Rozdział 25
Wielmożny Wnuk
Minął już dzień po tym, jak został ninja (oficjalnie, po zdaniu testu taty), a Naruto wciąż był podekscytowany. Spotkał się z resztą i cieszył się, że jego przyjaciele też zdali. Obecnie stał na wieży Hokage, robiąc zdjęcie do dokumentów. Właściwie, była to już jego trzecia próba. Za pierwszym razem założył maskę kabuki, potem pomalował całą twarz i maskę farbą, za każdym razem musiał je powtarzać. Stwierdził, że niektórzy nie mają po prostu poczucia humoru, więc się umył i zrobił kolejne zdjęcie, chociaż fotograf myślał, że znowu robi sobie żarty, gdy miał na sobie swoją zwykłą maskę, z pomarańczowymi wąsikami. Na szczęście, po krzykach i groźbach, Naruto udało się zrobić zdjęcie i teraz, w biurze oddawał je Hokage.
- Cóż, mam nadzieję, że to wystarczy, Staruszku, bo nie ma mowy, żebym robił kolejne.
- Naruto, okaż trochę szacunku! - krzyknął Iruka. Od zakończenia szkoły został z powrotem przydzielony do biura Hokage, do czasu nowego semestru, i miał nadzieję, że tym razem Naruto nauczy szanować innych. Nie wiedział, czy ma to po ojcu, czy sam z siebie.
- Och, no weź, wiesz jaki jestem, Iruka-sensei. Nawet nie nazywam mojego taty Kakashi-sensei - powiedział Naruto, na co mężczyzna westchnął. - Zresztą, trudno szanować kogoś, kto pada po jednym ruchu.
Naruto wyszczerzył się, widząc rumieniec pojawiający się na twarzy Hokage. Oboje wiedzieli o czym mówi. Trzeci lekko zakaszlał, próbując zakryć zażenowanie. To nie był najdumniejszy moment w jego życiu i cieszył się, że nikt inny tego nie widział, chociaż miał nadzieję, że Naruto przestanie używać tego jutsu. Nie za bardzo podobało się ono żeńskiej części mieszkańców, jednak niektórym mężczyznom wcale to nie przeszkadzało. Na szczęście, jego ucznia Jirayi tu nie było, gdyż pewnie użyłby damskiej wersji Naruto w jednej ze swoich książek.
Jednak nie wiedzieli, że był ktoś inny, tuż za drzwiami, kto przysłuchiwał się rozmowie kogoś, kto powiedział, że pokonał Hokage, chociaż nie mógł w to uwierzyć. Przecież Hokage był niepokonany. Przygotował swoją broń i wbiegł z krzykiem. Wszyscy w pokoju odwrócili się, widząc małego chłopca w czapce z czaszką i długim szalikiem, biegnącego w ich stronę.
- Teraz cię mam! - krzyknął, potykając się o szal i upadając na twarz. Jęknął z bólu. Mrugnął parę razy, powstrzymując łzy i rozejrzał się. Wszyscy skupili wzrok na nim. Był tam Hokage, jakiś gościu z blizną na twarzy i chłopak w czarno-pomarańczowym stroju i ciemnej masce.
- Konohamaru, mógłbyś już przestać z tymi swoimi "niespodziewanymi atakami" - westchnął Trzeci.
- Zamknij się, pokonam cię! - powiedział i spojrzał na Naruto, pokazując palcem. - Ty mi podstawiłeś nogę, prawda?!
Oko Naruto drgnęło. Jedną z rzeczy, których nienawidził najbardziej, było obwinianie go o coś, czego nie zrobił.
- Hej, to twoja wina, sam się potknąłeś o ten cholerny szalik! - złapał dzieciaka za ogromny szal, próbując go nie walnąć. Jego tata zawsze uczył go cierpliwości, chociaż przychodziło mu to z trudem. W tym momencie do pokoju wszedł Specjalny Jounin, którego znał z nocy pokerowych taty. Ebisu poszukiwał Konohamaru od ostatnich piętnastu minut, gdy uznał, że zapewne po raz kolejny próbuje zaatakować swojego dziadka.
- Hej, znam cię - powiedział Naruto, pokazując na niego palcem. - Nadal wisisz mi kasę za ostatniego pokera, prawda?
Ebisu spojrzał na chłopaka. Znał Naruto Hatake, każdy Jounin znał "diabelnego szczęściarza kart". Poprawił palcem swoje ciemne okulary. Nie miał szczęścia, wpadając na małego ninja. Słyszał plotki o tym, że nikt jeszcze nie wygrał gry w domu Hatake, ale nie wierzył w to. Nadal nie mógł uwierzyć, że chłopak go pokonał.
- Och, Naruto, miałem zamiar to zapłacić - powiedział nerwowo, próbując zachować twarz przed Hokage i jego wnukiem, którzy na niego patrzyli. - Oddam pieniądze twojemu ojcu, jak tylko go zobaczę. Chciałbym, żebyś jako wielmożny wnuk nie odbiegał tak. Jak mam cię wyszkolić na wielkiego ninja, gdy cały czas uciekasz?
- Czekaj, trenujesz tego dzieciaka? - zapytał Naruto, niepewny, czy był w dobrych rękach. Wiedział, że jego tata nie przepadał za bardzo za tym Specjalnym Jouninem, ale szanował jego metody nauczania.
- Naruto, uważaj na słowa, to wnuk Hokage i powinien być traktowany z respektem. Czy wobec swojego ojca też się tak zachowujesz? - zapytał Ebisu, krzyżując ręce na piersi.
- Tylko by go wkurzyć, albo zmotywować do wstania - Naruto wzruszył ramionami, na co Jounin zwiesił głowę.
W tym czasie, Konohamaru przysłuchiwał się rozmowie, z której zdołał zrozumieć, że tej dziwny blondyn pokonał jego dziadka i Ebisu jest mu winien pieniądze. Zastanawiał się, jak ten chłopak mógł tego dokonać.
- Hej, ty! Skoro ich pokonałeś, to muszę być lepszy od ciebie, jak cię pokonam to znaczy, że ich też mogę! - Naruto wetschnął.
- Nie mam czasu na zabawę, dzieciaku, jestem głodny, a pewna miseczka ramen mnie woła - wzruszył ramionami w stylu Kakashiego. Wkurzanie się i krzyki były dla niego naturalne, ale przez lata nauczył się, że tak samo może zaleźć komuś za skórę zachowując się, jak to określał Gai, "fajnie i hipstersko". Zostawił Konohamaru, który patrzył na jego plecy. Nikt wcześniej go nie zignorował, zawsze był "wielmożnym wnukiem" i chociaż nienawidził tego tytułu, nikt wcześniej go tak nie potraktował, więc postanowił śledzić Genina, by poznać jego siłę i słabości.
Tak Naruto zaczął być bombardowany próbami śledzenia/walki przez chłopca, co wydało mu się zabawne. Dzieciak nie był najlepszy w ukrywaniu się, jego ataki z zaskoczenia były żałosne, z reguły coś mu się nie udawało i sam obrywał. Po kilku godzinach Naruto wreszcie miał dość, gdy zobaczył za sobą kwadratowy kamień z oczami.
- Wystarczy! Nie wiem jaki masz problem, dzieciaku, ale przestań za mną łazić, a kamienie nie są kwadratowe i nie mają wielgachnych otworów na oczy! - krzyknął na "kamień".
Wtedy Konohamaru w chmurze dymu wyskoczył na niego.
- Nigdy! Pokonam cię, a potem pokonam mojego dziadka! - rzucił się na Naruto z kunaiem stosowanym do ćwiczeń. Były stępione, tak, by nie przecinały człowieka, ale nadal kłuły po zderzeniu z obiektem. Naruto westchnął, złapał chłopaka za nadgarstek i bez wysiłku rzucił na ziemię. Stał nad Konohamaru, który jęknął i spojrzał na zamaskowanego ninja.
- Dlaczego w ogóle chcesz pokonać Staruszka, dzieciaku?
Konohamaru podniósł się do pozycji siedzącej, czując ból pleców od uderzenia. Spuścił wzrok, czując się jak porażka, która nie potrafi nawet zadać jednego ciosu.
- Nie zrozumiałbyś.
- Zobaczymy.
Chłopak zawahał się, ale stwierdził, że nie ma nic do stracenia, a przynajmniej będzie mógł się komuś wygadać
- Wszyscy nazywają mnie "wielmożnym wnukiem", nigdy nie używają mojego imienia. Nikt nie widzi mnie jako mnie, tylko jako wnuka Hokage. Chcę, by ludzie mnie dostrzegli jako kogoś więcej niż jakiegoś głupiego wnuka.
Naruto wpatrywał się w chłopaka.
- Wierz lub nie, ale wiem jak to jest.
- Skąd? - zpaytał Konohamaru, patrząc na Naruto i zastanawiając się, czy się z niego nabija.
- Moim ojcem jest Kakashi Hatake, jeden z naszych najbardziej znanych Jouninów, myślisz, że nie nazywają mnie cały czas "dzieciakiem Kakashiego"? - Naruto jednak nie wspomniał, że jego biologiczny ojciec jest Hokage i to najlepszym z nich wszystkich, więc nie miał jednej, ale dwie osoby do przezwyciężenia, jednak nie porzucił tego celu. - Wiem też jak to jest być ignorowanym, gdy ludzie nie widzą cię takiego, jakim jesteś - dodał trochę ciszej, wiedząc, że niektórzy ludzie widzą go jako Lisa, nie jako jego strażnika. Ten maluch cierpiał podobnie, chciał być kimś ponad imię, które ktoś mu nadał.
Konohamaru nie zauważył niczego, co by wskazywało na to, że chłopak sobie żartuje. Wydawało mu się, że Naruto jest poważny. Wolno wstał i po raz pierwszy pomyślał, że może znalazł kogoś, kto rozumie jak to jest żyć w rodzinie Sarutobi. Sam fakt, że miał dziadka Hokage był wystarczająco ciężki, również rzadko widywał swojego wujka Asumę. Wiedział, że jego wujek z ojcem z jakiś powodów nie za dobrze się dogadywali, co było o tyle beznadziejne, że Asuma był jedną z niewielu osób, które nie traktowały go tylko jako "wielmożnego wnuka", czego tak nienawidził.
Jednak teraz znalazł kogoś innego. Spojrzał na Naruto.
- Więc, pomożesz mi? Pomożesz mi stać się silniejszym, żeby ludzie mnie dostrzegli?
Naruto podrapał się w tył głowy, nie wiedząc jak odmówić chłopcu, przypominał mu zbyt bardzo siebie.
- Cóż... mam trochę wolnego czasu, czego chcesz, bym cię nauczył?
- Tego ruchu, którego użyłeś przeciwko dziadkowi! - krzyknął.
Naruto zastanowił się. To nie było coś, czego powinien nauczać dziecko, ale z drugiej strony, widok Staruszka znów pokonanego tą samą techniką byłby przezabawny i pomogłoby mu to bardziej wystawać od standardów swojej rodziny. Wyszczerzył się pod maską i przytaknął.
- No dobra, to zaczynamy.
-Gorące Źródła-
- Jesteś pewien, że powinniśmy to robić, szefie? - zapytał chłopiec.
- Chcesz się nauczyć, jak zrobić fajne henge, prawda? Więc musisz wiedzieć czego do tego użyć - wyjaśnił, gdy weszli do gorących źródeł. - To znaczy, ja na początku czytałem to co mój tata, ale potem potrzebowałem czegoś więcej, dokładniejsze szczegóły do Oiroke no Jutsu, a gdzie je znaleźć, jak nie w gorących źródłach?
Jak na razie trening nie szedł po jego myśli. Dzieciak potrafił zrobić henge, ale były okropne. Jednak on też tak miał, gdy zaczynał. Gdy chłopiec opanował już podstawy, trzeba było zacząć pracę na wyglądem, chciał mu pokazać jak powinien wyglądać, więc wybrali się do gorących źródeł Konohy. Były jednym z największych w Kraju Ognia. Nie było nic lepszego dla ninja, by po dniu pracy przyjść tutaj się zrelaksować. Tata zabierał go tu wiele razy po cięższym treningu, więc znał dobrze do miejsce.
Zakradali się cicho. Najpierw pomyślał o użyciu henge, by dostać się do sali damskiej, ale pierwszy i ostatni raz, gdy tego próbował, skończył pobity, nawet jego ojciec go za to ukarał, więc tym razem weszli między drzewa, gdzie trudniej ich było dojrzeć. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale po prostu potrzebował materiałów do jutsu. Nie spodziewał się jednak znaleźć mężczyzny, ubranego na czerwono z sandałami i długimi, białymi, spiczastymi włosami. Wyglądał jakby podglądał przez dziurę w ścianie i robił notatki.
- Hej, staruszku, co robisz? - zapytał Naruto, na co mężczyzna prawie podskoczył. Najpierw pomyślał, że znowu został złapany, ale westchnął i spojrzał zirytowanym wzrokiem na dwójkę chłopaków.
- Dzieciaki, jestem zajęty, zbieram materiał do badań, idźcie się pobawić gdzie indziej - powiedział, wracając pracy. Wrócił do Konohy, by zdać raport Hokage, tak jak to robił co jakiś czas i zdecydował, że zanim odejdzie, zatrzyma się tu jeszcze na chwilę.
Naruto skrzyżował ręce na piersi.
- Hej, my też, więc rusz tyłek dziadku, próbuję go nauczyć mojej techniki i musi się dowiedzieć jak to robić.
Na to starzec spojrzał z zainteresowaniem i wyszczerzył się.
- Ach, więc mamy tu młodych zboczeńców, moim obowiązkiem jest trenować was na tej zboczonej drodze!
- Nie chcemy żadnego "treningu" - powiedział Naruto. - Musimy tylko podejrzeć, by wiedzieć co i jak i już sobie idziemy.
- Ach, dzieci w tych czasach nie wiedzą jak się zachować! - krzyknął, ze łzami w oczach. - Gdzie zmierza to pokolenie? Tak młodzi chłopcy nigdy nie poznają pełnej radości z bycia zboczeńcem, to przestępstwo przeciwko naturze!
- Rany, ten gościu to niezły zboczeniec - szepnął Konohamaru do Naruto, ale mężczyzna to usłyszał.
- Ja nie jestem zboczeńcem! JESTEM SUPER ZBOCZEŃCEM! - ryknął, co nie było najlepszą rzeczą, gdyż cała grupa kobiet w gorących źródłach to usłyszała.
- Tam ktoś jest?! - usłyszeli kobiecy głos.
- Jeżeli tak, są już martwi! - dołączyła się kolejna.
- Hej, jesteś Hyuuga, sprawdź czy tam ktoś jest! - na to chłopców przeszedł dreszcz, dobrze wiedzieli co to znaczy. Białowłosy mężczyzna pobladł, nie zauważył, żeby była tam Hyuuga, ale podglądając nie zwracał zbyt wielkiej uwagi na oczy.
- Jest tam jakiś staruch i dwójka dzieciaków! - krzyknęła kobieta, która była najprawdopodobniej członkinią klanu Hyuuga.
- Cholera! Biegniemy! - krzyknął Naruto i wszyscy rzucili się do ucieczki. Konohamaru miał problemy z nadążaniem, ale słyszał już wściekłe krzyki kobiet, wychodzących ze źródeł. Naruto poczuł kunaia, który przeleciał tuż obok jego głowy. Najwidoczniej było tam trochę więcej kobiet ninja niż tylko członkini Hyuuga. Wiedział, że nie może zostawić Konohamaru w tyle, po doświadczeniach z tym jak kiedyś mu się oberwało, nie chciał, by dzieciak przechodził to samo. Na szczęście poczuł jak ktoś podnosi go za czarną kamizelkę. Czuł jak się unosi i spada. Rękami namacał coś chropowatego z guzkami, nadal czuł jak unosi się w powietrze i spada. W końcu zebrał się, by otworzyć oczy i spojrzeć na coś, co wyglądało jak wielka żaba, na której siedział białowłosy mężczyzna, po swojej drugiej stronie miał Konohamaru. Naruto spojrzał na starca, zastanawiając się kim jest i skąd miał tą żabę, chociaż uznał, że musi być to przywołanie, jednak nigdy nie widział tak dużego przywołania. Żaba była większa nawet od Bulla, największego psa, jakiego mógł przywołać jego tata.
- W takich chwilach zawsze dobrze jest szybko się zmyć. - zaśmiał się. Chłopcom zaczęła podobać się przejażdżka. Gdy zgubili wściekły tabun kobiet, ześlizgnęli się z ropuchy. Mężczyzna przyjrzał się chłopakowi dokładniej. Miał blond włosy, niebieskie oczy i maskę, coś jeszcze przykuło jego uwagę. Wcześniej był zbyt zajęty swoim badaniem, ale znał tego chłopca.
- Hej, dzieciaku z maską, jak ci na imię?
- Naruto Hatake, właściwie to kim ty jesteś? - zapytał Naruto.
Mężczyzna uśmiechnął się i zaczął wykonywać dziwny taniec na ogromnej ropusze.
- Ja, mój, chłopcze, jestem wielkim żabim mędrcem, ninją o nieporównywalnej mocy i umiejętnościach, na których widok kobiety mdleją, a wrogowi trzęsą się ze strachu, jestem mistrzem pieczęci i autorem jednej z najlepszych serii powieści. Jestem Żabim Sanninem, Jiraiyą!
Naruto i Konohamaru wpatrywali się w starca z kamiennym wyrazem twarzy, w końcu Naruto powiedział:
- A, więc to ty napisałeś te książki, które tak uwielbia mój tata.
- Ach, więc twój ojciec jest fanem, to oznacza, że nie możesz być aż tak zły - wyszczerzył się Jiraiya.
- Naruto, możemy już iść? - zapytał trochę przerażony Konohamaru. Naruto skinął głową i odwrócił się.
- Cóż, w każdym razie, do zobaczenia, Ero-Sanninie! - powiedział, a Jiraiya zaczął za nim krzyczeć, na co z Konohamaru roześmiali się i uciekli. Jiraiya patrzył jak odchodzi i uśmiechnął się. Wiedział kim był Naruto, w końcu niewiele osób miało takie niebieskie oczy i blond włosy. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz go widział. Co jakiś czas zatrzymywał się i sprawdzał jak Kakashi zajmuje się chłopcem. Trudno było patrzeć na Naruto, przypominał mu o jego dumie, Minato. Tak bardzo mu go przypominał, że trudno było nie czuć bólu w klatce piersiowej patrząc na niego. Był na trzecich urodzinach Naruto, chociaż nie było szans, by go teraz pamiętał. Na dziewiątych urodzinach, obserwował z cienia, jak bawi się z przyjaciółmi.
Miło było patrzeć jak dorasta w otoczeniu miłości i cieszył się, że Kakashi się nim zajął. Westchnął i popędził ropuchę do bram wioski, nadal miał robotę do wykonania. Dowiedział się, co się stało z Itachim i o grupie, do której dołączył, co nie wróżyło dobrze. Jeżeli zbierali pojemniki na demony, to znaczyło, że Naruto będzie w niebezpieczeństwie, W dodatku krążyły plotki, że po długim czasie jego stary "przyjaciel" Orochimaru zaczął działać. Czekało go sporo pracy, ale przez chwilę, zastanowił się, czy nie powinien zaglądać tu częściej. Chłopiec został już Geninem, czego znakiem była czarna opaska na czole. Uznał, że powinien jeszcze zajrzeć do Kakashiego i z nim porozmawiać.
Może nadszedł już czas, by przestać uciekać od przeszłości, pomyślał. Zbliżały się powoli egzaminy na Chuunina i może powinien tu wtedy wrócić, po rozmowie z Kakashim. Miło będzie poznać dzieciaka, zamiast ciągłego obserwowania, ale odpłacę mu się za tego Ero-Sannina. Naprawdę, nikt mnie nie szanuje.
-Później, tego samego dnia-
- Dobra, zobaczmy jak ci teraz wyjdzie - powiedział Naruto do Konohamaru. Minęła godzina, odkąd spotkał tego dziwnego, starego zboczeńca i teraz sprawdzał wyniki treningu Konohamaru.
Chłopak przytaknął i utworzył pieczęć.
- Oiroke no Jutsu!
W chmurze dymu pojawiłą się długowłosa brunetka, Naruto musiał przyznać, że iluzja była całkiem niezła. Na szczęście wiedział, że nie był prawdziwa, inaczej nawet u niego wywołałaby krwotok z nosa. Uśmiechnął się pod maską i skinął głową w akceptacji. Konohamaru wrócił do swojej normalnej postaci i podskoczył z radości.
- Dobra, teraz mogę tego użyć na Dziadku, pokonać go i udowodnić, że mogę być Hokage - krzyknął.
- Cóż, z pewnością go to "pokona" - rzekł Naruto. - Ale fakt, że tego użyjesz, nie oznacza, że możesz być Hokage, dzieciaku.
- Co?! Ale jeśli mogę go pokonać, to oznacza, że jestem od niego silniejszy, a Hokage powinien być najsilniejszy! - krzyknął Konohamaru. Naruto nic nie odpowiedział, jedynie podszedł do chłopca, który spojrzał na niego nie rozumiejąc o co chodzi.
- Idioto! - krzyknął blondyn, waląc Konohamaru pięścią w czaszkę, przez co chłopiec zawył z bólu i upadł, łapiąc się za głowę. - To nie o to chodzi w byciu Hokage! - dodał Naruto, poważniejąc. - Pozycja Hokage to nie tylko siła. Hokage broni wioski i jej mieszkańców. Właśnie dlatego mam zamiar nim zostać. Muszę być silniejszy, niż jestem teraz, by pewnego dnia być w stanie obronić mój dom. Bycie Hokage nie oznacza tylko bycie silnym, Konohamaru, trzeba być Hokage z odpowiednich powodów. Też chcę, by mnie uznano, ale będę bronił tej wioski nawet kosztem życia. Zginąłbym za moją osadę i rodzinę, możesz powiedzieć to samo?
Konohamaru patrzył, chłonąc każde jego słowo. Spuścił wzrok. Nigdy o tym tak nie myślał, chciał być po prostu znany jako ktoś więcej niż wnuk Hokage.
- Pamiętaj też, kto jest moim ojcem - dodał Naruto delikatnie. chociaż chłopiec nie wiedział, że mówi o dwójce swoich ojców.- Mam wiele oczekiwań do spełnienia, ale to jedynie oznacza, że muszę być silniejszy, przewyższę je wszystkie. Możesz położyć Staruszka tym ruchem, ale czy w ten sposób naprawdę go pokonasz? To prosta sztuczka, jasne, to zabawne zrobić coś takiego, ale kiedyś wygrałem w ten sposób z chłopakiem o imieniu Lee. Po walce wcale nie czułem się jak zwycięzca, ponieważ wiem, że jego umiejętności były o wiele lepsze od moich i wiesz co zdecydowałem? Zdecydowałem, że będę cenił swoje wygrane i nie uciekał się do tak prostych sztuczek. Będę trenował do upadłego. Nie mogę ich przewyższyć, jeżeli się z nimi nie zrównam, to samo tyczy się ciebie. - Konohamaru podniósł wzrok, na co Naruto uśmiechnął się. - Jeżeli naprawdę chcesz pewnego dnia zostać Hokage, będziesz musiał dużo trenować, ponieważ czeka cię nie tylko przewyższenie Staruszka i ochrona wioski, ale też pokonanie mnie.
Konohamaru wyszczerzył się i wstał, wpatrując się w niebieskie oczy Naruto, pełne determinacji. Blondyn zauważył płomień w oczach chłopca, jego słowa do niego dotarły.
- Naruto - powiedział Konohamaru. - Dziękuję, masz rację. Chcę być silny, więc będę ostro trenował i pewnego dnia staniemy do walki o tytuł Hokage.
- Dobrze. Będę na to czekał. - zaśmiał się Naruto i znów na niego spojrzał, gdy wpadł na coś jeszcze. - Najpierw zmień swój wygląd, pozbądź się tej czapki z czaszką, bo wyglądasz jak dziecko, a szalik jest zdecydowanie za długi.
- Hej, mama mi go dała! - Konohamaru wydął usta, a Naruto uznał, że w takim razie nie będzie nalegał. Zamiast tego, zdjął mu czapkę z czaszką i owinął szal wokół głowy. Teraz dolną część twarzy miał zakrytą, na co oboje się uśmiechnęli.
- Teraz wyglądasz bardziej jak ninja! - wystawił kciuk w górę.
- Dobra, to co teraz? Więcej treningu?
Naruto pokręcił głową.
- Nie, właściwie miałem się spotkać z dwójką przyjaciół w parku - zobaczył zdołowany wzrok chłopca i zdecydował się coś z tym zrobić. - Hej, też możesz przyjść. Jedna z nich jest i tak w twoim wieku, a zawsze dobrze jest poznawać nowych przyjaciół.
- Naprawdę? Super, chodźmy, szefie! - krzyknął.
- Dobra, ale nie nazywaj mnie szefem, to dziwnie brzmi - powiedział Naruto, gdy zmierzali do parku.
- Więc może być Naruto-niisan? - zapytał. Naruto zastanowił się i skinął głową. Zawsze chciał mieć młodszego brata, a Konohamaru był fajnym dzieciakiem.
- Tu jesteś! Ebisu wyskoczył z krzaków. - Wielmożny wnuku, szukam cię od kilku godzin, gdzie byłeś, co robiłeś i dlaczego masz tak założony szalik?
- Rany, zadajesz dużo pytań - powiedział Naruto.
- Byłem z Naruto i uczyłem się jak być ninja - odpowiedział Konohamaru, pomijając część trenowania techniki Oiroke no Jutsu, bo nie brzmiało to tak fajnie jak "trenowanie ninja". Ebisu skrzyżował ręce na piersi.
- Chociaż Naruto jest Geninem, a jego ojciec Jouninem najwyższej klasy, ja również specjalizuję się w trenowaniu ninja, więc jeśli chcesz być silny, mogę pokazać ci jak to osiągnąć szybko, jeżeli będziesz się mnie słuchał.
Naruto spojrzał na niego wrogo.
- Hej, nie ma szybkiej drogi na uzyskanie siły. Przynajmniej na uzyskanie prawdziwej siły, tyle nawet ja wiem.
Naruto przypomniał sobie lekcje, których nauczył się od Gaia, swojego ojca, Lee, Anko i innych. Wszyscy zapracowali na swoje pozycje i nikt im niczego nie dał. Dla niego "prosta droga" nigdy nie była najlepsza, by osiągnąć swój cel. Ebisu poprawił swoje ciemne okulary.
- Cóż, myśl co chcesz. Z jakichś powodów jestem Specjalnym Jouninem, Naruto, i wiem, że Konohamaru może stać się bardzo silny w krótkim czasie, jeżeli będzie się stosował do mojego treningu.
Naruto skrzyżował ręce na piersi. Już nie podobało mu się nastawienie mężczyzny. Teraz rozumiał, dlaczego jego tata zawsze mówił, że Ebisu jest silnym ninja, z nie najlepszym charakterem. Przypomniał sobie również coś innego o czym wspomniał mu w sekrecie o Ebisu. Uśmiechnął się niebezpiecznie, w głowie miał już pomysł.
- Ach tak, więc co jeśli ja i Konohamaru pokonamy cię jednym ruchem?
- Bardzo bym chciał to zobaczyć, młody Naruto.
Spojrzał na Konohamaru.
- Dobra, wiem co ci mówiłem, ale są od tego wyjątki, więc pokaż mu czego cię nauczyłem.
Mrugnął, a Konohamaru od razu wiedział o co mu chodzi i wyszczerzył zęby. Utworzyli pieczęcie i krzyknęli „Oiroke no Jutsu!". Ebisu kaszlnął, przez dużą ilość dymu, a gdy opadł, jego mózg przestał odpowiadać. Stały przed nim dwie, młode, seksowne dziewczyny, brunetka i blondynka, z jedynie chmurką zakrywającą ich prywatne części ciała. Szczęka mu opadła, nie był przygotowany na coś takiego.
- Coś się stało, Ebisu-kun? Nie lubisz nas? - powiedział Naruto, patrząc na niego słodkim wzrokiem i wydymając usta. Tyle wystarczyło, by krew z wystrzeliła z nosa Specjalnego Jounina, pozostawiając za sobą zaschniętą strużkę.
Chłopcy zmienili się z powrotem w siebie i odbiegli ze śmiechem, zostawiając za sobą lekko drgającego mężczyznę z głupim uśmiechem na twarzy.
Następny: Rozdział 26 - Park i trening
Twitter: NanabiKitsune, z korektą nizu_thehermit
