-Mówiłem ci, że to na nic. Jesteście tylko żałosnymi dzieciakami, nigdy nie będziecie w stanie nawet mnie zadrasnąć, bo to ja jestem najpotężniejszym z demonów! RUUUUGHHHH! - Kurama całkowicie uwolnił się z pułapki Gaary - A teraz... zginiesz... - Kyūbi uniósł swoją gigantyczną łapę, i wymierzył atak w konającego Naruto - W końcu się na tobie zemszczę za te wszystkie lata bycia uwięzionym! - Kurama docisnął Uzumakiego do ziemi. Zarówno Gaara, Kyūbi, jak i Naruto myśleli że to już koniec żywotu Jinchūrikiego. Nagle blondyn poczuł bardzo silny ból w miejscu, gdzie znajdowała się jego przeklęta pieczęć

-NARUTO! - Ryknął czerwonowłosy

-Tak... w końcu będę wolny... po tylu latach męczarni... - Chwilę później, gdy Kurama skończył już użalać się nad sobą, jego łapa zaczęła się powoli podnosić - C... co!? - Gaara zrozumiał wtedy, że Kyūbi nie robił tego umyślnie

-Co to...? - Dopiero po chwili, gdy przyjrzał mu się bliżej, dostrzegł on wielkie skrzydło, przypominające skrzydło demona - Czy to... Naruto? - Nagle demoniczna część ciała została całkowicie rozłożona. Łapa Kuramy została odepchnięta, a oczom Gaary ukazał się zdeformowany Uzumaki. Połowa jego twarzy znacznie zbladła, jego lewe oko zmieniło barwę. Było ono całkowicie czarne, jedynie jego źrenica miała złote zabarwienie. Jego pomarańczową bluzę przebiło na wylot ciemno szare skrzydło, które było rozmiarów samego Uzumakiego

Naruto: Cień Konohy

Rozdział 25: Połączeni

-CO...!? - Zapytał sam siebie Kyūbi

-Kuramo! - Powiedział stanowczo Naruto - Daj się złapać!

-Co się z tobą stało? - Zapytał Gaara

-Spokojnie... wszystko będzie dobrze...doznałem zastrzyku chakry, dzięki której uda mi się wykonać jeszcze jedną technikę - Uzumaki wykonał jutsu zwane Kage Bunshin no Jutsu i stworzył on tylko jednego klona. Atak rozpoczęła kopia, używając Katon: Gōkakyū no Jutsu, a następnie wypluł on średnich rozmiarów ognistą kulę. "Drużynowy" cios kontynuował prawdziwy Naruto, który poraz kolejny użył Ōdamę Shi no Rasengana

-Co zamierzasz zrobić?

-Kiedyś, gdy walczyłem z pewną osobą wraz z Sasuke, udało mi się wchłonąć ognistą kulę do wnętrza mojego Rasengana Śmierci, i tym razem też mi się uda... PODZIWIAJ MNIE, GAARO! AAAARRRGGGG! - Uzumaki rzucił się w wir ognia techniki, którą sam wykonał, a następnie wciągnął go do swojego śmiercionośnego jutsu. Kolejnym krokiem było już tylko trafienie techniką Kyūbiego. Zatem Naruto "odbił się" od powietrza, wykorzystując do tego swoje skrzydło. Zaczął on kierować się w stronę Kuramy - Spróbuj tego, demonie!

-Huh... nie zdołasz tego zrobić... jestem tego pewien!

-Przekonajmy się! KUURAAAMAAAA! - Uzumaki w końcu trafił dziewięcioogoniastego w twarz. Gdy jednak to nie poskutkowało, uwolnił on z wnętrza swojego Rasengana Śmierci swoją poprzednią technikę, czyli ognistą kulę. Ta natomiast, całkowicie z nienacka atakując Kyūbiego, wywołała większe szkody, niż Naruto przypuszczał

-Co to... za moc...? - Kurama został odepchnięty na kilka metrów. To jednak wystarczyło, by ponownie wpakować go do celi

-Dobra robota, Naruto! Jeszcze tylko kraty!

-Jak to zrobić!? - Zapytał bezradnie młody Uzumaki

-Po prostu to zrób! To twoja podświadomość!

-To powiedz jak to zrobić! Przecież też jesteś Jinchūrikim, więc powinienieś to umieć!

-Trudno powiedzieć! To jak ruszanie ręką, jesteś w stanie to zrobić, ale nigdy nie uda ci się wytłumaczyć jak! Zrób to! Nie masz czasu!

-Cholera... - Naruto całkowicie skupił się na wytwarzaniu nowej bramy więziennej, jednak to nie skutkowało. Po chwili Kurama odzyskał siły, i zaczął szarżować wprost na Uzumakiego, wydając przy tym głośny ryk. Dopiero gdy Kyūbi był praktycznie na przełomie jego celi, a podświadomości Naruto, Uzumakiemu udało się wytworzyć bramę. To zmusiło Kuramę do wycofania się, więc tak też zrobił

-O to mi chodziło!

-Hehe... - Zarówno Naruto, jak i piasek Gaary, zaczął powoli znikać

-WRACAJ TU GNOJKU! JESZCZE NIE SKOŃYŁEM! SŁYSZYSZ!? - Zaczął drzeć się w niebogłosy dziewięcioogoniasty.

Rzeczywistość

Parę sekund później

Gaara nawet nie drgnął. Nadal siedział po turecku, trzymając swoją rękę na czole Naruto. Po chwili Uzumaki odzyskał świadomość. Czerwonowłosy dowiedział się o tym, gdy na twarzy blondyna pojawił się mały uśmieszek

-Huh... a jednak nam się udało! - Powiedział Naruto

-Tak, wiem - Potwierdził Gaara

-Co...? Nie słyszę entuzjazmu w twoim głosie... przecież pokonaliśmy dziewięcioogoniastego!

-Jeżeli już, to ledwie co przesunęliśmy go o parę metrów w tył

-Nooo... niby tak. Ale pomyśl o tym z tej strony! Udało nam się go schwytać!

-Uczyniłbym to, gdybym nie wiedział, że nie walczyliśmy na poważnie

-Uh... co?

-Nie mów, że nie zauważyłeś. Kyūbi nie używał nawet małej części swojej prawdziwej mocy...

-Jak to?

-Przecież nawet gdy dziewięcioogoniasty wiedział o tym, że chcesz zadać mu krytyczny cios, nie obronił się. Często też stał niczym nie wzruszony, gdy wykonywałeś na nim jakieś techniki

-Dlaczego miałby to robić...?

-Pomyśl sam... Gdyby jednak zabiłby cię, zyskałby wolność, lecz dopiero po dziesięciu latach samotności... więc nie ma się co dziwić, że miał wątpliwości...

-Może masz rację...

-Cóż, ale to i tak nie zmienia faktu, że bardzo dobrze się spisałeś, Uzumaki Naruto!

-Huh... dzięki, ty też, Gaaro... ja... kiś... tam?

-Żaden problem, z resztą, i tak nadal wiszę ci nie małą przysługę. Przeze mnie mogłeś zginąć... przeze mnie cała Konoha mogła zostać zniszczona... wybacz...

-Jasne... już dawno to zrobiłem...! Wiesz co...? Kiedyś będziesz musiał wpaść do mojej wioski! Co prawda, nie było cię w niej tylko dwa miesiące, ale i tak wiele się zmieniło!

-To chyba nie będzie konieczne... Aha, Naruto, nie zapomnij o krysztale!

-Krysz...? Ach tak! Hehe... Mam nadzieję, że wróci on do swojego posiadacza. Udało mi się go skraść, gdy były zamieszki między wieśniakami, a Sasuke nadal wierzy, że ukradłem go dla Kyūbiego... Huh... Muszę mu wyjaśnić jeszcze wiele rzeczy...

-Rozumiem, że robiłeś to po to, by chronić swoje życie, ale już nigdy tak nie blefuj z przyjaciółmi. Sam niewiele o tym wiem, ale i tak staraj się tego nie robić, gdy nie jest to konieczne...

-Jasne...

-Aha, Naruto. Zapomniałem spytać... co się z tobą stało? No wiesz... te skrzydło i zdeformowana twarz...

-To przeklęta pieczęć. Często zdarzało mi się, że coś wyrastało mi z pleców, jednak był to tylko zalążek tego, co stało się dziś. A twarz...? Nawet nie wiem co się z nią stało...

-Rozumiem... Dobrze że mi o tym przypomniałeś. Gdybyś mógł mi o czymś powiedzieć...

-O czym?

-Czy nie wiesz co się stało z... no wiesz... Orochimaru?

-Ja? Nie... Prawda jest taka, że nigdy nawet go nie widziałem... Po incydencie w lesie śmierci, wraz z Kabuto zniknął... i to wszystko co o nim wiem... Zrobiło się niemałe zamieszanie, jeżeli chodzi o drużyny... Drużyna ósma przestała istnieć. Kiba ginął, a przetrwali tylko Hinata oraz Shino, no i ich nauczyciel, Kurenai sensei. Jak na razie nawet sam Hokage nie wie, co z nimi uczyć, ale za niedługo coś powinno się wydarzyć...

-Dziękuję za informację... Jeszcze nim pójdziesz, może chciałbym się w coś odziać? Twoja bluza jest przedziurawiona...

-Nooo... chętnie bym coś założył... w końcu czeka mnie trzydniowa podróż!

-Jasne... za chwilę ci coś przyniosę

-No tak, ale...

-Ale co...?

-Jeszcze nim tutaj przybyłem, miałem dziwne wrażenie, że przez najbliższy czas nie powinienem wracać do Konohy

-Słucham? To pewnie tylko twoja wyobraźnia, nie przejmuj się tym!

Po chwili Gaara przyniósł Uzumakiemu czerwoną pelerynę, którą po chwili odział i wyruszył w podróż do Konohy.

Trzy dni wcześniej

Konoha

-Huh... Naruto Uzumaki... Zawsze byłeś szalony... jednak mimo tego... zaufałem ci... zatem zaufam ci i teraz... wróć w jednym kawałku... - Wewnętrzny monolog Sasuke przerwał jednak... dźwięk eksplozji! Gdy młody Uchicha odwrócił się, ujrzał centrum Konohy, które było całkowicie pochłonięte przez mieszaninę ognia i dymu. Gdy podbiegł on już do miejsca w którym dokonano ataku o dużej skali, ujrzał on stojących w ogniu... - C... co? - Oczom wszystkich zgromadzony ukazały się dwie nietuzinkowe osoby... byli to... Danzō Shimura oraz Orochimaru!

Przez chwilę było słychać tylko i wyłącznie szepty i okrzyki przerażenia. Po chwili obydwoje zaczęli się kierować ku stronie rezydencji Hokage.

-"Orochimaru? Co on tutaj robi?" - Zapytał sam siebie w myślach młody Uchicha - "I kim jest ten drugi mężczyzna...? Skądś go kojarzę, ale czy aby na pewno? Przypomina mi on... nie może być... Danzō? Przywódca korzenia? Czego on tutaj szuka? Powinienem się za nimi udać..." - Jak Sasuke postanowił, tak też uczynił. Zaczął on bocznymi uliczkami kręcić się za nimi - "Na pewno nie przybywają w celach pokojowych. Starają się nas zastraszyć? Raczej tak, inaczej po co by robili takie brutalne wejście...? Chyba kierują się do Hokage. Przynajmniej tyle wiem, ale nasuwa się kolejne pytanie: po co? Lepiej już się uspokoję i po prostu za nimi pójdę" - Po kilku minutach drogi, w trakcie której młodemu Uchichy udało się niezauważalnie przemknąć obok zamachowców, dotarli pod rezydencję Hokage. Po chwili Sasuke usłyszał głos, było do pytanie Orochimaru:

-Zaczynamy?

-Nie. Ja zacznę - Odpowiedział Shimura

-Huh... widzę że chcesz to rozegrać oko w oko, czyż nie?

-Tak. Od dawna czekałem na ten moment, więc zrobię to sam

-Rozumiem, ja za ten czas rozejrzę się za "nim"

-"Czyżby chodziło mu o Naruto?" - Pomyślał wtedy młody Uchicha - "Orochimaru nie miałby innego celu, niż odnalezienie go. Jednego już rozszyfrowałem, ale ten drugi, z opaską na jednym oku... po co on tu...?"

-Witaj, Sasuke - Odezwał się chrypowaty oraz przerażająco zimny głos. Młody Uchicha uniósł ku górze swoją głowę, dostrzegł on... Orochimaru...

-TO TY!?

-Jesteś wraz z Naruto w drużynie, prawda?

-...

-Więc powiedz mi, gdzie on jest...

-...

-Zapytałem: GDZIE ON JEST!?

-Huh... nie wydam go...

-Co?

-To co słyszysz... możesz być nawet najpotężniejszym ninja na świecie, ale i tak go nie wydam!

-O ty gnojku! Zapytam po raz ostatni - Orochimaru chwycił Sasuke za szyję, uniósł go ponad ziemię, a następnie docisnął do ściany czyjegoś domu - Gdzie jest Jinchuūriki!?

-P... p...

-Gdzie?

-P... pierdol się...

-Huh... twarda sztuka... aż mam ochotę przeprowadzić na tobię parę eksperymentów... Masz szczęście, że mam zakaz rozpoczynania jakichkolwiek bójek, inaczej już dawno być nie żył - Bladoskóry upuścił prawie uduszonego na śmierć Uchichę - Jeszcze się policzymy...

-TYYY! - Sasuke rzucił się na Orochimaru z kunaiem w ręku. On jednak wykonał tylko jeden unik i uderzył go pięścią w brzuch, nokautując tym samym młodego Uchichę

-Głupie dziecko...

-Cz... czego chcecie... CZEGO OD NAS, DO CHOLERY, CHCECIE!?

-Ja? Chyba domyślasz się moich celów...? A jeżeli chodzi o tego drugiego... nie dbam o niego... współpracujemy razem, lecz mamy całkiem inne kierunki. Poczekaj cierpliwie, a wszystkiego się dowiesz... hehehehe... - Orochimaru odszedł. Sasuke podniósł się z ziemi

-"Kiedyś miałem "znamię" dzięki któremu wiedziałem, kiedy coś złego przytrafiało się Naruto. Teraz jednak, gdy mój brat ją przemienił, przestałem to odczuwać. Jednak tego uważam, że nasze umysły są w jakiś sposób połączone... Gdy on był szczęśliwy, ja także odczuwałem szczęście... Gdy on był zmartwiony, ja także odczuwałem smutek... Może uda mi się w jakiś sposób ostrzec go przed tym co się dzieje w wiosce... postaram się maksymalnie na tym skupić... Naruto... jeszcze nie wracaj do wioski, jest tu zbyt niebezpiecznie..." - Sasuke zaczął powtarzać w myślach tą samą kwestię z myślą, że uda mu się połączyć umysły wraz z Uzumakim.