A/N:Thank you, mjentrn, although you put too much faith in my bi-language abilities. I'm afraid that my English is not that good (especially grammar), since I'm learning it from TV or Internet. It took me lots of time and work to write those two short stories (not mention of big help from Lynzee005) and I know that I'm too weak to try write something larger in this language. That's why I'm writing in Polish. I'm sorry if you have trouble in translating. I know my first language is difficult but I'll gladly help you understand if I can. Just PM me.
In the mean time, thanks for your kind words. You've just made my day!
Ready for more, girls? :-)
25.
O ile samo zaproszenie do syna nie zdziwiło państwa Hudson, o tyle zrobił to fakt, że najwyraźniej nie jechali do jego mieszkania. Jack, powitawszy ich wylewnie na lotnisku, wziął ich bagaże i umieścił rodziców w samochodzie, walizki pakując na tył SUV-a, po czym z wprawą włączył się do ruchu, i podążył w przeciwnym niż zazwyczaj kierunku.
Oczywiście owa zmiana mogła po prostu oznaczać, że zmienił adres i dokładnie to pomyśleli Samuel oraz Linda, kiedy mknęli nieznanymi wcześniej ulicami Waszyngtonu. Nie zaszkodziło jednak się upewnić…
- Synku, zmieniłeś miejsce zamieszkania, czy wieziesz nas do hotelu, bo z pewnością nie mieszkasz w tej dzielnicy?- zapytała jego zaciekawiona matka.
- Rzeczywiście, ostatnio zamieszkałem gdzie indziej i właśnie tam zmierzamy.- odparł Sparky, unikając konkretnych wyjaśnień.
Jego ojciec, chociaż zaintrygowany, postanowił wstrzymać się od pytań, wiedząc, że wkrótce i tak się wszystkiego dowie. Linda jednak nie zamierzała. Jej wrodzona ciekawość i podejrzliwość kazały jej drążyć dalej, tyle tylko, że Jack skutecznie opierał się dalszemu przesłuchaniu, kwitując wszystko jednym, prostym:
- Za chwilę dojedziemy i wszystko wam powiem, mamo.
Chcąc nie chcąc, musiała się poddać. Jej syn bywał uparty jak osioł i jeśli rzeczywiście nie chciał o czymś mówić, uprzejmie, ale stanowczo odmawiał. Miał to chyba zresztą po niej, choć nie była to cecha, którą specjalnie mocno w sobie lubiła i chciała przekazywać dzieciom. Działała bowiem jak obosieczny miecz- czasem bywała przydatna i wskazana, ale czasem stawała się przeszkodą nie do pokonania. Jak teraz…
Tak więc, Pani Hudson (ta starsza) westchnęła tylko ciężko i podążyła śladem męża, cierpliwie czekającego na rozwój wypadków.
Kiedy zatrzymali się przed ładną, dość zadbaną kamienicą, państwo Hudson musieli przyznać, że otoczenie tu jest bardzo przyjemne dla oka, zwłaszcza, że dzielnica wyglądała na spokojną no i na dodatek było tu dużo sklepów oraz kafejek, które tak lubiła Linda. Nie skomentowali jednak tego głośno, bo ich priorytetem było teraz znalezienie odpowiedzi na dręczące ich pytania: co spowodowało tę zmianę i dlaczego Jack był przy tym tak tajemniczy?
- Chodźcie za mną.- poprosił, wyjmując bagaże z samochodu i otwierając dla nich drzwi wejściowe.
Skoro budynek był zbyt niski, by posiadać windę, cała trójka musiała wejść na górę schodami. Na szczęście jednak (głównie dla biednego „bagażowego", taszczącego ciężką jak diabli walizę matki), Sue mieszkała na drugim piętrze, więc mordęga Sparky'ego była w miarę krótka.
- Kupiłeś psa?- zdziwił się Sam, kiedy w trakcie przekręcania kluczy w zamku usłyszeli szczekanie za drzwiami mieszkania.
- Niezupełnie, tato.- odpowiedział z uśmiechem.- Nie obawiajcie się jednak. Ten kudłacz nic wam nie zrobi. Nie jest obronnym psem.- dodał i już po chwili wchodzili do środka.
Nie miał jeszcze czasu postawić walizek na ziemi, gdy w ślad za Levi'em, który powitał ich wesołym szczekaniem i machaniem ogona, do salonu wbiegło małe, jasnowłose i ciemnookie tornado, krzycząc entuzjastycznie:
- Tatuś!
Nietrudno się domyślić, że Samuel i Linda stanęli jak wryci na ten widok, zwłaszcza, że ich jedynak natychmiast porzucił bagaże, otworzył ramiona i z szerokim uśmiechem na twarzy pochwycił to tajemnicze dziecko, sadzając je sobie na biodrze, i całując czule w czółko.
- Hej, kluseczko!- powiedział z niewątpliwym uczuciem.- Tęskniłaś?
- Uhuh!- potwierdziła prędko mała blondyneczka i przytuliła się do niego mocno.
- Gdzie mama?- spytał, nie widząc żony.
- Ubiera się.- odpowiedziała Uma.
- Znowu? Przecież już się przebierała.- zdziwił się Jack.
- Ale sos się wylał, o tu…- pokazała dziewczynka, prezentując miejsce na swojej sukience, tej samej, którą kupił jej pierwszego dnia, gdy się spotkali.- Levi biegał, wpad na mamusię i bam!- wyjaśniła najlepiej jak umiała.
- „Wpadł", kochanie.- poprawił ją Sparky.
- Uhuh!- przytaknęła Uma.
- A mamusi nic się nie stało?- zapytał jeszcze z troską.
- Nie. Mamusia nie ma ałka, tylko sukienka brudna.- odparła jego córka (bo była nią niezależnie od tego, czy mieli na to papierek, czy też nie).
- To dobrze.- uspokoił się natychmiast. Jeszcze by tego brakowało, żeby Sue się poparzyła!
- Eeee… Synu?- odezwał się wreszcie Sam, który pierwszy otrząsnął się z zaskoczenia.- Masz nam coś do powiedzenia?- dorzucił, patrząc na niego wyczekująco.
No dobra! Nie tak to sobie wykombinował, ale mleko się już (przynajmniej w części) rozlało, więc zamiast nad nim płakać, postanowił wziąć byka za rogi i odpowiedział odważnie:
- Nawet sporo, ale zanim to zrobię, chcę wam przedstawić Umę…
Malutka pomachała do nich nieśmiało, a potem poprosiła, by ją puścił, bo koniecznie chciała powiedzieć mamie o powrocie taty i nadejściu gości. Zrobił to, a gdy zniknęła im z oczu, dodał ciszej:
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, już niedługo będzie waszą wnuczką.
Linda wiele mogła znieść, bo była silną kobietą, ale nawet jej taki szok nie mógł nie powalić i zanim panowie się obejrzeli, już leżała jak długa.
- Jack, chłopcze…- stwierdził z niedowierzaniem jego ojciec, klękając obok ślubnej.- Kiedy już ocucimy twoją matkę, naprawdę musimy poważnie porozmawiać, bo czegoś tutaj stanowczo nie rozumiem.- powiedział.
- Uwierz mi, tato. Właśnie po to was tutaj zaprosiłem.- wyznał brunet i z zapałem zaczął wachlować rodzicielkę leżącym dotąd na komodzie afrykańskim wachlarzem Lucy, podczas gdy Samuel delikatnie klepnął żonę w policzek.
Linda wróciła do świadomości właśnie w momencie, gdy do salonu weszła onieśmielona i nieco zarumieniona, bez dwóch zdań elegancka blondynka, niosąc w ramionach napotkaną już dziewczynkę. Kiedy więc matka Jacka ją ujrzała, spojrzała na syna z dziwnym wyrazem twarzy i powiedziała:
- Czy to właśnie z jej powodu rzuciłeś Allie?
Tym razem już nie zamierzał milczeć, jak robił to kiedyś. Był dumny z tego, że poślubił tę niewiarygodną kobietę i teraz miał jej to udowodnić.
- Z Allie skończyłem dawno temu, mamo, ale tak, nie mylisz się. To Sue jest powodem, dla którego nigdy więcej się nie zeszliśmy i zanim powiesz coś, czego wszyscy moglibyśmy pożałować, wiedz, że jest również moją żoną i kocham ją całym sercem!- powiedział zdecydowanie i z uczuciem.
Jeśli spodziewał się gorzkiego komentarza, to bardzo się zdziwił, bowiem usłyszał zgoła co innego…
- Chwała Bogu! Już myślałam, że swoim uporem doprowadzę do największego błędu twojego życia. Cieszą się, że tym razem mnie nie posłuchałeś!
- Huh?
Tylko tyle potrafił z siebie wydusić…
TBC
A/N: No i jak pierwsze spotkanie z rodzinką Jacka?;P
