-KUSO! – wrzasnęła raz jeszcze Kushina uderzając pięścią o ziemię. – Dlaczego mi nie wychodzi 'tebbane!? Tak bardzo się staram, robię wszystko poprawnie mimo to wciąż nie mogę go ustabilizować dattebane!
-Kushi-chan, podejdź tutaj na moment. – poprosiła Tori wzdychając. Kushina spuściła z siebie trochę powietrza i podeszła do swojej mistrzyni, która patrzyła na nią z przymrużonymi oczyma.
-Kushi-chan, powiedz mi, dlaczego nie możesz utrzymać Rasengana w dłoni? – spytała staruszka. Kushina skrzyżowała dłonie na piersiach i prychnęła.
-Nie wiem, robię wszystko tak jak trzeba a mimo to nie wychodzi mi to tak jak Minato czy Sochiemu.
-Powiedz mi… o czym myślisz?
Kushina spojrzała na swoją sensei lekko zdziwiona.
-O czym myślę?
-Tak, co jest w twojej głowie? Jakie myśli w niej krążą? – spytała ponownie Tori zdezorientowaną Kunoichi.
-No…e…
Widząc zakłopotanie na twarzy Kushiny wiedziała już gdzie tkwi przyczyna problemu. Ech…lata mijają a niektóre rzeczy wciąż się nie zmieniają.
-Kushi-chan, powiedz mi, co jest kluczem do korzystania z twoich łańcuchów?
O co jej chodzi? Do czego ona pije? Syknęła w myślach zdezorientowana matka wzdychając.
-Duże pokłady chakry, lotny umysł, koncentracja…
-Właśnie. Koncentracja. – przerwała Tori powtarzając ostatnią podaną przez jej uczennicę cechę. – Rasengan to jutsu klasy S, wymaga niesamowitej kontroli nad chakrą oraz transformacją jej kształtu. O ile z tym nie widzę problemu to problem jest gdzie indziej. Twoje myśli zaprząta teraz dużo myśli. Twój były mąż, Sasuke, twój syn, to co się dzieje na Szczycie Kage, te i wiele innych myśli zaprząta twój umysł, nie możesz się skupić przez to nie możesz utrzymać Rasengana w swojej dłoni.
-Sensei – zaczęła Kushina lekko skruszona. – Ja próbuję, naprawdę ale… po prostu nie potrafię, nie umiem, te wszystkie rzeczy są dla mnie ważne.
Tori wyjęła z kieszeni swojego kimona pędzel i mały kałamarz i namoczyła koniuszek pędzelka i wyciągnęła pociętą dłoń Kushiny, po czym narysowała na niej małą kropkę. Obie wpatrywały się w znak na dłoni czerwonowłosej, Kushina całkiem zdziwiona a Tori z lekkim uśmiechem.
-Wiem ale jeśli chcesz zdążyć musisz oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli i skupić się. Musisz znaleźć coś co naprawa cię siłą. Tylko w ten sposób dasz sobie radę. W przeciwnym razie, Rasengan i inne techniki twojego męża pozostaną poza twoim zasięgiem. Spróbuj teraz, oddychaj głęboko, oczyść umysł i skup się.
Kushina spojrzała niepewnie na swoją senseikę która uśmiechała się ku niej po czym ponownie zawiesiła wzrok na kropce na swojej dłoni.
-Dalej, spróbuj. – poprosiła Tori. Kushina odstąpiła od swojej mentorki, wzięła głęboki oddech i przyjęła pozycję. Wyciągnęła dłoń, skupiła wzrok i myśli na kropce na jej dłoni i zaczęła działać. No dalej Kushina, dasz radę, tym razem musi ci się udać! Teraz uformuj chakrę, nadaj jej kształt i wprowadź rotację. Uśmiech na twarzy Kushiny rósł z każdym kolejnym krokiem. Kiedy w jej dłoni uformował się jasnozielony Rasengan, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Naprawdę? Udało mi się?
*BUM* (AU: NOPE, LOL! )
-KUSO!
***Baza Samurajów***
Sasuke…jego chakra…jest zupełnie inna. Jest taka chłodna i obojętna…on jest silniejszy niż podczas Drugiego Poziomu Przeklętej Pieczęci…to nie jest Sasuke którego znam.
Karin obserwowała z górnego kontuaru jak Jugo, Suigetsu i Sasuke walczyli z Samurajami, shinobi z Kumo i Raikage. Całe jej ciało się trzęsło, widząc jak ostatni Uchiha z zimną krwią i lekką nonszalancją zabija kolejnych Samurajów. Od Sasuke biła mordercza Aura, która sprawiała że jej zdolności sensoryczne słabły. Od kiedy Sasuke zaczął współpracować z Tobim, wszystko się zmieniło i wiedziała że to mężczyzna w masce jest powodem tych zmian. Jednak jedyne co czuła w tej chwili to strach na widok czarnowłosego użytkownika Sharingana. Wtedy właśnie Sasuke aktywował swoje nowe oko. Momentalnie Karin poczuła jak całe jej ciało zamarza, poczuła dominujące zimno i mrok sprawiający że na moment zapomniała o oddychaniu. Coś wielkiego przecięło kilka filarów podtrzymujących wyższe kondygnacje bazy Samurajów, sprawiając że sufit zaczął się walić. Wtedy pierwszy raz ujrzała Susanoo Sasuke.
-Zmiażdżę was.
***Kraj Żelaza***
Naruto leżał samotnie na podłodze, wpatrując się w sufit. Sasuke…co się z tobą stało? Podobno zabiłeś Itachiego… dokonałeś swojej zemsty…więc dlaczego nie wracasz do liścia? Czy choć trochę ci ulżyło? Blondyn przewrócił się na prawy bok. Wszystko czego się ostatnio dotknął obracał w porażkę. Przez niego Karui została wykopana z własnej wioski, nie dał rady zatrzymać Raikage który zbeształ go jak psa co było jak sól na i tak już bolącą ranę którą otwarła jego matka.
-Wszystko było do bani…
Wtedy poczuł jak obok niego pojawia się jeszcze jedna osoba. Znał tą chakrę, taka silna, chłodna i nikczemna, wywołująca ciarki na jego plecach. Co on tutaj robił?
-Jak się masz, Uzumaki Naruto?
Blondyn błyskawicznie utworzył klona który uformował w jego dłoni Rasengana, w czasie gdy oryginał wykonywał doskok do zamaskowanego mężczyzny. Nastąpił wybuch który zmiótł pół ściany pokoju lecz jedyne co zobaczył Naruto to pustkę. Tobi stał na dachu patrząc na niego a klon blondyna zniknął.
-Oj, od razu z Rasengana na dzień dobry? – prychnął Tobi – Kushina chyba nie nauczyła cię dobrych manier.
-Zamknij ryj!
Naruto był już gotów doskoczyć do mężczyzny ale w tym czasie przed Naruto pojawił Yamato za którym wyrosły drewniane kraty powstrzymujące zapędy genina a Tobi został owinięty drewnianymi pnączami a stojący za nim Kakashi z Raikiri w lewej dłoni upewniał się że człowiek z Akatsuki nie wykona najmniejszego ruchu. Do pokoju wbiegła Karui a gdy zobaczyła całą scenę zdębiała. Jej oczy utkwione zostały w zamaskowanym mężczyźnie którego sama obecność ją paraliżowała.
-Kopiujący Ninja Kakashi, ciekawostka.
-To bardzo głupie atakować Naruto samemu. – zauważył Yamato spoglądając na Tobiego.
-Ty gnoju! Gadaj co zrobiłeś z Sasuke?! – warknął Naruto łapiąc za kraty. – Gadaj gdzie on jest!
-Spokojnie, przyszedłem porozmawiać, nie walczyć. – odpowiedział Tobi . –Co do Sasuke, cóż…na twoim miejscu odpuściłby sobie uganianie się za nim. Uwierz mi, mówi co to sam Madara Uchiha.
Powiedzieć że Naruto był wkurzony było niedopowiedzeniem, młody Uzumaki głośno zgrzytał zębami widząc człowieka odpowiedzialnego za całego jego życie a jego zły dzień wcale nie poprawiał tej sytuacji.
-Co masz na myśli? – spytał Kakashi łypiąc na niego swoim Sharinganem.
-Cóż…najlepiej będzie jak zacznę od początku. – zaczął Tobi wzdychając. – Pewnie wielu z was słyszało o masakrze klanu Uchiha ale widząc że mamy gościa – mówił spoglądając teraz na Karui – Mała powtórka z historii dobrze nam zrobi. Klan Uchicha jest stary niczym świat, jego korzenie sięgają czasów Rikkudo Sennina a sam klan jest potęgą za sprawą swojego kekkei genkai, Sharingana. To doujutsu dawało im niesamowitą potęgę, pozwalało kopiować techniki, przewidywać ruchy przeciwnika i dostrzegać jego ukrytą obecność ale dawało to też dostęp do wielu jutsu, jak Tsukuyomi, Amaterasu, Izanami czy wielu innych. Gdy Sarutobi Hirzuen objął stanowisko Hokage, wydał dekret który zepchnął klan Uchicha w kąt Wioski Liścia, niegdyś dumny i potężny do klan został wyizolowany i stanowił jedynie siłę porządkową. Niewielu jednak wiedziało że Fukagu Uchicha, ojciec Sasuke i Itachiego i jedna z głów klanu, planowali zamach na Hokage i na całą wioskę.
Oczy trójki z Konohy się rozszerzyły. Słuchali w przerażeniu tej opowieści a Karin próbowała się w tym wszystkim odnaleźć.
-Sarutobi nic nie wiedział ale Danzo udało się dokopać do tych informacji, wszystko dzięki Itachiemu. Itachi działał w ANBU jako podwójny agent Sautobiego i Danzo, Jego lojalność i oddane wiosce były niezrównanie, był gotów bronić Konohy przed każdym. Nawet jeśli oznaczało to wybicie do pnia wszystkich których kochał. Tej nocy Danzo wydał rozkaz anihilacji całego klanu. Itachi wykonał go bez mrugnięcia okiem. Pozabijał wszystkich oprócz
-Oprócz Sasuke. – wtrącił blondyn słuchając mężczyzny w masce.
-Tak. Itachi ponad wszystko kochał swojego małego braciszka, kochał go nawet bardziej niż wioskę. Dlatego pozwolił mu żyć.
Itachi…czy on mówi prawdę? Spytał się sam siebie Kakashi.
***Konoha, pole treningowe***
Kushina zmęczona klęczała teraz roniąc łzy wyczerpania. Zaczynało jej brakować sił, nie czuła już swojej dłoni, cała była pocięta i pokiereszowana, zaczynało brakować jej tchu. Jest źle. Pomimo wszystko wciąż nie mogę go utrzymać. Dlaczego? Robię wszystko dobrze, jestem skupiona więc dlaczego? Minato…proszę…daj mi jakiś znak, wskazówkę…
-Kushi-chan, odpocznij. – zaproponowała Tori podając jej kubek z herbatą i pigułkę wzmacniającą.
-Nie. – odparła Kushina. – Nie mogę. Muszę opanować Rasengana jak najszybciej. Muszę być skupiona, muszę być skoncentrowana, muszę…
Wtedy coś ją tknęło.
***Pole treningowe Konohy, 18 lat wcześniej***
-Rasengan!
Blond Jonin zmiótł z powierzchni ziemi żaby przywołane przez swojego mistrza, pozostawiając białowłosego mędrca bez żadnej obrony.
-Mam cię, Jiraya-sensei. – oznajmił blondyn uśmiechając się.
-Nie mów 'hop' mój młody uczniu. – odparł Jiraya unosząc się. – Jeśli sądzisz że Wielki Żaby Mędrzec da się pokonać to…
-Przegrałeś.
Tym razem głos Minato był bliższy. Jiraya okręcił lekko głowę i dostrzegł jak Minato stoi za nim z kunaiem Boga Piorunów wymierzonym w jego przełyk.
-Na to wygląda. – odpowiedział uśmiechnięty mędrzec. – dobra robota mój chłopcze. – odparł Jiraya odwracając się i klepiąc młodzieńca po ramieniu.
-Minato! Byłeś niesamowity!
Na szyi jonina natychmiast pojawiła się czerwonowłosa piękność która zaczęła go całować po policzku.
-Dziękuję Kushina. – podziękował blondyn obejmując ją ramieniem.
-Jak idzie ci nauka Rasengana Kushina? – spytał Jiraya obserwując młodą parę.
-Ech…to chyba nie dla mnie. – westchnęła Kushina. – Ilekroć wydaje mi się że go utworzyłam zawsze wybucha mi w dłoni.
-Musisz się skoncentrować. – odparł Minato. – Znaleźć coś co przykuwa twoją uwagę i daje ci siłę.
-A ty o czym wtedy myślisz? – spytała Uzumaki nadymając się.
-O tobie oczywiście. – odparł blondyn szczerząc się.
***Pole treningowe, teraźniejszość***
No tak. Coś co daje mi siłę. Dziękuję Minato.
Kushina wstała chwiejnie po czym chwyciła pigułkę i połknęła ją a następnie wypiła jednym haustem kubek herbaty po czym przystąpiła do kolejnej próby. Tori na początku była zdziwiona ale wiedziała że tym razem Kushina była zdeterminowana. Coś się w niej zmieniło. Kushina namoczyła kciuk ślinią po czym zaczęła namaczać czarny punkt na lewej dłoni a gdy jej kciuk zrobił się czarny, zaczęła malować dalej. Po chwili na jej dłoni ukazał się emblemat jej klanu.
-Yosh, próbujemy!
'Znaleźć coś co przykuwa twoją uwagę i daje ci siłę' Naruto…tle zrobiłam źle i wiem, ale się nie poddam.
Jej lewa dłoń zawisła nad prawą, zaczęła kumulować chakrę.
Zraniłam cię ale nie powtórzy się to drugi raz. Dostałam drugą szansę i nie zaprzepaszczę jej.
W jej głowie pojawiły się wszystkie wspomnienia jakie dzieliła z Naruto. Jeszcze z czasów kiedy był kilkugodzinnym noworodkiem.
Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja ale wybrałeś mnie a ja głupia nie potrafiłam tego dostrzec. Dlatego obiecuję ci zawsze być obok ciebie i chronić cię od wszystkiego co złe, nie pozwolę byś znów ronił niepotrzebnie łzy. Nie jest to tylko żądza ciała tak jak to było na początku, tym razem moje uczucia są szczere.
Tori zaczęła się uśmiechać, widząc zmianę w swojej uczennicy.
Nareszcie. Wiedziałam że dasz sobie radę Kushi-chan.
W dłoni Kushiny pojawiła się jasnozielona kula chakry.
-Teraz dodać rotację i utrzymać kształt.
Spaprałam wiele rzeczy. Nie myślałam ale teraz będzie inaczej. Odkręcę to wszystko. Znów będziemy rodziną Sochi.
'Kaa-chan'
Jesteś mi całym światem Naruto. Wszystkim. Dlatego przysięgam na własne życie ; będę cię kochać i chronić.
Kushina zaczęła biec wściekle w kierunku najbliższego drzewa. W jej dłoni jasnozielona kula chakry wirowała z zawrotną prędkością zaś w jej głowie uśmiechnięta twarz blondyna i jego chichot.
Poczekaj na mnie Sochi. Poczekaj jeszcze moment.
Kunoichi doskoczyła do drzewa po czym uderzyła w niej kulą chakry.
Już idę…Naruto
-RASENGAN!
***Kraj Żelaza***
-Nie wierzę! To kłamstwa! – warknął Naruto.
-A jednak. Sasuke wybrał zemstę. – odparł Tobi. – Sasuke jest mścicielem. Zamierza zaatakować wioskę i zniszczyć ją, chce zapłaty z krwi za krew która przelała się w jego klanie. Oto droga Ninja Sasuke.
-KŁAMSTWO!
Kakashi i Naruto nie mogli uwierzyć. Czy naprawdę Sasuke zawładnęła obsesja na punkcie zemsty? Czy naprawdę stał się maniakiem chcącym zniszczyć całą wioskę samemu?
-Wierz lub nie ale taka jest prawda. To jest klątwa która trwa już całe wieki.
-Klątwa? – powtórzył zaskoczony Kakashi.
-Tak. Krew klanu Uchiha jest przesiąknięta nienawiścią. Od zarania dziejów Uchiha pragnęli zemsty. Wszystko ma swój początek u Rikkudo Sennina, który jest uważany za pierwszego ninję w dziejach.
-To tylko mit. – wtrącił Kakashi.
-Mit zrodzony z prawdy. – odparł Madara.. - Rikkudo Sennin dysponował mocą mogącą zaprowadzić ład we wszechświecie. Jednak nie dano my wystarczająco dużo czasu dlatego przekazał swoją moc swoim synom. Starszy syn dostał oczy, uważał że siła jest jedynym sposobem na osiągnięcie pokoju. Drugi, młodszy, dostał ciało i umysł mędrca, on zaś uważał że jedynym sposobem na osiągnięcie pokoju jest miłość i zrozumienie. Przed swoją śmiercią Rikkudou Senin zdecydował że to młodszy syn przejmie jego misję. Starszy z nich nie mógł się z tym pogodzić. Doszło więc do bitwy. Lata mijały, kolejne generacje i pokolenia synów walczyły ze sobą, kontynuując pojedynek o władzę zapoczątkowany przez ich przodków. Aż w końcu Shodaime Hokage;Hashirama Senju i Madara Uchiha stanęli naprzeciwko siebie, zmuszeni do walki. Byli oni kolejnym duetem w tej bitwie. Synowie Mędrca wciąż walczą ze sobą za pomocą kolejnych pokoleń. Ty i Sasuke jesteście kolejnymi wybranymi do tej bitwy. Widzę w tobie Hashiramę, mojego rywala, człowieka który pomimo że był moim wrogiem, podziwiałem.
-Skąd mamy wiedzieć że nie kłamiesz? – spytał Yamato.
-Cóż…właśnie w tej chwili Sasuke robi niezłe zamieszanie na szczycie. Ściga on Danzou, chce jego głowy. Ujmę to w ten sposób. Jeśli kłamię, Danzo dożyje następnego świtu słońca, jeśli mówię prawdę…cóż…niedługo będziecie szukać kolejnego Hokage.
-Ty gnoju. – warknął blodyn wbijając paznokcie w drewniane kraty.
-Cóż… ja się będę zbierał. – oznajmił członek akatsuki. Z Jego prawego oka zaczał wydobywać się wir który wchłonął go i przeteleporotwał. Yamato odwołał pnącza i kraty a Kakashi dezaktywował swoje Jutsu i zasłonił Sharingan. Karui opadła na kolana nie wiedząc co zrobić. Teraz zaczynało do niej docierać. To wszystko ta cała spirala, ta cała sytuacja i historia. Teraz rozumiała ból jaki czuł Naruto, wszystko to do niej docierało. Sam Naruto zaś stał bezwiednie oparty o ścianę, zagryzając zęby i zaciskając pięści. Yamato podszedł do Karui, widząc wyczerpanie kunoichi z Kumo.
-Wszystko w porządku?
-Tak. – odparła łapiąc się za gardło. Oddychała głęboko, wciąż była przerażona ale powoli dochodziła do siebie.
-Naruto, trzymasz się jakoś? – spytał Kakashi podchodząc do blondyna.
-Tak. – odpowiedział beznamiętnie blondyn. Kakashi i Yamato wymienili zaniepokojone spojrzenia. Wiedzieli że ta informacja nie może dostać się do niczyich uszu i nie mogą o tym powiedzieć nikomu, nawet Danzo jeśli ten faktycznie zostanie Hokage.
-Ok, posłuchajcie. – zaczął Kakashi przykuwając uwagę obojga młodych. – To co usłyszeliśmy zachowujemy dla siebie. Nikt się o tym nie dowie. Jasne?
Oboje młodych i Yamato kiwnęli zgodnie głową jednak Naruto był pogrążony w innych myślach. Sasuke…
***Jakieś pół godziny później, z Sakurą i resztą***
-Daleko jeszcze? – spytała Sakura.
-Nie. Są w mieście przed nami, jakieś dwadzieścia minut drogi z stąd. – odpowiedziała Konan.
Sakura nie mogła pozbyć się wciąż tych wszystkich uczuć jakie zaczęły się w niej burzyć. Jej serce biło jej jak szalone i nie dlatego że biegła w szaleńczym tempie ale dlatego że bała się tego co się może stać, chciała to wszystko zatrzymać, chce choć raz coś zrobić. Dotarły do miasta. Lee widział zakłopotanie Sakury.
-Sakura-san, coś się stało? – spytał.
-Nie, wszystko gra, jestem tylko trochę zmęczona, idź przodem. – odpowiedziała uśmiechając się. Lee ruszył przed siebie a Konan podeszła do Sakury.
-Dobrze się czujesz? – spytała Konan.
-Moje serce bije jak szalone sempai. – odpowiada. – Czuję tak wiele, czuję żal i smutek, chcę krzyczeć i roznieść coś w pył, chcę płakać w kącie zamknięta w swoim pokoju, chcę to wszystko zatrzymać, chcę ocalić Naruto i Sasuke ale...sama już nie wiem co czuję, co mam robić.
Sakura była zagubiona w labiryncie własnych uczuć i obie to wiedziały. Podczas gdy młoda kunoichi wciąż szukała wyjścia, Konan wykonała niespodziewany gest. Przytuliła ją do siebie delikatnie. Haruno zdziwiona zaczerwieniła się lekko a jej oddech przyśpieszył.
-Zrobisz co trzeba. – mówi jej Konan. – Wiem że to trudne ale dasz radę. Wiem to.
-Nie chcę ich już więcej krzywdzić sempai. – wyznaje Sakura. – Chcę by było jak dawniej chociaż wiem że to niemożliwe. Nie chcę by te wspomnienia przerodziły się w takie, na które będę patrzyła z odrazą i goryczą.
Konan przerwała uścisk po czym spojrzała Sakurze prosto w oczy.
-Więc zrób co uważasz za słuszne.
Sakura kiwnęła zgodnie głową po czym zaczęła iść razem z Konan do miejsca pobytu Naruto.
Gdy skręciły w którąś uliczkę, dostrzegły dziurę na piętrze jakiejś izby a niżej Naruto, Kakashiego, Karui i Yamato który tłumaczył się właścicielce izby.
Dlaczego nie jestem zaskoczona? Spytała sama siebie Konan w myślach uśmiechając się lekko.
-Naruto!
Sakura zawołała blondyna podbiegając do niego razem z Konan i Leeim ( AU Nie wiem czy tak jest poprawnie, poprawcie mnie jeśli się mylę. ). Wolna trójka obejrzała się w kierunku Sakury i jej towarzyszy w płaszczach podróżnych ( AU no wiecie, te beżowe płaszcze aż do kostek )
-Sakura-chan? Konan-chhan? Lee? Co wy tutaj robicie? – spytał zdziwiony blondyn. Konan nie umknęła uwadze obecność Karui i szybka wymiana spojrzeń dała jej do zrozumienia że Raikage naprawdę wyrzucił ją z wioski. Nie mogła zrobić nic innego niż współczuć biednej dziewczynie ale teraz skupiła się na rozmowie między blondynem a różowowłosą.
-Naruto, posłuchaj, musimy porozmawiać. – zaczęła Sakura. Blondyn posmutniał delikatnie.
-Posłuchaj, jeśli chodzi o Sasuke…
-Właśnie nie o to chodzi. – przerwała mu Sakura rumieniąc się delikatnie, jej wzrok uciekł na moment po czym spojrzała w jego niebieskie oczy. – Widzisz, dopiero dzisiaj coś zauważyłam. Kiedy byliśmy razem w akademii traktowałam cię jako rozrabiakę z którym nikt nie chciał trzymać. Kiedy wylądowaliśmy w jednej drużynie wciąż byłeś irytujący i głośny, co chwila mnie nachodziłeś prosząc o chodzenie za co biłam cię przy każdej możliwej okazji.
Kami, jak tak dalej pójdzie to ona go prędzej dobije niż uratuje. Westchnęła Konan słuchając swojej przyjaciółki.
-Ja wciąż patrzyłam na Sasuke, byłam w niego zapatrzona jak w obrazek i próbowałam zdobyć jego względy, próbowałam ale on nigdy mnie nie zauważał. A ty… zawsze byłeś obok mnie i rosłeś w siłę, tylko po to aby mnie ochraniać. Kiedy wróciłeś z 'tej' misji… byłam wstrząśnięta. Czułam w sobie pustkę, nie wiedziałam co ze sobą zrobić z jednej strony byłam zła a z drugiej strony czułam się winna. Byłam zła dlatego że Sasuke-kun odszedł do Orochimaru ale czułam się winna gdy zobaczyłam cię jakie odniosłeś obrażenia. Przeszedłeś…wycierpiałeś to dla mnie, podczas gdy ja siedziałam i nic nie robiłam. Wtedy właśnie zdecydowałam że będę się uczyć u Tsunade-sama, że następnym razem odzyskamy Sasuke razem.
Kakashi uważnie słuchał przemowy swojej uczennicy. Zastanawiał się do czego zmierza młoda medyczka.
-I kiedy wreszcie dostaliśmy szansę… znów poczułam się winna. Gdy zobaczyłam cię w szale na moście podczas walki z Orochimaru… chciałam cię zatrzymać. Moje serce było roztrzaskane gdy zdałam sobie sprawę że robisz to dla mnie, że korzystasz z mocy Kyuubiego tylko po to aby spełnić daną mi obietnicę… chciałam cię zatrzymać ale ponownie zdałam sobie sprawę że jestem zbyt słaba. – tutaj Sakura złapała się za prawe ramię. To tam uderzył ją wtedy Naruto, ta rana goiła się o wiele dłużej niż inna. – Kiedy spotkaliśmy się z Sasuke-kun… chciałam wyć. Kiedy obojgu się nam wydawało że mamy wystarczająco dużo siły by zawrócić go do wioski… okazało się że nie dorastamy mu do pięt. Chciałam wyć i płakać ale dzięki tobie znalazłam w sobie siłę by to stłumić. Dzięki tobie nauczyłam się by się nie poddawać. A teraz…podczas inwazji Paina, kiedy straciłam wszelką nadzieję wykrzyczałam twoje imię… a ty pojawiłeś się i pokonałeś go. Stałeś się bohaterem wioski. Dzisiaj, kiedy usłyszałam o tym co zrobił Sasuke coś zrozumiałam.
Blondyn spojrzał zdziwiony na Konan która jedynie wzruszyła ramionami z surową miną, mówiąc mu 'Musiałam jej to powiedzieć, wybacz mi'. Sakura przytuliła blondyna i pocałowała go, zadziwiając wszystkich zgromadzonych. Lee i Yamato opadły szczęki, Kakashi wyszczerzył jedno oko a Naruto patrzył zszokowany na swoją przyjaciółkę . Jedynie Konan patrzyła na wszystko chłodnym okiem. Usta Sakury oderwały się w końcu od ust blondyna, oboje byli czerwoni na twarzach i wpatrywali się w siebie.
-Kocham cię Naruto. Dlatego proszę, wracajmy.
-Co? – spytał zdziwiony Naruto. – Czy ja się przesłyszałem? Czy ty powiedziałaś…
-Rany, Naruto, powinieneś bardziej uważać. – zachichotała Sakura. – To ważne kiedy dziewczyna wyznaje swoje uczucia ukochanemu.
Naruto wciąż nie wiedział co się dzieje. Sakura westchnęła i zaczęła tłumaczyć.
-Posłuchaj, jeśli mam wybierać pomiędzy kimś kto nie odwzajemnia moich uczuć i stał się potworem a kimś kto pomimo mojego biadolenia walczy dla mnie i stoi obok mnie, to wolę tą drugą osobę. Ktoś pomógł mi dzisiaj zrozumieć że cały czas ścigałam niewłaściwego mężczyznę. Kocham cię Naruto, chcę być z tobą dlatego proszę, możesz już przestać za nim gnać. Proszę, wracajmy do domu Naruto.
Sakura raz jeszcze obejmuje blondyna ciepłym uściskiem, z nadzieją że jej wysłucha. Gdy poczuła dłonie blondyna na swoich ramionach była pewna że jest w domu, że się jej udało ale ku jej zaskoczeniu blondyn zmusił ją by zrobiła krok w tył i przerwała uścisk.
-Sakura-chan, co ty wygadujesz?! – spytał.
-O co ci chodzi? – spytała zdezorientowana.
Czyżby było za późno? Pomyślała Konan widząc to wszystko.
-Okłamujesz się Sakura-chan. Nie kochasz mnie.
-Co?! – prychnęła lekko zdenerwowana Haruno. – Oczywiście że…
-Sakura-chan, nie wiem co ci się stało ale otrząśnij się! –krzyknął Naruto potrząsając nią delikatnie.
-Naruto, co w ciebie wstąpiło? – spytała – Nie cieszysz się?
-Nie, nie cieszę. – odparł. Sakura zrozumiała że jej argumenty go nie przekonują. Musi zastosować drastyczniejsze środki.
-Czy możemy porozmawiać gdzieś na osobności? – spytała patrząc na Kakashiego.
-Mój pokój jest nietknięty. – wtrąciła Karui. – Jak wyjdziecie z tego rozwalonego to pierwsze drzwi na lewo. Sakura kiwnęła zgodnie głową i chwyciła dłoń blondyna prowadząc go ze sobą. Po chwili znaleźli się w pokoju Karui, stali naprzeciwko siebie pośrodku pokoju patrząc na siebie w niezręcznej ciszy. Ona przy drzwiach a on naprzeciwko niej w niewielkiej odległości.
-Co to za szopka Sakura-chan? O co tutaj chodzi? – spytał Naruto wyraźnie poddenerwowany.
-Naruto, wszystko co powiedziałam przed chwilą jest prawdą. – odparła Sakura roniąc kilka łez. Jedna z jej dłoni powędrowała do tyłu i przekręciła klucz znajdujący się w zamku.
-Posłuchaj, dobrze wiesz że mnie nie kochasz, po co wygadujesz te głupoty?
-Bo mam już dość widoku twojego cierpienia. – odparła. Jedna z jej dłoni powędrowała pod jej bluzkę, do zapięcia stanika podczas gdy druga powędrowała do jej pasa, zaczynając go delikatnie rozpinać. – Nie chcę widzieć jak cierpisz z mojego powodu. Dla mnie. Może niektóre kobiety to rajcuje ale nie mnie.
-Sakura-chan, posłuchaj, nie robię tego dla ciebie! Chcę sprowadzić Sasuke z powrotem z własnych powodów! – odparł blondyn robiąc krok do przodu.
-Więc co cię powstrzymuje? – spytała. Jej dłoń która znajdowała się przy staniku powędrowała teraz do zapięcia jej bluzki a druga która była przy pasie do jej czarnych szortów. – Dlaczego wciąż uparcie za nim gonisz?
-Bo Sasuke to nasz przyjaciel! Zapomniałaś?!
-Czy przyjaciel zadaje ból? Czy przyjaciel zabija? Czy przyjaciel odchodzi żądny zemsty?
Naruto miał już tego serdecznie dość. Ze wszystkich osób które musiało go jeszcze dzisiaj doprowadzać do wrzenia była właśnie Sakura. Kto jeszcze?! Jego nieżywy ojciec wstanie z martwych by powiedzieć mu że jest nim rozczarowany?!
-Naruto, cały czas cierpiałeś a ja chcę jedynie dać ci trochę ciepła. – zaczęła przybliżając się do niego. – Trochę miłości, chcę ci dać zamiast bólu trochę przyjemności. Skoro inne argumenty do ciebie nie przemawiają… może ten do ciebie przemówi.
Tego co się stało nikt nie mógł przewidzieć. Dłonie Sakury powędrowały do zapięcia jej płaszcza i rozpięły guziki a gdy beżowa płachta opadła, oczom Naruto ukazała się naga Sakura. Jej biała cera lśnił na jej wątłych, różowiutkich piersiach, jej łukowate i zgrabne biodra poruszały się zmysłowo z każdym krokiem a jej brzoskwinka była całkowicie wygolona i miała piękny, różowy kolor, taki sam jak jej sterczące sutki.
-Proszę, błagam, jeśli cokolwiek do mnie czujesz, weź mnie tu i teraz.
Ok, a teraz do rzeczy:
- Erotyczne podboje Karin będą kontynuowane. Powodem obecnego zawieszenia jest zerwanie z dziewuchą przez co nie mogę się zebrać by coś napisać w tej tematyce ale może wkrótce coś się ruszy. Błagam was o cierpliwosć
-Moja szkoła wprowadziła pewien projekt, polega ona ona tym że będę uczęszczał na dodatkowe zajęcia z przedmiotów wybranych ( Zawodowe, Polski, Matma, Informatyka, Niemiecki [ NIGDY W ŻYCIU! ] ) i jeśli znajdę pośród najlepszej 30 uczniów, dostanę się na miesięczny wakacyjny staż i tu jest najlepsza część : Staż ma się odbywać w moim miejscu praktyk ( czyli tam gdzie normalnie pracuję ) i za staż mam dostać 1600 ZŁ, czyli blisko dziesięć moich obecnych wypłat.
Zajęcia te będą się odbywały po szkole co oznacza że mój czas wolny się zmniejszy tylko do weekendu i piątku wieczór, dlatego rozdziały mogą być krótsze lub mogą wychodzić rzadziej. Mam nadzieję że jakoś przetrwacie to i znajdziecie odrobinę wyrozumiałości bo sierpniu będę pisał codziennie i rozdziały mogą się pojawiać nawet to czwarty dzień.
-Tradycyjnie, LICZĘ NA WASZE OPINIE I RECENZJE, BYLE BY BYŁY SZCZERZE!
Do zobaczenia wkrótce!
