Za poprawienie rozdziału dziękuję nieocenionej SimplyIsabelleS.


Ojoj! Przerwa wyszła trochę dłuższa niż planowałam. Bardzo za to przepraszam i proszę o wybaczenie :) Mam nadzieję, że tym rozdziałem odkupię swoje winy.

Miłego czytania!


Na zewnątrz padało, gdy Harry spacerował po błoniach Hogwartu i przyglądał się zmarszczkom tworzącym się na kałużach pod wpływem wiatru. Zdecydował się opuścić na chwilę Pokój Wspólny ze względu na fakt, że Tom miał kolejne spotkanie ze Slughornem i wiedział, że minie dłuższy czas zanim wróci. Nie miał ochoty czekać na niego wewnątrz, ponieważ chciał w spokoju pomyśleć.

Dzisiaj był ostatni dzień ferii wielkanocnych i Harry był zirytowany, że Tom mimo wszystko musiał gdzieś pójść, jednak starał się nie myśleć o tym zbyt uporczywie. Za każdym razem, gdy rozglądał się po błoniach, przypominał sobie wszystkie lata, które spędził w Hogwarcie. Miał wrażenie, że wydarzyły się dziesiątki lat temu, nawet jeśli w rzeczywistości minęły zaledwie dwa lata. Podróż w czasie zmieniła to w jedno z najodleglejszych zdarzeń, które pamiętał.

Był zaskoczony gdy odkrył, że jego najszczęśliwsze wspomnienia z Hogwartu nie zniknęły w ciemności, chociaż wiedział, że nigdy nie wróci do niego tamto uczucie błogości. Pamiętał swój pierwszy rok, kiedy był wniebowzięty na myśl o Hogwarcie z jego biblioteką, lasem, sowią pocztą, piórami, zwierzętami, miotłami i ogólnie magią. Czuł nostalgię na myśl, jak wspaniała była dla niego ta szkoła.

Czuł się znacznie starszy niż zazwyczaj, gdy myślał o swojej przeszłości i powoli zdał sobie sprawę, że nawet nie wygląda już tak samo jak podczas jego prawdziwych lat w zamku. Pod wpływem wszystkich zmian w swoim wyglądzie był niemal nierozpoznawalny. Rozważał, czy z jego strony był to dobry pomysł — w sensie poznania swojej własnej tożsamości, a nie zwykłym myśleniu o przyszłości. Nawet nie nosił już okularów…

Jednak to tylko przebranie. On ze wszystkich powinien o tym pamiętać najlepiej, skoro używał ich tak wielu w czasie lat spędzonych z Hermioną i Ronem, żeby wyglądać jak inny uczniowie lub pracownicy Ministerstwa; jak ktokolwiek inny, tylko nie oni sami. Uśmiechnął się lekko na wspomnienie drugiego roku, gdy byli przekonani, że Draco Malfoy jest dziedzicem Slytherina i dołożyli ogromnych starań, żeby potwierdzić tę teorię.

Tak, powinien pamiętać, że to tylko przebranie. Używanie Eliksiru Wieloskokowego, ludzkiej transmutacji lub innych sposobów na zmianę swojego wyglądu było niezbędne do przetrwania, więc Harry miał rację, chcąc zostawić swoją poprzednią tożsamość za sobą. Członkowie Zakonu Feniksa zawsze zachęcali do użycia takich środków bezpieczeństwa jeśli sytuacja była na tyle poważna. Moody powiedziałby, że to właściwy wybór, Syriusz i inni członkowie organizacji pewnie też, jeśli nie ignorowaliby go ze świata zmarłych.

Harry nadal spacerował po błoniach w deszczu, wspominając. Każda myśl wiodła go do kolejnych i było już późne popołudnie, gdy Harry zdał sobie sprawę, jak długo przebywa na błoniach. Wiedział, że Tom za niedługo wróci od Slughorna, więc ruszył w stronę zamku.

Pokój Wspólny był pusty, także Harry skierował się do dormitorium. Uśmiechnął się na widok odwróconego do niego plecami Toma, siedzącego na łóżku, czytającego jakiś pergamin. Gdy zdał sobie sprawę, że Tom jeszcze go nie zauważył, Harry podszedł do niego, po drodze ściągając mokrą pelerynę, i usiadł na łóżku. Tom miał zamiar się odwrócić, ale powstrzymał go dotyk ust Harry'ego na jego szyi.

— Powinienem cię usłyszeć. —Tom uśmiechnął się, gdy Harry zaczął gładzić jego bok.

— Byłeś skupiony na czymś innym — zauważył Harry, kładąc głowę na ramieniu Toma. — Co czytasz?

— Tylko mój esej na Astronomię — odpowiedział Tom. — Chciałem zrobić kilka poprawek.

Harry spojrzał na pergamin zapisany schludnym pismem Toma i zapytał:

— Kiedy wróciłeś?

— Niedawno. Może dziesięć minut temu.

— Jak było u Slughorna?

— Tak nieciekawie jak zawsze — odpowiedział Tom. — Gdzie byłeś?

— Włóczyłem się po błoniach.

— Pada — stwierdził Tom.

— Wiem.

— Mam nadzieję, że nie wspominałeś swojej przeszłości — powiedział Tom, starając się ukryć swoje obawy.

Harry udawał, że nic nie zauważył i zaśmiał się lekko.

— Nie.

— Dobrze — powiedział Tom; tym razem jego głos brzmiał idealnie beztrosko. — Nie powinieneś wychodzić w taką pogodę. Nie chcę, żebyś zachorował.

Harry nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, słysząc uwagę Toma.

— Przeziębienie łatwo można wyleczyć magią.

Kiedy Tom nic na to nie odpowiedział, Harry kilka razy pocałował jego szyję, a jego dłonie powoli wędrowały w górę klatki piersiowej Toma.

— Nie skończę mojej pracy — powiedział Tom cicho z żartobliwą nutą w jego głosie.

Harry nie przerywał. Z każdym pocałunkiem czuł pożądany dotyk skóry Toma.

— Wrócą za dwie godziny — wyszeptał Harry do ucha Toma.

Tom delikatnie odchylił głowę, niemal ulegając dotykowi chłopaka.

— Kolejny powód, żeby teraz dokończyć moją pracę — powiedział, starając się ukryć tęsknotę za dotykiem Harry'ego, gdy ten zaczął odwiązywać jego krawat.

Sądzę, że dla mnie to kolejny powód, żeby dokończyć cię teraz — wysyczał Harry. Użycie przez niego wężomowy wydawało się mieć wpływ na Toma, ponieważ dziedzic Slytherina zaczął ulegać.

Przyznając się do porażki, Tom, uśmiechając się, odsunął się lekko od Harry'ego i odwrócił się, żeby przycisnąć do materaca. Jego koszula była już całkowicie rozpięta, gdy zajął się koszulą Harry'ego, całując go z pasją. Odsunął się, żeby całować go wzdłuż szczęki aż dotarł do ucha.

Tom jęknął miękko, zanim powiedział:

— Będę za tym tęsknić.

— Ja też…

(*****)

— Nie o tyle się zakładaliśmy! — krzyknął Avery.

— Co? To trzydzieści galeonów, siedem sykli i dwieście szesnaście knutów — powiedział Mulciber, wskazując na stos monet. — Dokładnie o tyle się zakładaliśmy!

— Dołóż co najmniej siedemdziesiąt galeonów!

— Chyba śnisz! — warknął Mulciber i zwrócił się do Notta o wsparcie. — Powiedz mu, że mam rację!

— Ja słyszałem siedemdziesiąt — odpowiedział Nott. — Siedemdziesiąt galeonów, siedem sykli i dwieście szesnaście knutów.

Mulciber spojrzał na Notta z niedowierzaniem.

Nigdy się o tyle nie zakładałem!

— Kłamie — stwierdził leniwie Lestrange zza gazet, którą czytał. — Ostatnio ciągle kłamie.

— Słyszysz? Postawiłeś więcej niż trzydzieści galeonów — powiedział Avery. — Więc albo dopłacisz, albo możesz stąd wypierdalać!

Mulciber wyglądał na rozjuszonego. Przez chwilę stał bez ruchu, zastanawiając się, czy warto było walczyć, żeby zatrzymać te czterdzieści galeonów. Jego oczy wędrowały od Avery'ego, do Notta, Lestrange'a i nawet innych Śmierciożerców przysłuchujących się ich kłótni. W końcu stwierdził, że jest w mniejszości. Niechętnie wyjął woreczek z galeonami i dorzucił na stół brakujące złote monety.

— Muszę się napić — skomentował krótko.

Był pierwszy maja i od powrotu Śmierciożerców minęły dwa tygodnie. Harry spędzał wieczór w kwaterze ze Śmierciożercami i Tomem, odprężając się po kolejnym długim dniu nauki i ćwiczenia czarnej magii. Większość Śmierciożerców właśnie skończyła grać w karty i teraz rozmawiali między sobą na tematy, które Harry'ego nie interesowały.

Tom przyglądał się swoim Śmierciożercom z takim samym zamyśleniem jak zawsze i Harry chciał wiedzieć, czy zastanawia się nad tym, że zwiększył umiejętności każdego z nich. Żaden z jego popleczników nie był tak dobry w czarnej magii jak Tom, który opanował każdy aspekt tej dziedziny z nienaturalną łatwością, jednak Harry był pewny, że jest zadowolony z jego osobistej armii. Bez wątpienia większość Śmierciożerców była mało inteligentna, ale umiejętnościami w czarnej magii przewyższali większość mieszkańców kraju.

Był już późny wieczór i Harry niecierpliwie czekał aż on i Tom będą mogli opuścić Śmierciożerców, lub na choćby szansę wymknięcia się niezauważenie. Jak zawsze szkoła zajmowała większość ich czasu, więc nie mieli ani chwili dla siebie w ciągu ostatnich dni. Harry był boleśnie znudzony szkołą i Śmierciożercami; jedynie myśli o Tomie i swojej przeszłości trzymały go przy zdrowych zmysłach.

— Jonathan, chcesz pożyczyć Proroka? — zapytał siedzący po drugiej stronie stołu Lestrange.

— Pewnie — odpowiedział Harry, zadowolony, że będzie miał się czym zająć. — Dzięki.

Nieważne jak irytujący był Lestrange w swoich podejrzeniach co do dodatkowych lekcji czarnej magii, jednak zawsze z chęcią dzielił się z nim nowymi wiadomości, które miał do zaoferowania czarodziejski świat. Kiedy Harry zapytał się go, dlaczego z taką chęcią oddaje mu gazety, usłyszał w odpowiedzi: „Mój ojciec jest przeciwko gazetom i nienawidzi wszelkich reklam i artykułów z nieprawdziwymi informacjami, które zamieszczają, więc postanowiłem, że codziennie za własne pieniądze będę kupował gazety i będę dzielił się nimi z kimkolwiek, kto będzie chciał tylko po to, żeby go zdenerwować. Im większej liczbie ludzi pożyczam gazety, tym szybciej roznoszą się wiadomości. Mój ojciec nigdy nie był zbyt uprzejmym czarodziejem…"

Harry cieszył się, że Lestrange nienawidzi go tak, jak swojego ojca. Przeglądał szybko gazetę w poszukiwaniu ważnych wiadomości, ale szybko stwierdził, że nie ma nic interesującego. Zaczął czytać artykuł o najnowszych miotłach. Trochę go bawiło, że to, co teraz produkowali, było tak przestarzałe w porównaniu do tego, do czego się przyzwyczaił.

Po pewnym czasie rozmowa Śmierciożerców przykuła jego uwagę. Słuchając, zaskoczony nie podnosił wzroku znad gazety.

— Profesor Spindle ma szczęście. — Avery mówił niewyraźnie, trzymając w dłoni szklankę Ognistej Whisky. — Gdyby Slughorn prawie nas nie przyłapał na podrzucaniu mu brodawkolepa* do jego garderoby, teraz byłby już na emeryturze. Jaki w ogóle jest sens w uczeniu się Mugoloznawstwa…

— Powinno być zlikwidowane — zgodził się Dołohow. — Jeśli Dumbledore tego nie zrobi, będziemy musieli wziąć sprawę w swoje ręce.

— Sądzę, że to kwestia czasu zanim coś złego mu się przydarzy — powiedział Avery cicho, uśmiechając się szeroko. — Dobrze wiecie, co dwa lata temu stało się z tą szlamą Martą. Jeśli uda nam się go załatwić tak samo…

Harry zauważył, że Tom wygląda na lekko zirytowanego… nawet bardziej niż lekko. Avery nie zwrócił na to uwagi, dopóki Nott nie szturchnął go łokciem w żebra. Najwyraźniej Nott nie był ani trochę mniej przerażony od innych Śmierciożerców, którzy nagle odwrócili swój wzrok od Toma. Prawie wszyscy wpatrywali się niewzruszenie w stół, unikając patrzenia na rozwścieczonego przywódcę. W pomieszczeniu zapadła cisza — wręcz śmiertelna cisza.

Avery w końcu spojrzał na Toma. Uśmiech zniknął mu z twarzy. Mulciber i Dołohow starali się nie roześmiać, gdy przestali spoglądać od Toma na Avery'ego jak wytresowane — ale nietrzeźwe — psy. Ich chęć do nienarobienia hałasu przewyższyła jakikolwiek humor, który widzieli w tej sytuacji. Harry zastanawiał się, jak Tomowi udaje się ich tak doskonale kontrolować…

Avery był niezwykle blady, gdy spoglądał to na Toma, to na Harry'ego. Jego usta były ułożone w niemal idealne „o". Po chwili zaczął bełkotać, na próżno próbując się wytłumaczyć.

— Prze… przepraszam. Nie chciałem powiedzieć… Nie wiedziałem… że oni byli…

— Wyjdźcie — syknął Tom.

Zanim Harry mógł zareagować, Avery, Dołohow, Mulciber i kilku innych Śmierciożerców zerwała się ze swoich miejsc, chcąc jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Niektórzy z nich starali się powstrzymać śmiech, a inni ich uciszali. Nott również wstał, przyglądając się Tomowi z lękiem, nawet gdy ten nie patrzył się na niego. Lestrange poszedł w ślady Notta i szybko skierowali się do drzwi. Zaraz po nich wyszedł Rosier, jego dwóch przyjaciół z Ravenclawu i reszta Śmierciożerców. Harry nie był nawet w stanie dojrzeć ani jednego przebłysku ich myśli.

Wcześniej niż Harry mógłby mieć nadzieję, zostali z Tomem sam na sam. Pierwszy raz od kilku godzin w kwaterze było cicho, nawet echo kroków Śmierciożerców nie było już słyszalne. Tom przyglądał mu się z kamiennym wyrazem twarzy.

— Więc próbowali… zabić profesora Spindle'a.

— Miałem zamiar ci powiedzieć — stwierdził Tom cicho.

Będąc całkowicie szczerym, Harry wcale nie był zaskoczony, że Śmierciożercy mogliby zrobić coś takiego. W końcu byli Śmierciożercami, ale był zdziwiony, że nie usłyszał o tym wcześniej. Po reakcjach Śmierciożerców łatwo można było wywnioskować, że Tom nie chciał, żeby wiedział o niekontrolowanej nienawiści swoich popleczników do mugoli, ale Harry nie wiedział jeszcze z jakiego powodu.

— Można by pomyśleć, że to jest w jakiś sposób ważne — zauważył Harry, jego głos był spokojny w przeciwieństwie zdezorientowania i irytacji, które odczuwał.

— Co miałem powiedzieć? — zapytał Tom cicho. — Nie mogę kontrolować tych głupich zachowań i nie widzę żadnej korzyści w ukróceniu tego.

— Tak, w końcu jaki jest sens w powstrzymaniu ich przed zamordowaniem ich własnego profesora? — zakpił Harry, jego irytacja wzrastała.

Tom wyglądał na rozdrażnionego sarkazmem Harry'ego.

— Nie to miałem na myśli.

— W takim razie co miałeś? — naciskał Harry. — To, że nie miałoby to w przyszłości żadnej korzyści dla ciebie? To, że powstrzymanie ich teraz to nie jest dobry pomysł, ponieważ nie będziesz mógł ich wykorzystywać później?

— Powinienem ci powiedzieć wcześniej — zauważył Tom, mówiąc bardziej do siebie niż do Harry'ego. — Wiedziałem, że tak zareagujesz…

— Czyli jak normalna osoba?

Tom zmagał się z chęcią kłócenia się z Harrym.

— Nie mogę być odpowiedzialny za każde zachowanie moich przyjaciół. Nie jestem nauczycielem.

— Uczysz ich czarnej magii — przypomniał mu Harry. — I jesteś ich przywódcą. Zrobią wszystko, co im każesz.

— I spędziłem dużo czasu, upewniając się, że zrobią wszystko, co im każę — dodał Tom. — W ogóle nie rozumiem, dlaczego tak się tym przejmujesz. Zawsze prześladowali szlamy i zdrajców krwi. To żadna nowość.

Harry powstrzymał się przed odpowiedzią. Wiedział, że jako Ślizgon i przez presję ze strony jego kolegów nie powinien przejmować się losem nikogo, z kim nie był związany, ani tym bardziej mugolami czy zdrajcami krwi. Wiedział też, że to będzie jedno z jego najmniejszych zmartwień w ciągu następnych kilku lat, kiedy morderstwa i torturowania będą na porządku dziennym. Nie chciał się nad tym teraz zastanawiać…

— Nie powinieneś mnie okłamywać.

— Prawdę mówiąc, nie skłamałem — zauważył Tom. — Po prostu zapomniałem ci powiedzieć.

Harry powstrzymał się przed poprawieniem słowa „zapomniałem".

— Dlaczego?

— Nie sądziłem, że zrozumiesz — wyjaśnił Tom. — Inni już się do tego przyzwyczaili, ciągle o tym słuchając, ale ty jesteś wyjątkiem. Zaczęli to około rok temu, a ty jesteś jedną nową osobą, która dołączyła do mojej grupy od tego czasu.

Harry rozważał to przez chwilę, jednak wciąż był zdenerwowany na Toma za ukrywanie tego faktu. Nawet jeśli Tom martwił się jego reakcją na tę sytuację, Harry'emu nie podobał się pomysł niewiedzy/niedoinformowania.

— Po innych, okropnych rzeczach, które do tej pory zrobili, dlaczego wciąż to przede mną ukrywałeś?

— Co masz na myśli? — zapytał Tom, zaskoczony pytaniem Harry'ego . — Morderstwo jest najgorszą rzeczą, którą moi przyjaciele mogliby zrobić.

— Nie — sprzeciwił się Harry. — Nie po tym, czego ich nauczyłeś. Nie po tym, w jaką broń ich wyposażyłeś. Teraz mają możliwość robienia znacznie gorszych rzeczy… W przyszłości mogą je zrobić…

Harry odwrócił wzrok od Toma, zamiast tego wpatrując się w błyszczący, czarny stół. Wiedział, że za kilka lat Śmierciożercy będą popełniać znacznie dotkliwsze zbrodnie niż te, na które mogą się zdobyć w Hogwarcie. Już teraz mieli okropną reputację, która miała się jeszcze pogorszyć…

W przyszłości będą burzyć budynki Ministerstwa, mordować niewinnych ludzi, gromadzić niebezpieczne stworzenia, miażdżyć każdy opór, powiększać ich pozornie nie do zatrzymania mroczną armię i kto wie, co jeszcze. Ich obecne zbrodnie, będą niczym w porównaniu z tym…

— Nie masz do mnie żalu, za to, czego ich uczę? — zapytał Tom cicho.

Harry spojrzał na niego, zastanawiając się, jak powinien na to odpowiedzieć. Wiedział, że Tom od lat ćwiczył swoich Śmierciożerców, chcąc, żeby umieli posługiwać się czarną magią w takim stopniu, w jakim potrafią to teraz. Harry po raz pierwszy zastanawiał się, czy Tom nie żałuje, że pewne aspekty wymknęły się spod jego kontroli. W końcu doszedł do wniosku, że nie musi akceptować wszystkich zachowań Śmierciożerców. Jeśli chciał zostać z Tomem i jeśli chciał ponownie odwiedzić swoją przeszłość, nie miał wyboru.

— Nie mam do ciebie żalu… — powiedział Harry. — I… —Zmusił się do takiego doboru słów, żeby ugasić wszelki płomyk wątpliwości u Toma. — I niezbyt mnie interesuje, co robią Śmierciożercy. To ich sprawa; żaden z nas nie może ich w pełni kontrolować. Po prostu nie chcę, żebyś musiał mnie okłamywać albo ukrywać przede mną prawdę.

Tom uśmiechnął się, prawdopodobnie z ulgi i uścisnął dłoń Harry'ego.

— Nigdy więcej nie będę ukrywać przed tobą ważnych informacji — powiedział miękko. — Obawiałem się, że nie zrozumiesz.

— Raczej wolałbym się zmierzyć z prawdą — stwierdził Harry.

Tom pochylił się i lekko pocałował Harry'ego. Zanim zdążyli pogłębić pocałunek, Tom odsunął się.

— O co chodzi? — zapytał Harry.

Tom wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś ważnego, więc Harry czekał, nie przerywając mu. Po kilku sekundach wahania Tom uśmiechnął się i powiedział tylko:

— Cieszę się, że mamy kilka dodatkowych minut samotności.

Harry uśmiechnął się w odpowiedzi, jednak zastanawiał się, co naprawdę chciał powiedzieć Tom. Miał ochotę drążyć temat, ale był pewny, że Tom wszystkiemu zaprzeczy.

— Co zrobiłeś, żeby powstrzymać twoich przyjaciół przed mówieniem przy mnie o ich nienawiści do profesor Spindle'a?

— Tak naprawdę nic im nie powiedziałem. Byłem raczej mało precyzyjny w tej kwestii — wyznał Tom. — Nieczęsto się zdarza, że są na tyle ciekawi, żeby lekceważyć moje polecenia, zresztą… nie spodziewałem się, że coś ci powiedzą, skoro byli nietrzeźwi. Dałem im dokładne instrukcje co do utrzymywania tego w tajemnicy. Nie było im nawet wolno o tym myśleć, gdy byłeś w pobliżu.

— Postarałeś się — zauważył Harry. — Poza jednym wyjątkiem. Teraz twoi przyjaciele mogą mieć wrażenie, że jestem kochasiem mugoli, albo że nie potrafię poradzić sobie z takimi sytuacjami.

— Ich głupie założenia szybko znikną.

— Jednak to wciąż trochę żenujące — powiedział Harry, przysuwając się bliżej Toma i całując go ponownie. Rozkoszował się świadomością ogromu czasu, który mogą ze sobą dzisiaj spędzić.

Żaden z nich tym razem się nie odsunął. Harry wplótł palce we włosy Toma, który w odpowiedzi przysunął się jeszcze bliżej. Było już dawno po północy, gdy niechętnie wrócili do Pokoju Wspólnego, gdzie siedziała zaledwie połowa Śmierciożerców. Gdy Harry leżał już w swoim łóżku, myślał o Śmierciożercach, zastanawiając się, jak to wszystko się zakończy. Ledwo mógł uwierzyć, że z każdym dniem stają się coraz bardziej brutalni. Bardziej niż kiedykolwiek mógłby się spodziewać…


*Brodawkolep to stworzenie zamieszkujące jakiś stary przedmiot. Gdy dotknie się tego przedmiotu dłonią, brodawkolep gryzie i w kilka sekund cała dłoń pokrywa się wstrętną, brązową skorupą, przypominającą wielką brodawkę. Pierwszy raz wspomniano o nim w „Harrym Potterze i Zakonie Feniksa", gdy Weasley'owie, Harry i Hermiona sprzątają dom Syriusza.