ROZDZIAŁ 23

[Daughtry – Life After You; Girlicious–Like_Me]

Wpadłem do swojego mieszkania. Na szczęście lot się nie opóźnił, jedyne co przeszkodziło mi w szybkim dotarciu do domu, to cholerne korki w L.A. Belli oczywiście nie było, tak jak Alice mi obiecała i w aktualnej chwili miałem wystarczająco dużo czasu, by wszystko przygotować. Piękną długą, czerwoną różę kupiłem w drodze z lotniska i o to martwić się już nie musiałem, tak jak i o butelkę czerwonego wina, którą kupiłem w sklepie na dole.

Po tej całej podróży byłem trochę umordowany, ale prysznic na szczęście mnie orzeźwił, za co byłem naprawdę wdzięczny. Teraz już w spokoju mogłem przygotować romantyczny nastrój w sypialni. Pierwszy raz w życiu robię coś takiego i mam naprawdę wielką nadzieję, że nie nawalę.

Gdy dostałem sms'a od Alice, że Bella wraca już do domu, wszystko było gotowe. Masa świeczek świeciła się w sypialni, a nastrojową muzykę było słychać w całym mieszkaniu. Kiedy usłyszałem przekręcany zamek i otwieranie drzwi, moje serce lekko przyspieszyło i zacząłem się denerwować, właściwie, nie wiem czym. Nie widzieliśmy się zaledwie parę dni, a stęskniłem się za nią cholernie. I wreszcie miałem do kogo wracać po warsztatach, a nie tylko do czterech pustych ścian.

– Edward? – usłyszałem jej zdziwiony głos, ale nic nie zrobiłem. Po prostu czekałem. Gdy wpadła do sypialni stanęła w szoku na środku pokoju. Była oczarowana tym, jak to wszystko wyglądało. Obróciła się przodem do mnie, a to jak na mnie patrzyła... Nie dało się tego opisać. Tak wiele emocji było w jej spojrzeniu. W dłoniach trzymałem różę, ale nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć w tej chwili. Stałem się taki zagubiony, lecz gdy zobaczyłem jej cudowny uśmiech i podeszła do mnie bliżej, pewność siebie wróciła.

– Wszystkiego najlepszego. – wydukałem wręczając jej różę. Bella wzięła ją ode mnie i zarzuciła mi ręce na szyje.

– Dziękuje. – wyszeptała tuż przy moich ustach i pocałowała mnie delikatnie. Chwyciłem ją w talii i podniosłem, a Pani Wiewiórowa objęła mnie w pasie. Całowaliśmy się delikatnie, aż w pewnym momencie oderwaliśmy się od siebie. Przyłożyła swoje czoło do mojego, patrząc mi cały czas w oczy, a dłonią dotykała mojego zarośniętego policzka.

– Tak bardzo tęskniłam. – wyszeptała czule i znowu połączyła nasze usta w pocałunku.

Całując się, zaniosłem ją do łóżka i ostrożnie na nim położyłem. Zjechałem ustami na jej szyję, składając na niej drobne i mokre pocałunki, a palce Belli wplotły się w moje włosy. Kochałem, gdy to robiła, to było niesamowicie przyjemne. Przeniosłem się na jej obojczyki ssąc jej skórę, a boski jęk opuścił jej usta. Dłońmi błądziła po moich plecach, przez kark, aż po włosy. Oczy były w rozkoszy zmrożone i wyglądała onieśmielająco. Powróciłem ustami do jej ust, przygryzając delikatnie jej górną wargę, a ona jęcząc pociągnęła mocniej kosmyki moich włosów. Dłońmi powędrowałem na jej talię, aż w końcu delikatnie zacząłem podciągać jej koszulkę i każdy nowo odkryty fragment jej ciała był obsypywany przeze mnie drobnymi pocałunkami. To miało być dla niej i tylko i wyłącznie dla niej. Seksowne westchnienia i jęki opuszczały jej usta, ale nie były tak jak te wcześniejsze. Te były wprost nie do opisania.

Ściągnąłem z niej podkoszulek i ukazała mi się ubrana w sam czarny stanik bez ramiączek. Niby nic, ale jednak wyglądała niesamowicie.

– Jesteś taka piękna.– wyszeptałem składając pocałunki wzdłuż jej ciała.

– Kocham twoje usta na moim ciele. – powiedziała zmysłowym głosem i zaczęła ściągać ze mnie koszulkę, aż w końcu zaczęła błądzić dłońmi po moich nagich plecach i torsie.

Odpiąłem guzik w jej jeansach, by móc ściągnąć z niej kolejne zbędne w tym momencie ubrania. Już po chwili była pode mną w samej bieliźnie. Jak zawsze niezwykła i oszałamiająca. Odkąd pierwszy raz ją zobaczyłem, wtedy całą mokrą od kropli deszczu... byłem nią zafascynowany i to trwa nadal. Rozpiąłem jej stanik i ściągnąłem go z niej, biorąc jeden z różowych sutków w usta i zassałem go, a to zostało wynagrodzone jej zajebistym jękiem.

– Edward, potrzebuje cię. – wyszeptała, a na mojej twarzy pojawił się uśmieszek zadowolenia. Chciałem na nowo odkryć każdy zakamarek jej ciała. Chwyciłem za brzegi jej majtek, a do moich nozdrzy dotarł zapach jej podniecenia. Była niesamowicie wilgotna i to tylko i wyłącznie dla mnie. Przejechałem językiem po jej kobiecości i brnąłem w górę jej ciała, a otaczająca nas przestrzeń wypełniały jej jęki i westchnienia. W świetle zapalonych świec naprawdę wyglądała niesamowicie oszałamiająco. Była nieskazitelnym pięknem, a uświadomiłem to sobie dopiero niedawno. Spojrzeliśmy sobie intensywnie w oczy. W tych brązowych tęczówkach widziałem wszystko to, co sam czułem. Miłość, uwielbienie, pożądanie...

– Kocham cię. – wypowiedziałem te dwa słowa, ale jak cholernie dla mnie ważne. Bella stała się pierwszą kobietą na tej ziemi, którą pokochałem. Która mnie zafascynowała i sprawiła, że stałem się zupełnie innym człowiekiem. Kimś, kto mógłby dla niej zrobić wszystko. To z nią poczułem silną i porywającą wieź.

Nasze dłonie splotły się w jedność, a usta ponownie ze sobą połączyły. Byłem cholernie twardy, jak jeszcze nigdy wcześniej. To ona do tego wszystkiego doprowadziła. Myślałem tylko i wyłącznie o niej i o nikim więcej. Zawładnęła moimi myślami. Zawładnęła mną całym, ale nie miałem nic przeciwko temu.

Ściągnąłem z siebie szybko jeansy i bokserki, a Bella ponownie znalazła się pode mną. Złożyłem jeszcze kilkanaście pocałunków na jej twarzy, ustach, szyi, piersiach, aż w końcu, jednym płynnym ruchem wszedłem w nią, na co zarówno z moich, jak i jej ust wydobyły się jęki. Ciasna, ciepła i cholernie wilgotna. Tylko dla mnie. Otaczała mnie z każdej strony i to było, kurwa, cholernie zajebiste uczucie. Poruszałem się w niej wolno. Nie chciałem, by było to intensywne. Chciałem, by to trwało i trwało. Patrzyłem na nią. Oczy miała cały czas w rozkoszy zmrużone, a dłonie wędrowały po moim karku i włosach. Całowałem ją, tam gdzie byłem w stanie dosięgnąć ustami. Mruczenia, jęki i westchnienia cały czas opuszczały jej usta. Aż w końcu poczułem, że zbliża się na kraniec.

– Edward... – wysapała, a potężny orgazm wypełnił jej ciało. Zaczęła się na mnie zaciskać. Szarpnęła mocno kosmyki moich włosów, a drugą dłoń zacisnęła na mojej. Jej ciało wygięło się w łuk, a po chwili i ja w niej doszedłem jęcząc w jej usta.

Opadłem obok niej na łóżko, przyciągając jej ciało do siebie i owijając wokół niej swoje ramiona. Dochodziliśmy do siebie po tym oszałamiającym przeżyciu, lecz gdy otworzyła oczy i spojrzała na mnie, szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Miłość, szczęście... tyle emocji było widoczne na jej twarzy. Dotknęła dłonią mojego lekko zarośniętego policzka i przejechała nią po linii szczeki.

– Dziękuję. To najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam. – wyszeptała z ogromnym uśmiechem.

– Nie ma za co, ale kto powiedział, że to koniec. – powiedziałem ze śmiechem, a Bella unosząc jedną brew w górę, spojrzała na mnie rozbawiona.

– Nie?

– Nie. – powiedziałem rozbawiony, a ona musnęła moje usta swoimi

Bella leżała na poduszkach z kieliszkiem wypełnionym czerwonym winem i okryta pościelą, pod którą chowało się jej niesamowite ciało, a ja leżałem po drugiej stronie łóżka, z ogromnym uśmiechem na twarzy i bawiłem się jej stopami, od czasu do czasu składając tam drobny pocałunek. Widząc jej uśmiech i zadowolenie na twarzy, moje serce przepełniało takie cholernie zajebiste szczęście. Cieszyłem się z tego, że to ja sprawiłem uśmiech na jej twarzy, spowodowałem, że jest szczęśliwa. Uwielbiałem ją taką zadowoloną.

– Przestań.– powiedziała, chowając nogę pod kołdrę, gdy złożyłem na niej kolejny pocałunek.

– Ej, no! – odpowiedziałem udając naburmuszonego, lecz mimo wszystko uśmiech nie opuścił mojego oblicza.

– Byłeś cudowny, wiesz? – powiedziała z figlarnym uśmieszkiem na ustach, przygryzając swoją dolną wargę.

– Kłamiesz. – zaśmiałem się, wędrując dłonią po jej nagiej nodze.

– Od kiedy to taki skromny jesteś, co?

– Od zawsze.

– Jakoś ci nie wierzę, wiesz? – zakomunikowała, odkładając kieliszek na szafkę obok łóżka, przeczołga się do mnie i na mnie usiadła, ujmując moją twarz w swoje dłonie. – Dziękuję. – wyszeptała zmysłowo składając drobne pocałunki na mojej twarzy, każdy przerywając słowem dziękuję.

Po chwili znowu stałem się niesamowicie twardy. Czułem każdy centymetr jej ciała na swoim. Jej usta i dłonie błądzące we włosach. Pieściłem jej ciało, każdy fragment. Dotykałem jej pleców, pośladków, bioder, nóg... Dotykałem tej niesamowicie gładkiej i jedwabistej skóry o zapachu truskawek. Pokochałem ją nagle i pokochałem również wszystko, co było z nią związane. Pokochałem ją za nic. Pokochałem ją pomimo wszystko. Nie byłem na początku naszej znajomości cudowny. Chyba nawet oboje nie byliśmy. Spieprzyłem na samym początku, ale teraz już nie chcę popełniać więcej błędów. Wiem, że prawdopodobnie będzie to niemożliwe, ale starać się będę.

Jej dłoń zjechała w dół mojego ciała. Przez tors, brzuch, aż do mojego twardego fiuta. Przejechała dłonią po całej długości, bym po chwili znalazł się w niej. Po raz kolejny tej nocy wypełniłem ją cały, no co jęk opuścił moje usta. Kochałem w niej być. Poruszała się na mnie, sama ustanawiając tempo. Przylegała do mnie całym ciałem. Dwa ciała były połączone w jedno, a uczucia, które czuliśmy do siebie były wręcz namacalne.

– Kocham cię. – wyszeptała po raz kolejny te słowa tej nocy i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie lubiłem tego, gdy je wypowiadała. Obróciłem nas i tym razem ja byłem na górze. Wchodząc w nią powoli, spojrzałem w jej oczy i uczucia, które w nich były znowu mnie obezwładniły.

– Kocham cię.

Obudziłem się przed nią i teraz w spokoju obserwowałem jak śpi. Włosy, które były w totalnym nieładzie, spoczywały porozrzucane wokół jej głowy, a błogi uśmiech zadowolenia gościł na jej twarzy. Leżała na brzuchu, a prześcieradło zakrywało tylko jej pośladki. Po tej nocy cały pokój wyglądał tak, jakby przeszło tędy tornado. Kołdra była gdzieś na podłodze, tak samo jak poduszki, nie mówiąc już o naszych ubraniach, które... cóż, nie ważne gdzie znajdowały się w tej chwili części naszej garderoby. Delikatnie dłonią, zacząłem dotykać jej pleców, przejeżdżając po linii kręgosłupa, a po chwili zacząłem składać na jej łopatkach drobne pocałunki.

– Mmmm... – wymruczała i otworzyła zaspane oczy. – Dzień dobry.

– Dzień dobry.

– Co za miły poranek. I noc. – powiedziała dotykając dłonią mojego policzka.

– Masz całkowitą rację.

– Mmm... to był naprawdę najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. Dziękuję. – musnęła moje usta, ale szybko się od nich odsunęła.

– Śniadanie?

– Nie. Najpierw prysznic. – zakomunikowała, a w następnej kolejności znalazła się w mich ramionach niesiona do łazienki. Skończyliśmy razem pod jednym prysznicem, po raz kolejny uprawiając nieziemski seks, podczas gdy gorąca woda spływała po naszych nagich i połączonych ciałach.

Krzątaliśmy się oboje po kuchni, starając się przygotować śniadanie. Pani Wiewiórowa robiła kawę, a ja chciałem znaleźć coś do jedzenia w lodówce, ale niewiele tam było.

– Będziemy musieli zrobić zakupy.

– Wiem, przez weekend nie dałam rady, ale podejdę dzisiaj między zajęciami i coś kupię.

– Nie no, pojedziemy najwyżej wieczorem do jakiegoś supermarketu. Zrobimy przy okazji większe zapasy.

– Nie ma sprawy.

– A tak swoją droga, to co takiego robiłaś przez weekend, że nie miałaś na nic czasu? – spytałem zaciekawiony, spoglądając na nią.

– No jak to co, w sobotę było nagranie tego klipu, w niedzielę odsypiałam, a potem zostałam wyciągnięta przez twoje rodzeństwo i Rosalie do klubu, by oblać moje urodziny.

– No proszę, proszę, ładnie to tak beze mnie imprezować? – spytałem, a Bella spojrzała na mnie ze śmiechem.

– Nie masz o co się martwić i za co obrażać.

– A niby czemu tak sądzisz?

– Hmmm... owszem wielu facetów do nas zagadywało, ale jeden krótki tekst, że Alice jest moją dziewczyną, w miarę ich odpędzał.

O kurwa!

– Ale, znaczy, że co? – spytałem tempo wpatrzony w nią i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, jaki miałem wyraz twarzy w tym momencie, bo dziwne myśli zaczęły pojawiać się w mojej głowie.

– Czy ty mnie o coś podejrzewasz? – spytała, unosząc jedną brew w górę.

– No yyy... czy ty i Kocurek... coś ten–tego? – wydukałem, ale moje słowa nie brzmiały ładnie i składnie. Podeszła do mnie, seksownie przygryzając dolną wargę i patrząc mi wyzywająco w oczy.

– Edward... ja wiem, że faceci mają dość ciekawe fantazje seksualne i z reguły myślą główką, zamiast głową, ale no bez przesady.

– Ale na pewno? – dopytywałem się, chcąc wiedzieć. Szczerze? Bardziej byłem ciekaw, niż na przykład mnie brzydziło, czy coś w tym rodzaju. Uciekła ode mnie wzrokiem na dosłownie sekundę i po chwili znowu na mnie spojrzała, lecz tym razem już mniej pewnie niż przed chwila.

– No powiedzmy. – odpowiedziała zagadkowo i wróciła do robienia kawy.

– Ej, ej, ej... ale ja chcę wiedzieć!

– Zapomnij. – powiedziała ze śmiechem – To będzie taki mały sekrecik. Ty spałeś w jednym łóżku z Jasperem, to dlaczego ja nie mogłabym... I tak ci nie powiem.

Kurwa! Kurwa! Kurwa!

Wystarczyło opuścić Los Angeles na kilka dni, a tu już nie wiadomo do czego dochodzi. Widok ich dwóch w moich myślach coraz bardziej się krystalizował i szczerze powiedziawszy nawet trochę mi się podobało... Ale kurwa, nie!

– I tak prędzej czy później się dowiem. – zagroziłem, a kuchnię wypełnił jej śmiech.

– Jak chcesz.

Szliśmy do MDC i skłamałbym, gdybym powiedział, że cały czas nie głowiłem się nad tym, co wydarzyło się w klubie. Kurwa! A mogła siedzieć cicho. Pani Wiewiórowa miała ze mnie niezły ubaw, co jeszcze bardziej mnie wkurwiało. Miałem ochotę coś rozwalić, naprawdę, ale jeszcze nic, ani nikt nie trafił w moje ręce. Nie mogłaby się nade mną tak po prostu zlitować? Byłoby mi o wiele łatwiej. A tak, to co? Zadręczam się i mi się to, kurwa, nie podoba.

– Cześć wszystkim – przywitałem się wchodząc na sale. – Ludzie, wróciłem i od razu mówię, że się dzisiaj nie opierdalamy. Chcę widzieć w was energię, zaangażowanie, powera i to, że dajecie z siebie 500%, a nie tylko 100%. Więc teraz szybko robimy rozgrzewkę, bo chcę dzisiaj naprawdę dużo zrobić. – przeszedłem od razu do konkretów. Naprawdę nie chciałem widzieć dzisiaj opierdalania się. Choreografia z pewnością nie należy do prostych, a tym bardziej do wolnych. – Zaczynamy na słowa 'U keep your watchin me' i stoimy zwrócenilewym ramieniem do lustra i ręka idzie nam tak, jakbyśmy chcieli kogoś uderzyć w twarz, potem krzyżujemy ręce, dłonie w tym czasie mamy proste i nie chcę widzieć u kogokolwiek odstającego kciuka, bo wtedy zabiję. To nie są dłonie w hip hopie i wszyscy powinni o tym już dawno i dobrze wiedzieć. Następnie ręce idą nam w dół tak, jakbyśmy pokazywali swoje ciało i przy tym robi nam falę, wypychając najpierw klatkę, a za nią idzie reszta ciała. Podskakujemy na prawa nogę... Yhy, dokładnie tak. Powtórzyć coś? – spytałem, gdyż narzuciłem naprawdę niesamowite tempo.

Uczyłem ich dalej, co chwilę przerywając, by coś powtórzyć. Czy ja naprawdę byłem dzisiaj aż tak bardzo wymagający? Wydaje mi się, że nie. Czasami, wymagałem znacznie więcej, ale jak widzę, ludzie trochę się rozleniwili. I teraz najwyższy czas, by zebrali swoje dupy do kupy i zaczęli coś robić, bo to, co widziałem w obecnej chwili, to istna porażka, dramat i mam ochotę wyjść na najwyższy wieżowiec w tym mieście i z niego skoczyć.

– Okej, dalej. Teraz na słowa 'Me Trynna Act Like Me Trynna Get On The Floor And Shake Her Ass Like Me' idziemy prawie że jak kura, machającą skrzydłami, najpierw w lewo, potem w prawo, potem ręka idzie tak, jakbyśmy chcieli strzepać kurz z ramienia. Najpierw lewe, potem prawe, do tego mamy mocniej ugięte kolana i za każdym razem jak strzepujemy ten kurz, wypychamy bioderko. I już na sam koniec schodzimy w dół, mając szeroko rozwarte kolana i ręce wychodzą nam w górę. I to jest koniec, ale nie mamy czasu, musimy to wszystko poprawić, więc szybciutko wstajemy i zapierdalamy dalej.

Te zajęcia już minęły i w aktualnej chwili siedziałem z Panią Wiewiórową w recepcji na kanapach, bo miałem godzinna przerwę. W dalszym ciągu mi nie powiedziała, co wydarzyło się między nią a Alice i dalej nabijała się ze mnie.

– Cześć, Wiewióry! – do studia wszedł zadowolony z uśmiechem od ucha do ucha Emmett.

– Cześć.

– Ed, gdybyś ty wiedział, co się działo w niedzielę, gdy cię nie było... – zaczął ze śmiechem, a mnie już powoli zaczął szlak trafiać.

– No właśnie, nikt nie chce mnie oświecić. – powiedziałem, wkurwiony już na maksa.

– Haha... on jeszcze nie wie? – spytał, zwracając się do Belli.

– No nie. – odpowiedziała mu ze śmiechem i po chwili czule na mnie spojrzała, ale to i tak nie pomogło.

– A mógłby mnie ktoś wreszcie oświecić? – spytałem i myślałem, że będzie to tylko i wyłącznie pytanie retoryczne, ale na szczęście się myliłem. Bella chwyciła mnie za koszulkę, napierając mocno na moje ciało i wyszeptała ze śmiechem do mojego ucha.

To był tylko jeden niewinny całus.