Autor: dracosoftie

Tytuł oryginału: Must Love Quidditch; link na profilu

Beta: Morwena (:*:*:*)

Tłumaczenie za zgodą autorki.

xxxxx

Harry odsunął się od biurka, krzywiąc się przy przeciąganiu. Całe popołudnie przesiedział pochylony nad laptopem, pisząc szybko, by dotrzymać ostatecznego terminu ukończenia swojej najnowszej książki. Hermiona nie odzywała się do niego – oprócz zawodowych maili z pytaniami o zdrowie i stan kolejnych rozdziałów, co było jeszcze gorsze od całkowitego ignorowania – więc pomyślał, że jeżeli skończy je wcześniej, wygrzebie się z kłopotów.

Fabuła książki przybrała inny obrót, niż Harry to sobie początkowo wyobrażał, ale był z niej zadowolony. Uśmiechnął się szeroko, zapisując swoje dzieło i wstał, ponownie się przeciągając. Aż do teraz Aurorzy, o których pisał, żyli samotnie i czuli się z tym dobrze. Jednak w tym manuskrypcie jego główny bohater miał żonę i syna. Sześcioletniego syna, który lubił szczeniaczki i bitwy na śnieżki.

Harry zachichotał złośliwie, zastanawiając się, jak Draco zareaguje, kiedy to przeczyta. Miał pewność, że blondynowi nie spodoba się przedstawienie go jako kobiety, ale Harry był realistą. Chociaż w czarodziejskim świecie akceptowano homoseksualizm, wciąż nie był on czymś, do czego społeczeństwo całkowicie się przyzwyczaiło. Przynajmniej nie na tyle, by kupować książki o gejach. Harry nie mógł podzielić się ich związkiem ze światem i zdawał sobie sprawę z tego, że to może nie ulec zmianie się przez wiele lat, przynajmniej dopóki Cal nie będzie starszy albo diametralnie nie zmieni się aura otaczająca nazwisko Malfoyów. Mógł jednak uwiecznić swoją miłość do Draco i Cala w książce, nawet, jeśli nikt oprócz ich przyjaciół nie wiedział, kto był inspiracją dla postaci.

Przez chwilę rozważał zawołanie Stworka, by zrobił mu kanapkę, ale zmienił zdanie, zamiast tego wrzucając szczyptę proszku Fiuu do kominka.

- Draco Malfoy, zamek Malfoyów – powiedział wyraźnie, kucając, by zajrzeć w zielone płomienie.

- Harry? - zapytał Draco, mrugając, gdy zobaczył głowę Gryfona nieoczekiwanie pojawiającą się w kominku. Widzieli się wczoraj na cichej kolacji na zamku z Calem i nie mieli na dziś żadnych planów.

- Cześć – powiedział Harry, siadając przed kominkiem.

- Ee, cześć? - odpowiedział Draco, ścierając ręką kurz z paleniska, zanim usiadł. - Potrzebujesz czegoś?

Harry tylko się uśmiechnął, kręcąc głową.

- Nie.

Draco zamilkł; nie był pewny, co powiedzieć. Zostały im trzy dni konkurów, zanim będą mogli zawrzeć oficjalny kontrakt małżeński, co oznaczało jeszcze trzy doby bez dotykania. Ustalili, że nie będą widywać się w tym czasie, bo i tak coraz trudniej było im się powstrzymać.

- Czy… – Draco znowu się zawahał, zaschło mu w gardle. Choć twarz Harry'ego była zniekształcona przez zielone płomienie, wyglądał absolutnie cudownie z lekko rozwartymi ustami i oczami błyszczącymi z rozbawienia i żądzy. - Czy chcesz przyjść?

Harry przekrzywił głowę, rozważając jego słowa. Widział, że blondyn był zdezorientowany co do powodu jego wizyty, tak jak on sam, jeśli miał być szczery. Czuł tylko potrzebę pogadania z Draco, choć nie potrafił wyjaśnić, dlaczego. Wiedział, że nie będzie w stanie widzieć się z nim dzisiaj bez dotknięcia go, a to się nie mogło stać – nie, gdy byli już tak blisko końca konkurów. Do tej pory robili wszystko jak trzeba i nie mogli teraz ryzykować porażki. Potrzebowali ochrony starożytnych praw, jeśli chcieli mieć jakąkolwiek nadzieję na ukrycie istnienia Cala.

- Ja... - Harry próbował wymówić słowa: Myślę, że to nie najlepszy pomysł, ale jego zdradzieckie usta odmówiły.

Przełknął, oblizując wargi. Odwrócił wzrok, mając nadzieję, że czar chwili pryśnie, jeśli nie będzie utrzymywał kontaktu wzrokowego z Draco. Jego spojrzenie wędrowało po pokoju, oczy rozszerzyły się, napotkawszy biurko. Jego biurko, z chronioną szufladą, do której nie mógł dostać się nikt prócz niego.

- Tak – powiedział, słowa wymknęły się z jego ust, zanim mógł je powstrzymać. Odwrócił się z powrotem do ognia, a jego uśmiech urósł, gdy mężczyzna ujrzał na twarzy Draco żądzę walczącą z niepokojem. - Wszystko będzie w porządku. Daj mi – spojrzał na zegarek, przygryzając wargę – dwadzieścia minut.

Draco obserwował go uważnie, jego serce mocno tłukło się o żebra. Jeśli Harry przyjdzie przez kominek, szukając seksu, chyba nie będzie w stanie się powstrzymać. Prawie krzyknął z frustracji – Neville i Daphne byli w Paryżu, a Blaise został w biurze. Mógł chyba poprosić matkę, by ich pilnowała, ale…

- Wszystko będzie w porządku – powtórzył Harry, łatwo zgadując myśli Draco. - Zamknij drzwi, przyjdę za dwadzieścia minut. Nie zrobimy niczego, co przeszkodzi w konkurach, przysięgam.

Draco wciąż wyglądał nieufnie, choć Harry widział podekscytowanie na jego twarzy. Wiedział, że w tym momencie Draco pozwoliłby mu zrobić wszystko, co tylko by zechciał, nawet, jeśli oznaczało to poświęcanie prywatności, jaką zapewniłyby im oficjalne konkury.

- Nigdy nie zrobiłbym czegoś, co zagrozi Calowi – powiedział Harry poważnie, mógł wskazać dokładną chwilę, w której ponownie włączyła się racjonalna część mózgu Draco, zauważając, jak mężczyzna sztywnieje i mruga. - Będzie dobrze, obiecuję. Dwadzieścia minut.

I zniknął. Draco usiadł na podłodze, nie martwiąc się, że popiół zniszczy jego lekkie, wełniane spodnie. Jego tętno szalało, czuł, że drżą mu ręce. Umysł blondyna zaczął krzyczeć o tym, jakie to będzie niewskazane, jak głupie, ale nie mógł się powstrzymać. Było tuż po dwudziestej i Draco wybiegł z gabinetu, zamierzając położyć Cala do łóżka, zanim przyjdzie Harry.

xxx

- To najnowsze? - zapytał Harry, starając się mówić spokojnym głosem. George wiedział dokładnie, do czego były mu potrzebne, co nie znaczyło, że Harry musiał się do tego przyznawać.

- Dokładnie tak, stary – powiedział wesoło George, podnosząc dwa prototypy i pakując je Harry'emu do torby. Przytrzymał ją jednak, trzeźwiejąc. - Ang i ja je przetestowaliśmy – powiedział, zarumieniony. - I, ee, są dobre. To znaczy, działają. Ale nie powstrzymają cię fizycznie przed, no wiesz...

Harry uśmiechnął się złośliwie. Ostatnie udoskonalenie zaczarowanych pierścieni erekcyjnych przez George'a pozwalało na odczuwanie wrażeń na całym ciele. Dałoby mu to możliwość dotykania Draco wszędzie bez fizycznego kontaktu z nim. George rozszerzył działalność, testując mocniejsze zaklęcia Contages na prostych bransoletkach, łącząc je z nieco zmodyfikowanym Eliksirem Sensilis, który potęguje wrażliwość pijącego na dotyk.

- Kiedyś będziesz musiał mi powiedzieć, jak Ang udaje się je testować – powiedział, śmiejąc się, gdy George zaczerwienił się jeszcze bardziej. Podejrzewał, że użyła eliksiru wielosokowego, choć to prowokowało całkiem nowe pytania. Może George nie był tak hetero, jak Harry zawsze zakładał; a Angelina z pewnością była bardziej bezwstydna niż przypuszczał.

Mierzył go badawczym spojrzeniem, ciesząc się, że ma okazję podrażnić się z niesławnym żartownisiem.

- Może lepiej nie – powiedział, wzdrygając się lekko, gdy pomyślał o innej możliwości – jakimś eliksirze lub zaklęciu, które dałoby Angelinie tymczasowego penisa. Skrzywił się, a ten obraz całkowicie zniweczył jego erekcję. Przynajmniej do czegoś się przydał, pomyślał ponuro, odbierając torbę od George'a.

George otworzył usta, ale zamknął je, zanim odpowiedział. Najwyraźniej zdecydował, że lepiej było nic nie mówić.

- Dzięki – powiedział Harry, machając paczką, gdy wychodził z zaplecza i kierował się do frontowych drzwi sklepu.

- Oczekuję pełnej relacji na temat ich działania! - zawołał George, blednąc, gdy zdał sobie sprawę, co właśnie powiedział. - Ee, zapomnij. Powiedz tylko, czy działały i czy miałeś jakiekolwiek problemy. Bez szczegółów.

Harry zaśmiał się, nie odwracając się.

- Jasne – odkrzyknął. Dzwonek zakołysał się, gdy mężczyzna otworzył drzwi i wyszedł na ulicę.

xxx

Draco uniósł różdżkę, rzucając na pokój Zaklęcia Wyciszające i Zamykające. Usiadł w pobliskim fotelu i czekał, utkwiwszy wzrok w kominku. Była dwudziesta trzydzieści i Harry był już oficjalnie spóźniony. Tylko dziesięć minut, Draco sam dopiero co wrócił po położeniu Cala do łóżka, ale i tak...

Stukał butem o podłogę, a równy, bębniący dźwięk przyśpieszał wraz jego narastającą irytacją. Ponownie spojrzał na zegarek. Czternaście minut spóźnienia. Draco rozważał nalanie sobie drinka, ale rozmyślił się. Cokolwiek Harry planował, z pewnością wystawi ich siłę woli na próbę, a on potrzebował do tego jasnego umysłu.

Piętnaście minut spóźnienia. Draco skrzyżował ramiona, a jego oczy zwęziły się, gdy patrzył na kominek. Lepiej, żeby Harry miał naprawdę dobrą wymówkę, bo…

Płomienie stały się jasnozielone i Harry wyszedł z kominka. Trzymał małą, purpurową torbę – umysł Draco zarejestrował niejasno, że pochodziła pewnie ze sklepu z żartami otwartego przez Weasleyów. Słyszał, że Harry był ich wspólnikiem – i miał skruszony, przepraszający wyraz twarzy.

- Przepraszam, przepraszam! - mamrotał, strzepując odrobinę popiołu ze swoich mugolskich dżinsów – jego dopasowanych, apetycznych dżinsów, pomyślał Draco z roztargnieniem – gdy wszedł do pokoju, potykając się. W ciągu ostatnich paru dni Harry często używał Fiuu i Draco był zadziwiony, że ten pełen wdzięku mężczyzna zawsze potyka się przy wyjściu.

Harry spojrzał na Draco, który nie ruszył się ze swojego fotela. Jego brew była elegancko wygięta i Harry wiedział, że jego spóźnienie zostało zauważone.

- Przepraszam – powiedział ponownie, rzucając pakunek na pobliski stół. - Zajęło mi dłużej, niż myślałem.

Draco popatrzył na torbę, a potem znów na nieposkromione włosy Harry'ego i jego lekko zaróżowioną twarz. Na Merlina, jest cudowny, pomyślał i poczuł przenikający go dreszcz.

- No więc – kontynuował Harry, nie czekając na odpowiedź. Znał Draco wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że będzie milczał, dopóki nie przejdzie mu irytacja z powodu jego spóźnienia. - Wymyśliłem, jak obejść tę zasadę dotyczącą niedotykania.

Zamilkł, uśmiechając się szeroko, gdy zobaczył błysk zainteresowania w szarych oczach Draco.

- To znaczy, jeśli jesteś na to gotowy.

Harry obrzucił Draco długim spojrzeniem, zwracając szczególną uwagę na krocze mężczyzny. Och, z pewnością jest gotowy, pomyślał i uśmiechnął się chytrze, zauważywszy erekcję Draco.

Nagle spoważniał, obserwując Draco uważnie.

- Oglądałeś już wspomnienia?

Draco zamrugał, zaskoczony nagłą zmianą tematu. Chociaż znał Harry'ego na tyle, że nie powinien być aż tak zaskoczony. Głupi Gryfon, pomyślał, przewracając oczami.

- Nie – przyznał, widząc, jak ramiona Harry'ego napinają się. Wiedział, że było to dla niego ważne, ale jeszcze nie mógł zmusić się do obejrzenia ich. Bał się tego, co mógł zobaczyć, choć wiedział, że nic, co Harry mu pokaże, nie przekona go do zmiany zdania.

- Nie sfinalizuję kontraktu, dopóki tego nie zrobisz – powiedział Harry ostrzegawczym tonem. Dopóki nie podpiszą kontraktu, nie będzie seksu. A Harry nie chciał kochać się z Draco, dopóki blondyn nie będzie wiedział wszystkiego o jego udziale w wojnie.

- Wiem – powiedział Draco miękko, jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. To był kolejny sposób, w jaki Harry miał zamiar go chronić, Draco nie chciał złościć się na niego z tego powodu . Spojrzał mu w oczy. - Chcę, żebyś był wtedy ze mną.

Pierwszą reakcją Harry'ego był protest, ale ugryzł się w język. Jeśli Draco tego chciał, będzie tam, nieważne, jak to dla niego nieprzyjemne. A jeśli Ślizgon będzie tak oburzony tym, co zobaczy, że nie będzie chciał już nigdy się do niego odezwać – cóż, jeśli to się stanie, jakoś sobie poradzą.

- Dzisiaj? - zapytał, kiwając głową w kierunku myślodsiewni, którą Draco zostawił na biurku.

- Nie – powiedział szybko Draco, podążając za jego wzrokiem. - Później. Po... - dodał, mając nadzieję, że Harry zrozumie, co miał na myśli. Przeczuwał, że obaj będą potrzebowali otuchy po obejrzeniu wspomnień. Nie chciał tego robić, dopóki nie będą mogli zaznać pocieszenia w swoich ramionach. Jeśli poczekają do czwartku, będą mogli się dotknąć, mimo że nie mogli skonsumować swojego związku aż do podpisania kontraktu.

- Dobrze – powiedział Harry z wyraźną ulgą. Jego szelmowski uśmiech powrócił.

Draco nie mógł się powstrzymać od odwzajemnienia uśmiechu. Podniósł małą torbę i wsadził rękę do środka, by zobaczyć, co Harry przyniósł. Zmarszczył brwi, był zdezorientowany, kiedy wyciągnął dwie srebrne bransoletki i dwie małe fiolki pełne jaskrawoczerwonego eliksiru.

- Zaczarowane Contagesem – powiedział Harry krótko, kiwając głową w kierunku bransoletek w wyciągniętej dłoni blondyna. - Eliksir Sensilis.

Draco rozchylił usta ze zdumienia, uważnie przyglądając się niewinnie wyglądającym przedmiotom. Przełknął ciężko.

- Całe ciało?

Harry znów uśmiechał się chytrze i entuzjastycznie pokiwał głową.

- Och – wykrztusił Draco stłumionym głosem. Spojrzał na Harry'ego, a jego szare oczy były rozszerzone

- Wchodzisz w to? - zapytał Harry z wyraźnym wyzwaniem w głosie. - Możemy rzucić zaklęcie Murus – kontynuował, zauważając, że poza Draco się rozluźniła. Zaklęcie uformuje niewidzialną barierę między nimi, zapewniając, że nie będą mogli się dotknąć nawet, jeśli dadzą się ponieść chwili.

- No więc? Wchodzisz? - powtórzył, jego oczy błyszczały.

Draco patrzył mu w oczy, czekając chwilę, zanim się poruszył. Zamiast odpowiedzieć, wstał szybko, niedbale rzucając bransoletki na stół i rozpinając koszulę. Harry prawie się zakrztusił, gdy ukazała się kremowa skóra, wyrwał się z osłupienia, gdy smukłe palce Draco wśliznęły się za pasek spodni, zręcznie je rozpinając i zsuwając na podłogę.

Harry wymamrotał inkantację, wyczarowując barierę między nimi, zanim pokusa, by podążyć językiem śladem palców Draco, stała się zbyt silna. Zdjął własną koszulkę, jego ręce drżały, gdy szybko pozbywał się spodni i bokserek. Draco zaśmiał się ochryple, gdy Harry potknął się, próbując zdjąć buty, o których zapomniał, aż do czasu, gdy musiał wydostać się ze spodni zaplątanych na stopach.

- Palant – wyszeptał Harry. Jego walka z butami przeciągała się, bo odmawiał przerwania kontaktu wzrokowego ze Ślizgonem.

Draco przesunął ręką po swoim brzuchu, dotykając wyrzeźbionych mięśni i lekko muskając mięsień tuż nad swoją miednicą, prawie dotykając swoją erekcję wypielęgnowanymi palcami. Rozbawienie na jego twarzy było wyraźne, gdy wygiął brew, patrząc na Harry'ego i uśmiechając się, powstrzymując jęk, który groził ucieczką.

- Wszystko w swoim czasie – odpowiedział, zszokowany tym, jak jego głos się trząsł.

- Tak – westchnął Harry, spoglądając na bransoletki i eliksir, które leżały na stole.

Draco wsunął jedną z bransoletek na nadgarstek, drżąc lekko, gdy zimny metal przesunął się po jego skórze. Rzucił drugą Harry'emu. Ulżyło mu, gdy bez problemu przeniknęła barierę. Chwycił butelkę eliksiru, upewniając się, że jest dokładnie zamknięta, zanim również rzucił ją Harry'emu.

Ich spojrzenia spotkały się na moment, kiedy z trudem odkorkowywali fiolki, nie odrywając od siebie wzroku, i unieśli eliksiry do ust, przełykając w tym samym momencie. Draco zadrżał, gdy poczuł eliksir spływający mu do gardła, natychmiast towarzyszyło temu natychmiastowe zwiększenie świadomości. Czuł, jak lekki wietrzyk z otwartego okna muska jego skórę, miękki dotyk sprawił, że jego członek zadrżał. Chwycił różdżkę i aktywował bransoletkę, zamykając oczy, gdy poczuł to niewiarygodne uczucie zimnego metalu przesuwającego się po jego ręce.

Harry powtórzył jego ruchy, mocno zaciskając zęby, by powstrzymać jęki, kiedy przesuwał palcami po gładkiej powierzchni swojej różdżki. Jego żołądek podskoczył z ekscytacji. Jeśli te przypadkowe dotknięcia były tak dobre, jakie to będzie uczucie, gdy ręce Draco zaczną dotykać całe jego ciało? Harry znowu zadrżał, upuszczając różdżkę na dywan.

- Gotów? - zapytał Draco. Jego usta były mokre od śliny, gdy widział Harry'ego stojącego przed nim, całkowicie nagiego i niemożliwie podnieconego.

- Tak – wychrypiał Harry, zamykając oczy i ostrożnie wodząc palcem w dół swojej piersi. Usłyszał, jak Draco sapnął, ale jego usatysfakcjonowany uśmieszek zniknął, gdy poczuł dotyk wędrujący w odpowiedzi po jego udzie.

O Boże, pomyślał Harry, każdy jego mięsień spiął się pod tym dotykiem. Przygotował się na niego, ale i tak go zaskoczył. Był tak przyjemny.

Otworzył oczy. Przeszyło go podniecenie na widok Draco, sunącego dłońmi po swoim ciele. To było prawie zmysłowe przeciążenie - oglądanie, jak Draco dotyka się, lecz odczuwanie tych dotyków gładzących jego własną skórę. Harry jęknął, przygryzając wargę, by powstrzymać się od krzyku.

Draco wstrzymał oddech, czując zęby Harry'ego na swojej wardze. To było prawie jak brutalny pocałunek; szybko przejechał językiem po ustach, kreśląc drażniące kółeczka. Ujrzał, jak Harry sztywnieje i kolejny jęk wydobywa się z jego piersi.

- Draco – jęknął.

Jego palce obrysowywały własne rysy twarzy, ale czuły rysy Draco. Głowa blondyna opadła, jego powieki zacisnęły się, gdy czuł dłoń Harry'ego obejmującą jego brodę i głaszczącą kość policzkową delikatnym kciukiem.

– Więcej – wyszeptał Draco, niepewny, jak długo jeszcze będzie w stanie znieść drażniący dotyk. Westchnął z ulgą, gdy Harry spełnił jego prośbę i zadrżał, gdy ciepła dłoń mężczyzny prześliznęła się wzdłuż jego ciała, spoczywając lekko na jego biodrze.

Draco postanowił nie być nieśmiałym, owijając dłoń wokół swojego członka i jeden raz ruszając nią mocno. Usłyszał, jak Harry przeklina cicho i wkrótce członek Draco również został otoczony gorącym, ciasnym uściskiem. Draco zamknął oczy, nie mogąc skoncentrować się na cudownym uczuciu szorstkiej dłoni Harry'ego na swoim członku i jednoczesnym obserwowaniu go. To było zbyt … dziwne. Było wystarczająco dziwne, gdy robili to z pierścieniami, ale świadomość tego, że dłoń Harry'ego była na jego członku, oglądanie, jak Harry porusza ręką i odczuwanie tych ruchów, to było zbyt dużo.

- Celo – szepnął, wdzięczny, że ledwo widoczna bariera odpowiedziała, migocząc, dopóki nie stała się mleczną powłoką pomiędzy mężczyznami.

- Draco? - wymamrotał Harry, wyginając plecy w łuk po wyjątkowo mocnym pociągnięciu.

- Nie mogę – wydusił Draco, gdy kciuk Harry'ego przejechał po główce jego członka. To uczucie było jeszcze bardziej zwiększone przez zebrany tam płyn. - To za dużo. Nie mogę... - urwał, słowa rozpłynęły się w jęk. - Kurwa. Nie mogę patrzeć.

Harry wydał odgłos, który mógł oznaczać zarówno zgodę, jak i protest, ale Draco był już za daleko, by się tym przejmować. Wzdrygnął się, gdy poczuł rękę na swoim tyłku i zesztywniał, gdy dobrze nawilżony palec zaczął drażnić jego wejście. Matko Merlinowa, pomyślał, gdy palec wsunął się do środka. Trzęsły mu się nogi.

- Harry – wyjęczał, przerywając, gdy palec mężczyzny musnął jego prostatę.

Wymamrotał zaklęcie nawilżające – jedno z niewielu zaklęć bezróżdżkowych, które opanował – i rzucił je na własne palce, bez ostrzeżenia wciskając je w siebie. Zaskoczony jęk Harry'ego sprawił, że Draco uśmiechnął się z satysfakcją i przyśpieszył ruchy ręki, wiedząc, że mężczyzna musi być już blisko.

- Merlinie! - krzyknął Harry, gdy Draco dodał kolejny palec, bezlitośnie pieprząc go w rytmie ruchów drugiej ręki. - Ja zaraz...

- Tak – warknął Draco, więcej niż gotów, by poddać się własnemu wyzwoleniu.

Ręka Harry'ego była zamazana, gdy poruszał nią gorączkowo po swoim członku, zadowolony, że dzięki tym ruchom Draco dyszał i jęczał. Skręcił palce, wiedząc, że znowu trafił w prostatę blondyna przez dźwięk, który wydał.

- Harry – jęknął, słowo było jednocześnie okrzykiem i prośbą.

- Tak – odpowiedział Harry, szarpiąc biodrami, czując rękę Draco na swoim członku, a jego place nadal w swoim tyłku. - Teraz.

Harry poruszył ręką mocno po raz ostatni, zanim zatracił się we własnym orgazmie, wiedząc, że Draco też dochodzi, kiedy ten zacisnął się mocno na jego palcach. Obaj zwolnili ruchy rąk, czując ostatnie fale orgazmu. Jedynym dźwiękiem w pokoju były ich ciężkie oddechy.

- Abdo – sapnął Draco, usuwając barierę między nimi. Wciąż chciał rzucić się na Harry'ego, ale wiedział, że żaden z nich nie miał na to wystarczająco dużo siły.

Draco opadł na krzesło za sobą, był wdzięczny, że nie musi już stać. Nogi mu drżały, wciąż dyszał ciężko. Serce waliło mocno w jego piersi, a mięśnie bolały.

Harry obserwował go spod przymkniętych powiek; zalała go silna fala senności, gdy odpoczywał po orgazmie. Opadł na sofę, z dłonią wciąż owiniętą wokół swojego członka, gdy obserwował jak Draco dochodzi do siebie.

- Widzę, że pewne rzeczy nie zmieniły się od czasów szkoły, panie Potter – wycedził okropnie znajomy głos, a Harry krzyknął, próbując znaleźć okrycie. Zapominając o senności, ściągnął poduszkę z sofy, używając jej do osłonięcia swojej nagości najlepiej, jak mógł.

- Snape? - wydusił niedowierzająco, rozglądając się dookoła rozszerzonymi, zielonymi oczami.

Draco zachichotał złośliwie ze swojego miejsca w fotelu. Harry uniósł głowę, po raz pierwszy zauważając nad kominkiem portret Severusa Snape'a. Czy zawsze tam wisiał? Był w gabinecie Draco kilka razy w ciągu ostatnich paru dni, ale nie pamiętał, żeby widział tam Snape'a. Harry zacisnął powieki, mając nadzieję, że ponury mężczyzna zniknie, gdy je otworzy. Nie miał szczęścia.

- Elokwentny jak zawsze – powiedział szyderczo Snape, wyglądał protekcjonalnie i wyniośle nawet na obrazie. Oczy Harry'ego zabłysły, gdy gapił się na portret.

- On... – Harry spojrzał na Draco, który teraz śmiał się otwarcie. - Ale... - Portret był wczoraj martwą naturą, Harry był tego pewny. Scena w laboratorium, z kilkoma kociołkami i pustym krzesłem. Przyjrzał się – krzesło nie było już puste. Siedział w nim Snape, uśmiechając się szyderczo w sposób, jakiego Harry nie widział od lat, odkąd ostatnio odwiedzał McGonagall w jej gabinecie w Hogwarcie.

Hogwart.

- Masz dwa portrety – wyszeptał Harry, głosem wciąż łamiącym się z upokorzenia. Snape właśnie oglądał, jak on i Draco…

Nie, pomyślał, spoglądając zmrużonymi oczami na Draco, który był za fotelem, ukryty przed wzrokiem Snape'a. Snape właśnie oglądał jego. Tak, jak oglądał go lata temu, w tej niszy w Hogwarcie. Fala upokorzenia zalała Harry'ego, a jego policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej.

- Proszę pana – powiedział formalnie, kiwając Snape'owi głową, jakby nie siedział tutaj całkiem nago, a mężczyzna nie patrzył właśnie, jak się masturbuje.

Harry skrzywił się, gdy jego dżinsy wylądowały na poduszce obok niego, za nimi podążyły bokserki i koszulka. Uniósł wzrok, spoglądając groźnie na w pełni ubranego Draco, który wykorzystał odwrócenie uwagi Snape'a i odzyskał swoje ubrania.

- Ty – zawarczał Harry, mocniej ściskając poduszkę. - Wiedziałeś, że tam jest!

Draco zaczerwienił się, kręcąc głową. Nie wiedział, ale nie był też całkiem zaskoczony. Spojrzał na portret, zaciskając usta, by się nie roześmiać.

- Sev, bądź miły – skarcił go, wyciągając koc z ukrytej szuflady i rzucając go Harry'emu.

Ciemnowłosy mężczyzna chwycił go z wdzięcznością, obwiązując go wokół siebie jak togę i biorąc swoje ubrania z sofy. Posłał Draco ostre spojrzenie, po czym przemaszerował przez pokój, otwierając drzwi, które - jak przypuszczał - prowadziły do sypialni Draco, by ubrać się w spokoju.

- Czy naprawdę musiałeś drażnić się tak z moim przyszłym mężem? - zapytał Draco portretu, gdy drzwi się zamknęły. Czuł się nieco winny, że nie pomyślał o tym, by zablokować portret - jedyny magiczny obraz na zamku. Jego skrucha zniknęła, gdy poczuł rękę, łapiącą go za tyłek. Cholera, pomyślał, z trudem starając się nie zmienić wyrazu twarzy podczas rozmowy ze swoim ojcem chrzestnym. Nie zdjęliśmy zaklęcia.

- Skąd miałem wiedzieć, że Potter tu będzie? - zapytał Severus, niedbale wzruszając ramionami. - Poza tym nie zobaczyłem nic, czego nie widziałem już wcześniej. Chociaż Potter całkiem nieźle teraz wygląda.

- Severusie! - wykrzyknął Draco. Jego oburzenie zatuszowało sapnięcie, wymykające się z jego ust, gdy poczuł rękę Harry'ego pieszczącą jego jądra.

Snape uśmiechnął się złośliwie, rozkoszując się oburzonym wyrazem twarzy swojego chrześniaka. Wiedział, że Potter opowiedział mu o incydencie, do którego się odnosił – zapytał o to kilka tygodni temu, po odkryciu tożsamości Pottera i odgadnięciu, który profesor go pociągał.

Obserwował Draco uważnie, niepewny, jaką rolę odegrał w najnowszym ekshibicjonistycznym masturbowaniu się Pottera. Wiedział, że coś się działo, sądząc po tym, jak jego zazwyczaj spokojny chrześniak nagle się zarumienił. Severus obrzucił pokój podejrzliwym spojrzeniem, ale drzwi do sypialni Draco pozostały wciąż zamknięte. Nie było to więc zaklęcie.

- Sev – powiedział ponownie Draco błagalnym głosem. Palce Harry'ego były owinięte wokół jego członka, który szybko wypełniał się krwią, pomimo jego usilnych starań, by temu zapobiec. Nie chciał rozmawiać ze swoim ojcem chrzestnym o masturbującym się Harrym Potterze, zwłaszcza, że sam miał erekcję.

- Draco – przedrzeźniał go Severus identycznym tonem.

Draco jęknął, zaciskając dłonie w pięści, gdy Harry przesunął drażniąco palcem po jego wejściu. Anulowałby zaklęcie, ale nie udałoby mu się zrobić tego tak, by Severus nie zauważył. Nie chciał, żeby mężczyzna miał jakiekolwiek pojęcie o tym, co się teraz dzieje.

- Severus – powtórzył ostrzegawczym tonem.

- Idę – powiedział Snape, unosząc dłonie. Wiedział, jak ważny był Potter dla Draco, co znaczyło, że musiał znaleźć sposób, by zawrzeć pokój z mężczyzną albo będzie ryzykował, że Draco zdejmie portret. - Przyprowadź go do mnie, gdy się zaręczycie.

Draco pokiwał głową, gotów zgodzić się na wszystko, jeśli tylko to sprawi, że Severus zniknie z pokoju.

Snape obserwował swojego rumieniącego się chrześniaka jeszcze przez chwilę.

- Nie chcę wiedzieć – zdecydował, rzucając mu przenikliwe spojrzenie, po czym odwrócił się i zniknął z obrazu.

Draco warknął, chwytając różdżkę i blokując portret, by Severus nie mógł do niego wrócić. Stuknął nią o nadgarstek, mrucząc przeciwzaklęcie, które przerwało połączenie między bransoletkami. Uczucie ręki Harry'ego na jego członku zniknęło.

- Potter! - wrzasnął, maszerując w kierunku sypialni. Otworzył drzwi, patrząc wściekle na Harry'ego, który zapinał guziki swoich dżinsów.

- Draco – powiedział Harry, uśmiechając się złośliwie, najwyraźniej zapomniał o swoim wcześniejszym upokorzeniu. Przesunął spojrzeniem po ciele Draco i jego uśmieszek urósł, gdy mężczyzna zauważył jego erekcję. - Zobaczymy się za parę dni.

Draco otworzył usta, a ręce na biodrach zacisnęły się w pięści. Harry zamierzał po prostu wyjść?

- Potter – warknął, jego oczy zabłysły niebezpiecznie.

Harry zaśmiał się, sugestywnie ruszając brwiami i podchodząc bliżej, wiedział, że Draco nie będzie miał innej możliwości, jak odsunąć się i go przepuścić. Po raz pierwszy Harry był wdzięczny za zasadę o niedotykaniu.

Wciąż śmiał się, gdy podchodził do kominka, rzucając ostrożne spojrzenie na pusty portret, zanim wszedł do środka.

- Zobaczymy się w czwartek o czternastej – powiedział, mrugając do roztrzęsionego blondyna. - Nie spóźnij się.