To już ostatnia cześć pierwszego tomu. Szybko minęło te prawie pół roku, odkąd opublikowałyśmy pierwszy rozdział SasuNaru Hiden. Kiedy zaczynałyśmy to pisać, chyba żadna z nas nie zdawała sobie sprawy, że zarówno nam, jak i Wam, tak się spodoba. To był początkowo eksperyment, ale najwyraźniej się udał.

Po przerwie wrócimy z drugą częścią fanfika, a póki co liczymy na Wasze komentarze. Coś nas musi motywować :)

Jak ktoś ma ochotę to na ff jest też fanfik Rywale ( SasuNaru, 50 rozdziałów) napisany przez jedną z nas :)

Sasuke tylko westchnął. No tak, a czego miał się spodziewać? To już naprawdę lepiej było pójść z Naruto na ten ramen. Lepsze to niż… Uniósł głowę. Czy ten cholerny księżyc akurat dzisiaj musiał tak świecić? Westchnął znów, tym razem z jeszcze większym zrezygnowaniem.

– Niech będzie. – Kiwnął w końcu głową.

Ruszyli w stronę drogi wzdłuż parku, prowadzącej obok centrum na obrzeża. Oboje i tak zmierzali w tamtym kierunku. Sakura przez chwilę się nie odzywała, patrząc w gwiazdy, jakby liczyła, że zaraz jakaś spadnie i będzie mogła wymówić życzenie. Sasuke miał gdzieś gwiazdy, jak już na coś zwracał uwagę, to raczej na cienie drzew rosnących z obu stron drogi. Wyglądały dość upiornie i w pełni odzwierciedlały jego obecny nastrój.

– Sasuke-kun, pamiętasz, co powiedziałeś Kakashiemu, kiedy nas pierwszy raz zapytał o plany na przyszłość? – odezwała się w końcu Sakura, patrząc na niego roziskrzonym wzrokiem. Westchnęła z rozmarzeniem. Sasuke był taki przystojny, a jeszcze w tym świetle… To była naprawdę idealna sceneria na romantyczny spacer. Gdyby tylko jeszcze się uśmiechnął, tak jak w bibliotece… – Mówiłeś wtedy o odbudowie swojego klanu – ciągnęła, kiedy nie doczekała się żadnej innej reakcji, jak tylko skinienie głowy. – Myślisz o tym dalej? – zatrzymała się na wprost niego, tym razem oczekując odpowiedzi.

– Tak, myślę… – usłyszała tylko.

No cóż, Sasuke nigdy nie był zbyt rozmowny, więc nie zdziwiła jej ta lakoniczność wypowiedzi, ale za to bardzo ucieszyła ją treść. Nie mogła przecież wiedzieć, że Sasuke najchętniej powiedziałby: „myślę, że nic z tego nie będzie".

– A czy zastanawiałeś się już z kim chcia… – Sakura urwała i zaczerwieniła się, co było doskonale widoczne w poświacie księżyca. Teraz stała, przestępując z nogi na nogę. – To znaczy, nie żebym… Ja tylko… Miałbyś może ochotę pójść jutro…

– Jak uroczo… – Tuż obok nich rozległ się głos. Oboje zerknęli w stronę parku. Na jednym z konarów drzew stała teraz dwójka ludzi. – No sam powiedz, Shikamaru.

Temari uśmiechnęła się i zeskoczyła na dół. Była trochę zaskoczona, że ich przyjaciółce wreszcie udało się umówić na randkę. Owszem, jej Sasuke też się kiedyś podobał, ale to było tylko takie pierwsze wrażenie. Shikamaru był dużo łatwiejszy w obsłudze, jak zwykła mawiać Ino. Był na tyle leniwy, że nawet w spornych sytuacjach nie chciało mu się kłócić i zawsze jej ustępował. A to jej odpowiadało. I to bardzo.

– Z pewnością… – potwierdził z niedowierzaniem w głosie Shikamaru, który zaraz pojawił się obok. Że niby oni? Razem? O tej porze? I jeszcze ten strój Sakury… Rzucił zdziwione spojrzenie Sasuke, na co ten tylko wzruszył lekko ramionami, ale jego twarz wyrażała lekkie zirytowanie.

– Musze już iść – stwierdził, przymykając lekko oczy i starając się mówić spokojnym tonem. Miał naprawdę dość. To się robiło coraz bardziej absurdalne.

– Tak, właśnie, przepraszamy – powiedziała Sakura w imieniu ich dwojga, co jeszcze bardziej go zirytowało.

Ruszył szybkim krokiem przed siebie, nie odzywając się już ani słowem. Czy on ciągle musiał wplątywać się tak kretyńskie sytuacje? Może powinien chwycić Naruto, zawlec na główny plac Konohy i powiedzieć tym wszystkim dziewczynom wprost, żeby przestały mieć nadzieję na jakiekolwiek love story, bo już znaleźli sobie partnerów. Obaj. I tak konkretnie to siebie nawzajem.

– Sasuke… – Po kilku minutach szybkiego marszu głos Sakury wyrwał go z zamyślenia. – Dzięki za odprowadzenie – uśmiechnęła się, wskazując na jedną z dwupiętrowych kamienic zaraz przy drodze. Nie ruszyła się jednak z miejsca, tylko znów splotła ręce za plecami, jakby chciała jeszcze coś powiedzieć lub na coś czekała.

Sama nie była pewna, co zrobić. Powinna powiedzieć, że chce, żeby ją w końcu zaprosił na randkę? A może od razu prosto z mostu, że go kocha i pragnie mu pomóc odbudować klan? A może…

Zanim zdecydowała się na jakąkolwiek wersję, ku jej rozczarowaniu, Sasuke tylko mruknął „do jutra", skinął głową i wskoczył na najbliższy dach. Tak naprawdę nie miał pojęcia, że ona tutaj mieszka, to była po prostu droga prowadząca do dawnej dzielnicy Uchiha, więc i tak by tędy wracał.

Naruto bardzo szybko dotarł do Ichiraku i faktycznie zastał tam Ino i Saia, którzy siedzieli przy stoliku i rozmawiali cicho. Ino właśnie zaśmiała się z czegoś, co powiedział Sai, ale jej wyraz twarzy zmienił się, gdy zobaczyła Naruto.

– O! Jesteś, chodź do nas! – krzyknęła i pomachała do niego. Na blacie stały puste naczynia, które przesunęła tak, żeby zrobić miejsce.

Na początku miała nadzieję, że Naruto zostawi tę parkę ze swojej byłej drużyny razem i przyjdzie od razu, ale tak dobrze siedziało się jej z Saiem, że w pewnym momencie przestała się zastanawiać, jak się sprawy ułożą. Co nie zmieniało faktu, że w tym momencie, na widok Naruto, poprawił jej humor. To znaczyło, że w końcu Sakura została sama z Sasuke. Teraz już wszystko w jej rękach.

– Skończyliście się już uczyć? – zapytała z uśmiechem.

– Tak, głowa mnie już od tego wszystkiego boli. Muszę coś koniecznie zjeść. Czekajcie, zaraz wracam! – rzucił i wstał, żeby zamówić od razu dwie porcje.

– Sakura i Sasuke nie chcieli przyjść? – zapytała niby od niechcenia Ino, kiedy Naruto wrócił z dwoma miskami parującego ramenu.

– Nie, chyba nie byli głodni. – Naruto wzruszył ramionami. On w przeciwieństwie do nich był strasznie głodny. To archiwum naprawdę go wyczerpało. Chwycił w rękę pałeczki i od razu nabrał porcję, pakując ją sobie do ust.

– A ty ich nie namawiałeś? – Ino uśmiechnęła się lekko. Teraz, kiedy Naruto tutaj przyszedł, miała zamiar go wypytać, jak się sprawy mają. Próbowała już przekonać Saia, żeby powiedział jej, co ukrywa, ale był uparty jak osioł. Nie zostawało jej więc nic innego, jak odpowiednio podejść Naruto.

– No namawiałem, ale drań się uparł, że nie pójdzie. – Naruto westchnął cicho. Sasuke czasami był głupi i uparty – pomyślał.

– Spędzacie tyle czasu razem, że dobrze wam zrobi odpoczynek od siebie. – Ino roześmiała się. – Zresztą, Naruto, nie pomyślałeś, że może oni chcą pobyć sami?

– Sami? A po co?

– Zakochani spędzają dużo czasu razem, Naruto – powiedział nagle Sai, cytując kolejną regułkę z poradnika. Nie zdążył dodać drugiej części porady, że ponoć czasami dobrze, jak się na chwilę rozdzielą i porozmawiają z inną osobą. Tak przynajmniej było napisane w „Trudne związki i jak sobie z nimi radzić".

Naruto zmarszczył brwi i kopnął go pod stołem.

– Sai, już ci mówiłem, że...

– Chciałbyś wyciągnąć Sakurę na randkę? – Ino przerwała mu. Po raz pierwszy miała ochotę przyklasnąć Saiowi, bo jego rada okazała się idealnie wpasowana w sytuację. Tak, Sasuke i Sakura mogli być zakochani i dlatego powinni spędzać dużo czasu razem. Nie miała pojęcia, że jej chłopakowi chodziło o coś zupełnie innego.

– Sakurę-chan? – Naruto spojrzał na Ino z niezrozumieniem i podrapał się po głowie. – Ale przecież...

– A może masz jakąś inną dziewczynę na oku zamiast Sakury? No naprawdę, Naruto, nie uwierzę, że nie. Cała Konoha się za tobą ugania!

– Chyba za draniem – mruknął i zaśmiał się. – A on tego nie lubi jeszcze bardziej niż ja.

– Prawdziwa miłość zawsze się objawi, prędzej czy później – powiedział Sai, podnosząc do ust czarkę sake.

– A tym razem czyje to słowa? W jakiej książce je znalazłeś? – Naruto westchnął i znów wziął się za jedzenie. Naprawdę był głodny i miał dość głupich cytatów.

– Moje. Wymyśliłem to przed chwilą – uśmiechnął się zadowolony z siebie Sai. Może i on powinien kiedyś napisać jakiś poradnik? W końcu przecież ostatnio dobrze mu szło z pomocą przyjaciołom.

– Sai, nie pij więcej! – zaoponowała Ino, kiedy nalał sobie jeszcze jedną czarkę, a drugą zaproponował Naruto, który jednak odmówił. – Tak więc, podoba ci się któraś? – nie odpuszczała, znów zwracając się w stronę Naruto. – Ostatnio kilka razy widziałam cię z Hinatą… – Mrugnęła do niego znacząco, ale akurat wciągał do ust makaron i wzrok miał utkwiony w miseczce, więc tego nie zauważył.

– Hinata? – wymemłał, żując kolejną porcję nabraną na pałeczki. – Jasne, świetna jest, chodzimy czasami na ramen. – Przechylił miskę i wypił resztę rosołu. – Ach, tego potrzebowałem – uśmiechnął się błogo.

– Może zaproś ją kiedyś na spacer. Jest tyle ładnych miejsc wokół Konohy… – drążyła temat Ino.

– Wiem, znam już chyba wszystkie, z Sasuke zwiedziliśmy całą okolice i nie tylko… – Naruto zastanawiał się, czy zamówić sobie dokładkę. Tak do końca jeszcze się nie najadł. Jaki smak tym razem by wybrać…

– Ale mi nie o to chodzi. Wy nie macie podziwiać widoków, tylko… No wiesz… – Oparła głowę na ręce. – Powinieneś znaleźć sobie dziewczynę…

– Już wiem. Miso. – Naruto zerwał się z siedzenia i pobiegł do baru. – A dziewczyna mi niepotrzebna – rzucił przez ramię.

– Sai, rozumiesz coś z tego? – Ino miała wrażenie, że przy kimś takim jak Naruto można się załamać psychicznie. Nie miała pojęcia, czy dotarła do niego choć część jej przekazu. A jeszcze nie tak dawno myślała, że to jej chłopak jest trudny.

– Tak, rozumiem. – Sai wyrwał się z zamyślenia. – Właśnie zrozumiałem, że powinienem napisać poradnik!

Ino jęknęła i uderzyła głową o stół. Nie miała już sił do swojego chłopaka!

Naruto zjadł jeszcze dwie porcje ramenu, kompletnie nie reagując na kolejne insynuacje Ino. Ta w końcu dała sobie spokój, widząc, że w taki sposób do niego nie dotrze. Poza tym na pomoc Saia, który zaczął znów o czymś intensywnie rozmyślać, nie miała co liczyć.

Opuścili Ichiraku koło północy i pożegnali się krótko. I jedyną zadowoloną osobą w tym momencie był chyba tylko Naruto. Bo wreszcie porządnie się najadł.

Tak, jak Ino powiedziała, kolejne dni minęły im głównie na nauce. Sasuke odpuścił nawet treningi, bo wiedział, że obaj byli w doskonałej formie. Z teorią było już gorzej, więc nie miał zamiaru dawać Naruto taryfy ulgowej. W końcu on musiał to zdać.

Czasami byli tak zmęczeni nauką, że po prostu rozchodzili się do siebie, a czasami spędzali ze sobą noce. Zaczynali być w „tym" coraz lepsi, jak z zadowoleniem powtarzał Naruto, kiedy już leżeli na łóżku po wszystkim i odpoczywali.

Sakura cały czas próbowała wyciągnąć Sasuke do archiwum na wspólną naukę, ale za każdym razem Naruto niestrudzenie stał przy jego boku, czasami zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak niweczy misterne plany swojej przyjaciółki.

W końcu nadszedł ostatni dzień przed egzaminem. Naruto naprawdę miał wrażenie, że jeszcze trochę i głowa wybuchnęłaby mu od nadmiaru wiedzy. Najbardziej irytowało go to, że Sasuke w to nie wierzył. Powinien! Bo drań uczył się czasami po nocach, a to było naprawdę niebezpieczne.

W ten ostatni dzień wszyscy byli poddenerwowani. Siedzieli jak zwykle w bibliotece i czekali na Irukę, który miał dostarczyć im jeszcze jeden, ponoć istotny z zwój z archiwum. Wszyscy w milczeniu zastanawiali się nad jutrzejszym egzaminem, nawet Naruto. I bibliotekarka była dla niech jakaś taka milsza. Nawet się nie odezwała, gdy na stole pojawiły się ciastka, po które Hinata skoczyła do pobliskiego sklepu. Chyba rozumiała, że są po prostu głodni, ucząc się cały dzień.

– Czytałem ostatnio w gazecie, że dwóch geninów z Akademii skleiło się rękami i musieli tak chodzić cały dzień, dopóki klej nie puścił – przypomniał sobie Kiba, bo ta cisza była nieznośna. – Musieli być niezłą atrakcją wśród innych uczniów – zaśmiał się na samo wyobrażenie.

– To tak, jak kiedyś my, pamiętasz Sasuke? – Naruto przypomniał mu sytuację sprzed lat. Tylko że w ich przypadku ta dziwna substancja trzymała aż trzy dni. Musieli razem spać, myć się, nawet chodzić do toalety… Wtedy było to naprawdę niekomfortowe i obaj byli zażenowani. Nie to co teraz. Teraz uwielbiał brać razem z Sasuke prysznic, już nawet nie wspominając o spaniu w jednym łóżku. I to już nie obok siebie, ale naprawdę razem.

– Teraz was w ogóle nie trzeba sklejać i tak spędzacie ze sobą cały czas. Ciekawe, czy jak znajdziecie sobie dziewczyny, to też będziecie razem upra…

– Kiba! – Wściekła Sakura podniosła się z miejsca i walnęła go książką. – Przestań gadać takie chore rzeczy! – krzyknęła, chcąc poprawić z pięści, ale się profilaktycznie odsunął.

– Inuzuka… – Sasuke nawet nie musiał wstawać. – Ty się robisz ostatnio aż nazbyt ciekawski. Chyba nie chcesz się przekonać, jak bardzo mogę się zirytować? – Sharingan błysnął zaledwie na sekundę, ale to wystarczyło, żeby Kiba zacisnął mocno oczy i otworzył je dopiero po dłuższej chwili.

– Dobra, przestańcie się wygłupiać! – Shikamaru uznał, że powinien się wtrącić. Oni wszyscy czasami naprawdę byli tacy kłopotliwi. Same problemy z nimi. Westchnął ciężko. – Pomyślcie, czy jest coś jeszcze, co może nas zaskoczyć na egzaminie teoretycznym. To nasz ostatni wieczór.

Kiedy Iruka przyniósł im w końcu zwój, siedzieli nad nim jeszcze z dobrą godzinę, zanim Kiba nie zaczął ziewać, co udzieliło się całej reszcie.

– Cześć, młodzieży! – Kakashi, który pojawił się prawie niezauważalnie, postawił na złączonych stołach koszyk z prowiantem. Przyjrzał się im z zadowoleniem. Wszyscy wyrośli na wspaniałych młodych ludzi. Nawet Sasuke. Którego jednak trzeba było przekonać argumentem siły do zmiany stanowiska. Gdyby Naruto go wtedy nie pokonał, kto wie, co by się stało.

– Hokage-sama, dziękujemy. – Hinata przesunęła koszyk na środek, dając wszystkim jednakowy dostęp, z czego większość od razu skorzystała. Byli głodni, niewyspani…

– Siedzenie tutaj nic wam już nie da. Idźcie do domów, odpocznijcie. Jutro czeka was ciężki dzień.

– Kakashi-sensei, a wiesz, jakie będą pytania? – zapytał konspiracyjnie siedzący przy skraju stołu Naruto, pochylając się w jego stronę .

– Trudne. – Hokage już nawet nie zdzielił go książką, jak miał w zwyczaju. Wiedział, że ten jego roztrzepany były uczeń zrobił ogromne postępy. Iruka ostatnio z dumą opowiadał, jaką wiedze opanował. Oczywiście wypytał też dokładnie Sasuke, z którym Naruto spędzał przecież najwięcej czasu. Miał nadzieję, że im wszystkim się powiedzie.

Kakashi w końcu się pożegnał, życząc im powodzenia, a oni, korzystając z rady, zaczęli powoli wychodzić. Sakura zabrała pusty już koszyk po prowiancie, a Chouji z Lee poodkładali wszystkie książki na miejsce. Pewnie przez jakiś czas tego miejsca nie zobaczą, teraz przyjdzie czas na inne rzeczy. Misje, może własne drużyny… Raczej nie będą tu za często zaglądać.

Kiedy już wszyscy stali przed budynkiem akademii, zobaczyli w drzwiach starą bibliotekarkę.

– Mam nadzieję, że wszyscy zdacie – powiedziała i po raz pierwszy chyba, od kiedy ją poznali, uśmiechnęła się do nich.

– Nie spodziewałem się tego po niej – mruknął Naruto, kiedy kobieta już odeszła.

Oczywiście podziękowali jej i przepraszali za to, że sprawili jej tyle kłopotów.

– Powinniśmy jej coś podarować za ten stres – stwierdziła Sakura. – Naprawdę się przez nas denerwowała.

– Była wredna. – Naruto zmarszczył nos. – Ile razy na mnie krzyczała i mnie uciszała?! A ile razy nas wyrzuciła?

– Bo ktoś taki jak ty nie nadaje się do biblioteki, młotku. – Sasuke uśmiechnął się kpiąco. – Jesteś za bardzo rozwrzeszczany.

Naruto prychnął, ale nie miał siły wyzwać Sasuke na kolejny pojedynek. Było już zbyt późno, zresztą jutro z samego rana mieli egzamin.

– Tak, kupimy jej jakieś czekoladki, a ja przyniosę z kwiaciarni kwiaty. – Ino pokiwała głową. – Kto wie, czy nie będziemy musieli wrócić.

– Nie wiem jak wy, ale ja mam zamiar to zdać! – Naruto założył ręce na karku i zaśmiał się. – Wspomnicie moje słowa, zniszczę ten egzamin.

– Chodź już lepiej, młotku. – Sasuke pokręcił głową. Bawiła go pewność siebie Naruto, chociaż wiedział, że była tylko przykrywką.

– W takim razie widzimy się jutro. Egzamin mamy o dziewiątej. Niech nikt się nie spóźni! – zarządziła Ino, kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić.

– Chyba nie denerwowałam się aż tak na żadnym egzaminie. – Sakura podbiegła do nich i posłała lekki uśmiech. Szli w tę samą stronę, więc miała ochotę im potowarzyszyć. Wiedziała też, że z Naruto rozstaną się najszybciej, bo mieszkał w samym centrum wioski, a ona gdzieś w połowie drogi do mieszkania Sasuke. Może mogłaby jeszcze raz zagadać i … – Nie idziesz do siebie? – zapytała zdziwiona, gdy Naruto minął swój dom i szedł dalej razem z nimi.

– Nie, musimy jeszcze z draniem coś sprawdzić – odpowiedział, zakładając ręce za głowę. Było bardzo ciepło, słońce nawet jeszcze nie zaszło. Przyjemnie. Ale o wiele przyjemniej będzie niedługo. Uśmiechnął się sam do siebie. Obaj z Sasuke stwierdzili, że tej nocy muszą się odprężyć. Ostatnie dni były okropnie stresujące, więc relaks przed egzaminem był bardzo wskazany. Przynajmniej tak mówił dzisiaj Sai, cytując jakiś ze swoich poradników. Kakashi też im radził, żeby odpoczęli. A oni znali świetny sposób na rozładowanie emocji.

– To może mogę wam w czymś pomóc? – Sakura uśmiechnęła się lekko. Sasuke ostatnio jej unikał, ale zwaliła to na karb przygotowań do egzaminu. Była pewna, że między nimi coś zaiskrzyło. Gdyby tylko nie Naruto… Oczywiście, kochała go jak brata, ale czasami po prostu przeszkadzał. I nie był zbyt bystry, żeby to zrozumieć. Teraz byli już dorośli, więc w końcu musiał zdać sobie sprawę z tego, że Sasuke będzie poświęcał czas też komuś innemu. Że w końcu pewnie będzie chciał założyć rodzinę. – Ostatnio czytałam…

– Nie, Sakura – przerwał jej Sasuke. – Chodzi o kilka kwestii, które ciebie i tak nie zaciekawią – powiedział, mając nadzieję, że odpuści. Miał zamiar spędzić resztę czasu z Naruto. Nawet kupił jego ulubione słodycze. Potrzebowali się wyluzować. I po prostu pobyć tylko ze sobą.

Sakura nie była zachwycona, ale kiedy w końcu dotarli pod jej dom, z wyraźnym ociąganiem pożegnała się. Już sama nie miała pojęcia, jak podejść Sasuke, jak z nim rozmawiać. Wszystkie rady przyjaciółek póki co się nie sprawdzały. Może powinna tak jak Ino chwycić go po prostu za kamizelkę i pocałować? Niee… Na to się nie odważy. Sasuke to nie Sai. Pokręciła zrezygnowana głową i ruszyła w stronę drzwi wejściowych do budynku.

Weszła na po schodach na pierwsze piętro, gdzie znajdowało się jej mieszkania. Jak ona teraz cholernie zazdrościła Naruto, że to on spędzi z Sasuke wieczór. Nawet do głowy by jej nie przyszło, że to nie będzie tylko wieczór, ale cała noc, a pierwsze słowa, które usłyszy Naruto po zamknięciu drzwi do mieszkania, to: „ściągaj te ciuchy". Spojrzała na zdjęcie drużyny siódmej i westchnęła. Jutro egzamin. A później… Później coś wymyśli, żeby zbliżyć się do Sasuke jeszcze bardziej.

Sasuke obudził Naruto przed siódmą. Wiedział, że muszą zjeść porządne śniadanie, bo bez tego z myśleniem, zwłaszcza u tego młotka, będzie kiepsko. Sam wstał wcześniej i przygotował ryż z warzywami, bo to według niego to było naprawdę pożywne i dostarczało sporo energii. Poza tym smakowało Naruto, więc istniała szansa, że zje, a nie poleci jeszcze przed egzaminem na ramen. Już wczoraj trochę się denerwował i bredził o ostatnim posiłku skazańca czy coś w tym guście. Sasuke średnio go wtedy słuchał, bo już usypiał wyczerpany naprawdę dobrym seksem. Uśmiechnął się na wspomnienie tego, co robili i podszedł jeszcze do szafki, na wszelki wypadek wrzucając w kieszeń spodni mały pojemniczek z plastrami żywieniowymi od Orochimaru. Karin nadal regularnie mu je przysyłała. Ostatnio ich smak nawet się trochę polepszył.

Kiedy już mieli wychodzić z mieszkania, przyciągnął Naruto do siebie.

– Powodzenia – mruknął, całując go. Był świadomy, że później już nie będzie okazji na takie gesty. – Nie daj się zagiąć jakimś głupim pytaniem, pomyśl dwa… nie… trzy razy, zanim wpiszesz odpowiedź. Uczyliśmy się tyle, że powinieneś wszystko wiedzieć.

– Wiem, Sasuke. – Naruto tym razem nie obruszył się i nie zaczął krzyczeć, jakim to on nie jest wspaniałym ninja i dla niego taki egzamin to pestka. Denerwował się. Jeśli nie zda, to będzie… Wolał o tym nie myśleć. Znacznie przyjemniejsza była myśl, która nasunęła mu się wczoraj tuż przed zaśnięciem. Leżąc obok Sasuke i wsłuchując się w jego oddech, uświadomił sobie, że go kocha. I to już od dawna. Po prostu wcześniej nie umiał, a może i nie chciał nazwać tego uczucia. Ale teraz już wiedział. Teraz wszystko było inaczej. Uśmiechnął się lekko. – Chodźmy już.