Rozdział XXV
Koniec roku nadszedł szybciej, niż jakikolwiek uczeń Hogwartu by chciał. Każdy z nich lubił swoją szkołę, przebywanie ze znajomymi, a w niektórych przypadkach również odkrywanie tajemnic zamku. Mimo to większość z nich nie była osobami, które kochałyby naukę, a ta niestety była nieodłączną częścią mieszkania w zamku.
Siedząc na ławce na podwórku w tylnej części domu, Shyanne spoglądała w niebo i rozmyślała. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę przyniesie jej nowy rok. Gdy wróci do Hogwartu, nie będzie wiedzieć nawet na jak długo – od kiedy wybiegła ze złością z kuchni, jej matka nie podjęła tego tematu ani razu, natomiast jej ojciec nie odezwał się do niej nawet słowem. Nie rozumiała, dlaczego tak bardzo przeszkadzało jej to, że była czarownicą – jej matka była z niej dumna, a gdy w Hogwarcie rozmawiała z innymi uczniami pochodzącymi z rodzin mugolskich, ich rodzice również zaakceptowali ich takimi, jakimi byli. Przez chwilę nawet myślała, że taką niechęć w stosunku do magii mogłoby przynieść tylko nieprzyjemne doświadczenie z nią związane, ale to było absolutnie niemożliwe. W końcu zarówno Wyatt jak i Noelle, po raz pierwszy zetknęli się z magią podczas wizyty w ich domu profesora Hollandsa.
Spojrzała z powrotem w dół, gdy usłyszała kroki. Tuż przed nią stał Sean, ciepło ubrany, z dwoma parującymi kubkami w dłoniach. Podał jej jeden z nich, strzepnął z drugiej części ławki śnieg i usiadł obok siostry. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, przyglądając się gwiazdom, które tej nocy było naprawdę pięknie widać. Shyanne nawet zaczęła tłumaczyć mu, jakie gwiazdy i konstelacje widać. Chłopak słuchał jej przez krótki czas z zaciekawieniem, potem jednak dziewczyna umilkła.
- Skąd ty to wszystko wiesz?- zapytał, a Shyanne uśmiechnęła się lekko, upijając kilka łyków gorącej czekolady.
- Mam w szkolę taki przedmiot jak astronomia.- odparła, spoglądając na niego.
- Racja, zapomniałem…- uśmiechnął się Sean, przenosząc wzrok na twarz siostry- Słyszałem rozmowę rodziców… Wygląda na to, że postanowili pozwolić ci zostać w Hogwarcie, jeśli załatwisz sobie w szkole, że dadzą ci możliwość dojazdu do niej w inny sposób niż dotychczas… Mimo wszystko, bilety na samolot, nocleg, wszystko kosztuje… A ty jeszcze będziesz musiała ukrywać sowę, wszystkie magiczne przedmioty jakie posiadasz…
- Dałabym sobie radę… Ale najważniejsze, że zostanę w Hogwarcie… Mama przysłała cię, żebyś mi to powiedział?
- To też, ale przyleciała do ciebie sowa z listem.- Sean podał Shyanne kopertę, na której dziewczyna zobaczyła drobne, staranne i lekko pochyłe pismo Allyson.
Shyanne,
Wysyłam wiadomość do Ciebie i do Andrew, ponieważ domyślam się, że po przyjeździe do Hogsmeade będziecie mnie szukać. Nie ma sensu, żebyście wypatrywali mnie w tłumie uczniów wychodzących z pociągu, ponieważ mnie w nim nie będzie. Będę za to, jak co roku, z niecierpliwością czekać na was w szkole. Sądzę, że zastanawiasz się, dlaczego, a wydaje mi się, że w ten sposób będzie mi łatwiej to wyjaśnić…
Gdy pojechałam do domu wszystko było dziwne i przeczucie podpowiadało mi, że cos jest nie tak. Jak widać po raz kolejny się nie pomyliło, bo dokładnie w Wigilię ojciec postanowił objaśnić powody swojego niecodziennego zachowania. Należy do RZCK i uważa, że uczniowie Hogwartu powinni również mieć możliwość dowiedzieć się o tym coś więcej i jeśli będą chcieli, to dołączyć. Chciał, żebyśmy razem z Annabelle namawiały do wstąpienia do RZCK. Nie zgodziłam się i wpadł w szał; z pomocą Annabelle i Alexandry uciekłam z domu, razem ze wszystkimi rzeczami. Dostałam się do Hogsmeade, a potem dołączyła do mnie Annabelle i razem udałyśmy się do Dziurawego Kotła. Chciałyśmy wrócić siecią Fiuu do szkoły, ale skończyło się na tym, że po prostu tam zostałyśmy na święta. Jutro profesor Longbottom zabiera nas ze sobą z powrotem do Hogwartu.
Swoją drogą, to ciekawe, że Alexandra tak bez wahania pomogła mi dostać się do Hogsmeade. To nie jest zbyt podobne do niej, a jednak nawet przez moment się nie zastanawiała. Tym bardziej jest to dziwne, że Antonie po prostu stała i patrzyła się na wszystko bez słowa. Może po prostu miała przypływ dobrego humoru.
Nie mogę się doczekać, aż spotkamy się w szkole!
Allyson
Shyanne przeczytała dość długi jak na Allyson list i nie mogła uwierzyć w to, co jej przyjaciółka napisała. Co prawda nie znała Alastaira zbyt dobrze, ale nie sądziła, że nawet on byłby w stanie wpaść w szał z takiego głupiego powodu. Tym bardziej, że przecież znał swoją córkę na tyle dobrze, żeby wiedzieć, jakie będzie jej stanowisko. Ucieszyło ją jednak, że miała szczęście zatrzymać się w Dziurawym Kotle i w przyjemny sposób spędzić święta.
- Rozmawiałem z mamą o wiesz czym…- powiedział Sean widząc, że Shyanne schowała list z powrotem do koperty.
- Co powiedziała?- w głosie dziewczyny było widać wyraźne zaciekawienie.
- Że domyślała się tego już od dawna… Wydawało mi się, że nikt niczego nie widział, ale najwyraźniej wcale tak nie było…
- A tata?
- Też wie… Całkowicie jednak to ignoruje… Dokładnie na takiej samej zasadzie, na jakiej zachowuje się, gdy ty opowiadasz o szkole i o wszystkim, co się w niej dzieje.
Shyanne pokiwała głową i nic już nie powiedziała. Wypiła już całą gorącą czekoladę z kubka i zaczęła z powrotem spoglądać w niego, przyglądając się gwiazdom. Nie miała pojęcia, że dokładnie to samo robi Allyson. Ally siedziała na pojedynczym stopniu przy wejściu do Dziurawego Kotła od strony ulicy Pokątnej, ubrana w ciepły płaszcz i opatulona puchońskim szalikiem. Przyglądała się niebu, czekając na północ. Im bliżej do niej było, tym więcej ludzi wychodziło z domów nad sklepami i szykowało się na przywitanie nowego roku.
Rozmyślała o wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie dwanaście miesięcy i zastanawiała, co przyniosą kolejne tygodnie. Cieszyła się, że wraca do szkoły – mimo że w Dziurawym Kotle czuła się naprawdę przyjemnie, to i tak nie mogła pozbyć się przeświadczenia, że jest intruzem. Longbottomowie ani razu nie dali jej tego odczuć, ale obserwując ich interakcję dochodziła do wniosku, że gdyby jej tam nie było, być może byliby w stosunku do siebie jeszcze bardziej ciepli i otwarci. Trevor, za każdym razem gdy widział ją lub towarzyszącego jej Jamiego bardzo się cieszył, Eric również. Profesor Longobottom i jego żona traktowali ją i jej siostrę jak część rodziny i wydawali się być tacy jak zwykle. Hayley natomiast, za każdym razem gdy dostrzegała je w pokoju stawała się cichsza, a gdy to Ally gdzieś ją znajdowała, ta siedziała w milczeniu, skupiając się na tym co robiła.
- Tu jesteś!- usłyszała głos Annabelle i już po chwili ta usiadła obok niej- Szukałam cię po tym jak skończyłam się pakować… Tobie zajęło to bardzo mało czasu…
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie rozrzucałam wszystkich moich rzeczy po całym pokoju.- odparła Puchonka z lekkim uśmiechem- Cieszysz się, że wracamy do szkoły?
- Pewnie. Dawno nie miałyśmy okazji tak dużo czasu spędzić tylko ze sobą jak w te święta i bardzo mnie cieszy, że tak akurat się złożyło. Ale i tak jestem zadowolona, że wracam… Czasem chciałabym, żeby szkoła się już skończyła i żebym miała wyniki OWTM-ów… Zastanawianie się czy je zdam czy nie jest irytujące!
- O czym ty mówisz? Po co się zastanawiasz czy je zdasz, przecież odpowiedź jest oczywista, że tak!
- Nie wiem, Ally… Zwróciłaś uwagę, że zdanie egzaminów w Hogwarcie z każdym rokiem staje się trudniejsze? James mówił mi, że gdy jego rodzice chodzili do szkoły, nawet najwięksi idioci bez problemu kończyli szkołę… A teraz? Jak nie przyłożysz się naprawdę do pracy, to będziesz powtarzać rok, nieważne pierwszy czy ostatni.
- Tak, to prawda, ale i tak uważam, że nie masz co się martwić. Wybrałaś te przedmioty, z których jesteś dobra, więc na pewno je zdasz… Ja za to na pewno obleję zielarstwo, nie ma szans, żebym dostała z tego przedmiotu coś wyżej niż O.
- Jak się postarasz, to może uda ci się zdobyć N albo nawet Z.- obie siostry odwróciły się na dźwięk głosu profesora Longbottoma, który stał w drzwiach razem z ubranym ciepło Trevorem na rękach. Szkrab natychmiast wyciągnął rączki w stronę Allyson, która wzięła go na ręce.
- Tak, na pewno… Jedyne Z jakie dał mi pan od pierwszej klasy dostałam tylko i wyłącznie dzięki Andrew, bo skończył wcześniej i zdołał częściowo uratować moje zadanie przed kompletną porażką!
- Sądzisz, że tego nie wiem?- zapytał nauczyciel z uśmiechem, spoglądając jak dołącza do nich jego żona z pozostałymi dziećmi- Zdaję sobie sprawę, że panna Brooks i pan Hamilton ci pomagają… Ale nie zwracam na to uwagi, żeby lekcja nie zakończyła się kompletną katastrofą!
- Dziękuję!- zawołała natychmiast Puchonka, a wszyscy się roześmiali.
- Taka prawda. Co się stało w Ubersveiście, jak nikt ich nie ostrzegł, że trzeba cię obserwować na Zielarstwie?
- Wylądowałam w Skrzydle Szpitalnym z prawie odgryzionym palcem. Profesor Reynolds panu powiedział?
- Profesor Reynolds nie pisnął nawet słowem, choć potwierdził to wtedy, gdy go zapytałem. Twoi koledzy z drużyny się wygadali.
- Świetnie wiedzieć, że jestem postrzegana jako potencjalne zagrożenie dla siebie, roślin i reszty uczniów.- uśmiechnęła się lekko Allyson pokazując, że tak naprawdę niezbyt się tym przejmuje.
- Nie tylko ty dostałaś taką etykietkę. Twój kolega, pan Hamilton ma identyczną na eliksirach. Profesor Harding wielokrotnie opowiadała, że gdyby nie pomoc twoja i panny Brooks, to mógłby potrzebować nowego kociołka na każdej lekcji.
- Odezwała się gwiazda eliksirów!- zaśmiała się pani Longbottom, patrząc na męża- Jeśli nauczyciele opowiadali sobie wszystko, tak jak wy to jestem pewna, że zajmowałeś czołową lokatę wśród tych, na których co rusz narzekał profesor Snape.
- Dziesięć..! Dziewięć..!- śmiech, który rozbrzmiał po tym komentarzu ucichł, gdy dobiegło do nich odliczanie.
Gdy tylko skończono liczyć, wszystkie przyszykowane sztuczne ognie wystrzeliły w górę, tworząc na niebie rozmaite kształty. Poza nimi wszystkich oplatały różnych kolorów smoki, węże, hipogryfy – absolutnie wszystko, co tylko można było znaleźć do zakupienia do uczczenia Nowego Roku w sposób bardzo efektowny.
- Szczęśliwego Nowego Roku, siostrzyczko.- powiedziała Annabelle, gdy tylko hałas ucichł na tyle, że byli w stanie usłyszeć siebie nawzajem- Zdania SUM-ów jak najlepiej i wygrania turnieju.
- Dzięki! A tobie zdania OWTM-ów i dostania tej spokojnej pracy w Ministerstwie, o której zawsze mówisz.
Kilkanaście minut później wszyscy zaczęli wracać do swoich domów i oni również wrócili do Dziurawego Kotła. Wszyscy natychmiast położyli się spać, nie tylko zmęczeni, ale również świadomi tego, że muszą wstać dość wcześnie rano. Profesor Longbottom musiał być w szkole nie później niż o dziesiątej.
Nie było to jednak ogromnym zaskoczeniem dla nikogo, gdy nauczyciel zielarstwa przekroczył próg zamku zaledwie minutę przed czasem. Nikogo z nauczycieli nie zdziwiła również obecność przy nim sióstr Yaxley, chociaż inna sprawa była z uczniami. Ci natychmiast zaczęli szeptać między sobą, zastanawiając się dlaczego dwie dziewczyny przybyły z Neville'em, a nie razem z innymi – pociągiem.
Wiedząc o tym, że cała trójka znajduje się już w Hogwarcie, Matthew Hollands udał się do swojego gabinetu. Domyślał się, że prędzej czy później do jego gabinetu zawita młodsza panna Yaxley, żeby odebrać od niego swoją miotłę. O jej przechowanie poprosiła go Vanessa, gdy w pośpiechu wyjeżdżała; miała również zostawić w sypialni Allyson informację, że to właśnie on ją miał.
Uśmiechnął się niemrawo na wspomnienie, jak wbiegła do niego do pokoju prosząc go o to, a kilka chwil później opuściła zamek w równie wielkim pośpiechu. Do tej pory zawsze zostawała na święta w Hogwarcie i zdążył się przyzwyczaić do tego, że w każde święta spędzał razem z nią, a także z Jonathanem Reynoldsem. Jego kolega ze szkoły również po raz pierwszy od kiedy zaczął pracę w zamku wyjechał na święta i Matthew spędzał większość czasu w swoim gabinecie. Jego wzrok spoczął na zdjęciu, oprawionym w ramkę, które zostało zrobione podczas Nowego Roku dwa lata wcześniej. Znajdowali się na nim wszyscy troje uśmiechnięci – Vanessa po środku, podtrzymywana na rękach przez niego i Jona, po tym jak zaczęła narzekać, że są od niej dużo wyżsi i będzie wyglądała komicznie. Za nimi znajdowało się ciemne niebo z wieloma fajerwerkami. Bawili się wtedy naprawdę świetnie, zachowując się nawet trochę bardziej dziecinnie od uczniów.
Pokręcił głową, gdy uświadomił sobie, że nigdy nie przypuszczałby, że kiedyś właśnie ta dwójka to osoby mu najbliższe, będące dla niego prawie jak rodzina. Kończąc szkołę nie przypuszczał nawet, że mógłby zostać nauczycielem i nawet nie widział siebie jako osoby, która przekazywałaby wiedzę niezbyt chętnym do posiadania jej młodym czarodziejom. Wiedział tylko, że chce zająć się Transmutacją i po paru latach zyskał miano jednego ze współczesnych ekspertów w tej dziedzinie. A kiedy stare grono pedagogiczne powoli zaczynało się wykruszać i odchodzić na emerytury i McGonagall postanowiła nie tylko odmłodzić kadrę Hogwartu, ale również zatrudnić osoby naprawdę kompetentne w swoich dziedzinach, dostał od niej ofertę pracy. Długo się zastanawiał nad jej przyjęciem, gdyż nie był pewien czy to jest właśnie to, czemu chce poświęcić swoje życie. W końcu jednak przyjął propozycję i po roku przekonał się, że podjął naprawdę dobrą decyzję. Dyrektorka nie tylko nie wyrzuciła go po roku, ale po długim okresie kiepskich osiągnięć, uczniowie uzyskali naprawdę wysokie wyniki na egzaminach. Wyglądało na to, że sprawdzał się na swoim stanowisku, a także został osobą, którą zazwyczaj wysyłano do domów uczniów z mugolskich rodzin. Ze względu na to, że sam pochodził z niemagicznej rodziny potrafił bardzo dobrze wczuć się w sytuację rodziców, którzy dowiadywali się o niezwykłych zdolnościach swoich dzieci. Szybko zyskał miano tego, któremu najłatwiej przychodziło przekonanie ich o tym, że wysłanie dzieci do Hogwartu jest najlepszą opcją. A gdy i McGonagall odeszła na emeryturę, Flitwick zaproponował mu przejęcie od niego opieki nad Ravenclawem. Uważał to za naprawdę ogromne wyróżnienie i ostatecznie przekonało go, że dokonał właściwego wyboru.
Mimo to przez pierwsze dwa lata czuł się dziwnie w towarzystwie kolegów po fachu. Był w ich gronie najmłodszy; najbliżej wiekowo było mu do starszej o osiem lat Catherine Smith, która jednak, jak szybko się przekonał, nie należała do najbardziej pozytywnie nastawionych wobec innych osób. Najlepszą opcją było po prostu nie wchodzić jej w drogę. Następny w kolei, Longbottom, nie zyskał jego sympatii. Początkowo sądził, że będąc wielką gwiazdą magicznego świata, zdobywszy sławę po II bitwie o Hogwart, będzie uważał swoją pracę za poniżenie. Potem przekonał się, że w ogóle tak nie było, lecz za to bardzo dużo czasu spędzał w towarzystwie roślin i w wolnym czasie rozmyślał o swojej rodzinie. Nie były to rzeczy, o których Matthew miał ochotę cały czas rozmawiać, więc po prostu spędzał czas samotnie.
Dwa lata później odeszła kolejna nauczycielka – profesor Hooch i po długich poszukiwaniach nauczyciela latania i opiekuna szkolnych rozgrywek Quidditcha, do Hogwartu przybył Jonathan Reynolds. Był to człowiek, którego znał jeszcze ze szkoły – byli na jednym roku, a nawet w jednym domu. Choć przez siedem lat dzielili ze sobą pokój, to nigdy jakoś specjalnie nie spędzali ze sobą czasu z bardzo prostego powodu. Mieli zupełnie inne priorytety i podczas gdy Matt większość swojego czasu spędzał w bibliotece i na nauce, Jonathan budował swoją reputację jako szkolna gwiazda Quidditcha. Nawet po jej zakończeniu został zawodowym graczem, ale po kilku latach doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu kontynuowanie kariery i dlatego zdecydował się przybyć do Hogwartu. Matthew bardzo się z tego ucieszył i mężczyźni odnowili znajomość, która szybko przekształciła się w bardzo dobrą przyjaźń.
Vanessa dołączyła do nich dwa lata później. Kiedy tylko pod koniec sierpnia przybyła do zamku, rozpoznał w niej najbardziej energiczną i pełną entuzjazmu osobę, jaką pamiętał ze szkoły. Uważał ją wtedy za dzieciaka, bo gdy był w ostatniej klasie, ona rozpoczynała pierwszy rok. Szybko jednak przekonał się, że ta szalona blondynka przez lata nie utraciła swojego zapału i przyjmując posadę nauczycielki eliksirów, nie mogła doczekać się spotkania z uczniami. Zaskoczeniem jednak było dla niego, gdy dowiedział się, że Flitwick postanowił również powierzyć jej opiekę nad Hufflepuffem. Początkowo, razem z Jonathanem, nie byli zadowoleni, że przyczepiła się akurat do nich, ale kiedy poznali ją lepiej, zdołała nieświadomie uprzytomnić im kilka faktów. Pierwszym z nich było, że jej towarzystwo nie było takie złe i choć dzieliło ich kilka lat różnicy, odnaleźli wspólny język i zaprzyjaźnili się z nią. Drugą rzeczą było to, że to zaufanie dyrektora zawdzięczała swojemu ogromnemu entuzjazmowi, a także swego rodzaju patriotyzmowi, gdyż należała do jednych z tych osób, które z dumą mówiły o swojej przynależności do Hufflepuffu. Ta pierwsza cecha przekonała ich także, że nie każdy zostaje nauczycielem w Hogwarcie dlatego, że nie miał lepszej opcji – Vanessa Harding była jedną z tych osób, dla których nauczanie było powołaniem.
Roześmiał się, gdy przypomniał sobie, jak nazwano ich dość swoistym trio. Dwóch całkiem różnych Krukonów – największy nudziarz i szkolna gwiazda - oraz szalona Puchonka; za każdym razem kiedy o tym pomyślał nie mógł się nie zgodzić z tym, kto to powiedział.
Z rozmyślań wydobyło go stukanie do drzwi i szybko podniósł się z fotela, żeby otworzyć. Tak jak się domyślał, dostrzegł za nimi lekko zdezorientowaną Allyson Yaxley i uśmiechnął się na jej widok, wpuszczając ją do środka. Dziewczyna, która nie miała zbyt wielu okazji przebywać w jego gabinecie, natychmiast rozejrzała się dookoła. On tymczasem udał się do przylegającej do pomieszczenia sypialni, w której trzymał Błyskawicę dziewczyny i po chwili wrócił do nastolatki, oddając jej miotłę.
- Profesor Flitwick dokładnie wyjaśni to wszystkim jutro, ale profesor Harding musiała niespodziewanie opuścić zamek. To dlatego oddała ją mnie, po tym jak wymusiła na mnie obietnicę, że będę jej strzegł jak oka w głowie. Była całkowicie bezpieczna.- powiedział i spojrzał z powrotem na drzwi, gdy usłyszał ciche szuranie, jakby ktoś o nie drapał.
Gdy tylko je otworzył, do dziewczyny podreptał malutki, rudy kotek i natychmiast zaczął delikatnie pociągać ją pazurkami za spodnie, żeby zwróciła na niego uwagę.
- Jamie!- krzyknęła zaskoczona dziewczyna, oblewając się jednocześnie szkarłatnym rumieńcem- Przepraszam, kazałam mu zostać w dormitorium, ale jak widać mnie nie posłuchał…- powiedziała, gdy podniosła kotka i ten wyraźnie zadowolony ułożył się wygodnie, przytulony do właścicielki i zaczął mruczeć z zadowolenia.- Dziękuję za to, że przechował pan moją miotłę.
- W porządku, to nic takiego. W końcu każdemu z nas zależy, żeby nic nie stało ci na przeszkodzie w dalszej grze.
Tak jak nauczyciel poinformował Allyson, kiedy następnego dnia w wieczornej uczcie uczestniczyli już wszyscy, którzy wrócili po przerwie do zamku, dyrektor wstał, dając wszystkim do zrozumienia, że ma im coś do przekazania.
- Na początek cieszę się, że widzę was wszystkich w dobrych humorach, gotowych do dalszej nauki!- powiedział z uśmiechem, gdy już udało mu się zdobyć równowagę na stercie książek, na której stał- Musicie wiedzieć, że na prośbę Ministerstwa Magii wprowadziliśmy w systemie, na jakim opiera się nasza szkoła kilka zmian. Ministerstwo uznało, że integracja między domami w pierwszych latach jest zbyt słaba. Dlatego postanowiliśmy zmienić sposób, w jaki spotykacie się na poszczególnych lekcjach tak, żeby każdy dom z każdym miał w miarę po tyle samo lekcji. Z tego powodu nieznacznie zmieni się wasz plan lekcji.
Musicie też wiedzieć, że przez najbliższy czas nieobecna będzie profesor Harding.- gdy tylko zdanie to opuściło słowa Flitwicka, w sali można było usłyszeć wybuch radości, głównie ze strony tych, dla których eliksiry nie były ulubionym przedmiotem.- Nie cieszyłbym się jednak tak bardzo, biorąc pod uwagę, że nie zostanie odwołana nawet jedna godzina eliksirów! Niespodziewanie udało nam się znaleźć zastępstwo na czas nieobecności profesor Harding, więc nic was nie ominie. Nowego nauczyciela poznacie już na pierwszej lekcji, gdyż z pewnych przyczyn, które jasne staną się dla was gdy go poznacie, nie mógł uczestniczyć w dzisiejszej uczcie. Obowiązki opiekuna Puchonów przejmie tymczasowo profesor Roberts.
Myślę, że to wszystko, co musicie wiedzieć, a teraz życzę wam smacznego!
Wszystkie stoły wypełniły się jedzeniem, a w całej sali wybuchł gwar rozmów. Większość uczniów dzieliła się ze sobą tym, jak spędzali święta i Nowy Rok. Nie inaczej zachowywali się Allyson, Shyanne i Andrew i blondynka szybko dowiedziała się, jak jej przyjaciołom minęły ostatnie dni. Po tym, jak podziękowała jeszcze raz Andrew za prezent, nie zapomniała znowu wypomnieć mu, że postanowił włożyć biednego Jamiego do pudełka i wysłać go jej sowią pocztą. Teraz, na widok każdego choćby nie wiadomo jak wielkiego pudła, kotek uciekał gdzie pieprz rośnie w obawie, że go w nim zamkną.
W końcu cała trójka Puchonów wróciła do dormitorium, rozmawiając o zmianach, o których poinformował wszystkich dyrektor. Byli bardzo ciekawi, co im się zmieni; jedyną rzeczą, której byli pewni to że będą częściej spotykali się z Gryfonami i Ślizgonami, a nie jak do tej pory prawie tylko z Krukonami. Zastanawiało ich także, kim miał być nowy nauczyciel eliksirów. Andrew był nim przerażony, mimo że go w ogóle nie znał; profesor Harding przywykła już do jego kompletnego braku talentu, natomiast nowa osoba miała go nie znać. Jeśli nie pozwoli Allyson i Shyanne mu podpowiadać, bez wątpienia coś źle zrobi, a nie wyobrażał sobie, że pierwszą rzeczą o jakiej napisze rodzicom w liście będzie informacja, że potrzebuje kolejnego nowego kociołka. Ostatecznie dziewczynom udało się przekonać go do zaprzestania przedwczesnej paniki. Ally natomiast szybko położyła się spać – wiedziała, że już następnego popołudnia czeka ją trening, a że zbliżał się kolejny mecz, profesor Reynolds na pewno nie miał zamiaru im odpuszczać. Nie dziwiła mu się – po wygranej z Hiszpanią wrócili do gry i ona, tak samo jak i cała reszta drużyny, miała zamiar wykorzystać tą szansę. Ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślała przed zaśnięciem było dokąd mają jechać, gdyż nie mogła sobie przypomnieć. Wiedziała jednak, że nie będzie to bliska podróż. Wszystkiego jednak miała się dowiedzieć już jutro, więc musiała tylko poczekać do treningu.
