Betowała Jasmin Kain.
Rozdział 18
Czarny pies wbiegł do jaskini i otrząsnął się. Po chwili przemienił się w mężczyznę, który wyciągnął różdżkę i oświetlił pomieszczenie.
Harry i Savannah. Razem w Hogsmeade. Pewnie urwali się z zajęć, aby tam się znaleźć.
Syriusz zacisnął zęby ze złości. W zasadzie to nie powinien się wściekać. Gdy był w ich wieku, razem z Jamesem co chwila łamali szkolny regulamin. Brak pokory i podporządkowania określonym zasadom był ich znakiem rozpoznawczym. Reputację Huncwotów ratował jako tako Remus. Poza Peterem oczywiście. Ten praktycznie do niczego się nie nadawał. Może tylko do podziwiania talentów jego i Pottera i przemycania alkoholu do sypialni. I pilnowania, czy McGonagall nie idzie, w czasie gdy on i James gościli u siebie koleżanki z sąsiednich domów. Syriusz nigdy nie tknąłby Ślizgonki; Potter nie miał takich oporów. Ślizgonka czy nie, ważne, że mogła się do czegoś przydać. Robił tak do momentu, dopóki Lily nie przekonała się, jaki naprawdę jest Smarkerus i dopóki nie zgodziła się z nim (z Jamesem) chodzić.
James. Cholernie mi ciebie brakuje. Gdybyś widział Harry'ego. Podobny do ciebie jak kropka w kropkę. Tylko oczy ma po Lily.
Na wspomnienie syna przyjaciela poczuł, jak ponownie zalewa go gniew. Dzieciak nie mógł odwiedzać Hogsmeade do momentu, dopóki on, Syriusz Black, nie zostanie schwytany. James na jego miejscu zlekceważyłby zakaz i od razu się tam udał.
Syriusz zmarszczył czoło. Sęk w tym, że nie wiedział, do kogo Harry jest podobny z charakteru. Czy do Lily, czy do Jamesa. A może posiadał po trochu cechy i ojca, i matki?
Nie był tam sam. Towarzyszyła mu Savannah. A ją zdążył już trochę poznać.
Black pogładził się palcem po brodzie i zamyślił się. Wyprawa mogła być pomysłem Harry'ego. Albo na odwrót. Za wszystkim stała Savannah. I to było bardziej prawdopodobne.
Dziewczyna była butna i lubiła robić po swojemu. Zupełnie jak on.
Black szybko przegonił tę myśl. Nie chciał, żeby tak było. Wiedział, że nie ma łatwego charakteru. Po dwunastu latach jego gwałtowność została przyhamowana, ale wtedy w szkole musiał taki być.
Zewsząd otaczała go nieprzychylnie nastawiona rodzina z Regulusem na czele. Musiał sobie jakoś radzić. Dużym wsparciem okazali się dla niego szkolni przyjaciele i rodzice Jamesa.
Zjednywał do siebie ludzi jak i odpychał. James powiedział mu kiedyś, że jak jeszcze raz wyprowadzi go z równowagi, zawlecze go za włosy do Zakazanego Lasu i połamie wszystkie kości. Syriusz wyśmiał przyjaciela i powiedział, że to całkiem fajny pomysł, ale w odniesieniu do Smarkerusa.
Co do Savannah. Nie twierdził, że w szkole miała idealnie. Na pewno nie raz ktoś dał się jej we znaki. Umiała się obronić. Zdążył to zauważyć.
Nie musiała walczyć. Miała kochającą rodzinę, która zrobiłaby dla niej wszystko. Wiedział, że jego ucieczka zburzyła jej dotychczasowy spokój i że dziewczyna przeżywa to po swojemu. Jednym ze sposobów była z pewnością realizacja głupich pomysłów.
Zabraniacie mi czegoś? Ja i tak to zrobię!
Oczami wyobraźni zobaczył kpiący uśmiech siostrzenicy w reakcji na narzucone jej ograniczenia. Tak, to z całą pewnością pomysł Savannah. Wiedział, że nie może odwiedzać Hogsmeade. Znajomość z jej kotem miała swoje plusy.
Nie lubił, gdy się narażała. Tak jak Harry. Ale jak widać, oboje mieli to w nosie. Dobrze, że miał ich na oku. Zresztą nie on jeden.
Remus. Wcale tak bardzo się nie zmieniłeś. Dobrze cię znów widzieć, przyjacielu.
Poczuł ulgę, gdy go tam zobaczył. Przy Harrym i Savannah. Widział, jak ich ofuknął. Nie był na niego zły. Sam by to zrobił, gdyby miał taką możliwość.
Peter. Pierwsza próba dotarcia do niego zawiodła. Teraz musi się udać.
**
Gdy Savannah opowiedziała Hermionie o przygodzie z Harrym i przysłudze profesora Lupina, w tej aż się zagotowało. Przebywały w pokoju wspólnym i gdy na horyzoncie pojawił się Potter wraz z Ronem, Granger podbiegła do niego i zdzieliła go książką po głowie.
Savannah zaszokowała jej reakcja. Doskoczyła do niej i odciągnęła na bok.
— Idiota! — ryknęła Granger, ale po chwili się uspokoiła. Harry patrzył na nią ze złością, masując sobie głowę.
— Przebywanie w towarzystwie Savannah ci służy — powiedział ironicznie. — Jeszcze trochę i z sukcesem pozbawisz mnie głowy. Taka forma agresji jest niebezpieczna.
Hermiona wyrwała się i podeszła do niego. Zbliżyła twarz do jego twarzy i wyszeptała:
— Nie byłaby to duża strata, sam przyznasz. Za to z chęcią skupię się na twoich rękach, bo, jak sam wiesz, bez nich nie złapiesz znicza.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, dopóki Savannah nie rozdzieliła ich.
— Uspokójcie się — warknęła. — Jest już po wszystkim i…
— Nie musiałoby tak być, gdyby Harry nie okazał się takim dzieciuchem — powiedziała Granger. — Wkopałeś się, okej, masz do tego talent, ale po co wciągnąłeś w to wszystko Savannah!
Durance rzuciła szybkie spojrzenie Weasleyowi, który pilnował, czy nikt nie wychodzi z sypialni. To samo dotyczyło wejścia za portretem.
— To prawda, wciągnąłem ją w to — odparł Harry. — To było egoistyczne, przyznaję. Ale przynajmniej tam byliśmy. Ja po raz pierwszy, a ona kolejny po tak długim czasie.
Hermiona wymieniła z Savannah szybkie spojrzenie. Potter nie wiedział, że Durance niedawno była w Hogsmeade.
— Jakie to szlachetne z twojej strony — zadrwiła Granger. — Nie przewidziałeś jednak, że twoje działanie będzie mieć konsekwencje. Savannah dostała za karę szlaban ze stetryczałym gnębicielem; do tego musi przeprosić profesorów, których wystawiliście! W tym Snape'a.
— Teraz to dopiero połechta sobie ego — mruknął z tyłu Ron.
— Nie wtrącaj się! — Hermiona odwróciła się i posłała mu wściekłe spojrzenie. Potem ponownie skupiła się na Harrym.
— Hogsmeade nie było warte tego wszystkiego — dokończyła cicho i skierowała się w stronę wyjścia. Po drodze chwyciła Savannah za ramię i opuściła pokój wspólny, trzaskając portretem.
— Byłaś trochę za ostra — Durance spojrzała na nią z wyrzutem. — Widziałaś, że cały się skulił.
— Nie obchodzi mnie to — powiedziała Granger ze złością. — Należy ci się spokój. Najlepiej do końca roku. Obie wiemy, że to niemożliwe. Black może uderzyć w każdej chwili.
Savannah nie odpowiedziała. Wbiła wzrok w podłogę i westchnęła. Hermiona spokorniała. Objęła ją ramieniem i odparła:
— Nie przejmuj się. Nie jesteś sama. Zawsze możesz na mnie liczyć. Na Rona również.
— A Harry? — Durance spojrzała na nią. — Chyba nie pójdzie w odstawkę przez to wszystko?
— Jasne, że nie — Hermiona uśmiechnęła się w trochę wymuszony sposób. — Nadal biorę go pod uwagę, ale musi dojrzeć. To ostateczny warunek.
— Chciałaś powiedzieć bierzemy — poprawiła ją Savannah. — Wiem, że zachował się jak palant, ale postaraj się go zrozumieć. Nie dano mu szansy zaznać czegoś, o czym marzy każdy trzecioroczny. Gdy wydawało mu się, że jest już blisko, wydarzył się ten incydent z siostrą jego wuja.
Hermiona przyglądała się jej przed dłuższą chwilę. Potem spytała:
— Czemu go tak bronisz? To co spotkało Kelly było okropne, wszyscy to wiemy, ale…
— Do czego zmierzasz? — spytała Savannah i zmarszczyła czoło.
— Nie możesz brać za nikogo odpowiedzialności — powiedziała Hermiona z naciskiem. — Nie mogłaś jej ochronić. Co do Harry'ego. Dobrze, że z nim poszłaś. Ale gdyby było tak, że sam się wymknął i… — w tym momencie przerwała. Po chwili dokończyła:
— Gdyby coś się stało, to wiem, że mogłabyś się zadręczać. Nie jesteś winna zła, za które odpowiada Black. Nie możesz się czuć odpowiedzialna za Harry'ego.
— Czyli według ciebie — Savannah spiorunowała ją wzrokiem. — Jeśli wiem, że Harry chce zrobić coś, co może zaważyć na jego życiu to najlepiej machnąć na to ręką i czekać, aż dojdzie do tragedii?
— Nie — głos Hermiony był stanowczy. — Wtedy trzeba temu zapobiec. Może wydarzyć się wiele rzeczy, o których nie będziemy mieć pojęcia. Nie twierdzę, że tak musi się stać. Ale gdyby coś takiego miało miejsce to wiedz, że nie ma w tym żadnej twojej winy. Niczyjej.
Savannah nie odpowiedziała. Westchnęła i zapytała:
— Za ile mamy Wróżbiarstwo?
Hermiona zerknęła na zegarek i powiedziała:
— Za pół godziny.
— Świetnie — Savannah wyglądała na zrezygnowaną. — Trelawney to pikuś. Nie tęsknię za spotkaniem ze Snape'em twarzą w twarz.
**
Ale musiała się z nim zmierzyć. O ile Sprout i Trelawney przyjęły przeprosiny z kamienną twarzą, o tyle Snape nie zamierzał udać, że nic się nie stało. Gdy Harry i Savannah podeszli przed lekcją do jego biurka, obdarzył ich najbardziej jadowitym ze swoich spojrzeń.
— Potter i Durance — zadrwił i wstał gwałtownie. — Razem? To słabe połączenie. Potter, ty zostajesz. A ciebie, Durance widzę po lekcji.
Harry nie wyglądał na zachwyconego. Savannah skinęła głową i opuściła gabinet. Gdy tylko zamknęła drzwi, usłyszała podniesiony głos profesora. Czekało ją coś podobnego. Nic, tylko iść się powiesić.
**
Zgodnie z życzeniem Snape'a została w klasie po lekcji. Profesor zamknął cicho drzwi i odwrócił się w jej kierunku.
— Co masz na swoje usprawiedliwienie? — spytał zimno, przechodząc obok niej obojętnie i siadając za biurkiem.
— Chciałam pana przeprosić za swoje zachowanie — powiedziała spokojnie, wbijając wzrok w podłogę. — To było skrajnie nieodpowiedzialne.
— Nieodpowiedzialne? — prychnął Snape. — Głupie i jeszcze raz głupie! Sądzisz, że ta wyuczona regułka zrobiła na mnie jakiekolwiek wrażenie? Dobrze wiem, że wcale tego nie żałujesz. Ty i Potter.
Savannah podniosła głowę. Zmrużyła oczy i odparła:
— Myli się pan. Jest mi przykro.
— Tobie? — w jego głosie słychać było drwinę. — Twoim powołaniem jest sprawianie kłopotów i uprzykrzanie mi życia. Twoja relacja z Potterem daje jeszcze bardziej druzgoczący efekt. Ale są na to odpowiednie sposoby.
Savannah spojrzała na niego zaskoczona. O czym on gadał?
— Durance — nagle Snape spojrzał na nią łagodnie. — Nie jesteś głupia, na jaką teraz pozujesz. Masz dobre oceny z mojego przedmiotu. Powiedz mi, gdzie tak naprawdę byłaś z Potterem?
Savannah wciągnęła ze świstem powietrze.
O nie, znowu kolejny profesor chce mnie podejść.
— Byliśmy w Komnacie Tajemnic — powiedziała stanowczo.
— Powiedz mi — Snape przeszył ją spojrzeniem. — Jak wyglądało truchło bazyliszka?
— Był wysuszony i okropnie śmierdział — odparła. Ucieszyła się, że jej głos zabrzmiał pewnie.
— Ach tak — Snape wstał i podszedł do dziewczyny. Nim zdążyła zareagować, jedną ręką uniósł jej podbródek. Popatrzył w jej oczy ze skupieniem. Wtedy stało się coś dziwnego. Poczuła, jak jakaś moc wdziera się do jej umysłu. Zaczęła ją boleć głowa.
— Nie — krzyknęła i go odepchnęła. Co to w ogóle było? Czy to jego sprawka? Snape się jednak nie zraził. Podszedł do niej ponownie i chwycił mocno za ramię.
— Dowiem się, co było dla was ważniejsze od mojej lekcji — syknął i ponownie to zrobił. Zmrużył oczy i ścisnął mocniej jej podbródek, koncentrując się. Savannah krzyknęła, ale go to nie obchodziło.
— Co pan robi?! — spytała przerażona. Napierał na nią coraz bardziej. W końcu nieznana siła dała jej spokój.
— Wnikam w twój umysł, dziewczyno — powiedział zimno. — Jest tam sporo ciekawych rzeczy. W tym ta, na której mi zależało. Czy tobie i panu Potterowi podobało się Hogsmeade?
Savannah zamarła. Odczytał ją.
— Powiem dyrektorowi — powiedziała ze złością. — Co pan mi zrobił!
Snape zaśmiał się zimno. Pochylił się nad Durance i odparł:
— Nie zrobi to na nim wrażenia. To niezwykle przydatna umiejętność. Nie zaszkodzisz mi, smarkulo. Ale ja tobie tak. Jak myślisz, komu dyrektor przyzna rację? Trzynastolatce, która sprawia same problemy czy dorosłemu, który zwietrzył jej intrygę oraz to, że jest w nią zamieszany inny nauczyciel?
Savannah zesztywniała. Lupin. Snape będzie miał ogromną satysfakcję, gdy na niego doniesie.
— Czemu pan go tak nienawidzi? — spytała i spojrzała mu prosto w oczy. — Harry'ego również pan nie znosi. Od pierwszej klasy daje pan mu to odczuć.
— To nie jest twoja sprawa — syknął Snape, ciskając z oczu błyskawice. — Zajmij się lepiej nauką. A teraz wynocha.
Savannah nie ruszyła się z miejsca.
— Co pan zrobi z tą wiedzą? — spytała. — Wyda nas pan? Albo profesora Lupina?
— Wynocha — powtórzył Snape i chwycił ją za ramię. Durance zaparła się i wyrwała profesorowi.
Mężczyzna był zaskoczony, ale po chwili grymas wściekłości wrócił na jego twarz.
— Cicha woda brzegi rwie — warknął. — Przez dwa lata nikomu nie rzucałaś się w oczy, a teraz się stawiasz. Jak duży udział miał w tym twój wuj?
— Znał go pan — powiedziała głośno Savannah. — Dlatego mnie pan nie lubi.
— Zgadłaś, smarkulo — profesor podszedł do niej i ponownie chwycił za ramię. — Nie znałem gorszej kanalii niż Syriusz Black. Może być z ciebie dumny. Był tak samo źle wychowany i arogancki.
Po chwili wyrzucił ją za drzwi. Savannah usłyszała głośne trzaśnięcie ze swoimi plecami.
Snape znał Syriusza. Tak jak Lupin. Tyle że on jest za nią. Dlaczego żaden z nich nie powie nic więcej na temat Blacka?
Savannah pobiegła korytarzem, chcąc wynieść się stąd jak najszybciej. Gdy dotarła do pokoju wspólnego, poczuła się strasznie zmęczona. Usiadła na kanapie i podciągnęła kolana. Objęła je ramionami i oparła na nich policzek.
Nie znałem gorszej kanalii niż Syriusz Black. Może być z ciebie dumny. Był tak samo źle wychowany i arogancki.
W opinii Snape'a każdy był zły. Dumbledore powiedział jej, że Syriusz walczył po stronie dobra. Był członkiem Zakonu Feniksa.
Nie zabił jej. Rozmawiał z nią sensownie. Był normalny. Przysłał jej prezent na urodziny.
— Nie! — krzyknęła Savannah i złapała się za włosy.
Nie chcę go w moim życiu. Niech odejdzie. Czemu to trwa tak długo?
Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się. Gdy udawało się jej uwolnić od myślenia o Blacku, ktoś za chwilę brutalnie jej o nim przypominał. Nagle usłyszała ciche miauknięcie. Cofnęła dłonie od twarzy i spojrzała w dół.
Orfeusz. Patrzył na nią i patrzył. Nagle coś sobie przypomniała. Podniosła go do góry i spytała:
— Co to ma znaczyć? Dlaczego kolegujesz się z tym psem?
Orfeusz miauknął cicho i poruszył ogonem. Savannah westchnęła.
Odbija mi. Domagam się wyjaśnień nawet od głupiego kota.
Ten kot wcale nie był głupi. Niedługo miała się o tym przekonać.
**
Szlaban u Filcha nie był taki zły, jak przypuszczała. Znaczy, na pewno nie czekała na niego z utęsknieniem, to logiczne, ale nie narzekała, co ją zaskoczyło. Przez pierwsze sześć dni pomagała mu w sprzątaniu zamku. Nie było to złe. W domu miała przecież wiele obowiązków.
Ostatniego dnia siedziała w jego obskurnym gabinecie i polerowała kolekcję jego kajdanek. Była sama. Korzystając z nieobecności woźnego, wyciągnęła swój walkman i słuchała muzyki.
I'm going slightly mad
I'm going slightly mad
It finally happened - happened
It finally happened - ooh oh
It finally happened
I'm slightly mad
Oh dear
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich wściekły Filch. Savannah nie była zaskoczona – nigdy nie widziała go w dobrym humorze. Na widok jej słuchawek oczy wyskoczyły mu z orbit. Jego ręka wystrzeliła w ich kierunku; zerwał je dziewczynie i cisnął nimi o ścianę.
Savannah zerwała się na równe nogi. Schowała walkmana do kieszeni i krzyknęła:
— Zwariował pan! Zniszczył pan moją własność!
— Będziesz mieć szczęście, jeśli nie stracisz swojego kocura! — warknął i chwycił ją za rękę. — Teraz pójdziesz ze mną!
Dziewczyna przygryzła wargę. Normalnie by mu odpysknęła, ale nie chciała ryzykować przedłużenia szlabanu. Filch tylko na to czekał. Z rozkoszą poszedłby do McGonagall i opowiedział jej o arogancji uczennicy.
Milcząc, pozwoliła się zaprowadzić do schowka na miotły. Wtedy Filch puścił ją i otworzył drzwi.
— Patrz, co narobił twój kocur! — warknął. — Moja biedna Pani Norris!
Savannah podeszła bliżej i zajrzała do środka. To co zobaczyła, zaskoczyło ją. Na kupie starych worków leżała kocica woźnego i urocze kocięta.
A niech to. Jednak ją zaliczył. Ten kot ma naprawdę fatalny gust.
— Pozbawił ją godności — syknął Filch, przyszpilając Savannah wzrokiem. — Zamorduję tego zbereźnika!
— Przecież to ładne kotki — powiedziała Savannah. — Może je pan sprzedać, jeśli ich pan nie chce.
Woźny zaklął siarczyście i machnął ręką.
— Wynoś się — wycedził. — To za wiele jak na moje nerwy.
— Proszę ich nie topić — poprosiła Savannah. — Jeśli ich pan nie chce, znam kogoś, kto z chęcią je przyjmie. To również moje…
— Zejdź mi z oczu! — ryknął Filch. — I lepiej pilnuj swojego kocura! Moja konfrontacja z nim jest nieunikniona!
Savannah zmarszczyła czoło i wycofała się. Woźny przesadzał. Przecież to naturalny koci instynkt.
Szła korytarzem, gdy usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i ujrzała Harry'ego.
— Śledzisz mnie? — spytała, na co ten uśmiechnął się.
— Nie — odparł. — Właśnie skończyłem szlaban u Lupina. A ty wracasz od Filcha?
— Taaak — odpowiedziała przeciągle i westchnęła. — Drań wisi mi nowe słuchawki.
— Co się stało? — spytał Potter, marszcząc czoło. — Czy coś ci…
— Nie — przerwała mu Savannah. — Ale mój kot owszem. Zrobił coś. Pani Norris.
— Rozszarpał ją? — spytał z nadzieją chłopak.
— Gorzej — Savannah pokręciła głową. — Zostali rodzicami uroczych kociaków. Aż dziw, że są takie ładne. Przynajmniej połowa powinna mieć wytrzeszcz po matce.
Harry zaśmiał się głośno, po czym chwycił koleżankę za rękaw.
— Chodźmy stąd. Chciałbym ci coś powiedzieć.
Savannah zmrużyła oczy, ale nie zaprotestowała. Gdy znaleźli się w pustej klasie, Harry rzucił na drzwi zaklęcie wyciszające. Potem odwróci się do koleżanki i powiedział:
— Wiem, jak dostać się do Hogsmeade.
Durance zmarszczyła czoło i już otwierała usta, chcąc go pouczyć, gdy położył palec na jej ustach i wyjaśnił:
— Hogwart posiada wiele tajnych przejść. Wiem o kolejnym. Oprócz mnie i pewnych osób nikt o nim nie wie. Zamierzam ci je pokazać.
— Harry, nie pójdę tam z tobą — Savannah spojrzała mu prosto w oczy. — Tym razem nam się udało. Kolejnym razem możemy nie mieć tyle szczęścia. Black jest wciąż na wolności.
— Wiem o tym — Harry spoważniał. — Pomyśl jednak. Ostatni weekend przed świętami będzie magiczny. To co właściciele sklepów zafundują odwiedzającym… Nie możemy tego przegapić.
— Wszyscy mają nas na oku — powiedziała stanowczo Savannah. — Zwłaszcza Lupin. I Snape.
— Snape? — Harry zmarszczył czoło. — Dowiedział się? W jaki sposób?
— Tak — Savannah skinęła głową. — Nie wiem jak, ale się dowiedział.
— Głupi nietoperz — mruknął Potter. — Tym razem nam się uda. Pokażę ci dlaczego.
Wyjął z kieszeni pusty pergamin. Rozłożył go i wyjął różdżkę. Stuknął nią w pergamin i powiedział:
— Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego.
Ich oczom ukazała się mapa Hogwartu. Ukazywała ona szczegóły zamku i przylegające do niego tereny szkolne.
— Skąd to masz? — spytała, zaintrygowana.
— Nieważne — mruknął Harry. — Widzisz tę czarną plamkę w lewym górnym rogu? To Dumbledore w swoim gabinecie. Możemy tutaj dostrzec praktycznie każdego.
— Snape aktualnie przebywa w męskiej toalecie — Savannah uśmiechnęła się szeroko, wpatrzona w mapę. — Jesteś pewien, że to działa bez ryzyka zaliczenia wpadki?
— Tak — Harry skinął głową. — Dostałem ją od kogoś, kto używał jej od kilku lat. Nigdy nie został złapany.
— Gdzie znajduje się to przejście? — spytała Savannah szeptem. Potter przyglądał się jej uważnie. Po chwili odparł:
— Koło Kamiennego Kręgu.
Savannah spoważniała.
— To poza obszarem zamku — zauważyła.
— Będziemy ostrożni — zapewnił ją Harry. — To jak, zrobimy to jutro? Dołączymy do Rona i Hermiony?
Savannah zawahała się. Tym razem nie chciał jej wrobić. Dał jej możliwość wyboru.
— To twoje zadośćuczynienie? — spytała, unosząc do góry brwi. — W ramach tamtego razu?
— Powiedzmy, że tak — Potter skinął głową. — To jak, pójdziesz tam ze mną?
— Dobra — odparła dziewczyna. — Gdzie się spotkamy? W pokoju wspólnym?
— Tak. O dziesiątej rano.
— Załatwione — powiedziała Durance. — Wspólniku.
Harry wyszczerzył się i pierwszy wyszedł z klasy. Savannah zamierzała posiedzieć tam jeszcze chwilę.
Chyba naprawdę posiadała naturalny talent pakowania się w kłopoty. Jedno wiedziała na pewno – nie zamierzała wtajemniczyć w to Hermiony.
**
Ona i Potter byli w to zamieszani. Tym razem wspólnie i świadomie. Tajemnicze przejście znajdowało się w jednym z kamieni. Wyszli niezauważeni ze szkoły i teraz zmierzali ciemnym korytarzem do celu. Wyjście znajdowało się w pustym pniu, w pobliżu Wrzeszczącej Chaty.
Harry wynurzył się pierwszy, potem pomógł wydostać się Savannah. Schowali się pod peleryną – niewidką i ruszyli przed siebie.
Potter został jej wspólnikiem. Dziwnie to brzmi.
— Gdzie się najpierw udamy? — spytał Harry.
— Do Miodowego Królestwa — Savannah była zdecydowana. — Mam przeczucie, że właśnie tam spotkamy Rona i Hermionę.
I tak było. Ich przyjaciele stali w kącie sklepu i zastanawiali się nad wyborem słodyczy dla Pottera i Durance.
Savannah chwyciła Hermionę za rękaw płaszcza i mruknęła:
— Pstt. To my!
Granger drgnęła, ale po chwili dyskretnie szturchnęła Rona. Potem przemówiła cicho do podłogi:
— Zakładałam, że to Harry jest niedojrzały. Myliłam się.
— Poczekamy na zewnątrz — powiedział Potter i razem z Durance opuścił cukiernię.
Ulica była pusta. Gdy Ron i Hermiona wyszli z Miodowego Królestwa, Savannah cicho zagwizdała. Przyjaciele ruszyli w ich kierunku.
— Chodźmy na tyły tamtej opuszczonej chaty — szepnął Harry. Hermiona spojrzała przed siebie i skinęła głową. Wskazała na Rona i sprawdziwszy, czy nikt ich nie wypatruje ruszyła przed siebie.
Gdy cała czwórka znalazła się za opuszczonym domostwem, Potter ściągnął pelerynę. Savannah spojrzała na niego zaskoczona.
— Narzuć ją z powrotem — rozkazała. — Jeszcze nas ktoś zobaczy.
— Ona ma rację — Hermiona spiorunowała Harry'ego wzrokiem. — W ten sposób też porozmawiamy.
Mówiąc to, wyrwała koledze pelerynę i narzuciła na niego i Savannah. Następnie skrzyżowała ramiona i spojrzała ze złością na Rona.
— Mów jak to zrobiłeś — powiedziała, na co Weasley wybałuszył oczy.
— Ty chyba nie do mnie? — zapytał, na co Granger wywróciła oczami.
— Jasne, że nie — mruknęła. — Teraz się obudziłeś. Czekam na wyjaśnienia.
— Mówisz jak McGonagall — powiedziała Savannah. — Harry, wykaż się.
Chłopak opowiedział im o wszystkim – o Mapie Huncwotów, o tajnym przejściu. Hermiona była oburzona.
— Chyba nie zamierzasz zatrzymać tej mapy? — spytała. — Ufam, że zwrócisz ją profesor McGonagall?
— Jesteś odpowiedzialna aż do bólu — odparł Harry z przekąsem. — Jasne, że nie. Bardzo się nam przyda.
— Nam? — Granger zachłysnęła się z oburzenia. — To nie ja łamię ciągle szkolny regulamin i…
— Zerkaj bardziej na Rona — poinstruowała ją Savannah. — Bo się zdradzisz.
Hermiona prychnęła i powiedziała:
— Ja jedynie towarzyszę. Jestem mózgiem w tych wszystkich akcjach.
— Jaka skromna — Ron wyszczerzył się w jej kierunku, na co Granger spojrzała na niego ze złością.
— Wyluzuj chociaż raz — Harry poklepał ją po plecach. — Gdzie teraz pójdziemy?
— Do Trzech Mioteł — podsunął Ron. — Mam ogromną ochotę na kremowe piwo!
— Nie ty jeden — mruknęła Savannah. — Dawno go nie piłam.
Harry spojrzał na nią szybko, marszcząc czoło. Dziewczyna wzruszyła ramionami i po chwili ruszyli w kierunku maleńkiej gospody. Na jej drzwiach znajdował się list gończy za Syriuszem Blackiem.
Savannah wzdrygnęła się, widząc jego roześmianą twarz. Nie umknęło to uwadze Harry'ego.
— To tylko głupie zdjęcie — powiedział spokojnie, przyglądając się jej uważnie. Dziewczyna skinęła głową i po chwili weszli do środka.
Było tam głośno, ciepło i mglisto. Za barem stała Madame Rosmerta i obsługiwała siedzących gości. Ron poszedł zamówić im drinki, a Hermiona znalazła dla nich wolny stolik między oknem a bożonarodzeniową choinką, stojącą obok kominka.
— Właźcie pod stół — poleciła cicho Hermiona.
— No wiesz — Savannah obruszyła się, na co dostała od niej kuksańca.
— Najwyższe środki ostrożności — zachichotał Harry, kładąc dłoń na ramieniu Durance. — Raz możemy się z nią zgodzić.
— Niech jej będzie — skapitulowała Savannah i razem z Harrym dali nurka pod stół. Po chwili wrócił Ron, niosąc cztery cynowe kufle grzanego kremowego piwa.
— Wesołych Świąt! — powiedział wesoło, na co Savannah mruknęła:
— Jest trochę za wcześni…
Nie dokończyła, ponieważ drzwi się otworzyły. Nagły powiew uderzył ją w twarz. Do gospody weszli klienci, których się nie spodziewali.
— A niech mnie — Durance złapała Harry'ego za ramię. — To McGonagall, Flitwick, Hagrid i Knot.
Po chwili umilkła, ponieważ poczuła, jak Hermiona trąca ją stopą. Wymieniła szybkie spojrzenie z Potterem. Granger mruknęła coś cicho i po chwili choinka popłynęła w powietrzu i wylądowała przed ich stolikiem. Savannah usłyszała niespokojny oddech Harry'ego.
Cztery pary butów usiadły przy sąsiednim stoliku. Gdy goście złożyli zamówienie, pogrążyli się w rozmowie. Po chwili dołączyła do nich Madame Rosmerta.
— A więc to Black pana tutaj sprowadza — w głosie właścicielki pubu słychać było niezadowolenie. — Dementorzy już dwukrotnie przeszukali moją gospodę. Wypłoszyli mi wszystkich gości.
— Rosmerto, to było konieczne — powiedział przymilnie Knot. — Jeszcze chwila i go dopadniemy.
— Czy tak ciężko jest go złapać? — spytała ironicznie kobieta, stukając obcasami. — Powinien pan być bardziej skuteczny.
— Robię, co mogę — w głosie Knota słychać było zniecierpliwienie. — Black to sprytna bestia. Jako pierwszy uciekł z Azkabanu. Nikomu wcześniej się to nie udało. Dlatego mamy z nim problem.
— Nie ma to jak porządne tłumaczenie — mruknęła Madame Romserta. — Przyniosę państwa zamówienie.
Zastukały jej obcasy. Po chwili wróciła i wtedy Savannah usłyszała głos McGonagall:
— Syriusz Black. Piekielnie inteligentny i zdolny. Wszędzie go było pełno.
— Nie był sam — to Hagrid. — Pamięta pani, z kim ciągle się włóczył? Byli jak bracia!
— Oczywiście — przytaknęła McGonagall. — Byli nierozłączni. On i James Potter.
Kufel wyleciał z ręki Harry'ego. Savannah podniosła go szybko i szturchnęła kolegę. Zacisnęła mocno szczękę. Wiedziała, czego dotyczyć będzie ta rozmowa. Za chwilę Harry dowie się wszystkiego.
— Potter ufał mu jak nikomu — ciągnęła McGonagall. — Bardzo na nim polegał. Black został jego drużbą. I ojcem chrzestnym Harry'ego.
Savannah spojrzała szybko na kolegę. Na jego twarzy malował się głęboki szok.
— Black był podwójnym agentem — teraz odezwał się profesor Flitwick. — Nikt z nas nie wiedział, że działał dla Sami – Wiecie – Kogo. Został Strażnikiem Tajemnicy Potterów. Tylko on mógł zdradzić miejsce ich pobytu.
— W końcu to zrobił — głos Hagrida był pełen gniewu. — Sprzedał ich za tautaż na lewym ramieniu. Zdradził własnych przyjaciół. To przez niego Harry został sierotą. Doprowadził do śmierci jego rodziców, zabił niewinnych mugoli i małego Petera Pettigrew.
Savannah zamrugała oczami. Peter Pettigrew? A więc tak nazywał się ten zamordowany przyjaciel.
Knot opowiedział zgromadzonym o tym, jak zginął wspomniany mężczyzna. Black wysadził go skutecznie jednym zaklęciem, w efekcie czego został z niego tylko palec.
— Nikt by nie pomyślał — powiedział nagle Minister. — Że samego Blacka dosięgnie nieszczęście. A właściwie jego rodzinę.
— Mówisz o jego bracie? — spytała McGonagall, na Knot odparł:
— To było przed śmiercią Potterów. Regulus Black również był śmierciożercą. Nie takim dobrym, jak jego brat, oczywiście.
Savannah poczuła się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył ją w brzuch. Skrzywiła się, co szybko zauważył Harry.
— Ich siostra była inna — ciągnął Knot. — Niezwykle spokojna. Nie wierzyła w winę Syriusza.
— Biedna dziewczyna — westchnęła McGonagall. — Nie miała łatwego życia we własnym domu. Mogła polegać tylko na Syriuszu. To co ją spotkało… Brak słów. Nie zasłużyła na taką straszną śmierć.
Savannah przygryzła wargę, chcąc zachować spokój. Serce waliło jej jak oszalałe.
— To była taka miła dziewczyna — powiedziała Madame Rosmerta. — Z tego co wiem, szybko wyszła za mąż. Chciała w ten sposób uciec z domu rodziców.
— Zgadza się — McGonagall skinęła głową. — Jak zareagował Black na wieść o śmierci siostry?
— Dostał szału — odparł Knot ponuro. — Rzucił się na mnie, ale na szczęście jeden z moich ludzi go powstrzymał. Nie udałbym się tam, gdyby nie prośba Dumbledore'a. Chciał, aby Black poznał prawdę. Śmierć tej dziewczyny… Szaleniec, który ją zabił rzucił na nią jakieś czarno magiczne zaklęcie. Okropnie ją okaleczył po śmierci. Nie można było usunąć obrażeń. To była paskudna klątwa. Nigdy nie widziałem tak zmasakrowanego ciała. Oczywiście ta sprawa jest ciągle otwarta.
— A Black szaleje na wolności — stwierdziła ponuro McGonagall. — Jak się ma sprawa Kelly Bale?
— Zostanie zamknięta w momencie schwytania Syriusza Blacka — powiedział Knot. — Dopadniemy go. Zobaczycie.
— Dopóki go nie schwytacie, życie Harry'ego jest zagrożone — odparła McGonagall. — Jak i jeszcze jednej osoby.
— Wiem, o kim mówisz, Minerwo — powiedział Minister. — Nie martw, ta osoba jest bezpieczna.
— Czy to dziś ma się pan spotkać z dyrektorem? — spytała Madame Rosmerta, na co Knot żywo zareagował:
— Tak, tak. Myślę, ze czas się zbierać. Nie mogę się spóźnić na naszą kolację.
Rozległ się odgłos odsuwanych krzeseł i po chwili goście opuścili gospodę. Po twarzy Savannah spływały łzy. Harry się nie odzywał.
Gdy Madame Rosmerta zniknęła na zapleczu, dziewczyna wypadła spod stołu, przewróciła choinkę i wybiegła, trzaskając drzwiami. Hermiona ruszyła za nią. Ron zajrzał pod stół zobaczyć, co z Harrym.
Śnieg zacinał, a Savannah biegła prosto przed siebie. Szlochała rozpaczliwie, nie zwracając uwagi na nawołującą ją Hermionę. Ryzykowała, że ktoś ją zobaczy. Było jej to obojętne.
W końcu Granger ją dogoniła. Chwyciła ją za ramię, ale dziewczyna wyszarpnęła się.
— Ktoś się nad nią pastwił! — wykrzyczała Savannah. — To była rzeź. Zabili ją tak bestialsko. Moją mamę!
— Uspokój się — powiedziała Hermiona, choć głos jej się łamał.
— Nic mi nie powiedzieli! — w głosie Durance słychać było złość. — Moje wujostwo! Wiedziałam tylko tyle, że mama została zamordowana. Nie powiedzieli mi, jak zginęła. Teraz wiem. Zarżnięto ją niczym zwierzę.
Usiadła na śniegu i załkała. Hermiona kucnęła obok niej.
— Wstań — rozkazała delikatnie. — Bo się przeziębisz. Poza tym musimy wracać.
— Nie chcę — Savannah wzdrygnęła się.
— Harry i Ron — szepnęła Granger. — Wybiegłaś tak nagle. Musimy sprawdzić, czy nie zaczęli łączyć faktów.
Savannah spojrzała na nią oczami pełnymi łez. Granger mówiła sensownie. Skinęła głową i podniosła się. Hermiona rzuciła na nią zaklęcie maskujące i po chwili udały się w kierunku Rona. Chłopak stał na drodze ze śmiertelnie poważną miną.
— Ta opowieść zaszokowała Savannah — wyjaśniła Granger. — Myślę, ze najrozsądniej będzie, jak wrócimy do zamku. Harry, dobrze się czujesz?
— Nie — odparł chłopak. — Chcę już wracać. Ninny, czy jesteś gotowa?
Savannah odpowiedziała cichym „tak".
— Czy wiesz, jak się zdejmuje zaklęcie maskujące? — spytała łagodnie Hermiona, na co Savannah przytaknęła. Po chwili ona i Harry ruszyli przed siebie.
Nie odzywali się do siebie przez całą drogę. Gdy znaleźli się w pobliżu Kamiennego Kręgu, dziewczyna puściła rękaw kolegi i pobiegła prosto przed siebie.
— Savannah! — krzyknął za nią Harry. Nie zareagowała. Nie mógł jej zobaczyć, ponieważ była niewidzialna. Wyciągnął mapę i stuknął w nią różdżką. Koleżanka udała się prosto do zamku.
Gdy tam się znalazła, pobiegła do łazienki Jęczącej Marty. Wpadła do jednej z kabin i pochyliła się nad sedesem. Zwróciła wszystko, co jadła w ciągu całego dnia.
Oczami wyobraźni ujrzała swoją matkę. Leżącą na podłodze, w kałuży krwi. I potwornie okaleczoną.
Szaleniec, który ją zabił, rzucił na nią jakieś czarno magiczne zaklęcie. Nie można było usunąć obrażeń. To była paskudna klątwa. Nigdy nie widziałem tak zmasakrowanego ciała.
Słowa Knota powracały jak echo. Wytarła dłonią usta i oparła się o ścianę kabiny. Oddychała szybko i niespokojnie. Znowu dowiedziała się czegoś na swój temat. Nie podejrzewała, że to dopiero początek.
